DRUKUJ

 

Bestia cz. 2

Publikacja:

 17-11-23

Autor:

 Yourofsky
Karczma była prawie pusta. W powietrzu unosił się przyjemny zapach drewna z którego zbudowana była karczma oraz wszystkie stoły i ławy. Na wprost wejścia był bar obok którego był duży kominek w którym przyjemnie dla ucha strzelały palące się polana. Z głośników dolatywała cicha regionalna muzyka. Przy dwóch stołach siedzieli mężczyźni popijając piwo mimo wczesnej pory. Po przeciwległej stronie baru siedziała młoda para która rozmawiała ze sobą szeptem co chwile cicho się śmiejąc.
Mężczyzna w czarnej czapce i z plecakiem podszedł do baru za którym stała młoda dziewczyna ubrana w niebieski polar zasunięty aż pod samą brodę.
- Piwo proszę - powiedział mężczyzna cichym głosem i usiadł na wysokim stoliku opierając łokcie o bar.
Wypił duszkiem połowę piwa i odetchnął z ulgą wycierając z piany zarost wokół ust. Teraz było widać jego twarz. Miała ostre rysy po których można było poznać że ma około trzydziestu lat. Może więcej.
Dziewczyna spoglądała ze zdziwieniem w jego niebieskie oczy. Były inne. Niby całkiem normalne ale czuć było że nie są to normalne oczy. Dziewczyna, wydając mu resztę, przyjrzała się bliżej jego oczom i nagle poczuła że ogarnia ją smutek. Dreszcz przeszedł po jej plecach i karku. Zaczęła czuć lęk, taki sam lęk jaki czuła gdy będąc małym dzieckiem zgubiła się w lesie i wpadła do starej piwnicy z której nie umiała się wydostać. Odnaleziono ja dopiero po dwóch dniach ledwo żywą z wychłodzenia i ze strachu, którego już miała nigdy nie zapomnieć. Dziewczyna spuściła wzrok.
- Jak daleko do miasteczka Kilshoffen ? - zapytał mężczyzna.
- Od naszej wsi to jeszcze jakieś siedem kilometrów. - odpowiedziała dziewczyna.
- Słyszałem że ma tam przyjechać jakiś znany egzorcysta.
- A no tak. Z tego co wiem to już tam przyjechał. Podobno coś nawiedza właściciela zamieszkałego w małym dworku. Ostatnio w środku nocy wpadł w panikę, darł się w wniebogłosy. Pół miasteczka ponoć obudził.
- Nie wiesz jak się nazywa ten egzorcysta ?
- Nie wiem, ale przyjechał z Kirchenstadt, z Katedry dawnego Santiago de Compostela.
- To szmat drogi przebył żeby tu przyjechać. Pewnie jakiś ważny człowiek mieszka w tym dworku.
- Tak. To jakiś emerytowany wojskowy wysoki rangą. Słyszałam okropne opowieści co dzieje się w tym dworku.
- Zapewne. Ale na pewno nie tak okropne jak pusta ciemna piwniczka w lesie.
Dziewczyna zaniemówiła. Spojrzała z przerażeniem w dziwne oczy mężczyzny. Tym razem nie tylko dreszcze na plecach i karku ale i dłonie zaczęły się jej trząść.
- Skąd pan... ? - zaczęła pytać dziewczyna ale głos uwiązł jej w gardle.
Mężczyzna dopił resztkę piwa. Wstał ze stolika, założył plecak i czapkę.
- Bądź zdrowa - powiedział cichym głosem i odszedł znikając za wejściowymi drzwiami do karczmy. Zostawił resztę pieniędzy leżące na barze, które mu wydała.
Dziewczyna usiadła na niskim krzesełku za barem. Objęła przedramionami brzuch opierając się nimi o podkurczone uda a z jej oczu popłynęły łzy.

***

Słońce stało w zenicie kiedy mężczyzna mijał znak informacyjny z napisem KILSHOFFEN. Po chwili był już między zabudowaniami po obu stronach ulicy. W końcu doszedł do małego ryneczku z fontanną. Koło fontanny na ławce siedziało trzech starszych mężczyzn. Spytał się ich o kierunek w którym miał iść żeby dojść do nawiedzonego dworku a że było to nie małe wydarzenie w którym miał brać udział egzorcysta z dalekiego kraju, niemal każdy w miasteczku wiedział o który dworek chodzi. Fakt że panowie byli pod wpływem alkoholu nie ulegał najmniejszej wątpliwości, dlatego odpowiedź uzyskał niemal natychmiast. Panowie przekrzykiwali się w pijackim bełkocie jakby chcąc udowodnić przybyszowi i sobie nawzajem kto zna się lepiej na aglomeracji miasteczka. Mężczyzna otrzymał dokładny, szczegółowymi opis elementów miasteczka które miał po drodze minąć aby trafić do nawiedzonego dworku.
Nie obyło się bez klasyki;
- Kierowniku! -zawołał jeden z mężczyzn- Może szanowny kierownik poratować?
Mężczyzna nie poskąpił i ruszył w kierunku dworku. Z tyłu dobiegały do niego wdzięczne, wesołe słowa podziękowania oraz życzenia zdrowia i to co zwykle słyszy się w takich sytuacjach od ludzi którzy niby bez szczególnego powodu mianują człowieka na funkcję kierownika.

Okazało się że dworek stał około trzystu metrów drogą prosto od ławeczki którą okupywali trzej dżentelmeni.
Przed bramą wejściową dworku stał spory tłum ludzi, patrzących się z zaciekawieniem w kierunku okien i drzwi dworku.
Mężczyzna podszedł bliżej i zlał się z tłumem ludzi. Mógł z tego miejsca dokładnie usłyszeć o minionych wydarzeniach miasteczka.
- Że też nawiedziło starszego zasłużonego podczas wojny pana pułkownika - mówił brodaty mężczyzna z tłumu.
- Wojnę wygrali Niemcy, więc może i zasłużony ale przez samych Niemców. Nikt z nas tak naprawdę nie wie co robił podczas wojny. Wiemy tylko że służył w armii niemieckiej. To wystarczy żeby się domyśleć że nie był tak do końca święty. - powiedział ktoś inny.
- Miałem na myśli że pomaga w sprawach miasteczka. - bronił swego zdania brodacz. - Sfinansował naprawę dachu w kościele, nie szczędzi też grosza na edukacje dzieci, tzn wspomaga finansowo szkołę. Młodzież w średnich szkołach ma dzięki niemu dostęp do najnowszych badań medycznych. Często udzielał się publicznie, organizując pomoc dla najbiedniejszych.
- Tak, ale od miesiąca czyli odkąd go nawiedzają duchy już się nie udziela. Całymi dniami przesiaduje na werandzie. Pali fajkę i patrzy na północ. Jak by na coś czekał.
- Mówię wam ludzie! To na pewno ma związek z tą zorzą polarną którą widać czasem w nocy. U wszystkich nas budzi ona niepokój. A pojawia się coraz częściej i zawsze widać ją od strony północnej. I zaczęła pojawiać się równo miesiąc przed tym jak coś zaczęło nawiedzać pułkownika! - uniesionym głosem powiedział ktoś z tłumu.

Ludzie zebrani pod bramą słysząc o dziwnej zorzy na chwilę przestali rozmawiać. Każdy obawiał się że zorza rzeczywiście ma związek ze zmianą zachowania pułkownika i że jest przyczyna nocnych nawiedzeń. Mieszkańcy bali się że ich też może spotkać podobny los. Nawet miejscowy proboszcz nie umiał odpowiedzieć ludziom na temat dziwnej zorzy, która wydawała się co jakiś czas powiększać. Choć szukał odpowiedzi w różnych źródłach, nie znalazł jej. Ludzie pozostawieni bez cienia wyjaśnienia, coraz bardziej bali się zorzy i bali się o niej rozmawiać. Czasem tylko szeptali że zorza zwiastuje coś strasznego, jakaś tragedie albo coś jeszcze gorszego ale o tym nikt nie miał odwagi wspominać nawet szeptem.
Widać było że pułkownik w miasteczku cieszy się poważaniem ale ludzie nieufnie spoglądali w jego przeszłość. Jednak wszystkie głosy mówiące nieprzychylnie na temat pułkownika były ściszone. Tak jak by bali się że ktoś niepowołany usłyszy, że mówi się nieprzychylnie o pułkowniku.

Podczas gdy mężczyzna w czarnej skórzanej kurtce przysłuchiwał się rozmową mieszkańców miasteczka, dowiedział się gdzie można spotkać egzorcystę który niedawno przyjechał z Santiago de Compostela.



***

Pamiętniki Johana G. list 1.

„ 1942.02.22. - Karkonosze.

Jestem żołnierzem SS. Wybrali mnie drogą selekcji na specjalne szkolenie. Wywieźli mnie gdzieś w Karkonosze. Są tu specjalne budynki dla żołnierzy takich jak ja. Część budynków jest zaadaptowana w piwnicach. Pokoje są jedno osobowe. Przez pierwszy miesiąc codziennie dokładnie badają mnie lekarze różnych specjalizacji. Codziennie wykonuję wielogodzinne ćwiczenia fizyczne gdzie główny nacisk kładziony jest na wytrzymałość, kondycje, siłę i ogólną sprawność ruchową. Trenuję też w parach z innymi żołnierzami, walkę w ręcz, z użyciem broni białej oraz palnej, różnego rodzaju. Lekarze regularnie oceniają moje postępy.
Po upływie pierwszego miesiąca lekarze zaczynają codziennie rano i popołudniu podawać mi po kilka zastrzyków, do diety dołączają dużo tabletek i bacznie pilnują żebym nie pomijał dawek. Od tego czasu zauważam że moje postępy w budowaniu wytrzymałości, siły , kondycji, sprawności wzrastają niemal z każdym dniem. Cały czas regularnie mnie badają.
Nocą często pojawiają się na niebie dziwne światła. Nie mam pojęcia co to jest.
Przez przypadek dowiaduję się że obóz w którym przechodzę szkolenie, znajduje się w rejonie budowy ogromnych podziemnych budowli kompleksu Riese. Nie wiem jakie przeznaczenie mogą mieć te podziemne budowle.

„ 1942.04.26. - Karkonosze.

Po kolejnych dwóch miesiącach zaczynają podawać mi do jedzenia surowe mięso. Początkowo jest ono pod postacią tatara jeden raz dziennie aż stopniowo już wszystkie posiłki spożywam na surowo. Nie jest to już tatar tylko odkrojone kawały mięsa. Nie zauważam u siebie żadnych problemów gastrycznych. Wręcz przeciwnie, czuję się coraz lepiej. Jestem coraz silniejszy i coraz sprawniejszy. Coś co kiedyś było dla mnie fizycznie nie możliwe do wykonania, teraz wykonywałem z łatwością. Zmienia się tez coś w mojej psychice. Zaczynam coraz bardziej wierzyć w ideologie nazistowską aż do granic absurdu. Jednocześnie sam Hitler zaczyna być w moim umyśle marnym, karłowatym człowieczkiem, dyktatorem, który nigdy nie powinien rządzić i tylko przeszkadza nazistą w przejęciu władzy nad całym światem. "

Data:

 2017.11.23

Podpis:

 Yourofsky

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=80802

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl