https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
25

Imagine

  Nie tylko z tego świata jesteśmy, bo życie się zmienia, ale się nie kończy...  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W grudniu nagrodą jest książka
LATA
Annie Ernaux
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Imagine

Nie tylko z tego świata jesteśmy, bo życie się zmienia, ale się nie kończy...

Bliskie spotkania

Chodźmy...

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Mefisto i Carmen

"Nie moja w tym wina, że jak to bywa w świecie Los z przekory nici gobelin życia plecie."

Rosół

Aż raz, na mojej drodze, wiodącej do niechybnej śmierci,

Nowa Atlantyda

Jedna z przyszłości futurystycznych zawartych w e-booku "Futurystyka" (Przyszłość kiepska)

Nowozrodzenie

Czym jest zbawienie.

Targ - Dzień VI - Rozdział XXIV

Niewierny nie wygasił swoich ognistych kul od razu po ucieczce drugiego cienia. Trzymał ręce uniesione przed sobą na wypadek, gdyby intruz powrócił. Tymczasem Zima podał Sferię Trumnie.

Nowa płeć

Wierszyk satyryczny

Ró-ża

Na skrawku zapisane

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
2745
użytkowników.

Gości:
2743
Zalogowanych:
2
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 81478

81478

Bliskie spotkania

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
21-04-24

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Biografia/-/-
Rozmiar
10 kb
Czytane
10096
Głosy
1
Ocena
5.00

Zmiany
25-11-24

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Voyager Podpis: Andrzej Jarosz
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Chodźmy...

Opublikowany w:

W powieści

Bliskie spotkania

Rok po dwóch Bliskich Spotkaniach przy kościele Bożego Miłosierdzia w rodzinnym mieście, pojechał ze znajomymi we wrześniu do Gietrzwałdu, niewielkiej warmińskiej miejscowości koło Olsztyna. Znajduje się tutaj sanktuarium ze słynącym łaskami obrazem Matki Boskiej i w dwa tysiące siedemnastym roku przypadła sto czterdziesta rocznica mających tutaj miejsce objawień maryjnych. Matka Boska ukazywała się tutaj wielokrotnie w dziewiętnastym wieku dwóm dziewczętom. Jest to jedyne polskie objawienie maryjne oficjalnie uznane za prawdziwe przez Stolicę Apostolską. W pobliżu kościoła bije uzdrawiające źródełko, pobłogosławione przez Matkę Boską podczas ostatniego z objawień.
Postanowiwszy zabawić kilka dni w Gietrzwałdzie, zamieszkali w agroturystycznej kwaterze w pobliskim Olsztynie, skąd dojeżdżali samochodem do Gietrzwałdu. Wyspowiadał się w sobotę przed niedzielną uroczystością i pomodliwszy się przed cudownym obrazem, odmawiając różaniec, poszedł alejką i polnymi ścieżkami w stronę odległego o kilkaset metrów źródełka. Wzdłuż wijących się meandrami ścieżek postawiono kapliczki z dwudziestoma tajemnicami różańcowymi i zgodnie z wezwaniem przekazanym wizjonerkom przez Matkę Boską, żeby odmawiać różaniec, po wiodącej do źródła alejce wędrowało wielu ludzi. W ciszy i skupieniu odmawiali kolejne części różańca, przystając na dłużej przy kapliczkach i rozpamiętując Święte Tajemnice.
Po odmówieniu wszystkich czterech części zabawił jeszcze trochę przy źródełku, stojąc w kolejce po wodę, i kiedy wrócił na plac przy kościele, to znajomi już odjechali do Olsztyna. Stał zmartwiony, rozglądając się po prawie już pustym placu, a kiedy usłyszał, że stojący w pobliżu z miodem bartnik wybiera się samochodem do Olsztyna, to poprosił o podwiezienie.
- Mieszkam przy Wędkarskiej - powiedział do pszczelarza, kiedy już jechali samochodem. - Może mnie pan wysadzić w pobliżu tej ulicy?
- Nie wiem, gdzie Wędkarska, wysadzę pana przy Jeziorze Ukiel.
- Znam to jezioro, pół wieku temu odsługiwałem wojsko w olsztyńskiej prokuraturze i przychodziłem się tutaj kąpać.
Chwilę później został wysadzony przy rondzie i powędrował brzegiem jeziora, podziwiając zacumowane przy brzegu jachty. Rozdźwięczane muzyką i śpiewem, rozjaśnione odbijającymi się w wodzie kolorowymi światłami, kojarzyły mu się w zapadającym zmierzchu z widokami Lazurowego Wybrzeża.
Robiło się coraz ciemniej i ciemniej, od godziny błąkał się brzegiem jeziora, pytając o drogę. Kilkakrotnie mu ją pokazywano i kilkakrotnie pobłądził, bojąc się wchodzić w najciemniejsze zakątki. Późnym wieczorem spotkał siedzące na pomoście nad wodą dwie wpatrzone w smartfony dziewczyny i kiedy je zapytał o drogę, to pokazały mu właściwy kierunek, ale znowu pobłądził. Stawało się coraz mroczniej i mroczniej, coraz bardziej groźnie i ponuro.
- Takim już, Boże, tym wszystkim zmęczony - poskarżył się w myślach. - Przecież ja już mam siedemdziesiąt lat i jestem jak stary korsarski okręt przeciekający we wszelkich możliwych miejscach, i bez Twojej pomocy już dawno bym zatonął, już by dawno było po mnie.
I tym momencie zobaczył wychodzącego zza zakrętu wysokiego, młodego przystojnego mężczyznę.
- Nie wie pan, jak trafić na Wędkarską? - zapytał i nieznajomy spojrzał w smartfona.
- Chodźmy...
Powiedział cichym nienarzucającym się głosem i zanurzyli się obaj w mroczne alejki.
- Czułem, że tędy wiedzie moja droga - spojrzał na nieznajomego. - Ale bałem się wchodzić w zarośla.
- We dwójkę raźniej - zauważył nieznajomy.
Szli dosyć szybko przez ciemną gęstwinę, mijając liczne rozwidlenia krzyżujących się ścieżek i pomyślał, że sam by przez te ciemności nie trafił.
W pewnym momencie zaczął go ogarniać niepokój i spojrzawszy na nieznajomego z rodzącą się obawą, zauważył, że jego rysy zaczęły się wyostrzać, stawać bardziej dojrzałe, męskie i szybko odwrócił głowę, przestraszony że za wiele zobaczy. I wtedy nieznajomy, wyczuwając jego obawę, zaczął opowiadać o uzależnionym od alkoholu znajomym.
- Znajomi go częstują wódką - opowiadał nieznajomy. - Im się później nic wiele nie dzieje, a on dostaje po alkoholu białej gorączki.
- Ja również w młodości utraciłem kontrolę nad piciem, jak zacząłem pić, to nie mogłem przestać - spojrzał z zainteresowaniem na nieznajomego. - Pod wpływem alkoholu zmieniałem się z przyzwoitego doktora Jekylla w odrażającego master Hyde. Ciągle upadałem i ciągle się podnosiłem. Bardzo cierpiałem i w końcu zostałem zepchnięty przez alkohol do przedsionka piekła, i zacząłem wołać na ratunek Matkę Boską, i poszedłem na terapię, i od tego czasu trzydziesty trzeci rok nie piję, i przestało mnie ciągnąć do wódki, i...
- I co?
- I nie wiem, co dalej ze mną będzie.
- Jeżeli pan jeszcze kiedyś upadnie, to niech pan znowu poprosi Mamę o pomoc i niech się pan nie podnosi z pustymi rękami.
- To znaczy?
- No, coś tam zawsze wartościowego na ziemi leży.
- Myśli pan, że dalej będę upadał?
- Na pewno, jeżeli nie przez alkohol, to przez inne uzależnienia.
- A dlaczego tak to jakoś inaczej ze mną...?
- Należy pan do ludzi nie znoszących monotonii.
- Nie znoszących monotonii...?
- Ma pan za ciężką nogę na gazie, a za lekką na hamulcu, a tacy mają w życiu przeważnie pod górkę.
- Dlaczego?
- Bo zostali powołani do zdobywania szczytów i jeżeli wybierają łatwiznę, to się staczają do rynsztoka i lądują w przedsionku piekła.
- I jak długo tak będę upadał?
- Dopóki pan nie zdobędzie ostatniego szczytu, trzeba go przeskoczyć na drugą stronę o zachodzie słońca, kiedy gaśnie światło.
- Kiedy gaśnie światło?
- Zanim zgaśnie, ostatnia bitwa najważniejsza... Ojcze, w Twoje ręce powierzam mojego ducha.
- To ostatnie słowa Pana Jezusa z krzyża. Taki pan młody, a już pan tak dobrze zna Ewangelię.
Nieznajomy tylko się lekko uśmiechnął.
Tak się zajęli rozmową, że nawet nie zauważył, że przebrnęli przez ciemność i stoją na oświetlonej ulicy przed domem.
- Wędkarska dwadzieścia! Tutaj mieszkam! - zawołał. - Niech mi pan poda adres, to poślę panu w prezencie swoje powieści, cały pięcioksiąg o życiu Kuby.
Wyciągnął z saszetki kartkę z długopisem i spoglądał wyczekująco.
- Niech pan da, to napiszę - zaproponował nieznajomy po chwili milczenia.
Podał nieznajomemu kartkę, który ją położył na płaskim zadaszeniu filaru ogrodzenia i po chwili mu ją oddał z adresem.
- Poślę panu książki, jak tylko wrócę do domu - zapewnił.
Otwierając drzwi do schroniska, odwrócił się na progu i spojrzał z wdzięcznością na nieznajomego, jakby mu chciał tym spojrzeniem jeszcze raz podziękować, że oto właśnie teraz dzięki niemu wchodzi do domu.
Spoglądał za odchodzącym, jak idzie wzdłuż ogrodzenia po pogrążonej w nocnej ciszy ulicy Wędkarskiej. Powietrze pachniało nadatującym od jeziora wiatrem i przypomniała mu się Ewangelia o pierwszym cudownym połowie ryb nad Jeziorem Galilejskim... Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi. I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim (Mk 1, 16-18).
Po powrocie do domu, posłał pocztą do Olsztyna w pięciu listach pięć powieści, a później, jak to miał w zwyczaju, wyrzucił kartkę z adresem do kosza. I dopiero wtedy po kilkunastu dniach skojarzył, że spotkany nad jeziorem nieznajomy miał na sobie kurtkę przyozdobioną z tyłu dragonem z dwoma dużymi guzikami na krańcach. Podobną do tej, jaką nosił młody człowiek, spotkany dwukrotnie rok temu koło kościoła Bożego Miłosierdzia w rodzinnym mieście. Wcześniej tego nie skojarzył, bo jego oczy były na uwięzi. Wędrujemy przez życie jak uczniowie do Emaus i zajęci swoimi przyziemnymi sprawami, nie widzimy, że obok nas idzie Jezus.
Rzucił się do kosza w poszukiwaniu kartki, bo pomyślał, że Nieznajomy chciał mu zostawić pamiątkę, namacalny dowód swojej obecności, ale to już było po tak długim czasie szukanie wiatru w polu. Nie wyrzucajcie kartek z adresami do kosza, bo nie wiadomo, który adres może wam być jeszcze później potrzebny.
Szczerze mówiąc, do dzisiaj nie wie do kogo jego książki dotarły. Może do jakiegoś zabłąkanego wędrowca, żeby mu dopomóc w odnalezieniu zagubionej drogi? A może się znajdują w jakiejś nieziemskiej bibliotece i doglądające księgozbioru Anioły pożyczają je czyśćcowym duszom do poczytania, żeby szybciej dojrzewały do wieczności?
Może, może, och, może... Nawiązując do Platona, cóż więcej ma do powiedzenia człowiek przykuty w jaskini do skały, tyłem do wejścia? Prawdziwy świat mógłby zobaczyć, gdyby się mógł odwrócić i spojrzeć w wyjście jaskini, a najlepiej wyjść na zewnątrz i oglądać rzeczy same, a nie przemykające po ścianie mgliste cienie.
Im więcej nad tym wszystkim w późniejszych latach rozmyślał, tym mniej się dziwił, że trzykrotnie spotkał opiekuńczą Istotę, która mu pomogła odnaleźć drogę, za każdym razem pojawiając się we właściwym czasie i we właściwym miejscu.
Wdzięczny za otrzymywane łaski, teraz, pod koniec doczesnego życia wreszcie uwierzył na sto procent, że istnieje inny lepszy świat, który znajduje się w zasięgu ludzkich możliwości, bo nie teleportuje się ciało, tylko dusza, kwanty, informacja. Pełen zachwyconego zadziwienia, z pokorą chylił głowę przed wypełniającą się na jego oczach wolą Boga, pojmując że pewne prawdy człowiek może tu na ziemi tylko przeczuwać, a więcej pojmie dopiero na drugim świecie, jeżeli dojrzeje do wieczności.
I dlatego nie dziwiło go specjalnie, kiedy przybliżając do siebie dłonie, wyczuwał pulsującą pomiędzy nimi energię, kłucie i mrowienie w palcach. Nie dziwiło go też specjalnie, że kiedy czasem podczas modlitwy wyciągał do góry ręce, to odczuwał wwiercający się delikatnie w dłonie, czule bolesny ucisk... Przytulasz mnie, Boże? Może.
Za sen nocy letniej z gwiezdnymi skrzydłami, za nieba wieczorne kolorów śpiewanie i za to, że nie śpisz i czuwasz nad nami, tak bardzo Cię kocham, Ojcze nasz i Panie. A za to, że dałeś mu duszę skrzydlatą, najbardziej Cię kocham i dobranoc, Tato. Dobranoc i bardzo chciałbym się kiedyś z Tobą spotkać po jasnej stronie mocy, w cieniu rozkołysanych wiatrem drzew nad rzeką, w zielonej dolinie zalanej wiecznie wschodzącym słońcem... Tak długa samotność, lata pogubiłem, rozstania wołają powroty z daleka, pójdę w tamtą stronę, nie wszystko stracone, w cieniu drzew nad rzeką wieczność na mnie czeka.

Podpis: 

Andrzej Jarosz 2021
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Bliskie spotkania Sen o Ważnym Dniu Mefisto i Carmen
Chodźmy... Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny). "Nie moja w tym wina, że jak to bywa w świecie Los z przekory nici gobelin życia plecie."
Sponsorowane: 25Sponsorowane: 15
Auto płaci: 100
Sponsorowane: 10
Auto płaci: 10

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2025 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.