DRUKUJ

 

KURA DOMOWA AGNIESZKA - PODRYWACZ cz. VIII - 1

Publikacja:

 11-06-01

Autor:

 Robson
KURA DOMOWA AGNIESZKA

Po moich ostatnich raczej niekorzystnych doświadczeniach z młodymi, szalonymi dziewczynami chciałem trochę odpocząć. Postanowiłem zrobić sobie szlaban na dupeczki przez calusieńki tydzień, ale z ledwością wytrzymałem niecałe dwa dzionki.
Wtedy pomyślałem sobie, że czas na odmianę i pora na poderwanie trochę starszej kobitki – statecznej, poukładanej, potrafiącej zająć się domem, posprzątać, wyprać facetowi gacie, a przede wszystkim dać mu. Tak, dokładnie, dać mu dobrze i za darmo zjeść. Ta ostatnia kwestia była dla mnie szczególnie istotna, bo jako biedny student, któremu właśnie skończyły się fundusze – prawdę mówiąc w większości przeputane na rozpustne, do szpiku kości zdegenerowane panienki - co tu kryć, przymierałem głodem.
Dlatego właśnie bardzo się ucieszyłem, widząc na sex-chacie wielce obiecujący nick „gospodyni_35”. Kobieta w tym wieku jest już bardziej doświadczona, więc i można by było poduczyć się od niej nowych, fajnych, łóżkowych tricków, a skoro z niej taka gospodyni, więc pewnie oprócz ciupciania mógłbym również liczyć na jakąś dobrą, darmową wyżerkę.
Zbajerowałem ją bez problemu, zwłaszcza iż była nawet bardziej chętna ode mnie na spotkanie w celach towarzyszko-seksualnych. Chciałem się z nią umówić w restauracji, ale wolała spotkać się u niej w domu. Trochę się zdziwiłem, że tak od razu zaprasza mnie do siebie na chatę. Ale cóż, jako prawdziwy dżentelmen, który zawsze rucha z klasą, nie opanowałem.
Agnieszka mieszkała w bloku z wielkiej płyty, charakterystycznym dla budownictwa z lat siedemdziesiątych. Traf chciał, że windę właśnie trafił szlag, więc musiałem wysilić się i wdrapać po schodach na bagatela siódme piętro. Gdy zgodnie z umową zadzwoniłem pod numer dwadzieścia jeden, najpierw na korytarz wyszły dwie ciekawskie, moherowe babcie spod „19” i „20”. Ich przychylny i pełen ciepła wyraz twarzy wyraźnie sugerował, iż są zatwardziałymi słuchaczkami „Radia Maryja”. Dopiero potem drzwi otworzyła moja internetowa wybranka i widząc wścibskie spojrzenia przemiłych sąsiadek bez słowa wpuściła mnie do środka.
Przestąpiwszy próg zlustrowałem ją z wprawą charakterystyczną dla prawdziwego znawcy kobiecego piękna, a zwłaszcza ponętnych cycuszków. Aga była w miarę wysoką, długowłosą blondynką o dużym biuście. Włosy miała spięte w kok, twarz dość ładną, nieumalowaną, a minę powiedzmy średnio inteligentną. Mocno średnio. Na różową, obcisłą bluzeczkę z dużym dekoltem założyła fartuszek w czerwone kwiatki, a na nogach miała bambosze z groteskowo dużymi pomponami. Cóż, chciałem gosposię, to miałem. No ale cycki miała duże i może da coś zjeść, więc nie można narzekać.
Lekko przytuliła mnie na przywitanie, unikając pocałunku w policzek i poklepując po plecach jak jakaś stara ciotka. Zaraz potem zaskoczyła mnie pytaniem:
- Chcesz kompotu? Dobry, jabłkowy, sama robiłam.
- To dawaj. Nie będę wybrzydzał.
- No to chodź ze mną do kuchni, bo mam robotę.
Podreptałem za nią, wypiłem szklankę wręczonego mi kompotu, a Agnieszka zajęła się urabianiem ciasta. Stała tyłem do mnie, pochłonięta pracą, a że nie lubię mówić do pleców, a tym bardziej do tyłka, więc się nie odzywałem. Po chwili to ona przerwała milczenie:
- Możesz mi rozmasować kark? Jestem taka spięta…
- Oczy wiśnie. Jestem prawdziwym mistrzuniem w rozmasowywaniu karków – stwierdziłem tonem osoby świadomej swojej wysokiej wartości.
Przystąpiłem do dzieła. Aga nadal ugniatała ciasto, ale po chwili powiedziała:
- Niżej też jestem bardzo spięta. I trochę z przodu.
- To znaczy gdzie? – spytałem przenosząc dłonie na bok, poniżej jej pach.
- Nie tu, jeszcze bardziej do przodu – chwyciła mnie za ręce i położyła na swoim biuście.
Zachęcony bezpośredniością dziewczyny złapałem mocno za te jej duże, trochę miękkie cyce i ugniatałem podobnie jak Agnieszka robiła to z ciastem. Jednak moje zabiegi nie do końca przypadły jej do gustu, bo po chwili powiedziała:
- Jakoś przez materiał słabo czuję. Ale czekaj, coś zaradzimy.
Rozpięła fartuszek, podciągnęła bluzeczkę powyżej piersi i kazała mi położyć łapy na swoim bufecie. Miętoliłem piersi, prawie wylewające się z za małego stanika, mając nadzieję, iż w końcu któryś cycek wyskoczy na wolność. Jednak nie dane mi było się tego doczekać, bo operację rozluźnienia kobiety brutalnie przerwał dzwonek do drzwi.
- Dobra, dzięki – powiedziała Agusia, podciągając bluzeczkę i zapinając fartuszek. – Już mi lepiej. Muszę otworzyć, bo to może być coś ważnego.
Zostawiła mnie z pustymi, wyciągniętymi do przodu rękoma, a sama szybciutko pomknęła do drzwi. Otworzyła je szeroko i wesoło zawołała:
- A, to ty, Monia! Wejdź, kochana! Dawno cię nie widziałam, chyba ze dwie długie godziny.
- Bo wiesz, byłam sklepie – odpowiedziała brunetka o szczurzej twarzy, małych cycuszkach i kościstym tyłku. – A tam kolejka dłuuuuuuuuuuuuga, aż do drzwi.
- A w jakim byłaś sklepiku? W tym z tymi fajnymi ciuszkami, które tak super leżą na dupce i na cycuszkach? – zainteresowała się Agulina.
- No w tym, w tym. Wiesz jakie przywieźli dzisiaj fajne majteczki? Takie stringasy, że aż żal byłoby nie kupić. No to kupiłam!
- Tak? To ubierz i pokaż jak się w nich prezentujesz?
- Ubrałam. Już w sklepie. Patrz jakie ładne!
Monia podciągnęła spódniczkę do pasa, żeby pokazać czarne stringi.
- A w dupci jak leżą?
- Zajebiaszczo. Sama luknij! – odwróciła się tyłem do blondzi, a przodem do mnie i uwodzicielsko zakręciła tyłeczkiem, prezentując walory nowego zakupu. I dopiero wtedy mnie zauważyła.
- A to kto? – zaskoczona wymierzyła we mnie palcem, z wrażenia zapominając o opuszczeniu spódniczki.
- Jak to kto?! – odpowiedziałem zdziwiony jej ignorancją. – Jestem wesoły Romek, mam na przedmieściu domek, a w domku…
- Nie gadaj Romku, co masz w domku! – zawołała Agusia zadowolona z tego, że udało jej się zrymować. – Nie mówiłam ci? To mój pomocnik, będzie mi pomagał przy różnych pracach domowych. No wiesz – odkręcić słoik, wbić gwoździa, zabić pająka, przeczyścić komin….
- Ale ty jesteś głupia cipka! – krzyknęła Monika. – Przecież w bloku nie masz komina.
- Sama jesteś głupia cipka i pipka! Nie o taki komin mi chodziło!
- A jaki?
- No wiesz, bara bara bara, riki tiki tak, jeśli masz ochotę, daj mi jakiś znak..
- A, to trzeba tak było tak od razu mówić! Teraz już wszystko wiem! Riki tiki tak! Jeszcze ci przy okazji Romek zegary ponaprawia!
- Tak, wiesz! Gówno wiesz! On nie jest zegarmistrzem. Ale ty tępa jesteś! A to ze mnie się śmieją, że jestem blondynką!
- Coś ściemniasz, ale niech ci będzie.
Monia zakończyła niezrozumiały dla siebie wątek. Widocznie już się na mnie napatrzyła, bo znów odwróciła się przodem do koleżanki, a tyłem do mnie. Puściła spódniczkę, a ta opadła z przodu, ale z tyłu została zadarta tak, że mogłem sobie popatrzeć na jej tyłek z bardzo wąskim paskiem stringów pośrodku. Trochę kościsty, ale nie był taki zły, więc przysunąłem się bliżej, żeby mieć lepszy widok.
- A słyszałaś, Aga, że Wojtka zwolnili z roboty? – odezwała się dopiero po chwili.
- Pewnie za pijaństwo – odpowiedziała Aga. - Sto procent, że pił.
- I kradł. Bo to pijak. I złodziej. Bo każdy pijak to złodziej – skomentowała brunetka.
- To ja ci powiem lepszą nowinę. Natalia kupiła sobie nowy samochód. Ciekawe skąd miała pieniądze?
- Pewnie dawała dupy na prawo i lewo za kasę.
- Na pewno. Ale to dziwka!
- To jeszcze nic. Słyszałam, że Milenę wzięli do szpitala!
- Ciekawe dlaczego? – spytała się Agulina.
- Pewnie mąż jej rozkalibrował cipkę. On ma takiego dużego kutasa.
- I w ogóle za dużo dawała na prawo o lewo.
- No, a jak już szłam do domu w tych nowych stringasach – brunetka wróciła do tematu przerwanego prezentacją majteczek, a potem obgadywaniem koleżanek i kolegów – to już na klatce spotkałam tą rudą…
- Tą zdzirę spod czwórki? – spytała Aga.
- Tak, tę rudą, burą sukę, tę zdzirę!
- Tę dziwkę, tę cichodajkę, ruchawicę pospolitą?
- Tak, dokładnie, chodzi mi o tego kurwiszona! – sprecyzowała Monika.
- No to trzeba byłą od razu mówić, że spotkałaś tę latawicę Anitę!
- Mówię przecież cały czas. I ta ruda lampucera mówiła mi, że wczoraj zaprosił ją do mieszkania ten Staszek spod dziesiątki.
- Ten stary kawaler, ten z tą wielką pałą?
- Tak, ten, jaja też ma wielkie i dwa pieprzyki na tyłku.
- Wiem, wiem, jeden na lewym, a drugi na prawym pośladku.
- No i ten świntuch ją zgwałcił! – krzyknęła Monika z wypiekami na twarzy.
- No a czego się spodziewałaś? Mnie też zgwałcił, jak kiedyś u niego byłam. A potem byłam jeszcze u niego ze cztery razy i za każdym razem kilka razy mnie zgwałcił.
- Ale zbokol! Mnie też zgwałcił, jak do niego wpadłam przypadkiem na chwilunię, na trzy, cztery króciutkie godzinki. W lipcu dwa razy mnie zgwałcił, w sierpniu raz, a potem we wrześniu trzy razy, w tym raz w tyłek.
- A w październiku ile razy? – dociekała Agnieszka.
- No właśnie, już mamy czwartego października i jeszcze ani razu mnie nie zgwałcił, bo zapomniał mnie zaprosić! Cham!
- To on gwałci wszystkie kobiety z naszej klatki! Co za napaleniec!
- A jaką ma wielką pałę!
- A jak fajnie posuwa!
- Ale wszystkich nie zgwałcił! – oznajmiła Monika.
- Pierdolisz?
- Nie pierdolę, bo cipką nie ruszam. Naprawdę nie wszystkie. Wiolety nie zgwałcił.
- Dlaczego?
- Bo ona nie chciała!
- Co za niewydymka! – zawołała Agnieszka.
- Dziewicę rżnie, a wali się jak dzika!
- Cnotkę udaje, a suka z niej jak cholera!
- Pewnie by chciała kasę za gwałt, dziwka pieprzona!
- A ja się dałam zgwałcić za darmo!
- Ja też! – krzyknęła oburzona Monika.
- O ty suczko! – Aga dała jej mocnego klapsa na chudy tyłek. – Dałaś mu dupki, a teraz ci żal, że ci nie zapłacił!
- Sama jesteś suczka, bo też mu dałaś za free! – Monia zrewanżowała się równie mocnym klapsem na pupę blondynki.
- Ale ja nie żałuję, a ty tak! O ty suczko! – znów dała koleżance mocnego klapsa.
- Nie kłam, ty też żałujesz! – dłoń Moniki mocno klepnęła pośladki Agi.
- To ty kłamiesz! O ty suczko! – Aga znów strzeliła brunetce na tyłek.
- Romek, powiedz jej coś, bo ta suczka już zaczyna mnie denerwować – blondzia w końcu zwróciła na mnie uwagę.
- Powiem jej, powiem. O ty suczko! – klepnąłem dupeczkę Moni tak mocno, że aż mnie ręka zapiekła.
- O ty penisie! – zdenerwowała się brunetka i ścisnęła mnie za członka. – Co to jest za poklepywanie mnie po tyłku?! O ty penisie!
Chwyciła mnie za jądra i zgniotła je tak mocno, że aż krzyknąłem z bólu.
- A co to jest za obmacywanie mojego Romka? - wrzasnęła oburzona Agulinka. – O ty suczko!
Blondynka mocno chwyciła koleżankę za cycuszki i boleśnie ścisnęła.
- O ty suczko! Suczko, suczko, suczko! – przeszedłem do kontrofensywy i kilka razy zdzieliłem Monikę po tym jej chudym tyłku.
- Ratunku, gwałcą! – wrzasnęła brunetka i otworzyła drzwi wejściowe. – Gwaaaaaaaaaaaałcą!!! – krzyknęła tak głośno, że pewnie było ją słychać na wszystkich dziesięciu piętrach klatki schodowej.
- Chciałabyś! – stwierdziłem dając jej kilka naprawdę mocnych klapsów, na zmianę prawą i lewą ręką.
- Gwaaaaaaaaaałcą!!! – znów zawyła Monia i uciekła po schodach w dół.
Nie goniliśmy tej suczki. Aga zamknęła drzwi, nie zwracając uwagi na ciekawskie spojrzenia babcinek spod „19” i „20”. Wróciliśmy do kuchni, a wtedy pozytywnie zaskoczyła mnie swoją opiekuńczością i wrażliwością na ból bliźnich:
- Nie stało ci się nic z jajkami? I z ptaszkiem? Zwłaszcza z ptaszkiem?
- Nie, chyba nie – odparłem.
- U mnie nie ma, że „chyba nie”. Ja muszę to zobaczyć, żeby mieć pewność. Pokazuj mi ptaka! Bez dyskusji! Raz, raz, raz!
Nie zareagowałem, więc sama przystąpiła do działania. Błyskawicznie rozpięła mi zamek przy spodniach, wsunęła rękę w slipki i wyłuskała z nich penisa, wyciągając go na światło dzienne razem z jądrami.
- Zobacz, jaki jest czerwony! Prawie siny! I jajeczka też. Nic nie rób, muszę go posmarować taką specjalną maścią. I nie waż mi się go chować, póki nie posmaruję!
No to nie chowałem. Agnieszka wyciągnęła z jakieś szuflady wielgachną apteczkę i wyniuchała w niej maść w jaskrawo fioletowej tubce. Wycisnęła z niej na dłoń sporą ilość podejrzanie wyglądającej szaroburej substancji, a potem zaczęła mi ją energicznie wsmarowywać w członka i jądra. I wtedy – kto by pomyślał? – stanął mi, powiększając się do swoich maksymalnych, jak na moje oko znacznie ponad dwudziestocentymetrowych rozmiarów. Na wszelki wypadek nigdy nie mierzyłem, żeby czasami się nie zawieść i nie zdołować.
- Nie myśl sobie, że robię to po to, żeby przekonać się, jakiego masz dużego fajfusa, zwłaszcza we wzwodzie – zastrzegła sobie, zwiększając tempo wsmarowywania tak mocno, że już nie wiedziałem, czy mnie leczy, czy raczej brandzluje. – Po prostu chcę ci pomóc i nic więcej. Taka ze mnie dobra samary, no ta, smarty...
- Samarytanka – podpowiedziałem czując, że wytrysk jest blisko.
- No właśnie.
Mocno odciągnęła mi napletek, odsłaniając całą żołądź. Już dużo mi nie brakowało. I wtedy zadzwoniła jej komórka. Agusia natychmiast sięgnęła w stronę stołu po swoją różową Nokię i kompletnie o mnie zapomniała, całkowicie koncentrując się na rozmowie.
- O, cześć, Krysiulka. Cześć, cześć, cześć! Siemanko, jak się masz? Ja się mam dobrze. Weekend minął dobrze. Stosunkowo dobrze. Trudno, żeby było inaczej, skoro miałam pięć stosunków, co nie? A ty ile? Tylko cztery? Słabiutko?! Cienko, kochana, cieniutko!
Widząc, że konwersacja się rozwija i może potrwać dłużej, schowałem pytonga, zachowując siły na później. Jeszcze zdążę sobie pociupciać, zwłaszcza, że zamierzałem na tym lokalu przetrwać co najmniej ze cztery dzionki. Ostatnio trochę schudłem, odżywiając się bardzo nieregularnie, gdyż z uwagi na topniejące fundusze i odwieczny dylemat ubogiego studenta „pić czy jeść, o to jest pytanie” z reguły wybierałem to pierwsze, jako bardziej podstawową potrzebę fizjologiczną. W końcu nawet Jezus bez jedzenia wytrzymał na pustyni czterdzieści dni, a bez picia nie dałby rady więcej niż tydzień. A terasz przyszedł czas, by naładować organizm kaloriami. I przy okazji, nie marnując okazji, poruchać sobie do oporu. Tymczasem Agulina nawijała w najlepsze:
- Jak to, muszę sobie golić cipkę? I co z tego, że na plaży włoski łonowe będą mi wystawać z bikini? Przecież to normalne, że każda kobieta ma z natury owłosienie łonowe, więc czego mam się wstydzić? Jak to nieestetyczne? A co mnie to obchodzi, że wszystkie sobie golą? Ja nie jestem taka jak wszystkie! Jestem lepsza niż większość tych lampucer i lachociągów! Lampucerów? Nie, chyba jednak się mówi, że lampucer. No i co z tego, że też ciągnę czasem pałę jakimś kolesiom, skoro i tak nikt o tym, nie wie? Absolutnie nikt. Ani jedna osoba nie wie, że na przykład obciągnęłam Danielowi i Łukaszowi. Naprawdę, ani jedna! Więc nie jestem lachociągiem i to jest dla wszystkich jasne. Co?! Że ty też się tam golisz? A nie boisz się, że się zatniesz? Ja mam taką delikatną skórkę na pipcę... Nie, naprawdę, boję się. No chyba, ze przyjedziesz i własnoręcznie mi ją ogolisz! Da się zrobić? O, dzięki, jesteś najlepszą cipulką w tej części miasta!
Stanąłem za jej plecami. Wyglądała mi na jakąś spiętą. Wiedząc już, jak mogę pomóc temu biedactwu, przystąpiłem do działania, chociaż oczywiście nie miałem z tego absolutnie nic dla siebie - ani przyjemności, ani odrobiny zadowolenia. Taka już ze mnie dobra, szlachetna duszyczka. Znając już preferencje Agusi, rozpiąłem jej fartuszek i zadarłem bluzeczkę do góry aż do szyi. Masowałem jej duże cycuchy z pełnym namaszczeniem, a kobieta ciągle nadawała jak nakręcona:
- Naprawdę wsadził ci aż po same jajka? Przecież ty masz taką ciasną! Jak to nie? Skąd wiem? Pytasz głupio! Opowiadali mi. Kto? Andrzej, Roman, Wojtek, Jarek, Darek, Marek, Czesław, Wiesław, Zdzisław, Mścisław, Warcisław, Tomek, Olek, Bolek... Dlaczego mam już przestać wymieniać? Akurat do takich spraw to mam dobrą pamięć!
Ciągle wydawała mi się taka jakaś zestresowana, więc postanowiłem zrobić wszystko, absolutnie everything, by polepszyć jej samopoczucie. W tym celu, myśląc absolutnie wyłącznie o Agusi, rozpiąłem jej stanik i wysoko podniosłem miseczki, kładąc dłonie na imponujących krągłościach. Dziewczyna głośno westchnęła, a ja zacząłem ugniatać efektowny biust, wkładając w to całe serce i nie pozwalając się rozproszyć przez gigantyczną, nieoczekiwaną i nieuzasadnioną erekcje.
- Ja tam nie szlajam się nigdzie i nie daje się rżnąc gdzieś w podejrzanych miejscach przez jakiś nieznajomych facetów. Trzeba się szanować! – chwaliła się moja cycata blondzia, a ja nie przerywałem swoich zabiegów. – Wiesz dobrze, co o tym sądzę. Byle komu, byle w domu, taka ze mnie domatorka. Nie zniżę się to tego, żeby obciągać komuś gdzieś pod mostem. Tak, żebyś wiedziała, wolę u siebie w kuchni. Byle komu, byle w domu. Moja mamusia zawsze tak mówiła i ja się z nią absolutnie zgadzam. Już przestań mi wypominać jakieś pierdoły z zamierzłych czasów, z przed pół roku czy nawet więcej! To pod mostem Karola w Pradze i pod mostem Poniatowskiego to był tylko wypadek przy pracy i wyjątek potwierdzający regułę. A ty co, myślisz, że jesteś lepsza? Nie pamiętasz, jak cię rżnęli w pięciu na stole bilardowym w klubie Chaos?! Albo jak dawałaś dupy tym wszystkim dziadkom z domu starców w Ciechocinku? Nie, ja wtedy nawet nie wychodziłam z pokoju, to znaczy z kibla, bo miałam sraczkę, więc nie wmawiaj mi, że ja też! Co?! Kto jest szmatą?! Ty zdziro, ty, suko, ty kurwiszonie! I więcej do mnie nie dzwoń! Ty też się pierdol!
Zdenerwowana rozłączyła się i rzuciła komórką o podłogę, a później jeszcze ją kopnęła, posyłając biedną, różową Nokię w róg kuchni. By ją uspokoić, zacząłem jeszcze intensywniej ugniatać biust, ale moja gospodyni miała widocznie lepszy sposób na stres, bo zerwała się na równe nogi i dopadła do lodówki. Nie chowając cycków wyciągnęła z niej tabliczkę czekolady i pochłonęła ją w oka mgnieniu. Widząc moje zdziwione spojrzenie uprzejmie spytała:
- Co się kurwa gapisz, bucu? Nie bój się, dupa mi nie urośnie. Wszystko mi idzie w cycki.
To mówiąc dumnie wypięła do przodu te swoje wielkie bufory. Uspokojony odetchnąłem z ulgą, a tymczasem Agniecha znów sięgnęła do przepastnych czeluści królestwa lodu i mrożonek, tym razem wyciągając z niego kubek z kisielem. W szufladzie w stole wyszukała łyżeczkę, nabrała na nią trochę czerwonawej żelatyny i wyciągając w stronę moich ust rozkazała:
- Spróbuj! Dobre, sama robiłam.
Wobec tak postawionej sprawy połknąłem pożywienie i spojrzałem na kobietę, z nadzieją oczekując powtórki.
- Co, dobre? – spytała blondynka.
- Tak, nawet bardzo – odparłem bez zastanowienia.
- W takim razie sama sobie zjem ten kisiel, skoro taki dobry.
- Jak to?
- A tak to! – odpowiedziała pałaszując malinowy specjał i odwracając się do mnie tyłem, żebym czasem nie zabrał jej kubka.
- To taka jesteś gościnna? – zawołałem oburzony.
- Jestem gościnna, ale jak jest coś dobrego i starcza tylko dla jednej osoby, to sorry winnetou, kobiety mają pierwszeństwo, więc jem ja.
- Co to znacz: „jemja”?
- No że ja jem!
- Jajem? Już ty się tak nie interesuj moim jajem. Dałem ci nasmarować moje jaja jakimś podejrzanym gównem i wystarczy.
- Nie gównem, tylko super maścią prosto z Rumunii – oburzyła się Aga. - Skoro pomogła mi, jak miałam wrzody na kocie, to na ptaka też ci pomoże.
- Na kocie? To jest maść dla zwierząt a nie dla ludzi? Nie jestem jakimś zwierzakiem!
- To jest maść dla ludzi.
- To co mówiłaś o kocie?
- Bo chodziło mi o mojego no wiesz, tego, bobra…
- Przecież bóbr to też zwierzę.
- O bobra czyli o myszkę…
- Myszka to też…
- Cholera jasna! – zdenerwowała się kobiecina. - O cipę mi chodziło! Rozumiesz?! O moją cipę!
- To co mówiłaś o kocurach, bobrach i innym tałatajstwie?
- Bo nie chciałam się brzydko wyrażać, do jasnej cholery! O jasna dupa! O ja cię pierdolę.
- A, to o takiego bobra kota chodziło! – zaśmiałem się. - A mogę położyć rękę na twoim kocie? I pomiziać go po futerku?
- Nie teraz, później. Najpierw pokaż mi ptaka, czy się dobrze goi.
- A co mi się miało zagoić przez tę chwilę?
- Nie dyskutować! Pokazywać! Nie stawiać oporu! – wydarła się na mnie jak na dzieciaka.
Odłożyła opróżniony kubek, w końcu schowała cycki w staniku i opuściła bluzeczkę. Rozpięła mi rozporek i pasek od spodni i mocno pociągnęła w dół. Następnie błyskawicznym ruchem ściągnęła slipki do połowy uda. Jedną dłonią chwyciła za jądra, a drugą za penisa i uklękła przede mną. Z najbliższej odległości bacznie przyglądała się moim genitaliom, leniwymi ruchami pocierając członka i miętosząc jądra. Mój najlepszy przyjaciel szybko podniósł swa czerwoną główkę. Wobec takiego przebiegu wydarzeń liczyłem na coś więcej, ale blondyneczka puściła prącie, wstała i stwierdziła wszechwiedzącym tonem lekarza ordynatora.
- Ładnie się goli, ale muszę mieć miejsce chorobowe pod stałą kontrolą! Jednak co maść z Rumunii, to maść z Rumunii. Ta Rumunia to dopiero ma rozwiniętą medycynę!
- Na pewno. Kobiety też mają nieźle rozwinięte, widzę czasami, jak stoją przy drodze – odparłem chowając swój oręż w gacie.
- Jak rozwinięte? Intelektualnie? I to było widać z samochodu?
- Tak, są inteligentne i oczytane. I to było widać bardzo wyraźnie. Miseczki „d” to ja widzę z kilometra.
- Niezły wzrok, pogratulować. Ale my tu pierdu, pierdu o jakiś pierdołowatych pierdach, a robota leży.
- Jaka robota?
- Jaka, jaka?! W domu zawsze jest jakaś robota! Wy faceci, myślicie, że jak kobieta nie chodzi do pracy i zajmuje się domem, to nic nie robi! A ja tu sobie ręce urabiam po łokcie. Ciągle coś, już szlag mnie jasny trafia! Pranie, sprzątanie, prasowanie! Gotowanie, odkurzanie! No i jeszcze trzeba biegać na zakupy i wszystkie ciężkie siaty tachać samemu! W tym markecie promocja na to, w tamtym na tamto, a w sramto na sramto! Żeby tanio kupić coś przyzwoitego, ile to się człowiek musi nauganiać po całym mieście!
- Wielkie mi tam miasto – niecałe sześćset tysięcy mieszkańców.
- Bo wy faceci, to nigdy nie potraficie docenić kobiety! Tylko fotel, gazetka, telewizor, piwo, a kobita niech na pysk padnie! A ja po kolanach, pod stołem, za fotelem, w łazience, na balkonie!
- Wymieniasz miejsca, w których najbardziej lubisz uprawiać seks?
- Nie, wymieniam, gdzie myję podłogę, ty ciężko kapujący męski szowinisto!
- Dobra, dobra, już się tak nie rozpędzaj. To co chcesz robić?
- A na zupkę chińską mam ochotę. A ty nie?
- A ja tak. Chociaż wolałbym golonkę.
- To idź sobie kup i zrób! Myślisz, że co?! Że ja forsą sram i na forsie śpię?!
- Ja tam nie wiem, czym ty srasz i na czym śpisz. Ani do kibla po tobie nie wchodziłem wodę spuszczać, ani do łóżka nie zaglądałem – odpowiedziałem zdenerwowany jej głupimi zaczepkami.
- Ale jesteś bystry! Jak woda w sraczu! – odpowiedziała złośliwie.
Już chciałem odparować, że na tyle bystry, żeby spłukać takie gówno jak ona, ale nie zdążyłem, bo przeciągle zadzwonił dzwonek przy drzwiach i zbił mnie z pantałyku. Agulina pobiegła jak na skrzydłach i otworzyła drzwi na oścież. Na korytarzu pojawiło się jakieś rude czupiradło, a blondzia wesoło przywitała gościa:
- O jak fajnie, Dorotka, że wpadłaś! W końcu będę miała z kim chwilkę porozmawiać. Wiesz, że Wojtka zwolnili z pracy za pijaństwo i złodziejstwo?
- To ciekawe co takiego robił po pijaku w zakładzie?
- Pewnie się obnażał.
- I publicznie onanizował! - dodała ruda.
- A w dodatku ruchał wszystkie pracownice!
- Na bank! To do niego podobne.
- Co za degenerat! – zawołała Aga.
- A słyszałaś, że nasza dobra koleżanka Natalia zarobiła tyle kasy na dawaniu dupy na prawo i lewo, że kupiła sobie nowy samochód?
- No tak, mąż ciągle w delegacjach, to pewnie burdel zrobiła w mieszkaniu.
- Wcale bym się nie zdziwiła. Kto wie, czy nie naspraszała koleżanek, a to przecież same dziwki – zauważyła Dorota.
- A jak dziwki to na pewno dawały chłopom za kasę.
- A Natalia najwięcej!
- No i zarobiła na nową furę, pieprzona blachara!
- A nie mówiłam ci, że Milenę wzięli do szpitala, nie dość, że dawała na potęgę na prawo i lewo, to jeszcze mąż do końca jej rozkalibrował cipkę tym swoim wielkim kutasem?
- No, pałę to on ma naprawdę niesamowitą, widziałam nieraz. Mówisz, że puszczała się na prawo i lewo? A to cichodajka!
- Jaka tam cichodajka? – nie zgodziła się blondzia. – Zawsze przy seksie darła się jak opętana.
- No tak. Podobno jak ją kiedyś rżnęli na balkonie, to pół bloku pobudziła, aż dzieci płakały, a po wszystkim, jaka już skończyła, kupa ludzi poszła sobie zapalić.
- No to nie ma się co dziwić, że ją wzięli na ostry dyżur z powodu pękniętej kuciapki. Przecież żadna cipka by nie wytrzymała takiej ilości ruchania.
- Ktoś mi zdradził, że kiedyś jeden murzyn tak jej wsadził tego swojego półmetrowego, że aż biedulce uszkodził macicę! – wyznała dyskretna Dorotka.
- To możliwe! Nawet bardziej niż możliwe! Naprawdę cieszę się, że wpadłaś. Siedzę tu sama cały dzień, non stop sprzątanie albo przy garach, nie mam nawet do kogo buzi otworzyć, jakbym umarła, to chyba by mnie znaleźli dopiero po miesiącu, jakbym zaczęła śmierdzieć!
- Już po trzech dniach byś zaczęła śmierdzieć – rzeczowo i konkretnie wtrąciłem się do rozmowy, wchodząc na przedpokój.
- No to może trochę szybciej by mnie znaleźli.
- A to kto? – ruda podeszła do mnie i z bardzo bliskiej odległości spojrzała mi w oczy.
Skromnie spuściłem wzrok, bo po pierwsze skromność to moje drugie imię, a po drugie dzięki temu mogłem zapuścić żurawia za jej spory dekolt. Piersi miała ładnie opalone, średniej wielkości i tak jak lubię najbardziej – nie nosiła stanika. Powoli obracała się w prawo i w lewo, powodując, że biust delikatnie jej podrygiwał. Doprawdy nie wiem w jakim celu to robiła, ale wacek od razu zaczął podnosić główkę z wyraźnym zainteresowaniem.
- To jest wesoły Romek, ma na przedmieściu domek – odpowiedziała Agnieszka. – A w domku…
- O ty suczko! Na chatę lecisz! – Dorota doskoczyła do niej i dała mocnego klapsa na tyłek. – A to jest twój nowy fagas!
- Au! Co mi robisz, ty pindo?! Sama na chatę lecisz – Aga zrewanżowała się równie mocnym pacnięciem.
- A ja nie jestem żaden fagas, tylko big fucker, ty cholerna zdziro! – delikatnie dałem Dorocie do zrozumienia, żeby mnie nie obrażała.
- Romek, pomóż mi, załatwimy tę rudą suczkę! – zawołała blondzia.
No to pomogłem. Dopadliśmy ją we dwójkę, przegiąłem Dorotę w pół, przytrzymałem w pasie lewą ręką, a prawicą wymierzyłem kilkanaście mocnych klapsów, do których Aga dołożyła kilka swoich. Zaskoczona dziewczyna znieruchomiała i dopiero po kilku sekundach ożyła. Wyrwała mi się i uciekła do kibelka, zamykając się w nim od środka.
- Ale mam czerwoną dupę! – rozległ się po chwili jej głośny krzyk. – Nigdy wam tego nie wybaczę!
- Czerwoną dupę? Muszę to zobaczyć! – zawołała Agusia.
- Ja też! – dołączyłem się do chętnych na widowisko.
- Chodź tu z tą dupą i pokaż ją! Może będę ci mogła pomóc.
- Jak? – zainteresował się rudzielec.
- Mam taką specjalną super maść prościuteńko z samiutkiej Rumunii. Romanowi pomogła na jaja.
- I na kutasa też – dodałem żeby nie było niedomówień.
- Nie bądź taka! Pokaż dupę!
- Pokaż dupę! Pokaż dupę! Pokaż dupę! – skandowałem wesoło stojąc pod drzwiami toalety.
- Dobra, już dobra! Pokażę! Ale tylko Agulince!
- A Romusiowi też? – domagałem się swoich praw.
- Romusiowi nie!
- Dlaczego? Why?
- Bo się wstydzę.
- Pewnie ma brudny tyłek – szepnąłem tak cicho, żeby tylko Aga usłyszała.
- Nie mam brudnego tyłka, debilu! – odezwał się głos z ubikacji. – Nie znamy się nawet pięciu minut, a ty chciałbyś, żebym pokazywała ci gołą dupę? Nigdy! Always! To znaczy never!
- Powiedziałaś: „forever”? – udałem głupa.
- Nie udawaj głupa! Powiedziałam never! Odsuń się Roman! Tylko Aga wchodzi!
Dorota otworzyła drzwi, robiąc wąską szparę między nimi a futryną. Agnieszka zwinnie prześliznęła się przez nią do środka i natychmiast rozległ się chrzęst przekręcanego klucza. Kilka sekund później usłyszałem głośne westchnięcie i okrzyk:
- Ale masz dupę!
- Ja też chcę zobaczyć! – załomotałem w drzwi. – Muszę!
- Mówiłam ci już! Nie znamy się nawet pięć…
- Sześć minut dwadzieścia jeden sekund, z zegarkiem na ręku! Przysięgam! – zaklinałem się, chociaż nawet nie miałem zegarka.
- Poważne już tak długo się znamy? – zdziwiła się Dorota. – Ale ten czas zapierdala!
- No właśnie! Bardzo szybko zapierdala!
- No dobra! Ale nie pokażę ci dupy, zanim ty mi czegoś nie pokażesz - targowała się jak stara przekupa.
- Czego?
- Nie mówi się „czego”, tylko „słucham”. Ty pierwszy musisz mi coś pokazać.
- Co?
- Kutasa i jajca! – postawiła twarde warunki.
- No dobra – chciałem już zakończyć te długie i męczące negocjacje. – Ale jak mam to zrobić przez zamknięte drzwi?
- Przygotuję ci szparkę. Wsuniesz w nią, a ja sobie obejrzę.
- Ok. Bardzo chętnie wsunę w szparkę. A co z dupą?
- Dupę później. Najpierw wkładaj w szparkę.
- No dobra.
Błyskawicznie rozpiąłem spodnie, zsunąłem je razem ze slipkami i wziąłem penisa w rękę. Kilkunastoma szybkimi ruchami doprowadziłem go do wzwodu i gdy drzwi odchyliły się, tworząc z futryną kilkunastocentymetrową szczelinę, wpakowałem w nią swój oręż w pełnej gotowości bojowej.
- Ooo! Jaki duży! – rozległ się okrzyk zachwytu. – Prawie taki jak Staszka!
- Tak, tylko Romek nie ma pieprzyków na jajach – dodała Agnieszka.
- Mogę go wziąć do ręki? – spytała Dorotka słodkim głosem i nie czekając na odpowiedź ucapiła go tuż przy nasadzie, drugą ręką trzymając drzwi i pilnując, żeby szparka nie zrobiła się zbyt duża.
- Zostaw, to kutas mojego fagasa, a nie twojego – Agulina dała koleżance po łapie, a gdy ta puściła fiuta, sama wzięła go do ręki i zaczęła mnie brandzlować.
- O co ci chodzi, ty głupia zdziro?! – ruda taktowne zwróciła uwagę koleżance, że tak się nie robi. – Przecież nie chcę ci zabrać fagasa, chciałam tylko oblukać kutasa!
- Co ty jadasz, że tak wierszem gadasz? – zarymowałem.
- Króliki, chuju dziki! – tym razem to Dorcia strzeliła Agę po łapie, a gdy blondzia cofnęła dłoń, ręka rudej zajęła jej miejsce i teraz to ona mnie brandzlowała.
- Chyba chciałeś oglądać dupę tej rudej zdziry, a nie dawać się jej obmacywać tymi brudnymi łapami?! – wrzasnęła na mnie Aga.
Zdaje się, iż Dorcia nie lubiła krzyków, bo zamarła. Blondynka skorzystała z okazji, oderwała rękę koleżanki od mojego przyrodzenia, siłą odwróciła ją tyłem do mnie i pociągnęła w dół w ten sposób, że ta mocno wypięła goły tyłek.
- Masz! Patrz! Nażryj się! Widzisz jaka czerwona! – Agnieszka pokazywała mi palcem na zaczerwienione, zgrabne pośladki.
- Ale ma dupę! – wyrwało mi się.
- To samo jej mówiłam.
- A jaką ładniutką cipulkę! I w dodatku świeżo wydepilowaną – skomentowałem dobrze widoczną między szeroko rozstawionymi nogami waginę Dorotki.
- Gdzie się tam gapisz, debilu?! – Aga chyba była odrobinę zazdrosna. – Na dupę się patrz, a nie na pipkę! Zresztą już się napatrzyłeś i starczy.
- Starczy, to jest uwiąd – zauważyłem.
- Hę? Co ty tam bredzisz? Idź przynieść maść z Rumunii, będziemy smarować.
Bezceremonialnie wypchnęła mnie z ubikacji. Jestem dżentelmenem, a przynajmniej do czasu, aż się nie zdenerwuję, więc nie chciałem przepychać się z moją gospodynią domową, zwłaszcza że w sumie to przyszedłem dymać właśnie ją, a nie rudą lampucerę. Poszedłem do kuchni, poszukałem smarowidło i wróciłem z nią do dziewczyn. Dorota nadal klęczała przy muszli klozetowej tyłem do drzwi, z szeroko rozstawionymi nogami i mocno wypiętą pupą. Agulina wzięła ode mnie maść, uklękła obok koleżanki i zaczęła smarować jej pośladki.
- Miałaś rację, nie masz brudnej dupy – skomentowałem wielce apetyczny wygląd.
- Pewnie, że miałam rację, bo rano ją myłam. Zawsze się podmywam po seksie.
- Miałaś rano seks?- zainteresowała się Aga. – Z kim?
- Z facetem.
- Nie traktuj mnie jak blondynkę! Przecież wiem, że z facetem, a nie z krową! Co to za facet? Nazwisko! Adres! Numer kontaktowy! Referencje!
- Nie mogę ci powiedzieć! To tajemnica!
- To chociaż opisz mi jak wyglądał!
- Duży, gruby, z dużą żyłą pośrodku, lekko wygięty w dół. Włosy krótkie, czarne, poskręcane.
- Jak bardzo krótkie?
- Ja wiem? Z dwa centymetry. A na mosznie jeszcze krótsze.
- Zaraz, zaraz, to co ty mi tu opisujesz?
- Jak to co? Jakiego miał kutasa!
- Ale ty jesteś zboczona! A czy ja ci się pytałam jakiego ma kutasa czy jak wygląda?
- Wydawało mi się, że pytałaś się o kutasa.
- To źle ci się wydawało. Tylko kutasy ci w głowie, ty napalona świntucho!
- Daj, ja trochę posmaruję – musiałem jakoś przerwać tę bezsensowną kłótnię o nic.
Wyrwałem Adze maść z ręki, wycisnąłem dość dużo na dłoń i energicznie zacząłem wsmarować w pośladki. Jakoś tak sama ręka przesunęła mi się na jej cipkę, więc pocierałem ją dość intensywnie, żeby skóra mogła jak najwięcej wchłonąć.
- Tylko nie po cipce! – krzyknęła Dorota. – Szczypie mnie! Przecież to tyłek mam czerwony, a nie piczkę! Aga, przestań!
- To nie ja, tylko ten napaleniec! – odpowiedziała Aga, a ja dalej smarowałem waginę magicznym specyfikiem z kraju Draculi, od czasu do czasu zagłębiając w nią palce.
- Jaki napaleniec?
- Romek!
- Romek?! To jest tu jakiś facet?! A faktycznie, jest!
Dorota zerwała się na równe nogi, odwróciła przodem do mnie i podciągnęła dżinsy razem z majtkami. Widowisko skończyło się, więc cofnąłem się na przedpokój, bo jednak trzy osoby w takiej małej ubikacji to była mała przesada.
- Kto ci pozwolił dotykać mojej cipki, a zwłaszcza wkładać palce do środka?! – krzyczała ruda. – Kto? No powiedz kto?!
- Kto na ławce wyciął serce i podpisał głupiej Elce? Kto, no powiedz kto? – zaśpiewałem stary szlagier Czerwonych Gitar.
- Jak już, to głupiej Dorocie – sprostowała mnie Aga z przekąsem.
- To jest poważna sprawa, a ty robisz sobie z tego jaja i podśpiewujesz jakby nigdy nic! Uraziłeś moją godność! – zawołała Dorota zapinając pasek od spodni.
- Już nie przesadzaj, jaką tam godność – odparłem. – A jak ty bez pytania bawiłaś się moimi genitaliami…
- To znaczy kutasem i jajcami – uprzejmie wyjaśniła Agnieszka mniej rozgarniętej koleżance.
- Jak to bez pytania? Przecież pytałam, czy mogę go wziąć do ręki?
- Ale ja nie odpowiedziałem, że tak.
- Ale westchnąłeś i dla mnie to było jednoznaczne.
- Dwuznaczne.
- Jednoznaczne!
- Nie kłóćcie się już! Boże, oni znowu się kłócą! – krzyknęła Aga. – Wiecznie te wrzaski, ten hałas, to jest nie do zniesienia!
- W każdym razie jak ty obmacywałaś mnie, to ja mogłem w zamian obmacywać ciebie – wydałem salomonowy wyrok. – Zgoda? - wyciągnąłem rękę w stronę Doroty.
- Zgoda – ruda ujęła moją dłoń.
Potrząsnąłem nią i pocałowałem dziewczynę w lewy policzek. A potem w prawy. I w usta. No i jakoś tak zupełnie przypadkowo złapałem ją przy tym za cycka.
- Przestańcie się znowu obmacywać! – zawołała gospodyni i odepchnęła mnie na bok. – A tak w ogóle Dorcia przyszła do mnie, a nie do ciebie.
- Tak, masz rację, nie przyszłam tu po to, żeby pokazywać dupę obcemu fagasowi ani pozwalać mu wkładać palce w cipkę.
- Ani łapać go z fujarę.
- I jajca. No właśnie, nie po to tu przyszłam.
- Mówiłem już - nie jestem fagas, tylko big fucker – zaoponowałem.
- Dobra, dobra, już tak się nie chwal – powiedziała Aga.
- Fagasie – dodała od siebie Dorota.
- To po co tu przyszłaś, kochana Dorotko?
- Pogadać. Nie ma to jak nasze niewinne damskie ploteczki. Wiesz, kogo dzisiaj spotkam, jak wracałam z depilacji pachwin?
- Widziałem, że nie tylko pachwiny sobie dałaś wydepilować – wtrąciłem.
- Kogo spotkałaś, gadaj?
- No zgadnij?
- Pewnie te zdzirę spod ósemki?
- Chodzi ci o tę ruchawicę, sukę niemytą? – dopytywała się Dorota.
- Tak, o tego czarnego kurwiszona!
- Czyli o tę puszczalską dziwkę, tego lachociąga?
- No to mów, że wpadłaś na tę lampucerę Ewę?
- No mówię przecież. I wiesz co mi powiedziała?
- Pewnie znowu ją zaprosił ten Staszek spod dziesiątki – powiedziała Agnieszka.
- No żebyś wiedziała. Ten Staszek z tą wielką pałą.
- Z tymi wielkimi jajami i dwoma pieprzykami na tyłku?
- Ten sam – odparła Dorota. – I wiesz co? Zgwałcił ją.
- Co ty powiesz? Na pewno go sprowokowała, ta dziwka – stwierdziła blondynka.
- Ja bym nigdy nie poszła do tego Staszka, gwałciciela.
- Ani ja. On wszystkie gwałci. No chyba, że nie chcą.
- A która by nie chciała? Z facetem z taką wielką pałą? – spytała Dorotka.
- No właśnie, każda by chciała.
- Każda oprócz mnie. Bo ja nie jestem puszczalską.
- Ani ja.
- A za kasę byś u dała? – dociekała Aga.
- No co ty? Za kasę? Nie jestem dziwką.
- Ani ja. A za tysiąc złotych?
- No chyba, że za tysiąc złotych. Albo chociaż za pięćset – stwierdziła Dorota.
- Ja bym mu dała nawet za trzysta. Taki fajny facet z taką wielką pałą. I jeszcze w dodatku jak fajnie posuwa.
- No, naprawdę super rucha. I za dwieście mogłabym bym mu dać.
- A ja nawet za sto. W sumie pięćdziesiąt byłoby też dobrze.
- No pewnie, pięć dyszek mieć i jeszcze takie fajne dymanko z takim facetem. Super sprawa.
Cały czas stałem obok nich, ale dziewczyny były tak bardzo pochłonięte plotkowaniem, że w ogóle nie zwracały na mnie żadnej uwagi. A tymczasem ja, słysząc tę całą głupią paplaninę zdenerwowałem się nie na żarty na te cholerne hipokrytki. No i oczywiście postanowiłem po męsku wkroczyć i przerwać rąbanie dupy koleżankom:
- Przestańcie już, dziwki! Cała klatka przecież wie, że rżniecie się z nim za darmo, a dupę rąbiecie Moni! Nic nie jesteście od niej lepsze!
- Jesteśmy lepsze! – zaprotestowała Dorota.
- Dużo lepsze – zawtórowała Aga.
- Ciekawe pod jakim względem? – zaśmiałem się.
- Na przykład ja mam od niej większe cycki.
- A ja dużo większe – pochwaliła się blondynka.
- I co jeszcze?
- Jestem w stanie wziąć do buzi całego piętnastocentymetrowego penisa, a Monika dławi się już przy dwunastocentymetrowym.
- Ale cieniara. A ja wezmę całego osiemnastocentymetrowego.
- Szkoda, bo ja mam dwudziestojednocentymetrowego. Trochę ci zabraknie – stwierdziłem.
- Ale dużo mniej mi zabraknie niż Moni.
- I Monia ma chudy tyłek. Nie taki jak ja. Zobacz.
Dorota odwróciła się i wypięła w moim kierunku dupeczkę.
- Albo ja. Zobacz mój.
Aga też odwróciła się do mnie zadkiem i zaprezentowała swoje walory właśnie od tej strony. Niezłą miała dupeczkę, ale postanowiłem ją trochę podpuścić. I przy okazji Dorotę też.
- Może i fajny, a może i nie fajny – zacząłem wybrzydzać. - Trudno mi stwierdzić, bo przez spodnie niewiele widać. Może masz specjalnie wymodelowane dżinsy, które podnoszą pośladki, a może w gacie włożyłaś sobie gąbkę czy jakieś inne gówno? Kto tam cię wie? Zresztą Dorota też na pewno oszukuje, nawet wygląda mi na oszustkę, bo ma wyraz twarzy jak lisek chytrusek.
- Co?! Nie fajny?! – wydarł się wściekła Agnieszka. – Wymodelowane dżinsy?! Jakieś gówno w gaciach?! Zaraz wywalę ci kawę na ławę! – zaczęła rozpinać spodnie.
- A po co mi kawa? Ja nie lubię kawy…
- Ale jesteś ciemniak! Kawę na ławę czyli gołą dupę na wierzch! – wyjaśniła mi Agulina, ściągając dżinsy razem z majtkami.
- To była taka przerzutka, fagasie – dodała Dorotka.
- Chyba przenośnia.
- Zamknij się i patrz jaki ja mam fajny tyłek.
Aga zbliżyła się na nie więcej niż metr, mocno wypięła pośladki w moim kierunku i kręciła nimi jak szalona, przyjmując różne wyuzdane pozy.
- I co? Fajny? Fajny? – domagała się pochwał.
- Dosyć fajny – odparłem niechętnie, bo nie lubię, jak ktoś na mnie wymusza komplementy. – Ale pewnie w dotyku taki sobie.
- No coś ty?! W dotyku po prostu re-we-la-cja! Sprawdź sam, niewierny Łukaszu!
- Tomaszu – sprostowała niezawodna Dorota.
- Romanie - wyprowadziłem je obie z błędu. – Jestem Romek, wesoły Romek.
- Macać, nie gadać! Macać!
No to macałem. Dupeczkę miała naprawdę fajną – krągłą, jędrną, ładnie opaloną i bez śladu celulitu. Cipkę zresztą też. Ładnie podgolona, z wąskim paskiem blond włosków pośrodku przy tak wypiętej postawie dziewczyny świetnie prezentowała się między jej nogami.
- Widzę, że opalasz się na golasa – pochwaliłem równomierny, brązowy kolor skóry.
- No a jak. Po to przecież się ma balkon, nie?
- A zobacz moją pupę! Ekstra, nie? – Dorotka zdążyła się już rozebrać od pasa w dół i przepchnąwszy Agę na bok, stanęła tyłem do mnie i energicznie kręciła biodrami.
- Byłaby fajniejsza, jakbyś ją wypięła.
- Tak? Teraz dobrze?
Ruda wypięła tyłek do granic możliwości i zaczęła nim energicznie poruszać. Aga stała tuż obok koleżanki i robiła dokładnie to samo. Robiły to tak zawzięcie, jakby brały udział w mistrzostwach świata w potrząsaniu dupeczką. Tak mi się to spodobało, że zacząłem klaskać i śpiewać jedną z moich ulubionych piosenek:
- Kręć mi dupą, kręć mi dupą, kręć mi dupą, kręć!
Kręć mi dupą, kręć mi dupą, kręć mi dupą, kręć!
Żeby wszystko się kręciło dookoła dupy twej
Masz przy tym wszystkim jeszcze mówić aha, aha
Kręć dupą, kręć dziwko, to jest właśnie haka
- Aha, aha – odpowiedziały dziewczyny, kręcąc jeszcze szybciej i mocniej.
- Niech dupy kręcą dupami, baunsy baunsowcami
Co bauns da mi, joł, co bauns da mi
Hajsu sławę, na to mam zajawę
Baunsuj kręć, baunsuj kręć, bo tu chodzi o zabawę.
- Aha, aha – zawołały dupeczki.
- Dupę czuję już pod ręką, masz ją bardzo piękną,
Na ten widok ludzie miękną, bo są w szoku
Weź przede mną się ulokuj, bo chce ją czuć.
- Aha, aha – znowu zawołały dziewczyny, odwalając kawał dobrej roboty swoimi tyłeczkami.
- I już zaczynasz znowu kręcić, widzę że masz szczere chęci
Żeby ją mi dać, kręć, kręć, ja będę grać, grać,
Nie dam ci spać
Bo musisz kręcić dupą, kręcić dupą.
- Kręć mi dupą, kręć mi dupą, kręć mi dupą, kręć! – zaśpiewały laseczki, nie przestając kręcić pośladkami.
- Kręć mi dupą, kręć mi dupą, kręć mi dupą, kręć! – tym razem zaśpiewaliśmy już wszyscy razem.
- To kto ma najlepszą dupę, kto, kto, kto? – retorycznie spytała Dorota
- Ja mam najlepsza dupę, joł, joł, joł – po rapersku odpowiedziała Aga.
- Macie obie fajne dupy
I też zajebiste ruchy
Wasze dupy są tak piękne,
Że ja zaraz tu wymięknę.
Nic ja na to nie poradzę,
Że za chwilę już wam wsadzę – improwizowałem niczym sam Notorious Big.
Jak powiedziałem, tak zrobiłem. Wszedłem w nią bezceremonialnie aż po same jajka, no bo i po co robić ceremonię z czegoś tak codziennego jak ciupcianie? Posuwałem Agusie równym, mocnym tempem, ale już po chwili Dorota obejrzała się i zobaczyła, dlaczego tak nagle zamilkłem. Ni nie wiedzieć dlaczego zrobiła się zazdrosna, czemu dała wyraz w swej raperskiej improwizacji, śpiewając:
- Luknij tu! A ja, ja, ja?
Wsadź mi, wsadź, aha, aha.
Bo ja fajną dupę mam
I za chwilę ci ją dam.
No to co ja, biedulek, miałem zrobić? Skoro tak miło mnie zachęciła, to nie pozostawało mi nic innego jak zmienić dupeczkę i dogłębnie spenetrować Dorotę. Była ciasna i wilgotna, tak jak lubię najbardziej, ale już po kilku ruchach Aga popsuła mi zabawę. Tym razem to właśnie ona praktycznie bez powodu zrobiła się zazdrosna i mocno odepchnęła Dorcię na bok. Członek wysunął się z rudej cipki, ale już sekundę później pojawiła się tuż przed nim nie mniej pociągająca wagina Agusi. Nie należę do ludzi, którzy wybrzydzają i przebierają w cipkach, wiec wsadziłem fajfusa mojej gospodyni. Zdążyłem nim pchnąć zaledwie dwa razy , gdy Dorota z całej siły odepchnęła blondzię na bok. Wtedy to ruda wypięła przede mną tyłeczek, ale nim zdążyłem spenetrować jej pipkę, Agula brutalnie odsunęła swoją koleżankę i podsunęła mi pod wacka swoją. Zaczęły się tak bardzo przede mną przepychać z wypiętymi w moim kierunku tyłeczkami, że wygłupiły mnie do reszty i już sam nie wiedziałem, której wsadzić, a której nie.
- A pierdolcie się same! – krzyknąłem zdenerwowany i schowałem pytona. – Ustalcie sobie miedzy sobą, którą mam dymać, bo takie ciupcianie po dwie sekundy każdej odrobinę mnie frustruję!
Laski spojrzały na siebie i znów zaczęły się przepychać, trącając się dupeczkami, aż nagle Dorota znieruchomiałą. Pokazała palcem na okno i krzyknęła:
- Staszek idzie! Staszek!
Obie natychmiast zapomniały o mnie i z gołymi dupami pobiegły do okna, a potem wyleciały na balkon.
- Stasiu! Stasiu! Tu jestem! – wydarła się Aga.
- A ja tutaj! Tutaj! – Równie głośno krzyknęła Dorcia.
Mężczyzna zatrzymał się, zadarł głowę, wysoko w górę i pomachał im ręką.
- Coś ci pokaże! – blondyna zadarła bluzkę i wywaliła cyce na wierzch.
- I ja też! Ja też! – ruda poszła w ślady koleżanki.
- To ja też wam coś pokaże!
Staszek rozpiął rozporek i wywaliła wierzch kutasa. Nawet z takiej odległości było widać, ze jest naprawdę wielki.
- Ja cię pierdolę! – wyrwało się Dorocie.
- Nie, to ja cię pierdolę – powiedziałem zachodząc ją od tyłu i wsadzając penisa w rozgrzaną pipkę.
- Sorki, ale muszę lecieć – wyrwała mi się i pomachała do Stasia.
- Stasiu! Poczekaj! Już biegnę do ciebie!
- Ok.! Zawsze do dyspozycji! – odpowiedział chowając pałę.
Ruda w kilka sekund ubrała majtki, spodnie i już jej nie było. Aga jakoś nagle posmutniała i też się ubrała w miniówkę i obcisłą bluzeczkę. Chyba o czymś intensywnie myślała, bo nie dość, że zapomniała o bieliźnie, to nawet na mnie nie patrzyła. Potem spojrzała w lustro i stwierdziła:
- Ale mam tłuste kłaki!
Poczłapała do łazienki. Rozebrała się do połowy, namoczyła głowę pod zlewem i nie zwracając na mnie uwagi zaczęła myć włosy. Za to ja zwracałem uwagę na nią, zwłaszcza na te jej wielkie, gołe cycki.
Nie wiem dlaczego nagle zacząłem śpiewać:
- Czy ty wiesz, że mam łupież, łupież.
- Chyba na jajach! – odpowiedziała Aga.
Wobec takiej riposty zamilkłem. A ona wysuszyła włosy, usiadła na fotelu i nałożyła sobie na twarz maseczkę z ogórków. Po chwili kazała mi nacierać sobie biust jakimś krem ujędrniającym, co oczywiście ochoczo zacząłem robić. Aga ubrała bluzkę, włączyła telewizor i przełączyła na program pierwszy publicznej telewizji. Akurat leciał teleekspres i spiker mówił:
- „Prezydent Bronisław Komorowski wręczył w niedzielę osobom szczególnie zasłużonym dla harcerstwa Ordery Odrodzenia Polski. „
- To Jaruzelski już nie jest? – spytała blondynka.
- Nie, już dwadzieścia lat nie jest. Po nim prezydentem był Lechu, dwa razy Kwachu, Kaczor, no i teraz Bronek. Gdzie ty byłaś przez te wszystkie lata? Na księżycu?
- Nie! Zajmowałam się domem! No to jak Jaruzelski już nie jest, to może w końcu nam się zacznie dobrze układać współpraca z NRD. Chyba, że w PZPR znowu będą się kłócić. Ja się na tym znam, bo kiedyś interesowałam się polityką.
- Kiedy? – spytałem.
- Jak chodziłam do podstawówki.
- A nie boisz się milicji?
- Boję się! Oni mają takie wielkie pały. Kiedyś mi jeden pokazywał.
- To muszę cię uspokoić. Nie ma już milicji.
- O Boże! Super!
- Ale zamiast milicji jest policja!
- Wow! To znaczy: „O kurwa! Jak w Ameryce! – krzyknęła Aga.
Potem na moment zamilka, ale nie trwało to dłużej niż dziesięć sekund. To było całkiem udane dziesięć sekund.
- Wiesz jaka teraz wszędzie jest drożyzna? Zgadnij ile kosztuje taki kremik do cycków? Stówę!
- Całą stówę? Niemożliwe! – zdziwiłem się, bo kto by dał tyle kasy za jakieś mazidło.
- Naprawdę! Sto tysięcy złotych!
- Co ty gadasz? Za tyle to bym kupił nową lagunę albo mondeo.
- Tak, lagunę… Może jeszcze przy Wielkiej Rafie Koralowej.
- Mówię o renault lagunie. O samochodzie, znaczy się.
- To gadaj normalnie, a nie zagadkami.
- A taki kremik do cycków to kosztuje z dziesięć złotych – ośmieliłem się zauważyć. - A do cipki góra dwanaście.
- Pojebało się?! Dziesięć złotych? No chyba, że nowych.
- Jakich nowych? Przecież nie ma żadnych nowych i starych złotych, są tylko normalne złote.
- Gówno tam wiesz! Dziesięć tysięcy starych złotych to jeden polski nowy złoty!
- Tak to było, ale z dziesięć lat temu. Od dawna nikt już tak nie liczy.
- Ja liczę! – oburzyła się Aga. – Moja babcia też tak liczy! I dziadziuś! Zwłaszcza dziadziuś!
- To proponuję, żebyś sobie jeszcze przeliczała wszystkie ceny na grosze praskie. Albo marki norymberskie.
- Ale mnie teraz wnerwiłeś! Za karę musisz mi zrobić minetkę.
Blondzia chwyciła mnie za włosy i siłą zmusiła do tego, żebym przed nią ukląkł i zanurkował głową między nogami.
- No dobra, wyliżę ci patelkę, tylko żeby nie było tak jak z tym skunksem.
- Patelki nie musisz wylizywać, bo już umyłam po obiedzie.
- Zawsze myjesz sobie cipkę po obiedzie? O, jak miło! Po kolacji też?
- Ale ty jesteś głupiutki! – zaśmiała się, mocno obejmując mi głowę udami. – Nie myję cipki, tylko patelkę. I resztę garów, talerzy, sztućcy i szklanek również, żeby mi nie zalegały w zlewie.
- No tak, są patelki i patelki – odpowiedziałem odrywając się od jej gołego krocza, zby zaczerpnąć odrobiny powietrza.
- No dalej, uruchom ten swój jęzorek. Bułeczka czeka! – znów pociągnęła mnie za włosy powodując, iż od wzgórka łonowego dzieliło mnie zaledwie kilka centymetrów.
- O, fajnie! Zaraz po lizanku jedzonko! – ucieszyłem się. - Uwielbiam bułeczki, zwłaszcza z serkiem i szyneczką!
- A ty ciągle o żarciu. Jesteś Roman nie nażarty.
- Tak, jestem Roman na poważnie.
- A co ci chodzi z tym skunksiałym skunksem?
- O to, że spotkały się dwie blondynki. - Co słychać? - spytała jedna. - A nic takiego, kupiłam sobie skunksa. - Po co ci skunks? - Dziewczyno! Ty nawet nie wiesz jak on cudownie robi minetę, pierwsza klasa. - No tak, ale to straszny smród! - Wiem, pierwsze dwa dni rzygał, ale teraz już się przyzwyczaił!
- Ha, ha, ha! Ale jaja! – zaśmiała się Aga, aż jej się cipka zatrzęsła.
- Dobry kawał, nie? – zauważyłem, ciągle z najbliższej odległości wpatrując się w jej słodką waginę.
- Bardzo dobry! Co za debilna blondzia! Ale się dała zrobić! Ktoś jej sprzedał chorego skunksa. Głupia pindzia!
- To nie to chodziło!
- Jak nie o to? Skunks się czymś przeżarł albo był skacowany! Dla mnie to całkowicie jasne. A ta idiotka na pewno dała za niego kupę siana!
- Sama jesteś idiotka! Chodziło o to, że z cipy bardziej jej waliło niż od tego pieprzonego skunksa!
- O czym ty do mnie nawijasz? To wcale nie wynikało z tego głupiego kawału. Nie było w nim ani słowa o tym, że jej śmierdzi cipa! Masz jakieś porypane poczucie humoru. Rób w końcu tą minetkę i mnie nie zagaduj, bo i tak ci nie odpuszczę.
No to robiłem. Nawet dosyć się przyłożyłem, bo była czyściutka, gładko wygolona i dość przyjemnie pachniała jakimś intymnym perfumikiem. Wycyckałem, wyssałem i wycałowałem porządnie te jej słodką Kasiunię, a gdy już skończyłem i wróciłem do pionu, Agulka powiedziała coś, co popsuło mi pozytywne wrażenia po francuzie:
- Wiesz, że niedawno miałam grzybice pochwy? Nie mówiłam ci przedtem, żebyś się nie uprzedzał do mojej pipulki. Praktycznie dopiero dwa dni temu się wyleczyłam.
- Dobrze wiedzieć… - stwierdziłem z przekąsem, czując nagle jakiś dziwny posmak w ustach.
- Już chyba czwarty raz w tym roku miałam te grzybki w muszelce. Nie wiem, skąd to się bierze. Chyba jem za dużo prawdziwków.
- To chyba nie od tego – odparłem.
- A od czego?
- Może od brudu? Dzisiaj masz czystą, ale nie wiem, czy na co dzień, jak nie masz żadnej randki rozbieranej, to też tak dbasz o swoją małą – wypaliłem bez namysłu, a zaraz potem ugryzłem się w język, bo czasami mogła mnie wyzwać albo się obrazić za takie teksty.
- Tak, masz rację! To na pewno od brudu.
Aż się zdziwiłem, że tak niespodziewanie zgodziła się ze mną. Może sama zauważyła, że należałoby coś zmienić w swoim życiu i podmywać się chociażby ten raz w tygodniu?
- To na pewno od brudu! Nawet sobie nie wyobrażasz, jaki jest teraz syf w tych poczekalniach do ginekologa albo do urologa! Straszny, naprawdę straszny. A sam wiesz, jak to jest – lato, upał, pójdzie się czasami w sukience albo spódniczce, bez majtek, co by się tak nie spocić, a tu ławki brudne, klejące, krzesła zasyfione, cholera wie kto i z jak bardzo osraną dupą na nich siedział, no a potem masz babo placek!
- Masz placek? Gdzie? Chętnie bym zjadł...
- W dupie! Nie słuchasz mnie! Masz babo placek czyli masz babo grzybki w cipce! I wysypkę na tyłku! No i hemoroidy! A w dodatku wrzody na cyckach. Wszystko to miałam! I to nie raz.
- Wrzody na cyckach? To też od chodzenia bez gaci?
- Aleś ty głupi! To od dużych dekoltów! Bo lubię nosić różne zajefajne łańcuszki, do których zawieszam różne samolociki, bombowce i takie tam pierdołki, bo fajnie się bimbają miedzy moim cycuszkami. A nie po to zakładam takie rzeczy, żeby nikt ich nie wiedział, co, nie? No więc muszę do tego ubierać ciuchy z dużym dekoltem. A wtedy każdy chce zobaczyć te moje bimbadełka, czy to w parku, czy w tramwaju, bierze do łapy, zachwyca się, niby to przypadkiem złapie za cycka, albo za oba, a te stare dziady czasem mają takie brudne, spocone łapska…
- To po co dajesz się macać po cyckach jakimś starym, obleśnym dziadom? – przerwałem jej przydługawy monolog.
- Nie daję, tylko pokazuję!
- Cyce?
- Nie, łańcuszek. Z bimbadełkiem. A te dziady to co drugi z Parkinsonem, łapy im się trzęsą, to zawsze im się palce omskną, a jak omskną to dziwnym trafem za każdym razem na cycki. No a jak jeszcze ma taki jeden z drugim Alzheimera to jeszcze zapomni, że już widział łańcuszek razem z zawieszką. A wtedy muszę znowu pokazywać. I znowu łapska się omską na cycki. A potem jeszcze raz chce zobaczyć, i jeszcze…
- Przecież oni cię oszukują, że zapomnieli, że już widzieli. Po co się dajesz ruchać jakimś staruchom?
- Nie daję się ruchać! – krzyknęła. - Pokazywanie cycków to nie to samo co dawanie dupy.
- A jednak pokazujesz cycki! Przyznałaś się.
- Tak się tylko przejęzyczyłam. Łańcuszek pokazuję, mówiłam ci już…
- Dobra, dobra, ja swoje wiem…
- Patrz, tam pod sufitem! Brudno!
- Gdzie?
- Tam, ślepoto! Facet to nigdy brudu w domu nie zauważy, a jakąś fajną dupę to z kilometra dojrzy. Pajęczyna! Ale zajebiście wielka! Skąd ona się tam wzięła?
- Może pająk ją zrobił? – zauważyłem nieśmiało.
- Pająk? Co ty powiesz? Jak na to wpadłeś?
Wzięła jakąś szmatę, wlazła na ławę i starła tę pajęczynę. Już miała zleźć, gdy się potknęła i z głośnym hukiem zwaliła na podłogę.
- O jasna kurwa!- zaklęła szpetnie.- To znaczy – o przenajświętsza panienko, zawsze dziewico. Ale się wyjebałam! To przez ciebie! – pozbierała się i zdzieliła mnie z całej siły szmatą w łeb. – Bo mnie nie ubezpieczałeś!
- A jak cię miałem ubezpieczać? Czy ja wyglądam na agenta ubezpieczeniowego?
- Jak, jak?! Nie wiem jak! Chociaż byś mnie za dupę trzymał, ty ciemniaku! No dobra wybaczam ci, ale jesteś mi za to winny minetkę. Cholera, tam obok też jest pajęczyna. Co za gelejza sprząta w tym domu, że tu taki bród? Aha, ja tu sprzątam... A bo tu ciemno, człowiek narobiony, wiecznie zmęczony tym ciągłym seksem z sąsiadami i jakimiś frajerami poznanymi przez internet, to i nie zauważył...
Tym razem weszła na parapet, a ja, nauczony doświadczeniem, o czym mi jeszcze przypominało pieczenie głowy po ciosie szmatą, ubezpieczałem ją. A ściślej rzecz biorąc trzymałem dziewczynę za tyłek. Goły tyłek, bo po minetce jakoś roztrzepana kobitka zapomniała ubrać majtek. Widok miałem całkiem niezły, zwłaszcza iż stojąc na parapecie rozstawiła szerzej nogi, by złapać lepszą przyczepność. Jednak nie na wiele jej się to zdało, bo za chwilę znowu pośliznęła się i spadła. Poleciała tyłkiem prostu na moją twarz i jej rowek szybko przesunął się na całej długości wzdłuż mojego nosa. Ale stanąłem na wysokości –najpierw tyłka, a potem zadania. Zamortyzowałem upadek, chwytając za biodra, a potem za piersi, zsunąłem kobietę bezpiecznie na podłogę.
- Widzisz, za pierwszym razem też trzeba było mnie tak złapać. Zasłużyłeś na nagrodę. Dostaniesz bułeczkę.
- O, to fajnie, bo już zgłodniałem.
Blondzia usiadła na ławie, szeroko rozwaliła uda, zadarła sukienkę i niespodziewanie chwytając mnie za uszy, znów ściągnęła w dół do poziomu swojej kuciapki. Muszę przyznać, że chwyt miała całkiem niezły.
- Co to jest? – krzyknąłem zdziwiony.
- Bułeczka! Do wylizania.
- Nie posmarowana. To może potem. Najpierw bym coś zjadł – wyrwałem jej się, pobiegłem do kuchni, bo już kiszki mi marsza grały.
Na stole znalazłem jakąś niedojedzoną kanapkę. Wciągnąłem ją w oka mgnieniu, a następnie pochłonąłem nadgryzione jabłko. Rozglądałem się za czymś jeszcze, co mogłoby się nadawać do spałaszowania, ale zanim cokolwiek znalazłem, Agnieszka weszła za mną do kuchni, prawdopodobnie chcąc przypilnować, żebym za dużo nie zjadł.
- A opowiadałam ci jak miałam hemoroidy?
- Nie. Miałaś żylaki w dupie?
- No, można tak powiedzieć – odpowiedziała lekko się czerwieniąc.
- Zewnętrzne czy wewnętrzne?
- A cholera wie. Chyba takie i takie, bo swędziało i bolało jak cholera. W każdym razie jak patrzyłam sobie lusterkiem to było je widać.
- No to na pewno zewnętrzne – odparłem z miną znawcy. - A głębiej też zaglądałaś, czy masz też wewnętrzne żylaki?
- Gdzie głębiej?
- No do samego środka środka.
- Czyli gdzie?
- W samą dupę! – zdenerwowałem się. – W sam środek dupy!
- A, to trzeba było od razu tak mówić! Pewnie, że zaglądałam. Przecież to w końcu moja dupa, nie?
- No w sumie tak. No i co? Były?
- Były, były, takie malutkie.
- To te najgorsze, najbardziej podstępne. Wewnętrzne! – dodałem konspiracyjnym szeptem.
- O ja pierdolę! Dobrze, że się z tego wyleczyłam!
Z głośnym klapnięciem usiadła w fotelu i zadarła bluzkę, aż po szyje, eksponując swój nagi duży biust. Siedziała tak chwilę, a potem zaczęła się wachlować, rytmicznie poruszając dołem bluzki w górę i w dół. Widocznie z emocji zrobiło jej się nagle gorąco.
- A jaki miałaś stopień powiększenie guzków? – wróciłem do interesującego mnie tematu.
- Że co? – spytała niestety chowając cycki.
- Wypadały ci na zewnątrz, wypadały na zewnątrz w czasie wypróżniania się, ale cofały się samoistnie; wypadały w czasie wypróżnienia i musiały być odprowadzone ręcznie czy utrzymywały się na zewnątrz, nie zmniejszały i nie ulegały zakrzepicy
- Jakiego wypróżniania?
- No srania! Po prostu srania!
- A! Nie wiem, nie pamiętam! Chyba wszystkie. Ciekawe skąd się to cholerstwo bierze?
- Podobno to z powodu nadciśnienia w żyle wrotnej.
- Sam masz nadciśnienie w żyle wrotnej. Na penisie! – zaśmiała się głośno.
- A ty w dupie! I jakie miałaś objawy tych hemoroidów? – spytałem wcinając placek ze śliwkami.
- Bo ja wiem? Po prostu bolała mnie dupa.
- Ale nie tak jak po ostrym seksie analnym?
- Nie. Podobnie, ale tak jakby inaczej.
- Czułaś świąd i pieczenie w okolicach odbytu?
- Czułam!
- Miałaś krwawienia podczas oddawania stolca?
- Czego?
- Gówna!
Spojrzała na mnie groźnie, zmarszczyła nos, podrapała się po tyłku, a potem podeszła i walnęła mnie w ramię. Nie jestem przyzwyczajony do tak obcesowego zachowania, więc pomyślałem, że jak jeszcze raz odwali taki numer, to się zdenerwuję i jej oddam, bo chcicą jestem dżentelmenem, to jednak nie dam się poniewierać.
- Uprzejmiej proszę! – wrzasnęła. - Spytałam się tylko grzecznie, co to jest stolec, ty chamie!
- Stolec to gówno! Odpowiadam grzecznie!
- Aha. No to miałam krwawienia podczas oddawania.
- Czułaś dyskomfort w okolicach odbytu?
- Co czułam?
- No ból, podrażnienia.
- Pewnie. Swędziało i piekło jak cholera. Gorzej niż po całonocnym seksie analnym z kilkoma facetami.
- A skąd wiesz? Miałaś przyjemność?
- O cholera! Wygadałam się – Aga zakryła dłonią usta. – Najpierw przyjemność, a potem ból. Nie wtykaj nosa w nie swoją dupę. To znaczy w nieswoje sprawy, chciałam powiedzieć.
Wcale nie zamierzałem wtykać nosa w jej chory tyłek, ale pomyślałem sobie, że jeszcze można byłoby trochę podrążyć ten jakże frapujący temat. Podrapałem się po głowie kombinując, o co by tu jeszcze spytać dziewczynę.
- A śluz w odbycie był?
- W cipie był. Jak fajny facet z fajnym zaganiaczem to zawsze jest! – zachichotała jak podlotek.
- Nie w cipie! W odbycie powiedziałem!
- W jakim odbycie? Co to jest za byt, ten odbyt?
- No w dupie, do jasnej cholery! Miałaś śluz w dupie?
- Nie, chyba nie. A do czego ci potrzebny ten wywiad?
- A tak tylko pytam dla potrzymania rozmowy. Lubię sobie pogadać przy jedzeniu na jakieś luźne tematy – odpowiedziałem pałaszując tym razem pączka.
- Luźne tematy to by były wtedy, jakbyśmy rozmawiali o sraczce – zażartowała.
- No też prawda – odparłem wyciągając z lodówki kawał kiełbasy. – Miłość jest jak sraczka. Dopada znienacka.
- O, o miłości też lubię sobie pogadać – wyznała blondzia.
- A jak ci wyleczyli te twoje swędzące, zakrwawione dupsko? Wymrażali tyłek?
- Nie. Przychodził sąsiad i smarował mi pupę jakąś super maścią.
- Niech zgadnę skąd była ta maść. Rumunia?
- Blisko. Bułgaria.
- Pokaż mi tę maść. Chcę zobaczyć, czy dobrze się rozsmarowuje na twojej dupeczce - podpuszczałem dziewczynę.

C.d.n.

Data:

 V.2011

Podpis:

 Robson

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=68604

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl