DRUKUJ

 

Kobieta i Cień

Publikacja:

 13-11-06

Autor:

 PanAntonim
Był późny wieczór. Zimne powietrze studziło jej spocone skronie i pomagało w skupieniu się. Gęsta mgła unosiła się nad ziemią a księżyc delikatnie oświetlał dróżkę. Stała w lekkim rozkroku, maksymalnie skoncentrowana. Jej zmysły były wyostrzone, czuła, widziała i słyszała więcej niż każdy inny, kto znalazłby się na jej miejscu. Miała kruczoczarne, połyskujące włosy sięgające pasa, które przy blasku księżyca prezentowały się jeszcze piękniej niż zwykle. Z jej twarzy nie znikał lekki, drwiący uśmiech, a iskrzące się, lawendowe oczy sprawiały wrażenie obojętności. Na plecach miała zawieszony długi miecz, niczym kołczan, a u pasa miała przypiętych pięć, najwyższej jakości i krasnoludzkiej roboty sztyletów. Miecz musiał być runiczny, gdyż ptaki omijały kobietę szerokim łukiem. Otaczające ją drzewa wyglądały jak ciernie, tworząc busz, którego nikt by nie przekroczył. Nikt oprócz jej. Była zdana tylko na siebie, oddaliła się od najbliższej wsi na 3 godziny jazdy. Zrobiło się już późno. Gdy wyjeżdżała z karczmy o tej porze, wszyscy jednogłośnie stwierdzili że zwariowała. Po części mieli rację. Stała dalej w tej samej pozycji, w tym samym miejscu z takim samym wyrazem twarzy. Bez wątpienia czegoś oczekiwała. Mgła opadła, zerwał się silniejszy wiatr, zakołysał drzewami, które w tym momencie wydawały się jeszcze bardziej przerażające. Z bezchmurnego, gwieździstego już nieba w jednej chwili spadł rzęsisty, zimny deszcz. Kobieta bystro spojrzała w niebo, uśmiechnęła się jeszcze bardziej pogardliwie i powiedziała sama do siebie:
- Już czas.
Po czym przeskoczyła z nogi na nogę błyskawicznie wyciągając miecz zza pleców. Zrobiła to w mgnieniu oka. Niemal w tej samej chwili, z pośród drzew wyłoniła się, niczym cień, potężna postać. Wyglądało to niesamowicie, jakby wszystko to było zaplanowane co do sekundy. Cień stanął 10 kroków przed kobietą. Z jej twarzy nie schodził pogardliwy uśmieszek a oczy iskrzyły się jeszcze bardziej.
- Evelyn.. - zaczął wyraźnie zdenerwowanym głosem cień.
- Fenn.. widzę że nie spodziewałeś się mnie tak szybko? - kobieta była nadzwyczaj spokojna i opanowana. Widząc strach w zachowaniu cienia zyskała dodatkowej pewności siebie.
- Zejdź mi z drogi, Evelyn albo skończysz jak twój kompan... Taplając się we własnej krwi i szczynach. Uwierz mi, tym razem nie zlituje się nad tobą.
Kobieta nie powiedziała nic więcej. Stała z pogardliwym uśmiechem. Spokojne lawendowe oczy zbadały pokaźnych rozmiarów budowę cienia. Był jak na swoje ogromne rozmiary niewiarygodnie szybki i zwinny. Lecz nie tak zwinny jak ona. Taką miała nadzieję i nie dopuszczała innej myśli. Układała sobie w głowie schemat walki. Cień nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji i nie zrozumiał że próby zastraszenia kobiety mogą przynieść jedynie negatywne skutki. Wiedział że Evelyn jest trudną rywalką i chciał uniknąć walki. Cień jedynie oczerniał kobietę zaczynając od jej "plugawych" oczu a kończąc na jej matce. Była w pełni gotowa. Nie zwlekała. Jednym, niewyobrażalnie długim susem doskoczyła do przeciwnika i cięła krótko, po zewnętrznej. Klinga świsnęła w powietrzu. Cień w równie imponującym tempie uchylił się jednocześnie dobywając miecza i kontrując w stronę ramienia kobiety. Dokładnie tak jak się spodziewała. Wiedziała że to koniec. Zawirowała w drugą stronę odbijając się od wystającego korzenia i momentalnie znalazła się za plecami wroga. Kopnęła go w najbardziej wrażliwą część łydki dzięki czemu upadł na jedną nogę. Atakował drugą ręką, uchyliła się bez problemu. Nie pozwoliła mu wstać. Cięła z rozmachem, szeroko i bardzo precyzyjnie. Rana ciągnęła się od klatki piersiowej do prawego ucha na głębokość około 4 centymetrów. Wystarczająco by przeciąć wszystkie żyły i tętnice jak również większość mięśni. Potężne ciało runęło bezwładnie w błoto. Deszcz przybierał na sile. Jucha tryskała coraz bardziej aż w końcu potok krwi ustał. Kobieta patrzyła na Cienia z charakterystycznym pogardliwym uśmiechem. Przestało padać. Wiatr zelżał a mgła znowu powróciła. Jakby ktoś cofnął czas, wszystko było identyczne jak jeszcze kilkanaście minut temu… poza jednym. Ciałem leżącym na środku dróżki. Kobieta nie czekając wsiadła na zaprzężonego 200 metrów dalej konia i odjechała. Niewątpliwie była zadowolona z siebie. Wszystko wyszło dokładnie tak, jak zaplanowała.

Data:

 06.11.2013

Podpis:

 Kuba Kiśluk

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=75909

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl