https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
200

Od gołębia do Gołębiewskiego

Autor płaci:
200

  Jeśli uwierzysz, że odchody gołębia mogą Ci przynieść szczęście, jak mówią , to zobacz co się może zdarzyć.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W lipcu nagrodą jest książka
Nawiedziny

Powodzenia.

SPONSOROWANE

Od gołębia do Gołębiewskiego

Jeśli uwierzysz, że odchody gołębia mogą Ci przynieść szczęście, jak mówią , to zobacz co się może zdarzyć.

Sprawca (fragment IV)

Ciąg dalszy śledztwa prowadzonego przez detektywa Massa.

Sprawca (fragment III)

Fragment III.

Sprawca (fragment II)

Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Sprawca (fragment)

Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Noc wichrów

Fragment "Sycylijskiego pioruna"

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Liście lecą z drzew

Krótki wiersz

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1144
użytkowników.

Gości:
1144
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 42340

42340

Przyjaźń

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
08-01-04

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Aktualności/Kariera/Przyjaźń
Rozmiar
14 kb
Czytane
1784
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
09-03-03

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
--

Autor: hanibal Podpis: PawełK
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Najmilej się wspomina przyjaźnie z czasów szkoły średniej

Opublikowany w:

-

Przyjaźń

Z uśmiechem podszedłem do hotelowej recepcji. Już wcześniej wyciągnąłem z kieszeni to, co musiałem oddać i wręczyłem recepcjoniście:
- Na mnie już czas. Oddaję klucze. Pobyt w waszym hotelu to jak zwykle sama przyjemność.

Na jego twarzy ukazał się pełen wdzięczności uśmiech, kiedy wygłaszał wyuczoną na pamięć kwestię:
- Dziękujemy bardzo za pański pobyt. Gościć pana w naszych skromnych progach to jak zawsze zaszczyt dla naszego hotelu.

Pokiwałem głową z uznaniem. To był jeden z powodów decydujących o tym, dlaczego zwykle korzystałem z tego hotelu. Oczywiście wtedy, kiedy przyjeżdżałem do miasta. Pełna kultury i skromności obsługa, która w mgnieniu oka rozpoznawała potrzeby swoich klientów. Z drugiej strony trudno było się dziwić. W końcu cztery gwiazdki w rankingu hotelowym do czegoś zobowiązywały. Dlatego odpowiedni poziom obsługi musiał być zachowany.

Po oddaniu kluczy, przeszedłem przez szklane, automatycznie otwierane drzwi, dzielące elegancki luksus hotelowy od zwyczajnego świata. Moim oczom ukazało się centrum miasta, uznawanego za stolicę kulturalną naszego kraju. Śliczne, odrestaurowane kamienice, pamiętające jeszcze czasy średniowieczne. Utrzymana w doskonałym stanie brukowana droga. W niektórych miejscach można było się natknąć na wybudowany z czerwonej cegły mur. Liczne muzea, które zapraszały w swoje powoje każdego, kto chciałby troszkę historii zakosztować. To wszystko powodowało, że turysta cofał się w te przykryte kurzem niepamięci lata, kiedy Rzeczpospolita niczym klejnot jaśniała na firmamencie europejskim.
Westchnąłem ciężko. To były czasy. Uśmiechnąłem się do siebie. Od najmłodszych lat interesowałem się historią. Bez najmniejszych problemów podawałem daty oraz znaczenie poszczególnych wydarzeń. Skomplikowane relacje oraz procesy historyczne odkrywałem z szaloną, niczym nieokiełznaną pasją. Lubiłem się czuć jak Szerlock Holmes. Z tą różnica, że starałem się rozwiązywać tajemnice przeszłości. Wszystkim znajomym zdawało się ze zostanę historykiem. To w moim przypadku wydawała się jedyna słuszna droga. Jednak zrobiłem wszystkim specyficznego psikusa. Poszedłem na studia o charakterze biznesowym. Po ich ukończeniu z wyróżnieniem, otrzymałem propozycję stażu w jednej z czołowych krajowych firm. Oczywiście przyjąłem ją, a następnie moja kariera potoczyła się jak we śnie. Sukces za sukcesem. Po kilku latach byłem uznawany praktycznie za guru w organizacji i zarządzaniu procesami rynkowymi. Awanse na coraz wyższe stanowiska.

Obecnie jako prezes jednej z bardziej znaczących spółek giełdowych kończyłem udział w kolejnej, jakże nudnej konferencji. Jej celem jak zwykle było budowanie odpowiednich relacji miedzy uczestnikami gry rynkowej. Niestety nie miałem wyboru. Chcąc działać w biznesie, niezbędne jest budowanie odpowiedniego wizerunku. To coś, co jest nazywane PR-em. Konieczne są kontakty handlowe, budowanie odpowiednich więzi z innymi, tak samo „nudnymi” jak ja ludźmi. Nie ma innego wyboru. To trochę jak w tym przysłowiu: „ Jak wpadłeś między wrony, musisz krakać jak i one”.
Ale czasem wreszcie konferencje kończą się i wtedy jest chwila czasu dla siebie. Niepewnie stałem przed hotelem napawając się widokiem jednej z najpiękniejszych starówek w kraju. Wysoko zawieszone na niebie słońce, malowało nietrwałymi złotymi farbami fasady kamienic. Spojrzałem na zegarek. Troszkę się skrzywiłem, kiedy uświadomiłem sobie, że niedługo powinienem być na lotnisku. Rano ma się odbyć narada w firmie. Jednak z drugiej strony, chyba nic się nie stanie, jak ją przełożę o dzień? W końcu nieczęsto mam możliwość zrobienia czegoś dla siebie. A dzisiaj mogę troszkę pozwiedzać. Nigdy nie ukrywałem, że kochałem do miasto.
Cofnąłem się do hotelu. Recepcjonista spojrzał na mnie ze zdziwieniem:
- Muszę coś jeszcze załatwić. Czy mógłbym prosić o rezerwację ·pokoju na jedną noc więcej?

Tylko kiwnął głową wpisując moje dane ponownie do komputera:
- Dla nas to sama przyjemność. W imieniu wszystkich pracowników serdecznie witamy pana ponownie.

Uśmiechnąłem się do niego. Wziąłem klucz i poszedłem z powrotem do pokoju. Po rozpakowaniu się, musiałem wykonać dwa telefony. Pierwszy do firmy, że jutro mnie nie będzie, a naradę przekładamy o jeden dzień. Odniosłem wrażenie ze przyjęli to z ledwo skrywaną radością. Następnie zadzwoniłem do domu i poinformowałem żonę, że dzisiaj nie mogę wrócić. W jej głosie wyraźnie odczułem smutek. Ale rozumiała, że praca to nie zabawa. W końcu dzięki temu, że tak a nie inaczej pracowałem, ona mogła się zajmować głównie realizowaniem własnych marzeń o charakterze społecznym. Kiedy wszystkie sprawy formalne zostały zakończone, przez chwilę leżałem na łóżku. Ot tak nie robiąc niczego. Czułem jak ładują się moje wewnętrzne akumulatory.
Po godzinie wstałem i wyszedłem z pokoju. Czas wreszcie zrobić coś dla siebie. Wychodząc z hotelu, oddałem w recepcji klucz, informując ze wrócę prawdopodobnie dosyć późno. Z dużym zadowoleniem zauważyłem, że moje stwierdzenie nie zrobiło żadnego wrażenia na obsługującym. Bardzo mnie to ucieszyło. Po co mi jakieś znaczące uśmiechy. To pokazywało prawdziwą klasę zatrudnionych tutaj osób. Czas gości należy wyłącznie do nich i nikt nie ma prawa interesować się ich planami. Wyszedłem na zewnątrz. Przez chwilę się zastanawiałem gdzie się udać. Może od razu iść na ·Rynek by usiąść w jakimś przytulnym pubie? A może najpierw pozwiedzać trochę muzea, a potem dopiero pójść na kawę i obiad? Kiedy tak stałem zastanawiając się nad wyborem drogi w pewnym momencie usłyszałem czyjś nieśmiały głos:
- Zbyszek? To naprawdę ty?

Obróciłem się w tamtą stronę. Słowa te wymawiał silnie zbudowany, gładko ogolony, stojący za mną mężczyzna. Jego piwne oczy z uwagą przyglądały się mojej twarzy. Rozczochrane czarne włosy, luźno opadały mu na zmarszczone intensywnym myśleniem czoło. W moich oczach także zapalił się błysk rozpoznania:
- Andrzej? To chyba sen.

Podeszliśmy do siebie mocno ściskając sobie ręce. Czułem szaloną gonitwę myśli w głowie. Co za spotkanie. Mój stary kumpel z czasów ogólniaka. Wtedy wszędzie chodziliśmy razem. Każda impreza była nasza. Dziewczyny, zadymy to wszystko nas łączyło. Potem nasze drogi nieodwołalnie rozeszły się. Każdy poszedł w swoim kierunku i straciliśmy zupełnie kontakt ze sobą. Obaj opuściliśmy nasze gniazda. A tu takie spotkanie:
- Chodź stary, wejdźmy do hotelu na kawę.

Pokiwał przecząco głowa:
- Wiesz, wybacz, ale ja za takimi lokalami nie przepadam.

Zmieszany, pochyliłem na chwilę głowę. No tak, nie każdy musi się dobrze czuć w ekskluzywnych restauracjach. Szybkie spojrzenie na Andrzeja upewniło mnie, że nie zalicza się do grupy osób dobrze zarabiających. Przynajmniej tak mi się wydawało. Ale przecież byliśmy przyjaciółmi, a w takich relacjach różnice majątkowe nie mają żadnego znaczenia:
- Jasne wybacz. Chodźmy do jakiegoś pubu. Bo chyba musimy pogadać?

Teraz uśmiechnął się twierdząco:
- Też pytanie. Przecież to zrozumiałe, Tu nie daleko jest taka mała knajpka. Gwarantuje ona wszystkim gościom wyjątkowo przyjemny wystrój i maksymalną kulturę.

Uniosłem w górę mój kciuk. Jak mam być szczery to bardzo lubiłem takie klimaty. Dają one szansę na chwilę oderwania od problemów codziennych. Poszliśmy do pubu. Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu. Zeszliśmy po schodach na dół. Faktycznie pełna kultura. Oddzielone od siebie, znajdujące się w osobnych boksach stoliki zapewniały możliwość spokojnej rozmowy bez udziału niczyich dodatkowych uszu. Usiedliśmy. Po złożeniu zamówienia siedzieliśmy przez chwilę w milczeniu. Przyglądaliśmy się sobie z uwagą. Tyle wspomnień. Czasy szkolne to były czasy. A początku grzeczne chodzenie, nauka potem - pierwsze wagary, pierwsze wino marki wino w bramie wypite. Problemy z obecnościami w szkole. Wreszcie matura i koniec młodych szalonych lat. Wreszcie Andrzej nie wytrzymał:
- Prawdopodobnie mówię w imieniu całej naszej klasy. Jesteśmy dumni z ciebie. Nie mam, co prawda z nikim kontaktu, ale jestem pewien, że większość zbiera wycinki o tobie. W końcu z nas wszystkich ty osiągnąłeś największy sukces.

Trochę zmieszany pochyliłem głowę. Bardzo nie lubiłem takiego gadania. To, że akurat mi się powiodło dla mnie nie miało żadnego znaczenia. W moim mniemaniu dalej byłem dla znajomych tym samym człowiekiem jak kiedyś:
- Daj spokój. Nie ma o czym mówić. To akurat był przypadek ze mi się udało. Powiedz lepiej, co u ciebie? Gdzieś zniknąłeś po ogólniaku. Nikt o tobie nic nie wie. Jakie studia skończyłeś i co robisz? Czy mieszkasz tutaj?

Patrzył na mnie bez słowa. Zrozumiałem, że niechcący popełniłem jakąś gafę:
- Szkoda słów. Żadnych studiów nie skończyłem. Po ogólniaku próbowałem rozkręcić własny biznes, Niestety nie udało mi się. Teraz łapię się różnych dorywczych zajęć. Akurat tutaj także jestem przejazdem.

Poczułem, że mi kawa w przełyku staje. No tak, co ja miałem mu powiedzieć? Nawet wolałem nie myśleć, co on teraz czuje. Próbowałem rozładować sytuacje:
- Wiesz stary może ja mógłbym ci jakoś pomoc. W końcu, od czego ma się kumpli?

Patrzył na mnie ironicznie. Czułem jak robi mi się coraz bardziej głupio. Po chwili uśmiechnął się do mnie:
- Daj spokój. Jakoś sobie radzę. Nie narzekam. A tak na marginesie, to cholernie się cieszę, że znowu się widzimy.

Poczułem, że kamień spada mi z serca. Głupio by było gdyby z wdzięcznością przyjął moją propozycję. Takie coś z pewnością by zepsuło nasza przyjaźń. Sam siebie zganiłem za ten wyskok. Na bardziej idiotyczny pomysł to nie mogłem wpaść. Znowu zaczęliśmy rozmawiać o głupotach. Wspominaliśmy stare, trochę szalone czasy. Jak stanowiliśmy najbardziej rozrabiającą grupkę w szkole. Jak inni się zakładali, kiedy w końcu wysadzimy ją powietrze. Te pełne niepokoju spojrzenia nauczycieli, kiedy w dosyć długim okresie nic się nie działo dziwnego. W pewnym momencie Andrzej zamilkł. A jego twarzy pojawił się melancholijny uśmiech:
- Wiesz, że Kaśka ciebie wciąż wspomina? Wyszła za mąż, ma dwójkę wspaniałych dzieci, ale ciągle mówi ze ty byłeś jej prawdziwą miłością

Teraz ja spoważniałem. Przez głowę przeszło mi tysiące wspomnień. Kaśka- bliska kuzynka Andrzeja była moją wielką miłością z czasów ogólniaka. Z rozrzewnieniem wspominałem czasy, jak chodziliśmy razem na spacery mocno trzymając się ręce. Te pierwsze nieśmiałe szczeniackie pocałunki. Długie minuty siedzenia przed sobą i milczące patrzenie się w oczy. Pierwsze dla nas obu seksualne zbliżenie. Potem niestety każde z nas poszło swoją drogą. Jednak ten wielki sentyment pozostał:
- Powiem ci szczerze Andrzeju, że także często o niej myślę. Wiesz, że taka miłość nigdy nie rdzewieje.

Przyglądał mi się z uwagą, jakby walcząc z myślami. Wreszcie powiedział:
- Poczekaj chwilę.

Podniósł się od stolika i poszedł na bok. Widziałem jak z kieszeni wyciąga komórkę i z kimś konferuje. Wreszcie wrócił z uśmiechem do stolika:
- Właśnie z nią rozmawiałem. Tak się dziwnie składa, że mieszka w okolicy Jest dzisiaj sama w domu. Jej mąż wyjechał w delegacje. Zaprasza nas na kawę. Jedziemy?

Patrzyłem na niego w szoku. Przez chwilę nie wiedziałem, co powiedzieć. Na początku chciałem się nie zgodzić. Bo w końcu obowiązki. Ta cała sytuacja była aż nieprawdopodobna Jednak przypomniałem sobie, że dzisiejszy dzień miał być dla mnie. Pokiwałem głową:
- Powiem ci szczerze, że z największa przyjemnością.
- To chodź. Mój samochód stoi nie daleko. Nie jest, co prawda taka maszyna, do jakich jesteś przyzwyczajony, jednak mam nadzieję, że się nie obrazisz wsiadając do niego.

Popatrzyłem na niego oburzony. Jak on mógł coś takiego powiedzieć? Nie należałem do ludzi cierpiących na przerost formy nad treścią:
- Daj spokój, nawet bym tak nie pomyślał. A daleko Kaśka mieszka?

Teraz on uśmiechnął się do mnie:
- Wiesz po ślubie przeprowadziła się z mężem w te rejony i zamieszkali w takiej małej wiosce kilkanaście kilometrów stąd. Ale nie bój się po spotkaniu odwiozę się z powrotem do hotelu.

Zaśmialiśmy się głośno. Jakoś żaden z nas tego nie powiedział, ale chyba obaj mieliśmy pewne wątpliwości, co do dzisiejszego powrotu. Prawie godzinę przebijaliśmy się przez zakorkowane miasto. Tysiące samochodów skutecznie nas blokowały. Należy dodać do tego zmianę świateł na czerwone, w sytuacji, kiedy już się wydawało, że możemy zacząć jechać szybciej. Te wszystkie czynniki nas straszliwie opóźniały. Jeżeli to wszystko zsumujemy to i tak prawdopodobnie wcale nie mieliśmy złego czasu. Wreszcie wyjechaliśmy z miasta. Przed naszymi oczami wiła się kręta droga, co chwile ginąca w gęstym lesie rosnącym z obu jej stron. W pewnym momencie Andrzej zjechał pobocze:
- Wybacz stary, ale po tym miejskim przedzieraniu troszkę mnie przypiliło. Muszę na chwile skoczyć za drzewko. Do Kaśki mamy jeszcze z pół godziny.

Przyzwalająco kiwnąłem głową:
- Ja tez z przyjemnością rozprostuje kości.

Wyszedłem z samochodu. Wokół rozpościerał się gesty las. Świeże, wiosenne zielone liście na potęgę wytwarzały nowe cząsteczki tlenu. Od rozkosznego zapachu wiosennego drzew aż mi kręciło się w głowie. Od czasu do czasu nad głową słyszałem ptasi śpiew. Z oddali dochodził stukot dzięcioła miarowo wyszukującego swoich przysmaków na drzewach. Z zainteresowaniem obserwowałem wiewiórkę zgrabnie przeskakującą z gałęzi na gałąź. Usłyszałem za sobą szelest. Z uśmiechem obróciłem się do Andrzeja. Zamarłem widząc wycelowane w siebie zimne oko pistoletu:
- Wybacz stary, ale kiedy usłyszałem, że jest na ciebie kontrakt to musiałem go przyjąć. Od tygodnia obserwuję twoje zachowanie każdego dnia czekając na odpowiedni moment. Pamiętasz jak obiecywaliśmy sobie przyjaźń do grobowej deski? Nie mogłem pozwolić by ktoś inny to zrobił. Widzisz podobnie jak ty jestem biznesmenem. Powiedzmy, że moje usługi są troszkę bardziej specyficzne. Nie bierz tego do siebie. To nic osobistego. Nasza przyjaźń zmusiła mnie to tego.

Patrzyłem w lufę jak zahipnotyzowany. Słuchając zdań zapadających w mym umyśle na ułamek sekundy podniosłem wzrok. Ujrzałem łagodny uśmiech pojawiający się na jego twarzy.








-

Podpis: 

PawełK 2008-01-02
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Sprawca (fragment IV) Sprawca (fragment III) Sprawca (fragment II)
Ciąg dalszy śledztwa prowadzonego przez detektywa Massa. Fragment III. Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e
Sponsorowane: 85Sponsorowane: 80
Auto płaci: 100
Sponsorowane: 75

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2022 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.