https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
80

Sprawca (fragment III)

Autor płaci:
100

  Fragment III.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W listopadzie nagrodą jest książka
Córka łowcy demonów
Jana Oliver
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Sprawca (fragment III)

Fragment III.

Sprawca (fragment II)

Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Sprawca (fragment)

Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/k siazki/sprawca-maciej-ro gozinski,s_00xk.htm#form at/e

Taedium vitae

Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Bliskie spotkania

Chodźmy...

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Liście lecą z drzew

Krótki wiersz

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

Zapach deszczu.

Takie moje wspomnienia.

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
819
użytkowników.

Gości:
818
Zalogowanych:
1
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 13106

13106

Ofiara

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
05-02-19

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Thriller/Akcja/Psychologia
Rozmiar
13 kb
Czytane
3045
Głosy
4
Ocena
5.00

Zmiany
10-04-07

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
P12-powyżej 12 lat

Autor: sopocianka Podpis: Julia Nakielska (Ostrowska)
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
"Podążając za ofiarą mej namiętności..."

Opublikowany w:

Ofiara

Podążając za ofiarą mej namiętności nie szczędziłam wysiłków, aby pozostać nie zauważoną. Szłam powoli, jakby od niechcenia, raz po raz spoglądając w niebo, zbierając późne jagody lub wrzosy występujące tamtego lata bardzo obficie. Pogoda była piękna, las na wskroś prześwietlały słoneczne promienie, łagodny wietrzyk niósł w dal słodkie trele ptaków. Nic nie powinno nasuwać idącemu przede mną mężczyźnie podejrzeń, że jest śledzony, tropiony, niczym łowna zwierzyna, że już wkrótce padnie ofiarą moich zamiarów. Zamiary moje były zbyt straszliwe, żebym mogła je teraz wyrazić za pomocą słów, a nawet by ubrać je w myśli. Czułam, co chcę zrobić, wiedziałam, że nic mnie nie powstrzyma przed głęboko zakorzenionymi w mej podświadomości uczynkami i to w zupełności wystarczało. Nie sądźcie, że wstyd i pruderia każe mi ukryć myśli i obrazy, które w tamtych chwilach przewijały się przez moją głowę, po prawdzie sama dokładnie nie wiedziałam, co zamierzam. Kierował mną instynkt, który nie radził się rozumu ani serca, serca, którego zresztą nie miałam w przenośnym tego słowa znaczeniu. Od samego początku, od pierwszej chwili, gdy moje oko prześlizgnęło się po sylwetce tego nieznajomego, wiedziałam, że on jest tym, którego potrzebuję, że muszę usłuchać instynktu, od tylu już lat władającego mą osobą, że jeszcze tego dnia ten mężczyzna będzie mój...
Wyglądał na młodego urzędnika, wybierającego się na majówkę... poważna twarz i sportowe ubranie. Od razu zwróciłam na niego uwagę i bacznie przyglądałam się jego krokom. Jak wielka była moja radość, gdy skierował się do lasu! To znacznie ułatwiało sprawę. Moje zadowolenie rosło coraz bardziej, im dalej w głąb zmierzał, a ja w pewnym oddaleniu podążałam za nim. Mnóstwo niepewnych, nie do końca określonych myśli plątało się w mej głowie, a serce biło niespokojnym pragnieniem, pragnieniem, które żądało nasycenia. Starałam się na niego nie patrzeć w obawie, że wyczuje moją obecność, lecz w pewnej chwili nie wytrzymałam. Oderwałam wzrok od bukietu wrzosów trzymanych w dłoni i wzniosłam swe oczy na tego, który był moim celem. I wtedy z mych ust wyrwało się niepohamowane, gorące westchnienie. Nie mógł go usłyszeć, to pewne, lecz żądza drzemiąca w mej duszy i wyrażona tym westchnieniem musiała zostać przez niego odebrana w jakiś pozazmysłowy sposób, bowiem odwrócił się gwałtownie i spojrzał na mnie. Dzieliło nas jakieś pięćdziesiąt metrów żwirowej ścieżki, lecz dostrzegłam w jego oczach wyraźny lęk. Minęło kilka pełnych napięcia sekund i mężczyzna zaczął niepewnie zbliżać się w moją stronę. Zapewne chciał mnie wyminąć i wyjść z lasu, lecz coś w moim wzroku sprawiło, że zmienił zamiar. Odwrócił się i zaczął biec. Czy go goniłam? Na początku nie. Wiedziałam, że jego ucieczka jest daremna i absolutnie bezcelowa. Ścieżka, którą pobiegł, prowadziła w głąb lasu – gęstwiny ciemnych chaszczy i starych drzew, pośród których nikła, gdzieś w pobliżu porośniętego mchem trzęsawiska. Sosny, gęsto rosnące na poboczach drogi, nie dawały mu szans na umknięcie. Nie przejęłam się zatem, gdy zniknął mi z oczu.
- Dopadnę cię, kochanie! – syknęłam cicho, pewna, że szum drzew zaniesie tę złowrogą obietnicę odbiorcy.
Zboczyłam ze ścieżki i klucząc między drzewami, podążałam za swoją ofiarą. Szybko i zwinnie przedzierałam się przez krzewy i gałęzie, cały czas z uwagą obserwując żwirową drogę, po której biegł mój upragniony, sama pozostając niezauważoną. Po jakimś czasie spostrzegłam u śledzonego przeze mnie mężczyzny wyraźne oznaki zmęczenia, poruszał się słabym truchtem a z jego ust wyrywał się szybki, świszczący oddech, wreszcie przystanął. Rozejrzał się powoli dookoła raz i drugi. Uszedł jeszcze bez przekonania kilka kroków, po czym usiadł na przydrożnym kamieniu. Otarł pot z czoła, odchylił głowę do tyłu i głęboko oddychając, trwał w tej pozycji parę chwil.
Sierpniowe słońce świeciło intensywnie, wzmagając moje szaleństwo, mój nieposkromiony instynkt, wystawiając cierpliwość na diabelnie trudną próbę. Zacisnęłam zęby i powieki. Należało jeszcze poczekać, poczekać, aż mężczyzna uspokoi się zupełnie, straci resztki czujności, zapomni o tajemniczej kobiecie, która podążała za nim leśną ścieżką.
Po jakimś czasie, którego nie podejmę się określać, otworzyłam oczy. Obawiałam się, że obiekt mej nikczemnej fascynacji odszedł, ale on wciął był w tym samym miejscu. Leżał półnagi, głowę opierając na zwiniętej bluzie i koszulce, z zamkniętymi oczami zwracając twarz ku słońcu. Widok ten poruszył mnie bardzo i nie od razu odważyłam się do niego podejść. Był taki piękny, taki bezbronny, gdy leżał przy żwirowej ścieżce, skąpany w letnim słońcu, rozświetlającym jego tors i dobrze zbudowane ramiona. Oddychał równo i spokojnie, jakby pogrążony w głębokim śnie. Przypatrywałam mu się łagodnie, niemal z czułością dłuższą chwilę, jednak podłe pragnienie drzemiące w mym czarnym sercu nie poddało się uczuciowemu podmuchowi. Nie mogłam już dłużej czekać. Bezszelestnie wyszłam z gąszczu drzew i zbliżyłam się do mężczyzny. Wiedziałam, że nie wyczuwa mojej obecności. To był idealny moment na atak. Już szykowałam się do zrealizowania zamiaru, który zaprzątał mój umysł tak uporczywie, gdy niespodziewanie moja ofiara otworzyła oczy. Ujrzałam w nich przestrach. Zbliżał się krytyczny moment. Mogłam jeszcze przystąpić do dzieła, jeszcze nie było za późno, ale coś mnie powstrzymało. Byłam na siebie wściekła za ten głupi przejaw słabości, lecz mimo to przywołałam na twarz jeden z przećwiczonych wcześniej, budzących zaufanie uśmiechów i odezwałam się półgłosem:
- Dzień dobry. Proszę nie wstawać. Pogoda taka piękna, w sam raz na zażywanie kąpieli słonecznej.
Wbrew moim słowom usiadł, patrząc na mnie z niepewnością i zdziwieniem, które po chwili zmieniły się w uprzejme zainteresowanie.
- Nie chciałam pana wtedy przestraszyć – kontynuowałam przyjaznym tonem, siadając obok mężczyzny. – Po prostu wybrałam się na spacer.
- Ja również spacerowałem – odezwał się wreszcie. – Przepraszam za swoje zachowanie. Mogła sobie pani pomyśleć, że się jej boję, a ja po prostu... chciałem pobiegać – dokończył bez przekonania, za to z pewnym zażenowaniem.
Podniósł na mnie wzrok i uśmiechnął się serdecznie. Na moment jego poważna twarz rozświetliła się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wydał mi się młodszy niż na początku. Nie mógł mieć więcej niż dwadzieścia pięć lat. Ogarnął mnie nagły lęk, że nie sprostam zadaniu, że nie zaznam ukojenia, że moje wieczne pragnienie, dające się uciszyć raz na jakiś czas, nie spełnione doprowadzi do śmierci. Przecież już tak długo zwlekałam! Najpierw był brak dogodnej okazji lub brak właściwej ofiary, a teraz moje niedorzeczne skrupuły. „Co się ze mną dzieje? – pomyślałam przerażona. – Nie mogę pozwolić, aby jego sympatyczne obejście zmiękczyło mnie. Potrzebuję nasycenia, inaczej zginę!” Uznałam, że dobrze byłoby zawstydzić lub urazić siedzącego obok mnie chłopaka. Wtedy nie będzie już taki miły, tłumaczyłam sobie, a ja na pewno pozbędę się wszelkich niemądrych sentymentów.
- A jednak odniosłam wrażenie, że budziłam w panu lęk. Uciekał pan przede mną – stwierdziłam dobitnie, wbijając natarczywe spojrzenie w jego zielone oczy.
- Nie... Nie.. – starał się zaprzeczać, zmieszany. – Nie... musimy sobie panować. Może mówmy sobie po imieniu.
- Zręczna zmiana tematu – mruknęłam z cicha.
Powiedział swoje imię i wyciągnął do mnie rękę.
- Miło mi – uścisnęłam jego dłoń.
- A ty... – zająknął się. – Jak masz na imię?
Nie odpowiedziałam. Wpatrywałam się w jego twarz z dziką intensywnością. Wiedziałam, że już długo nie poskromię działań zmierzających do spełnienia. Pragnienie jego krwi zbyt silnie mnie męczyło. Było też inne pragnienie... bardzo często towarzyszące temu pierwszemu. Może dlatego zawsze wybierałam męską krew?
Na czole chłopaka pojawiły się kropelki potu. Wzrok jego zdradzał strach i udrękę. Zaśmiał się nerwowo i błagalnie spojrzał na swoją dłoń, która nadal spoczywała w silnym uścisku mojej ręki.
- Więc jednak... boisz się mnie – szepnęłam z satysfakcją, a z mej twarzy zniknął uśmiech wraz z resztkami pozorów przyjaźni.
Ofiara zaczęła się szamotać, lecz dłoń jej nadal tkwiła w mojej niczym w imadle.
- Puszczaj! – zawołał ten, dla którego nie było już ucieczki i zaczął mnie okładać lewą ręką. Ją również pochwyciłam, bez trudu obezwładniając nowo poznanego chłopaka. Próbował się ze mną siłować, ale nie zdało się to na nic. Zaskoczony mocą pozornie słabych ramion kobiecych, zaniechał oporu.
- Nie umkniesz mi – potwierdziłam to, czego na pewno sam już się domyślał. – Żadnemu się to dotychczas nie udało.
- Co ze mną zrobisz? – zapytał opanowanym głosem.
Nie mówiąc słowa wstałam z ziemi, jednocześnie podnosząc mężczyznę. Skierowałam się ku pobocznym gęstwinom, cały czas więżąc jego nadgarstki w żelaznym uścisku.
- Co ze mną zrobisz? – powtórzył, tym razem w jego głosie zabrzmiała nutka gniewu.
Uśmiechnęłam się. Uwielbiałam ten typ facetów. Odważnych i twardych nawet w obliczu niebezpieczeństwa. Przyszło mi zaraz do głowy, że jak na swoją dzielność jest dziwnie uległy. Zaledwie jednak to pomyślałam, uczułam silne szarpnięcie, a zaraz potem usłyszałam za sobą gwałtowny szelest poszycia leśnego. Wyswobodził się i teraz biegł w stronę ścieżki. Zaśmiałam się drwiąco i ruszyłam w pościg. Kilkoma susami dogoniłam mężczyznę i przyparłam do drzewa. Oddychał z trudem a jego przerażone oczy patrzyły gdzieś ponad moją głową. Otworzył usta, lecz zaraz je zamknął.
- Chyba nie będziesz krzyczał? To takie niemęskie – skrzywiłam się pogardliwie. – Zresztą nikt cię tu nie usłyszy.
- Nie miałem takiego zamiaru – zaprzeczył z godnością, chociaż głos jego wyrażał bojaźń a oczy bezsilność. Spojrzał na mnie i powtórzył: - Nie miałem zamiaru wzywać pomocy. Skoro chodzę na siłownię i nie daję sobie rady, któż pokona taką... Kim jesteś?
To pytanie, tak proste, najprostsze chyba, jakie można tylko zadać, całkowicie wytrąciło mnie z równowagi. Lubiłam siać postrach, grozę... A jego strach najwidoczniej malał z chwili na chwilę. Zrobiło mi się ciemno przed oczami. Podniosłam rozczapierzoną prawą rękę, lewą wciąż mocno przyciskając go do drzewa, i z całej siły przejechałam mu paznokciami po ciele, od skroni aż po pierś. Syknął pod wpływem tak niespodziewanego bólu, ale nie krzyknął, nie próbował się wyrwać.
Otworzyłam oczy, przymknięte dotąd w ataku furii, aby ocenić efekt. Lewa strona twarzy, szyi, torsu mojej ofiary pokryta była pięcioma długimi szramami, z których sączyła się krew.
- Zadrapiesz mnie na śmierć? – zadał pytanie spokojnym, choć cichym głosem.
Nie zwracałam uwagi na to, co mówi. Zbliżyłam swą twarz do jego ciała i zaczęłam posiłek. Na razie wystarczały mi czerwone strumyczki wypływająca z ran. Skończywszy zlizywać krew z jego twarzy, przesunęłam usta ku jego wargom. Drgnął, gdy w porywie przegryzłam jedną z nich, a ja wraz z nim. Zastanowiło mnie to, bowiem nigdy wcześniej w żaden sposób nie utożsamiałam się ze swoją ofiarą. Odsunęłam się nieznacznie, spojrzałam mu w twarz. Nasze oczy spotkały się przyprawiając mnie o dreszcze i nerwowe bicie serca, serca, które przecież nie czuło nic poza namiętnościami! Ogarnęła mnie litość, dla zakrwawionego nieszczęśnika stojącego przede mną. Litość to za mało powiedziane! Czułam przeogromny żal, jego ból był moim bólem! Zatrwożona własnymi emocjami, nie byłam zdolna uczynić ruchu w jego stronę. Nie mogłam oderwać spojrzenia od udręczonego wyrazu jego ładnych, głębokich oczu. Podłużne rany na ciele mężczyzny zaschły po kilku minutach, lecz z jego ust wciąż kapały czerwone krople. „Nie mogę pozwolić na takie marnotrawstwo” – myślałam, zmuszając się do dokończenia dzieła. Powoli przysunęłam twarz do jego twarzy i zaczęłam pić jego krew z jakąś nieznaną dotąd delikatnością. Nie sprawiało mi to przyjemności jak dotąd, raczej cierpienie, dotkliwe cierpienie, jakiego nigdy wcześniej nie zaznałam. I wtedy poczułam coś dziwnego na swych policzkach, nagle krew zrobiła się bardziej słona.
- Ty płaczesz – usłyszałam słaby szept.
Wyprostowałam się, wściekła za tak niedorzeczną uwagę, ale na widok bladości twarzy mej ofiary wszelkie złe słowa i czyny uwięzły mi w gardle. Czułam głód, pragnęłam tak jak zwykle zaspokoić potrzeby niskiego instynktu, ale nie mogłam tego zrobić. Wiedziałam, że mężczyzna umrze, jeżeli się nasycę, a nie chciałam tego. Coś się zrodziło we mnie, coś gorącego, słodkiego, czego nie poznałam w dotychczasowym życiu. Tym czymś była miłość. Miłość! Osunęłam się na ziemię pod wpływem tego niebywałego odkrycia.
- Uciekaj! – krzyknęłam. – Jesteś wolny!
Mężczyzna nie zareagował od razu. Rozejrzał się nieprzytomnie, jak ktoś obudzony z głębokiego snu, podniósł dłoń do krwawiących ust, spojrzał na mnie z obawą i zaczął biec w przeciwnym kierunku, w stronę ścieżki. Po kilkunastu krokach upadł. Zaniepokojona pobiegłam do niego. Leżał bez przytomności, brudny i zakrwawiony.
Mimo skrajnego wycieńczenia, jakie odczuwałam z braku pożywienia, udało mi się donieść mężczyznę aż tutaj. Mam nadzieję, że dało się go odratować. Tak? To cudownie. Bardzo dziękuję wam za to, że wysłuchaliście mnie do końca nie przerywając mi. Mam nadzieję, że mnie rozumiecie. To ten instynkt drapieżcy... Ale tego mężczyznę kocham. Pozwólcie mi się z nim zobaczyć! Co robicie? Gdzie mnie zabieracie? Nie jestem obłąkana! Zostawcie mnie! W szpitalu nie będę mogła polować!

Podpis: 

Julia Nakielska (Ostrowska) 18/19.02.2005
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Sprawca (fragment II) Sprawca (fragment) Taedium vitae
Fragment II powieści kryminalnej "Sprawca", specjalnie dla Użytkowników i Gości serwisu Opowiadania.pl Zainteresowanych całością gorąco zachęcam do zakupu https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e Prezentuję fragment mojej pierwszej opublikowanej powieści. Zainteresowanych gorąco zachęcam do zakupu: https://ebookpoint.pl/ksiazki/sprawca-mac iej-rogozinski,s_00xk.htm#format/e Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?
Sponsorowane: 75Sponsorowane: 70Sponsorowane: 65
Auto płaci: 65

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2021 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.