https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
20

Hagan - Wyjście w mrok

Autor płaci:
20

  Pierwsze fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W maju nagrodą jest książka
Wielki Gatsby
Francis Scott Fitzgerard
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Hagan - Wyjście w mrok

Pierwsze fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda.

Hagan - Ciało bez kości

Drugie fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda. Kolejne pojawi się niebawem. (Prolog w opowiadaniu Wyjście w mrok)

Moc słów

- Wojna przyszła do nas niepostrzeżenie - budzisz się pewnego ranka i już jest. - Gdzie jest, mamo? - zapytała matkę moja sześcioletnia siostra, przecierając zaspane oczy. - Wszędzie, moje dziecko, wszędzie... - odpowiedziała

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Bliskie spotkania

Chodźmy...

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Krzyż

Traumatycznie. Przeczytaj i spróbuj zrozumieć, co powinno spotkać właśnie Ciebie.

Brak

Wiersz filozoficzny

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

Liście lecą z drzew

Krótki wiersz

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
2427
użytkowników.

Gości:
2427
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 82015

82015

Moc słów

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
23-03-02

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Aktualności/Akcja/Opowiadania.pl
Rozmiar
18 kb
Czytane
4253
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
24-06-13

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: jolsokolowska079sok Podpis: Jolka
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
- Wojna przyszła do nas niepostrzeżenie - budzisz się pewnego ranka i już jest. - Gdzie jest, mamo? - zapytała matkę moja sześcioletnia siostra, przecierając zaspane oczy. - Wszędzie, moje dziecko, wszędzie... - odpowiedziała

Opublikowany w:

Portal Pisarski

Moc słów

Gdyby nie wchodził w grę mój wstręt do mycia okien, chyba nigdy nie poznałabym Natalii.

- Przyszłam do pani Joli. Mówię dobrze po polsku - odezwała się od progu.

Silny, obcy akcent? Ukrainka? Nic mi nie mówili w Agencji???

Ustawiłam krzesło na środku kuchni.

- Proszę, usiądź.

- Za nic na świecie, biorę się do roboty. - zakomunikowała. - Tyle, że można ze mną rozmawiać - dodała, zawiązując obcisły fartuch.

Rozdziawiłam usta. Byłam jej całą publicznością, zupełnie nie przygotowana na taki występ. Chwila milczenia zadziałała jak bezgłośne werble.

- Nie miałam wyboru. Praca to po prostu czynności, które wykonuję za wynagrodzenie. Jest mi ono potrzebne, by przyjemnie spędzać czas - wyznała ze smutną szczerością.

- Tak, a to ciekawe? - wydukałam z niedowierzaniem.

Żadna motywacja nie jest zła i każdą trzeba traktować poważnie, ale coś mi się nie zgadza.., w moim mózgu zakotłowało się.
- Jak to możliwe, że ta drobna dziewczyna, o kruczoczarnych, spiętych w koczek włosach i białych, kruchych dłoniach zarabia, sprzątając czyjeś brudy. Przecież mogła wybrać inne zajęcie, inny zawód? Co prawda Ukraińcy w Polsce imają się różnych zajęć, jest wojna...

Po kilku godzinach mieszkanie lśniło.

Nie byłam pewna, co właściwie chciałam Natalii powiedzieć na pożegnanie. Czułam, że “Dziękuję" zabrzmiałoby banalnie.


****

Kolejnego zimowego wieczoru – jednego z tych, kiedy to siedzi się samotnie w pokoju, oświetlonym tylko lampką nad sekretarzykiem, przeszedł mnie dreszcz, coś kazało lepiej zapamiętać Natalię. Nie wiem skąd nagle wziął się ten pomysł.
Przecież nic, raczej prawie nic o niej nie wiedziałam, nie zadawałam żadnych pytań. Na pierwszy rzut oka wydała mi się osobą mocno związaną z ziemią, z której pochodzi.
- Jest w niej jakaś siła... Nie znosi określenia “uchodźca”, uważa się za ”robotnika sezonowego”. Nie jest jedną z gotowych postaci - coś mówiło w mojej głowie, nie dając spokoju.
Z poznawaniem człowieka, to trochę jak z równaniem matematycznym – do rozwiązania czasem dochodzi się metodą prób i błędów. Później, gdy będę miała wynik, zdecyduję, czy chcę eksperymentować dalej, postanowiłam już w łóżku, przytulając głowę do poduszki.

****

O ile sobie dobrze przypominam, to był wyjątkowo mglisty, pochmurny dzień. Pomimo beznadziejnej pogody, czas w domu płynął pracowicie i pożytecznie. Natalia walczyła z oknami w salonie, a ja w kuchni. Spichciłam szybki obiad, by potem ukraść chwilę dla siebie i trochę poczytać. Może minęło dziesięć minut, ledwo wzięłam książkę do rąk, gdy doszedł moich uszu znajomy szelest mopa. Gdy uniosłam wzrok, Natalia stała oparta już o drzwi kuchni. Miała oczy lwicy. Najwyraźniej przeszkadzałam jej w dokładnym umyciu kuchennej podłogi.

- To nic, trochę się zaczytałam. Ma nieporęczny format, jest trochę nudna i przegadana. Czytam ją już drugi miesiąc, akapit po akapicie, z rosnącym zdumieniem - wyjaśniłam zakłopotana.

Posłała mi wymowny uśmiech. Oczekiwała zapewne, że wyjdę z kuchni.

- Natalio, a opowiesz mi kiedyś o sobie, o Ukrainie?- zagaiłam

- Pani jest pewna? Pani się nie boi? - spytała po chwili, wydmuchując z ust słowa.
Chcąc mi zostawić chwilę do namysłu, usiadła, mierząc mnie wzrokiem.

Jestem niby przyzwyczajona do trudnych rzeczy, ale trochę się boję, przecież, jak każdy człowiek mam duszę i ciało - próbowałam się w duchu usprawiedliwiać.


- Wojna przyszła do nas niepostrzeżenie - budzisz się pewnego ranka i już jest.

- Gdzie jest, mamo? - zapytała matkę moja sześcioletnia siostra, przecierając zaspane oczy.

- Wszędzie, moje dziecko, wszędzie... - odpowiedziała matka uspakajającym szeptem.

To, że się odezwała i tymi słowami, całkowicie mnie zaskoczyło.

Skup się! Dokąd ta rozmowa cię zaprowadzi? Była to pierwsza myśl, która przyszła mi do spanikowanej głowy.

Dopiero po kilku minutach odzyskałam normalny oddech.

- Natalio, czy to zaproszenie za kulisy twojego krótkiego życia?

Stropiła się. Wyczułam w niej niepokój. Drżały jej ręce. Udając, że tego nie widzę, podałam do stołu herbatę i gorące placuszki z jabłkami, oprószone cynamonem. Wydawały się smaczne, pięknie pachniały. Mimo to, dopadł mnie bolesny skurcz w żołądku. Zgięłam się wpół.

- Co pani jest? - zapytała, energicznie odstawiając na bok wiaderko.

- Nic, nic - zaprotestowałam zakłopotana. - Ma się dolegliwości w moim wieku. Piekące paskudztwo. Czasem już tak jest, ból nasila się.

Podniosła oczy do nieba, kciukiem pokazała gdzieś za siebie i uśmiechnęła się niepewnie.

- Trzeba usiąść do sekretarzyka i zmusić się do pisania. Samo przejdzie.

Dziwna, ale miła rada!?

Spuściłam głowę pokonana. Myślałam, że Natalia jeszcze coś powie, ale milczała uporczywie, wytrzymując moje spojrzenie.

- Gorące, a może wolisz zimne? Chcesz trochę?

- Ależ zgłodniałam!

Natalia piła powoli herbatę, chwytając placuszki palcami, a ja posłusznie zniknęłam w salonie. Nad kanapą jarzyło się mdłe światło kinkietu. Powitałam je westchnieniem, uciskając skronie i uszy, chyba po to, by oddalić od siebie harmider myśli.

W gruncie rzeczy Natalia miała rację, wojny nie da się zrozumieć w kuchni, przeczekać przed telewizorem, nie mieści się w zegarku czy kalendarzu, pomyślałam, przysuwając fotel do sekretarzyka.

Kilka minut potem, dotknęłam klawiszy laptopa, najprawdopodobniej, by dodać sobie odwagi. Nic nie umiałam napisać. Zmęczony mózg zalewały szczegóły i emocje.

Wiatr wzmógł się za oknem, rozpadało się. W świetle ulicznych lamp krople deszczu stawały się długimi srebrnymi nitkami, niczym włosy anielskie.

Zawsze tak hałasuje o tej porze roku, ale chyba przyzwyczaiłam się, przemknęło. Po długiej chwili przeciąg zatrzasnął drzwi za Natalią.

Odgłos, jakby strzału! - Wzdrygnęłam się.

Rano przypomniało mi się to wszystko, gdy tylko się obudziłam.

****

Od tamtego, wtorkowego wieczoru każdy prostokąt brudnego okna czy podłoga w pokoju to fragment boleśnie autentycznej opowieści o godności, nadziei i życiu, pełnej subtelnych i zarazem, jakże tragicznych detali. Obrazy o tym, jak jej codzienność, w Chersoniu, w mieście jej dzieciństwa i młodości zamieniała się w piekło. Wyciekały, jeden po drugim, rozmazując się po ścianach mieszkania. Znikły słowa, zbędne ruchy. Skończył się mój bezpieczny świat. Powoli stawałam się okiem i uchem, kamerą o szerokim obiektywie, która stara się widzieć i rejestrować wszystko. Szczególny rodzaj percepcji, doświadczenie grozy, której nie da się wyszeptać w poduszkę. Ilustracje w niczym ni przypominające potoku bezmyślnych informacji, wypluwanych codziennie przez media.


****

W kolejny wtorek Natalia weszła do pokoju z włosami w nieładzie i z posępną miną, dużo wcześniej niż zwykle. Krwisty rumieniec na policzkach kontrastował z szarym, włóczkowym swetrem sięgającym prawie do ziemi.

- Chyba zmarzłaś, czekając na ten cholerny autobus. Zawsze się spóźnia...

W chwilę potem, jej lodowate ręce obejmowały kubek gorącej neski z mlekiem. Uśmiechnęła się i zaprosiła, żebym do niej dołączyła.

- Zdążę z tym sprzątaniem, bez obaw. Nie mam dziś wiele do roboty. Opowiadając, obiecuję, postaram się być precyzyjna.

Powiedziała to takim stanowczym tonem, że nie odważyłam się sprzeciwić. Wśliznęłam się obok niej, siadając naprzeciwko starego kredensu.

- To stało się trzeciego albo czwartego dnia, po tym, gdy weszli do Chersonia, Rosjanie. W mieście było wtedy jeszcze do zniesienia, pomimo że już wiedzieliśmy, że to koniec złudzeń. Nie mogłam spać. Okropny hałas, jakby dźwięk wiertła wwiercał się w mózg. Uchyliłam zatrzaśnięte okno i wyjrzałam na podwórze.

- Wielkie nieba!

Nie mogłam oderwać oczu... Panika, rozpacz! Na usłanym szmatami materacu odzierali go żywcem ze skóry. Nasz sąsiad, nasz Mykoła. Trzech rosłych mężczyzn w rosyjskich mundurach. Nie wstyd wam! Obłąkani! Zabierajcie te makabryczne narzędzia!, krzyczałam. Otoczyli go, wystawiali się na widok. Zniewaga na wykrzywionych w szyderczym uśmiechu ustach, wściekłe spojrzenia. Zabrakło mi powietrza...

- Do licha! Co robili? Powtórz, Natalio!

Z trudem powstrzymywała łzy, opuściła ramiona.

- No tak, śmierć jak zwykle postawiła na swoim. Za co? Podobno donosił do naszych, a on tylko szukał pracy. Wszystko się od tamtego ranka zmieniło, niestety - mamrotała, blednąc.

Nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku.

- Został z niego kadłubek... Nigdy nie widziałam ręki osieroconej przez ciało, odwróciłam wzrok. Dlaczego??? Znałam go od dziecka. Klął, chlał wódę, kopcił papierosy. Wojna go odmieniła, stał się innym człowiekiem i nie chodzi tylko o to, że biegał z karabinem. Przez tą swoją "godność" stał się podejrzany.

Twarz Natalii pociemniała z rozgoryczenia.

- Wcześniej tylko raz obcowałam z martwymi. Mając pięć lat, pogrzebałam mojego psa w miejscu, w którym dziadek składał szczątki hodowanych przez siebie nutrii. W Chersoniu prawie codziennie miałam ją pod palcami. W powietrzu unosił się jej odór. Bóg nie jest sprawiedliwy, jest nieobecny, milczący, nie spodziewałam się takiego.

- Wierzysz w Boga?

- Do Boga prowadzi piękno, tak pragnęłam myśleć... wszystko poszło w rozsypkę. Bóg jest tajemnicą, czarną dziurą. Przeraża mnie, oszałamia, przytłacza obojętnością. W idealnym świecie szanowałabym go, w naszym napawa mnie lękiem. Otwieram usta do modlitwy i nic...

Przysunęła swoją zbolałą twarz do mojej, głęboko westchnęła. Nerwowy tik uniósł moje ramię.

- Jeszcze na wsi kołysząc w ramionach lalkę, obserwowałam, jak babcia patroszy kurę, zwyczajnie na rosół. Było mi jej żal. Wtedy nie wiedziałam, że we mnie tak zaboli śmierć Mykoły. On, potem Komendant. Karnie stawiał się na przesłuchania, to nie pomogło. Mówili na osiedlu, że Rosjanie uważali swój czyn za słuszny. Zginął bez rozgłosu, od uderzenia kijem w głowę. Nawet łkanie skrzypiec nie zagłusza krzyku jego matki i Mykoły.

To wszystko, co usłyszałam mnie rozwaliło, nie potrafiłam ukryć łez, zatrzęsły się ręce. Natalia patrzyła na mnie bezradnie, poważna, milcząca.

- Jakaś sprawiedliwość musi przecież być. Świat nie może być dumny ze zbrodni ludobójstwa. Winni muszą być ukarani, w imię lepszego jutra! - zaprotestowałam, próbując osaczyć myśli.

- Nie trzeba! Dakuju!

Na śniadych skroniach dziewczyny pokazały się fioletowe żyłki. Wydawała się zmęczona, starsza. Wstając, otrzepała spódnicę, jakby czymś ją pobrudziła.

***

Każde wypowiadane przez Natalię słowo było ważne, miało znaczenie. Początkowo było tylko odgięciem rogu dywanu lub zajrzeniem pod podszewkę zapiętej pod szyję bluzki. Kawałek po kawałku, z nadzieją, że pod spodem znajdę cały wzór, całość, która na pewno domaga się okazania w pełni.

Fabuła wykluwała się w mojej głowie niczym oglądany w samotności film grozy. Opowieść o śmierci i stracie, ale nie tylko, także o bliskości między ludźmi, przyjaźni i miłości.

To słuchanie i tylko słuchanie było piekielnie trudne. Napięcie między bebechem, a powierzchnią, niekontrolowane łzy, pulsujące serce. W myślach coś dotąd uśpionego, czego mózg nie mógł pojąć. Poharatane kawałki wojennej rzeczywistości Ukrainy. Słuchając, uczestniczyłam w życiu Natalii, wydłużałam krok, idąc za nią, serce biło coraz szybciej. Nie wiedząc kiedy, stawałam się nią.

- Z Chersonia uciekałyśmy w pośpiechu przez dziurę w ogrodzeniu, cicho, by nikogo nie obudzić, tylko z dwoma małymi torbami. Na lewo od nas plastikowe folie zakrywały ślepe, wypatroszone witryny i podziurawione ściany budynków. Nozdrza atakowała woń spalenizny. Błoto, biały pył, odłamki szkła i gruz oblepiały buty. Było zimno. Wydawało mi się, że wszystko stracone, ale nie chciałam wyjeżdżać ani dawać im moich skrzypiec. Dziwi to panią prawda?

Chwilę myślałam.

- Natalio, człowiek jest wolny i może robić ze swoim życiem, co chce.

- Dopóki nie wybuchnie wojna - dokończyła.

Prawdę mówiąc, nie mogłam się już skupić, ale Natalia nie dawała za wygraną.

- Pamiętam, nad miastem wisiała wilgotna, poranna mgła, która zaraz miała zmienić się w rosę, by powłoką okryć betonowe kikuty domów, sterczące z ziemi niczym kości umarłych. By pokryć gruzy naszego domu, ruiny pobliskiego przedszkola i zbombardowaną szkołę. Rosjanie systematycznie zasypywali szczątki zmieszanym z nasiąkniętym krwią błotem. “Robimy swoje” Tak, robili to swoje! Jakaś chora logika! Wytężałam korę mózgową, ale nie mogłam tego pojąć. Chyba zależało im na unicestwieniu chersońskiej ziemi, wszystkiego, co na niej żyło... U nas nawet świnie traktuje się z większym szacunkiem.

Mówiła, dusząc się ze wzburzenia. Miała szeroko otwarte oczy i patrzyła na mnie tak intensywnie, że miałam ochotę umknąć przed tym wzrokiem w najciemniejszy kąt pokoju.

Wszystko, co powiedziała przeniknęło do moich snów.

Co jest nie tak z obecnym światem? Jak niewiele trzeba, by człowiekowi puściły hamulce! Gdzie skończymy, jeśli wypełni się najgorszy scenariusz?


****

Natalia na pewno nie opowiedziała mi wszystkiego, ale dzięki niej udało mi się przedefiniować sporo pojęć, skorygować swoje myślenie o Ukrainie i Rosji. Minuty i godziny spędzone razem przybliżały mi prawdę o narodzie ukraińskim. Przytakiwałam, naprawdę zdziwiona moją ignorancją.

Zdarzało się, zaskakiwała żartami, wprowadzając mnie starą w nie lada zakłopotanie. Prawie uwierzyłam, że umarli przemawiają z grobów do żyjących, krytykując lub aprobując, że mają na nas wpływ.

Zalewały ją pomysły, szczegóły, nie przeszkadzając w pracy. Nie dalej, jak wczoraj emanując energią, zmuszona sytuacją dowiodła, że została wychowana w poszanowaniu prawa i tradycji. Śmiejąc się, wyjaśniała, co można, a czego nie można robić, nawet gdy jej nie pytano. Najciekawsze jest to, że dla niej ognisko domowe oznacza społeczeństwo.

Potrafiła dokładnie opisać miejsca, w których nigdy nie postawiłam stopy. Rysowała słowem obrazy, które zna i kocha. Rozpoznawałam je bez trudu, chłonąc całą sobą jej niekłamany zachwyt. Z radością dziecka wspominała mlecze rozkwitające, niczym żółte kropki, na rozległym trawniku przed jej domem, leśne poszycie usiane grzybami, błysk Dniestru o wschodzie słońca.

- Tęsknię za latem i zatłoczoną plażą nad morzem, nad naszym, Czarnym - kiedyś wyznała rozpromieniona, wychodząc z toalety ze szmatą w ręku.

Przyjęłam to westchnieniem.

Popatrzyła na mnie rozmarzona i dodała:

- A widziała pani białe lisy? Jedyny raz pojawiły się na skraju wysokiego lasu, tego nad Dniestrem. Prawda, że to cud nad cudami!

- To rzadkość. Ale to się zdarza.

Przyzwyczaiłam się, że widzi więcej, i że prawie wszędzie szuka dobra i piękna.

- Tu w Gdańsku, wieczorami, już po pracy, gram kołysanki siostrze na skrzypcach. Czasem rozmyślając, grą wyrażam swój gniew. Są uszkodzone i tak jak ja - na wygnaniu, “Dobry duch domu”, tak nazywam moją matkę, nie ma na nic czasu, zaharowuje się w Biedronce – dodała beznamiętnie, co mnie rozśmieszyło.

- Dlaczego się pani uśmiecha? - zapytała urażonym tonem, unosząc brwi.

- Czasami gniew przywodzi do głowy różne myśli. Wybacz!

Rozluźniła się, chyba przez ciszę wieczoru i szum ognia pod kuchenką.

Po krótkiej chwili, pochylona do mnie, już spokojna, mówiła dalej, nie darując ani sekundy:

- Początki w Polsce były trudne, płakałam, tęskniłam za nim, za ojcem. Ktoś podzielił nasz świat wbrew naszej woli. Jakim prawem? - wyszeptała.

Nie odpowiedziałam. Kiwnęła głową ze wzrokiem zagubionym w dali.

- Mieszkałyśmy kątem, na kolację przeterminowany pasztet, odzież z najpodlejszych szmateksów, ale na nic płacz nad własnym losem, zemsta. Nigdy nie zapomnę polskiej rodziny, gdy patrzę na ich zdjęcie gardło się ściska. To było piękne! Przyjechali po nas na dworzec do Przemyśla, całą trójką. Rzuciłam się im w ramiona. Dopiero tu w Gdańsku poczułyśmy, że jesteśmy “stąd.“ ”Wbrew wszystkiemu wierzę, że ludzie są w głębi serca naprawdę dobrzy".

- Tak, jest w tym jakiś rodzaj prawdy - potwierdziłam, pocierając nerwowo czoło.

Gdy cytowała Annę Frank, chyba nie zdając sobie z tego sprawy, jej ciemne tęczówki zaświeciły się pięknym, czystym światłem.

Ta drobnej postury dziewczyna niewątpliwie stanie się częścią mojej pamięci. Usidliła mnie swoją bliskością, której prawie od zaraz miałam ochotę ulec. Podzielam jej odczucia, unikając okazywania litości, której obie tak nie znosimy. Dopiero na osobności w głębokiej ciszy sypialni, z wyczerpującą bezsilnością poddaję się rozmyślaniom nad wtargnięciem czystej przemocy, głupiej i niczym nieusprawiedliwionej w samo serce jej życia i kraju. Pozostaje zasadnicze pytanie" dlaczego".
Natalia jest jednocześnie całkiem zwyczajna, jak wszystkie młode dziewczyny chce wyjść za mąż mieć dzieci i własny dom. Na ile jej życie należy do niej samej, czy powinna się poświęcać dla dobra innych - matki, siostry? Przecież ma prawo do siebie, do swoich wyborów, zamiast doświadczać tułaczki i wojennego koszmaru.

****

Mocno zajęłam się Ukrainą, ale nie jestem w żaden sposób w tym wyjątkowa. Próbuję wyjść poza oswojoną już przestrzeń, przyglądać się sytuacji, zachowując równowagę umysłu i swobodę myślenia. Moja wnuczka twierdzi, że Ukraina przypomina motyla. Wierzę, że wkrótce skończy się to okrutne polowanie. Dzięki takim młodym ludziom z charakterem i świeżym umysłem, jak moja Natalia, wydostanie się z podziurawionego bombami kokonu i rozwinie skrzydła. To tylko kwestia czasu. Stawiam tezę - Europa już wkrótce stanie się jej prawdziwym domem.

Dziś już mogę powiedzieć, że bez tej ukraińskiej dziewczyny i jej pouczającej historii nie zrozumiałabym, że nie zrobiłam się obojętna na los innych ludzi.

To pocieszające.

Podpis: 

Jolka 2023r.
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Hagan - Ciało bez kości Moc słów Sen o Ważnym Dniu
Drugie fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda. Kolejne pojawi się niebawem. (Prolog w opowiadaniu Wyjście w mrok) - Wojna przyszła do nas niepostrzeżenie - budzisz się pewnego ranka i już jest. - Gdzie jest, mamo? - zapytała matkę moja sześcioletnia siostra, przecierając zaspane oczy. - Wszędzie, moje dziecko, wszędzie... - odpowiedziała Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).
Sponsorowane: 20
Auto płaci: 20
Sponsorowane: 20Sponsorowane: 15
Auto płaci: 100

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2024 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.