DRUKUJ

 

Poznanie

Publikacja:

 08-11-03

Autor:

 Hack-kon
Był 13 sierpnia. Dzień zapowiadał się jak każdy inny.

Wstałem rano jak codzień i udałem się do łazienki. Stanąłem przed lustrem i patrząc na swoją zaspaną twarz pomyślałem "13 sierpnia. To będzie pechowy dzień".

Po skończeniu porannej toalety zjadłem dwie kanapki w ramach śniadania i ruszyłem w stronę FunCity, żeby zażyć nieco gimnastyki na macie DDR.
Mniej-więcej po pięciu minutach od opuszczenia domu zostałem potrącony przez samochód.

Zbił mnie z nóg, upadłem na asfalt. Gdy tak leżałem przemknęło mi przez myśl "ten dzień faktycznie jest pechowy". Moje rozważania na ten temat przerwał kobiecy głos . Jego właścicielka okazała się być kierowcą samochodu, który we mnie uderzył.

-Nic panu nie jest? - zapytała

-Nie, wszystko w porządku.- odparłem, wstając i otrzepując ubrania z piachu. Miałem już ruszyć w swoją stronę, gdy usłyszałem ponownie

-Na pewno nic panu nie jest?

-Na pewno!

Kobieta stała zdziwiona, patrząc jak odchodzę, a ja ruszyłem w swoją stronę.

Starałem się zapomnieć o przykrym zdarzeniu, myśląc jakie piosenki dziś poskakać.

Gdy dotarłem do automatów czas przyspieszył swój bieg.

Miałem niezłe wyniki, ale zmęczenie dało mi się we znaki - poszedłem więc coś zjeść.
Pochłonąłem dwa McZestawy, a potem poszedłem do Tesco po picie na dalszą grę. Ani się obejrzałem, a była już szósta.

Spodziewałem się tłumów na automacie, ale na szczęście zastałem tam tylko dwie dziewczyny - były całkiem dobre w te klocki. Po nich na matę weszły jakieś słabiutkie amatorki. I wreszcie moja kolej...
Po chwili przyglądał mi się tłum ludzi, między nimi obie dziewczyny z wcześniej.
Pierwsze grał ze mną jakiś gość, któremu udowodniłem, że nie jest tak dobry, za jakiego się uważał - jedna piosenka, druga, trzecia...
Moja kolejka się skończyła, zostały dwa kredyty...Ale tak samemu nie bardzo mi się chciało.
Zapytałem więc:
-Kto ma ochotę ze mną poskakać?
Niestety, nikt nie chciał - za to wszyscy patrzyli się na mnie jak na ufoludka, prócz wspomnianych wcześniej dziewczyn, które zdawały się być zachwycone.
I wtedy jedna z nich się zgłosiła do gry. Była nieco niższa ode mnie, miała jasne włosy, cudownie niebieskie oczy i boską figurę.
-Świetnie!- pomyślałem, bo z nich dwóch to właśnie blondynka przykuła moją uwagę, byłem zadowolony, że to ona będzie skakać ze mną.

-Wybieraj pierwsza - powiedziałem, zerkając na nią, i po raz pierwszy spojrzałem jej w oczy. Moją koncentrację szlag trafił.
Po skończonej piosence (a wybrała "Gundam seed" - utwór tak trudny, jak długi) chciałem iść do domu, ale widząc, że piękna dziewczyna ma zamiar nadal skakać zdecydowałem się zostać.

Gdy wraz ze swoją towarzyszką zaczęły się głowić nad tym, ile wrzucić do automatu, uprzedziłem je, wciskając w szczelinę piątaka.

-O, dzięki za prezent urodzinowy! - ucieszyła się śliczna blondynka.
-Masz urodziny? Które? - zapytałem, zaciekawiony.
-17 - odrzekła, po czym spojrzała mi prosto w oczy i przedstawiła się - Jestem Aneta.
-A ja Kate - dodała druga dziewczyna, ale prawie jej nie słyszałem, oczarowany Anetą.
-Ja jestem Krzysiek - odpowiedziałem, trochę zmieszany. Stanąłem sobie z boku, żeby popatrzeć jak skaczą. Gdy zmęczone skończyły, zaproponowałem, że postawię im picie.
W drodze do sklepu zaczęliśmy rozmawiać.

-Skąd jesteście? Co tu robicie? - dopytywałem się
-Byłyśmy w kinie i po drodze zahaczyłyśmy o dance'a. Jesteśmy z Chorzowa - odpowiedziała Kate.
Tak sobie szliśmy, gadając na różne niezobowiązujące tematy, typowe dla chwil poznawania się z nowymi ludźmi, gdy Aneta zadała mi pytanie.

-Przyjdziesz na moje urodziny?
-A kiedy są?
-22 sierpnia.- odpowiedziała
Chwila zastanowienia i już wiedziałem, że tam będę.
Niedługo później okazało się, że Aneta od niedawna jest sama, a rankiem jej były wysłał jej bardzo niemiłą wiadomość. Nie wiem dlaczego, ale objąłem ją za ramię i powiedziałem, by się nie martwiła.

Zrobiliśmy zakupy, a rozmowa toczyła się dalej.

-Ile masz lat? - zapytała Aneta
-23-odpowiedziałem, pokazując dowód.
-Kurczę! Nie wyglądasz. - stwierdziła, siadając na ławce. Poprosiłem ją o numer telefonu, a gdy dałem jej mój ucieszyła się, że jesteśmy w tej samej sieci.
Zaproponowałem jeszcze parę piosenek, a gdy szliśmy do FunCity Aneta rozmawiała z mamą, informując ją, że wróci później.
-...a do Roberta pojadę po rzeczy jutro.
-Kto to jest Robert? - zapytałem Kate szeptem
-To jej były - odparła, na co do rozmowy wtrąciła się błękitnooka piękność
-O czym rozmawiacie?

Wymieniłem spojrzenie z Kate
-O niczym ważnym! - stwierdziliśmy chórem, po czym wybuchnęliśmy śmiechem.

W drodze do klubu Aneta poprosiła jeszcze, bym pojechał z nią jutro do Roberta i udawał jej faceta, na co ochoczo przystałem.

Na miejscu okazało się, że niestety FunCity opanował miejscowy element, który zaczął nas zaczepiać. Szczególnie wkurzał mnie jeden chłopak, który odnosił się głupio do Anety. Gdy ją objął, jakoś to przeżyłem, choć zrobiło mi się przykro. Ale gdy zaczął jej rozpinać bluzkę i wyzywać zszedłem z maty, serwując mu solidnego kopniaka w kolano.
Palant odszedł, wyklinając na mnie, a ja zdążyłem nawet dokończyć piosenkę.

Wieczór chylił się ku końcowi i trzeba było iść do domu. Zaproponowałem Anecie, że ją odprowadzę, więc razem udaliśmy się na przystanek.
Oczekując na tramwaj usiedliśmy na ławce. Obejmowałem Anetkę i miałem nieodpartą chęć by ją pocałować - co chyba zresztą zauważyła po mojej minie. Gdy podjechał nasz numer, wsiedliśmy, a ja stanąłem za blond aniołem, obejmując ją za brzuch. Czułem się cudownie, tuląc ją w ten sposób - zakochałem się bez odwrotu, stała się dla mnie bardzo, bardzo ważna.
Gdy dojeżdżaliśmy do Chorzowa Kate pożegnała się z nami i wysiadła. Przez chwilę między mną a Anetą zapadła cisza, ale na szczęście nie na długo. Dwa przystanki dalej my także zsiedliśmy, a jako że Anetka stwierdziła, że jest głodna, zaś ja poczułem się spragniony, to odwiedziliśmy nocny sklep - wyszliśmy z piciem i biszkoptami.
Nie wiem, co mi się wtedy stało, ale stanąłem naprzeciw Anety i zacząłem ją całować - tak namiętnie, jak nikogo wcześniej. Zaraz dostanę w twarz - pomyślałem, ale ku mojemu zaskoczeniu pocałunek został odwzajemniony z conajmniej równym mojemu entuzjazmem.

-Stoimy na ulicy - powiedziała Aneta, a czar nie prysł, mimo przerwanego pocałunku.
-Wiem. Ale nie wiem, co się stało, że Cię tak nagle pocałowałem. - odpowiedziałem, obejmując ją i idąc w kierunku jej domu.
Przez chwilę tak sobie szliśmy, ona zajadała biszkopty a ja popijałem moje picie i zerkałem w jej błękitne oczy. Nie minęło pięć minut a znów ją całowałem, między którymś całusem a którymś zadając pytanie.
-Czy chcesz być ze mną? - znów spodziewając się odrzucenia, które po raz kolejny nie nadeszło. Cieszyłem się jak małe dziecko. Miałem przy sobie piękną kobietę, która naprawdę wiele dla mnie znaczyła.
Rozmawialiśmy, idąc, o naszych zainteresowaniach, o przeszłych związkach, muzyce...
Powoli dochodziliśmy do jej domu.

Przysiedliśmy jeszcze na chwilkę na ławeczce na przystanku. Aneta usiadła mi wtedy na kolanach i zaczęła się ze mną całować. Minęło chyba ze 20 minut, nim przypomnieliśmy sobie, że mamy iść do domu. Gdy byliśmy już prawie pod klatką, usłyszeliśmy za sobą wołanie - to była jej mama, która wyszła na spacer z psem. Podeszliśmy, przedstawiłem się, pożegnałem czule Anetę i pożegnałem się z jej mamą.

Wracając do domu czułem się jak w niebie.
-To jednak nie był pechowy dzień.- szepnąłem do siebie.

Data:

 przełom października i listopada

Podpis:

 Life is burdel ;)

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=48593

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl