https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
80

Sprawca (fragment III)

Autor płaci:
100

  Fragment III.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W listopadzie nagrodą jest książka
Córka łowcy demonów
Jana Oliver
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Sprawca (fragment III)

Fragment III.

Sprawca (fragment II)

Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Sprawca (fragment)

Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Taedium vitae

Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?

Tatuś cię kocha

Na balkonie, tym pod mieszkaniem Olgi, dostrzegłam jakąś parę, ale nie byłam w stanie ich rozpoznać. Kłócili się. Nagle usłyszałam PLASK.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Bliskie spotkania

Chodźmy...

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Liście lecą z drzew

Krótki wiersz

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1056
użytkowników.

Gości:
1055
Zalogowanych:
1
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 69964

69964

REHABILITACJA: seria druga - Powrót na leżankę

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
11-10-09

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Komedia/Medycyna/-
Rozmiar
22 kb
Czytane
1923
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
11-12-24

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
P12-powyżej 12 lat

Autor: AgnieszkaQ Podpis: Agnieszka Q
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
rozdział dziewiąty dalszych losów młodej pacjentki w gabinecie masażu

Opublikowany w:

REHABILITACJA: seria druga - Powrót na leżankę

REHABILITACJA, seria druga - Powrót na leżankę - kontynuacja

rozdział 9
syndrom sztokholmski

Zdecydowanie za krótko w nocy spałam. Mało brakowało, a spóźniłabym się z tego wszystkiego na korki, na których też niespecjalnie chciało mi się siedzieć i myśleć. O tak, z myśleniem miałam tego wtorkowego poranka straszne problemy; byłam zupełnie nieprzytomna. Do tego dochodziła pogoda, która zaczynała się psuć. Jednakże śmiać mi się chciało ze wszystkiego niemiłosiernie, przez co moja kursantka uznała, że zachowuję się już normalnie. Normalnie – jak na mnie, oczywiście sprzed znajomości z Czarnym Ksienciem. Najwyraźniej nocna sesja z pośladkami zrobiła swoje. Uwielbiałam ten stan!
Idąc do przychodni, dopadła mnie faza na „Pomarańcze i mandarynki.” Mogłabym zasłuchiwać się w dźwięki instrumentów smyczkowych i fortepianu całymi godzinami, a przede wszystkim w słowa utworu, śpiewane tym niesamowitym głosem. Piosenka, wespół z nieprzespaną nocą, wprawiła mnie w stan zbliżony do utraty kontaktu z rzeczywistością. Całą swoją drogę do przychodni zastanawiałam się, jak będzie wyglądał mój ostatni masaż z tym chłopakiem. „Lubił mnie?”, wciąż się zadręczałam idiotycznymi pytaniami. Wszystko na to wskazywało. Ciekawe tylko, do jakiego stopnia… Eh, nie chciałam o tym za dużo myśleć, żeby nie znaleźć się na oucie. Ale samo się myślało. Miałam przeczucie, że moja nakrętka mówiła prawdę: nie zapomnę o nim. Jeśli nie nigdy, to na pewno nie z łatwością. A tak chciałam uniknąć jakichkolwiek rozterek… Dopiero co, cudem chyba jakimś, udało mi się wykaraskać, w miarę bez szwanku, z poprzedniego koszmaru, a tu z taką łatwością potrafiłabym rzucić się w wir czegoś następnego. I gdzie tu logika!? Tego ranka moją logikę najwyraźniej jednak wysłałam do stu diabłów.
Tak błądząc myślami, nim się spostrzegłam, znalazłam się pod gabinetem laseru. Musiałam tu się odrobić najpierw, bo gabinet był otwarty tylko do pierwszej.
- A co to za zmęczona minka? – zmartwiła się na widok mojej twarzy kobitka od laseru.
- Ach, nie wyspałam się – odrzekłam zmęczonym głosem i weszłam do środka. – W dodatku jestem już po jednych zajęciach, a po południu idę na następne i tak do dziesiątej wieczorem.
- To pani bardzo ciężko pracuje – przyznała, podając mi okularki ochronne.
- Nie przeczę – uśmiechnęłam się, zakładając na nos ten cudaczny przedmiot.
- I plecak znowu jaki ciężki – oceniła i przystawiła mi do szyi urządzenie. – Nic dziwnego, że tu pani z powrotem trafiła.
- Wiele osób mi o tym mówi – powiedziałam z westchnieniem. – Będę coś musiała z tym zrobić, tylko jeszcze nie wiem, co. Na razie przy życiu trzyma mnie wiosna.
- Coś pochmurna ta wiosna dzisiaj – zauważyła.
- Deszcz jest w przyrodzie potrzebny. – odparłam. – Zwłaszcza wczesną wiosną. Byle tylko nie było go za dużo.
- Zgadza się – zamyśliła się. – Może padać, ale bez przesady. Słońce też jest bardzo potrzebne.
- To prawda – przytaknęłam. – Kocham słońce.
Dziś to ona wiodła prym w rozmowie. Mnie się za bardzo nie chciało rozmawiać; nawet kilka razy mi się samo tak jakoś ziewnęło. Postanowiłam sobie, że zacznę się wysypiać. Cóż, nie zawsze się da, zwłaszcza, kiedy po łbie tłucze się tysiąc cudacznych myśli…
Widziała, że jestem przyklapnięta, więc też za bardzo mnie nie dręczyła. A to mogło oznaczać, że wyglądam naprawdę koszmarnie i żałośnie.
Po zabiegu, mając jeszcze kilka minut do masażu, odwiedziłam przychodniany sklepik, gdzie zaopatrzyłam się w jogurcik i soczek. Nie zabawiłam tam zbyt długo; nie chciałam się spóźnić na kolejny punkt programu. Nie mogłam jednak sobie odżałować zerknięcia pod nakrętkę soczku. Dziwny napis: „WSZYSTKO W PORZĄDKU”. Uśmiechnęłam się krzywo. Co to miało być? Wzruszyłam ramionami, napiłam się łyka i pożegnałam z panem ze sklepiku.
Dotarłszy pod gabinet masażu, usiadłam i przywitałam się z pacjentką, która siedziała pod drzwiami.
- Pani też na dwunastą trzydzieści? – spytała nieśmiało.
- Tak – odpowiedziałam półprzytomnie. – A pani też teraz ma mieć zabieg?
- Tak, z tym młodym chłopakiem – odparła. – A pani?
- No, ja też właśnie – spojrzałam na nią, nie mogąc ocenić, czy to wszystko czasem jeszcze mi się nie śniło. – Ale jaja.
- Chyba się pomylili – zamyśliła się, po czym się zdenerwowała – Ale burdel tu mają. Zadzwonili do mnie wczoraj, że jest wolna ta godzina, to się nawet ucieszyłam, że wcześniej się tu odrobię.
- Niech się pani tym nie przejmuje, bo nie ma czym – starałam się ją uspokoić. – Mają teraz taką sytuację, że chłopak, który tu normalnie pracuje, na kurs jakiś pojechał, i zastępuje go inny. Wie pani jak to jest na zastępstwach.
- No, niby tak, ale co teraz zrobimy? – spytała zniesmaczona.
- Mnie się nie spieszy, mam dzisiaj dużo czasu – przyznałam i zaproponowałam – Jeśli pani się spieszy, proszę wejść przede mną.
- Jest pani pewna? – zdawała się mi nie ufać.
- Ja się w międzyczasie zdrzemnę, bo coś się nie wyspałam – odrzekłam zmęczonym głosem.
Siedziałyśmy tak kilka minut w milczeniu. Zwykle bardzo się cieszyłam na możliwość poznania nowej osoby, lecz brak snu za bardzo dawał mi się we znaki. A nie chciałam wyglądać koszmarnie. Choć teraz to i tak już większej różnicy by nie zrobiło. Nagle z gabinetu wyszła jakaś inna pacjentka. Po chwili w drzwiach pojawił się i chłopak. Zauważył mnie i spytał zaskoczony:
- A ty co tu robisz?
- Ja? – wstrząsnęło mną do tego stopnia, że w momencie się obudziłam. Nie byłam w stanie jednak stwierdzić, czy był bardziej zdziwiony, czy zły na mój widok. „O co, mu, do cholery, chodzi!? I dlaczego mówi mi po imieniu?”, pytałam się w myślach w pierwszym odruchu, choć tak naprawdę odpowiedź znałam doskonale: pomyliły mu się godziny. Odparłam więc z nieukrywanym zaskoczeniem – Jest dwunasta trzydzieści, tak się umawialiśmy przecież.
- Na jedenastą – mierzył mnie wzrokiem, trochę zbity z tropu.
- Przecież uprzedzałam wczoraj, że na jedenastą nie dam rady, bo pracuję – wyjaśniłam, wciąż w wielkim szoku. Jednak byłam pewna swojej racji, więc udało mi się zachować względny spokój.
- No dobra – powiedział z nieskrywanym niezadowoleniem. – Jakoś to musimy rozwiązać. Która z pań przyszła pierwsza?
Pacjentka spojrzała na mnie nieśmiało, a ja na nią. Nie miałam zamiaru okazać się gołosłowna, ani tym bardziej dać się wysłać na pierwszy ogień, więc tylko wskazałam na nią dłonią. Zaprosił ją zatem do gabinetu i zamknął za nimi drzwi. Miałam trochę czasu na kilka przemyśleń. Cóż, nie zapowiadało się zbyt przyjemnie. „A miało być tak miło…”, westchnęłam w myślach. Wczoraj odniosłam nieodparte wrażenie, że też bardzo chciał, żebym dzisiaj przyszła. No bo skąd nagle to desperackie poszukiwanie wolnej godziny? Mógł sobie przecież odżałować. A tu nagle taki rozdrażniony… „Pewnie, jak nie zapisał sobie tej zmiany, zapomniało mu się i myślał, że mam być na jedenastą, jak poprzednio”, szukałam wytłumaczenia. „ A mnie na jedenastą nie było, no to się wkurzył, bo się poobijał przez te pół godzinki, a teraz ma dwie pacjentki na raz. Szkoda, że tak wyszło. Ale to przecież nie moja wina”, uspokajałam się w myślach. Tak, przykro mi było, że tak to wyszło, lecz w chwilę później doszłam do pocieszającego stwierdzenia: „A może to i lepiej, przynajmniej nie zdążę go sobie wyidealizować, jak to miewam w zwyczaju.” Po tym, jak przed chwilą na mnie wyskoczył, wszelka ochota na kontakt z nim przeszła mi jak ręką odjął.
Siedziałam pod gabinetem krócej, niż bym się mogła spodziewać. Już po około piętnastu minutach pacjentka wyszła, a ja mogłam wejść na swój ostatni zabieg z tym chłopakiem. Przekraczając próg, powiedziałam zmartwiona:
- Na pewno umawialiśmy się na tą godzinę, mam zapisane w kalendarzu.
- Tak, wiem – przyznał niechętnie. Najwyraźniej głupio mu było i nie chciał więcej o tym rozmawiać. – Proszę się przygotować.
To rzekłszy, wyszedł na chwilę, a ja w tym czasie rozłożyłam ręcznik, zdjęłam buty i bluzkę i położyłam się na leżance. Wrócił i podszedł do mnie. Rozpiął mi stanik i już miał rozprowadzić sobie oliwkę na dłoniach, gdy nagle stwierdził poirytowany:
- Jeszcze wyższe spodnie. Co ja mam pani masować, tylko tą szyję i łopatki?
- No, a nie? – zdziwiłam się jego tonem. Potrafiłam zrozumieć, że jest na siebie zły o pomylenie godziny, ale dlaczego wyładowuje się na mnie!? Tak, byłabym nie utrudniała, gdyby był dla mnie mniej brutalny.
- Nie – zaczął marudzić i wybrzydzać. – Nie będę pani masować w takich warunkach.
- Jak to nie? – teraz to dopiero mnie zaskoczył. „Czym sobie na to zasłużyłam?”, w panice zaczęłam szukać przyczyny jego zachowania, choćby najbardziej głupiej; winna przecież niczemu nie byłam. On natomiast zapiął mi stanik z powrotem… Przestraszyłam się, że jeszcze gotów wywalić mnie z gabinetu!
- Nie i już – oberwałam bezpodstawnym fochem. Tylko dlaczego!? Ależ byłam skołowana. Dlaczego mi to robił!? Po chwili otrzymałam ultimatum – Chyba, że rozepnie pani te spodnie.
W jednej chwili udało mi się zapomnieć nawet, jak się nazywam, a co tu dopiero mówić o jakichś tam spodniach. Było mi przykro. I głupio. I żałowałam, że tu dzisiaj przyszłam. I bardzo, ale to bardzo, zatęskniłam za moim masażystą; on by mnie w życiu tak nie potraktował.
- Widzę, że nie może się pani zdecydować – wyrwał mnie z zamyślenia. – To nie ma sensu.
- No, dobra – przełamałam się. Wzięłam głęboki wdech i wyszeptałam – Niech będzie, poddaję się.
- Co takiego? – musiałam mówić tak cicho, że pewnie mnie nie usłyszał. Lub może raczej udawał. Powiedział z nieskrywanym tryumfem w głosie – Nie słyszę…
- Poddaję się – wycedziłam przez zaciśnięte zęby. Tak się dać urabiać! Tresować! Zdenerwowałam się. Moje spojrzenie wręcz ciskało błyskawice. Warknęłam więc jeszcze, patrząc na niego spode łba – Zadowolony?
- Czyli jak będzie? – spytał już dużo łagodniej i w momencie dotarło do mnie, że to był najzwyklejszy w świecie blef. Tylko co mi chciał tym udowodnić? Że potrafi ze mną wyrabiać, co mu się rzewnie podoba? Że akurat on potrafi nade mną zapanować? Coś na kształt poskromienia złośnicy? Ale słowo się rzekło… W dodatku prawie całą noc nie spałam, wyobrażając sobie ten moment, tak wiec koniec końców, mam to, o co sama się prosiłam. Z tą drobną różnicą, że rzeczywistość miała się nijak do wyobraźni.
- Czyli – odrzekłam pogodzona już z sytuacją – można ze mną robić, co się chce.
- No to rozpinamy spodnie – powiedział już zupełnie normalnym, wręcz radosnym głosem.
- Ja? – zagrałam na zwłokę. Wyszło raczej jak niezły dowcip, bo się roześmiał.
- Przecież nie ja.
Starałam się na niego w ogóle nie patrzeć. Nie podnosząc się z leżanki, rozpięłam te przeklęte spodnie i troszkę osunęłam je w dół. Nie miałam ani siły, ani ochoty mówić czegokolwiek. On ponownie rozpiął mi stanik, rozprowadził sobie oliwkę na dłoniach i, pogwizdując pod nosem radosną melodyjkę, zabrał się za masaż. Ja znów ciaśniej niż zwykle oplotłam ramionami głowę i zamknęłam oczy, jakbym chciała się schować.
- To było dla pani takie straszne? – próbował mnie jakoś zagadnąć, zaniepokojony najwyraźniej tak długą ciszą.
- Nie – odparłam tak obojętnie, jak tylko potrafiłam. – Po prostu zdaję sobie sprawę, że mam wybitny talent do tworzenia niezręcznych sytuacji. Których jednak wolałam uniknąć.
- Już proszę nie przesadzać – usłyszałam w odpowiedzi. W wyobraźni widziałam, jak przewraca oczami. – Przecież nic złego się tu pani nie dzieje.
- Niby nie, ale mam w naturze bunt – wyjaśniłam. – Choćby dla zasady muszę co jakiś czas stanąć okoniem.
- Słyszę to już i słyszę – powiedział przekornie. Tak, nie mógł sobie odżałować ostatniej okazji do postawienia na swoim z tymi spodniami.
- Jak pan chce, to mogę się w ogóle nie odzywać – powiedziałam zrezygnowana. Nie miałam siły na walkę. Rzeczywiście, mógł już sobie robić, co tam chciał. Nie ruszało mnie to wcale. Przestałam reagować na wszystko, co działo się na moich plecach. Tak, jakby ktoś nacisnął magiczny przycisk i wyłączył funkcję fazy na głupawkę.
- Nie o to mi chodzi przecież – zdawał się być trochę zaniepokojony tą moją obojętnością.
Powoli masaż przesuwał się w kierunku mojej szyi, ale oszczędziłam mu wszelkiego typu efektów dźwiękowych. Kilka niesfornych kosmyków włosów opadało mi na szyję, więc niezdarnie, starając się nie umaczać moich włosów w oliwce, próbował je odgarnąć. „Jasne, patrz, jak się będziesz bawić moimi włosami”, pomyślałam naburmuszona i nerwowo sama zaczęłam je odgarniać. Przypadkiem udało mi się zharatać go paznokciem.
- Ale proszę mnie nie drapać – powiedział, ale nie było w tym złości, czy irytacji, raczej coś na kształt kolejnej zaczepki.
- To nie specjalnie – odparłam obojętnie. Dodałam też, jakby to miało cokolwiek wyjaśnić. - Źle spałam w nocy. Wykończona jestem. A do tego ta pogoda.
- Wygląda, jakby zanosiło się na deszcz – przytaknął zmartwiony.
- Zwykły wiosenny deszczyk – wzruszyłam ramionami. Było mi wszystko jedno. – Parasolka i po sprawie.
- Nie wziąłem parasolki – przyznał.
- Autko przecież jest – podsunęłam od niechcenia. A niby co, miałam mu własną parasolkę pożyczyć?
- W naprawie – sprostował.
- Blisko przystanek – byłam niewzruszona.
- Tak, ale jeszcze do prywatnego klienta jadę – powiedział zamyślony.
- To życzę powodzenia – odparowałam i zakopałam głowę głębiej w ramionach.
Chyba dałam mu tym dobitnie do zrozumienia, że nienajlepiej się dzisiaj czuję, gdyż nie próbował mnie już dłużej zagadywać podczas masażu. Niewyspanie, niepogoda i jego podstępne zagranie wypompowały mnie z energii. Koniec końców, sam też dostał ostatecznie to, co chciał: pacjentkę, która ani nie mruczy, ani nie piszczy, ani w ogóle się nie chichra. „Mam nadzieję, że jesteś zadowolony. Choć jedno z nas byłoby zadowolone”, myślałam zrezygnowana.
Dziwny był dla mnie ten stan odrętwienia. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy tak mi już nie zostanie. I co, kolejne moje życzenie miało się spełnić? Zmieniona w zimny głaz. Przy pomocy faceta. A może to rzeczywiście było dla mnie najlepsze z możliwych rozwiązań? Nie czując nic, nikt nigdy nie potrafiłby mi żadnej krzywdy przecież zrobić. Ogarnęła mnie bezkresna pustka. I taki fajny stoicki spokój. Żadnych emocji, żadnych kolorków na twarzy, żadnych podejrzanych dźwięków. Po prostu błoga nicość i niewzruszenie.
Na szczęście zabieg trwał dziś wyjątkowo krótko, tak jak w przypadku poprzedniej pacjentki; najwyraźniej załatwił nas dwie po połowie. Ale nie przeszkadzało mi to wcale. Obojętna na wszystko, mając już wytarte plecy z oliwki, zeszłam z leżanki. Stał wprawdzie w drzwiach i pilnował, żebym trzymała się zaleceń, ale nie zwracałam na niego uwagi. W ogóle na niego nie patrzyłam, po prostu bezgłośnie zaczęłam się zbierać. On sobie usiadł na krześle i podparł brodę na dłoniach.
Miałam już na sobie praktycznie wszystko, co powinnam mieć. Spojrzałam jeszcze na niego i podniosłam brwi, jakby pytając: „Coś nie tak?” Bez problemu to rozpoznał, bo odpowiedział:
- Zmęczony jestem.
- Czym? – spytałam spokojnie. I obojętnie.
- Pracą – odpowiedział, myśląc nad czymś. – Przecież to dzień w dzień tyle ciał do przemasowania.
- Wybierając zawód – odrzekłam niewzruszona – trzeba się zawsze liczyć ze wszystkimi konsekwencjami. A każdy ma plusy i minusy.
Mówiąc to, próbowałam jeszcze założyć swój wisiorek. Byłam jednakże na tyle nieprzytomna, że mi upadł, i musiałam się po niego schylić.
- Ale ze mnie niezdara ostatnio – mruknęłam do siebie niezadowolona.
- Za bardzo się pani wszystkim przejmuje – skomentował. Spojrzałam tylko na niego z irytacją. Dodał – A ten plecak naprawdę powinien być lżejszy.
- To co mam niby robić? – powiedziałam chłodno. „Znów troska o niesforną pacjentkę? Zadbaj sobie o swoją parasolkę na ten deszcz, a nie o mnie”, pomyślałam zła o cały dzisiejszy dzień. – W zębach to wszystko nosić?
- Co pani ma w tym plecaku? – spytał tonem głosu, jakby chciał mnie udobruchać. Hmmm, żeby to było takie łatwe.
- Książki – wyjaśniłam krótko. – Z każdą grupą robię coś innego z innej książki. W domu muszę się na zajęcia przygotować.
- Nauczycielka, która przygotowuje się na zajęcia? – zdawał się niedowierzać. – Osobliwość.
- No, taka już jestem – wzruszyłam ramionami. Zapięłam sobie w końcu ten niezręczny wisiorek i nie widziałam sensu, by dłużej zawracać chłopakowi głowę. – Nic, lecę – chciałam pożegnać się nad wyraz chłodno i bez zbędnych cyrków. Coś mnie jednak podkusiło i poczułam nieodpartą potrzebę rewanżu za to, jak mnie potraktował na początku. – Obiecuję, że zrobię wszystko, by nie musiał mieć pan ze mną już nigdy więcej do czynienia.
- I tak się spotkamy – powiedział, podnosząc się z krzesła i odprowadzając mnie do drzwi. Uśmiechnął się. Poznałam już ten typ uśmiechu. Wczoraj na do widzenia… Zdziwiona, spojrzałam w te jego oczy i zamrugało mi się. A on kontynuował – Jeżeli, oczywiście, zechce pani podejść do tematu poważnie i zacząć się leczyć, a nie tylko bawić w masaże.
- Zobaczymy – odparłam trochę zmieszana. Nie wiedziałam za bardzo, jak mam to traktować. Zaproszenie na fizykoterapię? Czyli co? Nawet nie wiedziałam, czym się tam zajmują. To dlatego tak chciał mnie do lekarza wysłać? Żebym jeszcze do niego kiedyś trafiła? W tej chwili moja obojętność zdawała się topnieć dodatkowo pod jego wzrokiem. Zaczęło mi być szkoda, że to już ostatni zabieg z nim… „Chyba, że załatwię sobie skierowanie na fizyko…”, pomyślało mi się mimochodem. W takich momentach w ogóle siebie nie rozumiałam. Byłam skołowana. Nie na tyle jednak, by nie upewnić się co do jednego – Jutro mam na jedenastą?
- Na jedenastą – potwierdził. – Ale już nie ze mną.
- Wiem – uśmiechnęłam się smutnawo. „Kretynka!”, ustawiałam się w myślach do pionu. – Na pewno na jedenastą?
- Na pewno – przytaknął. – Proszę powiedzieć koledze, że to już ostatni zabieg.
- Powiem, słowo – zapewniłam go, otwierając drzwi. Spojrzałam jeszcze na niego. Chciałam, żeby wyszło chłodno. – No to żegnam pana. I miłego dnia życzę.
- Do zobaczenia – posłał mi ostatni uśmiech na pożegnanie i pozwolił odejść, zamykając za mną drzwi.
Jakże dziwnie się czułam. Wręcz kręciło mi się w głowie. Po raz kolejny obiecałam sobie, że zacznę się wysypiać. I muszę dać sobie spokój z facetami. Przynajmniej na razie. Musiałam najpierw dojść do ładu - składu sama ze sobą, co było przecież nie lada wyzwaniem. Wiedziałam, że coś w moim życiu musi się zmienić. Coś, a dokładniej - bardzo dużo.
Przeciągnęłam się i ziewnęłam, a następnie obrałam kierunek – sala gimnastyczna. Szłam ślamazarnie, krok za krokiem, jak postać - widmo. Gdy jednak weszłam do środka, od razu zrobiło mi się lepiej; nic nie działało na mnie tak kojąco, jak widok tych sprzętów i ćwiczących pacjentów. A przede wszystkim, ciepłe usposobienie mojej rehabilitantki.
- Witaj, Kozico! – rzuciła mi w ramach „dzień dobry”.
- Hej, Piękna! – uśmiechnęłam się zmęczona.
- Co ci się dzieje? – spytała, widząc moją minę. Kolejna spostrzegawcza…
- Nie wyspałam się – znałam już tą śpiewkę na pamięć.
- A może żal ci ostatniego zabiegu, wiesz, z kim? – puściła mi oko.
- Co? – byłam cały czas półprzytomna. – Nie, po prostu się nie wyspałam. – A jutro jeszcze czeka mnie konfrontacja z moim masażystą.
- Tak, bo to już jutro wraca – ucieszyła się.
- Muszę sobie to wszystko w głowie jakoś poukładać, bo oszaleję – wyznałam. Miałam serdecznie dosyć. Marzyłam o swoim cieplutkim, bezpiecznym łóżeczku.
- Słoneczko coś słabiej dzisiaj świeci – zauważyła nasza nauczycielka hiszpańskiego.
- Tak, pochmurno dzisiaj – nie zrozumiałam.
- Mówię o pani – sprostowała. – Jest przecież pani naszym Słoneczkiem.
- Ach, rzeczywiście – uśmiechnęłam się. Choć w tej chwili deszcz pasowałby o wiele bardziej do mojego nastroju. Najchętniej zakopałabym się pod kołdrę i pozwoliła ululać do snu bębniącym po szybie kroplom wiosennej burzy. Jednak miłe słowa pacjentki działały cuda: poczułam się lepiej. Przypomniałam sobie też nagle o swoim jogurcie. – Słoneczko się nie wyspało. I od śniadania jeszcze nic nie jadło.
Wyciągnęłam jogurt z plecaka, rozlokowałam się na krześle i zaczęłam pałaszować swój posiłek z nieskrywanym zadowoleniem. Powoli wracały mi siły i dobry humor.
- Gdybym wiedziała, że dzisiaj pani też będzie – odezwała się pacjentka po złamaniu ręki – to bym pani kotleta jakiego przyniosła, bo już nie mogę patrzeć na sposób, w jaki się pani odżywia.
- Dziękuję – rozpromieniłam się. Wprawdzie dziwne wydawało mi się to, że tyle obcych ludzi o mnie dbało i troszczyło się o moje zdrowie i samopoczucie, ale w tym samym czasie było to niezwykle przyjemne. Czułam się jak coś na kształt dobra wspólnego, taka przychodniana maskotka. A może przesadzam? W każdym bądź razie, otaczało mnie grono osób, przy których niezwykle szybko dochodziłam do siebie. Te chwile były dla mnie bezcenne. Spytałam pacjentki – A jak by mi go pani przyniosła? Przecież by był zimny.
- A istnieje coś takiego, jak folie do zawijania jedzenia – odparła z dumą.
- Rzeczywiście – przyznałam jej rację. – To by miało sens.
Z minuty na minutę moje samopoczucie się poprawiało. To miejsce musiało mieć samo w sobie jakieś magiczne właściwości. Zanim opuściłam salę, byłam już radosna jak skowronek. Słoneczko znów zaczęło świecić pełnym blaskiem.
Prosto z sali gimnastycznej pojechałam do pracy. I znowu wróciłam dość późno do domu. Miałam już dosyć tego morderczego tempa. Oczy same mi się zamykały. Plecak ciepnęłam gdzieś w kąt. Podpierając się o ściany, zlokalizowałam łóżko i, nie rozebrawszy się nawet, zagrzebałam się pod kołdrą. Nie obchodziło mnie już, że byłam głodna. Nie ruszało mnie miałczenie kota, który także domagał się posiłku. Potrzebowałam drastycznej dawki snu. I musiałam jej sobie dostarczyć w trybie natychmiastowym.

. . .c d n. . .

Podpis: 

Agnieszka Q kwiecień 2010
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Sprawca (fragment II) Sprawca (fragment) Taedium vitae
Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?
Sponsorowane: 75Sponsorowane: 70Sponsorowane: 65
Auto płaci: 65

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2021 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.