https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
25

Bliskie spotkania

  Chodźmy...  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W grudniu nagrodą jest książka
LATA
Annie Ernaux
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Bliskie spotkania

Chodźmy...

Imagine

Nie tylko z tego świata jesteśmy, bo życie się zmienia, ale się nie kończy...

Pęknięcie - Rozdział 4

Gdy rzeczywistość zaczyna przesuwać się o milimetr, Nisa i Ellie odkrywają, że niepokój nie jest już tylko w ich głowach. Drobne pęknięcia, obcy mężczyzna w kapturze i zjawiska, których nie da się wytłumaczyć, wkraczają w ich codzienność.

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Mefisto i Carmen

"Nie moja w tym wina, że jak to bywa w świecie Los z przekory nici gobelin życia plecie."

Nowozrodzenie

Czym jest zbawienie.

Nowa Atlantyda

Jedna z przyszłości futurystycznych zawartych w e-booku "Futurystyka" (Przyszłość kiepska)

Rosół

Aż raz, na mojej drodze, wiodącej do niechybnej śmierci,

Nowa płeć

Wierszyk satyryczny

Ró-ża

Na skrawku zapisane

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1867
użytkowników.

Gości:
1866
Zalogowanych:
1
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 82657

82657

Mefisto i Carmen

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
25-08-18

Typ
D
-dramat
Kategoria
Komedia/Romans/-
Rozmiar
21 kb
Czytane
713
Głosy
1
Ocena
4.00

Zmiany
25-08-18

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Ryouko Podpis: Ryouko
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
"Nie moja w tym wina, że jak to bywa w świecie Los z przekory nici gobelin życia plecie."

Opublikowany w:

Mefisto i Carmen

Mefisto i Carmen

Postacie:
Carmen - młoda kobieta, impulsywna, nieco romantyczna, ale z pazurem
Mefisto - elokwentny diabeł, elegancki, zabawny, lecz z nutą grozy
Sługa - pomniejszy diabeł
Kandydat I - człowiek
Kandydat II - człowiek
Kandydat III - człowiek

Akcja toczy się w Madrycie początku XIX w. w ogrodzie rezydencji rodziny Carmen.


Akt 1

Scena 1
(Wieczór, ogród, księżyc blisko pełni, w grodzie mozaika światła i cieni. Carmen siedzi samotnie na ławce z gitarą na kolanach. Trąca struny, lecz nie gra melodii)

CARMEN
Nocy ciemna, nocy cicha,
Słyszysz jak twa córa wzdycha.
W sercu jej pragnienie gości,
Nie znać więcej samotności.
Mam majątek, mam urodę,
Na salonach prym ja wiodę,
Wielbicieli tłum mnie gania,
Ale żaden wart kochania.

(Odkłada gitarę i wstaje z ławki. W uniesieniu spogląda w księżyc)

Czy się znajdzie chociaż jeden,
Piękny, mądry, siebie pewien,
Zuch co samym swym spojrzeniem.
Ziemię ruszy, wstrząśnie niebem.
Och, gdybym z takim mogła złączyć się stadłem.
Targu bym dobiła choćby i z diabłem!

GŁOS Z CIEMNOŚCI
(Męski, elegancki, głęboki i niepokojący, ale jednocześnie uwodzicielski)
Czy ja dobrze słyszę? A może mnie słuch myli?
Powtórz, moja panno, słowa swe sprzed chwili.

(Dziewczyna rozgląda się próbując przebić wzrokiem ciemność, lecz niczego nie dostrzega)

CARMEN
(Do siebie)
Boże co za głos – jak miód, lecz cierpki.
Tu uwodzi, a tam strach mój wzbudza lekki.
Rozum mój przezorny krzyczy - uciekaj!
Lecz serce urzeczone woła - czekaj!

(Na głos)
Kto mówi? Ktoś ty? Pokaż się w tej chwili!
Jeśli nie posłuchasz, noc ci straż umili!

GŁOS
Piękne moje dziewczę, pewna jesteś tego?
Widok mój i twarz ma nie jest dla każdego.

CARMEN
Pokaż się cudaku albo straż zawołam.
Nawet jeśliś szpetny, formie twej podołam.

(Z cienia wychodzi postać w czerni z twarzą ukrytą pod rondem szerokiego kapelusza. Za wstążką tkwi strusie pióro, lecz całe czarne. Postać zatrzymuje się na granicy światła i cienia, już widoczna w zarysie, lecz jeszcze nie w szczegółach.)

POSTAĆ
Mam podejść bliżej?

(Carmen wystraszona milczy przez chwilę)

CARMEN
Pokaż się, proszę - niechże cię zobaczę.
Jeśliś człek uczciwy najście ci wybaczę.

(Postać wchodzi w krąg światła latarni, lecz powoli, z namysłem, aby osiągnąć jak najlepsze wrażenie. Odrzuca połę peleryny za ramię ukazując jej czerwoną podszewkę i elegancki strój pod spodem. Ciągle jednak trzyma głowę opuszczoną, aby ukryć twarz. Zatrzymuje się trzy kroki od Carmen, powolnym ruchem sięga do kapelusza i ściąga go kłaniając się przy tym dworsko. Z rozmachem zamiata strusim piórem po ziemi. Prostując się zakłada kapelusz z powrotem, ale nie ukrywa już twarzy.
Carmen patrzy na niego nie mogąc się ruszyć ani wydusić słowa. Oblicze mężczyzny jest piękne i straszne zarazem, wyraźnie nieludzkie.)

POSTAĆ
Tyś wołała - Jam przyszedł. Dotrzymuję słowa,
Gdzie jest pragnień ogień tam i ma osoba.

CARMEN
(Trwożnie)
Ktoś ty? Coś ty?

POSTAĆ
(Ponownie kłaniając się, ale już bez rozmachu)
Gdzie są me maniery, chyba żem znużony,
Mefisto, panienki sługa uniżony.

CARMEN
Mefisto - znam ja ci to miano,
Historia Fausta - tam cię opisano.
Widzę też i dobrze, że przez powściągliwość,
Diablim twym urokom winni sprawiedliwość.

MEFISTO
(Oburzony)
Faust to potwarz, żadne arcydzieło!
Z czystej złośliwości imię me przejęło.

CARMEN
Skoro tak mówisz, dam ci wiarę na słowo,
Jednak muszę wiedzieć co cię tu przywiodło?

MEFISTO
(Uwodzicielsko)
Jam jest sługa życzeń, niespełnionych marzeń,
Czarodziej upragnionych zdarzeń.
W sercu swym nosisz wielkie pragnienie,
Ja oferuję jego spełnienie.

CARMEN
(Coraz mniej przestraszona, za to bardzo zaciekawiona)
Jeśli ci to prawda, jeśli nie łżesz,
Czego w zamian chcesz?

MEFISTO
(Z uśmiechem)
Cena ma niewielka, żadna to katusza,
Piękna moja Carmen, twoja słodka dusza.

CARMEN
A co oferujesz?

MEFISTO
Trzy szanse na szczęście, trzy oferty spełnienia,
Każda szyta wedle twojego życzenia.
Lecz bądź rozważna, ten pakt to nie gra,
Odrzucisz wszystkich? - I to odpowiedź twa.

CARMEN
(Po chwili namysłu)
Dobrze, przyjmuję. Chcę spróbować losu.
Choć słucham serca a nie rozumu głosu.
Zgadłeś dobrze – mam wielkie pragnienie.
Kiedy wyrazić mogę pierwsze życzenie?

MEFISTO
Choćby zaraz.

CARMEN
(Po krótkiej chwili namysłu)
Słuchaj więc uważnie panie mego losu,
Pierwszy kandydat niech będzie bez chaosu,
Majętny, spokojny, dobrze urodzony,
Hojny i w każdej mierze obdarzony,
Piękna miłośnik i świadomy tego,
Że piękno nie bierze się z niczego!

(Mefisto gładzi podbródek w zadumie)

MEFISTO
Hojnej miłości pragniesz więc smakować.
Dobrze, lecz ostrzegam, los z przekorą lubią kombinować.

(Mefisto klaszcze i usuwa się w cień, chociaż nadal jest obecny. Na scenę wkracza pierwszy kandydat - stary, bogaty, przerysowanie romantyczny. Przysuwa się do Carmen jak w operowej scenie, dziewczyna odskakuje od niego przerażona, ale mężczyzna nic sobie z tego nie robi - podąża za nią.)

KANDYDAT I
(Goniąc piszczącą Carmen wokół ławki)
O piękna pani, różo poranka,
Zaszczyć swą łaską losu wybranka.
Piękne twe lico, wysmukła kibić,
Ach, nieba pragnę ci przychylić!

CARMEN
(Uciekając zrozpaczona)
Niebo mój panie już na ciebie czeka,
Lecz nie zemną będzie w nim uciecha.
Miłośnik piękna i hojny, się zgadza,
Lecz wiek jego podeszły w szczęściu zawadza!
Dość tego, Diable przerwij tę hecę,
Nim przypadkiem w ramiona jego wlecę!

(Mefisto klaszcze, kandydat zamiera. Wchodzi sługa diabła i zabiera kandydata za kulisy. Carmen zdyszana podchodzi do rozbawionego Mefisto).

CARMEN
(Oburzona)
Cóż to za farsa! Cóż to za kpina!
Temu to raczej do grobu godzina!
Niż do panny w mym wieku smalić cholewki,
I gonić ją, jako parob goni wiejskie dziewki!

MEFISTO
(Z lekką kpiną)
Czemuż narzekasz? Wedle życzenia,
Złoto miał, srebro i akt urodzenia.
Hojny był również, cóż z tego, że stary,
A po tej zabawie jasnym, że był również... żwawy.

CARMEN
(Rzucając Mefisto piorunujące spojrzenie)
Kpisz sobie ze mnie, lecz zasłużenie.
Nieostrożne było to życzenie.
Muszę to lepiej wykoncypować,
Jutro wieczorem chcę znów spróbować.
Czekaj tu na mnie w tej samej porze,
A dziś niech sen cię dobry zmorze.
Dobranoc ci życzę i do widzenia,
Ja mam za dużo do przemyślenia.

(Carmen wychodzi. Mefisto stoi przez chwilę sam na scenie patrząc za nią)

MEFISTO
Tobie również dobranoc ma pani,
Choć ja nie zasnę - ciekawość mnie trawi,
Jakież to cechy mój ptak ognisty,
Jutro dopisze do swojej listy.

(Mefisto schodzi ze sceny uśmiechając się figlarnie)

Koniec Aktu I

Akt II
Scena I
(Wieczór następnego dnia, ten sam ogród. Na scenie tylko Mefisto, siedzi na ławce oczekując spóźniającej się Carmen)

MEFISTO
(Do siebie, przyśpiewując znudzony)
Późna już godzina,
Czas powoli mija,
Piękne dziewczę zwleka,
Diabeł sobie czeka.

(Zirytowany)
Ay, caramba, dama się znalazła!
Tym czekaniem za skórę mi zalazła!

(Słychać kroki, po chwili na scenie pojawia się Carmen. Mefisto zrywa się z ławki i kłania na powitanie. Carmen idzie dumnie, z chłodną miną. Zatrzymuje się przed ławką, lecz nie siada)

CARMEN
Wybrańcu cieni, panie ciemności,
Przychodzę do ciebie dla przyszłej miłości.
I wedle umowy, w opłaconej cenie,
Pragnę wyrazić me drugie życzenie.

MEFISTO
(Przygląda się przez chwilę dziewczynie i mruczy pod nosem)
Jaka mina dumna, jaki język gładki,
Wielce niepodobne to do tej dzierlatki.
Gdzież jest piorun w oku, nadąsana mina,
Piękna moja panna lalkę przypomina.

(Na głos)
Piękna moja pani, gwiazdo ma wieczorna,
Mam szczerą nadzieję żeś dzisiaj przezorna.
Masz jasne pragnienie,
Wyraź swe życzenie,
Lecz baczaj na słowa,
Tych już nie odwoła.

CARMEN
(Prostując się dumnie i przybierając wyniosłą minę)
Chcę, by był wysoki,
Młody, chmurnooki.
Pełne miał kieszenie,
I godziwe mienie,
Darzył przy tym hojnie,
Kochał się upojnie,
W romantycznej chwili,
Wierszem czas umilił,
Znał się na filozofach,
Zaczytywał w eposach,
I wpadał w natchnienie,
Na muzy swej skinienie.
Daj mi dziś takiego,
A wedle słowa mego,
Oddam ci swą duszę,
Na wieczne katusze.

MEFISTO
(Mierząc Carmen wzrokiem)
Jaka dokładna, jaka liryczna,
W swej wyniosłości aż dramatyczna.
Jak sobie życzysz dam ci dziś takiego,
Lecz wpierw pomyślę, gdzie sam znajdę jego.

(Chodzi przez chwilę po scenie zamyślony, mamrocze pod nosem. Carmen śledzi go wzrokiem).

Ma być przystojny i romantyczny,
Duch jego wzniosły, umysł liryczny.
Godna postawa i urodzenie,
I równie ważne - pełne kieszenie.
Ay, caramba, dobra zagadka,
Gdzie ja odnajdę takiego gagatka.
Lecz chyba wiem, no przecież, och tak,
Ten z pewnością trafi jej w smak.

(Mefisto klaszcze rękami i odsuwa się w cień, lecz nie opuszcza sceny. Na scenę wchodzi drugi kandydat - młody przystojny, o aksamitnym głosie. Ubrany wykwintnie, z notatnikiem pod pachą. Zbliża się do Carmen z ukłonem)

KANDYDAT II
Mój umysł nie wierzy, lecz oczy widzą wszystko,
Zdradź mi ma pani, jesteś li Kalipso?
Jak Odys wpadłem w więzienie twych źrenic,
Los mój przesądzony, nie da się go zmienić.

CARMEN
(Zauroczona)
Piękne to słowa, miłe powitanie,
Językiem miłości zgrabnie władasz panie.

KANDYDAT II
Dzięki ci pani, lecz to nie moje słowa,
Jeno poetów baroku kwiecista mowa.
Ja również tworzę sonety i rymy,
Osiągam przy tym poezji wyżyny.
Przy mnie Petrarka i Shakespeare są nijacy.
Nikt nie przebije efektów mojej pracy.

CARMEN
(Zaskoczona nagłym wybuchem samouwielbienia)
Ciekawam posłuchać tak zacnej poezji.

KANDYDAT II
(Zadowolony otwiera notatnik)
Oto ledwo dzisiaj skończone arcydzieło,
Gdy ledwo słońce wstało natchnieniem mnie pchnęło.

(Zaczyna czytać)
„Oda do mego odbicia w tafli srebrzystej, część ósma..."

CARMEN
(Zdziwiona marszczy brwi)
Do siebie?

KANDYDAT II
A czyż jest lepszy temat?
Jam jest nie człowiek, jam jest poemat!
Liczne me walory,
Chwalić jestem skory.
Wdzięk, męstwo, uroda,
Pierwsza to woda,
I ciało atlety,
Same zalety!

CARMEN
(Rozgniewana, z sarkazmem)
Jak żyję jeszcze żem nie widziała,
Tylu walorów umysłu i ciała.
Diable kończ tę farsę, nim wybuchnę,
Czuję już jak ze złości puchnę.

(Mefisto klaszcze, kandydat zamiera i zostaje wyprowadzony przez sługę diabła)

CARMEN
(Do Mefisto dysząc z wściekłości)
Pokpiłeś sprawę, życzenie było dobre,
Będziesz się za to gotował w kotle.

MEFISTO
(Kłania się lekko, niemal drwiąco)
Spełniłem życzenie tak, jak było wyrażone.
Inaczej nie mogę, to z góry ustalone.
Nie moja w tym wina, że jak to bywa w świecie
Los z przekory nici gobelin życia plecie.
Dwa razy już rzekłem - gdy głosisz życzenie,
Na słowa musisz mieć baczenie.

CARMEN
(W bezsilnej złości, krąży po scenie, mamrocze do siebie. Mefisto ją obserwuje rozbawiony i zaintrygowany)
Cóżem źle zrobiła?
Gdzieżem zawiniła?

(Wybucha)
Ah! Nie rozwiążę zagadki tej nocy,
Złość mi umysł mroczy.
Diable!

(Mefisto wzdryga się zaskoczony okrzykiem)

MEFISTO
Tak, piękna Carmen?

CARMEN
(Ze złością, sycząc prawie przez zęby)
Jutro w tej samej godzinie,
Stawisz się znowu tutaj w gościnie.
Wysłuchasz trzeciego mego życzenia,
Wypełnisz mą wolę bez oszustwa cienia.
A jeśli zawiedziesz, jeśli nie podołasz,
Czymże jest piekło, dopiero się przekonasz!

(Wściekła Carmen odwraca się na pięcie i odchodzi. Mefisto zostaje sam na scenie. Przez chwilę patrzy za Carmen, po czym siada na ławce i zaczyna wachlować się kapeluszem)

MEFISTO
Gorąco tutaj.

(Mefisto odkłada kapelusz na ławkę koło siebie i pstryka palcami. Pojawia się sługa z kielichem wina. Mefisto bierze łyk i wzdycha)

SŁUGA
Cóż za kobieta...

(Mefisto podnosi wzrok na sługę zaskoczony, że ten jeszcze nie odszedł i przepędza go machnięciem ręki. Bierze kolejny łyk wina i znów wzdycha)

MEFISTO
(Spoglądając w stronę, gdzie odeszła Carmen)
Cóż za kobieta...
Na jej wybranka miód i ocet czeka.

(Bierze kolejny łyk wina)
Dumna i kapryśna, złości się i dąsa,
Aż na bladym czułku żyłka słodko pląsa.
Niczym róża, tu kwiatem kusi a tam kolcem błyska,
Okiem gwiazdy gasi i pioruny ciska.
Jak Kalipso piękna i jak ona gniewna,
A jednak w mym sercu piosenka gra rzewna.

(Mefisto odstawia kielich i sięga za oparcie ławki, wyciągając stamtąd skrzypce, wstaje i zaczyna grać na skrzypcach rzewną melodię w rytmie walca. Jest odwrócony plecami do miejsca, gdzie zniknęła Carmen, dlatego nie widzi, że zwabiona muzyką dziewczyna wróciła i słucha jego gry. Nagle Carmen czyni hałas i wystraszona ucieka. Zaalarmowany hałasem Mefisto przerywa grę i odwraca się ku przejściu, ale nie widzi nikogo. Potem patrzy na swoje ręce i trzymamy instrument i jakby dopiero teraz zaskoczony uświadamia sobie co robił.)

Ta gra zaczyna mieć reguły nie moje,
A ja się tak łatwo z tym nie oswoję.

(Podnosi kielich, aby znowu się napić, lecz odkrywa, że ten jest już pusty)
Ay, caramba, wino się skończyło,
Lecz dość już na dzisiaj, chociaż było miło.
Jutro wieczór trzeci i ostatnia próba,
Tylko czy to będzie jej czy moja zguba.

(Odchodzi zakładając kapelusz)

Koniec aktu II

AKT III
Scena I
(Ten sam ogród, wieczór, księżyc w pełni. Carmen siedzi na ławce, czeka. Z cienia za ławką wyłania się Mefisto, ale Carmen jest nieświadoma jego obecności. Mefisto trzyma za plecami różę, widoczną dla widowni, lecz skrywaną przed Carmen, Chce przemówić, lecz ciszę przerywa Carmen).

CARMEN
(Nieświadoma obecności Mefisto)
Diabeł się spóźnia, to niepodobne,
Lecz przebaczę przewinienie to drobne.
Dziś trzeci wieczór i trzecie życzenie,
By zaspokoić serca pragnienie.
Cała już płonę z niecierpliwości,
By zaznać w końcu tej namiętności.
Co dać ją może tylko jedyny
Serca wybranek prawdziwy

MEFISTO
(Do siebie, nadal nie ujawnia swojej obecności)
Jaka ta dziewczyna dzisiaj niecierpliwa,
Drobna fizjonomia huragan ukrywa.
Wczoraj nasypała lodu za koszulę,
Dziś gotowa rozpętać ogniową burzę!
Ach, gdybym i ja miał własne życzenie,
Czy to by było moje pragnienie?
Och głupcze, co ci po głowie chodzi,
Co ludziom przystoi, diabłu nie uchodzi.
Lecz róża ta, czysta i nieskalana,
Czarne me serce rzuca na kolana.
I każe mi kłaniać się, łasić i prosić,
Chwałę jej piękna po świecie głosić.
Nawałem tym myśli i uczuć przytłoczony
Jestem zgubiony!

(Mefisto podchodzi do Carmen zza pleców i lekko muska jej policzek płatkiem róży. Carmen zrywa zaskoczona z ławki, ale widząc Mefisto uspokaja się)

CARMEN
Cóż to ma znaczyć?

(Mefisto staje przed nią i kłania się dwornie, prezentując różę)

MEFISTO
Pokorny dar - zadośćuczynienie,
Za prób poprzednich niepowodzenie.
Piękno tej róży niech gniew twój ostudzi,
Nutkę sympatii dla diabła obudzi.

(Carmen przyjmuje kwiat i podziwia jego doskonałość)

CARMEN
(Do siebie, przyglądając się Mefisto spod rzęs)
Przybywa z prezentem i uniżony,
Czyżby mym wdziękiem zauroczony?
Och porzuć te myśli dziewczę głupie,
Amory z diabłem - po moim trupie!

(Do Mefisto)
Piękna ta róża wielce mnie urzekła,
Tak wielce, że złość mi niemal przeszła.
Lecz jeśli chcesz mieć wybaczenie,
Spełnij, jak trzeba moje życzenie.
Trzeci kandydat, tak jak poprzedni,
Rodowód i majątek musi mieć przedni.
Młodość, witalność i umysł lotny,
Aby ten romans nie był… przelotny.
Ma znać poetów i filozofów,
Cytować historie z wielkich eposów,
A nade wszystko, powiedzmy to śmiało,
Oddać ma mi w całości swój umysł i ciało!

(Carmen milknie wpatrując się wyczekująco w Mefisto. Diabeł zaczyna krążyć po scenie myśląc)

MEFISTO
(Na głos, trochę do siebie trochę do Carmen)
Oddany, namiętny,
A przy tym majętny.
Znać ma poetów i filozofów
I bohaterów wszystkich eposów.
Ach moja panno, sroczko pstrokata,
Mam ja dla ciebie znów kandydata!

(Mefisto klaszcze w dłonie i usuwa się w cień, lecz nie schodzi ze sceny. Na scenę wchodzi Kandydat III - młody, elegancki, o płomiennym spojrzeniu. Gdy dostrzega Carmen natychmiast przypada do jej boku)

KANDYDAT III
(Z czułością, wpatrując się cały czas w oczy Carmen)
Och cóż ja widzę? Chyba żem w niebie.
Zdradź mi swe imię piękny aniele.

CARMEN
(Do siebie)
Dobrze zaczyna.

(Do kandydata)
Carmen od dziecka na mnie wołano,
A ty jakie nosisz miano?

KANDYDAT III
Zwij mnie tak jak ci mówi uznanie,
Twój głos wystarczy mi za wołanie.

CARMEN
(Do siebie)
Trochę to dziwne, lecz jeszcze ujdzie,
Zobaczmy jak mu dalej pójdzie.

(Do kandydata)
Ale zdradzisz mi chyba,
Gdzie twa rodowa siedziba.

KANDYDAT III
Jedynym domem miłym mi wielce,
Ma piękna pani, jest twoje serce.

CARMEN
Nie masz więc panie imienia i domu?

KANDYDAT III
Mam ja ci tytuł i herb w koronie,
Majątki, nadania, wspaniałe konie.
Lecz żadna z tych rzeczy nie ma wartości
W obliczu wdzięcznej twej obecności.

(Carmen wpatruje się przez chwilę w kandydata milcząc zamyślona. W ręku cały czas obraca różę podarowaną przez Mefisto)

CARMEN
(Do siebie)
Jest ci młodość i uroda,
Jest i majątek i piękna mowa,
Jest też oddanie,
Na zawołanie.
Ale...
Czegoś brakuje,
Coś nie smakuje.
Gdzie jest ten ogień, gdzie ta przyprawa,
Co serce przyspiesza i tchu pozbawia.

(Patrzy na różę)

(Na głos)
Diable dość,
Niech zniknie stąd ten gość.

(Mefisto kleszcze w ręce. kandydat zamiera i zostaje wyprowadzony przez sługę).

MEFISTO
Cóż tym razem?
Czyż nie był wspaniałym okazem?
Młody, majętny i zakochany,
Duszą i ciałem tobie oddany!

CARMEN
Jednak za bardzo, zaczynał mnie dusić.

MEFISTO
(Zirytowany, zaczyna krążyć po scenie)
Zaczynał ją dusić, i co tu zrobić?
Jak może diabeł kobiecie dogodzić?

(Carmen słyszy to i patrzy na niego spod oka)

CARMEN
(Do siebie)
Dogodzi czy nie dogodzi,
A cóż mi szkodzi.
Wygląd dobry i maniery,
Rozum ma nie od kozery,
A i błyskał do mnie okiem,
Znaczy się pod mym urokiem.

(Do Mefisto, słodkim głosem)
Cóż Mefisto mój kochany,
Targ mój jednak nie udany,
Lecz nim porwiesz moją duszę,
Kilka pytań zadać muszę.

(Mefisto zatrzymuje się i spogląda na Carmen zaskoczony tonem jej głosu)

MEFISTO
(Do siebie)
Jakaś dziwna ta dziewczyna,
Nijak się nie przypomina.
Nie ma złości, gradobicia,
Jest za to potulna kicia.
I pytania, to ciekawe,
Węszę ja tu grubszą sprawę.

(Do Carmen)
Pytaj, skoro taka wola,
Milsza będzie ci niedola.

CARMEN
Czy wśród diabłów korowodu
Idziesz ty z tyłu czy z przodu?

MEFISTO
(Z dumą, lecz podejrzliwy)
W samym czole korowodu,
Księciem piekieł jestem z rodu.

CARMEN
Skoroś książę, toś majętny,
Czy to tytuł jest nadęty?

MEFISTO
(Coraz bardziej niespokojny)
Majętny a jakże,
W złoto, klejnoty i dusze także.

CARMEN
Nieżonaty?

MEFISTO
Wolny jak wicher co w piekle hula.

CARMEN
(Zadowolona)
I znasz poetów,
Mistrzów pieśni i sonetów?

MEFISTO
(Ze znaczącym uśmiechem, puszcza oko do widowni)
Osobiście,
Wszyscy są na mojej liście.

CARMEN
Rzeknij jeszcze ognistooki,
Nieobce ci walca kroki?

MEFISTO
(Do siebie, niemal z przestrachem)
Oj mała kotko,
Mruczysz mi tutaj zbyt słodko.

(Do Carmen)
Nieobce mi jak świat szeroki,
I walc i flamenco i fandanga skoki.

CARMEN
(Zachwycona, podchodzi do Mefisto, który mimowolnie zaczyna się cofać)
Cudny Mefisto, jakże wspaniale,
Świadczy to wszystko o twej męskiej chwale.
Mówisz, że duszy mej tylko pragniesz,
Ja mówię, duszę z resztą dostaniesz!

(Carmen próbuje złapać Mefisto w objęcia, lecz ten wymyka się zgrabnie)

MEFISTO
(Zaskoczony, cofając się przed idącą powoli Carmen)
Pani, cóż czynisz?

CARMEN
(Ze słodkim uśmiechem i niewinną miną)
Nie wyglądasz mi na takiego,
Co lubi uciekać od szczęścia swego.
Różę przyniosłeś, błysnąłeś okiem,
Jestem ja chyba pod twym urokiem.

MEFISTO
(Do siebie)
Ay, caramba! I co teraz?

(Uskakuje przed kolejnym atakiem Carmen)

Nie minęła ci godzina,
Jak mówiłem, że mnie wzywa,
Cudne piękno tego kwiatu,
By je piać całemu światu.

(Znów uskakuje przed podążającą za nim Carmen)

Trzeba było siedzieć cicho,
Niech mnie weźmie ciemne licho.
Wykrakałem
I dostałem!

(Mefisto obraca się na pięcie i potykając wybiega ze sceny krzycząc)

MEFISTO
Ay, maldita!
Seniorita!

(Carmen podąża za nim z tryumfalnym śmiechem. Na scenę wychodzi sługa z kielichem wina w ręku)

SŁUGA
(Do widowni, chodzi po scenie sącząc powoli wino)
Wiele płynie morałów z tej historii,
Na jej zakończenie jest wiele teorii.
Lecz ja wam opowiem o pannie i diable,
Carmen i Mefisto w zgodnym żyją stadle.
Ona piekłem rządzi, on jej przytakuje,
Ona nóżką tupnie, on jej usługuje.
Życzenia spełnia, prezenty przynosi,
Jej nadskakuje, lecz o nic nie prosi.
Nie żałujcie jednak uroczego diabła,
Bo pani łaskawa na niego popadła.
Żoną jest Carmen mu zacną i miłą,
Rządzi swym mężem dobrocią, nie siłą.
I diabli jedni wiedzą jaką przyszłość mają,
Grunt, że się kochają.
Zaś wy moi mili pamiętajcie gdy marzycie,
Uważajcie, co sobie życzycie.

(sługa schodzi ze sceny ze śmiechem)

Koniec aktu III

Koniec

Podpis: 

Ryouko 08.2025
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

Autor płaci 10 poscredy(ów) za komentarz (tylko pierwszy) powyżej 300 znaków.

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Imagine Pęknięcie - Rozdział 4 Sen o Ważnym Dniu
Nie tylko z tego świata jesteśmy, bo życie się zmienia, ale się nie kończy... Gdy rzeczywistość zaczyna przesuwać się o milimetr, Nisa i Ellie odkrywają, że niepokój nie jest już tylko w ich głowach. Drobne pęknięcia, obcy mężczyzna w kapturze i zjawiska, których nie da się wytłumaczyć, wkraczają w ich codzienność. Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).
Sponsorowane: 25Sponsorowane: 20Sponsorowane: 15
Auto płaci: 100

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2025 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.