DRUKUJ

 

Tryptyk

Publikacja:

 18-05-20

Autor:

 Sylwiana
Zwyczajna sobota, a jednak niezwyczajna…

Budzę się późnym rankiem, innym niż w tygodniu pracy i nieśpiesznie piję kawę. Wyjadam łyżeczką górę mlecznej pianki, surfując jednocześnie w Internecie.


Pierwsza wiadomość, tworząca nastrój dnia, to informacja o katastrofie samolotu na Kubie. Boeing 737, który wystartował z lotniska w Hawanie rozbił się tuż po starcie. Czytając, dowiaduję się, że zginęło ponad sto osób, prawie wszyscy. Przeżyły tylko trzy kobiety, które w stanie krytycznym przewieziono do szpitala… Pianka smakuje już inaczej, kawa wcale. Pozostaje w kubku niewypita.

Dokąd lecieli pasażerowie? Jak wyglądały ostatnie chwile ich życia? Jak zaczęli reagować, widząc, że coś niepokojącego dzieje się z samolotem? Czy były wśród nich dzieci? Jak wyglądał ich płacz? Co robiły matki, chcąc ochronić je przed najgorszym? A może nie było czasu na nic, nawet na jedną zdrowaśkę? W głowie pojawia się tyle pytań, na które nigdy nie poznam odpowiedzi…


***

Tego samego dnia w innym mieście, na innym kontynencie mała dziewięcioletnia dziewczynka imieniem Irenka idzie do pierwszej Komunii Świętej. To najważniejsze wydarzenie w jej dotychczasowym życiu, bo chrztu przecież nie pamięta. Nie może pamiętać, miała wtedy niespełna roczek.

To jej dzień. Jest gotowa od rana, podekscytowana, pięknie uczesana i ubrana. Wygląda jak mała księżniczka z bajki. Długie włosy upięte ma w koronę z warkocza, na głowie wianuszek z białych kwiatów. Długa i prosta sukienka, z kokardką z tyłu. Mała torebeczka i rękawiczki. Białe buciki na małym obcasiku. Cała wygląda jak prezent dla rodziców, dla świata. Idzie radosna do kościoła. Tam, choć skupiona, nadal się uśmiecha. Rączki ma złożone do modlitwy. Śpiewa wraz z innymi dziećmi, spokojnie zmierza do ołtarza by przyjąć opłatek. Jej pierwszy. Wraca potem radosna, lekka, jakby unosząc się na ziemią. Siada w ławce, a na nią patrzą rodzice i dziadkowie.

Jej życie dopiero się zaczyna. Będzie jeszcze kilka równie ważnych wydarzeń w jej życiu, potem w życiu jej bliskich. I tak z pąka rozwinie się kwiat i pofrunie daleko, w szeroki świat…


***

Dziś również ma miejsce królewski ślub Harry’ego i Meghan, wielkie wydarzenie dla monarchii w Anglii. Mezalians – mówią niektórzy. Wielka miłość – mówią inni. Czarnoskóra, rozwódka z USA, bez herbu i dobrego pochodzenia. Piękna Meghan poślubia młodszego syna księżnej Diany w kaplicy pałacu w Windsorze. Oczy całej Anglii, a może nawet sporej części świata skupione są na tej ceremonii. Ich bajka trwa, można by rzec, poza realnym światem. Takie będzie ich życie, odrealnione, pozbawione problemów z jakimi musi się borykać każdy zwyczajny człowiek. Będzie ścieżką usłaną różami, od narodzin do śmierci.

Mam okazję wysłuchać fragmentów mszy – ceremonii ślubnej. Słyszę słowa przysięgi powtarzane wyraźnie i mocnym głosem przez Harry’ego, potem Meghan, bardzo cicho, prawie niesłyszalnie, gdy powtarza zdania za księdzem. Słuchając radia BBC, towarzyszę im przy nakładaniu obrączek. Na koniec kapłan oznajmia światu, że od tej chwili Harry i Meghan są już mężem i żoną.


***

Trzy niepowiązane ze sobą wydarzenia, choć mają miejsce w tym samym dniu. Najważniejszy dzień w życiu małej dziewczynki i jej rodziców. Wielka gala na królewskim dworze w Anglii, poprzedzona uroczystością kościelną. Piękna suknia panny młodej, z długim ciągnącym się za nią metrami trenem. Wystawny ślub, przystojni młodzi, oczy całego świata skupione na nowej parze celebrytów z wyższej, nieosiągalnej dla plebsu półki.

Jakie znaczenia dla świata mają te dwa, subiektywnie ważne wydarzenia, w porównaniu z katastrofą, w której zginęło tylu niewinnych ludzi. Im, każdemu z osobna nie poświęca się tyle uwagi, co parze młodych. Znajduję zaledwie małą wzmiankę, że gdzieś na Kubie rozbił się samolot i zginęło ponad sto osób. To tyle, koniec informacji. O ślubie królewskiej (już!) pary trąbiło się mediach od tygodni, rozdmuchując mezaliansowy romans do granic przyzwoitości. Dziś w Internecie mnożą się informacje o uroczystości zaślubin. O pannie młodej, innych pannach i mężatkach z królewskiego otoczenia obecnych w kościele. O tradycji i samej królowej, szukając pretekstu do plotek i tzw. „dziury w całym”. A tak naprawdę cały ten ślub nie ma żadnego znaczenia. Sami zainteresowani byli i pozostaną w bajce, w której żyją. Ich bańka mydlana unosząca się powietrzu nigdy nie pryśnie. Reszta świata, śledząca ich sielankowe życie w kolorowych czasopismach i Internecie będzie w ten sposób zapełniać przyziemność i bezbarwność własnej egzystencji.

Czy ktoś poza Kubą dostrzeże śmierć setki ludzi? Zatrzyma się w pogoni dnia i pomyśli przez chwilę o tym, co się stało? Na Kubie trwa żałoba narodowa, dzień lub dwa flagi będą spuszczone do połowy masztów. Tam odczuwa się stratę.

Śmiem twierdzić, że nigdzie indziej niestety już nie.

Data:

 19 maja 2018

Podpis:

 Sylwiana

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=80984

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl