DRUKUJ

 

Niepokój

Publikacja:

 11-08-02

Autor:

 irask2
Jako iż nie można robić akapitów, a przynajmniej ja nie umiem, zrobiłem linijkę odstępu w tekście, by czytało się wygodniej. Mam nadzieję, że to dobry zabieg i proszę o Wasze opinię na ten temat w komentarzach. Będę wdzięczny i zapraszam do lektury tekstu.



Byłam tam. I pamiętam doskonale jak się zachowywali. Co czuli, co robili i o czym rozmawiali. Pamiętam ich spojrzenia pełne niepokoju, wręcz błagające spojrzenia, by im powiedzieć co nadciąga. Jednak nie mogłam. Nie mogłam złamać przeklętego Paktu Milczenia, który my, wieszczące czarownice, musimy złożyć. Nie mogłam im powiedzieć, co zgotował dla nich los. Jakże mnie dręczy sumienie, że byłam biernym obserwatorem, miast coś zrobić. Ale uwierzcie mi, nie mogłam. Jedyne co było mi wolno powiedzieć, to że ich życie się zmieni. Mogłam im powiedzieć, a wręcz musiałam powiedzieć, że po tej nocy, nic nie będzie tak, jak było do tej pory. Zrozumcie to, że dla przeznaczenia i bogów jesteśmy nikim więcej niż zabawką. Nasze życie nic nie znaczy. Jesteśmy dla nich tylko rozrywką. Wiedziałam to kiedyś i wiem teraz, ale wtedy... O Największy, nie pozwól mi więcej brać w czymś taki udział. Moje oczy, nie potrafią patrzeć na coś takiego. Na taki okrutny wybryk losu, wobec niewinnych. To co wtedy ujrzałam. To, czego byłam świadkiem. To było niesamowite, a zarazem przerażające. Było oznaką nowego, a zarazem końcem starego. To było znakiem, że świat się zmienia, chcąc wyznaczyć nowy porządek i ład. Doskonale o tym wiedziałam, że narodziła się nowa rasa, która będzie rasą panującą. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że jeszcze owej nocy, ujrzę nowego pana i władcę, któremu świat padnie do stóp. Wiedziałam, że dla innych ras nie będzie miejsca. Dla żadnej rozumnej rasy i żadnej, która nie będzie chciała się podporządkować, nie będzie miejsca. Oni o tym nie wiedzieli. Nie zdawali sobie sprawy jak okrutny los zgotowali im bogowie wraz z przeznaczeniem.
Ich wzrok miał być skierowany ku północy. Na góry, za którymi rozpościera się wielka pustynia, gdzie nie ma życia, a raczej tak uważaliśmy, dopóki bogowie nie oznajmili mi swej woli. To stamtąd miał nadejść znak. Znak, który wszystko zmieni.

A więc czekaliśmy. Co i rusz spoglądaliśmy w tym kierunku, wypatrując nie wiadomo czego. Oczekiwaliśmy czegoś, co nas poruszy. Czegoś, co będzie tak niesamowite, że aż zaprze dech w piersiach. Jednak nic takiego nie zażyło się. Godziny mijały, a niepokój narastał. Tętniąca życiem okolica, była zupełnie cicha, wyczekując niewiadomego. Sytuacja robiła się coraz bardziej napięta, a cisza, która nas otaczała, zazwyczaj miła dla ucha, stawała się wręcz nie do wytrzymania. Podejrzewam, że gdybym nie wiedziała, co ujrzę, nie była bym w stanie usiedzieć w miejscu, a tak zachowałam względny spokój. Ale wszyscy ci, którzy byli wokół, nie zachowywali spokoju i nawet nie starali się tego zrobić. Co chwila słyszałam, jak rozmawiają między sobą, mówiąc, że skoro nie chce powiedzieć im co się wydarzy, dzisiejszej nocy będą martwi, co tylko zwiększało niepotrzebny niepokój.

Koło północy zrobiło się niesamowicie cicho. Nawet rasa Orshi, nazwana później przez Nich Orkami, do tej pory niespokojna i agresywna, uspokoiła się i zaniechała bójek między sobą, co uważali za coś normalnego. Sami Elshi, nastawiali uszów i wytężali wzrok, patrząc w kierunku północy, na wszechogarniający mrok, próbując dojrzeć cokolwiek. Nienaturalna cisza, która nastała, zwiastowała coś okropnego, a wiatr, który przestał dąć z każdej strony, dał nam do zrozumienia, że bogowie nas opuścili, pozostawiając na pastwę losu i tego, co ma się wydarzyć. Każdy z nas wyczuwał, że coś się stało. To było tak oczywiste, jak to, że po nocy wstanie dzień. Do dziś nie jestem w stanie opisać tego uczucia, które mną ogarnęło. Doskonale wiedziałam, że coś się zmieniło. Coś się zmieniło i to strasznie na naszą niekorzyść. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że pojawiło się coś nowego. A kruki, które zaczęły krążyć wokół nas, były widokiem straszliwym. Zły omen, znak, który miał zwiastować koniec. Gdyby nie strach, który ogarnął każdego, wszyscy uciekliby w panice. A tak, każdy zastygł w tym miejscu, gdzie stał, patrząc w mrok. Jednak nie było niczego widać. Elshi, doskonale widzący w ciemnościach, nic nie zobaczyli i nic nie usłyszeli. Orshi, mający najlepszy węch z nas wszystkich, nic nie wyczuli, a ja wieszcząca wiedźma, wiedziałam. Wiedziałam, że Znak, jest pośród nas. Wiedziałam, a pomimo to, nie byłam w stanie wskazać miejsca, gdzie jest. Czułam to, całą sobą. Czułam jak nas obserwuje, ucząc się naszych zachowań i krąży wokół nas, w sobie tylko znanym celu.
I wtedy stało się dla mnie oczywistym, że pośród nas pojawiło się coś nowego i nieznanego, a zarazem niebywale sprytnego i na tyle rozumnego, by nie dać się wykryć. Patrzyliśmy na północ, ale nie widzieliśmy. Nie mogliśmy nic zobaczyć. Bogowie z nas zadrwili. Znak był, owszem, ale nadszedł nie z północy, a z południa. Skradał się cicho i zwinnie jak Elshi, był nieuchwytny jak wiatr, był nocą i cieniem. Był pośród nas, a mimo to, nikt go nie widział, nie wyczuł i nie słyszał. Zwiadowca, coś co do dziś wywołuje u mnie odruchy strachu. Był waleczny jak Orshi, a jego żądza władzy i dominacji nie znała granic. Był odbiciem najgorszych cech, jakie tylko rasy rozumne posiadały, ale wtedy o tym nie wiedziałam. Owej nocy, poczułam mrowienie na karku, dziwne uczucie. Choć nic mnie nie swędziało, czułam się niezwykle dziwnie i niezręcznie. Mrowienie narastało, aż w końcu stało się. To było tak nagłe jak grom z jasnego nieba. Tak nieoczekiwane, że nie byłam z początku w stanie zrozumieć istoty tego zjawiska, ale w końcu dotarło to do mnie. Byłam obserwowana. Coś na mnie patrzyło i nie był to nikt ze znanych mi ras. Poczułam jak paraliżuje mnie strach, który z każdą chwilą staję się coraz większy. Mimo wszystko odwróciłam się. Trwało to nie dłużej niż kilka sekund, a czułam jakby upłynęła cała wieczność.

Spojrzałam na to coś, na tą nową rasę. Spojrzałam na ich przedstawiciela. Choć skrywał się w mroku, byłam pewna, że jest podobny do Elshi. Brak mu tylko ich urody. Patrzyłam, jak zahipnotyzowana, a on patrzył na mnie. Był spokojny i zupełnie nie sprawiał wrażenia, że czuje się zagrożony będąc pośród nas. Uwagę moją, przykuło to co trzymał w dłoni. Kawałek drewna, zakończony wygiętym pałąkiem. Przypominało to miniaturę łuku, który tak uwielbiali Elshi. Więcej nie zobaczyłam. Wycofał się w głąb mroku, znikając mi z pola widzenia. Wtedy odwrócili się inni. Spojrzeli najpierw na mnie, a potem w tym samym kierunku, co i ja patrzyłam. Dotarło to w końcu i do nich. Wiedzieli już, że widziałam Znak. Widziałam przeklętego zwiadowcę, który był zwiastunem zagłady. A oni nie wiedzieli co robić. Czekali wtedy na moje słowa, na to co powiem. A ja najzwyczajniej w świecie nie powiedziałam nic. Nie wiedziałam co im odpowiedzieć. Nie rozumiałam tego, że bogowie się od nas odwrócili, pozostawiając nas samych sobie. Nie wiedziałam, że już nigdy więcej się do mnie nie odezwą. Wzniosłam do nich, nieme modły, prosząc o radę i odpowiedź, jednak nie było żadnej odpowiedzi. Nie było nic. Czułam tylko ogarniającą samotność i pustkę. Zostaliśmy pozostawieni samym sobie i temu co miało nadejść. Dzisiaj, wiele lat po tym co się wydarzyło owej nocy, zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że gdybym zarządziła pościg za uciekającym zwiadowcą, prawdopodobnie nigdy by nie doszło do czegoś takiego. Jednak nic nie zrobiłem. Stałam jak ogłupiała, patrząc ślepym wzrokiem w pustkę, odcinając się od rzeczywistości z myślą, że wśród nas, była najgorsza z ras, najgorsza z istniejących istot. Pośród nas, był człowiek. Przeklęta istota, nie szanująca niczego co święte i nic co nie jest podobne im.

Ale nie mogłam wtedy wiedzieć co zrobić. Nie do tego byłam tyle lat uczona, a poza tym... Nie byłam już wieszczącą wiedźmą. Stałam się na powrót zwykłą wiekową Elshi. Stałam się Elfem, tak jak moją rasę nazwali przeklęci ludzie, posługujący się wspólną mową, która śmieli przywłaszczyć, mówiąc, że to ich język, a my powinniśmy być im wdzięczni, za to, że pozwolili nam się nim posługiwać.

A co było potem? Potem była wojna. Wieloletnia, wyniszczająca wojna pomiędzy ludźmi, a Elshi, Orshi i innymi zjednoczonymi rasami. Jednak człowiek okazał się niezwykle przebiegły. Stosował taktykę, która była dla nas czymś niezwykłym i przekraczająca naszą zdolność pojmowania. Kochane dzieci. Zrozumcie, że człowiek nie jest w stanie odczuwać żadnych uczuć, oprócz nienawiści. By wygrać, jest w stanie poświęcić wszystko, nawet członków swojej rasy. I robią to bez najmniejszych oporów. Ich fanatyczne i samobójcze ataki, były znów czymś nowym dla nas i nie spotykanym. Nim na dobre zrozumieliśmy ich taktykę, większość z ras padła im do kolan, będąc wyrzynaną w pień, albo zakuwana w okowy i pędzona do niewolniczej pracy. Zapamiętajcie drogie dzieci jedno. Człowiek, nie zasługuje na litość. Zasługuje na śmierć. I nie ważne, czy będzie to szybka śmierć, czy też powolna i okrutna. Musicie go zabić, bez okazywania litości. On jej wam nie okaże. Pokazał to wielokrotnie, zdobywając w kilka lat, wiele z naszych miast, paląc je i łupiąc. Zabijając naszych dla przyjemności. Człowiek to zaraza, którą trzeba wyplenić z naszej ukochanej ziemi. Choć bogowie się od nas odwrócili, Największy nie jest głuchy na nasze prośby. On nas poprowadzi do walki. Do zwycięskiej walki, która nadejdzie. Musi nadejść! Choć nam wydarto ziemię przemocą i choć zabito naszych i naszych braci o odmiennej skórze i odmiennym ciele, pomścimy ich! Pomścimy wszystkie krzywdy i odbierzemy co nasze! Człowiek zostanie wypleniony z ziemi! Nie dopuścimy by wola boska się wypełniła! Nie pozwolimy, by człowiek panował Światem! Kochane dzieci. Szykujcie się do walki!

Na wielkim placu, pośród drzew, tysiące elfów, orków, goblinów i przedstawicieli innych ras zakrzyczało na cześć Wieszczącej Wiedźmy, będącej w niemocy, unosząc miecze, łuki i topory w górę.
Oddalone o kilkanaście kilometrów wioski, słyszały jak ze wschodni lasów niesie się dziwne, zniekształcone echo. Ludzie nie zastanawiali się co to oznacza.
- Do broni!
Zakrzyczał jeden z żołnierzy. Na odzew nie czekał długo. Wojna miała rozgorzeć na nowo. Jakby kiedykolwiek wcześniej był pokój między ludźmi, a przedstawicielami innej rasy...

Data:

 jakiś czas temu

Podpis:

 Ireneusz Kołodziejczyk

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=69348

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl