https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
90

Jutro też będą przegrzebki - (1)

  Pierwszy fragment (początek) opowiadania nad którym właśnie pracuję. Zapraszam do lektury :)  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W czerwcu nagrodą jest książka
4 pory mroku
Paweł Paliński
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Jutro też będą przegrzebki - (1)

Pierwszy fragment (początek) opowiadania nad którym właśnie pracuję. Zapraszam do lektury :)

Sprawca (fragment IV)

Ciąg dalszy śledztwa prowadzonego przez detektywa Massa.

Sprawca (fragment III)

Fragment III.

Sprawca (fragment II)

Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Sprawca (fragment)

Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Dom Przemian

Nie pozostaje mi nic innego, jak żywić nadzieję, że wrócę, by czytać dalej. Dobranoc — wyszeptałam, wychodząc do innego życia.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Noc wichrów

Fragment Sycylijskiego Pioruna

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Liście lecą z drzew

Krótki wiersz

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1218
użytkowników.

Gości:
1218
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 68185

68185

Tyle do zrobienia, a dzień taki krótki.

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
11-05-01

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantasy/Fantastyka/Inne
Rozmiar
16 kb
Czytane
1547
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
11-11-02

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: pablo026 Podpis: t.n.
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Opowiadanko fantasy.

Opublikowany w:

Tyle do zrobienia, a dzień taki krótki.

- Osiemnaście talarów, garść miedziaków, pierścień z kamieniem, którego w życiu nie widziałem. Wart pewnie nie więcej niż dobry obiad w karczmie „Biały Kur". Albo dziwka naprzeciw, ale już nie taka dobra. Sztylet nieduży, ale zdobiony perłami. Taka damska zabawka. Ooo i złota statuetka Thaara, pewnie o zachodzie słońca stała jeszcze bezpieczna w świątyni. No i bransoleta. Srebro i trochę zielonego szkła. Pogięta i porysowana, stara jakaś i dziwne wzory jakieś lekko widać, ani chybi magiczne - wyliczył szybko żołnierz z Nocnej Straży.
Rozsypane na targowej ławie fanty zgarnął z powrotem do szarego worka, z którego przed chwilą zostały wysypane do nagłej rewizji.
- Coś słabo Vilis. Zaraz słońce wzejdzie, a ty z takim marnym łupem do domu wracasz.
Co twoje bachory jeść będą? Słomę? Gdzie reszta?
- Getta no co ty? - jęknął z pozycji horyzontalnej właściciel podejrzanego towaru. Starał się nie patrzyć stojącemu nad nim okrakiem dowódcy patrolu w oczy, jednocześnie wypatrywał możliwości ucieczki, na darmo. - Jaka reszta, na targu tylko tą laleczkę od sztyletu zrobiłem, nawet pinda mieszka przy sobie nie miała. Potem przez świątynię jeno przebiegłem, bo Święta Straż do miasta zjechała i niebezpiecznie tam teraz łazić. Na koniec gołodupca trafiłem, żeby tak go pokarało. Dziad na sześć stóp wysoki, w barach połowę tego szeroki. Szczęściem w balii siedział i wino popijał. Chyba się utopił. Roboty po czubek głowy, prawie mi się wyrwał, ale jak dostał po łbie, to zmiękł i do tej wody zjechał. Gdyby mi karczmarz okiennic nie uchylił i z zaskoczenia bym go nie wziął, to bym mu rady za nic nie dał - złodziej wypluwał z siebie słowa najszybciej jak mógł. - Roboty masa, a łup jakbym przy kaplicy żebrał, chociaż tam w jeden dzień więcej zbiorą, niż uczciwy złodziej na mieście w trzy noce wypracuje. Z resztą sam Getta pamiętasz jak to jes... - solidny kopniak w brzuch
przerwał monolog doliniarza.
Getta doskonale pamiętał, jakie ciężkie jest życie bandyty w tym mieście, bo sam przez lata kręcił się po ciemnych zaułkach, zarabiając na chleb sztyletem, pałką i garotą. Jednak od dwóch lat, jak wielu innych bandytów nakłonionych sowitym żołdem, był Nocnym Strażnikiem i bardzo nie lubił, gdy ktoś przypominał mu stare czasy.
- Uff... Getta po co te nerwy? Nie miałem nic złego na myśli. To wszystko co dzisiaj zebrałem. No prawie wszystko, w końcu karczmarzowi też musiałem coś odpalić. Jakby nie
było, chłop za darmo nadstawiać karku nie myśli.
Vilisowi nie zależało w tej chwili na zawartości worka. Wszystko to było niewiele warte. Owszem, za miecz ukradziony w łaźni przy karczmie i za sztylet z perłami mógł dostać przyzwoitą sumę. Ale wartość posążka ocenić będzie można dopiero po przetopieniu, a pierścień i bransoleta, rzeczywiście nie wyglądały szczególnie. Wartość pierwszego zależała od tego, na ile drogocenny był nietypowy kamień. Za drugą błyskotkę nie dostałby więcej niż kilkanaście talarów, srebro i dziwna brudnozielona ciecz zamknięta w szklanej rurce calowej długości, mogły być przy odrobinie szczęścia dobrze wycenione jedynie u maga.
Lecz złodziej miał u Małego Getty dług, tu już kwota była wysoka, a odsetki narastały z każdym dniem i nie wiadomo było, jak strażnik zechce je odebrać, stojąc nad dłużnikiem z rapierem w dłoni. Chciał zagadać Małego Gettę, mając nadzieję, że tamten nie przypomni sobie o terminie spłaty, który nieszczęśliwie minął tydzień temu. Oczywiście przypomniał sobie.
- A mnie wyobraź sobie, wydaje się, że umówieni byliśmy na siedemdziesiąt talarów tydzień temu. Nie przypominam sobie żebyśmy się ostatnio widzieli, a tym bardziej żebyś oddawał mi te pieniądze. A teraz wydaje mi się, że chcesz wziąć mnie na litość i bezczelnie chowasz resztę łupu, mając głupią nadzieję, że zrezygnuję z dalszego przeszukania. Wstawaj i
się rozbieraj.
- Nie ma, nic nie ma. - podkomendny Getty był wyraźnie rozczarowany, gdy cała
brudna garderoba złodzieja wylądowała na ziemi.
Getta najwyraźniej też. Nic już nie powiedział. Rąbnął Vilisa na odlew.
- Wstawaj. Wstawaj! Ubieraj się - warknął wściekły. - Bierz się do roboty, a wieczorem widzimy się w „Starej Kuźni". W zębach masz mieć siedemdziesiąt pięć talarów, albo nie
przeżyjesz naszego następnego spotkania!

Vilis biegł przez budzące się miasto. Przysiadł na chwilę na murku obok przytułku dla obłąkanych, naciągając buty, układał plan na dzisiaj. Musiał zdobyć siedemdziesiąt pięć talarów. Masę pieniędzy i to do zmroku. Getta nie rzucał słów na wiatr, wszyscy o tym wiedzieli. „Dzisiaj" wydało się złodziejowi krótkie, cholernie krótkie. Kiedy ruszał dalej, zza zakratowanych okien przytułku rozległo się zawodzenie, potem pochodzący z wielu gardeł wrzask i rumor przewracanych sprzętów. Ze stojącej obok stróżówki wybiegło kilku osiłków uzbrojonych w krótkie i grube drewniane pałki. Wbiegli do obskurnego budynku szpitala i
zaczęli uspokajać swoich podopiecznych. Zdecydowanie i boleśnie.
Do Klemensa, myślał gorączkowo opryszek, szukając jakiegoś rozwiązania. Byle szybko, on mi jest dłużny za ostatnie fanty. Będzie wiedział od kogo pożyczyć, może ma jakiś cynk. To by było coś, chociaż na pierwszą ratę. Myśli w głowie Vilisa biegły równie szybko jak on sam przez puste zaułki. Minął plac świątynny, na którym dwoje przestraszonych, starszych ludzi, trzymało pod pachy młodą dziewczynę. Zmierzwione włosy, poraniona twarz, ślina ciągnąca się od ust do samej ziemi, niewidzący wzrok. Ale złodziej słyszał jej dźwięczny, dziewczęcy, wyraźny głos. Wieszczyła albo ostrzegała. Stojący przed nią kapłan krzyczał coś do niej. Złodziej nie zrozumiał. Ale przez chwilę poczuł, jak jej wzrok skupia się na nim i odprowadza go, aż do najbliższego zaułka, w którym zniknął jej z oczu. Dziwne uczucie.

Dobiegł do domu Klemensa. Już miał chwycić za kołatkę, ale drzwi jak na komendę otworzyły się. W przedsionku stała wysoka kobieta w jeździeckim stroju z mieczem w ręku. Vilis odwrócił się na pięcie, ale oczywiście na ucieczkę było już za późno. Zza załomu muru wysunął się mężczyzna. Zrobił krok w kierunku Vilisa i mocno trafił go prawym sierpowym w podbródek. Złodziejowi pociemniało w oczach, stracił kontakt z własnymi nogami, odbił się od ściany i wylądował twarzą w rynsztoku. Co za cholerny dzień, pomyślał. Jeszcze słońce nie wstało, a ja drugi raz obrywam po pysku.
Spróbował wstać, ale kopniak w żebra posłał go z powrotem w błoto. Z tej perspektywy rozejrzał się, próbując rozeznać sytuację. Czarnowłosa dziewczyna wyszła z sieni domu Klemensa i otworzyła szopę, w której paser trzymał drewno na zimę oraz różne inne śmieci. Mężczyzna, który posłał go przed chwilą do rynsztoka, chwycił go teraz za kołnierz i zaciągnął do środka. Przez zamykane drzwi zauważył jeszcze krasnoluda w złotym napierśniku z czupryną pofarbowaną na granatowo, siadającego na pieńku przed składem. Mężczyzna i kobieta weszli do środka.
- To jesteśmy zasadniczo kwita, za twój popis w łaźni - zaczął spokojnie mężczyzna. – Oczywiście, o ile oddasz mi teraz zrabowane rzeczy.
-Nie mam panie – Vilis przestraszył się nie na żarty. Ta parka nie wyglądała przyjaźnie, a to na pewno się nie zmieni, w stosunku do kogoś kto chwilę wcześniej ich okradł, tłukąc przy tym jedno z nich karafką w głowę. Tym bardziej, gdy delikwent leżąc już na ziemi, nie ma zamiaru oddawać łupu. Mężczyzna stojący nad złodziejem był wojownikiem, podróżny płaszcz przesłaniał kirys, z rytowanymi magicznymi symbolami bóstw wojny i śmierci, a nogi chroniły kolcze nogawice. Mimo, iż Vilis pozbawił go dziś w nocy miecza, przy pasie groźnie prezentował się ciężki rapier. Z szerokim ostrzem i mało wymyślnym jelcem, pasował do surowego oblicza swego właściciela. Ten pochylił się nad śmierdzącym potem, wodą z rynsztoka i strachem złodziejem.
- Nie rozumiem, powtórz ale tak żebym zrozumiał - ton głosu nadal był spokojny, ale w dłoni wojownika pojawił się sztylet.
-Nie mam, ale wiem kto ma.

Generał zakonu Aparytów nie krył wściekłości. Poczerwieniał na twarzy, zacisnął pięści i przez chwilę nic nie mówił, wpatrując się w okno wychodzące na piękne ogrody monastyru. Nie wytrzymał jednak długo w wibrującej wściekłością ciszy.
- Wiedziałem! Wiedziałem, że tak będzie! – krzyknął, zrywając się ze zdobionego roślinnymi motywami drewnianego siedziska. - Bransoletę mogli przewieźć bracia zakonni, oficer Świętej Straży, ale nie! Niech ją wiozą najemne zbiry, które się urżną, jak tylko wjadą do miasta i byle gówniarz skradnie im materac spod tyłka! Brat Estazy mi za to odpowie. Za swoje bzdurne pomysły na nie zwracanie uwagi, i zaczajonych agentów Świątyni Odrodzenia. Niech się lepiej martwi o Sąd Doczesny, bo jeśli nie znajdziecie bransolety do jutra rana, to klnę się na Thaara, że jego i was oddam Trybunałowi Sprawiedliwych, a oni was żywych z rąk nie wypuszczą! Jeżeli jak mówicie, wiecie kto ma w posiadaniu bransoletę, to radzę wam się spieszyć. W sumie dziwię się, dlaczego jeszcze u niego nie jesteście. Precz stąd!



Wiało jakby ktoś się powiesił, a z ołowianych chmur lało się morze wody. Plac przed domem pasera Kulawca był pusty, tak jak inne ulice w taką pogodę. Tylko przy studni, pod dachem kryła się przed deszczem samotna kobieta. Mokre spodnie do jazdy konnej i czarna skórzana kurtka opinały wysoką i szczupłą postać. Nehhaj, ochroniarz Kulawca, stał przed domem, czekając na swego pracodawcę. Zawinięty w pelerynę klął na czym świat stoi, że w taką pogodę ktoś karze mu ruszać się od kominka, wódki i kart, w które szło mu dzisiaj wyjątkowo fartownie.
Drzwi za plecami Nehhaja otworzyły się i wyszło z nich dwóch mężczyzn. Pierwszym był Borka, pełnił tą samą funkcję co Nehhaj i tak samo nie chciało mu się włóczyć po zalanym wodą mieście. Za nim wyszedł Kulawiec. Wysoki i chudy aż do przesady. Spojrzał w niebo, naciągnął na głowę kaptur i ruszył szybko w stronę ulicy Tkaczy.
Błysnęło. Dziewczyna przy studni wyjrzała spod okapu w niebo. Wysunęła dłoń, jakby chciała sprawdzić, czy ciągle pada, chwyciła leżący na stołku przy studni płaszcz i ruszyła naprzeciw Kulawca. Zagrzmiało.
Nawet gdyby była w tłumie, mężczyźni zwróciliby na nią uwagę. Krótko przycięte, czarne włosy z równą grzywką, sięgającą do równie czarnych brwi, otaczały piękną twarz o ostrych rysach, której urodę podkreślały duże, niebieskie oczy.
- Ale bym ją... - zaczął z obleśnym uśmiechem Borka, kiedy kobieta ich minęła. Nie zdążył rozwinąć bardziej myśli. Trzymany przez dziewczynę płaszcz, opadł w błoto, odkrył ostrze miecza, które po ułamku sekundy uderzyło Borkę w gardło, przecinając tętnicę szyjną. Ochroniarz padł na kolana i chwycił obiema rękoma za buchającą krwią ranę. Nie żył już, kiedy Nehhaj wyrywając szablę z pochwy, wyskoczył przed Kulawca i zasypał napastniczkę gradem ciosów. Dziewczyna nie dawała się trafić, parady i uniki były dla Nehhaja nie do przejścia, ale jego szybkość i siła nie pozwalały dziewczynie na kontrę. Kulawiec też już miał miecz w ręku. Chciał zajść napastniczkę od prawej strony, ale zza stojącego nieopodal wozu z drewnem, wybiegł krasnolud. Złoty kirys, granatowo farbowane włosy i broda, bogato zdobiony topór i śmierć w czerwonych oczach błyskawicznie rozprawiły się z morale pasera.
- Do mnie chłopy! Żywo! Do mnie! - wrzasnął Kulawiec, cofając się rozpaczliwie w stronę domu.
Drzwi się otworzyły. Na kamiennych schodach pojawił się, rychtujący kuszę siwy krasnolud. Za nim wytoczył się zupełnie pijany, łysy osiłek z przepaską na oku. Krasnolud wypuścił bełt. Ten minął o centymetry lewą rękę dziewczyny i zniknął w grubej warstwie błota. Krasnolud i osiłek zbiegli po schodach, w ich rękach pojawiły się miecze, ale pomóc szefowi nie mogli. Zza najbliższego rogu wypadł na nich wysoki i barczysty wojownik. Zabił ich w trzech krokach. Wbił rapier w żołądek krasnoluda, wyszarpnął ostrze, ominął niezgrabne pchnięcie osiłka, tnąc jednocześnie lewakiem w twarz pijanego napastnika, obrócił się wokół własnej osi i wykończył śmiertelny układ potężnym ciosem w plecy ochroniarza.
Tymczasem Kulawca dopadł wściekły krasnolud, wytrącając mu z ręki miecz, którym ten zasłonił się przed szerokim cięciem topora. Jednak tu kończącego ciosu nie było. Zamiast tego na twarzy pasera wylądował lewy prosty, pozbawiając go świadomości.
Widząc porażkę na całej linii, Nehhaj odskoczył od dziewczyny, której i tak nie mógł trafić, odrzucił szablę i mając nadzieję na wspaniałomyślność zwycięzców oraz dobry humor bogini szczęścia, podniósł obie ręce do góry. Bogini miała dziś dobry humor, a on szczęście.


Do końca wielkiej i według niektórych kapłanów zbyt długiej uroczystości nadania tytułu Zwierzchnika Świątyń Zachodnich, pozostał ostatni rytuał. Po wspólnych modłach, spojrzeniu w Święte Oko Thaara, przysięgach na tuzin relikwii i zrzeczeniu się sił magicznych przed Gidyrem, zwanym od dzisiaj Gidyrem Drugim, pozostała już tylko Próba Prawowierności. Często padały głosy o tym, że próba prze wieki przeobraziła się w zwykłą dekorację, w czasie której nowy Zwierzchnik zakłada na rękę najstarszy znany magiczny artefakt. Bransoletę Czasu. Zrzeczenie się sił magicznych było tymczasowe, więc dla każdego maga kontakt z przedmiotem o tak wielkiej magicznej mocy był czymś wyjątkowym.
Według starych podań, próba miała na celu stanięcie oko w oko z Thaarem, co przeżyć mógł jedynie oddany religii kapłan. Zalana srebrem szklana rurka miała w sobie gęsty czerwony płyn, który według powyższych podań powinien w takim kolorze pozostać. Jeśli kolor się zmieniał, nieszczęśnik poddany próbie umierał w olbrzymich cierpieniach.
Jakie to cierpienia pisma nie podawały, bo wszyscy dotychczasowi Zwierzchnicy Próbę Prawowierności przechodzili. Podawały natomiast, jaki musi być kapłan, aby tę próbę przejść. Dusza jego musiała być czysta od niecnych zamiarów, a serce nie mogło pragnąć poznania nieczystych bóstw, ani ciemnych i plugawych odłamów wiedzy magicznej. Jednakowoż, jak mówili doświadczeni życiowo, starsi kapłani, teoria sobie, a praktyka i szarość dnia powszedniego sobie i albo próba straciła na ważności we wszystkowidzących oczach Najwyższego, albo to nie była ta bransoleta co trzeba. Oczywiście mówili to po cichu.
Gidyr Drugi podszedł do stojącego na podwyższeniu Generała zakonu Aparytów. Ten z natchnioną miną i zamkniętymi oczami otworzył stojącą na kamiennym postumencie szkatułę, z której rozlała się czerwona poświata. Kapłani zebrani w kaplicy rozpoczęli ostatnią już dzisiaj pieśń. Generał wsunął powoli Bransoletę na wysuniętą rękę Gidyra. Gdy ta znalazła się na nadgarstku, rozchylił palce, odsłaniając magiczne runy i święty płyn. Oczy obu rozszerzyły się w najwyższym zdziwieniu. Płyn był ciemnozielony. Aparyt odsunął się i wykonał kilka ochronnych gestów, patrząc z przerażeniem na niedoszłego Zwierzchnika, z którego jakby nagle zeszło powietrze. Kolana się pod nim załamały, z jękiem osunął się na posadzkę kaplicy, zwijając się w spazmach, zwymiotował. Z oczu popłynęła krew, jęk zamienił się we wrzask, później charkot, aż zapadła cisza. Gidyr Drugi nie żył.
- Próba - szepnął przerażony Aparyt. - Nie przeszedł. Święty płyn zmienił barwę. Stał się mętny. Zielony. Bracia, Thaar dziś pokazał swą potęgę. Odwiedził nasz padół, by zabrać niesprawiedliwego.
Wznowiono modły i nieprzerwano ich aż do świtu. Wszyscy kapłani czuli, że tak trzeba, że nikt nie powinien opuszczać dziś kaplicy.
Wszyscy oprócz jednego. Młody Kapłan Miecza, oficer Świętej Straży, który z racji obowiązków obserwował uroczystości z ukrytego pomieszczenia z boku ołtarza, widział dzisiaj więcej niż inni. Widział więcej niż interwencję Najwyższego Bóstwa. Ze swojego miejsca dojrzał wyciąganą ze szkatuły bransoletę, której czerwoną poświatę nadawały rozjarzone czerwone kamienie, a nie święty płyn, który od początku obrzędu miał ciemnozieloną barwę. Wygłuszone pomieszczenie, służące najzwyczajniej w świecie do szpiegowania kapłanów, nie dało mu szansy na ochronę Gidyra.
Młody kapłan opuścił bocznym wyjściem kaplicę. Miał dzisiaj jeszcze masę roboty. Wszystkie dzisiejsze doniesienia mogły mieć znaczenie. Nagły wysyp wieszczek i magicznych wypadków. Rozruchy w spokojnym zwykle, przynajmniej w pewnych granicach, przytułku dla obłąkanych. Trzeba będzie przesłuchać też dzisiaj aresztowanych, szczególnie tę trójkę, która włamała się do domów dwóch paserów i kapitana Nocnej Straży, ktoś ich podobno wcześniej widział w starym monastyrze. No i koniecznie należy wezwać brata Jana, który szpiegował Generała Aparytów w jego własnej rezydencji. Musi coś tam znaleźć. Na początek przejrzeć bogatą korespondencję mnicha z bratem Estazym z Etrii, coś tam może być. Tyle do zrobienia, a dzień taki krótki.

Podpis: 

t.n. 01.05.11
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

Autor płaci 100 poscredy(ów) za komentarz (tylko pierwszy) powyżej 300 znaków.

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Sprawca (fragment IV) Sprawca (fragment III) Sprawca (fragment II)
Ciąg dalszy śledztwa prowadzonego przez detektywa Massa. Fragment III. Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e
Sponsorowane: 85Sponsorowane: 80
Auto płaci: 100
Sponsorowane: 75

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2022 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.