https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
80

Sprawca (fragment III)

Autor płaci:
100

  Fragment III.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W grudniu nagrodą jest książka
4 pory mroku
Paweł Paliński
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Sprawca (fragment III)

Fragment III.

Sprawca (fragment II)

Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Sprawca (fragment)

Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Taedium vitae

Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?

Nikifor wrócił

To osobliwość Krynicy, o biografii niezgodnej ze schematem bajki, ani schematami życia, ciągle pełnej tajemnic.

Trudna miłość

Początkowo wszystkie myśli skupiają się na miłości. Później miłość skupia się na myślach.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Bliskie spotkania

Chodźmy...

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Liście lecą z drzew

Krótki wiersz

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
569
użytkowników.

Gości:
569
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 39973

39973

Koszmary dni - Rozdział 1

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
07-11-02

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Akcja/Środowisko/Zbrodnia
Rozmiar
28 kb
Czytane
3068
Głosy
12
Ocena
4.62

Zmiany
14-05-20

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
P12-powyżej 12 lat

Autor: red earth Podpis: red earth
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Początek koszmaru.

Opublikowany w:

tylko tutaj

Koszmary dni - Rozdział 1

Crade… Całkiem zwyczajny siedemnastolatek, no może poza tym, że był bardziej uczuciowy i romantyczny w porównaniu ze swoimi rówieśnikami. Urodził się w dość bogatej rodzinie i uczył w prywatnej szkole średniej, co jednak nie uczyniło z niego jakiegoś rozpieszczonego snoba. Mimo iż ojciec każdego dnia przypominał mu o wielkiej wartości pieniędzy w życiu człowieka, on niczego sobie z tego nie robił. W głębi duszy marzył o tym, by wieść spokojny, zwyczajny żywot wraz ze swoją dziewczyną z dala od zgiełku. Tak, miał dziewczynę i to właśnie ona, Azalia, była najważniejsza w jego życiu. Byli ze sobą od ponad połowy roku, a on wciąż nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. Azalia nie miała nadzianych rodziców i nie chodziła do tej samej szkoły. Ten fakt zdawał się niezmiernie cieszyć Crade’a, zwłaszcza w takie dni jak ten…
- Hej! Patrzcie, to ta pipa Crade! – Był to głos Gordona, szkolnego bandyty numer jeden.
- Ale głupio wygląda. – To z kolei powiedział Mike, on plasował się na drugiej pozycji czarnej listy. Crade poczuł jak ciało zaczyna mu mięknąć. Z korytarza powoli odeszli inni uczniowie, tak, że został sam z napastnikami. Nastąpiła chwila przerażającej ciszy. Powietrze zrobiło się okropnie gęste.
…Czy znasz to uczucie nadciągającej i nieuniknionej egzekucji…?
- I za co ja teraz będę trzymał twój łeb spłukując go w klopie? Pomyślałeś o tym? – powiedział i trzasnął mocno swoją otwartą dłonią w krótko ostrzyżoną głowę Crade’a. Mike i reszta paczki ryknęli śmiechem, a Gordon tylko nieznacznie się uśmiechnął. Crade poczuł wysoki pisk w swojej głowie. Strach tak go paraliżował, że nie mógł się ruszyć ani nic powiedzieć. Czy to dla ciebie coś znajomego? kiedy patrzysz na całe zdarzenie jakby za mgłą i nie ze swojego ciała, ale… tam jesteś… on tam był… i wiedział co zaraz nastąpi….
- Mówię do ciebie! – wrzasnął Gordon i uderzył go pięścią w żebra z prawej strony. Crade jęknął. Zgięty w pół chwycił się za bolące miejsce. W tym czasie z lewej strony przyczaił się już Mike.
- Słyszysz! – krzyknął jednocześnie próbując uderzyć w odsłonięte miejsce, jednak Crade zasłonił je ręką, tak, że pięść Mike’a trafiła w łokieć. – Hej! Nie broń się bo wjebiemy ci jeszcze mocniej! – Po czym trzasnął swoją ofiarę w policzek z taką siłą, że upadła na kolana. Następnie rozmasował rękę i kopnął ze złością we wcześniej nieosiągnięty cel. Crade opadł na podłogę - to było jak znak dla reszty paczki by podejść i go zbutować. Położył się jak długi na brzuchu i objął rękami głowę. Wiedział, że za chwilę skończą. I rzeczywiście, przestali.
- Dobra, idziemy! – powiedział Gordon. – To robi się nudne.
- Cipa – dorzucił pogardliwie Mike kopiąc jak w piłkę, odsłoniętą głowę Crade’a.
Odeszli. Crade powoli zebrał się z podłogi i spojrzał w głąb korytarza. Widowisko oglądała dość spora liczba osób. Co ich tak przyciąga? Cierpienie… Ludzkim nieszczęściem żywią się inni ludzie, to trochę jak kanibalizm, nie uważasz?
Z tłumu wyłonił się jeden nauczyciel. Obok niego szedł najlepszy szkolny kolega Crade’a – Jesse zwany Parky’m. Zbliżali się coraz szybciej, a on powoli wychodził z szoku. Nie miał ochoty teraz nikogo oglądać. Najchętniej gdzieś by się zaszył. Naprzeciwko niego znajdowały się drzwi do toalety. Nie myśląc dłużej, wszedł do środka i zamknął się w jednej z kabin. Na ścianach widniały wypisane lub wyryte przeróżne wyrazy i zdania. Zaczął bezmyślnie je czytać. Chciał się uspokoić, ale w jego głowie wciąż kłębiło się tak wiele myśli. Można by wręcz rzec, że przemoc czyni z ciebie filozofa.
Nagle z trzaskiem otworzyły się drzwi i do środka weszły dwie osoby.
- Gdzie jesteś Crade?! – Poznał głos nowego nauczyciela od geografii. Musieli zauważyć jego buty, ponieważ po chwili ktoś uderzył w drzwi od jego kabiny. – Wychodź stamtąd! – To wybudziło go z odrętwienia. Wcale nie chciał opuszczać tego miejsca. Najchętniej zostałby tam do końca lekcji. To jednak nie wchodziło w grę. Musiał wyjść by nie zwiększyć już i tak dużego zamieszania. – Wychodź natychmiast! – Walił w drzwi nauczyciel.
- Moment… - odezwał się załamany głos Crade’a. On sam przeraził się jego wydźwiękiem. Nastała cisza. Wiedział, że musi zebrać się w sobie i wyjść na zewnątrz. Pomyśl o czymś szczęśliwym. …Azalia… Jego piękna dziewczyna. Uśmiech jej ust i oczu. Będzie ją tulił dziś w ramionach. I nic innego się nie liczy. To nic, że znowu oberwał skoro czeka na niego tak wielkie szczęście. Szczęście… heh.
Zamek się otworzył. Zza drzwi wyszedł Crade. Miał dwa sine miejsca na twarzy, a jego biała koszulka z krawatem była wymiętolona i brudna od kurzu.
- O w pysk! – wykrzyknął Parky widząc stan swojego kumpla. Crade spojrzał na nauczyciela. Geograf miał poważną minę i zmarszczone brwi. Chłopak chciał się odezwać jednak nauczyciel go ubiegł.
- Możesz sobie darować ściemę o potknięciu. Nie będę też pytał cię o sprawcę bo wiem, że i tak mi nie powiesz. Chciałem tylko sprawdzić jak bardzo oberwałeś. – Obaj chłopcy zdziwili się tym co powiedział. Nie przypominał zachowaniem żadnego zwykłego profesora.
- To nic poważnego – zapewnił Crade.
- Te śliwki, nie ale to… - W tym momencie nauczyciel dotknął żeber chłopca po stronie gdzie ręka zdawała się lekko odstawać od tułowia. Crade zasyczał marszcząc twarz i skulił. - …raczej tak. – Patrzył na niego jeszcze przez chwilę, a następnie kręcąc głową dodał – Co za pojebana szkoła… Domyślam się kto za tym stoi. No nic… wygląda na to, że będę musiał wziąć sprawę w swoje ręce. A ty w tym czasie uważaj na siebie. I koniecznie idź z tym do pielęgniarki – powiedział, po czym wyszedł.
- Taa, akurat coś z tym zrobi – odezwał się Jesse.
Crade czuł się już lepiej. Zastanawiał się nad nietypowym zachowaniem nauczyciela. Postanowił jednak myśleć jedynie o Azalii. To dodawało mu radości i odwagi. Wraz z Parky’m opuścili toaletę.
Na korytarzu znów panował ruch. Crade starał się nie okazywać swoim wyrazem twarzy żadnych uczuć. Milczał. Mimo, że dreptał za nim jego kolega, on zachowywał się jakby szedł sam. Widział spojrzenia dziewcząt. Patrząc na niego zakrywały usta, szeptały do siebie, chichotały, co niektóre współczuły grymasem na twarzy. W podobny sposób reagowali chłopcy.
…Hieny…
- Znowu dostałeś, co Crade? – odezwał się głos z tłumu. Myśl o Azalii – powtarzał sobie w umyśle czując drgania na swojej twarzy. Starał się być obojętny na ich zachowanie.
- Nie przejmuj się nimi – pocieszał go Jesse, jednak on czuł, że dłużej już tego nie wytrzyma. Tego udawania twardego …Dlaczego?! - w tym momencie jednak rozległ się dzwonek na lekcje. Crade ruszył w stronę klasy gdzie mieli mieć ostatnie zajęcia.
- A co z pielęgniarką? – spytał zdziwiony Parky. Liczył na to, że ucieknie im lekcja.
- Mówiłem już, że to nic poważnego! – odpowiedział podirytowany.
- No dobra… jak sobie chcesz.
Zaczęła się matematyka. Crade nie znosił tego przedmiotu, tak samo jak nauczycielki, która go uczyła.
- Boże, Crade! Co ci się stało?! – zrobiła szum na całą klasę, dokładnie to, czego się spodziewał i nie chciał.
- Tatę zdenerwowała ta ocena za sprawdzian z logiki – odpowiedział, na co nauczycielka skrzywiła twarz i poczęła kręcić głową.
- Żal mi cię dziecko… To straszne, że na świecie dzieje się tyle zła – powiedziała udając zmartwioną.
- Teraz się obudziła – szepnął Jesse.
- Mówił pan coś, panie Parkinson?! – wykrzyknęła natychmiast.
- …Pprzemoc to zła siła, ppowiedziałem…. – bronił się szybko poczerwieniały na twarzy Parky. Spojrzał na matematyczkę, a ona zbeształa go wzrokiem. Zawstydzony chłopak odwrócił głowę w drugą stronę.
- Tak myślałam. – Przeniosła wzrok na Crade’a. On z kolei wpatrywał się w okno licząc na to, że nauczycielka zakończy temat. – A pan, panie Bluemind nie musiał nic mówić zamiast zmyślać takie bzdury, bo ja nie wiem jak to można inaczej nazwać. Mam nadzieję, że głowa wyleczy się na tyle szybko, że zdoła pan do końca semestru poprawić ten sprawdzian z logiki. A teraz, przechodzimy już do lekcji.
Lekcji… niesłusznej kary, rutyny i sarkazmu, spowitej w atmosferę stresu i nudy niemożliwych do ogarnięcia …no chyba że należysz do tych „bystrzejszych”. Niedobrze mi jak o tym pomyślę…
Tym razem lekcja minęła zaskakująco szybko, bowiem w głowie Crade’a przemykały obrazy wciąż jeszcze świeżego zdarzenia. Myślę, że można by je określić nawet wspomnieniem – takich rzeczy bowiem się nie zapomina…

Po szkole, jak to zwykle, Crade podwoził Parky’ego do domu. Oboje to uwielbiali: rozsiąść się wygodnie w fotelach, uchylić szyby i po prostu rozkoszować się jazdą przy szemrzącym gdzieś w tle radiu. Parky zazdrościł swojemu kumplowi tej odrobiny wolności na własność. Jego starzy nie byli na tyle bogaci by sprawić mu samochód, nawet nie pierwszej jakości jak ten. Z kolei ojcu Crade’a poszczęściło się na tyle, by móc codziennie w przeróżny sposób rozpieszczać syna. „Poszczęściło” to może trochę niesłuszne słowo.
Carl Bluemind, od swoich najmłodszych dorosłych lat, to jest skończenia szkoły średniej, parał się pracą. Nie żeby miał jakieś inne ambicje czy możliwości, chodziło o zarabianie pieniędzy. Zaczął, jako zwykły pakowacz w dużej hali towarowej i już po krótkim czasie stwierdził, że to mu nie pasuje. Coś mu ciążyło, nie była to jednak praca sama w sobie, ale status, zwykłego pracownika, ze zwykłą pensją i zwykłymi przywilejami. Nie mógł znieść świadomości pracowania pod kimś i zarabiania pod niego pieniędzy, a jakże! Musiał to zmienić, co oczywiście nie było takie proste jak sama idea. Następne dwa lata spędził w tej samej hali, wykonując tę samą pracę, udając życzliwość względem tych samych wyzyskiwaczy. Zaharowywał się wykonując nadgodziny. Kisił każdy grosz. Aż wreszcie nadszedł ten upragniony moment by zacząć działać na własną rękę. Zakupił samochód i sprzęt, by następnie jeździć od firmy do firmy oferując nocne sprzątania w miejscach pracy. W ten sposób nie musiał rezygnować z pracy w hali, co wciąż stanowiło dla niego dodatkową podporę, szedł też na rękę firmą korzystającym z jego usług. Przez pewien czas trudno mu było podołać fizycznie, widząc jednak efekty i potencjał płynący z jego działalności pożegnał się raz na zawsze ze statusem pracownika, by już w niedalekim czasie sam ich zatrudniać. Widząc tak prężny rozwój swojej firmy wręcz nie posiadał się z radości. Mając wreszcie pieniądze, ludzi i „wyższość” nad nimi czuł się i oznajmiał przed innymi: panem własnego losu.
- …firma Carl’s Cleaners posiada placówki w każdym większym mieście na terenie kraju i wysprząta dla ciebie wszystko co tylko sobie zażyczszszczcz…cyk.... - Crade wyłączył radio.
- Rzygać mi się chce jak to słyszę – wyznał.
- Wyluzuj stary, to twój ojciec i w dodatku człowiek sukcesu. Okaż trochę szacunku.
Szacunku? Czy okazujesz szacunek przed osobą, która nie ma go dla ciebie? Może i tak, ale kim wtedy się stajesz? Hmm?
Crade nie myślał odpowiadać na zarzut kumpla. Jego głowę zaprzątał teraz ojciec. Miał nadzieję, że nie zastanie go teraz w domu. Chciał tylko odświeżyć się, przebrać i czym prędzej pognać na spotkanie swej pięknej.
Gdy zatrzymał samochód by wysadzić Parky’ego wyjrzał w stronę jego domu. Stojące przy nim drzewa upuszczały białe kwiaty przy lekkich podmuchach wiatru. Na ich tle, Azalia stała by się obrazem najwyższego piękna. Mógłby umrzeć patrząc. Przesadnie romantyczny, powiesz…? Zniesmaczysz, wyśmiejesz? a może docenisz, zachwycisz, lub nawet… utożsamisz się…?
Krótkie koleżeńskie „nara” i już mknął w stronę domu swego ojca. Tak, wolał raczej myśleć o nim jako o tymczasowym miejscu do spania, a może coś lub ktoś dyktowało te myśli…
Całkiem zwyczajny dom, jak na takiego bogacza, chciałoby się rzec o przybytku szefa Carl’s Cleaners. Ładne ogrodzenie, lekko imponujący ogród, a w samym środku: bardzo przeciętny dom, może nieco bardziej obszerny.
W momencie, gdy Crade mijał bramę ujrzał samochód (słowo Ojciec – przemknęło przez jego głowę). Samochód… - przed garażem stało najnowsze cudeńko ze stajni Bugatti - nawet sam Batman by się go nie powstydził.
Co jest grane? – zadajesz sobie pytanie? I nie wiele się mylisz, albowiem ktoś tu grę prowadzi…
Mijając swoim szarakiem (choć może w takim zestawieniu to i zbyt pozytywne określenie dla jego auta) kosmiczny pojazd ojca, zdawał sobie sprawę z tego co zaraz go spotka.
Zaparkował i zamknął garaż, nie myśląc nawet o przekradaniu się przez przejście prowadzące do środka. Stanął u frontowych drzwi i wziął głęboki oddech, by za moment pociągnąć za klamkę i przekroczyć próg.
W domu panował przyjemny półmrok i chłód. Coś jednak szkaradnie go mąciło - ożywiony głos ojca i chichot jakiejś kobiety. To, a także dym dobiegające z pokoju, w którym Carl przyjmował wszystkich swoich gości. Przez moment w Crad’zie obudziła się ta tchórzliwa nadzieja, której tak usilnie (przynajmniej względem ojca) starał się wyzbyć. Nadzieja, którą chciał przestać podążać. Słodko-gorzka nadzieja na uniknięcie kary… Podniósł nogę w stronę pierwszego stopnia schodów prowadzących na piętro gdzie znajdował się jego pokój.
Może nie zauważył…
Złudziłeś się nadzieją głupcze…
- Crade! – Dosięgnął go krzyk ojca, rozbity w środku rozlał się z nieodzowną goryczą. Chłopak zagryzł zęby, odwrócił i udał w stronę, z której dobiegały głosy.
- Crade! - Rozległo się raz jeszcze.
- Tak, ojcze – odpowiedział wchodząc do pokoju.
Gabinet Carl’a jako jedyny z całego domu urządzony był z wielkim przepychem. Ojciec siedział przy swoim ogromnym hebanowym biurku, kobieta stała przy oknie. Crade spojrzał na nich tylko przelotnie i spuścił głowę. Jak bardzo żałował teraz, że nie ma już długich włosów, by zakryć w nich twarz. Dyskutujący dotąd żywo Carl, zaniemówił. Jego szczebiotające jeszcze przed momentem usta skamieniały w kształcie litery „o”, a większa garstka popiołu z żarzącego się w jego palcach cygara wylądowała na doskonale uprasowanych spodniach.
- Ohaho… - wydała z siebie elegancka i bardzo piękna kobieta. Tak… Crade spojrzał na nią ponownie. – Carl! Nie można powiedzieć byś szczególnie dbał o swoje jedyne dziecko – powiedziała nie odrywając wzroku od chłopaka. Coś w tym spojrzeniu sprawiało, że Crade poczuł się naprawdę nieswojo.
- Czy ty zawsze musisz przynosić mi wstyd?! – wybuchnął wreszcie ojciec. Szybko odstawił cygaro do popielniczki, następnie wstał jednocześnie upuszczając popiół z kolana na swój zabójczo drogi i ukochany dywanik, by ukazać spodnie z czarną dziurą szerokości pierścienia. Nie zdając sobie oczywiście z tego sprawy. Energicznym krokiem podszedł do syna. – Nie mógłbyś ty dla odmiany kogoś pobić?! No popatrz tylko na siebie ty sieroto – powiedział z tak wielkim niesmakiem na twarzy, kręcąc głową.
- Oj, daj mu spokój. – Podeszła powoli do Crade’a i mimo iż to na nim skupiła całą uwagę, to wciąż kierowała słowa do ojca: – Nie wszyscy faceci to tacy zabijacy jak ty. – Czy ktoś mógłby tak pomyśleć patrząc na tego przestarzałego pedanta, Carl’a? – Niektórzy mają duszę kochanka, prawda Crade? – Ta rozmowa zaczynała stawać się zbyt męcząca. – Słyszałam, że masz dziewczynę, jak jej na imię?
Co cię to obchodzi… daj mi spokój… Jej oczy zdawały się wwiercać w jego umysł.
- Crade. Crade! – krzyknął ojciec wytrącając tym chłopaka z odrętwienia. – Odpowiedz Ber… - Gubił i denerwował się sytuacją Carl. - Z tego wszystkiego, ja nawet zapomniałem cię przedstawić, wybacz… – zwrócił się do kobiety speszony i z pewną uległością, co w tonie ojca wcześniej się nie zdarzało. Następnie znów spojrzał spod byka na syna i kręcąc głową rzekł wznoszącym się głosem: - Oj chłopcze… - Crade odpowiedział mu spokojnym wzrokiem.
– To Bergen, będzie moją zastępczynią.
- Bardzo mi miło – odezwał się poważnie do kobiety. – Proszę mi wybaczyć… spytała pani o moją dziewczynę. Ma na imię Azalia. – Kobieta nie przestawała świdrować go przenikliwie zielonymi oczami.
Uspokój się.
- Piękne imię, założę się, że tak samo jak i ona.
Dlaczego tak na mnie patrzysz?
- Jest z ubogiej rodziny – wtrącił Carl. Chciał wyprowadzić go z równowagi i opanowania, dokładnie tak samo jak on zrobił to przed momentem - przychodząc tu i kolejny raz przynosząc mu hańbę i pośmiewisko. Oboje wiedzieli jak nie pozostawać sobie dłużnymi.
- Jakoś nie przeszkodziło ci to w poślubieniu mamy – odpowiedział z zaciśniętymi zębami i marszcząc brwi, Crade. Ojciec zamilkł. – Przepraszam, ale mam coś do załatwienia.
Masz czego chciałeś, teraz mogę już iść.
- Carl, to było bardzo nie fair z twojej strony.
- Będę mówił co mi się podoba. – Bergen pokręciła głową z dezaprobatą.
- No cóż, miło cię było poznać, Crade. Pozdrów ode mnie Azalię, jak tylko ją zobaczysz. – mówiąc to, pochyliła się nad nim. Było coś niezwykłego w zapachu jej perfum kiedy swoimi ciemnoczerwonymi ustami przywarła do jego policzka.
To nic dla mnie nie znaczy. Nie obchodzisz mnie. Jedyna, o którą dbam to Azalia.
Co jednak znaczył ten rumieniec? Czy myślisz, że wszyscy jesteśmy tacy sami? Widząc to Carl chrząknął, Crade wycofał się mówiąc do widzenia , a Bergen uśmiechnęła się szyderczo do samej siebie, by po chwili bez skrupułów oznajmić swojemu szefowi:
- Masz coś na spodniach.
- Kurwww… - Dosłyszał wspinający się już po schodach Crade.
Wszedłszy do swojego pokoju poczuł na twarzy powiew wiatru dochodzącego z otwartego okna. Świeże powietrze wybudziło go z tego odrętwienia umysłowego. Wreszcie mógł spokojnie skupić myśli na tym, co było dla niego najważniejsze. Spojrzał na ogromną czarnobiałą fototapetę - przedstawiała twarz Azalii. Następnie podszedł do biurka i wybudził znajdujący się na nim komputer ze stanu wstrzymania. Uruchomił komunikator internetowy - to był jedyny sposób, w jaki porozumiewał się z dziewczyną. Rozmowy komórkowe były zbyt kosztowne, a z tygodniowych przelewów na konto, które otrzymywał od ojca starczało jedynie na benzynę i drobne wydatki.
Na liście kontaktów znajdowała się tylko jedna pozycja, pod nią od jakiegoś czasu utrzymywał się status, który widniał tylko na jego ekranie: „Rozkwitam Twoją miłością”. Czy to nie dziwne, że szeregi zimnych i bezdusznych znaków są w stanie wzbudzić w nas emocje, ciepło. Nic nie byłoby teraz w stanie zachwiać jego pewności co do szczerości jej uczuć. Znaczą tak wiele. Uśmiechnął się przelotnie …tylko przelotnie, coś bowiem było nie w porządku. Nie nadchodziła żadna wiadomość… Gdy ich brak czujesz niepewność, zdenerwowanie, strach? Zostawił jej wiadomość przed wyjściem do szkoły, jak zawsze. Znał jej plan zajęć. Wiedział, że dzisiaj Azalia wychodzi do szkoły później niż on i wraca wcześniej. Zatem powinna już dawno odpisać na jego wiadomość. Zawsze tak robiła. I może w jakiś inny dzień Crade poprzestałby na myśli „Pewnie ma kłopoty z Internetem”, ale tego dnia wszystko wskazywało na zagładę. Nie zastanawiając się już ani chwili dłużej, wyszedł z domu tak samo jak do niego wszedł. Wsiadł do auta i przekraczając prędkość pomknął w stronę domu Azalii.
Starał się o niczym nie myśleć jadąc, a także, gdy przekraczał próg jej domu z dziwnie uchylonymi drzwiami. Nie mógł jednak pozostać pusty widząc na kanapie jej płaczącą matkę, pocieszaną przez maleńkiego brata Azalii.
O Boże nie… Boże-nie! …proszę-Boże…
- Gdzie ona jest?!
- O Boże, Crade… - Wstała i rzuciła się w jego ramiona. Przytulił ją i poczuł jak jej ciało drży.
- Co się jej stało?! – spytał jednocześnie odsuwając jej mamę od siebie. Kobieta nie skupiała na nim wzroku, widać było, że znalezienie odpowiedzi na to pytanie sprawia jej ogromny kłopot.
- …Ona nie obudziła się dzisiaj… myślałam, że po prostu zaspała… weszłam do jej pokoju by ją obudzić… mówiłam do niej, poruszałam nią, ale ona dalej się nie budziła… nie wiedziałam co robić…
- Gdzie ona jest!? – powtórzył rozrywany emocjami Crade, nieświadomie zaciskając mocniej dłonie na ramionach kobiety.
- Jest w szpitalu psychiatrycznym…
- Co… Jezu, dlaczego?!
Brakowało jej słów. Ona sama wciąż nie mogła w to uwierzyć.
- …Powiedzieli, że to katatonia… - jej powolne wypowiedzi tak bardzo kontrastowały z tonem Crade’a.
- Który to szpital? Muszę tam jechać.
- Właśnie stamtąd wróciłam. Przyjechałam tylko po jej ubrania i zaraz tam wracam, więc…
- Pojedziemy razem - wtrącił Crade. Jego wzrok powędrował w głąb myśli. - …Ale dlaczego… - powiedział po pewnym czasie na głos. – Przecież musi być jakiś powód? Ona przecież była całkiem zdrowa.
- Lekarz, jak on się nazywał, doktor Hayes? – zastanawiała się na głos, trochę jakby rozmawiała z samą sobą. – Tak, doktor Hayes, no więc on powiedział mi, że istnieje kilka możliwych przyczyn, jak toksyczne działanie niektórych leków ale… - Jej oczy straciły teraz wyraz. – najprawdopodobniej jest to choroba psychiczna. Potem zadawał mi pytania odnośnie historii zdrowia Azalii, czy przypadków choroby w rodzinie, a na sam koniec zapytał mnie o problemy w naszej rodzinne… - W pokoju zapanowała cisza. Crade spojrzał wtedy na młodszego braciszka Azalii, który przez ten cały czas z poważną miną przyglądał się ich rozmowie, nie odzywając się ani słowem. Crade’owi zrobiło się żal małego Jake’a. Nie dość, że nie znał swojego taty, to jeszcze teraz coś takiego spotkało jego siostrę. Ale dlaczego właśnie teraz? Wasz ojciec umarł dobre kilka lat temu. – Chciał lecz nie powiedział tego na głos. Zamiast tego pogłaskał chłopczyka po głowie i oznajmił:
- Zabieram twoją mamę do szpitala by zobaczyć twoją siostrę, wrócimy niedługo. Ty tymczasem ułóż dla Azalii ten ładny domek z klocków, dobrze? – Mały Jake nie zadawał żadnych pytań tylko pokiwał główką i pobiegł do swojego pokoju, co odrobinę zdziwiło Crade’a. Tymczasem on z Jane, bo tak miała na imię jej mama, zamknęli dom i ruszyli do szpitala.
Prowadząc samochód Crade przypominał sobie chwile, w których dochodziło do rozmów o ojcu dziewczyny. Pamiętał jak zawsze smutniała mówiąc o nim, ale kto nie czułby podobnie? Strata ukochanej osoby to wielka tragedia, Crade sam znał to uczucie. Nie mógł jednak zrozumieć jak mogło to doprowadzić do choroby psychicznej u Azalii. Minęło już sporo czasu od śmierci jej ojca. Nie pamiętał też by kiedykolwiek zauważył u niej jakieś nienaturalne zachowanie. Czy to możliwe, że przez ten cały czas ona… Nie! Nie, nie, nie!
Zatrzymali się na czerwonym świetle. Crade wypuścił powietrze i próbował rozluźnić cały czas napięte mięśnie. Spoglądając na mamę Azalii zdziwił się jak on sam dobrze to wszystko znosi. Kobieta kurczowo zaciskała ręce na torbie, którą trzymała na kolanach. Z jej oczu powoli spływały łzy. Crade położył jej dłoń na ramieniu i gdy ta spojrzała na niego, spróbował pocieszyć ją wyrazem swej twarzy.
Szpital Św. Marka nie wyglądał na jakiś duży, ale też zajmował się jedynie przypadkami chorób psychicznych. Naokoło roztaczały się pola zieleni i drzewa.
Jane znała już położenie sali, w której leżała Azalia. Szła przodem. Crade podążał tuż za nią.
Przed wejściem na oddział zatrzymała ich pielęgniarka. Rozpoznając rodzicielkę Azalii wpuściła ich do środka, nie zezwoliła im jednak na wejście do jej sali. Poleciła by usiedli na ławce w korytarzu i poczekali na lekarza. Myśleli, że potrwa to dość długo, ale dosłownie po chwili lekarz wyszedł z pokoju Azalii. Jego energiczny chód zastygł, gdy zauważył wstających z miejsca kobietę i Crade’a.
- Proszę dać mi chwilę – powiedział wystawiając w ich stronę wyprostowaną palcami do góry dłoń. Następnie machnął na pielęgniarkę, która znajdowała się za przezroczystą ścianą i gdy ta uchyliła drzwi krzyknął do niej: - Siostro Margo, proszę szybko przygotować zastrzyk 50mg Dantrolenu. - Słysząc to Crade nie mógł wytrzymać już ani chwili dłużej.
- Panie doktorze, proszę powiedzieć mi co się z nią dzieje. – Podstarzały lekarz z poważną miną spojrzał na chłopaka.
- Jesteś kimś z rodziny? – mówiąc to popatrzył na niego uważnie zza swoich okularów.
- Jestem jej chłopakiem – odpowiedział bez namysłu Crade, a mężczyzna spojrzał pytająco na mamę Azalii jakby nie do końca pewien czy może udzielić tej informacji.
- Widzisz, Azalia trafiła tutaj dzisiaj z podejrzeniem zespołu katatonicznego. Mówiąc prosto: powoduje on zmiany aktywności ruchowej, a wyniknąć on może z zaburzeń wewnątrz twojej głowy. Nie znamy jeszcze dokładnej przyczyny, ale nie to jest teraz ważne. Azalia znajduje się pod wpływem osłupienia katatonicznego, które niestety szybko postępuje. Nie tylko się nie rusza, ale teraz jej mięśnie zaczęły bardzo się zaciskać i zmuszeni jesteśmy szybko reagować podając środek na ich rozluźnienie.
Chłopak i matka wysłuchali tego wszystkiego w wielkim skupieniu. Crade czuł jak strasznie kołacze mu serce, wydawało mu się wręcz, że je słyszy.
Co teraz?! Co robić?
Pielęgniarka szła już z tacą, na której leżały dwie małe buteleczki z jakimś płynem, strzykawka, igła, i inne akcesoria. Wszystko znów zwolniło swoje tempo. Świat jakby się wykrzywił. Obserwował jak lekarz, pielęgniarka i mama Azalii wchodzą do sali. Nie sądził, że zdoła, ale musiał – postąpił kilka kroków za nimi, dopóki stary lekarz nie zaszedł mu drogi.
- Wybacz synu, ale nie mogę pozwolić ci tu wejść. – Jego słowa nie nadążały za ustami. Choć tak naprawdę to on, Crade nie nadążał już za niczym.
Drzwi zamknęły się przed nim… nawet nie zauważył kiedy.
Zgrzyt zamka.
Klamka.
Naciskaj… naciskaj… naciskaj… !
….ale nie da się otworzyć!
Okienko w drzwiach.
O mój Boże!... Co oni ci…
Jego oczy pompowały teraz ołów wprost do jego serca. Z każdą jedną sekundą ważyło coraz, coraz więcej. Teraz wiedział już, że to prawda… Zobaczył jej rękę, wystawała zza ściany, blada niczym śnieg, niczym ona. Jej delikatna dłoń zbita była teraz w pięść, nienaturalnie zaciśnięta. Dalej, jej nogi, wyciągnięte i naprężone na łóżku. Nie mógł ujrzeć jej twarzy, czy nawet kosmyka jej długich, kruczoczarnych włosów. Obok łóżka pielęgniarka przeciągała płyn z buteleczki do strzykawki. Jane schowała twarz w dłoniach widząc psychiatrę wyprostowującego zgiętą, sztywną rękę jej córki. Ścięgna wręcz wyżynały się na zewnątrz. Crade widząc to mimowolnie uderzył pięścią w drzwi. Doktor wypuścił rękę dziewczyny. Rozzłoszczony podszedł do drzwi i zasunął roletę na okienku tym samym odbierając mu wszystko…
…Łzy spadały tak bardzo naturalnie… teraz… wiedział już na pewno.
Jego serce rozrywał żal jakiego jeszcze nigdy nie czuł. Ciężar i żal, nieskończone. Opadł na ławkę i szlochał. Nie widział już przed sobą niczego.
Co zrobić kiedy życie pozbawia nas wyjścia, sensu? pokazuje najperfidniej jak tylko może, że nie jest dla ciebie. Co wtedy zrobić? skoro na nic nie możesz poradzić, na nic nie masz już siły. Modlić się do Boga? kogoś kto na to pozwolił?! Czy może stworzyć piekło wszystkim tym, którzy dali ci go zasmakować, bowiem ono istnieje tylko na ziemi. Tak? Nie? Jak myślisz? Cnotko? Bandyto? Cwaniaku? Luzaku? Czy ty, zwykły szary człowieku?

(Polecam wysłuchać kawałek Duality w wykonaniu zespołu Slipknot na zakończenie tego rozdziału.)

…Po przeciwnej stronie korytarza pojawiła się sylwetka ubrana w męski uniform pielęgniarski. Był to chłopak o niesamowicie długich, bo sięgających aż do pasa czarnych włosach. Ruszył bardzo szybkim krokiem w stronę Crade’a. Jego oczy zaświeciły się, a na twarzy pojawił szyderczy uśmiech, gdy ujrzał, że tamten płacze…

Podpis: 

red earth tydzień temu
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Sprawca (fragment II) Sprawca (fragment) Taedium vitae
Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?
Sponsorowane: 75Sponsorowane: 70Sponsorowane: 65
Auto płaci: 65

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2021 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.