DRUKUJ

 

Ahnenerbe rozdział 1

Publikacja:

 10-07-08

Autor:

 Felix
Rozdział 1
04.07.1948
Chęciny
Stanowisko badawcze Polskiej Grupy Do Spraw Zbrodni Wojennych

Maurycy Wasilewski spojrzał z pewnym zażenowaniem na stos ciał spoczywających w płytkim grobie. Strasznie to wszystko śmierdziało, na szkieletach wisiały resztki mięsa. Wasilewski był estetą, i mimo że uczestniczył już w kilku ekshumacjach, to widok trupów niezmiennie wywoływał w nim uczucie obrzydzenia. Maurycy wyjął chusteczkę i zasłonił nią twarz. Człowiek wrażliwy nigdy nie przyzwyczai się do zła tego świata, pomyślał.
- Witam pana na stanowisku ekshumacyjnym nr 17.- Do Wasilewskiego podeszła młoda dziewczyna, lat około 30. Ubrana w biały fartuch, strasznie ubrudzona. Z twarzy wydawała się sympatyczna, ładna może nawet, jak by się umyła. Trochę wychudła, i zaniedbana. Włosy miała jasne, uplecione w warkocz.
- Dzień dobry.- Wasilewski skłonił się i pocałował jej w dłoń.- Pani jak mniemam to...?
- Nazywam się Anna Zielińska. Jestem lekarzem medycyny sądowej. Cieszę się że będziemy współpracować doktorze Wasilewski.
- Nie jestem lekarzem.- Obruszył się Maurycy.
Zielińska skrzywiła się lekko.
- Z wykształcenia jestem archeologiem i kulturoznawcą.- Wyjaśnił.
- Wolałabym lekarza- Anna spojrzała nań z ukosa.- Ale liczę na to że przysłano tu pana, nie tylko z powodu braków kadrowych.
- O to niech się pani nie boji. Jestem uznanym fachowcem.- Powiedział z dumą i pewnością siebie.
Anna przyjrzała mu się uważnie, był to mężczyzna w wieku lat 30. Dość wysoki i dobrze zbudowany, twarz miał poszarzałą, pokrytą kilkoma bliznami. Wydawał się być trochę zmęczony i życiem i jego rozterkami. U lewej dłoni brakowało mu dwóch palców.
- Taki mały wypadek.- Powiedział wymijająco Wasilewski, widząc jej wzrok.
- W czasie wojny?- Domyśliła się.- Gdzie pan walczył?
- W partyzantach.- Maurycy spuścił wzrok.- Taki tam, krótki epizod. Nie warto wspominać.
Zielińska pokiwała głową ze zrozumieniem, miała przed sobą, ni mniej, ni więcej żołnierza AK. Jednostki obecnie represjonowanej i zwalczanej.
- Ja kocham ojczyznę ludową.- Powiedział, jakby się usprawiedliwiając.- Bardzo kocham.
- Tak.- Skinęła głową.- Ja też. Przejdziemy od razu do badań, czy chce pan odpocząć? Zobaczyć kwatery? Ostrzegam, że mamy dość kiepskie zakwaterowania.
- Nie potrzebuję odpoczynku, dziękuje. Im szybciej to załatwimy tym lepiej, nie lubię grzebać w trupach.
- Dobrze. Czy jest pan zaznajomiony z aktami sprawy?
- Niestety...- Wasilewski rozłożył bezradnie ręce.- Nie miałem czasu, polecenie wyjazdu przyszło tak nagle...
Anna westchnęła ciężko.
- Najprawdopodobniej zbrodni dokonano 4 lata temu, egzekucją kierowała Karen Sievers, córka Wolframa- szefa Ahnenerbe powieszonego niedawno, kojarzy pan?
- Proces lekarzy?- Wasilewski zmarszczył brwi.- Pamiętam. A co to Ahnenerbe?
- Z tego co pamiętam to Towarzystwo Badawcze nad Pradziejami Niemieckiej Spuścizny Duchowej, czy coś takiego.
- Pierwsze słyszę...
- Zajmowali się badaniami nad zjawiskami paranormalnymi, rozumie pan: wilkołaki, ożywianie trupów, procesy czarownic, poszukiwanie aryjskich przodków. Dodatkowo badanie prawdziwości germańskich legend. Nie ciekawi ludzie. Himmler miał ponoć obsesję na punkcie okultyzmu.
- A ta Sievers?
- Przeciw Karen toczy się obecnie proces. Standardowa sprawa: ludobójstwo, zbrodnie wojenne, wspomaganie zbrodniczych organizacji. Ta ekshumacja to tylko jeden z dowodów przeciw niej.
- Ma więcej za uszami?- Wasilewski zdziwił się.
- Była ulubienicą Himmlera. Uczestniczyła w kilku ekspedycjach SS do Tybetu i Wenezueli. Później brała udział w kilku potyczkach na froncie wschodnim, walczyła w obronie Berlina. Po śmierci Hitlera próbowała przebić się do Flensburga i dalej kontynuować walkę. Trafiła do radzieckiej niewoli w czerwcu 1945 roku. Pełniła rolę świadka w procesie norymberskim. Potem została przekazana nam.
- Wredna suka jednym słowem.- Wasilewski wzruszył ramionami.- Tak jak wiele innych w Niemczech.
- Musimy tylko udowodnić że zbrodnia została dokonana na przełomie kwietnia i maja 1944 roku. Nie możemy dopuścić do uniewinnienia hitlerowskiego zbrodniarza.
- No to w czym problem? To robota na kilka godzin. Ja tu nie jestem potrzebny.
- Kłopot polega na tym że obok ciał polskich partyzantów znaleźliśmy kilka niemieckich trucheł. I to w zgoła dziwnym stanie.
- To znaczy?- Maurycy uniósł pytająco brwi.
- Niech pan lepiej sam zobaczy. Niecodzienny widok, jak Boga kocham, niecodzienny.



- Szubienica czeka, wita cię z daleka, tatuś już poszedł, a córeczka jeszcze nie... Hejże ha, córunie śpieszmy powiesić się!- Zaśpiewał fałszywie pułkownik Urzędu Bezpieczeństwa Tomasz Jankowski i zarechotał, ubawiony własnym dowcipem.
- Słowiański bydlak.- Mruknęła Karen Sievers.
Samochód co jakiś czas podskakiwał na wybojach, droga była wyjątkowo kamienista.
- Że też ci się zebrało na strzelanie, na takim zadupiu, Sievers. Nie mogłaś gdzieś bliżej Kielc?- Jankowski puścił jej uwagę mimo uszu i dalej rechotał w najlepsze.
Karen nie odpowiedziała.
Pułkownik zdenerwowany nieudaną prowokacją uderzył ją wierzchem dłoni w twarz.
- Odpowiadaj jak do ciebie mówię.- Warknął.
Karen spojrzała na niego z mieszaniną nienawiści i gniewu. Pułkownik od razu stracił rezon, mimowolnie poczuł respekt, do tej dość młodej, zmaltretowanej i wykończonej, zarówno fizycznie, jak i psychicznie kobiety. W jej oczach można było dostrzec potęgę i grozę Trzeciej Rzeszy, w całej swej okazałości.
Zaraz jednak otrząsnął się, córka jednego z oficerów SS nie stanowiła dlań żadnego zagrożenia.
- Przyjdzie taki dzień, że cię zabiję.- Karen mówiła spokojnie, z nutą melancholii w głosie.- Stanę nad tobą, i zapytam „czy teraz jest śmiesznie?”. Tak będzie, Jankowski. Nim zacznie się mój proces- spłoniesz. Komunistyczna świnio, zdrajco swojego kraju. Moskiewski sprzedawczyku...
- Bzdury gadasz.- Ubek uderzył ją z otwartej ręki.
Próbował zaśmiać się ironicznie, ale średnio mu to wyszło. Ta dziewczyna wywoływała w nim bliżej nieokreślony, i jak się mogło wydawać, całkowicie bezzasadny lęk.
Pułkownik obecny był na procesie Wolframa Sieversa, widział słynnego oprawce z Dachau. Ponurego, brodatego mężczyznę i o żelaznym spojrzeniu. I nawet on, mimo świadomości popełnionych przez niego zbrodni, nie wywoływał takiego irracjonalnego lęku, jak jego córka.
- Słyszeliście ją, towarzyszu?- Jankowski zwrócił się do kierowcy, by ukryć zmieszanie.- Faszystowskie ścierwo powarkuje.
- Niesamowita bezczelność.- Przytaknął szofer obojętnym głosem.
- Pacholęcie Himmlera.- Pułkownik spojrzał na nią z odrazą.



- Co pan myśli? Niesamowite, prawda?- Oczy Zielińskiej błyszczały, wprost fascynacją.
Wasilewski nie podzielał jej entuzjazmu, truchła Niemców nie wzbudzały w nim żadnych głębszych emocji.
- Czy pan tego nie widzi?- Obruszyła się pani doktor.- Toż to niezwykłe.
- Doprawdy, nie wiem czy się tu podniecać?- Maurycy skrzywił się lekko.- Kilku poćwiartowanych Niemców...
- Niech pan się przyjrzy- Zielińska wskazała na jedne ze zwłok.- Kości zostały przerwane w niezwykły sposób.
- Co w tym niezwykłego? Byle chłop mógł mu te rękę odrąbać.- Wasilewski pozostawał sceptyczny.
- Z taką precyzją?- Pani doktor podniosła górną kończynę.- Proszę spojrzeć, kości przecięte niesamowicie równo, jak od linijki...
Wasilewski pobladł lekko i zakrył twarz chusteczką. Odór gnijącego mięsa był przerażający.
- Przepraszam.- Powiedział cicho i odszedł na bok.
- Co pan...?- Zielińska powiodła za nim wzrokiem.
Maurycy zwymiotował w najbliższą grupę krzaków.
Anna skrzywiła się, ten człowiek kompletnie nie nadawał się do tej roboty. Za delikatny.
- Pan mówił, że pracował przy ekshumacjach?- Zapytała go Zielińska, kiedy wrócił na miejsce masowego grobu.- Jeśli tak, to chyba przy papierkowej robocie. Czy się mylę?
- Tamto to były zwykłe szkielety, bez śladu mięsa na kościach.- Warknął wściekły Wasilewski.- A te truchła...- Wskazał podbródkiem na mogiłę.- To obrzydliwe jest.
- Wracając do sprawy... Myślę że przesłuchanie Karen Sievers mogłoby nam pomóc...
- Sievers będzie na miejscu ekshumacji?
- Oczywiście. Musi złożyć zeznania, oraz pomóc nam przy wizji lokalnej. Panie Wasilewski...- Spojrzała na niego.
- Tak?
- My musimy udowodnić że to była zbrodnia wojenna. To kwestia polskiego honoru, a te niemieckie ścierwa wskazują na to, że to nie była zwykła egzekucja.
- Mogła się wywiązać bitwa- Maurycy pojął jej tok rozumowania- a nasi, to znaczy że te sanacyjne bydlaki- poprawił się- Mogli zmasakrować Niemców.
- Dokładnie.- Zielińska zapaliła papierosa, wyciągnęła ku niemu jednego.
- Dzięki.- Wasilewski uśmiechnął się. Nadal był blady.
Zielińska odpowiedziała uśmiechem.



- Wysiadaj!- Zakomenderował Jankowski.
Karen przeciągnęła się wygodnie i spojrzała na ubeka wyzywająco.
- A zmuś mnie.- Syknęła.
- Ożesz ty...
Pułkownik wyjął zza pasa drewnianą pałkę i próbował ją uderzyć. Bezskutecznie próbował wziąć szerszy zamach, ale Karen chwyciła go za nadgarstek i wykręciła go.
Kość chrupnęła, Jankowski zawył.
- Ty kurwo niemiecka!- ryknął.
Sievers zarechotała.
- Towarzysz pułkownik bardzo wydelikacony, jak widzę.
- Wy dwaj!- Pułkownik zwrócił się do dwóch ubeków stojących nieopodal.- Wywlec ją z auta i obić ryja. Jak chcecie to możecie się zabawić.
Żołnierze ostrożnie podeszli do auta, żaden nie kwapił się by wsadzić tam łapy, a co dopiero wleźć.
- No chodźcie przyjemniaczki.- Rzuciła od niechcenia Sievers.- Czekam.
Kierowca oparł się o maskę wozu i z uśmiechem obserwował wyczyny piewców nowego porządku.
- Na chuj szczerzysz mordę!- Ryknął pułkownik pod jego adresem.- Po lekarza leć, rękę mi złamała!
- Tak jest towarzyszu pułkowniku.- Zasalutował kierowca i pogwizdując ruszył w kierunku stanowiska badawczego.






- Niech pan zobaczy.- Doktor Zielińska podniosła czaszkę.- Jakby ją ktoś mieczem od ciała odrąbał.
- Mieczem? Może jakiś chłop siekierą...- Wasilewski po raz kolejny zgłosił swoją teorię.
- Nie. Cięcie było za dokładne, za precyzyjne. Musiał tego dokonać prawdziwy fachowiec.
- Ciekawe...- Maurycy wstał z klęczek i z szerszej perspektywy przyjrzał się ciałom niemieckim.
Milczał przez chwilę, wpatrzony w gnijące zwłoki.
- Niemcy są pochowani w osobnej mogile?
- Tak. Blisko siebie, ale osobno.- Zielińska spojrzała nań pytająco.
- Czy dopuszczamy możliwość że Niemcy zostali zabici wcześniej, lub później niż ci tutaj?- Wskazał podbródkiem na polską mogiłę.
- Nie.- Anna wstała.- Nie ma takiej możliwości.
- A jeśli...?
- Nie ma takiej możliwości.- Powtórzyła Zielińska z naciskiem.- Nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości.
Wasilewski spojrzał na nią krzywo, nie lubił nazbyt gorliwych piewców nowej władzy. Wzbudzali w nim niebotyczną, wręcz odrazę, mieszaną z obrzydzeniem i pogardą. Zielińska mimo niewątpliwej inteligencji wydawała się popadać w pewną nadgorliwość, całkowicie nie do zniesienia dla byłego żołnierza AK, a wcześniej członka Endecji. Posiadała cechy typowego esbeka, spełniała zasadę Dzierżyńskiego, który mawiał że czekista winien mieć chłodny umysł, czyste serce i pewną rękę. Czy jakoś tak.
Naraz pojawiła się myśl, w jego głowie, że Zielińska wie przecież, a przynajmniej się domyśla, jego akowskiej przeszłości. Mogła zrobić doniesienie. Wasilewski zadrżał na samą myśl, o ubeckim więzieniu, lub zsyłce na Syberię. Uspokoił się szybko jednak, nie miała ku niemu żadnych dowodów, jedynie poszlaki. A żeby on był cenionym fachowcem, nie sądził, by jedynie na podstawie dość powierzchownych poszlak mógł popłynąć, razem z resztą dawnych przyjaciół, obecnych członków WiN-u.
- A gdyby hipotetycznie- Maurycy postanowił zaryzykować.- okazało się że Niemcy zostali zabici przez naszą partyzantkę, lub nie daj wielki Marks, przez bohaterską Armię Czerwoną. To co wtedy?
- Takiej możliwości nie ma.- Powtórzyła raz jeszcze, ze złością w głosie pani doktor.- Słuchał mnie pan? Nie ma i już. A gdyby nawet, nawet jeśli... To można to sfabrykować. Nie możemy dopuścić do uniewinnienia Karen Sievers. Jest to sprawa priorytetowa.
Wasilewski pokiwał głową w zadumie. Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale podszedł do nich młody człowiek, w skórzanej kurtce i w wojskowej czapce, z naszytym orzełkiem, już bez korony. Facet pogwizdywał wesoło, międzynarodówkę chyba. Wydawał się tryskać dobrym humorem i optymizmem.
- Dzień dobry.- Powiedziała Zielińska patrząc nań ze zdziwieniem.
- A dzień dobry.- Chłopak zdjął czapkę i ukłonił się lekko. Starał się Sprawiać wrażenie, że dopiero teraz ją zauważył.
- Coś pan... Towarzyszu potrzebujecie?
- A jakby sprawę jakąś miałem, do towarzysza lekarza, ale z głowy mi wyleciało co konkretnie.- Puścił do niej oko.
- No to jak sobie przypomnicie to powiedzcie.
- Nie ma problemu.- Zaśmiał się facet i usiadł na pobliskim pniaczku.
- Kiedy przywiozą Sievers?- Zapytał Maurycy.
- Ach, towarzyszu przypomnieliście mnie.- Chłopak walnął się otwartą ręką w czoło.- Po co? Po co?- Teatralnie wzniósł ręce ku niebu.



- Co tak wolno!?- Zawył pułkownik na widok szofera i młodej pani doktor.- Ja tu umieram, kretynie!
Jankowski siedział w cieniu drzewa, trzymał się za nadgarstek i raz po raz przeklinał wściekle. Niedaleko auta dwójka ubeków kopała, nieprzytomną już, Karen Sievers.
- Co wy robicie, idioci!- Ryknął Wasilewski i odepchnął jednego z nich.- Zabijecie ją.
- Należało się kurwie.- Splunął pułkownik patrząc na nią z odrazą, aczkolwiek już bez przesadnej złości.- Niech towarzyszka patrzy, co mi zrobiła.- Wyciągnął ku Zielińskiej ranną dłoń.
Maurycy pochylił się nad Karen, sprawdził jej tętno i oddech. Żyła, jeszcze żyła. Wyjął swoją manierkę i obmył jej twarz. Następnie sięgnął za pazuchę kurtki i wyjął buteleczkę spirytusu i wlał w jej usta kilka kropel. Sievers zaczęła się krztusić i kaszleć. Wasilewski uśmiechnął się i poklepał ją po policzku.
- Zaprowadzić ją do aresztu, wiecie gdzie.- Rzucił pułkownik patrząc na zabiegi Maurycego.
Jeden z komunistów brutalnie podstawił Karen na nogi, a drugi uderzył ją łokciem w brzuch. Sievers zgięła się wpół i kilka razy splunęła krwią. Natychmiast jednak wyprostowała się i spojrzała kpiąco na swych oprawców i puściła oko do Wasilewskiego.
- Czy będę miała dostęp do prysznica?- Zapytała.
- Ty faszystowska... KURWA!- Zawył Jankowski.
- Nie wierćcie się.- Mruknęła Zielińska.- Bo będzie bolało.
Pułkownik poczerwieniał ze złości, zdrowa ręka zaczęła mu drżeć, wydawało się że ma ochotę komuś przypieprzyć. Po chwili znowu jednak syknął z bólu.
- Ma towarzysz złamany nadgarstek.- Powiedziała obojętnie pani doktor.- Usztywnię go wam, ale zalecałabym wizytę u...
- Głupstwo.- Żachnął się pułkownik.- Prawdziwy socjalista... KURWA!
- Jak chcecie, tylko nie mówcie że nie ostrzegałam.
Jankowski jeszcze przez chwilę ciężko oddychał.
- Odprowadźcie ją.- Polecił.- Niech zniknie mi z oczu.


- Idę z wami- powiedział Wasilewski widząc pytające spojrzenie jednego z ubeków- bo muszę mieć pewność, że nic jej nie zrobicie.
Komunistyczny pachołek Moskwy wzruszył ramionami i zapalił papierosa, poczęstował przy tym kolegę po fachu. Maurycy żywił cichą nadzieję, że dostanie drugiego, już dziś darmowego fajka, ale ubek schował pety do kieszeni nie patrząc nawet nań. Zasrani rewolucjoniści.
Karen Sievers szła między nimi uśmiechając się kpiąco. Była typową przedstawicielką rasy panów, wysoka blondynka, o niebieskich oczach. Mogła uchodzić za piękność gdyby nie tragicznie porozbijana twarz. Karen miała podbite oko, rozbitą wargę, rozcięty łuk brwiowy i nos złamany. Lekko kulała na lewą nogę.
Kiedy mijali mogiły Sievers natychmiast spoważniała. Zatrzymała się nad niemieckim grobem i pokiwała głowa z zadumą.
- Rusz się.- Warknął Ubek.- Nie mamy całego dnia.
- Tak...- Powiedziała cicho.- Pamiętam. Ja wszystko pamiętam.


15.05.1944
Wewelsburg
Główna siedziba SS
- Henryk Ptasznik.- powiedział z dumą Reichsfuhrer wskazując potężny grobowiec, leżący pośrodku ogromnej komnaty.- Jeden z najwybitniejszych władców germańskich. Protoplasta naszego zakonu. Prawdziwy krzewicel rasy aryjskiej i wróg słowiańszczyzny. Pogromca Madziarów. Wielki człowiek.
Karen Sievers pokiwała głową. Grób budził zasłużony respekt, potężny, marmurowy. Centralny punkt Wewelsburga. W końcu mieliśmy tu do czynienia z prawdopodobną reinkarnacją Reichsfuhrera.
- Wielokrotnie dziękowałem twojemu ojcu i bratu, za wielki wysiłek, który włożyli, wraz z całym Ahnenerbe, w odnalezienie szczątków króla Henryka. Niemniej chciałem złożyć je raz jeszcze, tym razem na twoje ręce, Karen.- Himmler ujął jej dłoń i pocałował ją delikatnie.
Sievers z trudem powstrzymała śmiech. Doskonale wiedziała że nie były to prawdziwe szczątki Henryka Ptasznika, tylko innego rycerza germańskiego, żyjącego prawie dwie wieki po królu. Reichsfuhrer nalegał, to dostał. Nie znał się na archeologii, więc żył w błogiej niewiedzy, całkiem z tego faktu zadowolony.
- To naprawdę piękny zamek.- Powiedziała Karen uśmiechając się uprzejmie.- Bardzo żałuję, że nie mam okazji tu częściej bywać.
- To jeszcze nie wszystko. Poczekaj, aż się skończą pracę remontowe, oraz budowa głównych fortyfikacji. Wewelsburg będzie symbolem tysiącletniej Rzeszy, symbolem aryjskiego świata.
- Wierzę.- Sievers skinęła głową.- Jak się miewa pańska córka?
Himmler przygryzł wargi. Widać było, że to pytanie jest mu w niesmak.
- Jest wraz z matką w bezpiecznym miejscu.
- Rozumiem.- Karen wycofała się z pytania. Nie chciała drażnić Reichsfuhrera. Jeszcze nie.

Wyszli na balkon, gdzie widać było budowę umocnień.
- To tu.- Himmler wskazał ręką panoramę- rozegra się decydująca bitwa z podludźmi, bitwa zwycięska dla nas.
- Moim szczęściem- powiedziała Karen usłużnie- jest to, że przyszło mi żyć w czasach przełomowych dla naszej rasy. Niemniej moja wizyta, na tym niewątpliwie pięknym, zamku, ma charakter bardziej służbowy.
- Jaki?- Reichsfuhrer uniósł pytająco brwi.
- Chciałam prosić, ze względu na wielkie zasługi, dla Rzeszy, moje, mojego ojca i brata, o udostępnienie mi akt, które SS zgromadziło, na temat zjawisk paranormalnych.
Himmler zadumał się, przyjrzał się uważniej swojej ulubienicy. Patrzyła na niego tymi swoimi wielkimi, pięknymi, a zarazem przerażającymi oczyma, z całkowitą pewnością siebie i przekonaną o swoich racjach.
- Zakładam, że prośba ma związek z tą sprawą, z przed dwóch tygodni?- Zapytał ostrożnie Reichsfuhrer.
Spojrzał przy tym na opuchniętą wargę Karen i wielkiego siniaka, na jej skroni.
Sievers spuściła wzrok, wydawała się być zawstydzona swoją porażką.
- Tak. W szczególności chodzi mi o akta Sary Zalmanowicz.
Himmler pobladł na dźwięk tego nazwiska, wróciły wspomnienia związane z poszukiwaniami młodej żydówki. To było dwa lata temu.
- Twój ojciec...- Zaczął Reichsfuhrer.
- Ojciec mówił, że główne akta w sprawie Zalmanowicz zostały wysłane do Wewelsburga.- Przerwała mu Karen, z nutą złości w głosie. Nie lubiła, jak ktoś próbował ją oszukiwać.
Była ciekawa reakcji wszechmocnego Heinricha, ministra spraw wewnętrznych Rzeszy i marszałka polnego SS.
Zaskoczył ją. Zachował się jak uczniak przyłapany na ściąganiu. Skurczył się w sobie i pokraśniał po twarzy.
- Reichsfuhrerze...
- Karen, prosisz mnie o udostępnienie najtajniejszych dokumentów naszych czasów. Chcesz żebym wtajemniczył cię w największy projekt Rzeszy?
- Tak proszę, o to pana. Ze względu na zasługi mojej rodziny dla wielkiej Rzeszy i rasy aryjskiej, ojciec upoważnił mnie do włączenia, do projektu „UM-Aktion”.
Himmler milczał, pewne sprawy były ponad jego siły.
- Proszę o aprobatę, w sprawie mojego dołączenia do zespołu i udostępnienie mi dokumentów.- Powiedziała z naciskiem Sievers.



17.09.1942
Bawaria
- To beznadziejne...- Agnieszka objęła rękoma kolana.
Skuliła się w sobie i przymknęła oczy. Po chwili po jej brudnych policzkach pociekły łzy, z jej piersi wyrwał się szloch.
- Nie ważne jak długo będziemy uciekać... Znajdą nas. Nie mamy żadnych szans.- Powiedziała po chwili, cały czas łkając.
Sara Zalmanowicz w duchu przyznała jej rację. Od dwóch dni, znajdowały się w starym magazynie wojskowym, obecnie pustym i opuszczonym. Otoczenie i wszystko wokół nich nie zachęcało do pozytywnego myślenia. Mimo to Sara podeszła do swojej współtowarzyszki i przykucnęła naprzeciw niej. Położyła dłoń na jej policzku, pogładziła go lekko.
- Nie jest tak źle.- Powiedziała bez przekonania.
Agnieszka spojrzała na nią swoimi szklistymi oczyma i zaszlochała głośniej. Sara przygryzła wargi, to nie było specjalnie mądre. Jej koleżanka miała piękne oczy, brązowe i głębokie. W ogóle cała była ładna, w innych warunkach mogłaby uchodzić za piękność. Sara przytuliła ją lekko.
- Jesteś wolna- wyszeptała jej do ucha- od trzech tygodni plujesz na te hitlerowskie mordy. Wymykasz się obławą niemieckim. My dwie jesteśmy cierniem w boku Himmlera i całego SS. To dużo, jak na twoje możliwości, bardzo dużo.
- Ale...
Sara pocałowała ją delikatnie w usta, wzmocniła uścisk.
- Nic się nie bój- pogładziła ją po włosach- ze mną nie zginiesz. Ja jestem... Magiczna.
Agnieszka przestała płakać i spojrzała na nią, z zaciekawieniem. Praktycznie nic o niej nie wiedziała, Sara rzadko się odzywała, prawie nie mówiła o sobie. Nie przejawiała również skłonności do zwierzania się. Spojrzała prosto w jej oczy, trochę dziwne. Koloru krwistoczerwonego, to raczej nie było naturalne. Te oczy niesamowicie kontrastowały z popielatymi włosami i dość chudą sylwetką. Sara uśmiechała się nieśmiało.
- O czym ty mówisz?
- Spójrz.
Sara wyjęła z kieszeni kurtki kilka wycinków z gazet i zmięła je w kulkę. Położyła ją na otwartej dłoni i wpatrywała się w nią w milczeniu. Po chwili kulka zajęła się płomieniami.
- Jak ty...?
- Mówiłam- Sara uśmiechnęła się- Jestem magiczna.
Rzuciła płonącą kulkę na ziemię, by ta mogła się dopalić.
- Nie ma takiej rzeczy, której nie mogłabym zrobić.
Spojrzała na Agnieszkę, która wzięła do ręki kupkę popiołu, powstałą z kulki papieru. Uśmiechała się szeroko.
- Jesteś niesamowita!- Dziewczynka rzuciła się Sarze na szyję i objęła ją mocno.- Zostań moją przyjaciółką, proszę.
Sara wzdrygnęła się lekko. Nie spodziewała się takiego wybuchu radości. Agnieszka położyła jej głowę na ramieniu, przez chwilę obie milczały.
- Nie mogę?- Zapytała.- Nie mogę być twoją przyjaciółką?
- Możesz.- Odpowiedziała Sara po chwili wahania.- Oczywiście, że możesz.- Odwzajemniła uścisk i pocałowała ją w policzek.
Poczuła się naprawdę szczęśliwa, po raz pierwszy w życiu chciało jej się żyć.
Przyjaciele... Jakże piękne słowo.

Data:

 Maj/Czerwiec 2010

Podpis:

 Felix Zaremba

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=63526

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl