DRUKUJ

 

Chcieć to móc

Publikacja:

 11-04-17

Autor:

 Yada
Chciałabym zamienić się w wiatr. Poczuć wolność, zapatrzyć się w horyzont i pomknąć przed siebie, nie znając żadnych granic. Tłamszona jedynie przez atmosferę ścigać dzikie króliki i trzepotać liśćmi mijanych drzew. Dopóki dęby nie zamienią się w palmy. Dopóki w swym oddechu nie poczuję morskiej soli.
Chciałabym stać się kroplami deszczu. Dać się przyciągnąć grawitacji. Spaść z wysoka tylko po to, żeby z całą mocą obijać się o chodniki, asfalty i szyby rozpędzonych samochodów. Chłodną, południową rosą skropić maleńkie płatki niezapominajek. Zaciętością wyżłobić w skale świata otwór, sięgający do samego serca.
Chciałabym narodzić się wszystkimi zachodami słońca. Być granicą światła i ciemności, oddzielać noc od dnia. Być świadkiem wielkich namiętności, delikatnych pocałunków i wyznanych uczuć. Patrzeć na ostatnie łzy radości i pierwsze łzy rozstania. Kąpać się nie w oceanie, a w wychodzącym z mroku strachu niewinnych dzieci.
Chciałabym udać, że jestem śpiewem najpiękniejszego ptaka. Chować się wstydliwie wśród leśnego mchu, budząc co rano do pracy szeregi czerwonych mrówek. Okazać się zmorą muzyka i natchnieniem poety. Zapierać dech kilkoma dźwiękami, czarować aż do śmierci. Przysiąść na nagrobku i owinąć się lepko wokół krzyża, jak wata cukrowa okręcona na palcu.
Chciałabym być ciszą, przerywaną oddechem śpiącego niemowlęcia, jękiem kochanków i stukotem starczej laski uderzającej o trotuar. Dając spokój i ukojenie, budzić wyrzuty sumienia i lęk przed patrzeniem w lustro. Istnieć jako zgryzota i pocieszenie. Paść w jednej chwili na cały świat i zabita brutalnie włącznikiem od sokowirówki nagle zniknąć.
Przyszłam na świat po to, aby być wiatrem. Odnaleźć ciebie pośród wszystkich ludzi tego świata i niematerialną dłonią przeczesać lśniące czernią włosy. Być miłą ochłodą w samym środku upalnego lata i zmrozić do kości zimowym porankiem.
Istnieję, by jako krople deszczu spadać łagodnie na twoją uniesioną do nieba twarz. Tylko pozwól wpaść w te smutne, czarne oczy i wypłukać z nich wszystkie łzy. Później spłynę po policzkach zupełnie, aż do końca i nie poczujesz mnie nigdy więcej.
Będąc zachodem słońca skryję cały twój wstyd i strach. Nie ma już niczego godnego obawy. Możesz zapaść we mnie miękko, zamknąć oczy i zasnąć, ignorując mój blask. W końcu właśnie po to tu jestem.
Obudzę cię rano radosnym trelem. Otwórz oczy i przywitaj dzień z uśmiechem. Zapomnij i nie słuchaj już przepełnionych goryczą piosenek o miłości.
Krzyknij. Będąc ciszą, zniknę.
Teraz umieraj i narodź się ponownie jako czarna mysz. Schowam cię całego w mych dłoniach. Patrząc w perełkowe oczy ogrzeję się od twojego maleńkiego ciała. Ukryję cię przed światem, a gdy będziemy sami położę na ramieniu, oczekując, że połaskoczesz wibrysami to magiczne miejsce na mej szyi. Zapomnimy o całym świecie i uwijemy własne gniazdo, a jakiś czas później, pośrodku własnego łóżka, natknę się na ciebie. Martwego. Zaduszonego przez nieuwagę poduszką.

Data:

 2010

Podpis:

 Yada

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=68002

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl