DRUKUJ

 

Stoik

Publikacja:

 09-12-05

Autor:

 Achaa13
Stoik


Wielkie Lato kończyło swoje panowanie. Z domów zaczął ulatywać dym. Wiatr przypominał o sobie hucząc, świszcząc, śpiewając. Niebo popłakiwało słodkimi, życiodajnymi łzami. Ze złotych pól zostały ziemne ruiny. Chmury piętrzyły się, szare i zwaśnione. Często wzniecając walki to na krzyki, to na ogień.
W oknach starej, pociemniałej kamienicy, na rogu ulic i niedaleko antykwariatu, paliło się wiele świateł. Jedne jaśniejsze, inne przytłumione, niektóre spokojne i przytulne lub tryskające elektryczną energią. W jednym z okien białe, lecz pożółkłe ze starości firany, były odsłonięte.
Mieszkanie na trzecim piętrze nie charakteryzowało się niczym szczególnym. Były tam pomalowane na biało ściany ze ściennymi panelami oraz mnóstwem obrazów, mieszaniną barw i myśli. Podłogi miały parkiet, osłonięty puszystymi dywanami. W pokoju z oknem na zachód stała skórzana kanapa, bujany fotel, przestarzały telewizor, sporych rozmiarów biblioteczka oraz masywne, dębowe biurko. Na nim stała ciężka maszyna do pisania. Wokół unosił się aromat suszonych grzybów, jabłek, herbaty i starych książek. Panował spokój potęgowany ciszą na ulicach oraz pękającym czasami drewnem, palącym się w kominku. Szary, gruby kocur wdrapał się na kanapę i ogrzewał się przy ogniu. Nieregularne stukanie w maszynę do pisania wznosiło senny nastrój. Ma krześle siedział starszy człowiek. Jego głowa była zalana siwizną, a twarz poorana zmarszczkami. Mężczyzna uśmiechał się pogodnie a w bladozielonych oczach malował mu się spokój. Spod starych dłoni pojawiały się kolejne litery.
- Nie dalej jak wczoraj zapytano mnie czy od zawsze jestem stoikiem – pisał- Otóż nie, mój stoicki tok myślenia wykształcił się w wyniku pewnej nieszczęśliwej historii. Rzecz działa się jakieś czterdzieści lat temu. Jako młody maturzysta nie przejmowałem się ani nauką, ani przyszłością. Byłem rozentuzjazmowany, optymistyczny, głupi. Do matury zostało niewiele czasu, ale ja nie dbałem o to. Pewnego późnego, zimowego wieczoru, gdy wracałem do domu od przyjaciela, zostałem zaciągnięty w ciemną uliczkę. Mężczyzna, który mnie wciągnął był ode mnie dużo starszy, jego twarz została już naznaczona przez czas. Zasady wyjaśnił szybko: nie pokazywać się, wykonywać rozkazy, nie ma odwrotu z wykonywanego zlecenia. I tak oto już następnego dnia brałem udział w pierwszym zadaniu: przewóz na granicę kraju autentycznego obrazu Grottgera z 1863 roku. Akcja była ważna a cena wysoka. Kiedy pierwszy raz się udał piąłem się w górę. Zlecenia spadały na mnie jedno za drugim, nieustannie, tak jak spore kwoty wpadały do mojej kieszeni. Zaczęło się ocieplać i termin matury zbliżał się nieubłaganie. Przez pracę praktycznie nie bywałem w domu. Nie na tyle aby zauważyć, że dzieje się coś złego. Mieszkałem z matką, właścicielką sklepu spożywczego. Gdy zacząłem się bogacić nie płaciłem za naszą dwójkę, jak już mówiłem: nie bywałem w domu. Pewnego dnia musiałem dać matce list od dyrektora szkoły w sprawie mojego podejścia do edukacji i egzaminu. Lecz mieszkanie było puste. Zanim zdążyłem cokolwiek zrobić zadzwonił telefon. Dzwonili ze szpitala. Grunt zaczął brutalnie osuwać mi się pod stopami. Zajechałem pod szpital i wpadłem do niego jak burza. W Sali operacyjnej nr 5 trwało wznawianie pracy serca, a pielęgniarki za nic nie chciały mnie wpuścić. Po czasie, który wydawał się być wiecznością, lekarz wyszedł z sali ze spuszczoną głową.
Stary mężczyzna wyrwał kartkę maszyny, położył ją na pozostałych i podszedł do otwartego okna.
- Pochowałem moją matkę 12 kwietnia 1968 roku. Wypowiedziałem zlecenia w sprawie dzieł sztuki i zostałem usunięty z tej organizacji.
Powtórzyłem rok i zdałem maturę. Całe pieniądze jakie zdobyłem z nielegalnego handlu oddałem. Studiowałem pedagogikę i filozofię. Całe życie pracowałem jako dyrektor szkoły średniej, by na emeryturze zacząć pisać swoje filozoficzne przemyślenia. Po stracie matki żałowałem, ale nie pogrążyłem się w rozpaczy; musiałem żyć dalej. Można powiedzieć, że to była moja pierwsza stoicka myśl – rzekł smutno, patrząc w ciemną i majestatyczną noc

Data:

 1 października 2009r.

Podpis:

 Joanna~Bober

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=59054

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl