https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
80

Sprawca (fragment III)

Autor płaci:
100

  Fragment III.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W grudniu nagrodą jest książka
4 pory mroku
Paweł Paliński
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Sprawca (fragment III)

Fragment III.

Sprawca (fragment II)

Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Sprawca (fragment)

Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Taedium vitae

Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?

Nikifor wrócił

To osobliwość Krynicy, o biografii niezgodnej ze schematem bajki, ani schematami życia, ciągle pełnej tajemnic.

Trudna miłość

Początkowo wszystkie myśli skupiają się na miłości. Później miłość skupia się na myślach.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Liście lecą z drzew

Krótki wiersz

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
609
użytkowników.

Gości:
609
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 43436

43436

Deszczowy wiosenny dzień - Orędownik życia cz.2

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
08-02-15

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantasy/Wojna/Technologia
Rozmiar
25 kb
Czytane
2149
Głosy
1
Ocena
4.50

Zmiany
08-04-04

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Vettghern Podpis: Godhand
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Co tu dużo mówić, po prostu cześć druga. (edycja wizualna "zbitków wyrazowych" w oknie edytowania zakrawa o syzyfowa pracę więc z góry przepraszam - nie mam nerwów do tego)

Opublikowany w:

15.02.2008

Deszczowy wiosenny dzień - Orędownik życia cz.2

Białe obłoki prześlizgiwały się po szarej, metalicznej karoserii samochodu terenowego, Wojownik lekko znużonym wzrokiem śledził krajobraz za oknem, był spokojny, od pewnego czasu zawsze był spokojny. Samochód ledwo wyczuwalnie mknął po równej, czarnej asfaltowej nawierzchni. Przed nimi jeszcze jakieś osiem kilometrów przed granicą miasta a potem jeszcze około dwanaście do punktu zbiórki. Siedział na tylnim siedzeniu przy prawym oknie obok niego siedziało jeszcze dwóch ludzi. Nie było tłoczno samochód był duży i pojemny więc nie przeszkadzali sobie nawzajem podczas przygotowań. Za oknem widać było już pierwsze budynki to oznaczało, że zbliżają się miasta. Budynki jak roślinność miały swoją odpowiednią wysokość nie kłócącą się z ogółem zabudowań. Dzięki tym regularnością można było bezbłędnie ocenić gdzie się człowiek znajdował, przedmieścia, osiedla czy centrum. Jechali spokojnie żadnych gwałtownych manewrów, trzymali się potoku ruchu. Budynki za oknem miarowo rosły ku niebu. Wpatrując się w jakiś nieuchwytny cel za oknem zabijał czas. Ogarniało go uczucie, które czuł zawsze gdy występował publicznie – trema. Cały dygotał w środku, nie był pewien słuszności tego co robią, do tej pory ograniczali się do działań tylko i wyłącznie w Internecie. Wiedział, że wolność ma swoją cenę, jednak nie chciał jej płacić.
- I jak się czujesz – Wojownik nie mógł dostrzec twarzy innego bojownika o wolność, który siedział przed nim, kominiarka zasłaniała twarz – Prawie jakbyś po raz kolejny tracił dziewictwo – nie podjął tematu, odstraszył go rechot autora pytania.
Im byli bliżej, tym budynki były wyższe i jego obawy stawały się coraz większe. Ogarnął go lęk, że rozpoczynają coś nad czym nie będą umieli zapanować, chciał zaznać wolności tak samo jak inny rycerze, ale chyba tylko on tak głęboko liczył się z konsekwencjami. „Dojeżdżamy. Szykować się” założył pospiesznie na kominiarkę aparat modulujący głos, miało to im pomoc gdyby chciał ich ktoś rozpoznać. Gdy słyszał ten argument zastanawiał się kto będzie chciał ich w ogóle szukać, przecież od dawna są martwi – przynajmniej tak brzmią oficjalne komunikaty. Włożyli magazynki do karabinów, przeładowali, samochód z piskiem opon zakręcił się przed głównym wejściem ich celu stając tyłem do drzwi. Wyskoczyli bez komendy – nie była potrzebna, ćwiczyli ten manewr bardzo długo w obozie szkoleniowym. Gdy wyskoczyli wszyscy z samochodu kierowca odjechał. Strażnicy, którzy stali przy wejściu byli w zbyt wielkim szoku by podjąć jakiekolwiek działania, poza tym podejmowanie działań przeciwko ludziom z „automatami” nie było warte ich pensji. Mimo ich ostentacyjnie pokazywanej uległości i tak zostali potraktowani paralizatorami – na wszelki wypadek, nie można było sobie pozwolić by doszło do bezsensownych aktów bohaterstwa. W środku nie było innych ludzi, było na to zbyt wcześnie. Dwóch z ich czteroosobowej drużyny wciągnęło strażników do środka i sami obstawili drzwi, Wojownik i drugi kompan pobiegli do klatki schodowej. Po drodze spotkali innych, którzy podjechali i weszli innymi wejściami. Oni szli jedna z klatek schodowych, podobnie jak oni schodami szły podobne dwójki rycerzy – windy też były obstawione. „Jak na razie wszystko idzie po naszej myśli” myśląc to usiłował opanować mordercze tempo z jakim biło jego serce, gdyby mógł stanąć na chwile pewnie by widział jak jego klatka piersiowa tętni w ten rytm. Nie spotkali nikogo po drodze, ale wiedzieli ze przy drzwiach będzie stać jeden strażnik, niepostrzeżenie wyskoczyli drzwiami za jego plecami i sprawnym ruchem ogłuszyli go prądem. Gdy usłyszeli w słuchawkach, że wszyscy „ostańcy” zostali unieszkodliwieni skierowali się do celu. Przywitały ich stalowe drzwi z zamkiem magnetycznym. Jeden z kompanów wyjął puszkę ze sprayem i rozpylił coś na drzwiach. Na ich oczach stal czerwieniała w miejscach gdzie był płyn. Mieli wiele własnych wynalazków w tym specyfik przyspieszający naturalna korozję. Gdy ciężki wojskowy but kopnął w skorodowane miejsce przeszedł na drugą stronę jakby to była kartka papieru. Rozbrzmiał ostry dźwięk alarmu.
- 3 minuty panowie – krzyczał ktoś z tyłu.
Wyłamali resztę z utlenianej stali i weszli do środka. Weszło ich tylko kilku reszta pilnowała wejścia. Wszędzie wkoło nich migotały różnokolorowe diody i szumiał wiatraki chłodzące serwery. Szybkim rzutem oka dostrzegli terminal gdzie mogli się podłączyć. Ręce wytrenowane trafiały bezbłędnie zaciskami i wtyczkami w miejsca im przeznaczone. Gdy już wszystko było gotowe wybiegli z sali. Schodząc klatką schodową usłyszeli strzały i meldunki o wycofaniu się na wyższe piętra. Podczas szaleńczego biegu na odpowiedni poziom usłyszeli jak wysadzane są zaczepy wind i jak potem z wielkim hukiem uderzają o grunt. „30 sekund do końca!” Krzyczał do towarzyszy którzy czekali skuleni przy ścianach – przeciągnął seria po oknie. Szybu rozprysły się spadając, cześć zaspą na podłogę a cześć lecąc gdzieś na spotkanie z chodnikiem. Wyskakiwali pojedynczo przez okno wystrzeliwując, będąc już w powietrzu hamulce magnetyczne, które wbijały się w asfalt ulicy. Choć przeprowadzono wiele testów i prób nim podjęto decyzję o użyciu hamulca to spadając z wysoka można nabrać wątpliwości czy wszystko pójdzie po myśli – czy uprząż będzie współgrać z mechanizmem na dole, czy siła hamująca będzie wystarczająca, czy nie zostaną odrzuceni przez błąd pola...musieli zaufać technice. Piętnaście metrów przed uderzeniem w ziemie każdy z nich odczuł decelerację, która skutecznie opóźniała szybkość ich spadania aż do całkowitego wyhamowania metr nad hamulcem wbitym w ziemię. Naciskając guzik przy pasie ześlizgnęli się jak po powierzchni szkła na ziemię. Wyjęli urządzenie z nawierzchni jezdni i wsiedli do samochodów, które to dopiero podjechał. Wsiedli do środka w mgnieniu oka. Rozpoczął się pościg.
Silnik wył przymuszany do ciężkiej pracy. Niebezpiecznie manewrowali pomiędzy samochodami porannego miejskiego ruchu. Siedzieli spokojnie nie oglądali się nerwowo, nie krzyczeli ani nic nie mówili. Trasę mieli ustaloną z góry, wszystko mieli opracowane w najmniejszym szczególe – od tych szczegółów zależało ich życie. Wpatrzeni w drogę przed nimi usłyszeli jak coś uderzył głucho w karoserie z tyłu, potem znowu i znowu. Wyjechali na teren podlegający silnej modernizacji, wszędzie toczyły się budowy. Ruch był tutaj mniejszy, pościg mógł sobie pozwolić na użycie broni ostrej. Przed nim zamajaczyła czarna czeluść tunelu a przed nim były ustawione barierki z wielkim napisem „Przebudowa. Tunel zamknięty”. Jechali tak szybko, że nawet nie usłyszeli trzasku łamanej drewnianej zapory. W środku jedynym źródłem światła były małe sygnalizacyjne żółte lampki. Rajdowymi slalomami mijali maszyn budowlane ustawione w środku, które ujawniały im się w jasnym świetle reflektorów. Policja nie dawała za wygraną mimo zagrożenia kolizji z nieznanym w słabo oświetlonym tunelu - gonili uciekinierów. Dojechali do miejsca gdzie delikatnym łukiem tunel skręcał w prawo, stracili pościg z pola widzenia – o to chodziło. Nagle obok nich wyjechał gdzieś z boku samochód taki sam jak ich, wybawiciel. Zgaśli światła i skręcili w ślepą odnogę pozostawiając bliźniaczy samochód samemu sobie, oni się zatrzymali i czekali na „ogon”. Wedle oczekiwań radiowozy ze znaną zmienną częstotliwością przybliżających i oddalających się syren minęły wóz. Siedzieli jeszcze przez chwilę by obserwować na monitorze gdzie znajduje się samochód który posłużył za przynętę. Jeszcze nim uciekinier opuścił tunel jeden z rycerzy siedzących w środku nacisnął guzik na panelu przy wyświetlaczu i samochód znikł z mapy. Oni sami pojechali jeszcze trochę odnogą gdzie po chwili zatrzymali się by zjechać do kanałów specjalnie przygotowaną windą. W kanałach nikt oprócz szczurów nie zwracał na nich uwagi. Jechali głównymi „arteriami” które były w stanie sprostać wyzwaniu jakie stawiał przed nimi samochód. Za zakrętem, był następny zakręt, za łukiem następny za zjazdem inny, przemierzali tą plątaninę tuneli, którą Wojownik dość trafnie nazwał „Labiryntem Minotaura”. Ukryci w trzewiach miasta byli całkowicie bezpieczni, nikt by tu ich nie szukał.
Schodząc coraz niżej powietrze było się coraz cięższe a odór stawał się nie do zniesienia. Od Hadesu dzieliło ich jeszcze tylko kilka metrów gdy zamiast obślizgłych ścian pokrytych ekskrementami ukazywały się śnieżne mury oświetlone jasnym światłem z podwieszonych pod sufitem lamp. Koła przestały rozbryzgiwać maź płynącą kanałem, którą zastąpiła gładka jak szklanka betonowa nawierzchnia. W suficie co jakiś czas wżynały się otwory których zadaniem było wypompowywanie świeżego powietrza i wprowadzanie starego, dzięki temu można było tu oddychać bez problemów. W końcu dojechali do potężnych wrót grodzi opatrzonych oznaczeniem 9A, ze ścian wysunęły się działka automatyczne z czerwonymi punktami pilnie śledzącymi ich ruch. „Grupa Wilk melduje się przy zaporze 9A” kierowca mówił do mikrofonu przymocowanego przy jego ustach. „Witamy. Dobrze się sprawiliście. Dezaktywuje systemu obronne”. Działka schowały się a drzwi rozwarły się wypuszczając strugi światła ze środka. Silnik zamruczał gdy powoli wjechali do środka.
Hala, która była zaraz za grodzią w rzeczywistości była wielkim parkingiem gdzie zaparkowali swój samochód, obok wielu innych znajdujących się tam. Szli powoli, cała piątka, stawiali ostrożnie kroki najwyraźniej nie czuła się pewnie po szaleńczej jeździe. Wyszli tunelem z hali. Wszędzie mijało ich wielu ludzie w białych strojach klepiąc ich po ramieniu mówiąc „Dobrze się spisaliście.”, „Jesteśmy z was dumni” , „Chwała równowadze.”. Chwała równowadze...tak, równowaga wymaga chwały i ofiar. Wojownik był szczerze przeciw aktom zbrojnym, mówił, ze sprowadzą na nas konsekwencje, które będą nie współmierne do sukcesów. Wyznawał politykę walki propagandowej – informacją i uświadomieniem. Niestety on sam nie mógł decydować, była Rada, która koordynowała poczynania Rycerzy Równowagi. Zaznali spokoju dopiero gdy weszli do kwater żołnierskich gdzie mogli zdjąć z siebie uciążliwy sprzęt do własnych szafek. Byli tam inny, którzy tego dnia byli w tym samym budynku, część już była przebrana w normalne dzienne czarne uniformu z wyszytym na piersi czerwonym smokiem, inny w częściowo rozebrani siedzieli na ławkach przy szafkach. Widocznie byli czymś przybici.
- Czarny co jest – Wojownik spytał się jednego z tych co siedzieli osowiali.
- Kosmos i Pośpiech dostali kulkę – wyjęczał, najwyraźniej powstrzymywał bardziej emocjonalną reakcję.
- Żyją – zapytał zaszokowany.
- Tak, ale... – zawahał się przez chwilę – Kosmos jest w śpiączce a Pośpiech najprawdopodobniej nie będzie już chodził. Po co nam ta wojna...
Już mu nie odpowiedział ,sam nie umiał na nie odpowiedzieć, miał przed sobą jeszcze spotkanie z Radą, gdzie pewnie zostaną poruszone jeszcze tematy strat potencjału ludzkiego – chciał uniknąć rozmowy, sam był w szoku. Niestety musiał tam iść. Radę uważał za bandę ludzi, których oświecenie ominęło dość szerokim łukiem, brakowało im polotu. Czasami dochodził do wniosku, że demokracja jest tak na prawdę społecznym przekleństwem, wystarczy by zebrało się kilku demagogów i przepis na władze gotowy. W tym tyrania była lepsza, nie było bałaganu w podjęciu decyzji kto ma rządzić i jest odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu. Wszedł do sali obrad, która podobnie jak reszta kompleksu była cała rozświetlona białym światłem. Niczym na rzymskiej arenie usiadł na środku pomieszczenie na krześle a w koło na trybunach siedziało czterdziestu czterech radnych mających wiele pytań.
- Witam szanowną Radę Równowagi – nawet bojownicy o wolność mieli swoją etykietę – Zgłaszam się na wezwanie.
- Widzimy – głos Przewodniczącej Rady dochodził zewsząd, odpowiednia akustyka i rozmieszczeniu głośników miało poprawić relację między słuchaczem a Radą, tak naprawdę tylko go przytłaczały – słyszeliśmy o sukcesie jaki odniosła akcja w sektorze 12.
- Powiedzmy – burknął, nie lubił tu przychodzić – nie licząc dwóch rannych po naszej stronie to tak, odnieśliśmy sukces.
- Dobrze, że wspomniałeś o tej sprawie – głos był najprawdopodobniej modulowany by brzmiał jeszcze bardziej nieswojo – Co się tam stało? Gdzie leżał błąd? Czy można było tego uniknąć?
- Nie – mówił bez namysłu, miał wystarczająco czasu by wszystko sobie uporządkować wcześniej – Wyeliminowanie strat polegałoby tylko na usunięciu ludzi ze strefy zagrożonej.
Nie był w stanie ich obserwować, zapomniał okularów przeciwsłonecznych. Nie umiał przyzwyczaić się do ich noszenie mimo to, że pod ziemia siedzieli już kilka ładnych lat. Skryci w czeluściach miasta byli bezpieczni, ale także odcięci od niezbędnego do życia słońca, stad te wszechobecne oświetlenia – witamina D, magiczny związek wytwarzający się tylko pod wpływem światła.
- Wszyscy dobrze znamy twoje poglądy na ten temat – Dobiegł go inny głos chwile musiał się domyślać nim odgadł, że to poseł reprezentujący lekarzy – Jednak nie ty masz władze decyzyjna w tej sprawie.
- A szkoda – wycedził przez zęby i wstał z krzesła – Gdybym miał w ogóle by do tego nie doszło. Nadal byśmy siedzieli spokojnie w bunkrze okradając tyranię z jej pieniędzy, wprowadzając wirusy do ich sieci, siejąc propagandę – ochłonął usiadł z powrotem.
- Musisz się pogodzić ze swoja rolę – przemówiła Przewodnicząca – Jesteś tylko wojownikiem a my sprawujemy władze w majestacie wyboru ludzkiego. Skoro doszliśmy do wniosków, że walka zbrojna jest nieunikniona to poprzedzał to fakt wielomiesięcznych obrad.
- Nie jesteśmy jeszcze gotowi – spuścił głowę i patrzył w podłogę tak błyszczącą, że odbijała jego wizerunek – odbicie zmęczonego człowieka – treningi są zbyt krótkie przez co ludzie mają braki w przygotowaniu.
- Sam układałeś ten trening – powiedział ktoś na sali, nie zastanawiał się kto.
- Dlatego widzę ich błędy gdy zostaną już zastosowane – odpowiedział – Na Boga to był także mój pierwszy raz. Nie oczekujcie, że sprawię cud!
- Nie oczekujemy tego – głos Przewodniczącej złagodniał do postaci matczynej nuty – Pamiętamy o tym wszyscy, jesteś najbardziej odpowiedni do tej pracy, twoja wiedza w zakresie wojskowości nie jest pierwszorzędna ale żołnierze nie przechodzą na stronę równowagi więc jesteś najlepszym co mamy. Musimy się skupić co zapewni bezpieczeństwo naszym ludziom. Masz jakieś sugestię?
- W sumie tak – myślał nad tym także od dłuższego czasu – Na pewno wprowadzenie egzoszkieletów znacznie polepszyło by efektywność i bezpieczeństwo naszych ludzi. Potrzebne są skuteczniejsze leki pierwszej pomocy, możliwe by było także pewne modyfikowanie zdolności ciała do regeneracji w ciele.
- Prace nad egzoszkieletami są na ukończeniu, potrzebujemy jeszcze ostatecznych testów – odzywały się różne głosy z sali – Apteczka pierwszej pomocy jest w fazie ulepszania, nie długo powinny być rezultaty. Co masz namyśli mówiąc o zwiększeniu regeneracji ciała ludzkiego? Ma być ona trwała?
- Tak – mówił spokojnie robiąc przerwy by zaczerpnąć powietrza – Według techników z którymi współpracuje Armia Równowagi tylko stałe zmiany wykluczają ekspozycję człowieka na działanie środków toksycznych w chwilowych środkach pomocy doraźnej zwiększających regenerację. Z tego co wiem toksyny te z czasem przy odpowiednim nagromadzeniu powodują znaczne uszkodzenia w niektórych organach, w tym mózgu.
- Chcesz stworzyć lepszego człowieka – rozniósł się szum po sali – musisz pamiętać, że Rycerze Równowagi nie występują tylko przeciwko Tyranii ale także bronią nienaruszalności istoty ludzkiej. Bawienie się w boga modyfikując jego twór jest taką ingerencją.
- To wy rozpoczęliście ta wojnę... – to nie była cała prawda.
Czuł, że ta rozmowa prowadzi w ślepy zaułek, który nie przyniesie jakichkolwiek logicznych i dobrych w skutkach wniosków. Wojna ledwo się zaczęła a on miał już jej dość i pomyśleć, że to on był jednym z tych co ja rozpoczęli - nieumyślnie.
- Nie my a Tyranii – to był jeden z filozofów, który na Listę Umarłych trafił rok temu, dowiedział się prawdy przez przypadek podsłuchując rozmowę studentów, a że język miał długi szybko władze się o nim dowiedziały, miał szczęście, że rycerze go uratowali z porywistych nurtów rzeki – Nie możesz ingerować w ludzką egzystencję na potrzeby wojny! Nie wolno ci!
- Za przeproszeniem zdecyduje o tym cała Rada a nie tylko ty Pośle – nie lubił go zbytnio dlatego nie szczędził mu uprzejmości.
- Tak więc głosujmy – odezwała się Przewodnicząca – kto jest za modyfikowaniem stałym ludzkiego organizmu niech uniesie rękę...Mhm...A kto przeciw? Dobrze. Decyzja rady... – nie potrzebował słownego potwierdzenia tego, że widział las rąk na nie, wstał i wyszedł.
„Głupcy! Nic nie rozumieją!” jego gniew rozlewał się w koło, miał ochotę trzasnąć ostentacyjnie jakimiś drzwiami ale rozsuwane grodzie mu na to nie pozwalały. Miał inny obraz wojny niż oni, jeżeli miała już się toczyć to musieli ją wygrać za wszelką cenę. Dobrze wiedział co trzeba zrobić. Miał wpływy, wiedział kto mu może pomóc i za jaką cenę, musiał działać na własna rękę, może gdy jego badanie przyniosą efekty to Rada spojrzy na nie przychylnie. Oczy bolały go już nieznośnie będąc nastawione na działanie światła, musiał iść po okulary przeciwsłoneczne. W swojej kwaterze dość długo szukał małych czarnych osłon na oczy – nie należał do ludzi, którzy lubili utrzymywać bezwzględną czystość w miejscu zamieszkania. W końcu znalazł, aż było mu głupio, że nie zauważył ich lezących na kredensie obok zdjęcia....zdjęcia przedstawiającego jego rodzinę. To był dzień absolutorium jego brata, jakiś fotograf wyłowił ich z tłumu ludzi i zaproponował zrobienie zdjęcia, byli wszyscy razem a dość rzadko mieli okazje do wspólnych zdjęć. Zdjęcie nie było dość udane trochę źle dobrana ogniskowa i kompozycja...Ale był to dzień, w którym byli szczęśliwi, potem przyszła śmierć – jego śmierć i dla bezpieczeństwa swoich bliskich nie mógł się z nimi kontaktować. Jego brata – oficer armii - z pewnością został by zamordowany za kontaktowanie się z wrogiem. Wojownik nie mógł ryzykować ich życia, za bardzo mu na nich zależało. Założył okulary, jego oczy odczuły momentalną ulgę i poszedł do instytutu wynalazków Armii Równowagi. Znali go tam wszyscy bardzo dobrze, był jednym z głównodowodzących armią.
- Witaj – powiedział do jednego ze znanych mu chemików.
- Eeee kto...Ah, dziee... – wytrącony z naukowego rytmu zasalutował mu niedbale.
- Chodź ze mną.
W podobny sposób zebrał jeszcze, biologa, genetyka, i wszystkich innych , którzy byli mu potrzebni do jego dzieła. Zabrał ich do oddzielnej sali konferencyjnej gdzie wiedział, że nikt ich nie będzie niepokoił. Przedstawił im jasno i klarownie czego potrzebuje „Potrzebuje was byście zrobili dla mnie substancję, która trwale będzie mogła zwiększyć ludzka regeneracje.” Wszyscy dobrze wiedzieli o co mu chodzi i że Rada nie stoi za jego działaniami. Mieli wiele pytań on odpowiadał na wszystkie – minęło wiele czasu. Dopiero gdy wszystkie wątpliwości się rozwiały zgodzili się mu pomóc widząc cel jaki chce osiągnąć. Wojownik nie wątpił w ich lojalność, byli wśród nich ludzie, których ratował od śmierci i tacy których znał jeszcze z czasów gdy żyli na powierzchni. Ta wojna męczyła ludzi zanim się jeszcze rozpętała na dobre - chcieli skończyć ja jak najszybciej...wszelkimi środkami, nawet za cenę oryginalnego genotypu.
Teraz wszystko musiało się potoczyć własnym tempem. Nikt nie miał wpływu na to jak długo będą trwały prace, jedyne na co mieli wpływ to tuszowanie środków jakie były przeznaczone na te działania.
Wojna pozostaje taka sama, Rycerze Równowagi jak „szczury” Tobruku gnieździli się głęboko w kanałach stamtąd wysyłając swoje wojska by uporały się z chorobą zwaną Tyrania. Stało się rzeczą oczywistą, że nie mogli już zniknąć z pola widzenia ich wroga, trwała wojna a wojny trzeba wygrać lub przegrać. Początkowe „akcje” były udane bazowały na nieświadomości oponenta, który nie wiedział tak naprawdę co go atakuje. Dotychczasowo Bractwo Rycerzy Równowagi ograniczało się do kradzieży pieniędzy i nie miało w swoich szeregach żadnego żołnierza zawodowego. Tym większe było zdziwienie gdy pozostawili raz wymalowany na ścianie symbol czerwonego smoka, odtąd nie mogli liczyć już na zaskoczenie. Mimo świetnego uzbrojenia bazującego na wykradzionych technologiach brak wyszkolenia robił swoje. Początkowe żniwo zebrało wiele ofiar, a wielu zostało kalekami. Ogniska walki wybuchały coraz to w nowych miejscach przenosząc walki ze stref lokalnych na całą planetę. Wszędzie tam gdzie panował tyran tam wybuchały walki wzniecane przez narodowowyzwoleńcze aspiracje bractwa. Społeczeństwo zaczęło sobie zdawać sprawę, że to coś więcej niż tylko ataki terrorystyczne, wymierzone w gospodarki krajów. Nie mogło jednak zadąć odpowiednich pytań przynoszących jednoznaczne odpowiedzi, bo nie wiedzieli o co chcą zapytać. Któregoś dnia przyszła do Wojownika wiadomość z laboratorium, by stawił się tam niezwłocznie.
„Ruch narodowo wyzwoleńczy nazywający sam siebie „Rycerzami Równowagi” prowadzi działania wojenne, propagandowe mające na celu obalenie tyranii w środkowej Europie” słyszał głos płynący z głośników na korytarzu. Zawsze o ustalonych godzinach po schronie niósł się jazgot redagujący wydarzenia na świecie.
- Mamy – przywitała go delegacja ludzi pracujących nad specyfikiem – udało się w końcu – radość ich nie miała końca.
- Pokażcie, co zrobiliście.
Zaprowadzili go do laboratorium do sekcji doświadczeń na zwierząt. Pokazali mu małą skrzynkę z pleksi z naklejonym nań kartonikiem z napisem Bob. Siedział w niej śnieżnobiały szczur o zadziornie czerwonych oczach. Patrzył na niego ze skupieniem jakby w ten sposób mógł się dowiedzieć co osiągnęli.
- I...- rzucił.
Była to jakby komenda do szaleńczej gonitwy prześcigania się w tym kto pierwszy wyjawi jakie sekrety kryje ciało szczura, dopiero gest Wojownika nadal wpatrzonego w szczura wprowadził jakiś porządek. Rozpoczął biolog.
- A więc – podjął – udało nam się zwolnić akcje serca, podnieść odporność na choroby, zwiększyć regenerację i zdolności ruchowe...
- Nastąpiły nieodwracalne zmiany w kodzie DNA – kontynuował genetyk – Ale nie nastąpiło jego uszkodzenie. Wszystko przebiega normalnie...
- Oparliśmy skład chemiczny – przejął pałeczkę chemik - na bazie środków doraźnych zwiększających tymczasowo regenerację.
- Z tego co wiem toksyny w nich powodują uszkodzenie organów – szczur jakby zahipnotyzował Wojownika, a pytanie brzmiało dziwnie nieobecnie.
- I tu jest problem – przełknął ślinę chemik – W organizmie szczura jest obecna toksyna i to w znacznych ilościach dalece przekraczających normę, ale nie powoduje ona uszkodzeń organizmu, jak na razie nie możemy tego wyjaśnić.
- To co robi – oderwał wzrok od klatki i zmierzył ich bacznym, przenikliwym wzrokiem.
- Z tego co wiemy to ona odpowiada za zmianę kodu – spuścił głowę i patrzył się tępo w podłogę unikając wzroku Wojownika – powoduje zmiany w mózgu, występują mutacje, których skutków nie możemy się dopatrzyć, niestety szczurzy język jest mi całkowicie obcy, wiec się tego nie dowiem – uśmiechnął się ale żart jakoś nie rozbawił słuchaczy więc znowu spuścił głowę.
- Potrzebne są testy na ludziach – powiedział biolog – niestety o tym musiałaby się dowiedzieć Rada, a ta nie przegłosuje testu na ludziach niepewnej substancji.
- No nie – Przez chwile zmarszczył brwi na oznakę intensywnego myślenia – ale chyba mam wyjście z całej tej sytuacji. Dajcie mi butelkę.
Bez gadania przynieśli mu zamknięta korkiem zlewkę z napisem „Woda życia” popatrzył na napis a potem na naukowców, nie miał już chęci wypominać im ich infantylność i przywiązanie do fikcji. „Jaka jest dawka dla ludzi?” zapytał prawie w drzwiach laboratorium. „Około 200 mililitrów” teraz miał już wszystkie informacje jakie potrzebował.
Minęła 22 słonce już dawno zaszło na jego wyświetlaczu w sypialni. Jego miejsce zastąpiły gwiazdy i księżyc, fale szumiały a drzewa kołysały się na nadmorskim wietrze. Lubił widok morza i wszechobecny zapach jodu unoszony przez wiatr, niestety w podziemiach był skazany tylko na emitowanie tego obrazu. Siedział przy stoliku z butelką piwa w ręce, nie miał w zwyczaju pić samemu, ale okazja teraz była nie bagatelna. Targały nim dylematy, czy na pewno dobrze robi możliwe, że Rada się nie myli i rozwój techniki jest wyjściem z beznadziejnej sytuacji w jakiej się znajdują. Nie umiał na to odpowiedzieć. Wiedział jedno, że bez techniki lub Wody życia oni wszyscy umrą tylko, że tym razem „na śmierć”. Następnego dnia mieli dokonać sabotażu, postanowił się przespać nim podejmie jakiekolwiek działania.

Podpis: 

Godhand 14.02.2008
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Sprawca (fragment II) Sprawca (fragment) Taedium vitae
Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?
Sponsorowane: 75Sponsorowane: 70Sponsorowane: 65
Auto płaci: 65

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2021 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.