DRUKUJ

 

Czarny i Biały

Publikacja:

 09-08-06

Autor:

 Achaa13
Czarny i Biały


Mroźny, nocny wiatr uderzał mnie w twarz. Przecinałem powietrze dzięki galopowi mojego białego wierzchowca. Światło księżyca w pełni, odbijało się od mojej srebrnej zbroi. Mój najbardziej zaufany towarzysz, miecz, podrygiwał w pochwie, a tarcza na plecach uderzała co chwila o tył metalowego stroju. Kopyta białego konia wbijały się w grunt, wydrążając za każdym razem trochę ziemi. Rytmicznie bił o podłoże. Balansowałem między gałęziami leśnych drzew, prawie się nie ruszając. Miałem pojęcie o ważności mojego zadania. Miałem uratować mieszkańców miasta od Złego Rycerza - ich postrachu - siejącego zło, zbrodnie w moim mieście. To ode mnie - wojownika Króla zależało bezpieczeństwo słabszych, na honor i na Boga. Zaciętość pojawiła się na mojej twarzy, w oczach pojawiło się zdecydowanie, a wygląd mojego oblicza był co chwila cięty przez moje czarne, jak noc włosy, smagane przez wiatr. Jechałem w selenim świetle, przez gęsty las. Tak gęsty jak mrok nocy i zła świata wciąż mnie otaczający.
Zwolniłem wjeżdżając na dużą, leśną polanę skąpaną w srebrzystym świetle. Ujrzałem jego - mojego wroga, Złego Rycerza. Dumnie zsunąłem się z białego wierzchowca i spojrzałem na niego. Siał strach jak wiatr sieje nasiona. Miał czarne włosy, niezwykle bladą cerę, czarną zbroję, czarnego konia. Syn nocy. Przybliżyłem się powoli. Na twarzy przeciwnika widniała pewność siebie ale również zaciętość. Miał mroczne czarne oczy, ze złem w ich głębi.
- Więc jednak przyjechałeś - rzekł wolno.
- Taki dostałem rozkaz, zgładzenia cię.
- Dlaczego sądzisz, że ci się to uda?
- Nie sądzę, to pokaże los.
- A więc, zginiesz tak jak wszyscy, którzy odważyli spotkali się z moim mieczem - mówiąc to zgrabnym, niezwykle szybkim ruchem wydobył miecz z pochwy. Widząc jego ruch, zrobiłem to samo.
- Przekonamy się -powiedziałem i zarazem odbiłem nagły atak wroga.
Zaczęliśmy taniec do którego muzyką był szczęk żelaza. Poruszaliśmy się naokoło ostrożnie, badając umiejętności tego drugiego. Czarny Rycerz był dobrym wojownikiem. Lekko podchodził w moją stronę zadając ciosy ostrzem, lecz bez skutków. Dumnie i ostrożnie patrzyłem na jego ruchy, by móc wiedzieć co zrobi. Nagle naprężył się i skoczył w moją stronę. Instynktownie, z praktycznie nadludzką szybkością ściągnąłem z pleców tarczę i zasłoniłem się nią, jednocześnie odbijając rycerza. Odbił się i stanął miękko na nogi. Tym razem to ja zaatakowałem. Pchnąłem klingę w stronę Czarnego. Ledwie się obronił. Ostrze wydrążyło szparę w jego zbroi. Spojrzał na mnie, a w jego czarnych oczach płonął ogień gniewu, nie spodziewał się ataku, ani takiej mocy mojego miecza. Szybko sam zaatakował, pędząc z bronią na mnie. Zgrabnie odbiłem jego klingę. Nagle przerwaliśmy, znów chodziliśmy naokoło, mierząc się spojrzeniami. Ściskałem w jednej ręce miecz, w drugiej tarczę. Wydawały się być zbyt lekkie w moich ramionach. Mój wróg zastanawiał się nad atakiem, widać było niezdecydowanie na jego twarzy. Patrzyłem z powagą i uwagą na jego oblicze. Znów się naprężył, zacisnąłem wszystkie mięśnie przygotowany na kolejne pchnięcie mieczem, wyciągnąłem przed siebie tarczę i przygotowany do odbicia ataku. Czekałem nasłuchując świstu powietrza, ciętego przez srebrną broń. Lecz nic się nie stało. Ściągnąłem na dół tarczę i w tej samej chwili zostałem powalony na ziemię, wróg zaatakował tarczą, spojrzałem na popiersie, zbroja była dogłębnie wbita i zniszczona. Zgiąłem się z bólu, coś kuło mnie od wewnątrz, mój oddech stał się płytki, zakręciło mi się w głowie. W moim brzuchu wylewał się ból uderzenia i kłucia - złamane żebro. Wgniecona zbroja nie pozwalała swobodnie oddychać. Nagle usłyszałem świst powietrza i prawdziwy ogień zapłonął w mojej nodze. Czarny Rycerz przebił mieczem moją zbroję. Wytrysnęła fontanna krwi. Znowu zwinąłem się z bólu. Przewróciłem się na bok i wyplułem krew. Leżałem tak, w kałuży czerwonego płynu, czując triumfujący wzrok i uśmiech wroga. Silnym kopnięciem przewrócił mnie na plecy. Spojrzałem mu w twarz, wiedział, że już wygrał. Wyciągnął przed siebie miecz. W jego czarnych oczach pojawiła się świadomość zwycięstwa. Za to ja spojrzałem w czarne ślepia śmierci. Powoli ogarniał mnie mrok. Czarny Rycerz wypiął się, powietrze znów świsnęło... Czułem swój koniec. W ułamku sekundy przed oczami stanął mi obraz mieszkańców miasta, wciąż zagrożonych, Króla - zawiedzionego, mojej rodziny - pogrążonej w żałobie... Siła, i tylko siła, czułem jakby płynęła w moich żyłach zamiast krwi. Srebrna klinga była oddalona ode mnie tylko o kilka milimetrów, kiedy już dotknęła mojej zbroi... Trzask! Miecz poleciał w dwóch kawałkach w prawą stronę, połamany przez moją dłoń. Wstałem, rycerz patrzył na mnie z przerażeniem. Wyciągnąłem przed siebie miecz, lecz zamiast zadać cios, powaliłem go na ziemię tarczą, tak jak on mnie. Jego zbroja także się wbiła, ale mógł swobodnie oddychać, jego tarcza została odrzucona. Patrzył na nie ze strachem. Przyłożyłem miech do jego szyi. Patrzyłem na niego z zaciętością.
- Dalej, zabij mnie - rzekł.
Był bezbronny, słabszy.
- Nie zbliżaj się do mojego miasta, nie chcę cię tam widzieć, już nigdy - każde słowo wypowiadałem z podwójną siłą.
Patrzył na mnie teraz zdziwiony. A ja odwróciłem się do niego plecami. Nie zaatakował mnie.
Odszedłem, nie odwracając się. Jestem rycerzem, przysięgałem na honor i Boga, że nigdy nie skrzywdzę słabszych. On był słabszy... I pokonany. Wskoczyłem zgrabnie na mojego konia. Nie czułem bólu, zdawało mi się jakby rany już się zagoiły. Wepchnąłem miecz do pochwy, a tarczę na plecy. Spojrzałem na horyzont, świtało. Jasność i czystość obmywała drzewa w lesie. Delikatny, poranny wietrzyk zdawał się jedynie pieścić moją twarz. Jechałem w dal, na swoim białym koniu, czując wolność i satysfakcję. Pierwsze promienie słońca zalewały świat. Byłem dumny, jechałem siedząc prosto. Czułem, że spełniłem swój obowiązek, a na mojej zbroi ani klindze nie było śladu krwi mojego przeciwnika. Radość, jasność i czystość otaczały teraz mury mojego miasta do którego się zbliżałem.

Data:

 26.04 2009

Podpis:

 Joanna~Bober

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=55956

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl