https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
120

Chiny

Autor płaci:
120

  Wycieczka życia  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W lipcu nagrodą jest książka
Folwark zwierzęcy
George Orwell
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Chiny

Wycieczka życia

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Nigdy nie stanie się nigdy

Taki krótki wierszyk

Mefisto i Carmen

"Nie moja w tym wina, że jak to bywa w świecie Los z przekory nici gobelin życia plecie."

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Zapach deszczu.

Takie moje wspomnienia.

14 czerwca

Pierwszy odcinek cyklu. Książka w planach raczej bliższych. Rozmowa w wydawnictwie. Typ pamiętnika wiedźmy. Trochę magii, naturoterapii, wsi, wspomnień o rodzinie, domu rodzinnym. Trochę o zwierzętach, przyrodzie.

Ró-ża

Na skrawku zapisane

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

Nigdy

Proszę o komentarze :)

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
3248
użytkowników.

REKLAMA

POZYCJA: 79485

79485

ZBERKOWANY

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
16-04-23

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Psychologia/Opowiadania.pl/Inne
Rozmiar
4 kb
Czytane
3910
Głosy
2
Ocena
5.00

Zmiany
26-06-24

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: rtas Podpis: Robson Wojcik
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
A jednak coś było nie tak. W autobusie, mimo sporego tłoku, wokół mnie utworzył się pusty okrąg. Na twarzach otaczających mnie ludzi odmalowywał się ni to niepokój, ni to podniecenie, uśmieszki.

Opublikowany w:

Almanach

ZBERKOWANY

ZBERKOWANY

Robasowi


- Berek - walnęło we mnie niczym grom z jasnego nieba. I tak wyrwany z głębokiej zadumy poczułem równocześnie dotknięcie ręki pod lewą łopatką. Odruchowo odwróciłem się i zobaczyłem plecy odbiegającego mężczyzny. Sunął wzdłuż kamienic niczym myśliwiec Stealth. Poły jego czarnego, drelichowego płaszcza rozłożyły się za nim na wietrze, szumiąc i łopocąc. Wariat przemknęło mi przez głowę, lecz w tym samym momencie, nie bez odrobiny zdziwienia, zalśniły mi, odbiwszy się w promieniach kwietniowego słońca, jego nowiusieńkie, wykwintne, sznurowane lakierki. Cóż za zagadka?!
Dzień był umiarkowanie pochmurny. Po niebie wędrowały ciężkie, leniwe chmurzyska. Między tymi plamami sporo miejsca i pewność, iż od czasu do czasu wysunie się słońce, radując wiosennym światłem i ciepłem. Po nocnym deszczu, gdzieniegdzie, połyskiwały tafle kałuż.
Przede mną pomost przejścia dla pieszych i wyjątkowo długie czerwone światło. Spojrzałem na zegarek. Mogłem odetchnąć, nie byłem jeszcze spóźniony.
Wtem, odczułem wokół siebie działanie jakiejś dziwnej atmosfery. Ludzie trzymali w stosunku do mnie jakiś dziwny dystans, omijali łukiem, jakbym, co najmniej trzymał w ręku niebezpieczne narzędzie.
Za rogiem, gdzie nikt nie mógł mnie zobaczyć, dokładnie obejrzałem ubranie. Było czyste. Potem obwąchałem się, ale i tu nie poczułem nic nieprzyjemnego. A jednak coś było nie tak. W autobusie, mimo sporego tłoku, wokół mnie utworzył się pusty okrąg. Na twarzach otaczających mnie ludzi odmalowywał się ni to niepokój, ni to podniecenie, uśmieszki. Gdy wysiadałem, dwóch młodych ludzi, którzy stali mi na drodze zareagowało tak nerwowo, iż przewracając ludzi wyskoczyło z autobusu po to, aby po chwili doń wskoczyć drugimi drzwiami.
O jakże nieswojo zacząłem się czuć. Coś było ze mną nie tak, i wszyscy o tym wiedzieli oprócz mnie.
W swoim gabinecie lekarskim jeszcze raz obejrzałem ubranie, spojrzałem w lustro, powąchałem pod pachami, chuchnąłem w dłoń. Nie zauważyłem jednak w sobie niczego szczególnego. Zaparzyłem herbatę, wypiłem pierwszą, drugą..., trzecią! Przeczytałem gazetę. I nic. Nikt nie wszedł, nie zapukał, zadzwonił. Wyszedłem na korytarz. Żadnego pacjenta. Po typowych tłumach ani śladu. Zrezygnowany usiadłem za biurkiem. Nerwowo kręciłem tylko w palcach plikiem recept. Czy byłem obiektem jakiegoś niestosownego żartu? Ogarniało mnie niewysłowione zdenerwowanie spowodowane poczuciem wystawienia poza nawias społeczny, czułem się jak wyrzutek.
Zadzwoniłem do rejestracji. Wszystkie wizyty odwołane!? Konsternacja i dreszcze. Wybiegłem z przychodni. Ludzie mijali mnie, jak trędowatego. I nagle zobaczyłem go. Byłem już zdesperowany i postawiłem wszystko na jedną kartę. Niczego nieświadomy stał do mnie odwrócony, całkowicie pochłonięty oglądaniem sklepowej wystawy. Ruszyłem w jego kierunku, coraz szybciej i szybciej, lecz zarazem starłem się delikatnie stąpać, by jakiś niepotrzebny szmer nie spłoszył go. Gdy byłem już przy nim zawahanie przełamałem dającą się odczuć wokół tą chwilą napięcia i zawieszenia. Wszystko jakby zwolniło w oczekiwaniu na ten jeden, jedyny gest.

- Berek !!! - ryknąłem mu do ucha, klepnąłem w ramię i obróciwszy się wyrwałem przed siebie. Kątem oka tylko odnotowałem jak zareagował. Cały drgnął, niemal wyskoczył z butów.
I nic więcej już nie widziałem, tylko biegłem i biegłem, aż w końcu, nie wiem po jakim czasie, opadłem z sił. Słońce wyszło zza chmur przepięknie oświetlając soczystą, wiosenną zieleń. Jakiś szalony rowerzysta o mało co mnie nie rozjechał. Uf, a więc znów nikt już na mnie nie zwracał uwagi.
Ochoczo wróciłem do przychodni. Na korytarzu znów, jak co dzień, przywitała mnie kolejka pacjentów.


Robert Wójcik

Podpis: 

Robson Wojcik 2000 - 2001
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

Autor płaci 4 poscredy(ów) za komentarz (tylko pierwszy) powyżej 300 znaków.

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Sen o Ważnym Dniu Nigdy nie stanie się nigdy Mefisto i Carmen
Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny). Taki krótki wierszyk "Nie moja w tym wina, że jak to bywa w świecie Los z przekory nici gobelin życia plecie."
Sponsorowane: 15
Auto płaci: 100
Sponsorowane: 10
Auto płaci: 250
Sponsorowane: 10
Auto płaci: 10

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2026 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.