https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
80

Sprawca (fragment III)

Autor płaci:
100

  Fragment III.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W listopadzie nagrodą jest książka
Córka łowcy demonów
Jana Oliver
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Sprawca (fragment III)

Fragment III.

Sprawca (fragment II)

Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Sprawca (fragment)

Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Taedium vitae

Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Bliskie spotkania

Chodźmy...

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Liście lecą z drzew

Krótki wiersz

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

Zapach deszczu.

Takie moje wspomnienia.

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1053
użytkowników.

Gości:
1053
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 8268

8268

Muz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
04-08-08

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Psychologia/Zbrodnia/Inne
Rozmiar
16 kb
Czytane
2158
Głosy
8
Ocena
4.69

Zmiany
16-02-09

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
R12-powyżej 12 lat pod nadzorem i za zgodą rodziców lub dorosłych

Autor: sopocianka Podpis: Julia Nakielska (Ostrowska)
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Wstrząsnęło mną to, co napisałam.

Opublikowany w:

Muz

Siedzę w fotelu. Patrzę w oczy mojego Muza i piszę. Nie piszę jednak tego, co zwykle: powieści, opowiadania, wiersza. Nie. Tym razem moja pisanina nie jest podyktowana natchnieniem. Pragnę tylko opowiedzieć historię mojego życia, a w zasadzie jej część. Część życia ściśle powiązaną z NIM. Może będzie to ostrzeżeniem dla innych twórców? A może rodzajem pożegnalnego listu? Nie wiem.

Zacznę od tego, że zawsze uwielbiałam przelewać swoje myśli na papier. Już w przedszkolu prowadziłam pamiętnik. Nie umiałam jeszcze pisać, więc tylko rysowałam poszczególne zdarzenia. Za to w szkole podstawowej rozwinęłam swoje literackie skrzydła. Opowiadania i wiersze wychodziły spod mego pióra niemal bez żadnego wysiłku. Pisanie było moją pasją. Mało tego, zastępowało mi rodzinę i przyjaciół. Odsunęłam się od wszystkich. Pierwsze sukcesy zaczęłam odnosić na studiach (dziennikarskich). Jeden magazyn co miesiąc wydawał moje opowiadania.
Zapragnęłam napisać powieść. Pracowałam ciężko wiele miesięcy, o mało nie zawalając studiów. Chwilami myślałam, że zwariuję. Kilka razy dopadła mnie pustka literacka. Na szczęście udawało mi się przywoływać wenę muzyką poważną. W końcu napisałam. Wydawnictwo, które opublikowało moją powieść, nie spodziewało się takiego sukcesu. Dostałam propozycję napisania następnej powieści. Byłam w siódmym niebie. Miałam wspaniały pomysł, dokładnie wiedziałam, co chcę napisać i jak.
Usiadłam pewnego słonecznego dnia przy biurku i z zapałem włączyłam komputer. Wpatrywałam się w biel kartki na ekranie komputera i... nie mogłam napisać ani zdania! Okazało się, że pierwsza powieść totalnie mnie wypompowała, pozbawiła sił literackich, wszystkiej mocy pisania. Siedziałam pięć godzin, usiłując napisać pierwsze zdanie. Nie byłam w stanie tego zrobić. Wszystkie próby były żałosne, a kolejne efekty moich wysiłków coraz gorsze. Starałam się uspokoić. Mówiłam sobie, że to tylko chwilowa niemoc, że potrzebuję trochę czasu. Po dwóch tygodniach znowu usiadłam przed komputerem. Nic. Byłam jednak na to przygotowana. Włączyłam muzykę poważną, która zawsze przynosiła mi natchnienie. Lecz nie tym razem... Nawet moja ulubiona uwertura do „Zemsty nietoperza” nie pomogła. Słuchałam wtedy innych rodzajów muzyki, łudząc się, że któryś z nich przywróci mi moc pisania. Jedynym tego skutkiem był koszmarny ból głowy. W ciągu następnych dni próbowałam chyba wszystkiego: pisania w malowniczym zakątku (w lesie, na łące), o różnych porach dnia i nocy. Łykałam tabletki na koncentrację, medytowałam. Wszystko na nic.
Byłam u kresu wytrzymałości. Właściwie już miałam się poddać, uznać, że mój talent literacki wypalił się jak szczapa w kominku; gdy oglądając pewien program w telewizji, zrodził się w mej głowie niekonwencjonalny pomysł. Program dotyczył mitologii, między innymi była mowa o greckich muzach. „Muza!” – wykrzyknęłam. To było to. Musiałam po prostu znaleźć swoją muzę. Nie taką pod postacią muzyki, czy krajobrazu, ale uosobioną. Poczułam wtedy wielką ulgę i odprężenie. Muza przedstawiana jest zwykle w sztuce jako piękna kobieta. "Jednak co mi przyjdzie z kobiety, nawet pięknej?" Czułam, że tylko prawdziwy mężczyzna będzie w stanie przywołać moje natchnienie. Muz z krwi i kości. Postanowiłam dać ogłoszenie do gazety. Miałam spory problem ze sformułowaniem treści, ale jakoś uporałam się z tym. Dokładnie po dwóch miesiącach zmagań z pierwszym zdaniem drugiej powieści, ukazało się moje ogłoszenie: „Młodego, interesującego mężczyznę zatrudnię. Oferuję mieszkanie i wysokie wynagrodzenie.” Przymiotnik „atrakcyjny” zastąpiłam słowem „interesujący”, a i tak brzmiało to dość dwuznacznie.
W ciągu miesiąca przez moje mieszkanie przewinęło się mnóstwo kandydatów. Niestety żaden w niczym nie przypominał Muza moich marzeń. Pomyślałam, że to koniec mojego pisarstwa. Zastanawiałam się właśnie, czy nie zadzwonić do wydawnictwa i nie rozwiązać umowy o dzieło, gdy niespodziewanie ktoś zapukał do drzwi. Zdziwiłam się i to z dwóch powodów. Po pierwsze, była bardzo późna pora, po dwudziestej trzeciej. Po drugie, dlaczego ten ktoś nie użył dzwonka, tylko własnej dłoni? Poszłam otworzyć. Na progu stał młody, bardzo szczupły mężczyzna w starym ubraniu. Miał podłużną twarz i ciemne włosy do ramion. Melancholijny wzrok wbijał w zachmurzone niebo.
- Dzień dobry. Ja z ogłoszenia – wyjaśnił, wciąż spoglądając w górę.
- Dobry wieczór. Jest już trochę późno, ale niech pan wejdzie.
Wszedł, nadal nie opuszczając oczu. Patrzyłam za nim trochę niepewnie. Przemknęło mi przez głowę, że chyba coś z nim nie tak.
- Przyjmie mnie pani? – zapytał, wreszcie patrząc mi w twarz.
- Jeszcze nie wie pan, jaka to praca – zauważyłam.
- Wszystko mi jedno. Bardzo potrzebuję pieniędzy. Zgadzam się na wszystko, od czyszczenia kibli po seks – rzekł niedbale.
Zaskoczył mnie tą wypowiedzią. Patrzyłam na niego w milczeniu, pełnym osłupienia. Nie miał w sobie nic nadzwyczajnego, ale wyraźnie się różnił od poprzednich kandydatów.
- Przyjmę pana na próbę. Proszę za mną.
Zaprowadziłam go do mojej pracowni. Pokój podzielony był na dwie części niskim (zaledwie metrowym) parawanem. Po jednej stronie stało moje biurko i regały z książkami. Druga strona pokoju przypominała dekorację teatralną. Powiesiłam tam mnóstwo barwnych chust, obrazów. Pośrodku stało krzesełko przykryte wielką połacią zielonego materiału. Wskazałam mu je stanowczym gestem.
- Mam pani pozować? – zaczął odpinać guziki koszuli.
- Proszę się natychmiast ubrać! – krzyknęłam. „Co on taki chętny do rozbierania?” Byłam sama w domu z obcym mężczyzną, w środku nocy, odczuwałam więc uzasadniony strach.
- Spokojnie. Niech pani się nie denerwuje. Skoro nie mam się rozbierać, to na czym będzie polegać moja praca?
Spojrzałam na niego niepewnie. „Chyba wybuchnie śmiechem, gdy mu odpowiem.”
- Będzie pan moim Muzem.
Zmarszczył brwi, a po jego beznamiętnej twarzy przemknął cień rozbawienia.
- Co mam robić?
- Sama nie wiem – zająknęłam się. – Niech pan usiądzie wygodnie i... Dam panu pewien tekst, który będzie pan recytować.
Poszperałam w biurku. Jeszcze podczas pracy nad pierwszą powieścią, napisałam krótką rymowankę – zaklęcie, która pomagała mi w tworzeniu. Teraz podałam mu małą karteczkę.
- Jeszcze nie – zastrzegłam. – Dopiero, jak dam panu znać. – Włączyłam komputer, uruchomiłam dokument word i przez chwilę zbierałam myśli. Pochyliłam się w skupieniu nad klawiaturą i powiedziałam – Teraz.
Zaczął. Czytał powoli i uważnie. Miał dobrą dykcję, niczym zawodowy aktor. Recytował:

„ Przybywaj słodka i wonna,
Przybywaj lekka i lotna,
Dodaj mi mocy, czarowna,
Wstąp we mnie weno zawrotna.

Przybywaj cudna, wspaniała
Przybywaj me wybawienie,
Ogarnij mnie sobą cała,
Przegoń me utrapienie.

Magiczne natchnienie wstąp we mnie.
Niech piszę pracowicie, lekko, przyjemnie i pewnie.
Zapal we mnie płomień twórczy, udziel mi pomocy,
Niechaj klawisze komputera stukają w dzień i w nocy.
Niechaj mój umysł, serce z wyobraźnią wespół
Tworzą intensywnie, pracując nad powieścią.”

Usiłowałam pisać. Wsłuchiwałam się w jego głos, starając się wykrzesać z siebie chociaż odrobinę zapału twórczego. Nie mogłam.
- Skończyłem – oznajmił.
- Jeszcze. Niech pan czyta dalej. Tak długo, aż nie każę panu przestać – rozkazałam rozgorączkowana.
Czytał. Ja starałam się pisać, ale spod moich palców nie wyszła ani literka. W końcu zrozpaczona ukryłam twarz w dłoniach, zbierało mi się na płacz. Uświadomiłam sobie, że mężczyzna wciąż recytuje, zachrypniętym już głosem.
- Może pan przestać. Nic z tego nie wyjdzie. Zapłacę panu za ten czas i się pożegnamy... wena i ja – dodałam szeptem.
- A więc nie zatrudni mnie pani? - spytał z zawodem, podchodząc do parawanu.
- Niestety – po moich policzkach płynęły łzy. Znalezienie Muza było moją ostatnią deską ratunku.
- Może jeszcze raz spróbujemy? Ja naprawdę potrzebuję tych pieniędzy. Proszę dać mi jeszcze jedną szansę – nalegał.
Otarłam twarz wierzchem dłoni i spojrzałam na niego. Jego nieruchome, jak mi się zdawało oczy, błyszczały wzruszeniem. W moim sercu obudziła się nadzieja.
- No, dobrze. Niech pan usiądzie obok mnie.
Wykonał polecenie. Przysunęłam swoje krzesło do niego, jak tylko się dało najbliżej i spojrzałam mu w twarz. „Niby taka przeciętna, ale ten wrażliwy wyraz ust... i te oczy!” Oczy mojego Muza były niebiesko-zielono-brązowe.
- Ma pan niezwykłe oczy – wyszeptałam zaintrygowana. – Nie sądziłam, że ktoś może mieć tak barwne tęczówki.
Nic nie mówił. Nie spuszczał jednak ze mnie wzroku, dając mi sposobność do dalszej kontenplacji tego cudownego zjawiska. Patrzyłam jak urzeczona. Bezwiednie zbliżyłam swoją twarz, tak blisko, że nasze nosy zetknęły się ze sobą. Oczy nieznajomego miały magnetyczną moc. Kolory na jego tęczówkach z wolna zaczęły się ze sobą mieszać, wirować, kotłować się, rodząc róż, żółć, czerwień i inne kolory, które w ludzkich oczach znaleźć się nie miały prawa. Mogłabym to porównać tylko z animacją, pojawiającą się przy odsłuchiwaniu plików multimedialnych. Stopniowo oczy Muza zaczęły mnie wciągać, barwy niknęły w głębokiej czerni i nagle niczym błysk ujrzałam plastyczny opis fabuły powieści, którą miałam napisać, słyszałam dialogi swoich bohaterów a po chwili ujrzałam litery układające się w wyrazy, zdania, akapity, rozdziały.
- Jest pan genialny! – zawołałam. Ogarnęła mnie euforia i takie szalone natchnienie, jakiego nigdy wcześniej nie czułam. Oderwałam wzrok od oczu mojego wybawiciela i wzięłam się ostro do roboty. Do roboty? To była przyjemność! A zarazem i przymus. Pisałam nieprzerwanie aż do rana, od czasu do czasu spoglądając w oczy mężczyzny. Mój Muz siedział cierpliwie i się nie odzywał. Po jakimś czasie zaczął zdradzać zmęczenie, ale nadal nic nie mówił. W końcu o godzinie szóstej rano i ja poczułam się zmęczona, ale i jaka szczęśliwa! Spełniona literacko! Napisałam trzy rozdziały.
- Zatrudniam pana! – wykrzyknęłam, od razu wręczając mu pięćset złotych.
Od tego czasu Muz mieszkał ze mną. Utrzymywałam go i płaciłam sowite wynagrodzenie. Pieniądze nie były dla mnie problemem. Z pomocą fenomenalnych oczu Kaliopa (tak nazywałam Muza) napisałam wiele bestselerów. Spoglądając w jego intrygujące oczy, potrafiłam pisać zawsze, na każdy temat, w każdej formie.
Pisanie coraz bardziej mnie pochłaniało. Przestałam wychodzić na powietrze, Muzowi też zakazałam. Przecież był mi potrzebny w mojej pracowni! Zdarzało się, że nie wychodziliśmy z niej przez kilkanaście godzin. Kaliop nie skarżył się. Mówił, że potrzebuje gotówki i dla niej może się poświęcić. Do dziś nie wiem, co robił z pieniędzmi, które mu dawałam. Ciągle chodził w tym samym ubraniu, w którym przyszedł do mnie pierwszego dnia lub w szlafroku (gdy jego rzeczy były w praniu). O ile wiem, nie kupował sobie żadnych zbytków. Zresztą nie zastanawiałam się nad jego sposobem gospodarowania pieniędzmi. Interesowały mnie tylko jego oczy.
To było jak narkotyk. Chciałam coraz więcej. Pragnęłam znów poczuć tę nieziemską ekstazę tworzenia, rozkoszny ból kręgosłupa od pochylania się nad komputerem. A dawka pisania musiała być coraz większa, aby osiągnąć pierwotny efekt. Pisałam i wysyłałam swoje utwory do różnych wydawnictw. Reszta mnie nie obchodziła. Może z wyjątkiem pieniędzy, musiałam przecież płacić pensję mojemu Muzowi. Miałam w nosie recenzje i telefony z prośbą o wywiady. Ważne były tylko dwie rzeczy: oczy Kaliopa i pisanie. Nic więcej dla mnie nie istniało.
Po roku zaproponowałam mu ślub. W końcu skoro u mnie mieszkał i niemal każdą chwilę spędzaliśmy razem, mogliśmy sformalizować nasz związek. Zapytał ile mu zapłacę. Wymieniłam kwotę. Miesiąc później byliśmy mężem i żoną. W urzędzie stanu cywilnego podpisaliśmy umowę. On miał być na każde moje skinienie (tworzyć chciałam prawie bez przerwy), ja mu miałam słono płacić. Kontrakt ten był na pięć lat, bez możliwości wcześniejszego zerwania.
Każdy nasz dzień wyglądał identycznie. Prawie nie wychodziliśmy z mojej pracowni. Tu spaliśmy i jedliśmy (zatrudniłam gosposię, sama nie miałam czasu gotować). Doszło do tego, że kazałam postawić w rogu pokoju latrynę typu toi – toi. Aby nie zasnąć i móc nieprzerwanie tworzyć, piłam dziesięć kubków kawy na dobę, brałam też leki pobudzające. Żeby nie opaść z wyczerpania, ustaliłam sobie limit snu na tydzień. Na początku wynosił on trzydzieści pięć godzin, stopniowo zmalał do dwudziestu. Automatycznie odnosiło się to także do Kaliopa.
Muz był coraz bledszy i coraz chudszy, zauważylam sine worki pod jego oczami. Nieobcinane włosy, niegolona broda i wąsy, zrobiły z niego jakiegoś strasznego, włochatego stwora. Nie zważałam na to, liczyły się tylko tęczówki jego oczu. Ja też byłam strasznie zaniedbana, ale wtedy nie zdawałam sobie z tego sprawy. Czułam wyczerpanie, ale nie mogłam przestać pisać. Musiałam patrzeć w jego oczy i tworzyć, tworzyć, tworzyć... Przeżywać bez końca i bez końca stan natchnionego uniesienia.
Ciągnęło się to dwa lata. Aż do wczoraj. Wszystko stało się przez to, że zdecydowałam się odprawić naszą gospodynię. Serwowane przez nią posiłki i wystraszony wyraz jej twarzy, gdy wchodziła do pracowni zaczęły mnie irytować. Poinformowałam o tym Muza.
- To co będziemy jeść? – odezwał się. Jego głos był słaby i obcy. Nic dziwnego, prawie nie rozmawialiśmy ze sobą. Popatrzyłam na niego. Chciałam odpowiedzieć, ale z mojego wysuszonego gardła wyrwał się tylko cichy skrzek.
- Mam tego dość. Odchodzę – oświadczył nagle i podszedł do drzwi.
Zagrodziłam mu drogę.
- I gdzie pójdziesz? – udało mi się wycharczeć. – Nie masz przecież rodziny ani domu. Sam mi mówiłeś. Ja cię przygarnęłam! Zatrudniłam! Dałam ci dach nad głową! Nasza nierozerwalna umowa obowiązuje jeszcze trzy lata! Nie możesz tak po prostu się wycofać! Podpisałeś się pod nią! Jesteś moim mężem!!!
Zaśmiał się urywanym, drwiącym rechotem i spojrzał na mnie smutno.
- Nie pozwolę ci odejść! – wrzasnęłam, zamykając drzwi na klucz.
Rzucał się. W końcu byłam zmuszona go przywiązać do krzesła i zakneblować mu usta.
- Mój Muzie, - przemówiłam łagodnie – jedzenie to nie problem. Jeżeli ci tak na tym zależy, będę cię karmić. Ale odejść nie możesz. Jesteś mi potrzebny. Popracujmy teraz, dobrze? Nie pisałam już od dwóch godzin.
Podeszłam do niego, usiłując zajrzeć mu w oczy. Zacisnął je mocno.
- Otwórz, proszę. Kochany Kaliopie, otwórz oczka – ponieważ nie spotkało się to z odzewem, zaczęłam krzyczeć. Byłam na twórczym „głodzie” – Otwieraj oczy, do diabła! Natychmiast! Rozkazuję ci! Otwórz oczy do ciężkiej cholery!
Potrząsałam jego głową w dzikim szale wściekłości. Chciałam mu rozewrzeć powieki siłą, ale ściskał je tak mocno, że na nic to się nie zdało.
- Otwórz oczy, albo... – omiotłam wzrokiem pokój, szukając narzędzia, którym mogłabym mu grozić. Znalazłam stare, dawno nie używane pióro. Chwyciłam je i przystawiłam mu do gardła. Zaczęłam płakać – Nie zmuszaj mnie do tego... Zrób to dla mnie i otwórz oczy. Czujesz stalówkę na swojej szyi? Zabiję cię, jeśli mnie nie posłuchasz. To jak będzie? Otworzysz?
Po chwili pokręcił przecząco głową. Nie wytrzymałam. Z całej siły wbiłam mu pióro w szyję. Przeszło prawie na wylot. Kaliopem wstrząsnęły konwulsje. Krzesło, do którego był przywiązany przewróciło się. Upadłam przed nim na kolana.
- Przepraszam, Muzie... Wybacz mi – zaczęłam całować jego blade usta. Poczułam smak krwi. Gwałtownie odsunęłam się od niego. Krew leciała mu nie tylko z gardła, także z ust. Z jego wrażliwych ust...

Teraz wpatruję się w jego oczy, pływające w słoiku, wypełnionym formaliną. Ale to nie są już te oczy, dające natchnienie, te, które... kochałam. Nie umiem tworzyć przy ich martwym, bezmyślnym wyrazie. Nie umiem już pisać. Bez Kaliopa nie jestem pisarką. Jestem niczym. Tylko przy nim umiem żyć, egzystować. Nie pozostało mi nic innego, jak dołączyć do mojego Muza.
Wyjmuję pióro z jego gardła, przystawiam sobie stalówkę do piersi. Jeszcze tylko jeden mały ruch i krew z mojego serca połączy się z atramentem. Tylko jedno energiczne pchnięcie...

Podpis: 

Julia Nakielska (Ostrowska) 8.08.2004
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Sprawca (fragment II) Sprawca (fragment) Taedium vitae
Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?
Sponsorowane: 75Sponsorowane: 70Sponsorowane: 65
Auto płaci: 65

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2021 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.