DRUKUJ

 

Pamiętnik Stalkera

Publikacja:

 13-03-07

Autor:

 HunterLord
Rozdział 1 Dziennik
Było ciemno. Noc otuliła całą ulicę swoim mrocznym płaszczem. Nie dając po sobie poznać, że się boję szedłem dalej za grupą. Carlos zagadywał Jane swoją gadką, Max rozglądał się na lewo i prawo w poszukiwaniu czegoś do ustrzelenia, a Trevor musiał skupiać swoje myśli na czymś bardzo ważnym, ponieważ szedł w całkowitym milczeniu, zapatrzony w odległą pustkę. Starałem się nie sprawiać problemów, więc postanowiłem, że nie będę się odzywał. Wolałem nie denerwować nikogo z tej grupy. I tak już zbyt im się naraziłem wciskając się na tę wyprawę. Teraz trochę żałuję, że nie zapytałem ich o zdanie. Mijaliśmy właśnie starą szkołę gdy usłyszeliśmy głośny huk.
- Strzał! - syknął Max.
- Na moje ucho kaliber 50 - oznajmił Carlos.
- Nie przechwalaj się tak swoim słuchem, tylko powiedz skąd dobieg ten odgłos - zgasiła go Jane.
- Są w tamtej uliczce - powiedział Trevor.
Wsyscy popatrzyli pytająco na Trevora. Czekali na sygnał. Trevor stanął przed trudnym pytaniem. Sprawdzić co się stało i narazić w ten sposób powodzenie wyprawy, czy zostawić to w spokoju, i iść dalej, a później mieć wyrzuty sumienia? Bez zastanowienia rzucił- Carlos z przodu, Max lewa flanka, Jane prawa, ja z młodym środkiem. To, że nazwał mnie młodym zbytnio mi nie przeszkadzało, ale że mam się trzymać z tyłu owszem.
- Carlos naprzód!
Powoli zbliżaliśmy się do małej, krętej uliczki. Powietrze stało się wilkotne i ciężkie. Carlos sunął z przodu jak pantera polująca w ciemności. Max stawiał ciężkie, stanowcze kroki. Starałem się iść ramię w ramię z Trevorem, ale narzucił zbyt szybkie tempo.
-Nie dajesz rady? Mamy zwolnić?- zapytał z nutką ironi.
Moja duma nie pozwalała mi odpowiedzieć twierdzaco, więc powiedzialem, że nadążam. Nagle usłyszeliśmy drugi strzał. Wszyscy przyspieszyli. Próbowalem z całych sił ich dogonić, lecz zostałem w tyle. Czułem pieczenie w nogach i ból w krzyżu od ciężkiego plecaka. Było w nim trochę amunicji, wojskowych konserw i mnóstwo różnego rozdaju żelastwa. Przeklinałęm samego siebie, że wziąłem tego aż tyle. Kiedy dobiegłem na miejsce zobaczyłem, że wszyscy stoją w kupie i spoglądają na ziemię. Podszedłem bliżej i zobaczyłem 2 ciała. jedno miało olbrzymią dziurę w okolicy serca, drukie było podziurawione jak sito."
- Sądząc po uniformach wojskowi, ale co oni tu robili? - odezwał się Max.
- Napastników było co najmniej dwóch. Jeden ma dziurę od .50, a drugi jest poszatkowany w drobny mak. - powiedzial Trevor.
- Czy to ma związek z naszą wyprawą? Mówiłeś, że nikogo nie spotkamy, a w szczególności wojskowych. - powiedział ze złością Carlos.
- Też tak myślałem. Najwidoczniej wojsko chce to zabrać dla siebie, ale tamci...hmmm.... - Trevor zamyślił się na chwilę - nie mam zielonego pojęcia, co chcą zrobić, ale bardzo zależy im na tym i nie oszczędzają środków.
- Lepiej idźmy już stąd zanim zjawią się Ścierwniki albo coś gorszego - zaproponował Max
- Co boisz się potworów? Nie martw się ja i moja spluwa obronimy cię- zadrwił Carlos
- Spokój! Idziemy dalej- zarządził Trevor i ruszyliśmy, sądząc z mojego kompasu, na północ.
Szliśmy długą aleją kiedy...
- Niko pora ruszać!- rozlgł się głos w słuchawce.
Nikolaj zamknął notes, wstał i zaczął się rozciągać. Siedział dosyć długo w jednej pozycji i wszyskie kończyny mu ścierpły. Poczuł głód, ale wiedział, że nie ma czasu na porządny posiłek, więc wyciągnął z lewej kieszeni spodni zawinięty w foliowy, hermetyczny worek baton. Rozpakował go i ugryzł. Miał smak podobny do starej opony, ale, jak mówili uczeni, był bardzo pożywny. Niko przeżuwał go bardzo powoli. Myślał o tym, co przed chwilą przeczytał. Autor nie opisał dokładnie munduru żołnierza, więc nie wiedzial, czy to był Amerykanin, czy Rosjanin. Postanowił podzielić się rozmyślaniami z dowódcą zanim wyruszą. Ciekawiło go to brdzo, gdyż nie wiedział nic o jednostkach w tym rejonie. Prawdopodobnie było to ściśle tajne. Właśnie kończył ostatni kęs batona kiedy znów odezwał się głos w słuchawce:
-Niko pośpiesz się stary jest wkurzony, oczekuje raportu od ciebie i musimy ruszać. Podobno zbliża się zamieć.
Niko przycisnął guzik na innterkomu i powiedział- Dobra idę. Nawet nie dacie zjeść spokojnie śniadania.
Ubrał się szybko w kombinezon taktyczny i maskę tlenową. Spakował do plecaka kilka magazynków i włożył go na plecy. Nie był zbyt cieżki. Chwycił w rękę Waltera i schował go do kabury. Już miał nacisnąć przycisk otwierający drzwi, gdy przypomniał sobie o pamietniku. Wziął go w lewą rękę i wyszedł z transportera. Na zewnątrz było okolo -10 stopni Celcjusza, padał śnieg. W pierwszej chwili biel oślepiła go, lecz po chwili przyzwyczaił się do niej. W oddali widział swoich towarzyszy, którzy machali do niego,, żeby się pospieszył. Niko dogonił ich truchtem i zaczęli iść. Było ich ośmiu, w tym dwóch naukowców bez broni. Resztę stanowili żołnierze 5 jednostki Delta Force. Mieli na sobie ciężkie, kervalowe kamizelki z podwójnego włókna oraz zimowe mundury. Niko podszedł do dowódcy i opowiedział mu o swoim odkryciu.
-To nie mogli być nasi- przerwał mu w pół słowa- żadna jednostka nie stacjonowała w tym rejonie.
-Czyli to byli Rosjanie tak?- zapytał Niko.
-Prawdopodobnie tak.
-Ale kto zabija wojskowych i to jeszcze z tak zaawansowanej broni?
-Nie wiem i na tym polega nasze zadanie. Musimy dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi i zabezpieczyć dowody. Po to tu jesteśmy- powiedział dowódca i się uśmiechnął.
-Tak jest!
Dowódca nazywał się Mike Travis, ale wszyscy zwracali się do niego per Dowódco, gdyż bardzo go szanowali. Miał za sobą wiele misji w Afganistanie i z każdej opersji udawało mu się wyjść cało.Uratował przy tym wielu ludzi, dzięki temu zasłużył na miano dobrego szefa.
Oddział szedł powoli, ponieważ śnieg był wilgotny. Zimne powietrze muskało Nikolaja po twarzy. Pomimo ciepłego kombinezonu czuł dziwny chłód. To uczucie nazywano oddechem strachu. Nawet najdzielniejsi ludzie jakich znał lękali się wyjść na powierzchnię i robili to tylko z konieczności. Petersburg wyglądał cudownie o tej porze roku. Przypruszone lekkim, białym puchem uliczki wyglądaly jak uformowane z srebrzystego piasku. Śnieg odbijał promienie słońca niczym drogocenne kamienie rozrzucone niedbale przez jakiegoś króla. Nikolaj wspominał opowieści swojego ojca o starym świecie. Żałował, że musiał zostawić rodziców w Anglii, bardzo chciał ich znowu zobaczyć.
-To tylko kilka dni, ostatnia misja, przed wakacjami- pocieszał się w myślach. Mijali właśnie zawalony sklep z zabawkami, gdy Nikolaj usłyszał dziwny szelest.
-Słyszeliście?- zapytał, ale nikt go nie słuchał. Reszta była zajęta sobą, niektórzy rozmawiali po angielsku o pogodzie, inni rozglądali się i podziwiali krajobraz. Nikolaj stwierdził, że to tylko wiatr. Lecz po chwili znowu usłyszał złowrogi syk. Teraz był tak donośny, że wszyscy go usłyszeli i zamarli w bezruchu. Nasłuchiwali. Po dłuższej chwili Dowódca poprzez gest ręką wysłał na zwiad Andersona. Ten powoli ruszył do przodu. Stąpał delikatnie po chrzęszczącym śniegu. Prawie nie wydawał przy tym dźwięku, tylko ciche chrupniecia. Przeszedł dwadzieścia metrów do przodu i zajżał za róg. wszyscy czekali w napieciu. Anderson odwrócił się i dał znakm, że nic tam nie ma. Nagle rozległ się straszliwy ryk. Nikolaja przeszył dreszcz kiedy zobaczył olbrzymi cień nad głową zwiadowcy. Monstrualna bestia wyłoniła się spod w pół zniszczonego dachu i rozprostarła wielkie ramiona. Znów wydała z siebie przeraźliwy skowyt i rzuciła się na zołnierza. Dowódca zachował jednak zimną krew i wydał rozkaz ostrzału. Oddział zgodnie wymierzył w bestię i rozpoczęła głośną kanonadę. Pociski trafiły w cel. Potwór znieruchomał w powietrzu. Anderson wykonał przewrót w tył dzięki czemu nie został zmiażdżony przez ciężkie ciało bestii. Nikolaj stał w osłupieniu. Wszystko trwało mniej niż trzy sekundy. Po kilku chwilach zapytał co to było.
- Zmora- odpowiedział mu Dowódca zimnym, szorstkim głosem.
-Zmora?- odparł z niedowierzaniem Nikolaj
-Tak. Nie wiem jak wasi to nazywają. My wołamy na to zmora.
-Ponieważ jest zmorą każdego, kto podróżuje samemu nocą- dodał Anderson.
Nikolaj nic nie odpowiedział. Słyszał o potworach w Strefie, ale myślał, że to tylko bajki. W ten sposób straszono go w dzieciństwie, by nie wychodził sam w nocy z domu.
-Dobra ruszać się! Nie chcę spotkać więcej tego cholerstwa.- powiedział Dowódca i ruszyli dalej. Anderson podziękował wszystkim za ocalenie tyłka. Na jego twarzy było widać, że bardzo się bał. Nawet najwięksi twardziele wymiękają w Strefie- pomyślał Nikolaj i znów zaczął podziwiać wymarłą okolicę. Szli teraz odrobinę szybciej. Byli trochę spóźnieni, ale nie mogli biec w tych zaspach śnieżnych. Dowódca rozmawiał o czymś z Andersonem przez chwilę. Reszta rozglądała się na boki. Nikolaj właśnie wpatrywał się w resztkę budynku z czerwonej cegły kiedy usłyszeli warkot silnika.
-To pewnie nasi. Może szukają nas co?- odezwał się jeden z naukowców. Nazywał się dr. Gult i był rosjaninem jak Nikolaj.
-Nie. Regulamin nie obejmuje szukania zaginionych w martwym mieście.- sucho odparł Dowódca
-Więc kto to?
-Anderson powtórka z rozrywki?- zapytał retorycznie zwiadowcę.
-Jeżeli obiecasz mi podwyżkę.- odpowiedział uśmiechnięty i poszedł przodem.
znajdowali się na jednej z głównych ulic. Po lewej znajdowała się biblioteka i kilka małych sklepików. Po prawej były stare bloki mieszkalne. Anderson szybkim truchtem dobiegł do prawego narożnika skrzyżowania. Wychylił się zza ściany z betonu, odwrócił się do nas twarzą i pokazał trzy place na ręce. Dowódca rozkazał zająć pozycję po obu stronach. Niko i dwóch innych naukowców zostało w tyle za wrakiem samochodu. Żołnierze pochowali się za kawałkami gruzu, Budkami telefoicznymi i przystankiem dla autobusów. Warkot silnika był coraz głośniejszy. Za rogu najpierw wystrzeliły oślepiające światła reflektorów. Niko na początku nie mógł dojrzeć pojazdu, lecz potem zobaczył olbrzymią, niebieską ciężarówkę z dziwnym symbolem na boku. Miał kształt klepsydry, ale był strasznie ostry. Obok ciężarówki szły jakieś postacie. Niko dojżał tylko ich zarys. Dowódca nie wydał żadnego rozkazu. Czekał. Wiedział, że nie ma szans w otwarte walce, przecwników było zbyt wielu...

Data:

 2 luty 2013r

Podpis:

 HunterLord

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=74519

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl