DRUKUJ

 

ALEXANDER

Publikacja:

 10-01-12

Autor:

 irask2
Nie będę wam mówił jak się zakochałem. Nigdy nie byłem jednym z tych cholernych romantyków. Lubiłem gwałcić i zabijać. Nigdy nie pytałem się o pozwolenie. Zawsze brałem to, co mi się żywnie podobało. Uważałem, że mam serce z kamienia. My, wampiry, jesteśmy podobno wyprani z uczuć. Niezdolni, by kochać. Niezdolni do poświęceń. Nasze martwe serca nie biją, nie tłoczą krwi. A mimo to, przysiągłbym, że kiedy ją zobaczyłem, zakłuło mnie w przeklętym sercu.
Wtedy jeszcze je przynajmniej miałem. Powinienem ją zamordować z zimną krwią od razu, gdy była ku temu sposobność. Osuszyć i zostawić sponiewieraną, dla oczu gapiów, którzy odnajdą jej ciało. Powinienem nie myśleć o jej pięknie. O długich blond włosach. Błękitnych jak niebo, które zapamiętałem z mojego śmiertelnego życia, oczach.

To może przez nie obudziła się we mnie nostalgia, za tym dawnym, straconym życiem. Pomyślałem o przekleństwie, które z czasem pokochałem do tego stopnia, że gotów byłbym zniszczyć całą swoją rasę, byleby tylko móc jeszcze raz doświadczyć daru przemiany. Dziś już nawet nie wiem czy było warto, choć pewnie było. Lecz jakie ma to dla mnie znaczenie teraz, kiedy umieram? Pozostawiony sam sobie, konam, czekając na nadejście dnia, na nadejście słońca, które mnie porazi swymi promieniami, spalając moje ciało na wiór. Czekam na wiatr, który rozwieje moje prochy, pozwalając odejść z tego świata.

Ale dokąd odejdę? Ja, demon, będący kiedyś człowiekiem z krwi i kości, będący chrześcijaninem czy też niewiernym, jak śmie nazywać wielu wyznawców innej religii. Tak, nie jestem tolerancyjny. I co z tego? Byłem rasistą. Nawet teraz, w obliczu śmierci nim jestem i co wam do tego? Mimo to, w obliczu zaistniałej sytuacji nieważne stają się moje wierzenia i pragnienia. Już nie zmienię pisanego mi losu. Już za późno. . .

Ale cholera, dokąd pójdzie moja dusza? Czy ja ją w ogóle jeszcze mam? Podobno my nie możemy umrzeć. Powracamy. Przeżywamy reinkarnację w ciele śmiertelnika, prowadząc go nieświadomie wprost do odżycia. Podobno nie potrafimy wtedy czerpać przyjemności z ludzkiego życia. Nie potrafimy być śmiertelni. Nie potrafimy cieszyć się słońcem i ciepłym dotykiem ludzi. Ale co mnie to obchodzi? Ja umieram! Ale czy nieśmiertelny może umrzeć? Co się stanie z moją duszą...?

Przysięgam, pierwszy raz w swoim życiu boję się. Nie bałem się tak, nawet wtedy, kiedy podpuszczony przez przyjaciół... Ach, niech ich piekło pochłonie!!! Już ich pochłonęło. Ja ich pochłonąłem. Ja jestem piekłem. Osuszyłem ich ciała. Przeklęci frajerzy. Kretyni. Wtedy nazwałem ich skończonymi idiotami, ale dziś uległem modzie slangu i słów. - Podpuścili mnie i odwiedziłem tę kryptę sam, nocą, by dowieść swojego męstwa i odwagi. Chciałem udowodnić, że jestem wielki. A udowodniłem, że jestem głupi. Udowodniłem, że głupi umierają wcześniej niż inni.

Ale to nieprawda!!! Nie jestem głupi! NIE!!! Wtedy straciłem życie i narodziłem się na nowo. Umarł Alex, a narodził się Alexander. Potężny Alexander. Nawet mój imiennik wśród śmiertelników, Alexander Wielki, nie był dla nich tak wielki herosem, jakim ja stałem się dla swojej rasy. Ale to nie jest istotne! Wtedy nauczyłem się, co to znaczy żyć! Nauczyłem się, że w życiu można liczyć tylko na samego siebie. Po przemianie, w furii zabiłem swego mistrza. Wchłonąłem coś więcej niż tylko jego krew. Wchłonąłem jego świadomość i jego cząstkę. Dziś nie żałuję tej decyzji, choć wtedy żałowałem. Byłem sam, nie miałem z kim o tym porozmawiać, podzielić się obawami... W mojej głowie kłębiło się tyle pytań! A w pobliżu nie było nikogo. Nikogo, kto potrafiłby mi na nie odpowiedzieć. Kto wytłumaczyłby mi kim, a raczej czym się stałem! Przede wszystkim nie wiedziałem, że są inni. Doskwierała mi samotność, byłem na skraju szaleństwa. Ale czekałem. Pragnąłem spotkać takich jak ja, odmieńców zepchniętych na margines społeczeństwa. Byłem wtedy sam, ale teraz to nie jest już istotne. Kiedy on zdychał i tracił obraz tego świata, ja widziałem. Widziałem, jaki był z niego okrutnik. Nie znał litości, zabijał i mordował z przyjemnością. Dlaczego więc ocalił mnie, dając mi taki dar? Czy miał wobec mnie jakieś plany? Chciał coś przeze mnie osiągnąć...?
Może...

Ale nie obchodzi mnie to! Zostałem naznaczony do życia wiecznego, a tu suka mi je odebrała!!! Kiedy tylko przyjdę tu ponownie, pozna mój gniew. Będę rwał ją na strzępy i osuszał, ale nie pozwolę zginąć. Będę ją torturował całą noc, słuchając jej krzyków. Niewzruszenie będę patrzył w te jej błękitne oczy, przepełnione błaganiem o litość. Będę liczył spływające po jej policzkach łzy. A na koniec... Na koniec okażę się niezwykle miłosierny, pozwalając jej umrzeć! Nie! Nie zabiję jej. Dam jej mroczny dar. Zabije ją słońce. Tak, jak zabiło mnie! Te złote promienie, które co rano budziły ją ze snu teraz sprawią, że zaśnie na wieki. Ona czeka na dopełnienie się swego losu, a ja czekam na ten ból, który nadejdzie wraz ze zgubą. Czuję go. Czuję nadchodzący dzień. Nie wiem, jak mogłem się dać tak łatwo oszukać. Ja! Alexander! Największy z demonów! Zgubiła mnie miłość do piękna i ciekawość. Stała na środku drogi, w ciemnym lesie. Wracałem z polowania. Byłem nasycony, ale znalazłbym w sobie jeszcze miejsce na jej krew. Ale nie. Zaciekawiła mnie. Udawała, że popsuł jej się samochód. O naiwności! Dałem się nabrać jak małe dziecko. Ale jak żyję - a przeżyłem wiele stuleci - nie widziałem tak pięknej kobiety jak ona. To istny cud! Takie kobiety nie rodzą się każdego dnia. Jej ponętne ciało. Już na sam widok zwariowałem. Byłem jak w amoku. Opanowały mnie prymitywne żądze. Tak ludzkie, tak naiwne.. I tak głupie! A mimo to udało mi się opanować. Wyciszyłem swój instynkt. Dopiero teraz sobie uświadomiłem, że mnie ostrzegał. Mówił, że jest coś dziwnego w jej zachowaniu. Była zbyt spokojna, a przecież wiedziała kto się zbliża. Patrzyła tajemniczym wzrokiem zza zasłony czarnych rzęs. Chciałem ją posiąść. Wiedziałem, że będzie moja. Wiedziałem, że jeszcze tej samej nocy, której ją spotkałem...
Czyli dziś.

I jak to się skończyło? Spójrzcie na mnie. Kończę żywot. Dogasa mój blask. Kiedy umrę, umrze mit naszej rasy. Umrze mit, że nie da się zabić Najstarszych, a w końcu jestem jednym z nich.

Wiesz jak to było? Jesteś młody. Widzę to po tobie. Jesteś młody i nieopierzony. Masz zaledwie niecałe sto lat, zachowałeś piękne lico. Nabyłeś mroczny dar, ale czy nabyłeś wiedzę? Ucz się teraz. Słuchaj, co do ciebie mówię. Przekaż to innym. Ludzie wydali nam wojnę. Polują na nas, na nieśmiertelnych. Polują na najsilniejszych, na Najstarszych. Kiedy pozbędą się nas, zniszczą takich jak ty bez trudu. A ja padłem ich pierwszą ofiarą, a mogłem ją zniszczyć bez trudu. Rozumiesz?! Bez trudu!!! Wystarczyła chwila, by ją spopielić samą siłą woli. Wystarczyła chwila, by ją dopaść i wyssać z niej krew, by osuszyć. A nie zrobiłem tego. Podszedłem. Poddałem się jakże podniecającej grze płci i ras. Spytałem się, czy wie kim jestem? Nie dość że wiedziała, że jestem krwiopijcą, to wiedziała, jak się zwę. Przyznam, to zbiło mnie z tropu. Wywarła na mnie wielkie wrażenie. Zaintrygowała mnie. Chciałem wiedzieć. Chciałem wiedzieć wszystko to, co ona wie. Wystarczyło ją dopaść jednym skokiem i wgryźć się w jej smukłą szyję. Obrazy i wiedza przyszłyby same. Ale nie. Wolałem zbliżać się do niej wolnym krokiem, wolałem by to ona mówiła, co wie. A wiedziała dużo. W tak prosty sposób mnie podeszła. Udało się jej pokonać tego, który potrafił stawić opór każdej armii ludzkiej. Zniszczyłem jednej nocy cały oddział, a mnie zniszczyła jedna kobieta.
Nieprawda!

Zniszczyła mnie własna pycha! Własne zapatrzenie w swoje ego! Miałem siebie za silnego, a w rzeczywistości byłem słaby. Zniszczyło mnie piękno i ignorancja. To nie mogło się skończyć dobrze.
Pamiętasz?

Kiedyś walczyli z nami, rzucając na nas uroki. Przystępowali na nas z bronią. Niszczyli nasze krypty za dnia. Ale to nie pomagało. Nie mogli nas wyplenić ze swojego nieskazitelnego świata, w którym brak miejsca dla tak niezwykłych istot jak my. Uwierzyli w brednie, że czosnek może nam cokolwiek zrobić. Osinowe kołki - kolejne debilne, a zarazem naiwne myślenie. To też nie pomogło. Z czasem postanowiliśmy się gdzieś schronić i działać z ukrycia. By zapewnić sobie spokój. Ale byli też tacy, którzy o nas nie zapomnieli. Kiedyś atakowali nas bronią. Dziś wystawili broń, na którą nie jesteśmy przygotowani w żadnej mierze. Wystawili broń, z którym nie potrafiłem sobie poradzić. Wystawili piękno kontra demon. Rozgryźli nasz jeden z większych sekretów. Już wiedzą, że wampiry są bardzo wrażliwe na piękno. Ale czym to w ogóle jest spowodowane? Tym, że pragniemy czegoś przeciwstawnego do nas samych? Jesteśmy plugawymi Dziećmi Nocy. Z gruntu rzeczy źli, a złe równa się brzydkie. Więc pragniemy piękna. Czegoś niedostępnego dla naszej rasy, która jest tak potężna, że aż bezsilna wobec najkruchszej materii.
Piękno!

Piękno to zaiste broń nowej generacji. To ona nas zniszczy. To ona nas pozbawi życia. Ona wypleni naszą rasę. Teraz kiedy dokonuje żywota, zaczynam wariować. Mój umysł staję się miejscem sztormu, w którym mieszają się obrazy i myśli. Powracają wspomnienia. Nawet te najstarsze, wyblakłe. Stają się tak rzeczywiste i realne. Co się ze mną dzieje? Co się dzieje z nami, kiedy umieramy? Z natury nie jesteśmy zbyt rozmowni, a kiedy nadchodzi koniec, słów naszym nie ma końca. Przeżyłem tyle lat, tyle wieków upłynęło od mojego narodzenia i mojego "nowego narodzenia". Pamiętam, widziałem i byłem świadkiem narodzin i upadku Rzymu. Jestem tak stary, ze zwykły śmiertelnik nie jest w stanie objąć mojego wieku swoim małym i nie otwartym na nowe umysłem. Stałem się potężny umysłem, silny ciałem, a słaby sercem, które przecież przestało pracować dawno temu.
To nieprawda!

Nasze serce może i nie bije, ale żyje. W innym wypadku nie odczuwalibyśmy piękna tego świata. Nie bylibyśmy na nie wrażliwi. Nieważne jakimi potworami jesteśmy, i tak nie potrafimy wygrać z pięknem. Ono zawsze nas fascynowało. Nasze przekleństwo. Moja zguba.
Pamiętasz?

Pamiętasz co ci mówiłem? Zapamiętaj to dobrze. Muszą wiedzieć to inni. Niedługo wstanie dzień, unicestwi mnie i ciebie jeśli się nie skryjesz. Ale nim to zrobisz, nim się ukryjesz, musisz wysłuchać mnie do końca. Musisz wiedzieć w jaki sposób wyrwano mi serce z piersi. W jaki sposób doprowadzono mnie do tego stanu. Jestem silny i potężny. Przeżyłem wiele i wiele widziałem. Ale czegoś takiego się nie spodziewałem. Nie miałem pojęcia, że zemsta śmiertelnych może być tak okrutna. Podszedłem do niej. Już z daleka czułem jej obezwładniający zapach, który z jej urodą stanowił broń absolutną, jeśli wiesz o czym mówię. Ci nieliczni, Najstarsi. Oni będą wiedzieć, o co mi chodziło. Ty jesteś możliwe że nazbyt młody, by zrozumieć. Nieważne. Najgorsze było kiedy się do niej zbliżyłem. Dopiero wtedy jej zapach, tak słodki i kuszący uderzył mi w nozdrza. Czułem, że zaraz oszaleję. Czy ona w ogóle zdawała sobie sprawę, że w moim ciele toczyły bój dwie żądze? Żądza wiedzy i żądza krwi. Chciałem ją ugryźć. Byłem tak rozbity. Tak zafascynowany. Nie wiedziałem co robię. Już wtedy byłem zgubiony. Nawet teraz nie potrafię powiedzieć jakim przyjechała samochodem. Nic. Nawet nie wiem jaki miał kolor. Nie wyczułem nawet tego, że nie jest sama! O zgrozo!!! Dałem się tak podejść! Kiedy ona mnie owijała wokół swego palca, on albo oni... Nie wiem nawet ilu ich tak naprawdę było! Szykowali się na mnie. Ale to nie oni zadali ostateczny cios. To ona! Ta przeklęta blondynka. Wiem, że rozmawialiśmy chwilę. Wiem, że mnie strasznie fascynowała. Podejrzewam, że jeszcze chwilę i dopadłbym ją. Już miałem dać upust swoim żądzom. Chciałem zerwać z niej ubrania. Chciałem zrobić to z nią jak najgorszy brutal. Wiem, że nie byłbym dla niej czuły. Ale nie obchodziło mnie to. Jej też nie. Ona miała zadanie do wykonania, które wykonała perfekcyjnie. Miała być przynętą i katem. Kiedy ona mnie zaabsorbowała w całości on albo oni, zrobili to. Strzelili do mnie z tyłu. Prosto w kark. Grot potężnego harpuna, który teraz podziwiasz wszedł jednej strony, a wyszedł z drugiej. To mnie zdezorientowało. Nie wiedziałem co robić. Prawdę mówiąc nic nie robiłem. Zobaczyłem tylko jak w jej ręku pojawiło się niezwykłe urządzenie. Trzy ostrza zamontowane na obrotowej głowicy. Świst, które wydało to urządzenie ucichło w zderzeniu z moim krzykiem, który uciszył wszystkie inne dźwięki. Czułem jak to wwierca się we mnie. Pierwszy raz w swoim nieśmiertelnym życiu poczułem, że mam serce. A raczej poczułem jak je tracę. Widziałem, jak po chwili wyciąga zakrwawione urządzenie. Ostatnie co zauważyłem, to swoje serce, między zwalniającymi ostrzami tej cholernej broni. Ale to nie to wywarło na mnie największy szok. Jakież było moje zdziwienie gdy się okazało, że moje serce bije!
Tak przyjacielu.

Nasze serca biją!!! Choć ich nie czujemy, nie znaczy, że one już nie pracują. Jest wręcz na odwrót. Ta noc nie przestawała mnie zaskakiwać. Ale niespodzianki już się kończyły. Teraz fascynacja ustępowała miejsca strachowi. Wydaje mi się, że dopiero po chwili uświadomiłem sobie, co tak naprawdę się stało. Ale nawet teraz wydaje mi się to wręcz niemożliwe, by pokonać Najstarszego w tak łatwy sposób. Nawet w najgorszych snach nie mamy tak strasznych koszmarów. Ale teraz to już bez znaczenia. Liczy się tylko to, że wtedy upadłem na ziemię, a raczej na asfalt. Upadłem w to miejsce, w którym teraz leżę. Ostatnie co słyszałem to jej słowa, które wyryły się w mojej pamięci bardzo wyraziście: „Teraz, kiedy nie masz serca, nie możesz powrócić. Reinkarnacja nie stanie się twoim udziałem. Zginiesz tu, kiedy nadejdzie słońce.” Zaśmiała się. Co prawda strasznie sztucznie, ale zaśmiała i odeszła. A ostatnią rzeczą na jaką się zdobyłem nim przybyłeś ty, był niemy krzyk wzywający wszystkich którzy są w pobliżu.
Odpowiedziałeś tylko ty.

Już nawet nie ma sensu ich ścigać. Odjechali dawno temu. A teraz odejdź. Słyszysz?! ODEJDŹ!!! Już prawie świta. Jeśli nie odjedziesz teraz, to zginiesz, a nie możesz. Oni muszą wiedzieć. IDŹ!!! Ja tu poczekam. Pierwszy raz od wielu lat bez lęku spojrzę w słońce i zaśmieję się. Odejdę z godnością. Już nawet nie czuję bólu. Oczyma wyobraźni widzę to światło. Jest takie piękne. Piękne jak twoja twarz, która jest taka gładka. Twoje włosy lśnią czarnym blaskiem, nawet w nocy, a oczy to istny poemat. Jesteś piękny, ale głupi. Jesteś głupi, że jeszcze tu tkwisz. Powinieneś był już odejść. Powinieneś pędzić w poszukiwaniu kryjówki. A nie robisz tego... Czemu? Napatrzyłeś się na mnie i na otoczenie. Widzisz, że zewsząd otaczają nas piękne dębowe lasy. Teraz klęczysz, opierając na swoich kolanach moją głowę. Zrób coś dla mnie i przenieś moje ciało pod drzewo. Oprzyj mnie o nie. Chcę widzieć nadchodzące słonce. Zapamiętaj też mój wygląd. Zapamiętaj moje barczyste ciało i gęste brwi. Zapamiętaj twarz pooraną licznymi bliznami. Nie zapomnij głębokiego spojrzenia moich czekoladowych oczu, które były tak spragnione piękna. Piękna, które mnie zgubiło. A teraz zrób to, o co cię prosiłem i idź już. IDŹ!!!

Data:

 01.01.10

Podpis:

 Ireneusz Kołodziejczyk

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=60105

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl