DRUKUJ

 

Spadam...

Publikacja:

 13-10-19

Autor:

 MrocznyElfPL
"Lecę...

Nic oprócz tego nieznośnego uczucia spadania. Czuję, że spadam, lecę na spotkanie z gruntem, ale trwa to już chyba wieczność. Nic nie słyszę, nic nie widzę. Nie ma wokół mnie żadnego koloru, otoczenie – o ile można tę pustkę nazwać otoczeniem – nie jest białe ani czarne, po prostu JEST. Jedyne, co moje otępiałe zmysły czują, to przeczucie, że spadam, ale z jakiej wysokości trzeba by było skoczyć, żeby spadać tyle czasu?
Właśnie. Ile tu już jestem? Ostatnie co pamiętam, to bitwa, i kopyta ogromnego konia... Co to jest „Koń”? I kto to: „Kopyta”? Czuję się, jakby mój własny rozum mówił do mnie w nieznanym mi języku, z którego od czasu do czasu wychwytuję znajomo brzmiące słowa, ale nie znam ich sensu i pozostają mi tylko domysły, dlaczego znalazłem się Tu."


- Rejtan! Na Świętą Trójcę, on żyje!


"Rejtan? To jakieś imię? Co to „imię”? Co to za głos? Te słowa po prostu pojawiły się w mojej głowie, jakby były tam od zawsze."


- Rejtan! Nie zasypiaj, nie zamykaj oczu! Medyka! Ludzie, nie grzebcie zmarłych, gdy tu żywi jeszcze dychają! Po konowała chłopi, bo mnie ręka już do miecza świerzbi! Rejtan, nie waż mi się zamykać oczu! Rejtan!


"Za dużo nowych słów, w głowie zaczynam czuć zamęt. O co chodzi? Dlaczego ci ludzie muszą tak krzyczeć, przecież oni są Tam, a ja Tu... chwila, skąd ja wiem, kim są ludzie?!"


- Dzięki Niebiosom, jesteście! Panie medykus, ratujcie mego druha, on ranion śmiertelnie, ale dycha jeszcze... Patrz pan! Otwiera oczy! Ratujże go, a nie poskąpię ni złota, ni srebra, a jeżeli nic mu poważnego nie będzie, to ci sługę dobrego oddam! Na honor, trzymać rannego dobrze, bo was... Uważaj, medyku, naparstek krwi tego szlachcica wart dla mnie więcej niż wiadro twojej, i podług tego będę się z tobą rozliczał!


"Taaak... Zaczynam sobie przypominać... Ta wiedza jest tak oczywista, że nie wyobrażam sobie, że mógłbym ją stracić choć na chwilę. Była bitwa, były płaszcze białe z czarnymi krzyżami... I były błyski, odbicia Słońca w wypolerowanej broni. A potem do błysków dołączył huk uderzeń maczug i młotów o tarcze, trzask łamanego drewna i przenikliwy, cienki pisk zderzających się mieczy. I okrzyk, rozpaczliwy, „W Króla biją!” który sprawił, że wszyscy rzucili się w tył, oddając ziemie własną krwią przed chwilą zdobyte, żeby tylko swego Króla ratować... i koń rycerza w białym płaszczu, przechodzący przez królewską świtę jak gorący miecz przez śnieg. I to uczucie, że nie zdążę zadać ciosu, że mój krótki miecz nie dosięgnie jeźdźca w siodle, a konia okrytego w ciężkie blachy nie zatrzyma. Pozostało tylko użyć siebie jako tarana, przeszkody odzianej w ciężki pancerz, który jednak nie ochronił mnie przed końskimi kopytami. Ale niepokonany rycerz upadł, nie dotarł do Króla. Tak, pamiętam, i nie jestem pewny, czy nie wolałbym z powrotem pamiętać tylko to nieznośne uczucie spadania..."


- Nie! Rejtan, nie zamykaj oczu! Rejtan! Co to znaczy, że nie warto?! On będzie żył! Biegnijże któryś po kogoś, kto będzie leczył, a nie gadał! Wyjmijcie go wreszcie spod tego trupa! Nie obchodzi mnie, że nie powinien się ruszać! Co? Jeszcze ćwierć dnia temu to było pole bitwy! Skąd ja ci tu wezmę wrzątku i płótna! Jak to, nie obejdzie się bez tego? Biegnij który tam, do Stębarku, po wodę gorącą, zioła tam jakie wyprosić, i czyste chusty! Na mnie się powołajcie, jam tam znany, to szybko się uwiniecie. A pomoże to rannemu, to i o nagrodzie będziecie mogli pomyśleć. Macie tymczasem panie konował, manierkę z wodą i mój płaszcz, czyste to, bom założył już po bitwie... Nie! Nie, nie nie! Rejtan, oddychaj!


"Lecę, uczucie spadania nasiliło się. W każdej sekundzie pokonuję całe kilometry, lecąc w nieistniejącym świecie... Bo w tym świecie jestem tylko ja, a mnie już praktycznie nie ma."


- CO?! Jak to, nie ma kogo już leczyć? Wyście są od tego, by leczyć ludzi, a nie mówić, że i tak umrze! To nie trup!!! On żyje jeszcze, tylko zasnąć musiał, pod kopyta konia się rzucił, to nie dziwota, że go przytomność opuściła... Rejtan? Rejtan! Czemu zamknąłeś oczy? Rejtan! Nie!




"Spadam..."












Pisząc to opowiadanie chciałem nawiązać do pewnej wersji Bitwy pod Grunwaldem, według której król Jagiełło widząc, że wojska polskie już praktycznie wygrały, ruszył na pole bitwy dopilnować, by nie zabito jeńców wziętych do niewoli. Jednak zanim zdołał dojechać do swoich wojsk, na niego i jego nieliczną świtę natarł zdeterminowany rycerz niemiecki. Po szybkim wybiciu straży królewskiej szykował się do zaatakowania samego króla, w czym jednak przeszkodził mu młody, dzielny szlachcic, rzucając się pod kopyta jego konia.

Data:

 Osiemnastego października roku Pańskiego 2013

Podpis:

 Mikołaj Kubicki

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=75819

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl