DRUKUJ

 

Lekcja

Publikacja:

 03-06-09

Autor:

 kress-ka
Siedząc w ławce obserwowałam klasę. Wszyscy ze znudzonym wyrazem twarzy wpatrywali się w nauczycielkę wykładającą lekcję. Słowa padały monotonie jak jeden ciąg, jak karabin strzelający do ludzi. Pani widząc nudę krążącą nad głowami uczniów z desperacją kontynuowała lekcję. Wstała, zaczęła krążyć po klasie wypatrując oznak zainteresowania na twarzach uczniów. Zainteresowania jednak nie było.
Nauczycielka zauważyła, że nic nie skutkuje i raźnym krokiem podeszła do biurka. Wzięła dziennik do ręki i otworzyła na odpowiedniej stronie. W klasie zrobił się szmer. Wszyscy patrzyli jak nauczycielka wodzi palcem wzdłuż listy mrucząc coś pod nosem.
Szmer przewracanych kartek sprowadził mnie na ziemię. Oderwałam wzrok od nauczycielki i otworzyłam książkę. Wzrokiem starałam się wychwycić najważniejsze informacje i zapamiętać je. Nagle głos pani przeszył powietrze. Padło nazwisko. Nie moje.
Przerażony uczeń odpowiadał drżącym głosem na pytania nauczycielki. Wpatrywałam się w niego widząc jak przez lupę drżenie jego rąk i desperackie spojrzenie rzucane w koło. Wszyscy jednak spuścili głowy, nikt mu nie pomagał.
Pani widząc, że nic z niego nie wyciągnie dała mu spokój. Usiadł z rozpaczą malującą się na twarzy. Kolejna jedynka przesłoniła mu szansę na zdanie do kolejnej klasy. Kolega z jego ławki błądził wzrokiem gdzie na boki, aby tylko nie patrzeć na jego łzy.
Nauczycielka udawała, że nie widzi łez. Wytypowała następną osobę do odpowiedzi. Kolejna osoba z lękiem czekała na pytanie, które przygniecie ją do ziemi. I stało się. Odpowiedź nie zadowoliła nauczycielki. Zmarszczyła brwi i z chmurnym spojrzeniem pozwalała brnąć uczniowi w stronę jego zguby. Na koniec z nieubłaganym spokojem kazała uczniowi usiąść. Wiadomo było, co dostał...
Pani powinna zrezygnować i dać uczniom spokój, ale z jakimś upartym postanowieniem pytała dalej. Tym razem padło moje nazwisko.
Wstałam z ociąganiem. Książka i zeszyt, jak ostatnia deska ratunku, leżały otwarte na ławce. Miały pomagać. Jednak spojrzenie nauczycielki było surowe i przenikliwe. Od razu zauważyła, że mam rzeczy otwarte. Musiałam zamknąć sobie drogę odwrotu. Czekała na cios, który nie następował. Podniosłam oczy na ludzi siedzących w pobliżu. Patrzyli się na boki, unikali moich błagalnych spojrzeń o pomoc. Zerknęłam na panią, która patrząc w okno uśmiechała się do wróbelka.
Ptaszek stał na parapecie i jadł okruszki chleba. Słońce zrobiło m aureolę nad głową. Był jak powiew nadziei. Zerwał się jednak na dźwięk dzwonka. Wszyscy się zerwali. Wszyscy, ale nie pani.
Szurały odsuwane krzesła, ktoś kogoś wołał, ale pani na to nie zwracała uwagi. Chyba tego nawet nie słyszała. Nadal widziała wróbelka, po którym został tylko promień słońca.
Nic nie mówiąc spakowałam się i wyszłam. Nawet się nie obejrzałam. Lekcja się skończyła, a tym samym moje zainteresowanie nauczycielką...

Data:

 8 maja 2003 Szczecin

Podpis:

 Kress_Ka

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=70

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl