DRUKUJ

 

Samotność

Publikacja:

 03-07-29

Autor:

 Andaluzja
Powietrze drżało, wstrząsane wciąż gwałtownymi wybuchami. Powietrze – jeśli można było tak nazwać mieszankę gazów, pyłów, sadzy i szarawego piachu. Z niewielką domieszką tlenu. Od tego świństwa, którym musiał oddychać, płuca Jamesa wydawały się pełne dymu i chłopiec powoli zaczynał się dusić. Otwierając szeroko usta i usiłując krzyknąć, pociągnął bezradnie spódnicę matki. Jedynym tego efektem było dołączenie się jeszcze jednego tonu do wojennej symfonii, na którą składały się dotychczas wybuchy bomb, warkot samolotów, strzały i pełne przerażenia jęki ludzi. Teraz doszedł jeszcze wysoki głos matki.

-Ty mały łobuzie, daj mi wreszcie spokój! –James z trudnością rozróżniał słowa na tle huku. –Nie mam czasu, musimy się stąd jak najszybciej wydostać! Nie przeszkadzaj!

Oczy chłopca wypełniły się łzami, zmieszanymi z kurzem. Zdawał sobie sprawę z tego, że podczas wojny mali, marudzący dziesięcioletni chłopcy nie są pępkiem świata, ale nie można ich przecież aż tak ignorować! A mama najzwyczajniej na świecie nie zwraca na niego uwagi!
Paula rzeczywiście nie miała dzisiaj czasu dla syna. Trudno było jej się dziwić – miała za sobą dziesięć godzin, wypełnionych niepewnością, strachem i bólem. Miała nadzieje, że to już ostatni nalot – i że potem zdołają dotrzeć do schronu. Ludzie pchali ją, szturchali i sprawiali wrażenie, jakby ich celem było zadeptanie drobnej kobiety. Cóż, nie była sama w lesie, wiele osób chciało żyć.
Paula syknęła, czując jak ktoś przydeptuje jej nogę i spróbowała się obrócić. Kiedy okazało się to niemożliwe, wyciągnęła do tyłu rękę, usiłując chwycić drobną dłoń syna – jednak nie było jej tam. Nie usłyszała także głosu Jamesa, kiedy krzyknęła na niego zniecierpliwiona. I właśnie w chwili, kiedy zamierzała odwrócić się, chwycić łobuza i pociągnąć go za sobą, ustał ostrzał z góry – i nastąpił koniec świata.
Skłębiona masa ludzka potoczyła się bezładnie przez środek odkrytej polany. Paula jęknęła, czując jak tłum porywa ją i niesie, bezskutecznie próbowała zatrzymać się i poszukać syna, ale musiała poddać się fali. Ludzie tłoczyli się, czuła zapach ich potu, widziała zakrwawione strzępy ubrań, ocierała się o wyciągnięte dłonie rannych, którzy umierali pod butami żyjących. Krzyknęła rozpaczliwie odwracając głowę, ale widziała tylko setki bezimiennych, anonimowych twarzy, z których żadna nie była twarzą jej syna.
James przez chwilę próbował biec za kłębiącym się tłumem, ale nie mógł dogonić walczących o życie ludzi. Bał się wybiec na otwartą przestrzeń, zresztą niewykluczone, że mama została tutaj, w lesie. Na pewno czeka na niego gdzieś za drzewem – a jeśli nie, musi zaraz przyjść. Przytulił się do szorstkiej kory dębu i czekał na mamę.

Gdzieś w ludzkim mózgu drzemie zapomniany instynkt. Czeka na swoją chwilę, nie ujawniając się – by pojawić się w sytuacji najwyższego zagrożenia. Instynkt przeżycia – każący ciału walczyć każdą komórką, blokujący umysł i logiczne myślenie, nie pozwalający skupić się na niczym innym jak na walce o życie. Ten instynkt kazał Pauli zapomnieć o synu czekającym w lesie, zmusił ją do odepchnięcia od siebie rannego, który usiłował uczepić się jej spódnicy i skazania go na śmierć pod butami setek ludzi, ten instynkt pchnął ją do szaleńczego biegu przez polanę, u kresu której czekały szeroko otwarte drzwi schronu.
James widział to wszystko. Patrzył, jak ludzie tłoczą się i przepychają, aby jako pierwsi dostać się w bezpieczne miejsce, a w pewnej chwili zobaczył, jak jakaś bezwładna postać zostaje wypchnięta ze zwartego strumienia ciał – i błysnęła mu myśl, że ten, najwyraźniej już martwy człowiek łudząco przypomina tatę. I wtedy, kiedy chciał już oderwać się do drzewa i pobiec przez polanę – usłyszał warkot.
Usłyszeli także ludzie. Na odgłos nadlatujących samolotów tłum gwałtownie zafalował – potem ludzie na sekundę zamarli, i zaraz zaczęli się tłoczyć ze zdwojoną siłą. James spojrzał w niebo, i zobaczył kołującą nad sosnami czarną sylwetkę samolotu. Przywarł mocniej do szerokiego pnia i otworzył szeroko oczy.
Z jakąś okropną fascynacją patrzył, jak przerażeni ludzie szarpią się z drzwiami schronu. Wielki, zwalisty mężczyzna uchylił wrota, ale nie udało mu się wejść – ludzie tak gwałtownie wpadli w ciemny korytarz, że prawe skrzydło odepchnęło człowieka w bok.
Tymczasem samoloty otworzyły ogień. W gęstym ścisku łatwo było o cel – i co chwilę jakiś człowiek padał. Jednak wszyscy usiłowali dostać się do schronu, zanim nadejdzie groźniejsza broń – bomby.
Już prawie wszyscy dostali się do wnętrza schronu, jeszcze tylko kilkanaście osób pozostało na zewnątrz. Wśród nich była niewysoka kobieta w błękitnej sukience, która przypominała Jamesowi mamę, ale nie był pewien. Mama przecież była twardą kobietą – i na pewno umiałaby sobie poradzić w takiej sytuacji, kto jak kto ale Paula Crolley nigdy nie była ostatnia. Chłopiec pomyślał, że ta kobieta – nawet jeśli nie była jego mamą, zasługuje na to żeby dostać się do schronu – i nieświadomie zacisnął kciuki.
Nagle usłyszał świst, i na środku polany wylądował dziwny pojemnik. Wydobywał się z niego niebieskawy dym, a po chwili przedmiot wybuchł, pozostawiając po sobie kłąb sinobłękitnej mgły. To na pewno gaz, pomyślał chłopiec, co za dranie, zrzucili pojemnik z gazem i teraz wszyscy umrą. On też – chyba, że zdarzy się cud.
I oto zdarzył się – powiał wiatr. Niebieskawy tuman popłynął w stronę schronu – i James nawet na drugim końcu polany usłyszał przeraźliwy wrzask ludzi. Szczęśliwcy, znajdujący się w schronie uwiesili się na ciężkich drzwiach, usiłując zamknąć je, zanim gaz dostanie się do wnętrza. Ostatnią rzeczą, jaką zobaczył James były wielkie, zamykające się drzwi, które zaraz zasnuł dym- a on zemdlał.
Kiedy otworzył oczy, wiatr rozwiał już resztki niebieskawej mgły. James usiłował wstać, ale był zbyt słaby. Widocznie trochę gazu dostało się do jego płuc- na szczęście za mało, żeby umrzeć. Oprócz zawrotów głowy i uczucia nudności nie czuł już nic.
Pomyślał, że powinien iść na drugi koniec polany i poszukać mamy. Pewnie jest w schronie, razem z innymi. Wstał i chwiejąc się wyszedł zza drzewa – i spojrzał na drzwi.
Były oczywiście zamknięte, lecz nie to nim wstrząsnęło. Na ziemi, tuż przed kamiennym progiem, leżało kilka ciemnych kształtów. Wyglądały jak ludzkie ciała.
Chłopiec przebiegł przez otwartą przestrzeń i ukląkł przy trzech postaciach. Jedną z nich była kobieta w błękitnej sukience, ta, którą wziął za swoją mamę. A może to była mama? Nigdy nie miał się tego dowiedzieć, twarz kobiety była teraz już tylko krwawą miazgą.
Odczołgał się na bok i zwymiotował. Pierwszy raz widział tak zmasakrowane trupy – zawsze mama zasłaniała mu oczy. A jeśli mama tam leżała? Zaszlochał i wtulił twarz w brudny piach. Płakał tak kilka minut, po czym postanowił uciec jak najdalej od tego strasznego miejsca. Przez chwilę szarpał się bezskutecznie z ciężkimi drzwiami schronu, po czym rzucił się do panicznej ucieczki w zarośla. Potknął się o korzeń, padł między wysokie paprocie - i wtedy zobaczył krwawą plamę na jaskrawozielonym liściu. Spojrzał dalej –kilka metrów przed nim krzaki poruszały się niepokojąco. Odruchowo cofnął się, widząc wynurzającą się spośród gałęzi potężną sylwetkę mężczyzny. Kiedy tak stał, nie bardzo wiedząc co robić, człowiek podszedł do niego tak blisko, że James czuł zapach jego spoconego ciała. Mężczyzna spojrzał mu w twarz – chłopiec dostrzegł w jego oczach współczucie – wziął go za rękę i razem poszli w głąb lasu.
Czuł w swojej dłoni ciepłą rękę nieznajomego, a w głowie kłębił mu się nieprzebrany chaos myśli. Kim jest ten człowiek? Czy on mnie zna? Dlaczego z nim idę?
James poczuł przypływ lęku, samotności i zagubienia, chciał przytulić się do mamy. Nieznajomy, jakby wyczuwając jego smutek mocniej ścisnął dłoń. Chłopiec pociągnął nosem i nagłym ruchem przytulił się do obcego mężczyzny.
Znikli wśród krzaków, a po chwili o ich obecności świadczyły tylko łodygi traw, niespokojnie tańczące w powietrzu.

Data:

 2003

Podpis:

 --> Andaluzja <--

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=823

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl