DRUKUJ

 

Kulka

Publikacja:

 09-01-21

Autor:

 A.S.
Od momentu, kiedy przestała być małą dziewczynką została skazana na bezowocną walkę. Niczym Syzyf, co drugi dzień stawała z różową bronią w dłoni, opierała nogę na wannie i ruszała do walki. Ze skupieniem i językiem wychylającym się spomiędzy warg, mydliła swoje dolne kończyny i przystępowała do działania. Nie raz i nie dwa, wychodziła z tej walki poraniona. Pozwalała by żrący krem wypalał jej delikatną skórę pod pachami, mimo że pachniał niewinnie brzoskwiniowo i ubrany był w tubkę z napisem: z dodatkiem zielonej herbaty. Oprócz tego, co kilka dni przystępowała do bezlitosnego pozbywania się pojedynczych zbędnych intruzów z linii brwi. Spokoju nie było też w okolicy bikini, nawet tam rozprzestrzeniał się wróg. Walka trwała długo, podcinanie, skubanie, wyrywanie, depilowanie… Codziennie jakaś część ciała, i od nowa. Tony kłębków, kołtunów, splątanych i nikomu niepotrzebnych, irytujących i znienawidzonych włosów lądowały nieprzerwanie na wszystkich zakątkach ziemi, w śmietnikach i rurach odpływowych. I tak bez końca.

Zniewolona irracjonalną potrzebą bycia gładką, nie umiała powiedzieć sobie dość. Mimo, że czasami chciała się zbuntować i pozwolić, by włosy wyrosły w tych wszystkich miejscach, które natura oddała im w panowanie. Wystawić nagie ciało, jak białą flagę i poddać się- to było kuszące. Nie przewidziała jednak, że pewnego dnia jej fantazja zostanie spełniona.

W jakiś niewytłumaczalny sposób ktoś przewrócił jej życie do góry nogami. Dosłownie, o czym zdała sobie sprawę, gdy spojrzała na swoją sypialnię z pozycji pająka. Mówiąc jaśniej, pewnego, niezwykle pochmurnego dnia obudziła się unieruchomiona i przytwierdzona przez jakieś tajemnicze siły do sufitu. Tylko jedno oko mogła otworzyć by stwierdzić, że cały świat stanął na głowie. Drugie oko miało ciasno sklejone powieki. Im bardziej świadomość dochodziła do głosu, tym więcej przerażających faktów dostrzegała. Po pierwsze miała skrępowane ręce i nogi, z trudem oddychała, ponieważ coś ściśle opinało jej klatkę piersiową i wrzynało się w skórę. Kiedy próbowała się ruszyć, poczuła przeszywający ból i narastającą panikę. To najgorszy sen w moim życiu, pomyślała i spróbowała potrząsnąć głową. Kolejna fala bólu udowodniła jej, że się myli i to jednak nie sen. Oddychała coraz szybciej, rozpaczliwie szukając odpowiedzi na to co stało się z jej ciałem. Dlaczego wisi nad swoim łóżkiem, skrępowana i pozbawiona możliwości decydowania o sobie? Czy została uwięziona przez jakiegoś szaleńca? Nie znalazła na to pytanie odpowiedzi, nie zdążyła, coś innego wprawiło jej myśli w szaloną gonitwę. Otóż jednym okiem o ograniczonej widoczności udało się jej dostrzec coś, od czego przeszedł ją dreszcz sprawiając jeszcze większy ból i dręcząc jeszcze bardziej i tak już zmęczone, biedne, wiszące jak szynka ciało. Była skrępowana, ale nie żadnymi linami, sznurami, tylko własnymi włosami. Gigantyczne zwoje włosów miały swoje źródło w jej ciele. Ironia tkwiła w tym, że nie poddała się dobrowolnie, tak jak o tym marzyła w tych rzadkich chwilach niepoczytalności. To największy organ jej organizmu pokonał ją kiedy spała i spętał pozbawiając jakiejkolwiek możliwości wyplątania się z tej sytuacji. To co zwykle było oznaką, symbolem piękna i płodności, teraz więziło ją przytwierdzoną ściśle do sufitu sypialni. Poczuła obrzydzenie, gdy zdała sobie sprawę w czym tak naprawdę się znajduje. Splątane włosy, nie tylko z głowy, brwi i rzęs, ale i nóg, pach i miejsc najbardziej intymnych, tworzyły obrzydliwy kołtun we wnętrzu, którego została uwięziona niczym przysmak dla jakiegoś potwora. A włosy, pchały się do wszystkich jej otworów, jak rozumne istoty mogące spodziewać się nieobliczalności ofiary gotowej wykorzystać, każdą okazję by uciec. Kiedy wyobraziła sobie jakiś niesforny skręcony kłak wypełniający jej usta, ciałem wstrząsnęły silne torsje ciągnące za sobą kolejną falę bólu.
Nie wiadomo, czy to ruch, czy też dziwny dźwięk jaki wydawały włosy, coś na kształt szelestu, wywołały z mrocznego kąta przerażający cień. Na jego widok, biedne wybałuszone oko straciło ostrość i uroniło jedną łzę. Słona kropla sprytnie ześlizgnęła się spiralnym ruchem po włosie i cicho upadła tuż przed cieniem, który zatrzymał się w kałuży bladego światła pośrodku pokoju i pozwolił sobie na nabranie konturów.

Wielki robak o wszelkich cechach krótkowidza stanął pod kołtunem i zaskrzeczał:
-Nazywam się Wsza Wanda i uwierz mi, że to co robię nie sprawia mi przyjemności. Za chwilkę przyjdzie mój mąż, Wesz Walenty i lepiej, żebyś nie zwróciła jego uwagi.

Po wypowiedzeniu tych kilku słów, błysnęła niezwykle elegancko wyglądającym, skórzasto chitynowym pancerzem i wyszła z sypialni zamykając za sobą drzwi.
I zaczęło się najgorsze. Dźwięki nakłuwania i ssania doprowadzały ją do szału, mlaskanie, skrzypienie powodowało palpitacje serca, a szuranie krzeseł, brzęk szklanek i szum wody z kranu świadczyły o tym, że najwyraźniej postradała zmysły. Potem tylko chrapanie, aż do nastania wilgotnego i pochmurnego poranka. Mimo wstającego dnia w sypialni robiło się coraz ciemniej i cieplej. Wesz Walenty wstał i przeciągnął się strzelając z odnóży wyposażonych w wypolerowane pazurki czepne. Ziewnął narządami gębowymi, cmoknął Wszę Wandę i najwyraźniej powędrował do pracy, o czym świadczyła teczka kurczowo trzymana jednym odnóżem. Nie zdziwiło jej nawet to, że wyszedł oknem, wpuszczając do pokoju kilka dziwnie rudych mocno skręconych włosów.

Jej rozmyślania zostały przerwane przez krzątaninę Wszy Wandy, która okazała się być niezwykle skrupulatną gospodynią. Silnie spłaszczona postać Wandy zwinnie przemieszczała się z pokoju do pokoju i błyskawicznie doprowadzała mieszkanie do porządku. Umyła nawet okna, wycierając przy tym sufit, skrzętnie omijając kołtun z roztrzęsioną zawartością.
-Moja droga, gdybym nie była na diecie…- dodała przechodząc obok, czym jeszcze bardziej rozedrgała oddychającą kulkę.

Nagle rozległ się dzwonek. Wsza Wanda zamarła, by zaraz w popłochu podbiec do lustra i niemal dotykając jego tafli krótkimi czułkami, obejrzała się od góry do dołu. Po otwarciu drzwi, rozległy się liczne ochy i achy, autorstwa Wandy i bliżej niesprecyzowanego gościa, którego bez ceregieli Wanda wprowadziła do sypialni.
-Mój słodki, tylko pójdę po kieliszki…

Gość pozostawiony sam sobie poczuł się jak u siebie i zdjął spodnie. Położył się na łóżku i spojrzał na sufit rozmarzonym wzrokiem. Zrozpaczony kłębek jednym okiem starał się zwrócić jego uwagę, ale zyskał jedynie tyle, że w postaci podnieconego mężczyzny dostrzegł swojego narzeczonego, jedynego, ukochanego ze swojego jakże normalnego i nagle zgubionego w niewyjaśnionych okolicznościach życia.

Krótkie, stłumione: oh!, wydobyło się z wnętrza włochatej kulki. Było jednak zbyt mało żałosne, bo nie spowodowało żadnej reakcji. Za to reakcją zaowocowało wejście rozchybotanym erotycznie krokiem Wszy Wandy, która najwyraźniej nie wiedziała, co to wierność małżeńska.

Najpierw, były jęki przemieszane ze skrzypieniem, następnie mężczyzna dał się zamknąć w klatce z licznych odnóży, które błyskawicznie poradziły sobie z jego slipami, krawatem i koszulą. Niezwykle żywotne czułki podrygiwały w namiętnym rytmie, a ściśle połączone segmenty zamieniły się w harmonijny instrument wydający przedziwne dźwięki. Mężczyzna dwoił się i troił, żeby zaspokoić wymagającą kochankę i dopiero, kiedy narządy gębowe rozchyliły się i niemal ukazały mroczne wnętrze Wszy Wandy, pozwolił sobie na zwiotczenie wszystkich, nadwyrężonych członków. Całkowicie wyzuty z wszelkiej energii ześlizgnął się z wilgotnego od soków miłości pancerza i odetchnął.
-To było naprawdę coś. Wanda, jesteś wielka…
-Wiem coś o tym… - odpowiedziała Wanda, lekko zachrypłym głosem i pogłaskała się pazurkiem po spodniej stronie pancerza- może coś przekąsimy?- zaproponowała zalotnie.
-Nawet coś, bym sobie possał- dodał mężczyzna, spoglądając na kołtun, który teraz marzył by stać się niewidzialnym.
-Trzymałam to na wyjątkową okazję, nawet nie wiesz jak musiałam nakłamać Walentemu, żeby się tylko nie dobrał do tego przysmaku.
Wsza Wanda zgrabnie i lekko wspięła się po ścianie. Delikatnie rozgarnęła włosy, wyrywając je wraz z cebulkami. Nikomu niepotrzebne spadły na uśmiechającego się mężczyznę, który niecierpliwym ruchem zgarnął je z piersi. Silne odnóża zręcznie złapały za owłosioną nogę i szarpnęły.

Jedno oko oszalałej z bólu i niedowierzania kulki patrzyło na dwoje kochanków, raczących się krwią pitą prosto z ludzkiej kończyny. Widocznie im smakowało, bo ssali w najlepsze, nie zwracając uwagi na rosnącą w zastraszającym tempie, rdzawą plamę na zmiętej pościeli.
-Nie lubię kiedy jedzenie się marnuje- powiedziała Wsza Wanda przerywając degustację. Pod jej bacznym spojrzeniem, posłuszne włosy jeszcze bardziej się splotły odcinając dopływ powietrza i całkowicie zasłoniły widok kulce kłaków. Krew przestała kapać.

Data:

 2008

Podpis:

 AS

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=50484

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl