https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
20

Hagan - Wyjście w mrok

Autor płaci:
20

  Pierwsze fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W maju nagrodą jest książka
Wielki Gatsby
Francis Scott Fitzgerard
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Hagan - Wyjście w mrok

Pierwsze fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda.

Hagan - Ciało bez kości

Drugie fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda. Kolejne pojawi się niebawem. (Prolog w opowiadaniu Wyjście w mrok)

Moc słów

- Wojna przyszła do nas niepostrzeżenie - budzisz się pewnego ranka i już jest. - Gdzie jest, mamo? - zapytała matkę moja sześcioletnia siostra, przecierając zaspane oczy. - Wszędzie, moje dziecko, wszędzie... - odpowiedziała

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Bliskie spotkania

Chodźmy...

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Krzyż

Traumatycznie. Przeczytaj i spróbuj zrozumieć, co powinno spotkać właśnie Ciebie.

Brak

Wiersz filozoficzny

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

Liście lecą z drzew

Krótki wiersz

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
2890
użytkowników.

Gości:
2890
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 81674

81674

Kraina Niekończącej się Bajki - cz.II. rozdział IV

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
22-06-23

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Dla dzieci/Akcja/Przygoda
Rozmiar
18 kb
Czytane
1077
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
24-05-30

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: jolsokolowska079sok Podpis: Jolka
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Miś wstrzymał oddech. Zza pobliskiego drzewa wyłonił się długi cień.

Opublikowany w:

Portal Pisarski

Kraina Niekończącej się Bajki - cz.II. rozdział IV

Dzień zapowiada się cudownie, nic tylko ruszać na spotkanie z kolejną przygodą.- stwierdził Pajacyk, spoglądając wymownie na pluszowego przyjaciela.

Miś nie odpowiedział. Podejrzanie kręcił się w miejscu, wydawało się, że zaraz się rozpłacze.

— O rety! O co mu chodzi?

Pinokio zbity z tropu dziwnym zachowaniem przyjaciela, zamiast zapytać go o powód, z zapartym tchem czekał na rozwój wypadków.

Miś nagle zatrzymał się tuż przed nim, z hukiem stawiając plecak na ziemi.

— Pinokio, ale z ciebie Pajac! — zazgrzytał. — Mamy iść tą polną drogą, a potem skręcić w prawo, tak? Myślisz, że nie widziałem? Królowa Motyli wyraźnie pokazywała, że w lewo. Wytłumacz się!

- Co takiego?

Pajacyk podskoczył jak oparzony. Miś nie odpuszczał.

— Żarty się skończyły! Czy ty w ogóle znasz drogę do Doliny Duchów? Czy ona istnieje? — ciągnął dalej. - Może to jest tak, jak z tymi twoimi bajeczkami o błędnych rycerzach i księżniczce zamienionej w żabę?

— Misiu, jesteś największym marudą, jakiego spotkałem! Mam cię po dziurki w nosie - w warknął zniecierpliwiony.

Wymienili ostrzegawcze spojrzenia. Awantura wisiała na włosku.

— Pajacu, powiedz coś takiego, czego jeszcze nie słyszałem.

Pinokio wydawał się coraz bardziej zirytowany.

— Czy wiesz mądralo, która godzina? Nie pora na kłótnie! Idziemy dalej, czy zostajemy tutaj? — zgromił pluszowego przyjaciela, przybierając srogą minę.

Miś stulił uszy po sobie, aby po chwili:

— No dobrze, dobrze. Przepraszam. Przecież wiesz, że nigdy nie miałem zegarka, a moją komórkę zostawiłem w domu — wymamrotał i posmutniał.

Trzeba być ostrożnym, co się mówi, nigdy nie miałem w tym wprawy, pomyślał zawstydzony Pajacyk, wyrywając do przodu.

Pluszak dźwignął z ziemi plecak i pogrążony w myślach powlókł się za przyjacielem. Szedł bez przekonania, stękał i sapał. Najprawdopodobniej paski ogromnego plecaka nieznośnie gniotły w pluszowe ramiona.

Niepostrzeżenie stroma ścieżka okrążyła gęstwinę krzewów i zamiast poprowadzić wędrowców na płaskowyż, zbiegła w płytką, otwartą na las kotlinę. Dookoła było pięknie i zielono, aż miło było popatrzeć. Kiście polnych kwiatów przypominały grona niebieskich i żółtych lampionów. Wyglądały jak rozświetlone od wewnątrz szkło. Czyste powietrze drżało od ćwierkania ptaków, koników polnych i zielonych chrząszczy buszujących w bujnych trawach i zaroślach.
Miś wdrapał się na niewielką kupę różowego piasku, rozglądając się po okolicy. Zauroczony nawet nie zauważył, że długonogi przyjaciel znikł za zakrętem.

Nad plątaniną z gałęzi, tworzącą wysoki żywopłot srebrzyste ptaszki przypominające wielkością kolibry brały w jej liściach kąpiel pyłową. Tylko czarny nadzwyczaj piękny dzięcioł nie krył się w cieniu. Czerwonym dziobem pracowicie coś wykuwał w grubym jak beczka pniu samotnie rosnącego drzewa. Miś poszedł do pracowitego ptaka, by lepiej mu się przyjrzeć.

— Cześć, to ja, Miś. Czego szukasz w tym starym pniu? — zapytał.

Dzięcioł nic nie odpowiedział, zatrzepotał czarnymi jak smoła skrzydłami, wzbił się w powietrze i już go nie było. Miś został sam. Podparł łapką podbródek i popatrzył w zamyśleniu na horyzont.

— Nawet nie ma się komu poskarżyć. Pinokio gdzieś pognał, zamiast mnie pilnować, utyskiwał w duchu.

Nagle tuż za jego plecami rozległ się niepokojący szelest. Miś wstrzymał oddech. Na ścieżce pojawił się długi cień.

Wielki, szary, mruży w słońcu oczy, sroży wąsy, chuda, zgarbiona sylwetka, kto to może być? Szczur Wędrownik, tu?, przemknęło przez pluszową głowę.

— Mały nie myśl za dużo i przepuść starego? Ktoś ważny na mnie czeka... — rozległ się ochrypły głos.

Miś już nie miał wątpliwości, posłusznie odsunął się na bok, ustępując przechodniowi drogi. Szczur wygiął się, żeby mu oddać, w podziękowaniu, szyderczy ukłon, prychnął i dziwnie zaaferowany pobiegł dalej.

Miś ruszył dalej. Po godzinie intensywnego marszu przystanął w pobliżu dorodnej kępy młodych brzózek.

— Odpocznę w cieniu. Od nadmiaru wrażeń kręci mi się w głowie — szepnął, opierając się o biały pień pierwszej z brzegu brzozy.

Pajacyk pojawił się nagle, tuż za nim. Z trudem dźwigał na ramieniu olbrzymiego czerwonego muchomora. Miś na jego widok wydał dziki okrzyk radości.

— Przypomina wielki parasol! Pinokio, prowadź! Też chcę taki!

— Wszystko w porządku, Misiu? — zapytał lekko zaniepokojony Pajacyk.

— Spoko! Lubię ten las i tą dziwną przyrodę. Nie można za nią nadążyć, bez wstydu odsłania przed nami swoje tajniki. To istna kraina marzeń, chciałbym być jej częścią. Tu lato i zima, dzień i noc podlegają innym prawom. Kwiaty i szyszki, są większe i zgrabne, bardziej pachnące... Grzyby tak wielkie, o blaszanych beretach, wcale nie przypominają naszych. Musi to być dar Dobrej Wróżki. Właściwie, nie wiem czemu ci to mówię...

W głosie Misia wyczuwało się dziecięcą beztroskę.

— Och, już nieraz wpadałeś w zachwyt... Wiesz, przyszło mi na myśl, że ty tylko udajesz dorosłego, bo w samotności zachowujesz się jak maluch.

— W lesie zawsze czuję się malutki, a czas pokaże, kto z nas jest dorosły — odparł filozoficznie Miś, wzruszając ramionami.

— Dobrze, dobrze, jeszcze zobaczymy. Jak cię doprowadzę do ostateczności, to zapomnisz o swoich pięknych zasadach i trzepniesz, co ci ślina na język przyniesie — skomentował Pinokio.

W rozmowie dobrnęli do punktu, którego najbardziej się obawiał, więc postanowił zamilczeć.



****

Godziny mijały szybko. Pinokio i Miś wędrowali zagubieni w myślach. Słońce skryło się za ciemnymi chmurami, wiatr smętnie grał w liściach. Zaczął padać deszcz. Małe krople miękko spływały z gałęzi drzew i krzewów na piasek i srebrzysty mech. W lesie zrobiło się nieco chłodniej, ale ziemia pod stopami była ciągle nagrzana. Na ścieżkę wilgoć sprowadziła ślimaki. Największy z nich, o muszli w kolorze bursztynu, pełzł prosto do nóg Misia. Z ślimakowego rogu zwisał niedbale zatknięty słomkowy kapelusik.

— Ślimaczku, nie chcę być niegrzeczny, ale...- rzekł i wykonał niejasny gest łapką.

Ślimak podniósł wzrok i spojrzał na Misia wyłupiastymi oczami.

— Och, rozumiem. Mam ci zejść z drogi — zabrzmiał głęboki głosik z głębi skorupki.

— Owszem — potwierdził Miś. — Ale nie gniewaj się. Idziemy z Pinokiem do Królestwa Pszczół i czas nas nagli.

W tym momencie przyjaźnie zadrżał dziurawy kapelusik.

— Królestwo Pszczół jest fantastyczne, przekonasz się sam. Jest ogromne niczym trzydzieści trawiastych boisk do piłki nożnej. To niezwykle przyjazne miejsce, pełne atrakcji i słodkich smakołyków. Potrafię tam spędzić cały dzień. Koniecznie skręćcie tą dróżką w lewo, potem jeszcze dwa zakręty. O tam, z szerokiej drogi jest najbliżej...

— Hm, czy się przesłyszałem, czyżbyś grał w piłkę nożną? — wtrącił Pinokio.

Miś spojrzał na Pajacyka, kręcąc z politowaniem głową.

— Nie, ale pracowałam w szkole dla ślimaków specjalnej troski. Od głuchych uczyłem się słuchać, od ślepych widzieć.

— Ależ masz rzadkie poczucie humoru, Ślimaku! — żachnął się Pajacyk.

— Już cię lubię Ślimaku — wyznał Miś słodkim głosem.

Ślimak wziął to za dowód sympatii.

— Pójdę z wami, chyba nie będę zawadzać? — cicho zapytał, znacznie przyspieszając.

— Jestem na tak, ale nie wiem, co, na to powie Pinokio — rzekł Miś z figlarnym uśmieszkiem.

Zamyślony Pajacyk szedł przodem, nie biorąc udziału w miłej pogawędce. Idąc, nawet nie zauważyli, że leśny krajobraz nieco zszarzał. Tylko od czasu do czasu można było trafić na kępkę zielonej, soczystej trawy. Wysoko nad drzewami kłóciły się ptaki. Wydawane przez nie dźwięki były podobne do muzyki, dość hałaśliwej i niezbyt melodyjnej. Nie zatrzymując się, mali wędrowcy doszli do zarośniętego trzcinami i sitowiem bajorka. Wyglądało jak grząska, rozmokła plama na tle dywanu z wypalonej słońcem trawy. Wody w nim było tyle, co na lekarstwo. Na dnie czatowały różowe raczki. Na brzegu bajorka rosły dwa niskie drzewa o rozłożystych koronach, można byłoby je wziąć za kikuty parasoli.

— To jakiś dziwny las — stwierdził Miś.

Blade słońce pomału chyliło się ku zachodowi. Ślimak ledwo nadążał za Misiem, jego entuzjazm gasł z minuty na minutę.

— Jaka ciężka ta droga, prawda? Może zaśpiewamy coś wesołego, to będzie raźniej — zaproponował, wyraźnie zwalniając.

Pinokio rzucił mu kwaśne spojrzenie.

— Ale ubaw po pachy! Wiedziałem, że tak się skończy! Wlokąc się jak żółwie dojdziemy do Królestwa Pszczół po kolacji — mruknął pod nosem, spoglądając pytająco na pluszowego przyjaciela.

Ślimak na słowa Pajacyka, posmutniał.

Pinokio zwykle życzliwy i dobroduszny tym razem jest inny, zdumiał się w duchu Miś.

— Pajacu, brzydko zabrzmiało, wstydź się!

— Misiu, nie chciałem Ślimakowi zrobić przykrości, uwierz!

— Nie odpowiadam za to, co sobie myślałeś, Pinokio.

Pajacyk przygarbił się, spąsowiał, ale widać było, że nie popuści.

— Pluszaku, a jednak to jest zabawne, niedawno umierałeś z głodu, a teraz ci wszystko jedno.

— Pinokio, czy nie zauważyłeś, że Ślimak ma tylko jeden róg? Zapewne to okropnie utrudnia mu życie.

Przy tych słowach Miś otarł łezkę. W powietrzu zawisło widmo kolejnej awantury. Szczęściem, w tej samej chwili zbliżył się Ślimak.

— O czym, rozmawiacie? Zapewne o mnie? Moja ułomność budzi zdziwienie, ale co mam robić? — oświadczył spokojnie.

Miś się skulił i pobladł.

— Miałeś wypadek? — Pinokio drążył dalej.

Ślimak popatrzył Pajacykowi prosto w oczy.

— Od urodzenia mam tylko jeden róg i jedno oko, ale można się przyzwyczaić. Nikt zegara nie cofnie i niczego nie odmieni. To nic takiego, nie boli. Gorsze rzeczy się przydarzają...

Ślimak łypnął okiem na Misia, szukając zrozumienia.

— Pinokio, żadnych uwag więcej! — oburzył się Miś.

Pajacykowi zrobiło się głupio, jego wstyd przybrał purpurową barwę.

— Zgoda, Ślimaku? Już nie będę, przepraszam — wykrztusił.

Deszcz ustał, ciemne chmury rozstąpiły się i znowu wyjrzało słońce. Okolica zatonęła w morzu złotych blasków, poprzecinanym rozkołysanymi cieniami wierzb i smukłych topoli, wkręcających się chytrze między dorodne buki.

— Mam nadzieję, że do Królestwa Pszczół jest już blisko. Chyba wolę wędrować nocą — burknął Miś, ocierając łapką pot z czoła.

Po tonie jego głosu można było wywnioskować, że jest zniecierpliwiony, wędrówka nadspodziewanie przedłużała się.

— Weź się w garść, pluszowy wędrowcze!

Pinokio o dziwo wcale nie wygląda na zmęczonego.

Jak on to robi?, pomyślał Pluszak z zazdrością.


****


Nagle za szpalerem drzew pojawił się łan bladozłotej pszenicy lekko falującej od podmuchów ciepłego wiatru. Nad nim wisiał wielki czerwony balon z napisem Królestwo Pszczół. Miś, aż podskoczył z radości.

— Pajacu, czy pilotowałeś balon?! — krzyknął zaskoczony niespodziewanym widokiem — To dopiero, byłaby Wielka Przygoda, chciałbym polecieć balonem do Doliny Duchów — dodał, nie mogąc ukryć podekscytowania.

Pinokio spojrzał na Misia z powątpiewaniem.

— Latające balony to spełnienie marzeń dla stojących w korkach. Nie zauważyłeś, to balon reklamowy.

Miś spojrzał na przyjaciela z wyrazem niezadowolenia.

— Rozumiem, ale od zawsze chciałem latać. O, gdybym nie zapomniał smartfona, sprawdziłbym w Internecie jak to jest naprawdę z tymi balonami!

— Litości! Misiu, tu nie ma zasięgu! — wrzasnął Pinokio.

— Tak kończą się wszystkie sprawy ze sztywniakami. To beznadziejne — skwitował krótko Miś.

— Cóż, jeśli tak uważasz, może lepiej będzie jak tu zostaniesz. Mogę pójść sam...

— Ach, tu cię mam, Pinokio! — przerwał mu gniewnie Miś.

Zapadła niezręczna cisza.

— Chyba już was opuszczę — odezwał się niepewnie Ślimak, wpełzając na kamień. — Wybieram się do Doliny Duchów, nie byłem tam od dwóch tygodni. Chodzę tym oto lasem, na skróty, tak szybciej. Misiu, będziesz wiedział, gdzie mnie szukać.

— Ślimaczku, dzięki za pomoc, ale teraz musimy już iść. Prawda, Pajacu?

Pajacyk ukłonił się nisko, uśmiechając się serdecznie. Ślimak bezszelestnie zapuścił się w pobliskie zarośla.

Marzenia i echa nie zawsze są wystarczającym towarzystwem, westchnął Miś, podążając za odchodzącym Ślimakiem.

W tym samym momencie ciszę lasu rozdarło wściekłe bzyczenie. Pinokio stanął na baczność i rzucił:

— Jakbym włożył głowę do ula!

Nie zdążył dokończyć, gdy Pluszak zerwał się i ruszył jak czołg w stronę źródła hałasu. Pinokio nie nadążał za nim biec.

Po chwili Miś stanął jak wryty:

— Czy ja śnię? O, rany! Te pszczoły są takie wielkie i jest ich pełno...Ojej! — jęknął, łapiąc się za głowę.

Gwar i zamęt panujący w Królestwie Pszczół przeszedł najśmielsze wyobrażenia małych wędrowców. Pszczoły unosiły się tłumnie nad rabatami bajecznie kolorowych kwiatów, oblepiały cudownie kwitnące krzewy i drzewa.

- Tyle jeszcze roboty!- dobiegało ze wszystkich stron.

Na widok Misia owady wpadły w furię. Łapki Misia poszły w ruch.

— Już po mnie, nie można ich odgonić. Zaraz, zaraz te wampiry zaraz mnie zjedzą. Nie chcę umierać!

Pluszak mówiąc to, zamknął oczy. Poczuł, że opada z sił, zakręciło się w pluszowej głowie.

— Ratunku! — wyrwało się z misiowej krtani.

Po kilku sekundach.

Miś nieśmiało podniósł powieki.

— O co, wam chodzi, kochane pszczółki? — zapytał, mrużąc ze strachu czarne oczy z guzików.

— Co za obrzydliwe zwierzę! No... to teraz się zabawimy! Za mną! — zakrzyknęła największa pszczoła, ukazując długie żądło.

Krążyła niczym hałaśliwy helikopter tuż nad głową Misia. Biedak wstrzymał oddech, osłaniając głowę łapkami. Pozostałe pszczoły milczały złowrogo, rzucając w jego stronę ostrzegawcze spojrzenia. Miś tkwił w miejscu jak słup, na pluszowym czole perliły się kropelki potu, oddech robił się coraz cięższy.

— Jestem tylko małym misiem, to wy macie żądła, więc, po co ta panika? Litości! — wyjąkał płaczliwym tonem.

Pszczoły nie przestawały przyglądać mu się nieufnie. Miś wodził błagalnym wzrokiem od jednej pszczoły do drugiej.

— Dajcie mu spokój! Naszą jedyną troską powinna być pogoda. Za chwilę deszcz się rozpada na dobre to będzie po zbiorach — syknęła pszczoła, pospiesznie wracająca z nektarem w koszyczku do ula.

— Spoko, pilnuję czasu — rzekła pszczoła zwiadowca, tańcząc w powietrzu.

Po dłuższej chwili Miś przeciął powietrze okiem. Już nikt się nim przejmował.

— Udało się, ale nie jest dobrze. Nadal jestem piekielnie głodny — stwierdził, macając pluszowy brzuszek.

Pszczoły wróciły do zwykłych zajęć, w ulach ucichł nerwowy szum. W Królestwie Pszczół, jakby nigdy nic trwała codzienna, wytężona praca. Miś oprzytomniał, ale nadal był przekonany, że pobudki, jakimi się kierował, przychodząc do Królestwa, były dobre. Nawet próbował uśmiechnąć się półgębkiem, ale gdzieś głęboko chciało mu się płakać.

— Fajnie było, prawda? — pierwszy odezwał się Pinokio.

Pluszak zmierzył przyjaciela ostrym spojrzeniem.

— Nie świruj, Pajacu! Z miodku nici, z lotu balonem jeszcze większe i na dodatek głód miesza mi rozum — powiedział łamiącym się głosem.

Pinokio pokiwał głową. Oczy pluszowego przyjaciela zrobiły się mokre łez. Takich łez Pinokio u Misia jeszcze nie widział. Miał ochotę podejść i go przytulić.

— No dobrze, już dobrze, możesz wybrzydzać, ale to jedyne miejsce w Krainie Niekończącej się Bajki, gdzie, jakby zatrzymał się czas. Nic tu się nie zmienia prawie od zawsze. Pszczoły pochodzą z czasów dinozaurów - naukowcy szacują, że pojawiły się 120 milionów lat temu. Nawet odnaleziono bursztyny, w których zatopione są te owady. Ciekawe, że porozumiewają się przez taniec; nigdy nie próżnują i jak pracowały tak pracują. Wykorzystując niespożyte siły, zapylają kwiaty, zbierają nektar, przetwarzają na miód i tak na okrągło. Dopiero jak przybywa Królowa Pszczół to zaczyna się dziać coś innego, wtedy trudno o większą uroczystość.

Może Pinokio ma dobre intencje, ale przemawia jakby zaczynał wykład. W oczach Misia pojawił się błysk rozczarowania.

— Pajacu, czy ty słyszysz samego siebie? Porządna impreza, tak? Mam pomysł, tylko pozwól się skupić...

Głos Misia nagle stał się spokojny, ale w pluszowym ciałku kotłowały się emocje.

Coś jest na rzeczy i wróży nowe kłopoty — przemknęło przez głowę Pinokia. Otwarł już usta, chcąc powiedzieć, ale w ostatniej sekundzie powstrzymał się od złośliwości.

— Misiu, widzę, że kręci cię perspektywa nowych przygód? — rzekł, lustrując pluszowego przyjaciela z trwogą w oczach.

Pluszak skrzyżował łapki na plecach, zadzierając głowę.

— Mądralo, dobrze wiesz, że staram się unikać Pani Nudy jak ognia, ale teraz muszę coś zjeść, a potem zobaczymy.

Pinokio nerwowo odgarnął dłonią grzywkę, nie mając pojęcia, co powiedzieć, ale Miś nie dał mu czasu na odpowiedź.

— Pajacu, a olać te pszczoły! Pod drzewem wiśni stoją puste leżaki, chyba sobie poleżę i pomyślę. Jestem z tych, co nigdy się nie poddają w dążeniu do perfekcji ...

— Źle to wygląda — mówiąc to, Pajacyk rozejrzał się wokół, jakby chciał sprawdzić, czy w pobliżu niego jest ktoś jeszcze, kto podziela jego zdumienie.

Miś nie czekał na to, co Pajacyk ma jeszcze do powiedzenia.

— Droga wolna! Na bok, Pinokio! — krzyknął i już po sekundzie, niczym strzała mknął ścieżką między drzewami, w kierunku lśniącego czystością, drewnianego domku stojącego w cieniu starej wiśni.

Nigdy nie widziałem, żeby tak gnał? Pinokio nie zdążył dobrze pomyśleć, gdy usłyszał:

— Wyczuwam cię na kilometr... już mam cię już w brzuszku, w łapkach, wszędzie...

Miś w oka mgnieniu przeskoczył niski płot i po krótkiej chwili już hamował nogami przed solidnymi drzwiami domku. Podskakując, chwycił za klamkę, dwa razy mocno szarpnął i w sadzie rozległo się skrzypienie otwieranych drzwi. W chwilę później w sadzie było słychać odgłosy rozkosznego mlaskania. Pajacyk dobrze wiedział, co pluszowy przyjaciel robi w pszczelej spiżarni.

— Okropny łasuch z tego Misia, jak dorwie się do miodku to zapomina o bożym świecie... Hm, czasem tak niewiele potrzeba, żeby dotknąć nieba — szepnął rozczulony i roześmiał się serdecznie.

Zdawało się, że powietrze w Królestwie Pszczół nagle zgęstniało od dobrych myśli, a to, co kiedyś mali wędrowcy uważali za istotne, nagle straciło znaczenie.

Podpis: 

Jolka 2020
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Hagan - Ciało bez kości Moc słów Sen o Ważnym Dniu
Drugie fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda. Kolejne pojawi się niebawem. (Prolog w opowiadaniu Wyjście w mrok) - Wojna przyszła do nas niepostrzeżenie - budzisz się pewnego ranka i już jest. - Gdzie jest, mamo? - zapytała matkę moja sześcioletnia siostra, przecierając zaspane oczy. - Wszędzie, moje dziecko, wszędzie... - odpowiedziała Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).
Sponsorowane: 20
Auto płaci: 20
Sponsorowane: 20Sponsorowane: 15
Auto płaci: 100

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2024 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.