https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
20

Hagan - Wyjście w mrok

Autor płaci:
20

  Pierwsze fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W maju nagrodą jest książka
Wielki Gatsby
Francis Scott Fitzgerard
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Hagan - Wyjście w mrok

Pierwsze fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda.

Hagan - Ciało bez kości

Drugie fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda. Kolejne pojawi się niebawem. (Prolog w opowiadaniu Wyjście w mrok)

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Bliskie spotkania

Chodźmy...

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Krzyż

Traumatycznie. Przeczytaj i spróbuj zrozumieć, co powinno spotkać właśnie Ciebie.

Brak

Wiersz filozoficzny

Liście lecą z drzew

Krótki wiersz

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

Zapach deszczu.

Takie moje wspomnienia.

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
2473
użytkowników.

Gości:
2473
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 82039

82039

Gwoździe

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
23-04-15

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantasy/Inne/Kryminał
Rozmiar
10 kb
Czytane
573
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
23-04-15

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: mesue Podpis: MESUE
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
trudne sprawy i ciągła walka

Opublikowany w:

opowiadnia.pl

Gwoździe

r. 21 Gwoździe

Lea podeszła do pomieszczenia, w których były kapsuły teleportacyjne. Popatrzyła na swoje dłonie. Były szorstkie i żółte. Dotknęła piersi. Nie wyczuła ich.
- Czy jestem kobietą? – pytała siebie. Nie ma tutaj lustra, więc twarzy nie zobaczę. Może jestem stworem, który jest tylko do specjalnych zadań, bo niczym innym być nie może. Jedyny mężczyzna, z którym chciałam być jest dla mnie zakazany. Moje serce wyrywa się do niego, ale okoliczności nie pozwalają mi być z nim. Jestem bez przyszłości, a może jestem przyszłością. Jestem jakaś rozdrażniona.
- Lea skup się. Nie czas teraz na mrzonki – oznajmił.
- Nie czas? A kiedy będzie?
- Lea!
- Dobra. Skupiam się.
- Kapsuła numer jeden. Wchodź!
Kapsuła zamknęła się i mistrz otworzył następne drzwi.
- Teraz ty. Pamiętaj co ci mówiłem. Ona jest ważniejsza niż ktokolwiek i cokolwiek, i nie może dowiedzieć się kim ty jesteś.
- Pamiętam i będę pamiętał.
- Wszedł? – zapytał
- Tak. A teraz ty.
- Z całym szacunkiem dla Ciebie Mistrzu, ale jak odnajdziemy się, skoro nie wiemy jak wglądamy. Skąd będę wiedział, że to ta właściwa osoba?
- Oto zatroszczyłem się. Wierz mi, będziesz wiedział.
- To dobrze. Wierzę ci.
- Ram zostajesz. Każdy z nich musi przejść po trzy kapsuły. Kiedy skończysz wypuścisz pojedynczo tak, aby się nie widzieli. To jak poznają siebie, skoro nie wiedzą jak wyglądają?
- Wierz mi, że poznają. Znak jaki mają pozwoli im na rozpoznanie, ale tylko dla nich. Wracam do sieni. Muszę jeszcze troje ludzi przygotować, aby mogli spokojnie wyruszyć i zwyciężyć.
Przeszedł przez korytarz. Na chwilę wszedł do biblioteki.
- Szymon ty jeszcze tutaj? Miałeś..
- Tak, ale chciałem z tobą jeszcze chwilkę pomówić. Nie chcesz mnie jako asekuranta, ale…
- Szymonie, czy cię kiedykolwiek zawiodłem.
- Nie.
- Obiecałem ci, że ona wróci, to wróci. Teraz proszę cię, abyś szybko ruszył do Franciszka. Czas nagli. Nie rozumiesz tego?
- Dobra. Idę.
Szymon nie pojechał bezpośrednio do Franciszka. Zadzwonił do niego. Miał inne plany niż dyspozycje Wielkiego Mistrza. Oznajmił mu telefonicznie, że przyjdzie do niego, ale później, niż planowano. Franciszek był niepocieszony.
- Szymonie mam jeszcze na tyle siły, aby na ciebie zaczekać. Proszę cię tylko o jedno, abyś nie podejmował żadnej akcji bez zezwolenia Mistrza. Wiem, gdzie jedzie twoja córka, ale ty musisz zostać tutaj. Cokolwiek teraz zrobisz, będzie głupie. Narobisz tylko zamieszania i nic ne wskórasz.
- Czy gdyby twoje dziecko było zagrożone siedziałbyś spokojnie i czekał ąż coś się mu stanie?
- Nie mam dzieci. Nie wiem jak to jest. Kiedyś miałem żonę i dziecko, ale zginęli w wypadku. Jak widzisz nie założyłem drugiej rodziny. Jestem sam.
- Przepraszam. Nie wiedziałem nic o tym.
- Nie szkodzi. Trudno mówić jest o sprawach, które ciągle bolą. Po wypadku oddałem się całkowicie służbie Wielkiego Mistrza. On mi dużo pomógł w przezwyciężeniu bólu i rozpaczy. Teraz proszę cię jeszcze raz nie podejmuj żadnego ryzyka, aby twoja córka nie opłakiwała ciebie, albo ty jej. Mistrz wie co robi. Czasami tylko nic nie mówi, ale na pewno dopilunje wszystkiego tak, aby zminimalizować szkody. Ty natomiast możesz tylko zwiększyć ryzyko i straty. Po za tym zwiększysz zagrożenie poprzez to, że może w ten sposób otworzysz drogę dla naszych wrogów. Oni tylko czekają na nasz błąd.
- Zawsze kraczesz.
- Nie , tylko ostrzegam.
- Znasz przynajmniej asekuranta mojej córki?
- Nie. Wydaje mi się, że tylko mistrz wie, kto nim jest.
- No właśnie, ale ja nie wiem – jej ojciec. Nie chciał mi go nawet przedstawić. Za dużo tych tajemnic wokół mojej córki
- Szymonie! – krzyknął Franciszek.
- Nie krzycz. To moje jedyne dziecko.
- Wiem. Porzuć swoje zamiary. Poczekaj. Lepiej przyjedź do mnie. Coś zaczęło mi serce bardzo kołatać. Nie najlepiej się poczułem. Coś mnie gniecie. To chyba…. – nie dokończył.
- Już jadę. Nie denerwuj się.
Szymon wsiadł do auta i skierował się do letniej rezydencji Franciszka. Kiedy przyjechał u Franciszka byli już lekarz.
- Co się stało?
- Zasłabł. Proszę teraz nie przeszkadzać.
Staszek usunął się na bok i usiadł na kanapie obok kamerdynera. Przez moment uchwycił ironiczny uśmiech w kącikach jego ust.
- Czyżby coś mu dosypał do picia? – pomyślał Szymon.
Z zamyślenia wyrwał go lekarz.
- Kim pan jest? – zapytał.
- Przyjacielem.
- Musimy zabrać go do szpitala na badania. Czy chory ma rodzinę?
- Brata, ale on mieszka w Kanadzie. Tutaj nie ma nikogo oprócz mnie.
- Zostaję w domu. Nie jadę do żadnego szpitala – powiedział słabym głosem Franciszek. To tylko przemęczenie. Odpocznę i będzie dobrze. Staszek zostanie ze mną. Jakby coś się działo wezwie karetkę.
- Niestety nie możemy ryzykować.
- A kto dopilnuje dobytku, jak będę w szpitalu?
- Ja z Leonem.
- Ty przecież masz inne plany.
- Już nie. Posłucham twojej rady i zostanę.
- Schyl się.
- Tak.
- Nie ufaj Leonowi. Coś za bardzo ostatnio krążył po domu i ciągle czegoś szukał. Wydaje mi się, że jest podstawiony, albo sprzedał się dla kogoś, ale może jestem już przeczulony. Już sam nie wiem co myśleć czasami.
- Długo chyba nie jest u ciebie?
- Nie. Od pół roku. Poprzedni kamerdyner odszedł. Wyjechał do rodziny. Musiał zaopiekować się chorym ojcem. Tamten nie myszkował.
- Nic się nie martw. Przyjrzę się mu, jak będziesz w szpitalu.
Franciszka odwieźli do szpitala.
- Leonie teraz masz wolne. Odwiedź rodzinę, albo jedź nad jezioro. Zresztą gdzie chcesz. Odpocznij sobie. Sam zostanę tutaj do powrotu Franciszka. Nie musimy koczować razem i czekać na niego. Zawiadomię ciebie, jak wróci do domu i będziesz potrzebny.
- Znów ten ironiczny uśmieszek – pomyślał Szymon.
- Może jednak zostanę? Może za dwa, albo trzy wypiszą Franciszka. Mam rodzinę daleko. Nie chciałbym zajechać do nich i zaraz wracać.
- Jak wróci wcześniej, to ja będę w domu i zajmę się nim. Daję co urlop na dwa tygodnie. Idź i spakuj się. Odpoczniesz od obowiązków, pracy. Rodzina się ucieszy. Pewnie dawno jej nie widziałeś?
- Ano nie.
Szymon wyczuł w jego głosie zirytowanie, ale nie zareagował. Puścił to mimochodem.
- Może Franciszek ma rację, że kamerdyner coś knuje. Nigdy nie wiadomo co tam w jego głowie siedzi – pomyślał Staszek i poszedł do salonu.
- Czy coś podać?
- Nie. Dziękuję.
- To idę pakować się.
- Możesz wziąć Hondę. Jak będziesz wychodzić, to zamknij drzwi na klucz. Trochę popracuję. Nie chciałbym, abys mi przeszkadzał.
- Dobrze.
Minęła godzina i nie słyszał, aby kamerdyner wyszedł. Zaczął się niepokoić. Wyjrzał przez okno. Honda stała obok domu. Podszedł do biblioteki. Powoli wysunął książkę i otworzyły się drzwi do tajemniczego pokoju. Wszedł.
- Znowu muszę się chyba chować – mruknął.
Przez „oko proroka” zobaczył Leona.
- Aha! Ten pistolet to na mnie.
. Do domu weszło dwóch mężczyzn. Staszek usłyszał tylko fragment ich rozmowy.
- Dom czysty?
- Nie. Jakiś gnojek przyjechał.
- Ładnie to tak sprowadzać towarzystwo podczas nieobecności gospodarza. Franek miał rację co do niego – powiedział półgłosem.
- Gdzie on jest? – usłyszał.
- Był w salonie. Teraz może jest na górze. Nie wiem.
- Trzeba sprawdzić i zlikwidować go. Nie zostawiaj żadnych śladów. Polej to na niego. Mikstura rozpuści ciało i będzie po nim.
- A co ze starym? Wie, że on tutaj jest.
- Stary już nie wyjdzie ze szpitala. Przeniesie się do zaświatów. Oczywiście gorliwie pomożemy mu w tym.
- Będą go szukać.
- To go nie znajdą. Musimy mieć teren wolny. Wiesz czego szukamy?
- Tak.
- Nie możemy sobie pozwolić na żadne ryzyko. Znajdź go i zabij!
- Chyba muszę się ulotnić – pomyślał Szymon.
Leon przeczesał cały dom. Przestraszony wrócił do swoich kumpli.
- Nie ma po nim śladu.
- Chyba żartujesz?
- Nie.
- Idź do garażu.
- Byłem tam. Samochód stoi, ale nie ma go tam.
- W takim razie uciekł. Może zreflektował się, że coś nie gra. Włącz kamery. Zobaczymy.
- Nie zrejestrowały jego wyjścia z domu. Dzwoń po posiłki, a my przeczeszemy trochę ten dom. Muszą gdzieś tutaj być te gwoździe, co tak są bardzo potrzebne dla króla Mara i tego drugiego i on. Nie rozpłynął się. Czyha gdzieś w ukryciu.
- Znajdziemy i pomożemy mu opuścić ten padół ziemski. Gwoździe też znajdziemy i zarobimy kupę szmalu. Muszą być bardzo ważne skoro tak bardzo o nie zabiegają.
- Ano właśnie. Myślisz, że mają wielką moc.
- Nie wiem. Nie interesuje mnie to. Mamy znaleźć i dostarczyć im. Szukaj.
Szymon opuścił dom podziemnym wyjściem.
- Dobrze, że mamy wyjście awaryjne. Durnie nigdy o tym nie pomyślą. To dobrze. Moja wygrana. Hokus pokus, abra kadabra, niech się ściana rozsunie. Jestem chyba czarodziejem. A swoją drogą mogłem zastosować „czapkę niewidkę”. Chociaż mogą znać ten trik. Jest dobrze jak jest. Wychodzę. Niech się ściana zasunie – machnął rękę z uśmiechem czarodzieja.
Za wzgórzem odetchnął. Doszedł do przystani. Odcumował motorówkę i odpłynął. Kiedy już poczuł się bezpiecznie zadzwonił do Klary.
- Klara! Jedź do szpitala i czuwaj przy Franciszku. Szykują niespodziankę dla niego. Albo nie. Zabierz Franciszka ze szpitala i zawieź do Leśnej polany. Będę tam za jakiś czas. Weź do pomocy Janka i Stefana.
- Kto zawiadomi resztę?
- Ja to zrobię. Nie mogę pojawić się w szpitalu. Znają mnie.
Klara z Jankiem szybko się uwinęli. Po paru minutach byli już w szpitalu. Klara w stroju pielęgniarki weszła do sali. Nachyliła się nad Franciszkiem. Dotknęła czoła i cicho powiedziała:
- Zabieram cię stąd. Tutaj za gorąco.
- Czuję to przez skórę.
- Siadaj na wózek. Jedziemy do windy.
Zaczęli wjeźdzać do windy, gdy nagle dwóch mężczyzn zaczęło iść w ich kierunku..
- Cholera. Na pewno po nas. Cofnęli się.
- Będą czekać na dole. Nie możemy do wyjścia.
- Jedziemy w górę, a później schodami przeciwpożarowymi.
- Dasz rady schodami?
- Tak. Kto w samochodzie?
- Hans.
- Klara rozdzielamy się. Ty bierz wózek, a ja ładunek.
- Janek!
- Nie pękaj. Stefan będzie z tobą. Nie ma innego wyjścia. Spotkamy się w Leśnej.
Do samochodu biegli. Wsiedli. Odjechali.
- Zobacz odjeżdżają. Nie możemy ich stracić. Urwą nam głowy, jeśli wypuścimy go całego. Szybko do auta
Zza rogu wyłonił się Janek z wózkiem.
- Droga wolna. Pojechali za Hansem.
- Tak.
- No to w drogę. Wielki Mistrz czeka w Leśnej podkowie.

Podpis: 

MESUE 15.04.2023
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Hagan - Ciało bez kości Sen o Ważnym Dniu Bliskie spotkania
Drugie fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda. Kolejne pojawi się niebawem. (Prolog w opowiadaniu Wyjście w mrok) Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny). Chodźmy...
Sponsorowane: 20
Auto płaci: 20
Sponsorowane: 15
Auto płaci: 100
Sponsorowane: 15

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2024 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.