DRUKUJ

 

6.Z DRUGIEJ STRONY

Publikacja:

 09-10-31

Autor:

 irask2
Jako praktykant sklepu RTV/AGD miałem okazje zobaczyć jak to jest ujrzeć życie sprzedawcy od kuchni. Przychodząc do sklepu mówisz co chcesz dostać i zazwyczaj to dostajesz. Czasem korzystasz z fachowej rady sprzedawcy i dokonujesz zakupu. Gdy sprzęt jest wadliwy oddajesz go na gwarancji i problem z głowy. Przynajmniej dla ciebie. Oglądając przychodzących ludzi do sklepu widać, że niektórzy z nich tak naprawdę nie wiedzą czego chcą. Tzn. mniej więcej wiedzą. Ale nie znają konkretnej specyfikacji sprzętu, przez co sprzedawca musi ustalać konkretną część, której klient potrzebuje. Niektórzy ze starszych klientów przysłanych przez swoich wnuczków, albo kogoś innego po sprzęt elektryczny o skomplikowanej nazwie, przynajmniej dla nich, potrafią tworzyć rożnego rodzaju neologizmy, przez co sprzedawca musi nie tylko udzielić fachowej obsługi ale ustalić o co tak naprawdę kupującemu chodzi. Jednak te powyższe problemy bledną w porównaniu z tym co sprzedawca czasami dostaje w zamian za swoją uprzejmość i czasami kilkakrotne powtarzanie tego samego, by klient zrozumiał. Niektórzy pewnie teraz powiedzą, że taką sobie pracę ten sprzedający wybrał, więc w czym problem? To fakt. Sprzedawca sam ten fach wybrał, ale niektórzy z klientów przychodząc do sklepu nie dość że swoją uprzejmość zostawiają za drzwiami to jeszcze traktują sprzedawców jak oszustów. Nie tak dawno miałem okazje zobaczyć sytuację w której miła starsza pani przyszła do sklepu kupić telefon domowy. Sprzedawca obsłużył ją jak się należy. Pokazał wszystkie modele. Podał ich wady i zalety. Polecił jeden model i kiedy kupująca upatrzyła swój model, telefon został podpięty do sieci i sprawdzony. Działał bez zarzutów. Kupująca wyszła. A za dwa dni jest z powrotem i składa reklamacje u sprzedawcy u którego kupowała. Najpierw spokojne stwierdzenie, że telefon nie działa. Wywiązuje się rozmowa na linii klient-sprzedawca, w której to klientka nie przyjmuje do wiadomości, że problemy natury technicznej nie leżą w samym telefonie tylko prawdopodobnie w sieci, która nie działa należycie w miejscu w którym owa pani mieszka. Rozmowa trwa w której napięcie rośnie. Klientka żąda albo zwrotu gotówki albo innego modelu. O naprawie gwarancyjnej nie chce słyszeć. W końcu godzi się na sprawdzenie telefonu w sklepie. I co się okazuje? Telefon działa, a klientka nadal swoje. Sprzedawca próbuje najdelikatniej zasugerować, że ani zwrot gotówki, ani zamiana telefonu ani naprawa gwarancyjna nie wchodzi w grę bo aparat działa. Szanowna klientka nie chce o niczym słyszeć tylko żąda albo kasę albo inny telefon. W końcu dochodzi do kompromisu i sprzedawca obiecuje oddać telefon do naprawy gwarancyjnej, ale klientka nie chce oddać paragonu, który w tym wypadku jest kartą gwarancyjną bo boi się że sklep nie odda telefonu... Ręce opadają. I weź tu nie powiedz co myślisz o tej szanownej Pani. . .
Ludzie litości. Zanim zaczniecie wrzeszczeć na sprzedawców i powoływać się na swoje prawa lub żądać zwrotu gotówki zastanówcie się chwile. Nikt nie chce was przecież oszukać. Sprzedawcy zależy na tym by klient wyszedł zadowolony. Zależy mu też na tym, by sklep miał jak najlepszą opinię. Nikt z personelu sklepu nie zostawi klienta samego ze swoim problemem choć nie którzy proszą się o to. Czasami też sprawdźmy sprzęt u kogoś innego, albo też poprośmy o pomoc kogoś kto zna się trochę lepiej od nas. Wina nie zawsze leży po stronie produktu lub sprzedającego, lecz z naszej niewiedzy lub winny innych czynników, usług lub towarów komplementarnych.


P.s. Komentarze jak najbardziej na miejscu.

Data:

 24.10.09

Podpis:

 Ireneusz Kołodziejczyk

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=57568

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl