https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
85

Sprawca (fragment IV)

  Ciąg dalszy śledztwa prowadzonego przez detektywa Massa.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W kwietniu nagrodą jest książka
Światła września
Carlos Ruiz Zafon
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Sprawca (fragment IV)

Ciąg dalszy śledztwa prowadzonego przez detektywa Massa.

Sprawca (fragment III)

Fragment III.

Sprawca (fragment II)

Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Sprawca (fragment)

Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Taedium vitae

Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?

Smutek ryb

zamykam oczy na Boga, że nic nie tłumaczy mojej odrazy do rzeczywistości, i że jestem trochę jak dziecko, które chowa głowę po poduszkę.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Noc wichrów

Fragment Sycylijskiego Pioruna (Bereniki Niczyjej)

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Liście lecą z drzew

Krótki wiersz

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1039
użytkowników.

Gości:
1038
Zalogowanych:
1
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 79574

79574

Zlecenie

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
16-05-12

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantasy/Akcja/Wojna
Rozmiar
15 kb
Czytane
2288
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
16-05-12

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
P12-powyżej 12 lat

Autor: Danielos Podpis: Danielos
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Kwadratus Somnium otrzymuje zadanie od pewnej Luxianki. W jego życie ponownie wchodzi z butami wojna, która toczy się już od ponad 120 lat.

Opublikowany w:

Zlecenie

Ze szczytu góry widać wszystko jak na dłoni...
Przed moimi oczami rozpościera się olbrzymie, pomarańczowe, przechodzące w róż i czerwień niebo rozświetlone przez płonące już ostatkiem sił przed zachodem słońce. Gdzieniegdzie można dostrzec chmurkę, która w swojej puszystości przypomina mi wełnę, jaką w Red Petram widziałem lata wstecz; barwiona na ciepłe odcienie żółci i czerwieni, prawdziwy rarytas... Natura jest bardzo przychylna tego wieczora, że przypomniała mi ten cudowny materiał.
Turrem to piękne miasto. Uwielbiam je za chłodne, gładkie i miłe w dotyku mury i ściany, których konstrukcja sięga kilkuset lat wstecz. Pode mną rozciągają się kolejne warstwy osiedla zbudowanego z kolorowych odcieni polerowanego piaskowca, gdzieniegdzie przerwanych przez czarny bazalt czy śnieżnobiałe figury z marmuru. Światło opiera się na dachach ciasno ułożonych budynków, rozświetlając ludzi siedzących na tarasach i biesiadujących w najlepsze. Za ostatnią warstwą kamieniczek można dostrzec mur obronny, odrobinę łąki, a zaraz za nią nagłą przepaść i wielką równinę z której wyrastają gigantyczne słupy skalne podobne do tego, na jakim to miasto powstało. W świetle zachodzącego słońca całość rzuca niezwykłe cienie na doliny poprzecinane szarymi drogami, zielonymi pastwiskami czy łanami zbóż. Mógłbym tak stać z rozwianymi włosami cały dzień i oglądać to zjawisko raz po razie, gdybym tylko mógł...
Słyszę ciche kroki po kamiennych schodach. Odwracam się, by zobaczyć zleceniodawczynię sunącą w moją stronę dostojnie i miękko.
- Kwadratus, o ile oczy mnie nie mylą? - zapytała się kobieta o śnieżnobiałej skórze ubrana w białą togę i błękitny płaszcz – Pewnie już domyśliłeś się, dlaczego zostałeś przeze mnie wezwany.
- Wojna się zbliża – odpowiedziałem nieco ponurym głosem – A chciałbym, żeby jej nie było. Gdy widzę zachód słońca ze szczytu zamku w Turrem, zaraz mam ochotę wynająć gdzieś tu mieszkanie i już na zawsze zostać. Znów muszę odłożyć ten plan na później...
- Wojnę mamy cały czas – odparła z powagą, opierając jedną ze swoich dłoni o biodro – Nieprzerwanie od stu dwudziestu sześciu lat jesteśmy nękani przez Upadłych. Tym razem może dojść jednak do punktu kulminacyjnego.
Zerknąłem na mój karabin energetyczny oparty o murek. Zrobiłem to odruchowo; wiedziałem, że znów będę musiał go użyć, choć obiecywałem sobie, że już kończę z wojaczką. Zamknąłem oczy, chcąc uciszyć moje myśli, które wręcz bombardowały mnie obrazami umierających żołnierzy, często rozerwanych na pół przez bordowe bydło skąpane w ludzkiej krwi, z jakim dane mi było się mierzyć przez dwadzieścia lat.
- Nasz wróg od jakiegoś czasu nie atakuje. Co gorsza, otrzymałam meldunki mówiące o gwałtownym rozwoju siatki szpiegowskiej Demonów i praktycznie całodobowym ulatnianiu się oparów i dymu z wnętrza ich cytadeli.
- Szykują się do natarcia... - spuentowałem, łapiąc za lufę karabinu – Nie mamy jednak dość sił, aby przeprowadzić atak jako pierwsi.
Otworzyłem oczy. W świetle zachodzącego słońca piękno Vinei było podkreślone przez skrzenie się skóry na odcienie żółci przechodzącej w jasny pomarańcz. Włosy dziewczyny odbijające światło tylko wzmagały całą gamę ciepłych barw dodających jej uroku. Spojrzałem na posadzkę. Spod białego materiału można było dostrzec drobne stopy obute w delikatne sandałki ze skóry młodych Ildaho.
- Masz za zadanie wyruszyć na zachód, w stronę ruin Hud.
Ze zdumienia aż podskoczyłem.
- Chyba nie chcesz reaktywować portalu między uniwersami? - zapytałem, będąc nieco zakłopotany – Przepaść między ich światem a naszym jest kolosalna, doprowadzisz tylko do jeszcze większego chaosu!
- Przybędzie tylko jeden człowiek. Nie wiem jeszcze kiedy, ale może on być kluczowy. Artur przekazał mi, że odnalazł już swojego następcę, który będzie dużo potężniejszy od plugawych Bestii.
Kim jest ten cały "Artur"? Często pada to egzotyczne imię z ust Vinei, ale jeszcze nigdy nie udało mi się odkryć, o kogo tak naprawdę chodzi. Moja dezorientacja była coraz większa.
- Mam sterczeć wśród ruin i czekać aż jakiś książę z bajki przybędzie i nas uratuje...?
- Sam mówiłeś, że nie chcesz już nigdy więcej się garnąć do bezpośredniej wojny. Znalazłam więc dla ciebie idealne zajęcie, w którym przydasz się jak mało kto. Na dodatek, Hud jest odwiedzane ostatnio przez inteligencję demońską, więc można by przy okazji zapolować...
W sumie, jakby się nieco dłużej zastanowić, to nawet fajne to zlecenie. Dostanę prawie sto miarek w złocie, więc wystarczy mi na kilka lat spokojnego aczkolwiek skromnego życia. Nie powinno to być trudne zadanie – mogę w końcu wybrać sobie jeszcze trzech ludzi do pomocy, a wtedy na pewno zgarniam Marka, Sabinę i może jeszcze tego pajaca spod szóstego garnizonu; fajnie gra na cytrze i flecie, choć do walki to on nie jest stworzony...
- Wyruszasz natychmiast, i nie chcę słyszeć słowa sprzeciwu – dodała wyjmując nagle zza płaszcza tekturowe bilety na lot pierwszą klasą sterowcem – Podaj nazwiska i garnizony, w których znajdują się wybrani przez ciebie towarzysze. Wyślemy ich następnym kursem zaraz za tobą do Aurum Agri.
- Pozwolisz tylko, bym wyjął jakąś kartkę i rysik? - zapytałem niepewnie widząc stanowczą minę Luxianki – Muszę gdzieś zapisać te imiona, żebyś nie szukała wiatru w polu...
- Uwiń się.
Sięgnąłem do skórzanego przybornika przypiętego przy pasie. Znalazłem tam kilka ostałych srebrników, jakieś drobne części zapasowe do mojego karabinu, tekturowe pudełko z naładowanymi kondensatorkami kryształowymi do broni i nóż. Papieru brak, nie wspominając o jakichkolwiek kawałkach grafitu...
- Napiszesz to na pokładzie sterowca. - wtrąciła, przerywając moje bezowocne poszukiwania; wskazała na słońce – Za pół godziny odlot.
Zaniechałem przetrząsania mojego ekwipunku. Podniosłem z ziemi broń i zapiąłem ją na plecach. Sprawdziłem jeszcze, czy przybornik jest należycie przytroczony, by w końcu stwierdzić, że jestem gotowy do drogi.
Vinea zrzuciła z siebie płaszcz, po czym rozpięła togę. Jej zachowanie przyprawiło mnie o lekkie zdziwienie. Ubrania bezwładnie zsunęły się z niej na ziemię ukazując lekki strój wykonany z barwionej na szaro skóry; składał się na kamizelkę bez ramiączek i spodnie ściśle przylegające do jej ciała aż po łydki, gdzie zaczynały się wiązania jej sandałków. Ku mojemu zaskoczeniu wyjęła zza pleców mały poskładany płócienny worek do którego wpakowała swoją szatę wyjściową, bilety i przewiesiła całość przez ramię.
- Dlaczego...? - zapytałem, ale dziewczyna ubiegła mnie.
- Ostatni test. Twoim zadaniem jest dobiegnięcie na poziom lotniska przede mną. Wszystkie chwyty dozwolone, bylebyś był szybszy.
Stanąłem jak wryty. Wielu ludzi z zawodu i bliższego otoczenia uznało ją za szaloną, ale teraz przeszła samą siebie...
Ani się nie obejrzałem, a ona rzuciła się w tył, nabrała rozbiegu, po czym skoczyła na ścianę naprzeciw schodów. Wykonała miękkie odbicie od niej i spadła w dół omijając wszystkie stopnie.
- Co ty robisz, do cholery?! - powiedziałem do siebie z irytacją widząc że zagapiłem się. Zacząłem biec w stronę murku nieopodal tych samych schodów, by przesadzić je i przelecieć kilka metrów w dół. Złapałem zatknięty kij ze sztandaru Turrem.
- Nie obijaj się! - usłyszałem z oddali. Vinea była już na murze okalającym zamek, co jeszcze bardziej mnie zadziwiło.
Czas się sprężyć.
Puściłem mocowanie herbu, by złapać się zwisającego swobodnie w dół materiału. Zsunąłem się z niego najszybciej jak się dało, spadłem na bruk dziedzińca przed frontem wysmukłej budowli. Wzrok innych skupił się na mnie, gdy rozpędziłem się przez cały plac ocierając się wręcz o przechodzących żołnierzy i dostałem się na szczyt kamiennego muru wykonując kilka skoków kolejno na barki schylonego sierżanta, więźniarkę z schwytanymi bandytami która akurat się zatrzymała, jedną z belek na szubienicy za wozem i strzechę z tutejszej zagrody dla Rexów. Złapałem się jednej z blanek i solidnym susem przesadziłem mur okalający zamek. Lecąc już w dół ujrzałem pod sobą pochyły dach jednej z kamieniczek. Upadłem na niego przetaczając się przez prawy bark tak, by nie zahaczyć karabinem o dachówki. Ześlizgnąłem się w dół zgarniając po drodze kilka płytek z czerwonej cegły, by w ostatnim momencie złapać się jedną ręką rynny i zawisnąć nad pustoszejącą powoli uliczką. Kątem oka dostrzegłem wolną przestrzeń wśród przechodniów, odbiłem się lekko od muru w tamtym kierunku i spadłem idealnie pomiędzy dwoma damami. Na mój widok wrzasnęły z przerażenia, co tylko pobudziło mnie do szybszego działania. Zacząłem biec sprintem, czasem lekko trącąc przechodnia po drodze czy przeskakując ponad niektórymi przejeżdżającymi wózkami kupieckimi z resztkami towaru. Dotarłem do głównej alei, której pochyłość, pomimo niejednego wyrównywania terenu, była zabójcza dla pojazdów z niezbyt sprawnymi hamulcami. Teraz już było prościej; zamiast biec zacząłem wykonywać susy w dół przez liczne pochylnie dla pojazdów, co tylko dodało mi tylko prędkości. Ludzie złorzeczyli gdy przelatywałem koło ich nosa. Zobaczyłem deskę leżącą na ziemi. Nie wiem kiedy to się stało, ale już zjeżdżam na niej po gładkim bruku odbijając się od pieszych wrzeszczących w moją stronę wulgaryzmy. Pędzę coraz szybciej, coraz więcej osób musi dosłownie odskakiwać ode mnie by uniknąć kolizji.
- Z drogi! - wrzasnąłem zbliżając się do głównej bramy, gdzie straż pilnowała podróżnych opuszczających miasto.
Zdałem sobie sprawę, że nie prześlizgnę się; żołnierze i ludzie na mój widok zdębiali. Widzę przed sobą trójkątną stertę pustych beczek po piwie przykrytych deskami. W pełnym pędzie wpadłem na nią, wjechałem na jej szczyt omal nie tracąc równowagi i wyleciałem w górę. Widzę jak piramida rozsypuje się, strażnik stojący na murach musi zrobić gwałtowny unik by nie zderzyć się ze mną, a ja omijając o włos umocnienia wylatuję poza miasto. Za murem widzę łąkę. Upadam na wysoką trawę, coś przeskoczyło mi w barku. Toczę się bezwładnie w dół. Robię sensację wśród ludzi na drodze obok, by po krótkiej chwili znaleźć się na ubitej ziemi obok hangaru z sterowcami. Czuję że ramię mi pulsuje.
- Starzejesz się... - słyszę głos Vinei pełen zawodu nade mną – Pierwszy raz musiałam czekać na ciebie. Zwykle to ty byłeś szybszy w biegu na przełaj.
Czuję, że w moich ustach jest trawa i grudki ziemi. Leżę twarzą w dół. To dlatego nic nie widzę.
- Ta deska to był zły pomysł... - jęknąłem próbując się podnieść. Kiedyś już przecież wykonałem tu ten sam numer, liczyłem na mój drugi raz bez komplikacji. Jak widać, nie wyszło. Co z tego, że miałem wtedy dwadzieścia lat, a teraz przeszło czterdzieści...
- Musisz więcej trenować. Albo w końcu przyjąć propozycję przebudowy twojego ciała, bo starzenie się w tak szybkim tempie nie sprzyja poznawaniu świata.
- Jestem kim jestem, i nie wstydzę się tego! - odwarknąłem z trudem stając na nogach – Co z tego do cholery, że przeciętny człowiek żyje sześć razy krócej niż Luxianin?!
Vinea uśmiechnęła się z politowaniem. Zrzuciła plecak z ramienia, aby nie przeszkadzał on jej w badaniu mojego urazu. Lekko dotknęła szybko rosnącej opuchlizny, by od razu usłyszeć moje syknięcie z bólu. Jej spojrzenie nagle stało się cieplejsze, gdy delikatnie objęła dłońmi zranione miejsce. Serce zabiło mi znacznie szybciej.
- Błagam, tylko nie powtórka z błękitnego lasu... - jęknąłem.
Usłyszałem chrupnięcie. Niemal natychmiast zawyłem, wywołując lekki uśmiech na twarzy dziewczyny. Ramię przestało pulsować, w jego miejsce pojawił się lodowato chłodny, przenikliwy ból. Dotarło do mnie, że wybity staw wskoczył na swoje miejsce. Na koniec Vinea ponownie zacisnęła z pozoru delikatne dłonie na świeżo co nastawionym barku. Tym razem zamiast bólu poczułem niezwykłą ulgę; bezwładnie osunąłem się na ziemię z rozrzewnioną miną. Wywołałem tym samym śmiech u zleceniodawczyni.
- Jesteś stuknięta... - wydusiłem z siebie czując, że powoli zaczyna mi wracać czucie w ręce.
- Chciałeś powiedzieć: doświadczona w leczeniu urazów fizycznych – odgryzła się z lekkim uśmiechem – Masz do czynienia z medykiem klasy pierwszej wśród szeregów Vir Fortisa, nie mówiąc o reszcie tytułów.
- Już to mówiłaś... - odpowiedziałem, powoli wstając. Otrzepałem się z ziemi i trawy, sprawdziłem stan karabinu. Broń - tak jak zapewniał mnie osobiście Lupus Ferrum – niemalże niezniszczalna, stworzona na bazie planów z innego uniwersum, tyle że przystosowana do naszej technologii. Dostrzegłem kolejną, ledwie widoczną rysę na lufie, nic poza tym. Na drewnianym uchwycie widnieje wyryty z dużą dokładnością napis "Mosin-Nagant v. Ferrum"... Podobno pierwowzór jest dziełem jakichś Rosjan – cokolwiek to znaczy.
Vinea otworzyła worek, z którego wyjęła bilety. Przekazała mi jeden z nich, cztery pozostałe pozostawiając dla siebie.
- Zaraz odlot – powiedziała zleceniodawczyni wskazując na stojący najbliżej nas niewielki, szaro-srebrny sterowiec mogący wziąć na pokład kilka osób – Pilot "Wichury" nie lubi czekać na spóźnialskich, więc już biegnij.
Spojrzałem się na nią. Jej humor znacząco się poprawił, nie wiedzieć dlaczego. Zazwyczaj chodziła ponura, a teraz taka odmiana...
- Nie stercz tak, tylko idź! - w końcu krzyknęła Luxianka uderzając mnie w plecy.
Ścisnąłem papier nieco mocniej w dłoni, by ze zdziwieniem dostrzec, iż pod nim jest jeszcze mała koperta. Obejrzałem się za siebie. Dziewczyna odwróciła się już na pięcie i zaczęła iść w przeciwnym kierunku.
Otworzyłem podarek. W środku znalazłem krótki list:

Kapitanie Kwadratus Somnium,

Piszę tę wiadomość do pana w ramach organizacji oddziału mającego na celu ochrony "przesyłki" która niebawem przybędzie. Proszę o wybranie drużyny jak najlepiej przygotowanej na wszelkie niespodzianki; "przesyłka" ma być bezpieczna niezależnie od sytuacji. Za dwa tygodnie, gdy słońce wzejdzie nad szczyt iglicy, będziecie oczekiwać kuriera w zapomnianych ruinach. Przesyłka powinna być dostarczona jak najszybciej do Aurum Agri; jest ona niezbędna w naszych planach.
Po przeczytaniu tej wiadomości, zalecam ją zniszczyć przez spalenie.

Vinea

Rzuciłem list z kopertą na ziemię. Zdjąłem z mocowania na plecach karabin, odbezpieczyłem go. Wymierzyłem nim w ziemię, by jednym pociągnięciem spustu spopielić kawałek papieru białą kulą energii. Ludzie będący w pobliżu, usłyszawszy huk wystrzału, obejrzeli się wkoło i wlepili we mnie zdziwione spojrzenia.
Nie żebym się martwił że ktoś zacznie węszyć, ale opuściłem głowę i zacząłem nerwowo przesuwać zamek w karabinie w te i z powrotem klnąc pod nosem. Wyjąłem wszystkie naboje z magazynka, podmuchałem do środka komory ładowania i włożyłem amunicję z powrotem. W końcu uzupełniłem brakujący nabój i schowałem zużyty chcąc przy okazji go naładować. Podniosłem głowę. Reakcja ludzi wokół była zgodna z moimi przewidywaniami; każdy poszedł w swoją stronę, śpiesząc się przed rychłym już zajściem słońca.
- Tak to właśnie miało wyglądać... - mruknąłem do siebie – Zero podejrzeń...
Idę w stronę sterowca oświetlonego już czerwonym blaskiem ledwie widocznego znad horyzontu słońca. Odpalono już w machinie silniki do startu. Mina kapitana na mostku nie wygląda na zachwyconą, ale dwie minuty opóźnienia to chyba nie jest dużo, nie?

Podpis: 

Danielos Maj 2016
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Sprawca (fragment III) Sprawca (fragment II) Sprawca (fragment)
Fragment III. Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e
Sponsorowane: 80
Auto płaci: 100
Sponsorowane: 75Sponsorowane: 70

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2022 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.