https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
162

Od gołębia do Gołębiewskiego

Autor płaci:
202

  Jeśli uwierzysz, że odchody gołębia mogą Ci przynieść szczęście, jak mówią , to zobacz co się może zdarzyć.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

We wrześniu nagrodą jest książka
W kole stań dziewczyno
Nalo Hopkinson
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Od gołębia do Gołębiewskiego

Jeśli uwierzysz, że odchody gołębia mogą Ci przynieść szczęście, jak mówią , to zobacz co się może zdarzyć.

Sprawca (fragment IV)

Ciąg dalszy śledztwa prowadzonego przez detektywa Massa.

Sprawca (fragment III)

Fragment III.

Sprawca (fragment II)

Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Sprawca (fragment)

Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Kraina Niekończącej się Bajki - cz.II. rozdział VI

Co za głupie psikusy? I to ma być element dobrej zabawy?!

Hagan - Wyjście w mrok

Pierwsze fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda.

Hagan - Ciało bez kości

Drugie fanowskie opowiadanie w świecie Conana Barbarzyńcy, autorstwa R.E.Howarda. Kolejne pojawi się niebawem. (Prolog w opowiadaniu Wyjście w mrok)

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Bliskie spotkania

Chodźmy...

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
893
użytkowników.

Gości:
893
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 17602

17602

Rozejść się po łokciach (6)

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
05-08-08

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Zbrodnia/Muzyka/Western
Rozmiar
11 kb
Czytane
2116
Głosy
2
Ocena
5.00

Zmiany
05-08-08

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: WilliamBlake Podpis: WilliamBlake
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Kroniki (nie)dopitych śmierci

Opublikowany w:

Bar mleczny

Rozejść się po łokciach (6)

Przyjaciel oddał mocz z wielkim zaangażowaniem i oblał twarz zimną wodą. Jego pole widzenia odzyskało zdolność postrzegania otaczającej go beznadziejnej rzeczywistości, do której przyjaciel najchętniej wyszedłby z podniesionymi rękami. Poczuł się źle i słabo, czuł że kontury jego postaci odbijające się w lustrze nad pisuarem tracą wyrazistość i ten styl niepowtarzalny etanolem zwielokrotniony. Podszedł do baru i szybko wypił dwie szklaneczki przeźroczystego o zapachu jałowca, tak pisało na butelce. Jałowca nie poczuł, poczuł natomiast jak obejmujący go za szyję smutek odsunął się o dwa kroki, tak że przyjaciel mógł wziąć parę głębokich oddechów. Bał się strasznie, przemożnie, obezwładniająco bał się chwili kiedy po wypiciu dwóch przeźroczystych o zapachu jałowca, smutek nie cofnie się i nie puści, i nie będzie na skurwysyna sposobu, bo chwyci jeszcze mocniej za gardło, wpije się ssawką w usta i wypije wszystkie aromatyczne i szlachetne soki, zostawiając wyschniętą skorupę przyjaciela. Czuł również że ta setka okrągła spływając po ciemnych i wilgotnych wnętrznościach przyjaciela obudziła coś naprawdę złego, czego raczej nie należało budzić. Fabuła chwilowo utykająca znowu zaczęła biec pod górkę klaskając pod kolanami. Coś się miało stać i coś się stanie, z piołunową konsekwencją, pomyślał przyjaciel.
Z niepokojem słyszał szmery i chrobotania mieszające się z równym biciem jego serca. Jego dół odpuścił chwilowo lecz za to słabość została. Ręce trzęsły się rozlewając setkę po barze, oddech miał płytki, czoło rozpalone gorączką. Potrzebował znacznie więcej siły która puściła by w ruch jego plan, w takim stanie nie był zdatny do niczego. Alkohol nie był zbyt dobry w takich sprawach. Przyjaciel znał jeszcze jeden sposób, niezawodny ale za to strasznie skurwysyński. Westchnął i poszedł w kierunku stolika wirtualnego i fikołka.

Fikołek i wirtual toczyli rozmowę o tym, czy warto kochać w dzisiejszym świecie, nawet za cenę przełamania obowiązujących konwenansów. Fikołek była lekko skropiona zielonym żrącym, wirtualny natomiast doskonale upojony magicznie. Lekko zachłystując się promieniował na zmianę męską charyzmą i kobiecym powabem.
- Mój boże, jak Wroński ją kochał...-Fikołek westchnął, a może mu się odbiło.
- Kochanie kochaniem, a głupiemu radość. - zauważył sentencjonalnie wirtual.
- To w takim razie porozmawiajmy o duchowości i metafizyce - zapaliła się Fikołek.
- Po mojemu, to wszystko bzdura i gówno prawda.
Przyjaciel odnalazł się gwałtownie za plecami fikołka.
- Wcale tak nie uważasz.
Wirtual się obruszył.
- Jasne że tak, przyjacielu. Właśnie tak uważam.
- Tak tylko pieprzysz dla efektu.
- Przyjacielu, nie zaczynaj, bo mnie magicznie upojono.
- Jeżeli naprawdę tak uważasz...
- ...to co?
- Sprzedaj mi swoją duchowość i metafizykę.
- Uchlałeś się.
- Sprzedaj mi swoją duszę.
- Płacisz gotówką?
- Jak najbardziej.
Tranwestyta się zamyślił.
- Wiesz, tak naprawdę to chyba nie chcę jej sprzedawać.
- Mój drogi, droga, nieważne, jesteś magicznie niekonsekwentne.
- Zdaję sobie z tego sprawę, ale jednym ze skutków bycia magicznie upojonym jest bycie magicznie niekonsekwentnym. I dlatego wszyscy magicznie upojeni idioci starający się o rękę przedymanych na wszystkie strony dziewic, porzucą je za pięć minut. Przez nią potrafię tak się pięknie i celnie sformułować. I przez nią nie sprzedam ci swojej duszy.
- Jesteś śmierdzącym tchórzem i chodzącym hipokryfem, a naprawdę po prostu boisz się sprzedać mi swoją duszę.
- Nieprawda.
- Więc sprzedaj.
- Nie.
- A ty? - Przyjaciel zwrócił się do Fikołka - może ty sprzedasz mi swoją duszę?
- Wiesz, jestem młodą, wyzwoloną, stylową dziewczyną. Moja duchowość nie jest mi potrzebna, więcej, nie uznaję mojej duchowości. Nie wierzę w podstawową komórkę społeczeństwa, nie lubię papieża, przepraszam, ojca świętego. Nie daję na orkiestrę świątecznej pomocy. Nie widzę przeszkód żeby sprzedać ci moją duszę.
- Dam ci pieniądze na pomarańczowe gryzące.
- Stoi.
Fikołek wyciągnęła przed siebie swój kształtny paluszek po którym przyjaciel przejechał żyletką. Czerwona kropla spłynęła po opuszku prosto na chusteczkę higieniczną przyjaciela, na której było nagryzmolone coś niebieskim długopisem. Przyjaciel złożył ją szybko na cztery ćwiartki i schował do kieszeni kurtki. Potem poszedł do baru po pomarańczowe gryzące.
- Nie ma w tym żadnego sensu. - stwierdziła niepewnie Fikołek.
- Żadnego - potwierdził transwestyta.
- Nie ma duszy.
- Nie ma.
- Przyjaciel dał się zrobić.
- Jasna sprawa.
- Ale frajer.
- Straszny.
Uspokojona Fikołek wyciągnęła fajki i zapaliła jedną na próbę. Z ulgą stwierdziła, że smakują tak dobrze jak przedtem. Kiedy odłożyła go na popielniczkę, zauważyła krwawy ślad na ustniku.

- Piękna jest i pięknie czyni.
Kochanek zaróżowił się nieco z podniecenia, siedząc plecami do tej której imienia nie wymieniono.
- Taka sobie, słaba w zgięciach...
Przyjaciel nie odczuwał podniecenia.
- Nie masz racji, ale nie kłóćmy się.
Tęsknie śledził wycięte w trójkącik plecy, kurwa, plecy, plecy w trójkącik z głębokim wycięciem sukienki wieczorowej. Zniknęła za załomem muru. Wieczór zapowiadał się naprawdę bombowo, więc kochanek był pewien, że jeszcze niejedna zniknie tak za załomem muru.
- Słuchaj stary, to nie w ten sposób jest zaplanowane.
Przyjaciel jakoś odżył, dziwne napięcie wyciskało mu ścięgna i żyły na ramionach. Miał trochę ciemniejsze włosy i oczy trochę bardziej niebieskie, kurtkę nieco bardziej modną i buty szlachetne. Wyglądał naprawdę dobrze.
- Nie, nie, to jest tak, od początku - kochanek w nerwowym napięciu zepsuł papierosa teraz palił bez filtra.
- 0na siedzi, a ja przychodzę, staję, i odwracam się, uważasz, tak lepszym profilem. I ona wtedy mówi...
- Taaa, tak - przyjaciel był znudzony - zawsze cos pieprzą, nie mogłyby siedzieć na dupie w milczeniu.
- Ale ona właśnie to mówi, i potem siadam koło niej i dalej jest zupełnie filmowo. Na przykład trzymam papierosa jak Rick z "Casablanki". A ona wygląda jak Sophie Marceau, tylko bez Żuławskiego.
- Kochanek, posłuchaj mnie. Sądzę, że powinieneś poważnie rozważyć jedną taką możliwość.
- ...i mówię:"Czy próbuje mnie pani uwieść, pani..." ... jaką możliwość?
- To nie twoja wina, takie postrzeganie. Bo to jest bardzo powszechne, brak rozwinięcia twojej paranoi w odpowiedni kierunku . Wszyscy to mają, w jakimś stopniu.
- Nie całkiem cię...
- Otóż widzisz tę swoją lafiryndę, lekko już od czekania przejrzałą, kopcącą papierosa za papierosem w nadziei na kochanka. Notabene, Sophie Marceau ma już dzieci.
- To nie będzie żadna lafirynda.
- Może siedzieć tu za ścianą - ciągnął przyjaciel - i to nie jest źle , pod warunkiem, że jak będziesz szedł do baru, to nie będzie w ubikacji. Może być w jakiejś innej knajpie, to już gorzej. W innej knajpie , w innym mieście - wręcz fatalnie. Wersją tragiczną jest Haiti. Nie rozważamy na razie wersji tragicznej.
- Ale właśnie mnie nie rozumiesz, jeżeli ona jest moja, to bez względu na cokolwiek, się spotkamy. Jak inaczej mogłaby by być moja?
- Słuchaj, a kiedykolwiek myślałeś tak na poważnie, serio od początku do końca usranego, że jej po prostu nie ma? Ani za ścianą ani na Haiti?
- Tak... nigdy? Nigdzie?
- No bo tak naprawdę to jej nie powinno być. Tak według założeń fabuły. Sam wyobraź to sobie : gdzieś dwa stoliki dalej lolita z brązową szminką i srebrnym cieniem na powiekach, lekko pachnąca dobrymi perfumami, dopiero co porzucona przez swojego Humberta. Postać naszkicowana według najlepszych wzorów tragicznych, nieszczęśliwa i tęskniąca. Już prawie do końca tak nieszczęśliwie napisana, aż nagle buch-bach wali prosto w widownię złożoną z fryzjerek i kucharzy - pojawia się kochanek. Taki magicznie niesamowity klient, zaprasza ją na herbatę, idą do kina, wchodzi na kawę, kochają się, spędzają leniwy poranek ze śniadaniem w łóżku. A właśnie tak to być nie może napisane.
- No tak...tak się jeszcze nigdy nie skończyło.
- I nie będzie tego pierwszego razu, kochanek. Tak to już się skończy.
Przyjaciel podniósł się chwiejnie ze swojego miejsca, wylał piwo gościowi który siedział za nim, i odszedł esem-floresem. Kochanek siedział w milczeniu i poczuł nieprzyjemne drapanie w gardle i pieczenie w oczach. Czuł się bardzo niemęsko w tej chwili, ostatecznie chłopaki nie płaczą. Ale poczuł też swoją straszliwą beznadziejność w tej fabule, rolę ponurą, i pomimo wielu fajnych tekstów i komicznych sytuacji przeznaczenie po prostu smutne. Ujrzał siebie jako kochanka siedzącego przy tym samym stoliku jeszcze przez długie lata, tylko coraz bardziej znużonego, z głębszymi zmarszczkami i wyższym czołem, ale ciągle rozdzierająco samego jak palec. Starł ze wstydem mgłę z oczu i rozejrzał się po sali. W wejściu stała dziewczyna, kasztanowa i niewysoka, patrzyła się w stronę kochanka, z wahaniem lecz również z dyskretnym rozbawieniem. Po chwili niezdecydowania odeszła do kochanka szybkim krokiem i nachyliła się nad stolikiem.
- Głupi, przyszłam.
A dla kochanka w tym momencie zgasła jak świeca Chińska promocja, wszystkie piękniejsze i bardziej powabne dziewczyny odeszły w niebyt, bo dla kochanka w tym momencie liczyła się tylko dziewczyna pochylająca się nad stolikiem.
- Więc to ty?
- Przecież wiesz że ja.
- Odkąd weszłaś do sali wiedziałaś że masz usiąść przy moim stoliku.
Miała śliczne oczy i lekko rozchylone wargi, które co chwila zwilżała koniuszkiem języka.
- Myślałem że mieszkasz na Haiti.
- Mieszkam nie dalej niż dwie ulice od ciebie.
Kochanek z zachwytem podziwiał jej postać rozciągniętą na werniksie sali.
- To tutaj kończy się moja fabuła.
Wziął jej ręce w swoje dłonie, nie bacząc na fakt, że kochanek pojawi się jeszcze nieraz.
- To naprawdę....wspaniale. Dobre i piękne. Nie będzie już lepiej.
Zawsze może być lepiej, niemądry kochanku.
- Jak masz na imię?
Zatrzepotała powiekami.
- Katarzyna.
Kochanek zamarł.
- Tak po prostu...Katarzyna? Kaśka?
- Tak, Kaśka dla przyjaciół.
Kochanek poczuł się bardzo znużony. Cały jego euforyczny układ współrzędnych pełen miłości wrócił na swoje śmierdzące miejsce. Wiedział już że to na pewno nie koniec roli kochanka.
- Więc to nie ty.
- Jak to nie ja?
- To nie ty. To znowu nie ty.
- Nie rozumiem.
- Ta właściwa...moja...która tu kiedyś wejdzie. Ona nie może nazywać się po prostu.... Kaśka. Bo ona będzie moim dopełnieniem i uzupełnieniem, jak yin i yang, będzie tym wszystkim czego ja nie mam. A Kaśka...mam w sobie wiele Kasiek.
- Więc to też nie ty.
- To również nie ja.
Dziewczyna w milczeniu wstała i chyba jej coś wpadło do oka. Obróciła się na pięcie i wyszła szybkim krokiem.
Kochanek został znowu sam.
- Ale to nic - powiedział sobie - zaraz wejdzie i to już naprawdę będzie ta moja. Nie żadna Kasia-Srasia.
I został, i czekał.
Obok niego z cichym westchnięciem usiadła Fikołek i wyjęła papierosa z palców Kochanka.
- Przepraszam ale muszę sobie pociągnąć. Źle się czuję.
- Fikołek, to moja ostatnia fajka. -kochanek skrzywił się z rozdrażnieniem. - patrz, umazałaś cały filtr szminką.
- To nie szminka - Fikołek się zawahała - ja...skaleczyłam się w palec.

Podpis: 

WilliamBlake 2002
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Sprawca (fragment IV) Sprawca (fragment III) Sprawca (fragment II)
Ciąg dalszy śledztwa prowadzonego przez detektywa Massa. Fragment III. Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e
Sponsorowane: 85Sponsorowane: 80
Auto płaci: 100
Sponsorowane: 75

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2022 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.