DRUKUJ

 

MADE IN POLAND

Publikacja:

 11-12-27

Autor:

 Z@BIEL@CZEK
Jako że, bądźmy szczerzy, na tym portalu zdecydowanie chętniej są czytane i komentowane krótkie teksty, od dziś zaczynam publikować serię miniaturek (których szczerze nie znoszę, ale może kiedyś zmienię zdanie) pod ogólnym tytułem MADE IN POLAND. Mam nadzieję, że te krótkie historie (wszystkie prawdziwe) zdobędą Wasze uznanie.


MADE IN POLAND

Arek jak każdego dnia na swoją zmianę przyszedł pierwszy do pracy. Ledwie zdążył wziąć do ręki listę obecności, gdy z sąsiedniego pomieszczenia wychylił się kierownik magazynu.
- Dobrze że już jesteś. Chodź, potrzebuję pomocy.
Arek wszedł do gabinetu, w którym było strasznie gorąco. Albo mu się tak tylko wydawało, bo jak się człowiek przyzwyczai do pracy na nieogrzewanej hali to wszędzie (z wyjątkiem chłodni) jest mu gorąco. Wystarczą dwa stopnie różnicy. A w gabinecie różnica wynosiła znacznie więcej. Kiedyś Arek ośmielił się spojrzeć na termometr i nie mógł uwierzyć własnym oczom. 34ºC. Mimo to kierownik miał na sobie trzy polary spod których wystawała jeszcze flanelowa koszula. Cała garderoba pamiętała bardzo dobrze poprzedniego kierownika magazynu, którego zwolniono w kontrowersyjnych okolicznościach ponad cztery lata temu. W czym obecny kierownik miał swój skromny udział. Jak się zarabia tylko pięć tysięcy miesięcznie ma prawo nie starczać na porządne nowe ubranie.
Ciekawe jak ty byś się ubierał, gdyby ci przyszło robić na hali, pomyślał podwładny.
- Muszę wysłać maila do kierownictwa w Lublinie - oświadczył kierownik magazynu - a nie jestem pewny, czy gdzieś nie zrobiłem jakiegoś błędu.
Od czego masz edytor teksu, głąbie.
Arek spojrzał na monitor. Nie było tak źle. Zaledwie co drugi wyraz był podkreślony na czerwono. Kierownik robił wyraźne postępy w pisaniu. W porównaniu z tym, co zobaczył za pierwszym razem, widoczna była olbrzymia poprawa. W niczym nie zmieniało to faktu, że nadal za dyktando w podstawówce dostałby pałę. Ale wielkimi krokami zbliżał się już do miernej. Jeszcze tylko przestanie pisać chala, hłodnia, Marjusz, Darjusz, Arkadjusz, Kazimnierz, wuzek nie sprawny i akochole, a maile w jego wykonaniu będą wyglądały całkiem znośnie.
- Dlaczego mi się wciąż wszystko podkreśla na czerwono? - dociekał za każdym razem poirytowany kierownik.
- Komputer jest już stary - żartował bezczelnie podwładny, wiedząc, że siedzący obok niego osobnik nie zajarzy, iż robi sobie z niego jaja. Przynajmniej jak dotychczas nigdy nie przyszło mu to do głowy.
- Nie stać nas na nowy.
Podobnie jak na ubranie dla nas, ogrzewanie, nowe paleciaki, rękawiczki robocze, długopisy, większe premie i wiele innych rzeczy, podsumował w duchu podwładny. Przy nędznych siedmiu milionach miesięcznego obrotu ma prawo brakować na wszystko.
- Powinno być już teraz dobrze.
- Na pewno?
- Tak.
- Dzięki.
- Nie ma za co.
- Wiesz, w zawodówce nie bardzo miałem czas na czytanie - usprawiedliwił swój analfabetyzm kierownik.
Kiedyś publicznie przyznał się do tego, że w życiu nie przeczytał żadnej książki. Nawet "Małego księcia". Kto by tam miał czas na głupoty. Są ważniejsze rzeczy do roboty.
Mimo wszystko, Arek musiał przyznać z głęboką niechęcią, że źle ocenił kiedyś kierownika nazywając go w duchu niereformowalnym analfabetą. Tekst, który przed chwilą poprawił, świadczył o tym, że była realna szansa na poprawę.
- Łukasz to jest sz czy ż na końcu? - zapytał znienacka kierownik.
A może jednak nie.
- Sz.
Kierownik szybko poprawił coś w swoich notatkach.
- Jak będziesz wychodził to zawieś to na tablicy ogłoszeń.
Wręczył mu kartkę formatu A4. Na całe szczęście był to wydruk z kodeksu pracy, bez żadnej ingerencji własnej kierownika, więc bez błędów. Informował, że ciężar ładunku przewożony na wózku paletowym nie może być większy niż 450kg.
Dobre sobie.
Arek przypiął pinezkami ogłoszenie do tablicy, wziął skaner i pobrał zlecenie. Wpadło mu 125 pozycji. Waga 745kg. Popatrzył jeszcze raz na ogłoszenie, które przed chwilą przypiął do tablicy ogłoszeń, westchnął, założył czapkę, zapiął polar pod samą szyję i w oparach pary wydobywającej się z nozdrzy zaczął ciągnąć paleciak, który nawet z pustą paletą wykazywał straszne opory do współpracy.
- Ty, magister - odezwał się kolega z sąsiedniej alejki. - Ruszaj się, bo ci akord spierdala!
- Dalej, jedziesz - odezwał się drugi. - Lubisz to!
Arek ruszył z paleciakiem w przepastną alejkę, po raz tysięczny od ukończenia studiów kontemplując z głębokim żalem, że swoim tytułem magistra mógłby sobie dupę podetrzeć, gdyby papier dyplomu nie był taki twardy.


[Żeby była jasność - w tym opowiadaniu nie naśmiewam się z wartości wyższego wykształcenia w sensie merytorycznym tylko faktycznym. Czuję się źle będąc zmuszonym to wyjaśniać. Myślałem, że przesłanie tego opowiadania jest jasne i przejrzyste. Jak się okazało - nie jest. Więc wyjaśniam przesłanie: analfabeta ze znajomościami więcej znaczy we współczesnym świecie niż człowiek wykształcony bez znajomości. Teraz jest już chyba wszystko jasne.]

Data:

 22 XII 2011

Podpis:

 Z@BIEL@CZEK

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=70781

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl