DRUKUJ

 

Tak. Jestem zarażona wirusem HIV.

Publikacja:

 12-05-19

Autor:

 ebamka
W szkole...

- Tytuł konkursu "Opowiadanie na temat HIV", ma to być opowiadanie o
klasie szkolnej, w której jeden z uczniów dowiaduje się że jest
zarażony wirusem HIV. Liczy się poprawność merytoryczna i wartość
literacka. Wprowadzenie dialogu daje zawsze dodatkowe punkty na
egzaminach, w tym wypadku również! Jacyś chętni? - zapytała klasę pani
od polskiego.
- Ale Proszę Pani! nie można być zarażonym HIVem, można być nosicielem
wirusa, HIV to jest wirus, wirus powoduje chorobę, w tym wypadku
AIDS... -oburzyłam się i jak zwykle musiałam wybuchnąć
- Ewa wstań, - przerwała mi mój mądry wywód polonistka- skoro tak
dobrze się na tym znasz, to ty napiszesz tę pracę...
- ...czyli po polsku "zespół nabytego upośledzenia odporności".
"Zespół", czyli klinicznie nie jedna, lecz więcej chorób. "Nabyty", na
skutek zakażenia a prowadzi w ostatecznym efekcie do całkowitego
"upośledzenia odporności" u chorego. W rezultacie osoba chora na AIDS
staje się podatna na wiele infekcji, na jakie inni albo w ogóle nie
zapadają, albo jeśli zachorują, potrafią je skutecznie zwalczyć. AIDS
nie zabija, tylko szeroko otwiera wrota chorobom, które u osoby
pozbawionej naturalnej odporności, kończą się śmiercią.- Dokończyłam.
- Widze, że dalej nie potrafisz rozmawiać z nauczycielem, czy tobie
się wydaje, że ja tu sprzątam? Nie, oczekuje szacunku odpowiedniego
tonu i ręki w górze jak chcesz coś powiedzieć... dzwonek, wychodzimy z
klasy.
- Przepraszam, już nie będę.
- Tak, już słyszałam to nie raz. Za kare napiszesz to wypracowanie.
- Dobrze.
" A żebyś się nie zdziwiła kobieto, jak przeczytasz to co napisze,
wiem więcej niż ci się wydaje. A odpowiedniego tonu nie usłyszysz,
jeśli będziesz mi przerywać" - pomyślałam i wychodząc spojżałam na
nauczycielkę "wzrokiem jakbym chciała ją zabić" , bo tak właśnie się
czułam, chciałam ją zabić.

W domu...
- Ale jeśli opisze to tak jak było na prawdę, będę jeszcze większym
odludkiem klasowym ...
- Ale co z tego, to jest tylko klasa i w sumie jedyny sposób żeby się
przekonać, kto jest twoim przyjacielem a kto nie! - Przerwała mi Kari
drąc się do słuchawki. - nie możesz już dłużej tego ukrywać!
- Masz racje, wystarczy tych tajemnic. - Faktycznie ma racje.
- Pamiętaj, że zawsze masz rodziców, siostrę, masz Darka, który cie
kocha i mimo wszystko cie nie zostawił, a przede wszystkim mnie, swoją
przyjaciółkę! - Jej ton, za każdym razem sprawia że czuje się lepiej.
- Dobrze, dziękuję. Nawet nie wiesz jak bardzo mi pomagasz w tej
chwili, wiesz jak to się stało, to nie moja wina, nie uprawiałam
seksu, nie brałam narkotyków, mam szczęście że jestem tylko nosicielem
wirusa, moja mama też ma to szczęście. Ale jak im to powiem to już, od
razu będzie, że daje na lewo i prawo albo że jestem ćpunkom.
- Wiem, zdaje sobie sprawę jakie to jest trudne. Pomogę ci.
- Dziękuję, dziękuję ci za to że jesteś...-mówiąc to zdałam sobie
sprawę, jak Kari musi być ciężko ciągle mnie pocieszać i jak ciężko
musi mieć Darek. - Nie jestem pewna czy mam mówić o sobie , jako o
sobie, w sęsie, że otwarcie. Nie wiem jaka będzie ich reakcja,
niewiele osób zna chociaż podstawy, dla nich AIDS i HIV to jest jedno
i to samo.
- Jesteś tylko nosicielką wirusa, jeśli będzie tak jak w przypadku
twojej mamy, możesz żyć bez rozwinięcia się AIDS, jak będziecie
ostrożni nie musisz zarazić partnera i twoje dziecko niekoniecznie
musi być nosicielem. Mika nie jest nosicielką tak jak ty bo twoja mama
nie karmiła piersią, a Sebuś urodził się z cesarskiego cięcia i tez
jest zdrowy, znaczy... ty też jesteś zdrowa... -przerwała na chwile,
byłam pewna, że ugryzła się w język i że zaraz mi zaproponuje, żebym
napisała to tak, jak jej to opowiedziałam-... może powinnaś opisać to
tak, jak mi to opowiedziałaś? może nie tak dokładnie i ze wszystkimi
szczegółami, ale mniej więcej o tej samej treści. -Wiedziałam, jest
moją najlepszą przyjaciółką, za dobrze ją znam. Nie, to ona za dobrze
zna mnie.

Po odłożeniu słuchawki, dalej siedziałam na ziemi oparta o drzwi do
pokoju, zawsze tam siadam gdy rozmawiam z Kari, tyle że w tym wypadku
nie bawiłam się kablem i nie śmiałam co chwile, chciało mi się płakać.
powstrzymując łzy, rozglądnęłam się po przedpokoju i nasłuchiwałam czy
zza drzwi do kuchni słychać jakieś odgłosy. Babunia oglądała film w
telewizji to dobrze nie słyszała mojej rozmowy. Przeniosłam wzrok z
drzwi do kuchni, na drzwi wejściowe...

"Dlaczego akurat ja? Czemu to spotkało akurat mnie? Nie. NIE! Musze
przestać się nad sobą użalać powinnam się cieszyć. Ale tu nie ma z
czego, z tego że mogę skazać na śmierć osobę którą kocham?! Chociaż w
sumie, to jest szczęście w nieszczęściu. Mogło mnie tu już nie być." -
takie myśli mam kilka razy dziennie, a świadomość że mam powiedzieć
całej klasie że jestem nosicielem wirusa HIV w cale nie dodaje mi
pozytywnej energii. Ja chyba tego nie zrobię... pamiętam jak trudno
było mi to powiedzieć Kari i Darkowi... Może było to dla mnie takie
trudne, bo obawiałam się ich reakcji? Obawiałam się reakcji
najdroższych mi osób? Mika chyba jeszcze nie wie, że jestem
nosicielką, powinnam jej powiedzieć...

Z zamyślenia wyrwał mnie głos mojej siostry, śpiewała piosenkę.
Wstałam. Weszłam do pokoju, Kamila siedziała w kącie oparta na krześle
z nogami położonymi na biurku zobaczywszy mnie, nagle przestała
śpiewać i krzyknęła, skaleczyła się o kaktusa, którym się bawiła,
zaczęła jej lecieć krew. Niewiele myślach podbiegłam do niej złapałam
za rękę i zaprowadziłam do łazienki, żeby polała ranę wodą utlenioną i
przykleiła plaster.
-Czyś ty zwariowała? - Powiedziała patrząc się na mnie jak na wariatkę
gdy przyklejałam jej plasterek na dłoń - Przecież to jest maleńka
ranka, nic by mi się nie stało!
- Tak, ale co jeśli ktoś będzie miał styczność z twoją krwią?
Przezorny zawsze ubezpieczony.. czy jakoś tak to leci...
- Nie ważne jak to leci, przecież nic by się nie stało, to tylko krew.
- Tylko krew? A chciałabyś żeby dostała się do twojego organizmu moja krew?!
- A co ? Masz downa i się zarażę? - powiedziała to z taką ironią, że
się we mnie zagotowało, już chciałam jej przywalić, gdy nagle mnie
olśniło...
- Nie, nie mam downa, jestem nosicielką wirusa HIV , który może
wywołać chorobę AIDS z Reguły śmiertelną w skutkach. - powiedziawszy
to, oklapłam na brzeg wanny. Czułam się tak jakby ktoś przebił mnie
szpilką i wszystkie emocje ze mnie uleciały- Jeśli moja krew się
dostanie do twojej, możesz się ode mnie zarazić, Ty nie jesteś
nosicielką... - opowiedziałam jej całą historie, tak jak uprzednio
opowiedziałam ją Kari i Darkowi. Gdy skończyłam , Mika ze łzami w
oczach przytuliła się do mnie i powiedziała : Jesteśmy siostrami,
Powinnyśmy się wspierać na dobre i na złe. Kocham cie moja siostro. -
Po tych słowach wybuchłyśmy obydwie płaczem. Po tej rozmowie czułam
się lepiej, zyskałam kolejną osobę, która się ode mnie nie odwróciła,
jak na razie powiedziałam 3 osobom i jak na razie te 3 osoby są w
dalszym ciągu ze mną, ich rodzice, nie zakazują im się spotykania ze
mną. Ale ilu jest takich rodziców?


Kilka dni później w szkole...
Jestem nosicielką HIV, ale to nie znaczy, że muszę umierać w trybie
natychmiastowym, nie mogę mieć męża i dzieci, nie mogę dożyć spokojnej
starości. Osoby zakażone, u których nie rozwinęły się objawy AIDS, nie
czują żadnych dolegliwości, są zdolne do prowadzenia zupełnie
normalnego życia. Jakieś pytania?- Kolana mi się trzęsły, dodawałam
sobie otuchy tym, że zaraz wrócę do sali nr 11 i będziemy omawiać
moje"wystąpienie" jakby nigdy nic...
Stałam tam, na środku sali pełnej ludzi, nie tylko przed moją klasą,
lecz przed całą szkołą. Popatrzyłam na tych wszystkich ludzi, nie
widziałam nikogo kto chciałby zadać mi jakieś pytanie, wszyscy
nauczyciele i uczniowie stali z nieokreślonymi minami, nie wiedziałam
co mam zrobić w tym momencie, czy się roześmiać, czy rozpłakać? Czy
teraz będą chcieli mnie wywalić ze szkoły bo" mogę pozarażać
wszystkich" ? Czy teraz na każdym kroku będę słyszeć jakieś głupie
teksty? W sumie niema się czym przejmować, nie obchodzi mnie co oni
sobie o mnie pomyślą, jeśli nagle się ode mnie odwrócą, to będzie
tylko o nich świadczyć. Nie zdawali sobie sprawy, bo wyglądam jak okaz
zdrowia? Spojżałam na moją klasę, większość osób stała z lekko
uchylonymi ustami i gapiła się na mnie z niedowierzaniem, spojżałam na
resztę uczniów, ich miny były bardzo podobne. Odsunęłam się na bok,
oddając mikrofon Pani Dyrektor, która uśmiechnęła się do mnie.
Usłyszałam oklaski, spodziewałam się od kogo je dostaje, od osób ,
które tak bardzo mi pomagają żyć z tym Wirusem. Jestem im za to bardzo
wdzięczna. Mojej najlepszej przyjaciółce Kari i Mojemu chłopakowi
Darkowi... Nie wiem co bym zrobiła bez nich.
Po wejściu do sali Ania zmieniła miejsce siedzenia, w sumie to się jej
nie dziwiłam... Ciekawi mnie jak potoczy się następne 45 minut ...
Plułam sobie w twarz za to, że wybuchłam tak na tym polskim, ale za to
pokazałam, że nie warto mi przerywać, kiedy już zaczynam mówić, bo nie
wiadomo ile wiem na dany temat i jak bardzo mnie on dotyczy...

Data:

 11.2007

Podpis:

 Ebamka

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=72143

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl