https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
80

Sprawca (fragment III)

Autor płaci:
100

  Fragment III.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W styczniu nagrodą jest książka
Upiory
Jo Nesbo
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Sprawca (fragment III)

Fragment III.

Sprawca (fragment II)

Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Sprawca (fragment)

Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Taedium vitae

Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?

Klejnocik

Od tej pory miałam inne życie. Nie jest ono warte opowiadania, bo to już historia. Poza faktem, że mając niespełna 21 lat, postawiona przez życie pod ścianą...

Trudna miłość

Początkowo wszystkie myśli skupiają się na miłości. Później miłość skupia się na myślach.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Liście lecą z drzew

Krótki wiersz

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
945
użytkowników.

Gości:
945
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 24627

24627

Inna codzienność

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
06-04-28

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Romans/Przyjaźń/Aktualności
Rozmiar
26 kb
Czytane
2038
Głosy
3
Ocena
5.00

Zmiany
06-04-28

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
R-za zgodą rodziców

Autor: perse Podpis: perse
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Miłość i narkotyki, próba dopasowania się dootoczenia. Nic nadzwyczajnego. Jest to pierwsze opowiadanie, jakie napisałam, gdy jeszcze chodziłam do gimnazjum. Proszę o wyrozumiałość. To mój debiut.

Opublikowany w:

brak

Inna codzienność

Co musi się stać, żeby chłopak wrócił na dobrą drogę? Czy jego dziewczyna będzie zmuszona do wyrzeczeń, aby pomóc Mu w tym?



Inna codzienność





Wszystko zaczęło się zwyczajnie, jak w większości historii o nastolatkach produkowanych przez zagraniczną telewizję. Nowa szkoła, nowi znajomi, nowy rok szkolny, a więc i nowy chłopak. Najwyższy czas zapomnieć o wakacyjnych szaleństwach i znaleźć idealnego kandydata na stały związek. Takiego, przy którym można rozwijać swoje zainteresowania, czuć się swobodnie i któremu można by zaufać. Szybko zwróciłam uwagę na Bartka, chłopaka z równoległej klasy. Jego rodzice byli właścicielami firmy fotograficznej dość dobrze znanej w naszym mieście. Liczyłam na to, że poznając go spełnię swoje największe marzenia – stanę się znaną fotomodelką i przy okazji poznam miłego przystojniaka. Nie marnowałam czasu, żeby Go poznać. Wkrótce zorientował się, że nie jest mi obojętny. Wtedy po raz pierwszy zaproponował mi spotkanie. Randkę! Cieszyłam się, jak jeszcze nigdy w życiu! Przygotowania do naszego spotkania zajęły mi pół dnia. To zrozumiałe, że chciałam wyglądać lepiej niż modelki, które widywał, na co dzień w pracy ojca. Chyba udało się, bo po jakimś czasie załatwił mi sesje fotograficzną. To był kolejny pretekst, aby spędzać z nim więcej czasu. Uwielbiałam te nasze „przypadkowe” spotkania. Podziwiał Mnie! Mówił, że jestem prawdziwą artystką.

Układało nam się coraz lepiej. Tworzyliśmy idealną parę. Widziałam zazdrość w oczach koleżanek, a Bartek chodził dumny po korytarzach i chwalił się kumplom. Nie wiem, o czym dokładnie rozmawiali, ale Mnie obchodziły tylko te chwile spędzone w Jego towarzystwie.
Kłopoty zaczęły się po miesiącu, gdy zaczął nagle znikać nie dając znaku życia. Pojęcia nie miałam, gdzie go wtedy szukać. Nie odbierał telefonu. Nie było go też w domu. Gdy już był przy mnie to często stawał się nieobecny. Zmienił się...
– Gdzie byłeś wczoraj wieczorem? – pytałam Go nieraz. – Dzwoniłam, a Ciebie nie było. Martwiłam się!
– Byłem z kumplami – odpowiadał wtedy stłumionym głosem. Jednak wciąż miałam wrażenie, że moje słowa do niego nie docierają. Nawet obawiałam się, że nudzi się w moim towarzystwie. Nieraz sprawiał wrażenie, jakby zaraz miał zasnąć.
– Wiem. Domyśliłam się, bo ciągle mi to mówisz. Tylko zastanawia mnie, dokąd wy tak często wychodzicie?
– Łazimy tu i tam. Wejdziemy do jakiegoś pubu, siedzimy i gadamy...
– Przez całą noc?! – dopytywałam się poirytowana.
– No, a co?! Ty nie gadasz z koleżankami przez telefon godzinami? – odpowiedział ironicznie. Bartek uważał, że stanowczo za długo rozmawiam przez telefon. Szczególnie denerwował się, jak byliśmy razem i nagle zadzwoniła moja komórka. Jednak na to nie mogłam mieć wpływu.
– Tak, ale to nie to samo... – broniłam się.
– To jest dokładnie to samo! Ja przynajmniej oszczędzam na rachunkach spotykając się z nimi „na żywo”! Właściwie, to, o czym my rozmawiamy, kotku? – nagle zmieniał ton głosu na łagodniejszy i obejmował mnie w pasie. - Przecież liczy się fakt, że jesteśmy ze sobą, prawda?
– Tak, ale jakoś tego nie czuje... Zaniedbujesz mnie…
Gdy zarzucałam mu brak czasu, zawsze mnie całował, tak na wszelki wypadek. Chyba po to, żebym go już o nic nie pytała. Jednak ja coraz bardziej się martwiłam. Postanowiłam zmusić go, żeby poświęcał mi więcej uwagi, niż kolegom. Zagroziłam rozstaniem, przestraszył się i znów było tak jak dawniej. Jednak krótko cieszyłam się tym szczęściem. Co prawda były wypady do kina, na pizze, do pubu, ale Bartuś nie był już ten sam. Zdecydowanie więcej pił. Gdy proponował mi alkohol, odmawiałam. Chciałam coś zrobić z tą sytuacją, ale nie wiedziałam, co się z Nim dzieje. Do czasu...

Odwiedziłam Go pewnego razu...
– Przyniosłam filmy, obejrzymy? – zaproponowałam wchodząc do mieszkania. Wypożyczyłam komedię mając nadzieje, że zdołam poprawić mu nastrój. Myślałam, że jak się trochę pośmieje, to zmieni swoje zachowanie.
– Jasne – odrzekł bez większego entuzjazmu. - Nastaw magnetowid, a ja przyniosę coś do picia. Kawę? Herbatę? Cole, czy coś mocniejszego?
– Cole.
– Zaraz wrócę. – rzekł i zniknął gdzieś w kuchni.
Kaseta nie chciała się przewinąć. Nie miałam pojęcia, co zrobić, więc zawołałam Bartka. Nie zareagował w żaden sposób. Pomyślałam, że mógł Mnie nie usłyszeć, więc wstałam i zajrzałam do kuchni. Zobaczyłam Bartka stojącego przy zlewie. Trzymał coś w dłoni. Coś, co następnie połknął i popił szklanką wody.
– Co to jest? Bierzesz jakieś lekarstwa? – spytałam z niepokojem. Nie wspominał mi, że jest przeziębiony, ani że boli go głowa, więc od razu przyszło mi do głowy najgorsze… Że jest chory na coś nieuleczalnego i boi się mnie o tym powiedzieć.
– Anka! Co ty tu robisz?! Miałaś zaczekać w pokoju... – spojrzał na mnie z wyrzutem.
– Ale magnetowid się zablokował... Wołałam Cię, ale nie przyszedłeś. Nie zmieniaj tematu! Co się dzieje? Powiedz!
– Nie, to nic takiego. Nieważne. – rzekł i odwrócił się ode mnie. Wtedy zauważyłam na blacie szafki niewielki worek z białym proszkiem w środku. Przez moment nie mogłam nabrać tchu. Poczułam niepokój, kłujący ból w sercu z obawy o Bartka i o to, co robi. Nie mogłam uwierzyć, w to, co przed chwilą zobaczyłam. Miałam najgorsze podejrzenia...
– Dla Mnie to ważne, bo zależy Mi na Tobie! Odpowiedz, co to było? – zapytałam wskazując na worek. Dopiero w tym momencie zauważył, że zapomniał schować ten tajemniczy proszek. Wziął go do ręki i szybko wrzucił do kieszeni.
– Robisz tyle hałasu o nic. Zwykłe prochy na ból głowy. Zmęczony jestem... – powiedział znów odwracając wzrok.
– Nie wierzę! Powiedz mi prawdę! Już dawno zauważyłam, że zachowujesz się inaczej. Jest coś nie tak?! Nie okłamuj mnie! Chcę ci tylko pomóc, Bartek... – chwyciłam jego dłoń, żeby na mnie spojrzał. Już miałam łzy w oczach. Bartek wyszedł do pokoju i dał mi znak, żebym poszła za nim. Widziałam niepewność i smutek w jego oczach. Kilkakrotnie otwierał usta, żeby coś powiedzieć, jednak nie wiedział owczego zacząć wyjaśnienia.
– Amfa... – wyszeptał mi do ucha po chwili milczenia.
– Bartek... Ty… – powiedziałam spokojnie siadając na sofie. Nie chciałam wierzyć, że to prawda. Miałam wrażenie jakby piłka utknęła mi w gardle, bo nie mogłam mówić, ani przełknąć śliny. Wzięłam głęboki wdech. – Dlaczego?
– Co „dlaczego”?! – krzyknął głośno. Aż podskoczyłam z przerażenia, gdyż takiej reakcji się po nim nie spodziewałam. Zachowywał się gwałtownie. Nawet nie zauważyłam, kiedy usiadł obok, oparł ręce na moich ramionach i przyparł do oparcia. – Chcesz wiedzieć, czemu biorę, tak?! Czemu biorę to świństwo? Dobre pytanie! Bo mam taką ochotę. Wystarczy ci za odpowiedź?! Tak mi się podoba, rozumiesz?! I nie próbuj tego zmieniać! Nie wtrącaj się i nie wygadaj nikomu, bo pożałujesz!
– Bartek... – wypowiedziałam cicho jego imię. Nie pozwolił mi dojść do głosu, a ja coraz bardziej się go bałam.
– Żadnych więcej pytań! – rzekł stanowczo chwytając mnie za nadgarstki i przyciskając jeszcze mocniej do sofy. - Nie udawaj takiej zaskoczonej. Ty też nie jesteś święta. Żyjemy w takich czasach, że… że trzeba się dostosować… Każdy musi czasem zaszaleć...
– Puść mnie!
– Potrzebuje zmian! – mówił dalej ignorując mnie. – Dzięki temu moje życie nabiera kolorów! Rozumiesz!? Wyrwałem się z nudnej codzienności! Odkrywam siebie i świat na nowo! Nie mogę być...
– Puść mnie! Proszę! To boli! – przerwałam mu błagalnym tonem. Bartek zwolnił uścisk, wstał i zaczął chodzić wkoło po pokoju. Nie wiedziałam, jak powinnam zachować się w takiej sytuacji. Czy być tak samo agresywna, jak on, czy rozpłakać się?! Starałam się przemówić mu do rozsądku. – Nie pomyślałeś, jak zareaguje na to twoja rodzina i otoczenie? Narkotyki?! Twój ojciec jest właścicielem znanej firmy. Wiesz, jak to popsuje jego wizerunek?
– Właśnie dlatego nikt się nie dowie! Bo ty nikomu nie powiesz! – mówił całkiem pewny siebie.
– To Oni cię do tego namówili?! Twoi kumple?! – rzekłam wstając. Wiedziałam, że sam nigdy nie wpadłby na taki pomysł. A moje problemy z Bartkiem zaczęły się właśnie wtedy, kiedy wdał się w nowe towarzystwo.
– A żebyś wiedziała, że tak! Oni mnie rozumieją i zależy im na mnie!
– Im zależy tylko na kasie za towar! – starałam się coś zrobić, ale z każdym moim słowem było coraz gorzej. Nie pozwolił mi się do siebie zbliżyć, dotknąć, ani przytulić.
– Co ty tam wiesz?! – powiedział odpychając mnie. – Nie znasz ich. Oni są...
– Bartek... – przerwałam mu. – Pomyśl o swoim zdrowiu, o swoim życiu. Oni zabijają się powoli i chcą pociągnąć Ciebie za sobą. Co będzie dalej?! Co zrobisz, jak już nie będziesz mieć kasy? Zaczniesz kraść? Do tego chcesz się posunąć?! Spaść na samo dno?!
Moje ostatnie stwierdzenie najwyraźniej odniosło pożądany skutek, bo Bartek uspokoił się, usiadł i wbił wzrok w ziemię.
– To, co ja mam zrobić? – spytał spokojnie. Widziałam po nim, że naprawdę chce rozmienić.
– Wycofaj się, dopóki jeszcze możesz. Najlepiej zerwij kontakt z tymi kolesiami. Myślę, że to jedyne wyjście.
– Żartujesz?! Nie mogę tego zrobić! To nie takie łatwe... – zaczął, jednak przerwał wypowiedź, gdy dostrzegł łzy w moich oczach. Czułam bezsilność, najgorsze z uczuć… Kidy chcesz pomóc ukochanej osobie, a nie wiesz, jak to zrobić. Myślę, że Bartek zrozumiał mój ból. - Dobrze, przepraszam! Zrobię, co będę mógł.
Objął mnie i pocałował, a ja czułam, że znów jest tym słodkim i uroczym chłopakiem, w którym się zakochałam. Wiedziałam jednak, że to dopiero początek problemów.

Przez kolejny tydzień było dobrze. Bartek nie brał narkotyków… Przynajmniej tak twierdził. Pomagałam mu przetrwać ciężkie chwile. Pozwalałam mu pić, bo mówił, że mu to pomaga. Niestety miałam okazje przekonać się, jaka jestem naiwna. W piątek byłam na sesji zdjęciowej, w której, jak zwykle, Bartek mi towarzyszył. Gdy już mieliśmy wychodzić i szłam się przebrać, rzekł do mnie:
– Zaraz wrócę. Muszę coś załatwić. Zaczekaj tu na mnie.
– Ok.
Jednak po dwudziestu minutach zrezygnowałam z czekania na niego i postanowiłam sama wrócić do domu. Potem miałam w planie do niego zadzwonić i zrobić awanturę, że mnie zostawił... Jednak po drodze zobaczyłam Bartka z jakimś kolesiem. Szybko się schowałam za róg budynku, tak żeby mnie nie zauważyli. Oboje żywo gestykulowali i rozglądali się na boki. Tamten wręczał mojemu chłopakowi jakąś torebeczkę, a potem wyjął skręta z kieszeni i poczęstował Bartka. Nie miałam wątpliwości, że ten nieznajomy to diler. To był najgorszy widok na świecie. Przekonałam się, że mój chłopak mnie oszukuje. Byłam wściekła na siebie i na niego. Pobiegłam prosto do domu i przepłakałam całą noc. Nie potrafiłam zrozumieć, jak Bartek mógł się tak bardzo zmienić w ciągu kilku tygodni… Przecież było nam dobrze! On był jedyną osobą, której ufałam bezgranicznie. Jednak oszukał mnie. Zastanawiałam się, jak mogłam tego wcześniej nie zauważyć? Nagle wstąpiła we mnie obawa, poczucie, że go tracę. On jest teraz, kim innym. Szybko doszłam do wniosku, że skoro on się zmienił to ja też muszę.

Następnego wieczoru śledziłam ich. Szłam za Bartkiem i jego kumplami, aż do pubu, w którym mieli zwyczaj przesiadywać. Nie ma, co dużo mówić... Ten jeden raz pasowałam do tego towarzystwa. Wszystkie dziewczyny wyglądały, delikatnie mówiąc, jakby dopiero, co wyszły spod latarni. Postanowiłam się nie wyróżniać. Najlepiej to można było opisać w ten sposób, że założyłam na siebie ubranka z czasów, kiedy miałam pięć lat. Zatem teraz były krótkie i obcisłe ciuchy, troszkę za małe na mnie, ale przecież o to właśnie chodziło. Bartek bardziej się zdenerwował niż zdziwił, gdy mnie zobaczył. Chociaż kumple przekonywali go, że powinnam zostać, on chwycił mnie za ramie i odciągnął na bok.
– A ty co tutaj robisz? – spytał i zaczął prowadzić w stronę wyjścia. – To nie jest miejsce dla Ciebie. Jak mnie tu znalazłaś? Chyba za mną nie szłaś, co?! Tak w ogóle to, jak ty wyglądasz?! – mówił już spokojniej po wyjściu z lokalu.
– Szokujące, co? – zapytałam ironicznie wyrywając mu się z uścisku. – Mnie też zszokowało to, co wczoraj zobaczyłam, ale nie mówmy o tym.
– O co ci chodzi? To klub dla łatwych panienek i ćpunów. Ty tu nie pasujesz!
– Ty też tutaj nie pasujesz! Ale skoro ty tu przychodzisz, to ja też mogę. Poza tym skąd wiesz, jaka jestem naprawdę. Miałam okazje się przekonać, że nigdy nie zna się całej prawdy o człowieku!
– Lepiej wracaj do domu! Zamówię taksówkę – rzekł biorąc telefon komórkowy do ręki.- Wpadnę do Ciebie jutro.
– Nie zadowolę się po raz kolejny takim wykrętem. Skoro ty nie masz czasu, żeby być tam gdzie ja, to ja zostanę z tobą – mówiłam. – Nie próbuj mnie przekonać, bo i tak tu zostanę, jeśli nie z tobą to, z kim innym.
Bartek spojrzał na Mnie z ogromnym zdziwieniem. Nie wiem, czy bardziej zaskoczyła go moja stanowczość, czy to, że w ogóle odważyłam się przyjść do takiego lokalu.
– Dobra, zostań! Może po jednej nocy tutaj przejdą ci te głupie pomysły. Zapraszam! – rzekł ironicznie.
– Myślę, że twoi kumple nie będą mieć nic przeciwko – rzekłam dwuznacznie.
Zaprowadził mnie do stolika. Po chwili byłam już pijana. Każdy z nowo poznanych znajomych kupował mi drinka. Zaskakująco szybko dałam się namówić na alkohol. Bartek tylko patrzył na mnie niezbyt zadowolony. Nie mógł się odezwać i zaprotestować, bo zostałoby to źle odebrane w towarzystwie. Potem zaczęłam tańczyć z każdym, kto był w pobliżu. Co dziwne, Bartek do końca pozostał trzeźwy. Pewnie po to, aby mnie pilnować, a więc musiał się martwić o mnie. Właśnie o to mi chodziło, żeby poczuł to, co ja przeważnie czułam. Gdy, po tańcu wróciliśmy do stolika, obok mnie usiadł Maciek. Kolega objął mnie ramieniem, co rozzłościło Bartka. Następnie rzekł:
– Kto ma ochotę na skręta?
„Zaczyna się”, pomyślałam wtedy. Nie wiem, czy chciałam dać nauczkę Bartkowi, czy naprawdę miałam ochotę zapalić, ale wzięłam skręta, tak jak wszyscy. Odczuwałam lęk i podniecenie, gdy Maciek pomagał mi go zapalić. Lecz strach szybko minął, a pozostała ciekawość. Zaciągnęłam się kilka razy, aż w końcu, w pewnym momencie poczułam, że znikają wszystkie moje problemy. Miałam ochotę śmiać się i byłam dla wszystkich miła. Godzinę później Maciek, kładąc rękę na moich kolanach, rzekł:
– Mam też coś specjalnego dla naszego nowego kociaka! Ekstazy... Spróbujesz?
– Jasne. – rzekłam bez oporów. Spoglądałam kątek oka na Bartka i na jego reakcje. Do tej pory tylko mocno zaciskał pięść, lecz nie interweniował. Tym razem nie wytrzymał i wstał z krzesła.
– Dość tego! – wtrącił Bartek. – Wychodzimy!
– Stary, wyluzuj! Nie bądź egoistą! Nie chcesz, żeby twoja laska dobrze się bawiła? –mówił Maciek, gdy połykałam tabletki, które mi dał. Bartek nie byłby w stanie mnie powstrzymać. Moja ciekawość była silniejsza. Spojrzałam triumfalnie na Bartka. Bał się… Bardzo się bał o mnie. Dawało mi to satysfakcje. Wydawało mi się, że osiągnęłam swój cel. Nagle poczułam się, jak na karuzeli. Obraz się zamazywał. Słyszałam jeszcze tylko głos Maćka: – Będzie fajniejsza! – a potem śmiech chłopaków. Odleciałam... Nigdy wcześniej tak się nie czułam. Wiem, że znów zaczęłam tańczyć z wszystkimi. Pamiętam, że pod sam koniec Bartek, pokłócił się z Maćkiem, że ten za dużo ze mną tańczy. Maciek odpowiedział:
– Spoko, stary! To Twoja laska. Tylko ją rozkręcamy.
To prawda. Byłam „rozkręcona” do tego stopnia, że nie byłam wstanie kontrolować swojego zachowania. Do domu odwiózł mnie Bartek samochodem znajomych. Był zły. Nie odezwał się do mnie przez całą drogę i nawet nie chciał mnie pocałować na pożegnanie.

Rano bardzo bolała mnie głowa. Wzięłam tabletki przeciwbólowe i usiłowałam sobie przypomnieć, co robiłam zeszłej nocy. Pamiętałam, że miałam spotkać się z Bartkiem na wieczór. Chociaż wszystko mnie bolało i nie miałam ochoty wstawać z łóżka, poszłam do parku na umówioną godzinę. Chciałam sprawdzić, czy mój wyczyn nie poszedł na marne i czy zdał sobie sprawę z tego, jak niemądrze postępuje.
– Yo, model miss! – przywitał mnie. Widać było, że brał. Objął mnie jedną ręką wpół, a druga powędrowała pod bluzkę.
– Zwariowałaś?! Ludzie patrzą! – odepchnęłam go.
– Co jest? Już nie pamiętasz?! Wczoraj byłaś milsza, a dziś już ci się humor zepsuł? Wyluzuj, mała!
– Daj spokój! Musimy pogadać.
– Tak i to koniecznie! – rzekł poważnym tonem tylko po to, by po chwili wybuchnąć śmiechem. Starałam się skupić na tym, co chce mu powiedzieć, żeby jego zachowanie nie rozpraszało mnie.
– To bez sensu! Nie może tak...
– Nie spotkasz więcej moich kumpli! – przerwał mi.
– Co?
– Wczoraj po naszym wyjściu był nalot policji. Kilku zgarnęli. Mieliśmy szczęście! Reszta przeniosła się w inne miejsce. – mówił tak, jakby nic się nie stało. Mierzył mnie wzrokiem. Co chwila przysuwał się, a ja odsuwałam się.
– My też możemy się przenieść. – zauważyłam.
– Tak, ale sami. Ty i ja! Bez nich. Za nimi łazi policja, a ja nie chce, żeby ciebie w to wciągneli. Poza tym nie chce na to patrzeć… na to jak podwalają się do ciebie. – mówił, jak nakręcony. – Chcesz pić? Zgoda. Chcesz brać? Twój wybór. Ale nie pozwolę, żeby inni cię obmacywali. Jesteś moją dziewczyną!
– Widzę, że w końcu sobie przypomniałeś? Czyli wyszło na moje, tak?! Będziesz poświęcał więcej czasu mnie, niż kumplom?
– Tak, bo nie chce żebyś skończyła tak, jak ja. – powiedział Bartek zmienionym głosem. Zupełnie, jakby nagle wytrzeźwiał…
– Nie będziesz miał na to żadnego wpływu! Ty też nie uległeś moim prośbom i namowom. Poza tym ja nie zmienię swojego postępowania dopóki ty nie zerwiesz z tym towarzystwem, oraz nie rzucisz nałogu! – rzuciłam ostro.
– Jakiego nałogu?! Martw się raczej o siebie, bo jak na razie to ty w niego wpadasz! Jeszcze się przekonasz, jakie to bagno. Bez pomocy specjalisty nie mogę przestać brać, ale ty tak. Daj sobie spokój, póki jeszcze możesz! Mnie nie musisz już nic udowadniać. Zastanów się! Sama mówiłaś mi o zdrowiu i o kasie. Ale zrobisz, co zechcesz. Muszę iść. Wpadnę po ciebie jutro o 20. Nara!

Nie dałam się przekonać, ale pozostał we mnie lęk, który kazał mi się ograniczać z narkotykami. Spodobało mi się to nowe życie. Codziennie imprezy, drinki i Bartek! Był przy mnie cały czas. Szaleliśmy aż do rana. Wracałam całkiem pijana do domu, często po „trawce”. Poza skrętami nic nie brałam, za to Bartek tak. Z dnia na dzień obserwowałam, jak stawał się zupełnie innym człowiekiem. Był bardzo impulsywny i agresywny. Nie wiedziałam, jak mogę mu pomóc. Nieraz miałam wrażenie, że pomagam mu staczać się w dół, ponieważ akceptuje jego decyzje. Z jednej strony mu współczułam, a z drugiej chciałam być taka, jak on.

W dzień rocznicy naszego poznania ostro przesadziliśmy z używkami. Jego rodzice wyjechali na cały weekend, więc mogliśmy spotkać się u niego i przynieść szampana, Martini, wódkę i piwo. Tego było stanowczo za dużo, jak na nas dwoje, ale wypiliśmy.
– Uwielbiam Cię, Aniu! – powiedział przed północą, gdy miałam już wracać do domu. – Nie wychodź jeszcze, proszę!
– Będą się martwić... Rodzice… – rzekłam potykając się o krzesło. Pamiętam, że to potknięcie rozbawiło mnie, natomiast nie sprawiło mi żadnego bólu, choć na następny dzień miałam wielkiego siniaka w tym miejscu.
– Tylko chwilkę. Nic nie zauważą. – objął mnie i patrzył prosto w oczy. – Kocham Cię! Dlaczego ja Cię wcześniej nie spotkałem?
„Kocham Cię!”, powtórzyłam w myślach. Powiedział to wtedy po raz pierwszy. Poczułam zawrót w głowie i przyjemny dreszcz przebiegający po plecach. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
– Chyba dlatego nie spotkaliśmy się wcześniej, żebyś mógł mnie kochać teraz... – mówiłam, a Bartek przerwał mi pocałunkiem. – Też cię kocham! – dokończyłam po chwili.
– Nie zostawiaj mnie! – poprosił. – Bardzo Cię potrzebuję – objął mnie i sprawiał wrażenie, jakby nie chciał mnie wypuścić. Jeszcze chwila i rozpłakałby się. Domyśliłam się, że to wpływ narkotyków. Brał coś w tajemnicy przede mną. Jednak sama nie wiedziałam, co się dzieje. Na dodatek słyszałam szum w uszach…
– Nie zostawię cię! Nie musze jeszcze iść. – rzekłam zarzucając mu ręce na szyję.
– Tak, usiądź jeszcze. Napijesz się czegoś?
– Nie, już nie mogę. – powiedziałam kładąc rękę na czoło. W głowie mi szumiało, pomimo to zachowałam świadomość. Wiedziałam, że kolejny drink podziałałby na mnie bardzo źle.
– Mnie też głowa boli. Ale mam znieczulacz. Ekstazy. Łykniesz? – uśmiechnął się znacząco.
– Sama nie wiem. Już zapomniałeś, co mówiłeś?! – powiedziałam z lekkim wyrzutem.
– Nie zapomniałem, ale to nasze święto. Tylko ten jeden raz. Powinniśmy się zabawić. – usiadł obok mnie i wyciągnął woreczek z dwiema tabletkami. Patrzył mi w oczy, jakby chciał coś z nich wyczytać. A może raczej przekazać coś, czego nie chciał wypowiadać słowami. Jego oczy mówiły „pragnę Cię”. Wtedy poczułam łaskotanie w żołądku i fale gorąca rozchodzącą się po całym moim ciele. To był znak… Tak podziałało na mnie jego spojrzenie. Nigdy wcześniej tak się przy nim nie czułam. Pożądanie z każdą sekundą stawało się coraz mocniejsze. Wiedziałam, że narkotyki jeszcze spotęgują to uczucie. Nie kazałam mu długo czekać. Wzięłam do ręki jedną tabletkę i połknęłam.
– Teraz wystarczy kilka minut. – powiedział. – Będzie dobrze.
Bartek pocałował mnie w szyje i wtedy poczułam przyjemny dreszcz przebiegający mi po plecach. Przez moment zrobiło się duszno i nie mogłam oddychać, a potem wszystko zaczęło wirować. Inaczej, niż za pierwszym razem. Było lepiej, bo wszystko wydawało mi się takie piękne i czułam się szczęśliwa. Czułam dotyk Bartka na całym ciele, jego zapach. Wiedziałam, że nic złego mnie nie spotka, dopóki on jest obok. Byłam bezpieczna. Nagle znikneły meble i nastała ciemność. Znaleźliśmy się w ogromnej próżni. Tylko on i ja. Zupełnie, jak na filmach.
To wydawało się być snem, lecz miałam nadzieję, że się nigdy nie obudzę. Pamiętam, jak pieścił moje ciało i ściągnął bluzkę, a ja rozpinałam jego koszulę. Przesuwałam palcem po jego torsie z góry na dół. Dopiero teraz miałam okazję zobaczyć, jak idealnie był zbudowany. Napięte mięśnie, gładka skóra… Nasze spojrzenia spotkały się, co chwilę. Było w tym coś, czego wcześniej nie zauważałam. Pocałunki i pieszczoty Bartka sprawiały mi jeszcze większą przyjemność, niż zwykle. Przez chwile wydawało mi się, że lecę w górę. Poczułam chłód. Nagle zaczęłam spadać i rozbiłam się z hukiem... Dalej nic nie pamiętam.

Gdy rano obudziłam się u jego boku, nie mogło do mnie dotrzeć, co tak naprawdę się stało. Uświadomiłam to sobie dopiero w momencie, kiedy mnie pocałował i przytulił. Powoli przypominałam sobie poszczególne fragmenty z poprzedniego dnia. Nie miałam siły wstać, bo bardzo bolała mnie głowa. Poza tym niemal rozpacz ogarnęła mnie na myśl, że kochaliśmy się tej nocy. Nie było złe to, co robiliśmy, tylko to, jak to zrobiliśmy. Czułam się odpowiedzialna, za te wydarzenia. Powinnam była powstrzymać Bartka, a nie przytakiwać mu i utwierdzać przekonaniu, że postępuje dobrze biorąc narkotyki.
– Kocham Cię! – powiedział na przywitanie. Zapewne chciał poprawić mi humor. Widział, że nie promieniałam entuzjazmem. Jednak minionego czasu nie można było cofnąć. Nie chciałam, aby czuł się winny.
– Ja ciebie też kocham! Przepraszam, że nie umiałam Cię zrozumieć.
– Nie! To ja cię przepraszam! Za wszystko… Za to, że zacząłem brać, za to jak się zachowywałem i że wciągnąłem w to ciebie. Ale to się zmieni, obiecuję! – mówił Bartek. Najwyraźniej miał podobne odczucia, jak ja.
– Mam taką nadzieję, kotku, ale tego, co się stało, już nie zmienimy. Oboje nie mamy czystego sumienia… – powiedziałam usiłując podnieść się.
– Może, ale zaczęło się ode mnie. Zacznę się leczyć!
– Już to słyszałam, Bartek – rzeklam zrezygnowana. - Nie zamierzam cię pilnować. Musisz chcieć to zmienić. Cieszyłabym się, gdybyś zaczął chodzić do lekarza. Tylko szkoda, że tak późno doszedłeś do tego wniosku.
– Byłem głupi! Wybacz! – powiedział spuszczając wzrok. Milczał przez moment. – Gdybym przewidział, że tak wiele mogę stracić to… Wierz mi nie chciałem źle. To moje głupie ambicje i chęć dopasowania się do ogółu. Przez to cierpi najważniejsza osoba w moim życiu… Co będzie z Tobą?
– O mnie się nie martw – westchnęłam. - Musimy tylko coś ustalić. Zero alkoholu, zero prochów. I co najważniejsze wspieramy siebie nawzajem! Po to, żeby żadne z nas nigdy już nie popełniło tego błędu.
– No tak, masz racje. A co z tym…?!
– Z czym?
– No… z tym… dziś w nocy? Głupio wyszło. Praktycznie nic z tego nie pamiętamy... – mówił.
– Tak, ale właściwie to skąd ty wiesz, że ja nic nie pamiętam, co? Może pamiętam wszystko. – zaczęłam się z nim droczyć. Nie chciałam, żeby zaistniała sytuacja zamieniła się w największą tragedie tego świata.
– Niemożliwe! Za dużo było tego wszystkiego…
– Na trzeźwo wyglądałoby to inaczej... – posmutniałam.
– Jeszcze nadrobimy to, co nas ominęło – rzekł i objął mnie ramieniem. - Wtedy zaplanujemy wszystko ze szczegółami i nie będzie żadnego rozczarowania!
– A jak zamierzasz o tym powiedzieć rodzinie?
– Jeszcze nie wiem, ale na pewno to zrobię… Zrobię to dla ciebie. Nieważne, co powiedzą.
Złożył na mych ustach namiętny pocałunek.
Nie wiem, jak długo Bartek nie tknie narkotyków, alkoholu, ale mam nadzieję, że będzie to trwało jak najdłużej. Zerwał kontakt z tamtymi kumplami, a to już połowa sukcesu. Chcemy, żeby było normalnie. Tylko, co to oznacza? Ten, kto zachowuje się normalnie, postępuje według określonych zasad przyjętych przez społeczeństwo. Stereotypy? Dobre wychowanie? A może jednak coś innego? Dla mnie „normalnie” to znaczy przy boku Bartusia!!! Bez względu na wszystko…

THE END

Podpis: 

perse 2000-2001 rok
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Sprawca (fragment II) Sprawca (fragment) Taedium vitae
Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?
Sponsorowane: 75Sponsorowane: 70Sponsorowane: 65
Auto płaci: 65

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2021 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.