https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
85

Sprawca (fragment IV)

  Ciąg dalszy śledztwa prowadzonego przez detektywa Massa.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W czerwcu nagrodą jest książka
4 pory mroku
Paweł Paliński
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Sprawca (fragment IV)

Ciąg dalszy śledztwa prowadzonego przez detektywa Massa.

Sprawca (fragment III)

Fragment III.

Sprawca (fragment II)

Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Sprawca (fragment)

Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Taedium vitae

Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?

Saga Pogranicza - Rozdział I: Witamy na Pograniczu

Sir Jar vor Andress to twardziel jakich mało. Były obrońca króla potężnego Allanoru, uczestnik wypraw na daleką północ, a przy tym rozważny i inteligentny człowiek. Po piętnastu latach powraca on w rodzinne strony, do najbardziej wysuniętego na połud

Dom Przemian

Nie pozostaje mi nic innego, jak żywić nadzieję, że wrócę, by czytać dalej. Dobranoc — wyszeptałam, wychodząc do innego życia.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Noc wichrów

Fragment Sycylijskiego Pioruna

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
817
użytkowników.

Gości:
817
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 6004

6004

ELFIE LEGENDY. Naszyjnik Dakerona

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
04-04-05

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantasy/Historia/Wojna
Rozmiar
32 kb
Czytane
2482
Głosy
2
Ocena
4.25

Zmiany
04-04-05

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: chajr-ad-din Podpis: Chajr-Ad-Din
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Pierwsza ze zbioru Elfich Legend. Związana z naszyjnikiem Dakerona, znakomitego żołnierza i rzemieślnika, budowniczego Błękitnego Miasta. Oraz jego syna który stał się opiekunem miasta. Tudzież o walce jaką stoczył o odzyskanie własnego honoru i sweg

Opublikowany w:

ELFIE LEGENDY. Naszyjnik Dakerona

Przed tysiącami lat gdy Królestwo Wiecznych Elfów dopiero się zradzało, mieszkał w jego zachodniej części znany wojownik Dakeron. Ten ów wielki elf i znakomity woj niejednokrotnie zasłużył się w boju o granice pierwszego na Kecie państewka. Prócz tego Dakeron był zmyślnym majstrem i kochał drogocenne klejnoty. Toteż Dakeron kupował je od krasnoludów bądź znajdywał na polach bitewnych. Orki często miały przy sobie zrabowane kupcom i podróżnym skarby. Z owych pięknych minerałów elf Dakeron wykonał jeden z najpiękniejszych na Kecie naszyjników.
Wkrótce naszyjnik stał się jego symbolem, a do Newli stolicy królestwa dotarły głosy o niezwyciężonym wojowniku noszącym wspaniały klejnot. Za swą wierną i znakomitą służbę Dakeron dostał od króla Einoritra tytuł szlachecki i włości nad Owczą Przełęczą, skąd pochodził.
Dakeron założył rodzinę i osiadł na owych ziemiach. Zbudował tam na stoczu Góry Anadron, górujące nad przełęczą miasto. Miasto uczynił najpiękniejszym po Newli miastem Królestw Elfów. W jego budowie pomagało mu wielu zaprzyjaźnionych krasnoludów, którzy dołożyli starań o niepowtarzalną architekturę budowli. Miasto nazwał Balandal, inaczej Błękitny. Błękitne bowiem były jego mury z białymi kafelkowymi drzewami na murach. Również budynki zbudowane były z błękitnych cegieł pokrytych licznymi ornamentami, oraz motywami roślinnymi. W mieście i na murach pełno było smukłych wieżyczek, a nad każdymi drzwiami jak i we wnętrzach pełno było zdobionych arkadowych, okrągłych bądź ząbkowanych łuków. Całość urozmaicona była krasnoludzkimi smukłymi kolumnami co trwożyło niesamowitą mieszankę architektury elfickiej z krasnoludzką. Nad całym miastem, u podnóża Anadronu znajdował się niewielki pałacyk rodu Dakerona wzniesiony w tym samym stylu.
Przez lata Dakeron, jego żona i dwaj synowie żyli w spokoju. Samego Dakerona szybko jednak znużył wieczny żywot. Postanowił więc je zakończyć, co przyzwalało każdemu elfowi. Przedtem jednak na rynku Błękitnego Miasta kazał wznieść postument, a na nim umieścić w szklanym kontenerze swój piękny naszyjnik.
– Tak długo jak pozostanie tu ten wspaniały klejnot, tak długo miasto będzie silne i piękne. – A swe słowa kazał wyryć na postumencie.
Kilka dni potem wsiadł na swego konia i pojechał w kierunku Złotego Mostu na Ottocie. Mostu łączącego Królestwo Elfów z Miastami Krasnoludów a dalej z Kultem. Dalszy ślad po nim zaginął. Jedynie krasnoludzcy kupcy z Gór Złotych wspominali coś o elfie w zbroi jadącego przez Wielkie Pustkowia w kierunku Bagien Zobny.
Przez lata miasto rozwijało się i pozostawało silne i piękne, tak jak przepowiadał Dakeron. Dla elfów z Balandal przyszły jednak cięższe czasy. Nad Granicami Królestwa, w niezamieszkałej i ciężko dostępnej części Gór Białych pojawił się potężny i chciwy ludzki mag, Wighar. Ów niegodziwiec zapragnął kontrolować tą piękną krainę i wspaniałe miasto. Po wielokroć atakował elfów z Balandal i samo miasto, nie odnosząc jednak sukcesu. Przepowiednia Dakerona działała.
Wszelako podczas jednaj z bitew, gdy wszyscy mężczyźni z miasta walczyli z Ardulami, człekokształtnymi, mocno pozniekształcanymi i pozbawionymi skóry stworami maga oraz jego najemnymi strażnikami nad jeziorem Hafe, zdarzył się wypadek. Wighar dzięki swym sztuczkom dostał się niepostrzeżenie do Balandal i ze szklanego kontenera skradł naszyjnik Dakerona.
Gdy po kolejnym zwycięstwie Dakeron Ar-Tan i jego brat Ramsib powrócili do Balandal zastali mieszkańców w rozpaczy. Wiadomość była dla nich zatrważająca. Ich święty artefakt zniknął i to w biały dzień, przy mieście pełnym elfów. Nikt nie wiedział co się naprawdę stało choć podejrzenia były oczywiste. Choć armia Wighara była zniszczona to on sam mógł ją szybko odbudować, a bez amuletu miasto nie mogło liczyć na pomoc dobrych duchów. Wieść o haniebnej dla elfów kradzieży szybko się roznosiła i niebawem miasto straciło swą silną pozycję. Przestali do niego przyjeżdżać kupcy, a mieszkańcy stali się smutni i posępni. Nawet wśród swych rodaków byli wytykani i pomijani, nie mówiąc o przybyszach spoza Królestwa. Co gorsza, zawzięci wrogowie elfów, haramidzi uważali za dyshonor pokonanie i zabicie w walce elfa z Błękitnego Miasta, Balandal.
Lord Dakeron Ar-Tan, jako najstarszy syn Dakerona, wódz miasta, mocno był zaniepokojony tym stanem rzeczy. Postanowił więc samotnie wyruszyć na poszukiwanie złodzieja i wymierzając mu sprawiedliwość za jego podłe czyny odzyskać naszyjnik swego ojca.
– Bracie – zwrócił się do Ar-Tana Ramsib – Pozwól że będę ci towarzyszył w twej podróży. I choć jestem ranny to na pewno pomogę.
– Nie. Pod moją nieobecność twoje miejsce jest tutaj. Musisz zapanować nad tym miastem dopóki nie powrócę. Twe rany są ciężkie, a prócz tego jednemu łatwiej się będzie przedostać do zamku i zgładzić tą zarazę jaka niszczy naszą krainę.
Ramsib przystał na prośbę brata i pozostał w mieście. Sam Ar-Tan przywdział zbroję, błękitny napierśnik z rysunkiem naszyjnika, granatowe, stalowe nagolenniki i buty z siwej skóry. Zabrał zdobiony, refleksyjny elfi łuk z kołczanem, jak również wykonany na zamówieni zdobiony młotek rycerski. Pożegnał się z rodziną i obywatelami miasta otrzymując liczne dary, spodziewał się bowiem że może już nigdy nie powrócić. Wsiadł na swego siwego wierzchowca Netepa i ruszył na północ.
Podróżował wiele miesięcy przemierzając wzgórza i doliny, szczyty i padoły Gór Białych. Nigdzie nie potrafił jednak trafić na ślad Wighara, bądź drogę do jego warowni. Ten jakby zniknął z jego rodowym skarbem. Po roku bezowocnych poszukiwań dotarł do Ogaati. Górzystej krainy nad źródłami rzeki Keffu pokrytej lasem, której północny kraniec był jednocześnie granicą Królestwa Wiecznych Elfów. W miejscu gdzie granica stykała się z puszczą, dostrzegł gorejącą łuną za wzniesieniem. Wjechał więc na nie i spostrzegł dwie walczące ze sobą istoty. Anioła boga Xepu i anioła boga Vyre.
Anioł Vyrego przegrywał. Ar-Tan zdjął więc łuk i strzelił do anioła Xepu. Anioł boga krasnoludów był mu znacznie bliższy ze względu na przyjaźń między krasnoludami a elfami, niżeli drugi. Anioł Xepu ugodzony strzałą elfa nie poległ lecz ugiął się lekko co wykorzystał anioł krasnoludów i zabił przeciwnika. Ciało wrogiego anioła opadając rozbłysło i znikło.
Ar-Tan na swym koniu zjechał ze wzgórza i skierował się ku zmęczonemu aniołowi.
– Dziękuję przyjacielu za twą pomoc. Pozwól więc że ci pomogę w twej wędrówce. Aczkolwiek wiem kim jesteś i czego poszukujesz. – Rzekł do niego anioł, a jego dziwnie brzmiący głos wbijał się i szumiał w powietrzu.
– Wszak jesteście aniołami, dlaczego więc ze sobą walczyliście ?
– Nie mogę ci na to odpowiedzieć. Są rzeczy których mieszkańcy Ziji wiedzieć nie winni. Mogę ci jedyni wskazać drogę i miejsce gdzie znajduje się poszukiwana przez ciebie osoba.
– Wobec tego gdzie jest ludzki mag Wighar ?
– Rusz zatem na południe przez jakieś dwa kilometry aż dotrzesz do rzeki Keffu. Poruszaj się jej lewym brzegiem wraz z biegiem nurtu. Po kilku dniach opuścisz Ogaatię, a po kilku następnych dniach trafisz na dolinę pośród gór. Z tamtej doliny wychodzi jedna droga, prowadzi ona prosto do źródeł Ottotu. Tylko nie skręcaj z niej bo zbłądzisz i nie dotrzesz nigdy do celu. Na tej drodze nie natrafisz na żadnego z Arduli. Stwory Wighara nie znają tych terenów. Jak tylko dotrzesz do Ottotu podróżuj razem z jej biegiem aż nie natrafisz na wodospad. Tam już będziesz wiedział co uczynić.
Ar-Tan podziękował za pomoc i ruszył drogą wskazaną przez anioła . Podróżował przez wiele dni i nocy rzadko napotykając kogoś ze swych rodaków. W owych dniach Królestwo było jeszcze słabo zamieszkane przez elfy, natomiast watahy wilków i szwędające się po lasach i wyżynach ghule były widokiem dość częstym.
Syn Dakerona dotarł wreszcie po tygodniu do polany między górami, nad rzeką Keffu. Nie było tam jednak żadnej drogi. Elf poczuł się oszukany. Wszelako nie poddawał się i wjechał na północno – zachodni skraj doliny. W dole widać było niewielką polanę od której odchodziła droga na północ. Na polanie była grupka pokracznych istot Wighara. Anioł mylił się. Stwory maga wiedziały o tej ścieżce. Te tymczasem zbierały się do drogi, a po kilku chwilach wyruszyły na północ. Zaś za nimi ruszył Ar-Tan mając nadzieję że doprowadzą go do twierdzy Wighara.
Przez kolejne dni elf podążał śladami stworów ku źródłom Ottotu, ciągle pozostając dzień za nimi. Będąc już nad samym Ottotem syn Dakerona zbliżył się do grupki stworów na odległość kilkudziesięciu metrów. Nie wiedział jak blisko nich się znajduje dopóki nie usłyszał odgłosów walki. Zsiadł z Netepa i wczołgał się na wzgórze.
Tam piątka Arduli atakowała dwóch, jeszcze żywych krasnoludów. Ar-Tan przez moment przyglądał się walce, lecz gdy jeden z krasnoludów padł Ar-Tan podniósł się z ziemi. Ściągnął swój kompozytowy łuk i strzelił do jednego ze stworów. Strzała przeszyła ciało pokraki pozostając w jego trzewiach. Walczący jednak nie spostrzegli co się dokonało. Kolejna strzała jaką wypuścił elf przemknęła koło głowy krasnoluda i przeszyła ciało stojącego za nim Ardula. Krasnolud na początku przeraził się, myślał że strzała wymierzona była w niego, lecz gdy spostrzegł elfa powrócił do walki. Jeden z potworów Wighara pozostał walcząc z krasnoludem a pozostałe dwa pobiegły ku Ar-Tanowi. Nie zdołały jednak do niego dobiec. Elf szybko wystrzelił jedna po drugiej swe strzały, celnie trafiając przeciwników w głowy. Tymczasem walczący z krasnoludem stwór zasłaniał się mieczem przed mocnymi uderzeniami krasnoludzkiej halabardy. W końcu jednak potwór wyczerpany wypuścił przy kolejnym uderzeniu pordzewiały długi miecz, a po chwili padł bez łba na ziemię.
Ar-Tan zszedł ze wzniesieni a za nim podążył jego koń. Elf podszedł do układającego zwłoki swych dwóch towarzyszy, krasnoluda. Ten podniósł się z ziemi i rzekł.
– Co w tych stronach robi elf. Jeszcze sądząc po zbroi szlachcic ?
– To samo mógłbym rzec o tobie, mały przyjacielu. Daleko stąd do Gór Złotych, a do Gór Sajsi jeszcze dalej.
Krasnolud usiadł na niewielkim kamieniu a obok niego spoczął elf.
– Zostaliśmy wysłani przez naszego pana, Kagawę aby dogłębni zbadać tereny prze które nasi ojcowie przechodzili do Gór Złotych. – Krasnolud opuścił głowę – Cała nasza chorągwia została wyrżnięta w pień. Stu żołnierzy. Tylko ja, Wurak i mich dwóch towarzyszy ....... przeżyło. Nie mogliśmy skierować się prosto do domu bo te paskudy czuwały na wszystkich drogach. Udaliśmy się na wschód, lecz te imbecyle odnalazły nas. Teraz pozostał jedynie Wurak.
– Ja jestem Lord Dakeron Ar-Tan. Władca Balandal i Owczej Przełęczy.
– Tyś jest władcą Balandal. Mój brat ......... bywał tam z karawaną. Więc to ty jesteś tym wodzem plemienia które utraciło honor ?!- Elf wyglądał na nieco zmieszanego. – Czegoż to może ode mnie chcieć elf bez honoru ? – Ar-Tan przez moment milczał.
– Chcesz pomścić śmierć swych towarzyszy ?
– Nie dość żeś jest pozbawiony godności to do tego jesteś wariat i szaleniec. Może te stwory to tępaki, ale jest ich tak wiele. A ich zamek to nie jakaś lepianka, lecz mała warownia.
– Tak czy inaczej tam zmierzam i mam cel zabić Wighara. Jak również odzyskać naszyjnik mego ojca. Możesz mi pomóc prowadząc mnie do zamku. Tam ja odzyskam skarb mego ludu a ty pomścisz swych rodaków. Czy jednak to co powiadają o szaleńczej odwadze krasnoludów to mit.
– Jesteś szalony. A my jesteśmy już zabici. – Wurak myślał przez chwilę – Poprowadzę cie do zamku tego przeklętego Wighara.
– Zatem ruszajmy, mój koń poniesie nas oboje, ty tylko wskazuj drogę.
Ar-Tan wsadził krasnoluda na wierzchowca po czym sam wskoczył i ruszył wzdłuż biegu Ottotu. Przed nimi wiele było kilometrów. Drogi w Górach Białych były raczej w owych czasach jeszcze rzadkością, zatem podróżowanie sprawiało wiele trudności. A dotarcie do celu niekiedy zajmowało wiele czasu, koń niekiedy pozwalał pokonywać drogę szybko, lecz czasem sprawiał jedynie kłopot. Czasem Ar-Tan trafiał na ślad Arduli, lecz nich samych widać nie było. Okolica była cicha i spokojna, jedynie szum rzeki i śpiew ptaków. Czasem pojawiały się w oddali wilki, ghuli natomiast nikt nigdy nie uraczył nad Ottotem. Tak jakby te rejony je odstraszały.
Po kilku dniach podróży, z rana, elf i krasnolud dotarli do wodospadu. W oddali, na drugim brzegu rzeki widać było niewielki i niedokończony zamek ludzkiego maga Wighara.
Zamek Złożony był z dwóch części. Obie otoczone były wysokim murem. W pierwszej części zamku trwała budowa dwóch wysokich wież, natomiast w drugiej części stały cztery wieże połączone w wielu miejscach korytarzami. Wszystkie wieże zakończone były spiczastym dachem z chorągwiami maga. Jedna z nich stanowiła siedzibę Wighara. Za nimi był mały budynek jeszcze w budowie oraz mury kończące warownię, również otoczone rusztowaniami. Koło rusztowań stały cztery namioty, brak jednak było kogokolwiek w pobliżu. Również rusztowania pozostawały puste. Zamek wyglądał jak umarły. Tuż przed wodospadem nad rzeką rozwieszony był długi linowy most prowadzący tuż pod bramę zamku.
Ar-Tan wraz ze swym towarzyszem schował się za skałą i poczekał do zmroku. Mimo upływu wielu godzin włoku zamku nie pojawiła się żadna żywa istota. Kiedy zapadła już noc, Ar-Tan i Wurak wyszli z ukrycia i udali się ku mostowi. Ukradkiem przemierzyli linowy most, a następnie dostali się do niedokończonej części murów. Wnet jednak z ciemności pod rusztowaniami wyłonił się Ardul. Zdążył jedynie cicho krzyknąć nim krasnoludzka halabarda rozłupał go na pół. Kawałki ciała stwora opadły na ziemię. Sam Wurak nie przejął się tym zbytnio i począł oglądać rusztowania.
– Kiepska robota, nie to co nasze. – rzekł z pogardą – Dalej musisz iść jednak sam, ja nie wdrapię się po tych pokracznych deskach.
– Dlaczego, chyba nie boisz się wysokości – Dakeron spojrzał w górę i jego samego przeszły ciarki, przed nim stał czternasto metrowa ściana otoczona pokrzywionymi i połamanymi deskami.
– Nie ! – Krasnolud lekko się zdenerwował – Po prostu jestem za niski aby tam wleźć – wymamrotał.
Ar-Tan z lekkim lękiem począł wspinać sie po rusztowaniach. Robił to powoli i ostrożnie, mimo to niektóre deski trzeszczały pod jego nogami a inne nawet pękały. W końcu jednak dotarł na szczyt rusztowań i zeskoczył na mury otaczające całą twierdzę. Po stromych lecz szerokich schodach udał się na sam dół. Będąc już u podnóży murów dostał się drzwiami na niewielki słabo oświetlony dziedziniec między wysokimi wieżami. Gdzieniegdzie między kolumnami u podstaw wież pojawiały się cienie stworów żadnego jednak nie zauważył, a w dodatku żaden z nich nie wyczuł obecności elfa. Przekradł się do kolejnych schodów i wszedł na pierwsze piętro jednej z wież. Gdzie jednak był Wighar ? Jak go znaleźć w gąszczu korytarzy i pomieszczeń ? Ar-Tan czół jednak obecność naszyjnika swego ojca, jego bliskość i siłę którą się teraz kierował. Mimo to błąkał się po wierzy przez ok. dwie godziny przez nikogo nie dostrzeżony. Wurak przez ten czas mocno się niecierpliwił ale brak odgłosów alarmu dowodził że elf jeszcze żyje.
W końcu młody Dakeron trafił na piętnaste piętro wieży do której dostał się na początku. Były tam tylko jedne drzwi. Otworzył je więc i wszedł do długiego korytarza, łączącego ze sobą górne piętra dwóch południowych wież. Przez całą długość przejścia, po obu stronach znajdywały się okna z których widać było Ottot i dziedziniec zamku. Na końcu korytarza stał jeden z Arduli pilnujący drzwi. Elf zauważył go zanim ten dostrzegł jego. Delikatnie zdjął z pleców łuk i przygotował strzałę. Ta pozostawiła po sobie jedynie cichy świst i martwego stwora. Ar-Tan po otwarciu drzwi na końcu tunelu znalazł się w wielkiej oświetlonej sali z licznymi obrazami i gobelinami przykrywającymi ściany. Wiele było tam dzieł sztuki i innych licznych skarbów. Pełno też było ksiąg i magicznych przedmiotów. Po prawej stronie, tuż przy ścianie były schody prowadzące na poddasze budynku. Ar-Tan powoli wszedł wyżej do sypialni Wighara. Tam obok sporego teleskopu skierowanego na szklaną część dachów stało ogromne baldachimowe łoże. W nim też spał ludzki mag Wighar. Ten który w biały dzień ukradł klejnot Dakerona. Mag spał w swym codziennym ubraniu z naszyjnikiem na szyi. Elfa ogarnęło zwątpienie. Jak teraz zdjąć naszyjnik z szyi maga? Ten co prawda musiał być zmęczony skoro spał w ubraniu. Ar-Tan zamknął oczy i rzekł cicho.
– O Ullfi. Mój bogu i stwórco mej rasy. Patronie najwspanialszego kraju. Pomóż swemu wiernemu słudze. Pozwól mi odebrać własność mego rodu, i odzyskać honor ludu będącego pod mą opieką. Oddaję się w twą opatrzność.
Elf podszedł z zamkniętymi oczyma do śpiącego czarodzieja. Powoli i delikatnie chwycił naszyjnik i podniósł głowę Wighara. Przez kilka następnych minut ściągał z szyi wroga rodowy klejnot nie budząc maga. W końcu zdjął z czarownika naszyjnik i założył go na siebie. Szczęśliwy i dumny wzniósł okrzyk zwycięstwa.
Wighar przebudził się i ledwie spojrzał na elfa gdy ten wyciągnął swój młotek i uderzył go mocno w skroń. Ten padł z zakrwawioną głową z powrotem na łoże. Ar-Tan rozejrzał się jeszcze po komnacie i po chwili zbiegł na dół do korytarza łączącego wieże. Tą samą drogą którą dostał się do Wighara teraz uciekał. Zbieganie po schodach z piętnastego pietra zajęło mu kilka chwil. Zmęczony wybiegł z wieży na dziedziniec. Tam stało już dwóch ludzkich strażników. Najemników na służbie maga. Przez chwilę patrzeli na elfa jak gdyby nigdy nic. Nie wiedzieli że ten właśnie zabił ich przywódcę. Gdy jednak zauważyli na jego szyi naszyjnik oraz elfi łuk wyciągnęli miecze i wezwali Ardule. Ar-Tan nie wdawał się wszelako w walkę, opuścił dziedziniec i udał się tą samą drogą którą wszedł na zamek. Na schodach wiodących na mury trafił na jednego ze stworów. Chwycił go i pociągnął w dół schodów na ścigających go najemników. Na dalszej drodze nie napotkał nikogo. Dalej pobiegł więc w kierunku rusztowań.. Dopiero tam stało kilka stworów i strażnik. Nie było jednak czasu aby zdjąć łuk i ustrzelić wrogów. Wyciągnął swój młotek i ruszył ku stworom. Te ustawiły się w rząd i czekały na atak ze swymi mieczami. Rozpędzony Ar-Tan w ostatniej chwili skręcił i zeskoczył w dół na niższe rusztowania. Upadając poobijał się trochę, lecz deski nie połamały się. Stwory na rozkaz strażnika ruszyły za nim ale po prowizorycznych drabinach. Sam strażnik zrobił to samo co elf i skoczył w to samo miejsce. Elf był już dwa piętra niżej. Upadku najemnika rusztowania już nie wytrzymały. Kilka pięter na których się znajdowali zawaliło się przygniatając szlachetnego elfa i strażnika. Droga którą Adrule zmierzały na dół została odcięta. Ar-Tan zdołał się jednak podnieść dość szybko. Najemnik spoczął jednak na wieki pod szczątkami rusztowań. Jak tylko otrząsł się z poupadkowego bólu spostrzegł Wuraka walczącego z Adrulami. Było ich zbyt wielu i dawał sobie radę z ledwością. Zdjął więc łuk który podczas upadku nie ucierpiał i począł szybko i precyzyjnie strzelać do stworów. W ciągu kilkunastu sekund zdołał ustrzelić sześć Adruli a pozostałe dwa padły od krasnoludzkiej halabardy. Elf z krasnoludem uciekli tą sama drogą, przez linowy most ciągnąc za sobą motłoch stworów i strażników Wighara. Słudzy maga podzielili się i część wbiegła na most a reszta skierowała się w dół rzeki bądź w górę aby odciąć wszelkie drogi ucieczki. Jak tylko Ar-Tan opuścił most Wurak ściągnął z pleców halabardę i począł ciąć liny trzymające most. Adrule biegły dalej ale strażnicy przeczuwając przyszłe zdarzenia opuszczali w pośpiechu deski mostu. Niebawem jedna z lin puściła i most przechylił się. Większość stworów wpadła do wody i zginęła w czeluściach wodospadu na Ottocie. Wurak wziął kolejny zamach i uderzył toporem w drugą, już bardziej napiętą liną przecinając ją jednym uderzeniem. Most osunął się do rzeki razem z pozostałymi na nimi stworami. W tym czasie Ar-Tan odnalazł swego konia Netepa i podjechał na nim ku krasnoludowi.
– Wighar nie żyje. – Rzekł – Ja odzyskałem to czego szukałem. Jadę teraz w dół Ottotu i jeśli zechcesz to mogę ci towarzyszyć do Złotego Mostu.
– Jestem krasnoludem i poradzę sobie w trudnej wędrówce. Te plugawe świnie będą jednak nas ścigać. Lepiej ruszmy razem.
– Może masz i rację. Ruszajmy zatem czym prędzej.
Przez pięć kolejnych dni podążali w raz z nurtem Ottotu. Ar-Tan konno a Wurak na piechotę. Opuścili Góry Białe i znaleźli się na Wielkich Pustkowiach, rozciągających się po całej zachodniej ścianie owych gór i jeszcze dalej na południe wzdłuż Gór Złotych. Ottot był tu dużo spokojniejszy i płytszy, toteż często w tym miejscu dochodziło do walk między elfami a orkami i haramidami. Również strażnicy i Adrule Wighara mogły się tędy przeprawić, a w pobliżu nie było niczyjej chorągwi która mogła by związać w walce sługusów maga. Po raz pierwszy Ar-Tan czół że lepiej było by gdyby w pobliżu znajdowały się chociaż jakieś małe oddziały Kultu. Przez kolejny tydzień jednak nie napotkali na żadne niebezpieczeństwo. Aż w końcu dotarli do miejsca w którym do Ottotu, od zachodniej strony wpadała rzeka Fumeh. Czas wspólnej podróży dobiegł więc końca. Na południe leżał Złoty Most, jedyna droga jaką Wurak mógł powrócić do domu. Na wschód zaś leżało Balandal i Owcza Przełęcz. Dom Dakerona Ar-Tana.
Rozstali się więc w przyjaźni, krasnolud udał się do mostu i powrócił do domu jako bohater, a elf ruszył z naszyjnikiem swego ojca do Balandal. Czół jednak że to nie koniec jego trudnej wędrówki. Wiedział że podążające za nim stwory Wighara pragną zemsty za śmierć swego mistrza. Mimo to przez jakiś czas podróżował w spokoju, Wielkie Pustkowia wydawały się być umarłe. Żadnych zwierząt, ludzi, elfów czy nawet orków. Ogromna równina umożliwiała Ar-Tanowi spokojną ucieczkę, Adrule musiały przeszukać setki kilometrów za jakimkolwiek śladem elfa. Mimo to przeczucie go nie myliło. Gdy zbliżał się już do Gór Białych skręcił wprost na Balandal, a następnego dnia napotkał na piątkę pokracznych Adruli. Te rozbiły mały obóz obok samotnej skały, miejsca w którym spoczywało kilku krasnoludów poległych podczas marszu ku Górom Złotym. Ar-Tan nie zastanawiał się długo nad tym co ma uczynić. Piątka osamotnionych stworów nie stanowiła dla elfiego szlachcica zbytniego problemu.
Wjechał w środek obozu i pierwszym uderzeniem młotka zabił stwora z prawej strony, drugie uderzenie padło na lewo pozbawiając życia kolejnego Adrula. Jeden ze stworów chwycił prędko włócznię a kolejny za topór. Ostatni dostał się pod kopyta i rychło poległ. Ar-Tan obrócił konia w lewo a zwierze kopnęło stwora z toporem tak mocno że ten przeleciał w powietrzu kilka metrów i padł martwy na ziemię. Adrul z włócznią spróbował pchnąć elfa ale ten sparował cios i zeskoczył z konia. Kiedy stwór spróbował pchnięcia ponownie Ar-Tan chwycił włócznię pod ramię i obrócił się wpychając stwora w ognisko. Ten zapalił się i legł na ziemię próbując ugasić ogień. Ar-Tan podszedł do niego i wbił mu włócznię w serce. Przy pomocy włóczni wepchnął martwego Adrula do ognia co też uczynił z pozostałymi. Kiedy ciała zaczęły dogasać elf wsiadł na konia i ruszył ponownie do domu.
Lecz ten nierozważny czyn jakim było spalenie ciał wrogów miał się wkrótce zemścić. Ciemny dym z ogniska było wsiadać z daleka, zauważyły go również patrole Adruli których pełno już było na pustkowiach. Stwory jeszcze tego samego dnia zebrały się przy grobie krasnoludów i szybko podjęły trop elfa.
Dzień po starciu z Adrulami, Ar-Tan wjechał na pierwsze wzniesienia Gór Białych. Powoli wjeżdżał coraz wyżej aż dotarł do drogi ciągnącej się z Reet do Owczej Przełęczy. Stanął przy drodze i spojrzał ostatni raz na Wielkie Pustkowia. W oddali spostrzegł malutkie kłęby kurzu. Były zbyt daleko aby dostrzec co je powoduje, ale on już wiedział. To Adrule ruszyły jego tropem i było ich wiele. Zbyt wiele aby sam mógł dać im radę. Do Balandal miał jeszcze wiele kilometrów i choć był już na ziemiach swej ojczyzny niewielkim było t dla niego pocieszeniem. Zanim zdąży wrócić z posiłkami strażnicy Wighara spustoszą jego ziemie i spalą wioski. To na barkach jego rodu spoczywała obrona tych terenów, lecz tylko on wiedział o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Zemsta stworów mogła być jedynie aktem desperacji. Co jeśli tak nie było? Co jeśli gotowe były do twardej i zaciętej walki?
Ar-Tan spiął konia i galopem ruszył ku najbliższej wiosce leżącej na drodze do Balandal. Dzięki pośpiechowi drugiego dnia dotarł do Oswe, niewielkiej wioski należącej do jego poddanych. Gdy tylko minął pierwsze zabudowania elfy poznały go od razu. Nikt jednak nie oddawał czci swemu panu, ani znaków radości. Wszyscy mieli w pamięci wydarzenie sprzed kilkunastu miesięcy, wydarzenie które splamiło honor rodziny Dakeron jak i wszystkich jego poddanych. Potomek Dakerona wjechał w centrum wioski i zdjął z siebie naszyjnik.
– Rodacy ! – krzyknął – Oto święty artefakt mego rodu jak i mych braci. Podstępnie skradziony przez Wighara, teraz powrócił do swej ojczyzny. Odzyskałem go i zmyłem plamę na rodzie Dakeron i mieście Balandal.
Włoku Ar-Tana zaroiło się od mieszkańców. Wielu spośród nich niedowierzało że to właśnie ten naszyjnik. Inni zaczęli krzyczeć iż stał się cud. Wiadomo było jedno, młody Dakeron zmył hańbę i zasługiwał na wysłuchanie. Z jednej z chat wyszedł Ureel, Claviger czyli elfi namiestnik zarządzający wioską w imieniu szlachcica.
– Witaj panie. Niech światłość Ullfiego będzie nad tobą czuwała, nasz szlachetny wodzu i niechaj król Einoritr będzie z ciebie dumny. Czegóż od nas pragniesz. ?
– Bracia moi. Pragnący żyć w pokoju i szczęściu. Choć odkupiłem honor tych ziem i zabiłem Wighara to słudzy jego zbliżają się tu pragnąc zemsty. Siła ich jest, na naszych barkach spoczywać będzie obrona naszego Królestwa.
– Więc chwytajmy za broń i idźmy pokonać wroga – krzyknął jeden z elfów. Inni również podnieśli wrzawę lecz Ar-Tan machnął ręką aby tłum się uspokoił.
– Wstrzymajcie się jeszcze. Bo choć znakomici z nas żołnierze to mało nas. A większość z was nigdy nie walczyła. Trzeba posłać po posiłki do Balandal, nim jednak zdołają tu dotrzeć musimy się bronić. Za trzy dni wróg dotrze do wioski. Ureelu poślij kogoś do mego brata w Balandal, niech zbierze tylu wojów ilu zdoła i czym prędzej przybędzie do Oswe. Niechaj posłaniec weźmie i mego konia Netepa, wtedy szybciej dotrze z wieścią. My tymczasem szykujmy obronę.
Ar-Tan zsiadł z konia, a jego miejsce zajął wskazany przez Ureela młody elf i po chwili ruszył do Błękitnego Miasta. Niemal wszyscy mieszkańcy ruszyli do budowy prowizorycznych umocnień na zachód od wioski. Tam między dwiema wysokimi skalnymi ścianami pomiędzy którymi biegła droga, przystąpiono do budowy. Zbierali wszystko co mogło się przydać. Wozy, beczki, skrzynie, deski, cokolwiek z czego zbudować można było barykadę. Przy ich pomocy stworzono ziemny nasyp, najeżony deskami i naostrzonymi palami. Resztę skrzynek i desek poustawiano na drodze aby utrudnić atak. Na samym nasypie postawiono dodatkowe beczki z wodą, aby zalać ziemny nasyp. Błoto jakie miało powstać znacznie spowolniło by atak Adruli. Na skalnych ścianach wzdłuż drogi stanęły zaś wszystkie elfy posiadające łuki. Pozostali z widłami, kopiami a co niektórzy z mieczami, stanęli na i za nasypem. Przygotowanie obrony poszło dość szybko. Jak zresztą marsz wroga.
Po dwóch dniach od przybycia Ar-Tan do Oswe jeden ze zwiadowców zauważył wroga pięć kilometrów przed umocnieniami. To oznaczało że pomoc nie dotrze na czas. Niewiele czasu musiało minąć aby Adrule znalazły się w wiosce, obrona był już gotowa, ale mimo to zbyt słaba. Wszyscy ruszyli przeto na umocnienia aby bronić ojczyzny. Zaledwie dwie godziny później na wzniesieniu po którym biegła droga pojawiły się chorągwie Adruli i strażników Wighara. Stanęli w linii pozostawiając w centrum dziurę. W owej dziurze po chwili pojawił się wielki fotel niesiony prze sześć stworów. Ten zaś cały i zdrowy przyglądał się z uśmieszkiem an stojącego na nasypie Ar-Tana. Jak tylko Adrule postawiły fotel z Wigharem na ziemi, ten podniósł się z niego i machnął ręką. W powietrzu rozległ się głośny trzask, niczym grom. Ciche i nieruchome do tej pory stwory ruszyły przed siebie. W szaleńczy ataku zbliżały się do drewnianych pali. Na skalnych ścianach po bokach wnet pojawili się łucznicy i poczęli strzelać do stworów. Strzały elfów były celne, lecz zbyt wolno wypuszczane były w tłum. Sam Ar-Tan który stał na nasypie strzelał znacznie lepiej. Wolny czas jaki posiadał dzięki swej pozycji pozwalał mu na doskonalenie umiejętności strzeleckich.
Tymczasem stwory sforsowały pierwszy odcinek drogi nie tracąc swego impetu. Choć wielu z nich pozostało już na niej na zawsze zwisając z pali bądź leżąc z wbitymi strzałami. Zanim dobiegli do nasypu elfy poprzewracały beczki z wodą i rozlały ją po nasypie. Biegnące Stwory powoli pokonywały stromy nasyp grzęznąc w błocie. To co jednak miało je zmęczyć nie zadziałało. Powoli wdrapywały się na szczyt nasypu. I choć łucznicy dawali z siebie wszystko to i tak było ich zbyt wiele. Te które znalazły się najbliżej szczytu zmierzyć się jeszcze musiały z widłami i włóczniami elfów. W końcu jednak wdrapały się na barykadę i rozpoczęła się walka na miecze. Łucznicy zbiegli więc ze skał i zaczęli walkę na wyniszczenie. Sam Ar-Tan walczył jak mógł, nie dawał jednak rady przeważającemu wrogowi.
Pośród walczących pojawił się nagle, niewiadomo skąd sam Wighar. Maszerował spokojnie, nie niepokojony przez nikogo, jakby niezauważony. Stwory walczące z Ar-Tanem jak i otaczające go nagle przepadły gdzieś w ferworze walki. A pozostałe jakby go nie widziały i atakowały tylko pozostałych elfów. Ar-Tan odwrócił się i zauważył zmierzającego ku niemu Wighara.
– Myślałeś że zabicie takiego maga jak ja to taka prosta sprawa – zaśmiał się.
– Widać mam szansę naprawić ten błąd.
– Masz szansę. Ale na utratę naszyjnika!! – wrzasnął mag.
Wighar sięgnął ręką po naszyjnik, elf jednak cofnął się i uderzył we wroga młotkiem. Mag zachwiał się i upadł, po chwili jednak wstał i spróbował rzucić czar. Ar-Tan zdążył jednak ponownie go uderzyć. Mag ponowni podniósł się mocno krwawiąc, tak jakby w ogóle nie odczuwał kolejnych ciosów. Elf ciągle jednak uderzał maga młotkiem także ten nie był w stanie zaatakować. Elfy przegrywały. Walki przeniosły się już za nasyp, a Adrule z najemnikami spychały obrońców do wioski. Ar-Tan pozostał sam z magiem. Po kilkudziesięciu ciosach osłabiony Wighar w końcu upadł. Wiedział jednak iż mag ciągle żyje. Musiał go dobić. Wbił więc w czaszkę Wighara nadziak którym zakończony był drugi koniec młotka. Tym razem cios okazał się skuteczny. Duch opuścił ciało Wighara, a stwory jeden po drugim zaczęły umierać. Wraz z odejściem duszy Wighara odeszła moc trzymająca je na Ziji. Pozostali jedynie strażnicy maga. Ci którzy daleko byli od walki poczęli uciekać widząc co się dzieje, pozostali trafili do niewoli. Ar-Tan kazał ich jednak puścić wolno. Niektórzy jednak z wdzięczności za darowanie życia pozostali i zaoferowali swe sługi. Inni rozeszli się po różnych częściach Kety. Gdy tego samego dnia, wieczorem do wioski dotarł Ramsib, brat Ar-Tana nie było już śladów po bitwie. Z wyjątkiem małych, licznych grobów przy drodze do wioski.
Dakeron Ar-Tan powrócił do Balandal jako bohater który odzyskał honor Błękitnego Miasta i swego rodu. Na dziedzińcu zorganizowano wielką uroczystość podczas której Ar-Tan umieścił naszyjnik swego ojca w szklanym kontenerze. Elfy zaczęły wiwatować, aż po chwili Ramsib przerwał wrzawę aby głos mógł zabrać jego brat. Wygłosił ten czas słowa tak piękne że nie sposób ich opisać. Kiedy skończył wzniósł ręce w błękitne niebo. Wtedy w powietrzu niewiadomo skąd pojawił się anioł Ullfiego, Hon. Zstąpił do Balandal i unosząc się w powietrzu dotknął Ar-Tana. Ten opuścił swą cielesną powłokę i stał się wolnym duchem. Strażnikiem swego pięknego miasta, dbającym o jego wielkość i chwałę.
Po owych niezwykłych wydarzeniach mieszkańcy Balandal jak i całych włości Dakeronów ponownie stali się godnymi braćmi wszystkich elfów. Sława ich pięknego miasta rozbrzmiała na nowo z jeszcze większą siłą. A Balandal nigdy nie zaznało cierpienia i żałości.
Aż do czasu Kultu.

Podpis: 

Chajr-Ad-Din 31.03.2004
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Sprawca (fragment III) Sprawca (fragment II) Sprawca (fragment)
Fragment III. Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e
Sponsorowane: 80
Auto płaci: 100
Sponsorowane: 75Sponsorowane: 70

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2022 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.