Błąd dostępu do bazy danych [145]
Pęknięcie - Rozdział 2
https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
200

Chiny

Autor płaci:
200

  Wycieczka życia  

Błąd dostępu do bazy danych [145]

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W lutym nagrodą jest książka
Gra anioła
Carlos Ruiz Zafon
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Chiny

Wycieczka życia

Żołnierze Wyklęci

A gdy się wypełniły dni...

Bliskie spotkania

Chodźmy...

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Mefisto i Carmen

"Nie moja w tym wina, że jak to bywa w świecie Los z przekory nici gobelin życia plecie."

Nowozrodzenie

Czym jest zbawienie.

Rosół

Aż raz, na mojej drodze, wiodącej do niechybnej śmierci,

Ró-ża

Na skrawku zapisane

KYTNAMOR

...

Nigdy

Proszę o komentarze :)

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
0
użytkowników.

Gości:
0
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 82755

82755

Pęknięcie - Rozdział 2

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
26-01-06

Typ
P
-powieść
Kategoria
Psychologia/Horror/Przyjaźń
Rozmiar
11 kb
Czytane
92
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
26-01-08

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
R12-powyżej 12 lat pod nadzorem i za zgodą rodziców lub dorosłych

Autor: Hitomi44 Podpis: Hitomi

Błąd dostępu do bazy danych [145]
off-line
wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Gdy rzeczywistość zaczyna przesuwać się o milimetr, Nisa i Ellie odkrywają, że niepokój nie jest już tylko w ich głowach. Drobne pęknięcia, obcy mężczyzna w kapturze i zjawiska, których nie da się wytłumaczyć, wkraczają w ich codzienność.

Opublikowany w:

Pęknięcie - Rozdział 2

ROZDZIAŁ 2

Nie wydawało im się. Ktoś był za drzwiami.
Ellie podeszła na palcach i przyłożyła oko do wizjera. Jej palce zacisnęły się na framudze. Nisa miała ochotę roześmiać się z irracjonalności ich zachowania. Też podeszła cicho do drzwi i wyjrzała na korytarz. Niewiele udało się jej zobaczyć, bo panował tam dziwny półmrok. Widziała tylko męską sylwetkę z kapturem na głowie. Obrócił głowę, gdy usłyszał otwierające się drzwi windy, ale nadal jego twarz pozostawała w cieniu. Odsunęła się i spojrzały na siebie bez słowa. Nie znały tego mężczyzny. Nisa ponownie wyjrzała na zewnątrz, ale nikogo już tam nie było. Poczuła, jak jej ramiona opadają delikatnie, choć nie zdawała sobie sprawy, że były tak bardzo napięte. W sercu nadal czuła niepokój.
— Może to jakiś nowy sąsiad? — zapytała z powątpiewaniem Ellie.
— Wątpię — mruknęła, marszcząc brwi. — Zauważyłaś coś, czy tylko stał?
— Patrzył na ekran telefonu, ale poza tym nic takiego. Czemu pytasz?
— Nie wiem. Cały dzień jestem jakaś niespokojna. A teraz to — zamknęła oczy i potarła czoło. — Przecież nikt do nas nie przychodzi. No dobra, czasem dozorca, ale to zdecydowanie nie był on. Mam wrażenie, że coś nie pasuje, Ell. Nie umiem tego opisać, ale świat stał się… odrobinę inny, jakby rzeczywistość była o milimetr nie na miejscu.
Ellie przełknęła ślinę, ale spojrzała na nią z troską i bez odrobiny zwątpienia.
— Będę miała oczy szeroko otwarte, Ni.

Tej nocy trudno było znaleźć pozycję, w której dało się zasnąć.
Ellie długo nie mogła się wyciszyć, myśląc o słowach przyjaciółki: „...milimetr nie na miejscu”.
Przyszła dziś do biura o zwyczajowej porze, wzięła z biurka kubek i poszła najpierw po kawę. To był jej rytuał, zanim zanurzała się w mailach od klientów, projektach nowych grafik i przeglądaniu statystyk w social mediach. Teraz, gdy o tym myślała, zdała sobie sprawę, że jej kubek był obrócony. Zawsze chwytała go prawą ręką, bo z tej strony było jego ucho. Dziś było odwrotnie. Może po prostu w piątek odstawiła go inaczej? Albo sprzątaczka go przestawiła? To dało się wytłumaczyć racjonalnie. Choć z drugiej strony jej notes z uśmiechniętym jednorożcem leżał dokładnie na środku biurka, a tęczowy ołówek równolegle do niego. Teraz, gdy o tym pomyślała, poczuła zimno przemykające przez płuca. „Milimetr nie na miejscu”.
Zanim w końcu zasnęła, wsłuchując się w biały szum z głośnika, pomyślała o chłopcu.

Nisa też jeszcze kręciła się w pościeli. Lawina ciągle nowych pytań nie chciała się skończyć. Miała ochotę pójść do Ellie i położyć się razem z nią. Tak samo jak pewnej nocy, gdy rozpętała się koszmarna burza, a one dopiero wprowadziły się do tego mieszkania. Szeptały wtedy o niczym, a błyskawice rozcinały ciemność raz po raz.
A może do niej iść?
Odsunęła kołdrę, ale nie wykonała żadnego ruchu. Zamiast spokoju, który zawsze czuła na myśl o przyjaciółce, teraz była niepewność. Nie ta o Ellie, ale o siebie. Usiadła na łóżku, obejmując nogi rękami i zaczęła się kołysać.
Kim był ten facet?
Ta myśl nie dawała jej spokoju, a dochodziła już pierwsza. Zmęczenie zamykało jej oczy, ale mózg nadal działał na pełnych obrotach. Westchnęła ciężko i sięgnęła na szafkę nocną po telefon i słuchawki.
Zagłuszenie to jedyna skuteczna metoda w tej sytuacji.
Gdy oczy stały się suche i piekące od wpatrywania w ekran, a muzyka skutecznie przepędzała słowa krążące w głowie, Nisa w końcu zasnęła.

Ellie leżała w swoim łóżku, oddychając nierówno. Nisa stała na progu. Nie wiedziała, jak się tu znalazła. Patrzyła na przyjaciółkę z przerażeniem. Nie było tam już dziewczyny bez skazy. Widziała to bardzo wyraźnie – niewielkie pęknięcie nad lewym uchem, z którego sączyła się ciemność. Czerń ciemniejsza niż półmrok panujący w pokoju.
Nie. Nie, nie, nie.
Ellie poruszyła się niespokojnie, a pęknięcie się powiększyło. Jeszcze chwila i sięgnie czubka głowy. Nisa nie mogła zmusić się do ruchu. Nogi były zbyt ciężkie, ręce zwisały bezużytecznie po bokach nieruchomego ciała. Ciemność rozlewała się na różowej poduszce, rosnąc jak kałuża krwi.
Nie, błagam nie!
Zerwała się z łóżka, łapiąc powietrze szybko i urywanie. Serce biło jak oszalałe. Pot ściekł zimną stróżką po kręgosłupie. Zeskoczyła z łóżka i pobiegła do pokoju Ellie. Była tam. Nie działo się nic złego. Ulga, którą poczuła, ugięła pod nią kolana. W zaciśniętej pięści zmięła koszulkę na wysokości serca.
To był tylko sen… Jezu…
Gdy wróciła do pokoju, była tak wykończona, że nie potrzebowała niczego więcej do zaśnięcia.

Otworzyła oczy, gdy na granicy snu usłyszała jakiś dźwięk. Zerknęła na ekran telefonu – dziewiąta dwadzieścia. To oznacza, że Ellie jest już w pracy. Mieszkanie jest puste.
Puk, puk.
Zamarła. Adrenalina momentalnie ją rozbudziła. Poruszyła się, nie wiedząc, co chce zrobić. Wstaje czy ma zamiar się ukryć. Pukanie znowu się powtórzyło, tym razem głośniejsze i bardziej natarczywe. Zacisnęła palce na kołdrze, po czym odrzuciła ją i wyszła na palcach z pokoju. Podłoga na korytarzu była nieprzyjemnie zimna, a pod drzwiami wejściowymi słyszała jakieś szuranie i brzęk kluczy. Dopadła do wizjera i zobaczyła starszego pana, szukającego czegoś w kieszeniach.
— Pan Tate? — zapytała, otwierając drzwi. — Coś się stało?
Edgar Tate, dozorca budynku, poskoczył jak kot złapany na gorącym uczynku, co było nie lada wyczynem przy jego tuszy i jakiejś siedemdziesiątki na karku.
— Czy chce pani, żebym padł na zawał tu i teraz? Kto to widział wyskakiwać tak znienacka — nadął usta pod swoimi sumiastymi wąsami i zmrużył oczy. — Kto wtedy będzie to wszystko ogarniać? Nie będzie komu wytrzeć kałuży na schodach i zaraz ktoś skręci kark. A kto będzie winny? — zapytał retorycznie. — Oczywiście, że ja i nikt nawet nie zwróci uwagi, że przecież dopiero co umarłem na zawał pod waszymi drzwiami.
Wziął chwilę na oddech, więc Nisa ośmieliła się wtrącić:
— Panie Tate, czy coś się stało?
— A, no tak. Już chciałem zostawić paniom notatkę. Mamy awarię pieca, więc przez jakieś dwie godziny nie będzie ogrzewania i ciepłej wody. Też już nie miało się to kiedy stać — westchnął. — Powinni się z tym sprawnie uwinąć, ale pani wie jak to jest z tymi fachowcami – mówią jedno, robią drugie, a liczą za trzecie. Tfu, hieny — zrobił krok w tył. — Muszę jeszcze iść pod piątkę, a potem przypilnować naprawy. Do widzenia pani.
Mruczał jeszcze coś pod nosem, oddalając się w rytmie podzwaniających przy pasku kluczy i zapewne nie usłyszał pożegnania Nisy.
Dozorca.
Plasnęła ręką w czoło i pokręciła z niedowierzaniem głową.

Faktycznie w mieszkaniu wkrótce zrobiło się chłodniej. Nisa siedziała na łóżku, zawinięta w swój ulubiony koc, próbując pracować. W mieszkaniu panowała cisza. Kubek ciepłej herbaty parował na szafce nocnej. Czuła ciężar tematu o tętniakach na końcu umysłu, ale nie była w stanie na razie się za niego zabrać. Opuszki palców mrowiły na każde wspomnienie sprzed ponad tygodnia, które dobijało się do jej świadomości. Czasami nadal wracała myślami do tamtego momentu. Czy teraz podjęłaby inną decyzję?
Skup się. Artykuł czeka.
Zaczęła bezmyślnie wystukiwać słowa na klawiaturze, łudząc się, że nagle nabiorą sensu. Dlaczego jest tak zimno? Palce miała lodowate. Pan Tate mówił, że wszystko potrwa jakieś dwie godziny, ale straciła poczucie czasu. Zerknęła na zegar w dolnym rogu ekranu – trzynasta osiem. Nadal zawinięta w koc podeszła do okna, pod którym był grzejnik. Zimny. Wyjrzała na zewnątrz. Śnieg sypał gęsto, rozrzucając wokół wielkie płatki. Patrzyła, jak opadają spokojnie i cicho, nie przejmując się tym, na czym wylądują. Mrugnęła. Biel stała się jeszcze bardziej nieprzenikniona. Nie widziała ulicy ani nawet chodnika. Dziwne. Jej oddech zaparował szybę. Odsunęła się lekko. Z jej ust wydobywały się obłoczki pary. Wstrzymała oddech, zaskoczona i rozejrzała się, szukając wskazówek. Przyszło jej na myśl, żeby wyjść i poszukać Edgara, bo w mieszkaniu nie da się wytrzymać z zimna, ale nie mogła się ruszyć. Dosłownie. Całe ciało jej zesztywniało. Palce nie chciały się wyprostować, a stopy przywarły do dywanu jak przyklejone. Czy to szron? Serce zacisnęło się boleśnie i przyspieszyło rytm. Krew zaszumiała w skroniach. Zamknęła oczy. Ciśnienie narosło w uszach, jak podczas startu samolotu, a gdy odpuściło z cichym pyknięciem, spojrzała. Świat nadal był ukryty pod całunem śniegu, ale biel stała się spokojna. Grzejnik był ciepły.
Wróciła na łóżko, dygocząc lekko. Nie wiedziała, czy z ciągłego zimna, które nie odpuściło, czy ze strachu majaczącego gdzieś w tle.
Co to było?
Potarła dłonią zmarszczone brwi. Spojrzała na telefon – trzynasta dziesięć, zero powiadomień i wiadomości. Nagle poczuła się jak skończona kretynka. Podeszła jeszcze raz do okna i dotknęła grzejnika. Widok był normalny, a pod ręką czuła ciepło. Popatrzyła przez szybę pod różnymi kątami, przyjrzała się dywanowi, sprawdziła ciepło w każdym miejscu.
To możliwe, że biel ją oślepiła, przez zmarznięte dłonie nie poczuła ciepła, a na dywanie są jakieś błyszczące drobinki udające szron.
To. Jest. Możliwe.
Dla kogo?

Ellie stała w pomieszczeniu socjalnym z kubkiem gorącej kawy w dłoniach. Mark opierał się o parapet ze skrzyżowanymi rękami, patrząc na nią z uśmiechem.
— Mówisz poważnie? Nigdy nie jadłaś waty cukrowej? — uniósł brew. — Jak to w ogóle możliwe? Nawet w wesołym miasteczku?
— Nie byłam i nie jadłam. No zejdź ze mnie — fuknęła. — Nie wiem, co jest takiego super w jedzeniu czystego cukru i umieraniu z nadmiaru adrenaliny na rollercoasterze.
Udał, że nie widzi, jak przewraca oczami i stwierdził:
— Zabiorę cię tam latem i najwyżej pojeździsz sobie na karuzeli z kilkulatkami…
W tym momencie przestała go słuchać. Otworzyła szeroko oczy, a skóra na głowie zamrowiła ją jak pod dotknięciem lodowatych palców. Przełknęła z wysiłkiem ślinę i starała się utrzymać uśmiech. Zacisnęła dłonie, czując jak ciepło odpływa z jej napoju.
Przy każdym ruchu warg z ust Marka wydobywały się obłoczki pary. Jak gdyby stali teraz na zewnątrz, a nie w ciepłym pokoju.
Starała się zachować kamienną twarz i oddychać powoli. Przesunęła się lekko, żeby zmienić perspektywę. Nic. Nadal tak samo. Zacisnęła zęby. Przypomniała sobie słowa Nisy i poczuła ukłucie w klatce piersiowej. Czy właśnie o tym mówiła? Mrugnęła powoli i wszystko wróciło do normy.
— … co o tym myślisz Ellie?
— Hm? Przepraszam Mark, przypomniałam sobie o czymś. Wrócimy do tego tematu. Muszę lecieć na spotkanie.
Tak naprawdę pobiegła do łazienki i zamknęła się w kabinie. Wyjęła telefon i szybko napisała krótką wiadomość do przyjaciółki. Gdy usiadła, żeby trochę się uspokoić, zanim wyjdzie, telefon pokazywał trzynastą piętnaście.

Podpis: 

Hitomi Styczeń 2026
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Żołnierze Wyklęci Bliskie spotkania Sen o Ważnym Dniu
A gdy się wypełniły dni... Chodźmy... Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).
Sponsorowane: 25Sponsorowane: 25Sponsorowane: 15
Auto płaci: 100

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2025 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.