DRUKUJ

 

Gladius

Publikacja:

 11-06-23

Autor:

 irask2
Ostatnie sprawdzenie zbroi i jestem gotowy, by wyjść stoczyć walkę ku chwalę cezara, i uciesze tysiąca ludzi, którzy przyszli, by podziwiać walkę. Moją ostatnią walkę. Już dawno temu straciłem przychylność publiczności. Już nie ja, jestem ich ulubionym gladiatorem. To nie moją walkę przyszli podziwiać, lecz jego. Ikara, potężnego wojownika zza północnych mórz, skąd ściągnięto go siłą i ugładzono jego iście ognisty temperament. Pamiętam jego walki. Sam je oglądałem i podziwiałem. Sami bogowie wstąpili w jego ciało, by rozrywać wrogów na strzępy. To nie człowiek, to heros przed którym ugnie się każdy, nawet ja. Dziś legenda Gladiusa dobiegnie końca, roztrzaskana o tarczę mego największego wroga. Mą legendę i sławę, rozwieją jego ostrza, którymi walczy od początku swych występów na arenie. Nawet tutaj, za masywnymi drzwiami, prowadzącymi na arenę, słyszę wrzask tysiąca gardeł. Już nie me imię jest symbolem brutalnej siły. Czuje się jak dziecko, które ma zostać ukarane na oczach setek spragnionych wrażeń oczy. Ten, z kim przyszło mi się zmierzyć, moim kosztem uzyska wolność. Dobiegną końca lata jego niewolniczej walki, ku rozrywce, wiecznie nienasyconego widokiem krwi cezara.
Jestem wojownikiem. Potężnym wojownikiem, który przelał więcej krwi, niż ktokolwiek z was jest w stanie to pojąć. Przez lata szkoliłem się podnosząc swój kunszt śmiertelnego wojownika, który staje ci jako ostatni na drodze. Zapracowałem na swą pozycję przelewając krew setek wojowników, lwów i bezbronnych chrześcijan, których zabijanie bolało mnie najbardziej. Nienawidzę ich, jeśli o to chodzi, ale jeszcze bardziej nienawidzę, zabijać bezbronnych. A on, pojawił się znikąd. Bez żadnych sukcesów i bez żadnej sławy. Był nikim, a od razu zdobył to, na co ja musiałem czekać lata.
To co słyszę, to wrzask gardeł wołających me imię. Ostatnie honory dla wojownika, który nie wychodzi po chwałę, lecz po śmierć. Ta walka przejdzie do Rzymskich legend. Walka Ikara i Gladiusa, walka ku chwalę i zatraceniu, ku memu zatraceniu.
Wychodzę.
Oślepiające światło słoneczne i ogłuszające krzyki ludzi, dla których jedyną przyjemnością jest patrzenie na śmierć innych. W dłoni dzierżę dwa miecze, na których nadal jest krew z poprzedniej walki, którą stoczyłem wcześniej. Zawsze wychodziłem z zakrwawionym mieczem, by przeciwnik wiedział, że nie może liczyć na litość z mej strony. Poprawiłem hełm na głowie i poszedłem na środek areny.
On już tam czekał. Bez żadnej zbroi i bez hełmu. Nie miał nawet tarczy. Trzymał dwa miecze i patrzył prosto w moją stronę. Był ubrany jak rzymski obywatel. Rzadko się zdarzało, aby gladiator mógł się tak ubrać. Działo się tak tylko wtedy, gdy była pewność, że wojownik nie przegra. A więc byłem spisany na straty. Podszedłem obok i spojrzałem na Ikara, po czym przeniosłem swój wzrok na cezara. Oddaliśmy ukłon i zaczęło się. Cezar dał znak, by walczyć.

Zwarli się natychmiast w serii, precyzyjnie wymierzonych cięć. Stal uderzała o stal, przecinając ze świstem powietrze. Przewagę, którą jeden z wojowników uzyskał, po chwili tracił na rzecz drugiego. Walka była zaciekła, jednak to Ikar zaczął zdobywać przewagę, uderzając mocniej i szybciej. Gladius, aktualny mistrz areny, zaczął ustępować pola młodszemu i sprawniejszemu gladiatorowi. Ikar ciął prawym mieczem znad góry, od razu trafiając w blok Gladiusa. Drugim mieczem ciął na wysokości pasa, jednak miecz ześliznął się po zastawie. Tłum wrzasnął z zachwyty, gdy Ikar posłał swego przeciwnika potężnym kopnięciem w klatkę piersiową na ziemię. Dopadł go od razu, unosząc natychmiast dwa miecze do góry i nie czekając na znak cezara opuścił je w dół. Jednak Gladius zdążył się odtoczyć i podkulić nogi pod siebie, wyrzucając ręce do tyłu. Podbił się i po chwili zaatakował Ikara tnąc na odlew, jednak ten odchylił się do tyłu, unosząc lewą nogę do góry. Tłum znów zaryczał. Krew trysnęła z rozbitego nosa mistrza areny. Wojownik zza północnych mórz, natychmiast wrócił do pionu tnąc prawym mieczem od lewej strony, równocześnie wykonując obrót w prawą stronę. Gladius odbił cios, próbując pchnięcia wolną ręką, jednak nie trafił. Gladiator wykonując obrót znalazł się na równi z nim, przecinając powietrze ze świstem, by wbić ostrze w plecy. Jednak Gladius zdążył skierować miecz za plecy, blokując cios. Od razu musiał bronić się przed kolejnym atakiem, który nadszedł na wysokości kolana. Udało mu się częściowo zasłonić cios, jednak miecz prześliznął się po kolanie, wyżynając bolesną ranę. Wyszedł z kontratakiem, w serii szybkich cięć. Mimo wszystko nie udało mu się trafić i przebić przez zastawę sprawnego wojownika, który od razu przeszedł z obrony do ataku, gdy zobaczył, że przeciwnik zwalnia. Jego ataki po raz kolejny okazały się szybsze i mocniejsze. Mistrz areny został zasypany gradem ciosów, które odpierał z ledwością. Kopnięcie w kolano, którego nie zauważył, wybiło go z rytmu, a podcięta noga rzuciła na ziemię. Leżał po raz kolejny, ratując się przetoczeniem w bok, wśród wrzawy tłumu. Jednak tym razem Ikar nie popełnił błędu, doskakując do Gladiusa, tnąc mieczami znad góry, zmuszając leżącego do obrony. Powalony na ziemię gladiator uświadomił sobie jak słabym wojownikiem jest w porównaniu do swego przeciwnika, który nie odstępował go na krok. Zasłaniał się mieczami jak tylko mógł, jednak kopnięcie w głowę, zrzuciło z niego hełm i zdezorientowało na chwilę. Owa chwila wystarczyła, by Ikar uderzył, wbijając miecz w ramię Gladiusowi, który kierowany odruchem odtaczał się na bok, po czym szybko wstał i odskoczył do tyłu, łapiąc się z ranne ramię. Walka w tym momencie się już dla niego skończyła. Jeśli gladiator nie był w stanie wykorzystać swych umiejętności w pełni, stawał się ruchomym celem, który mógł tylko próbować przedłużyć swe życie, które i tak lada moment dobiegnie końca. Spojrzał na swego wroga, napawającego się tym, że ludzie nagradzali go oklaskami za jego wyczyny. Powiódł swój wzrok za rannego przeciwnika, na cezara, a ten wbrew swym zwyczajom już teraz zacisnął rękę w pięść i opuścił kciuk ku dołowi. Ikar zaatakował natychmiast, w dzikiej furii szybkich cięć i kopnięć, przed którymi Gladius musiał odskakiwać do tyłu. Szczęście przez chwilę go nie opuszczało, aż w końcu Ikar przełamał się przez jeden z bloków, wycinając ranę na klatce piersiowej. Gladiator natychmiast doskoczył do Gladiusa podcinając mu nogi i od raz posyłając dwa ostrza w dół, za upadającym wojownikiem, który padł na ziemię po raz trzeci i ostatni. Miecze wbiły się ze świstem, wyciskając powietrze z klatki piersiowej wraz z siłą i energią życiową. Tłum zaryczał w euforii, a w tym momencie dla Gladiusa, byłego mistrza areny przestało się cokolwiek liczyć. Świat zniknął mu sprzed oczów. Nie było już areny, tysiąca ludzi bijących brawa i wyrażających swe uznanie dla Ikara, który pokonał gladiatora, piastującego najdłużej tytuł niepokonanego. Nie było już cezara, ani nawet Ikara, patrzące w jego oczy, które z każdą sekundą stawały się coraz bardziej puste.
- To była satysfakcjonująca walka.
Usłyszał pokonany wojownik, chociaż nie miał pewności czy na pewno to słyszał, a czy może było to wytworem jego umysłu. Jednak nie miało to już dla niego znaczenia. Jedyne co mu zaprzątało głowę, to miecz, który tkwił w jego klatce piersiowej, wydzierający z jego ciała życie, wraz z bólem i ostatnimi oddechami człowieka, kurczowo trzymającego się życia, nie chcąc odejść. W kilka chwil powróciły i ożyły obrazy z przeszłości. Te najpiękniejsze, jak i te, które starał się wymazać ze swej pamięci. Powróciły wspomnienia z błogiego dzieciństwa, wśród bogatej rodziny, gdzie się wychował. Powróciła pamięć o porwaniu i morderczym treningu na gladiatora. Powróciły wspomnienia o pierwszych wygranych. Tak szybko, jak wspomnienia się pojawiły, tak szybko znikły. Pozostała pustka i plama światła, która z każda sekundą robiła się coraz mniejsza, ustępując wszechogarniającej czerni. Ostatkiem sił chwycił za ostrze miecza, próbując go bezskutecznie wyrwać. Siły opuściły go całkowicie, a z kącików ust popłynęła krew, wraz z którą wyciekło życie gladiatora, który poświęcił swe życie ku chwale cezara. A teraz nie było już nic. Żadnej walki, żadnej chwały. Pozostała tylko pustka, śmierć i zapomnienie. Gladius umarł na arenie, gdzie pamięta się tylko zwycięzców i zwycięstwa. Przegrani są usuwani na zawsze z pamięci. Historia Gladiusa, jednego z największych gladiatorów, walczących ku chwale cezara, dobiegła końca. Gladius umarł jak na wojownika przystało. Umarł na arenie, pokonany przez lepszego.

Data:

 Wczoraj

Podpis:

 Ireneusz Kołodziejczyk

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=68905

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl