https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
20

Hagan - Wyjście w mrok

Autor płaci:
20

  Pierwsze fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W maju nagrodą jest książka
Wielki Gatsby
Francis Scott Fitzgerard
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Hagan - Wyjście w mrok

Pierwsze fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda.

Hagan - Ciało bez kości

Drugie fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda. Kolejne pojawi się niebawem. (Prolog w opowiadaniu Wyjście w mrok)

Moc słów

- Wojna przyszła do nas niepostrzeżenie - budzisz się pewnego ranka i już jest. - Gdzie jest, mamo? - zapytała matkę moja sześcioletnia siostra, przecierając zaspane oczy. - Wszędzie, moje dziecko, wszędzie... - odpowiedziała

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Bliskie spotkania

Chodźmy...

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Krzyż

Traumatycznie. Przeczytaj i spróbuj zrozumieć, co powinno spotkać właśnie Ciebie.

Brak

Wiersz filozoficzny

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

Liście lecą z drzew

Krótki wiersz

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1741
użytkowników.

Gości:
1741
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 82407

82407

Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 61

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
24-05-21

Typ
P
-powieść
Kategoria
Fantastyka/Fantasy/Przygoda
Rozmiar
11 kb
Czytane
86
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
24-05-21

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: MKP Podpis: MKP
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Ostrzeżenie

Opublikowany w:

Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 61

Wilfred ostrożnie wszedł do małej izby w prawym skrzydle budynku ratusza, gdzie burmistrzowa rozmawiała ze starszą księżniczką. Tijanor powoli dochodziła do siebie, jawiąc się zwykłą kobietą a nie półżywym upiorem, aczkolwiek mocno anemiczna cera i sine worki pod oczami świadczyły o skrajnym wyczerpaniu młodego organizmu.

Cesarz chrząknął dosadnie. Baronowa Erenbrille wstała z krawędzi łóżka i dygnęła lekko – nie przez brak szacunku, a przez wzmacniany listewkami gorset, który skutecznie krępował i piersi, i ruchy.

– Panie.

– Lady Erenbrille

– Pójdę zobaczyć, co u młodszej księżniczki – oświadczyła Margi i po kolejnym zdawkowym ukłonie opuściła izbę.

Wilfred z wyczuwalną ostrożnością podszedł do posłania i usiadł na pościeli. Cały czas patrzył w czarne oczy starszej siostry, jakby szukał w nich tego nienawistnego żaru sprzed kilku dni. Bał się, że to iluzja; miraż, który zaraz pryśnie, a on obudzi się spocony we własnej komnacie i w podłej rzeczywistości.

– Nie zniknę braciszku. – Uśmiechnęła się.

– Tak, wiem… Ja po prostu.

– Też wiem. Sporo się działo, a ja mogłam tylko patrzeć i nasłuchiwać z astry. Czułam was. Słyszałam szepty zdarzeń, widziałam miejsca, ale to wszystko było takie rozmyte w czasie. Nie było tu i teraz, było wszędzie i wszystko… Ciężko to opisać.

– Ćśś… – Położył rękę na drobnej, chłodnej dłoni. – Musisz odpoczywać; skup się na tym, żeby dojść do siebie, a mi zostaw łatanie świata, w którym przyszło ci się obudzić.

– Każdy świat z tobą i Holi to dobry świat. – Spochmurniała, westchnęła i spojrzała bratu w oczy.

– Musimy uciekać.

– Nie mam zamiaru się stąd ruszać, przynajmniej na razie.

– Nie rozumiesz… Tu nie chodzi o mnie czy o ciebie, a o tysiące istnień w tym mieście.

– Miasto ma straż i zakon Pieśniarzy do obrony. Cokolwiek tu zmierza, to nigdzie indziej nie mamy z tym większych szans niż za murami Girzel. Przynajmniej nie teraz.

– Ty naprawdę nie rozumiesz. – Księżniczka wykrzywiła usta w sadystyczny uśmiech. Jej oczy zapłonęły, a dłoń zaczęła parzyć rękę Cesarza.

Poderwał się z łóżka.

Śledziła go wzrokiem. Uśmiechała się, cały czas, potwornie.

– NADAL NIE ZROZUMIESZ, MIESZAŃCU! – wygrzmiała. Pościel zajęła się ogniem. Jęzory szkarłatu spływały na podłogę, wijąc się jak kłębowisko ognistych węży.

Wilfried wycofał się do drwi. Ani drgnęły.

– Straż! – Zaczął walić pięściami w drewniane skrzydło.

– ONI NIE BOJĄ SIĘ OSTRZY, NIE BOJĄ SIĘ PRYMITYWNEJ MAGII, ONI IDĄ I POCHŁONĄ WSZYSTKO, CO ŻYWE, MIESZAŃCU.

Cesarz poczuł wzbierający żar za plecami.

Obrócił się.

Tijanor stała… Nie. Lewitowała tuż przed nim. Płonęła w magicznej pożodze z potwornym grymasem wyrysowanym na smukłej twarzy.

– ZOBACZ! – Wbiła mu dłoń w trzewia.

Wizja wypełniła umysł. Wędrował po płonących zgliszczach miasta. Zewsząd dochodziły rozpaczliwe krzyki. Smród palonego drewna i zwęglonego mięsa roznosił się dokoła. Szedł wiedziony instynktem i wolą silniejszą od jego własnej. Mijał makabryczne stosy ofiarne; wysokie hałdy osuszonych z życia skorup przekładanych krwawymi strzępami ciał.

Spojrzał przed siebie.

Obie księżniczki stały nieruchomo i patrzyły na niego pusto. Za nimi, z dymu i języków ognia, wyłoniły się monstra – cała chmara. Pazury orały ziemię, syki i chrupot łamanych kości wsączały grozę w serce. Zbliżały się. Chciał krzyczeć, biec, żeby osłonić siostry, ale nie mógł nic zrobić, tylko patrzeć, jak jego ukochane rodzeństwo zostaje rozszarpane na krwiste szczapy.

– Coś się stało braciszku? – spytała Tija, wybijając Wilfreda z wizji.

Poderwał się z łóżka i nerwowo rozejrzał po pokoju. Wszystko wyglądało normalnie. Nie czuł też tego strasznego zapachu spalenizny i wszechobecnej śmierci.

– Pokazał ci. prawda? – dopytała niepewnie księżniczka.

– Co to było?

– Przyszłość: nasza i tego miasta, jeśli stąd nie odejdziemy, jeśli Starsi nie udzielą nam schronienia.

Wilfred nadal się trząsł.

– Poproś do mnie Atmę i Lejlę czy Anax, jak każe się zwać. Chcę z nimi porozmawiać. Ja, a nie potwór, który czai się w zakamarkach mojej inry.

Holi wpadła przez drzwi, a za nią Margi, której oddech ewidentnie potrzebował więcej swobody.

– Siostro…? – szepnął głos wysycony tęsknotą i niedowierzaniem.

– Przepraszam, panie. Ne zdołałam jej powstrzymać.

– No chodź do nas. – Zachęciła ją Tijanor, poklepując pościel obok siebie. Młodsza księżniczka rzuciła się na pościel i przylgnęła do siostry. Nic nie mówiła, tylko płakała. Nie była w stanie wydusić z siebie słowa. Tija głaskała Holi po głowie. Delikatnie, czule. Wilfred spojrzał na nie i pierwszy raz od dłuższego czasu, pomimo całego chaosu, poczuł się dobrze.

Zamknął oczy.

Ciepłe powietrze musnęło go po twarzy. Spojrzał jeszcze raz. Obie stały w płomieniach. Obie zakrwawione.

– ZABIERZ NAS STĄD! – Warknęły demonicznie.

Wizja zniknęła.



***

– Burmistrzu, ilu regularnych gwardzistów jest w mieście?

– Dwa regimenty, panie. Kolejny można zwołać z rezerwistów.

– Niech burmistrz zarządzi mobilizację. Potrzebujemy każdego do ochrony miasta.

– Panie, a co z posiłkami z Orunn czy pobliskiego Hejmryt?.

Wilfred zasiadł ciężko na wyłożonym gęsim puchem i obitym skórą bogatym siedzisku burmistrza. Nie było już sensu ukrywania wszystkiego przed nimi. Był to winny Gilbertowi za całą dobroć, którą ofiarował jego rodzinie.

– Niestety nie możemy poinformować nikogo o moim pobycie w stolicy, a te monstra prawdopodobnie pochodzą od infiltratorów, którzy zabili strażników w piwnicy i pojmali mnie w Orunn. – Zacisnął pięści na podłokietnikach. – Musieli to planować od dawna, rozmieszczać pionki, obserwować i czekać na dogodną chwilę.

Hektor spąsowiał. Przecież to on od ostatnich pięciu lat odpowiadał za gwardię pałacową.

– Kto, panie?

– Nie mam pojęcia, Hektorze, nie wiem, czym są te stworzenia, ale wiem, że potrafią przejąć kontrolę nad umysłem i ciałem. Nie sposób ich rozpoznać. – Spojrzał na Wulkira łagodnym wzrokiem. – Sam dałem się oszukać. Według Walończyka właśnie te istoty stoją za wszystkim, co się dzieje: zarazą, buntem północy, zdradą Borysa… A za nimi kryje się jakiś potężny mag, Proditis Inahan, i pociąga za sznurki.

– Nic mi nie mówi, to imię, panie – zastanowił się Gilbert.

– Też go nie znam i Hektor również nigdy o nim nie słyszał. Gdybym nadal zasiadał na skrzydlatym tronie, poruszyłbym niebo i ziemię, żeby dorwać tego zamachowca i mordercę, ale na razie muszę wybadać sytuację polityczną, bo bańka, w której żyłem, pękła z drwiącym hukiem.

Wilfred schował twarz w dłoniach. Na skroniach świeciły mu szlaki z siwizny. Zbyt szybko jak na jego wiek, ale los ma czasami inne plany.

– Myślę, panie, że trzymanie się w cieniu, to dobry pomysł. Te istoty, o których Cesarz wspominał; myślę, że są w szeregach Girzelskiej świątyni, dlatego muszę wiedzieć: jak duże zagrożenie stanowią dla mieszkańców mojego miasta?

Cera Gilberta zbladła i miejscami posiniała, a chore serce nie wytrzymywało napięcia ostatnich miesięcy.

Wilfred milczał. Myślał, co może powiedzieć, a co jednak lepiej zachować w tajemnicy.

– Ci opętańcy, oni nie chcą się ujawniać; atakują po cichu i precyzyjnie, więc mieszkańcy nie są zagrożeni. Niestety to, co zbliża się do Girzel, to nie są skrytobójcy kryjący się pod przebraniem mnichów: to potwory, bezlitosne bestie. Widziałem to na własne oczy, a Walończyk… On opowiedział, co stało się Watenfel, jak dzieci zmieniały się w martwe zimne błoto, kiedy wysysano z nich życie – zacisnął pięści aż zbielały mu knykcie. Ognista wizja upadku miasta wróciła z makabrycznymi obrazami. – Nie dopuszczę do tego; przysięgam, że prędzej powierzę inrę Murkirowi, niż pozwolę na rzeź.

– Co zatem rozkażesz, panie?

– Jeśli ufać wizjom… Sam nie wierzę, że to mówię, ale ostatnio zostałem brutalnie zapoznany z mistyczną stroną naszej rzeczywistości. Zatem, jeśli zawierzyć astralnym przekazom, potwory pragną mojej siostry i tego chłopca. Walończyk twierdzi, że z jakiegoś powodu te monstra unikają słońca. Jeśli dojdzie do ataku…

– Dojdzie do niego w nocy – dokończył Hektor.

– Dokładnie, przyjacielu. Burmistrzu, zarządź godzinę nocną, niech strażnicy rozpowiadają, że doszło do serii brutalnych mordów i gwardziści szukają sprawcy spoza miasta. Zamykamy wewnętrzną bramę dla pielgrzymów, a zewnętrzna ma być ściśle kontrolowana. Po zmroku nikt nie wchodzi do miasta i żadnych pielgrzymek ani mszy. Ulice mają być puste: tylko strażnicy.

– Oczywiście, panie, ale czy to nie zaalarmuje naszego wroga?

– Zaalarmuje i, być może, wycofa się z ataku, ale nie polegałbym aż tak bardzo na ich chęci do cichego działania. W tym czasie Starsza uda się do Sefalos z cesarskim glejtem i powoła na stare sojusze, które nadal obowiązują Prefekta miasta. Poprosimy o azyl dla księżniczek, dziecka i Lejli.

– A ty, panie?

– Jeśli wszystko się uda, wyruszę do naszych sąsiadów z prośbą o wsparcie.

– Belantres?

– Nie, przyjacielu: Mor-Galen. Lemachowie są mi winni przysługę, a u nich słowo liczy się bardziej niż jakikolwiek dokument.

– Nie rozumiem, przecież nasze stosunki z królową Kalisfą znacząco się poprawiły, a nie ma lepszych specjalistów, jeśli chodzi o magiczne stworzenia? – zdziwił się Gilbert.

Hektor wtórował mu pytającym spojrzeniem.

– Tam już zmierza zaufany człowiek – oświadczył zdawkowo Wilfred. Nie chciał ujawniać, kim jest posłaniec. Nie ufał tym murom.

– Zatem zabezpieczę drogę ucieczki, panie.

– Nie, Hektorze, ty będziesz miał inne zadanie, ty będzie prowadził konwój pod bramę do Sefalos, tam spotkamy się ze Starszymi, których przyprowadzi orędowniczka Andramon.

– Skąd pewność, że przybędą?

– Bo muszą, bo nie mamy innego wyjścia, niż w to wierzyć. – Wstał i załapał Wulkira za ramiona. – Wiem, że proszę o wiele, ale nie nadaję się do przeprawy przez góry, a trzeba się tam udać szybko i po cichu. Tylko ty, Selekta, księżniczki, Lejla i chłopak. Do tego góra dwudziestu ludzi: Pieśniarzy i Hiltzal, osobiście rozmówię się z ich wielkim mistrzem. Poślemy też kelce, niech jazda patroluje, a w razie czego kąsa i zwodzi te potwory. Nie damy się. Nie w tym mieście, gdzie wszystko się zaczęło. A teraz, Gilbercie, poślij gońca, po Starszą i Walończyka: muszę wiedzieć o tych potworach, co tylko się da, druga wiadomość będzie do pieśniarzy. Mistrz Argil ma przybyć sam. Do ciebie. O mnie ani słowa.

Podpis: 

MKP 2022-2023
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Hagan - Ciało bez kości Moc słów Sen o Ważnym Dniu
Drugie fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda. Kolejne pojawi się niebawem. (Prolog w opowiadaniu Wyjście w mrok) - Wojna przyszła do nas niepostrzeżenie - budzisz się pewnego ranka i już jest. - Gdzie jest, mamo? - zapytała matkę moja sześcioletnia siostra, przecierając zaspane oczy. - Wszędzie, moje dziecko, wszędzie... - odpowiedziała Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).
Sponsorowane: 20
Auto płaci: 20
Sponsorowane: 20Sponsorowane: 15
Auto płaci: 100

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2024 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.