DRUKUJ

 

Andie

Publikacja:

 08-03-06

Autor:

 klaudeczek
1.

Na dworze wciąż pada deszcz. Niebo jest szare i nic nie wskazuje na poprawę pogody. Wiatr mnie przez pola i łąki kołysząc korony drzew.
Właśnie patrzę przez okno, widzę zwykły świat "stworzony przez Boga". Niestety nie wierzę w Największego, gdyby istniał nie wycierpiałabym w życiu tyle złego.
Ktoś wychodzi z domu- to moja mama, wsiada do samochodu. Zapewne jedzie po zakupy.
Dziewczyna- Andie, siedzi na parapecie okna w swoim pokoju. Jest jedynaczką i ma niespełna 13 lat. Mieszka w jednorodzinnym domu, (na skraju lasu) wraz z matką i ojcem. Dziewczyna ma drobną budowę, ale jest wysoka i ładna. Nie ma zbyt wielu przyjaciół, jest skryta i cicha, co utrudnia jej nawiązywanie kontaktów z młodzieżą.
Po chwili do pokoju dziewczyny wszedł mężczyzna. Był wysoki i dobrze zbudowany. Zamknął za sobą drzwi na klucz(był to jedyny klucz do jej pokoju, Andie nigdy nie wiedziała gdzie go chowa). Podszedł do córki i pogładził ją po włosach.
-Andie wiesz, że tatuś cię kocha?- Dziewczyna wiedziała na co się zanosi. Cała trzęsła się ze strachu, a na czole wyskoczyły jej krople potu.
Ojciec odpinał pasek od spodni i rozporek. Jego spodnie niczym nie trzymane spadły mu do kostek. Mężczyzna spuścił również majtki.
-Chodź tu kochanie, kucnij przede mną.
-Nie chcę tego robić!- Mężczyzna podszedł do dziewczynki i mocno złapał ją za nadgarstek, zaś drugą ręką wymierzył córce cios w twarz. Andie wiedziała, że nie może płakać, nie chciała oberwać mocniej. Dziewczyna posłusznie zeszła z parapetu i uklękła na podłodze. Wiedziała co ma robić(dochodziło do tego tyle razy, że po prostu wiedziała). Ojciec stanął przed córką, jego penis był na wysokości jej twarzy. Dziewczynka posłusznie wzięła do ręki twardego członka i (przez łzy) wsadziła go do buzi. Następnie kiwała się w przód i w tył, raz zarazem ukazując czerwonego penisa. Mężczyzna położył obie ręce na potylicy głowy córki(synchronizował ruchy tak jak tego pragnął). Pojękiwał z podniecenia, wyćwiczył w tym Andie, więc w chwilę potem doszedł.
Dziewczyna po wytrysku wyciągnęła z obrzydzeniem z ust penisa. Ojciec ubrał się z powrotem. Wychodząc z pokoju położył rękę na klamce...
-Zapomniałem, jeżeli piśniesz coś mamie to inaczej się z tobą pobawię.- Otworzył drzwi i po prostu wyszedł.
Andie została sama, klęczała na podłodze. Kurczowo trzymała się rękoma za brzuch, a łzy spływały jej po policzkach.




2.

Andie miała wręcz krótkie i trudne dzieciństwo. Jej rodzice bez przerwy się kłócili, a na dodatek ojciec zaczął ją molestować kiedy skończyła 7 lat. Od tamtego czasu robi to nieustannie. Najgorsze jest to, że dziewczyna nie mogła nikomu o tym powiedzieć. Tak więc Andie milczała przez te wszystkie lata i ogromnie cierpiała w głębi duszy. Przez to co przeszła nie ma żadnych koleżanek, zatraciła wiarę w Boga i tłumi w sobie wszelkie uczucia nawet nienawiść.
Jej matka nie ma pojęcia co się stało z córką. Andie jako dziecko była pogodna, zawsze uśmiechnięta, a potem stała się apatyczna jak mimoza.
Nastała późna jesień. Andie szła ulicą do szkoły, jak zwykle w samotności i zadumie. W ręku ściskała torbę z książkami i drugim śniadaniem, które przygotowała jej mama. Obok niej szły inne dzieci spieszące do szkoły. Niespodziewanie ktoś ją potrącił.
-Przepraszam.- Rzuciła jakaś dziewczyna. Andie od razu pomyślała, że jest ona dziwna. Miała na sobie czarne, rurowate spodnie(o wiele na nią za duże), glany i czarną bluzę. Była blada, "sucha" , jej oczy były mocno podkrążone, a włosy pofarbowane na czarno.
Andie doszła do szkoły. Udała się pod swoją klasę i jak zwykle stanęła pod ścianą z dala od rówieśników. Kiedy zadzwonił dzwonek obwieszczający rozpoczęcie zajęć, dziewczyna weszła do środka i usiadła w ostatniej ławce pod oknem(oczywiście siedziała sama, jako jedyna w klasie). Weszła nauczycielka trzymała pod rękę ową dziwną dziewczynę.
-Dzień dobry, mamy nową uczennice, Ruth Shmit, przyjechała do nas z Berlina. Mam nadzieję, że przyjmiecie ją miło i pomożecie się zaaklimatyzować? Kochanie, proszę usiądź na wolnym miejscu koła Andie.
Dziewczyna niepewnie wręcz flegmatycznie podeszła do ostatniej ławki.- Jestem Ruth, mogę usiąść?- Ton jej głosu był miły, w ogóle nie pasował do jej wyglądu.
-Tak.- Odparła Andie, patrząc Niemce głęboko w mętne, brązowe oczy.-Jestem Andie.
-Jeszcze nikogo tu nie znam, może po lekcjach pokazałabyś mi okolicę?
-Jak chcesz...
Dziewczynki przez następne lekcje nic się do siebie nie odzywały. Dopiero po szkole ich rozmowa zaczęła się jakoś kleić.
-Ile masz lat Andie?
-13.
-Czemu nic się nie odzywasz? Jeżeli nie chcesz ze mną się zadawać to powiedz.
-Nie o to chodzi...chcę, ale nie potrafię. Nie mam żadnych przyjaciół, ani nawet koleżanek i dlatego nie potrafię z nikim rozmawiać. -Andie nie wiedziała, dlaczego łzy napłynęły jej do oczu.
-Przepraszam, nie chciałam ci sprawić przykrości. Wszystko gra?
-Gdzie mieszkasz Ruth?
W Dolinie Dalawan, a ty?
-Ja też, ale na skraju lasu.
-Jak tu jest? U nas w Niemczech było trochę inaczej. Mieszkałam z rodzicami w bloku, a tutaj mamy dom jednorodzinny. Szkoła też inna, ale co inny kraj to inne obyczaje, nie?
-Dokładnie, Słuchaj dlaczego ubierasz się tak dziwnie, jeśli mogę wiedzieć?
-Dziwnie powiadasz... to tajemnica. Powiem ci jak bliżej się poznamy. Co ty na to żebyśmy zostały koleżankami?
Dziewczynki szły aleją, ulica była spokojna, auta rzadko co, przez nią przejeżdżały. Większość ludzi była jeszcze w pracy.
-Andie, jeżeli mogę spytać, czym zajmują się twoi rodzice?
-Mama jest sędziną, a ojciec policjantem.
-To nie dobrze mieć w rodzinie psa.
-Kogo? Ja nie mam żadnych zwierząt.
-Nie zrozumiałyśmy się. W moim slangu policjant to inaczej pies. Rozumiesz?
-A, już rozumiem, fajne określenie.
-Andie tu właśnie mieszkam.- Obie zatrzymały się przy domu 6A. -Może poszłybyśmy jutro razem do szkoły. Przyjdziesz po mnie za 20 ósma?
-Dobrze, no to do jutra.- Andie po powrocie do domu szybko pobiegła do swojego pokoju na piętrze. Rodziców jeszcze nie było, mieli wrócić później niż zwykle.
Dziewczyna rzuciła torbę z podręcznikami w kąt i położyła się na łóżku. Rozmyślała o dzisiejszych przeżyciach, w głębi duszy cieszyła się, że ma pierwszą w swoim życiu koleżankę.

3.

Pod koniec tygodnia znajomość Andie i Ruth zacieśniła się. Wracały właśnie do domu- jak co dzień. Andie spostrzegła , że opodal domu Ruth stała starsza grupka ludzi(ubrani byli podobnie, na czarno). Kiedy dziewczynki podeszły bliżej Andie rozróżniła wśród nich dwie dziewczyny i trzech chłopców.
-Cześć Ruth.- Pomachała jedna z nich w stronę trzynastolatek.
-O cześć. Chodź Andie poznasz moją paczkę.- Dziewczyna niepewnie podeszła bliżej. Spostrzegła się, że Ruth jest już wśród przyjaciół i każdemu po kolei daje całusa w usta na powitanie.- Ludzie przedstawiam wam moją koleżankę Andie. Jest spoko, nie wygląda zajefajnie, ale to da się załatwić. Jej ojciec jest psem, ma się rozumieć, że ona ma przerąbane.
Andie wysłuchała rozmowy dokładnie, ale nic nie zrozumiała, pomyślała wtedy, że mało jeszcze wie na temat slangu Ruth, ale nauczy się.
-Andie poznaj Bertę, Mata, Morisa, Angele i Poula.
-Cześć wszystkim.- Andie starała się opanować nerwy i drżenie głosu, była bardzo przejęta.
-Siemka mała.- Moris uśmiechnął się do dziewczyny (wydał się Andie dość przystojny). Potem zwrócił się do drugiej dziewczynki.
-Ruth chciałabyś skręta, bakę lub coś mocniejszego?
-Na razie odpal mi skręta. Idziecie gdzieś dzisiaj?
-Chyba nie, psy wczoraj zrobiły łapankę na płytach i wolimy nie ryzykować.- Chłopak wyciągnął z kieszeni białą poskręcaną rurkę i podał ją dziewczynie.
-No dobra to my lecimy, nara.
Andie zastanawiała się co to są skręty i baka. Nigdy o nich nie słyszała i nie wiedziała, że coś takiego istnieje, aż do dziś.
-Ruth możesz mnie oświecić co Moris ci dał.
-To jest narkotyk, pali się go jak papierosa, tylko, że po tym jest niezły odpał. Czujesz się wyluzowana, wszystko ci obojętne, życie nabiera sensu i kolorów. Niestety to uzależnia, ale niektórym to zwisa.
Kilka godzin później Andie siedziała przy swoim biurku i dokładnie analizowała to co powiedziała jej Ruth. "To jest narkotyk...Czujesz się wyluzowana, wszystko ci obojętne, życie nabiera sensu...to uzależnia".
Chcę być taka jak Ruth, chcę należeć do jej paczki, chcę być wyluzowana.- Andie usnęła przy biurku. Śniła o kolorowych ptakach daleko w Afryce. Ze snu wyrwał ją stłumiony dźwięk szczęku klucza. Raptownie odwróciła się, w pokoju stał jej ojciec, drzwi były zamknięte.
-Cześć kochanie, jak tam minął dzień?
-Gdzie mama?
-Na rozprawie i wróci trochę później. Mamy chwilę dla siebie.
Andie zaczęła płakać, przez łzy wyksztusiła: -Nie chcę...tego robić!
-Andie nie maż się, bo spiorę cię na kwaśne jabłko!
-NIE CHCĘ!
-Przestań!
-NIE CHCĘ TEGO ROBIĆ TY KUREWSKI PSIE!!!
-Ty mała suko, chodź no tu. -Ojciec złapał córkę za szyję i odciągnął od biurka. Krzesło z głuchym łoskotem uderzyło o podłogę. Dziewczyna szarpała się, ale w niczym jej to nie pomogło. Ojciec mocniej zacisnął dłoń na jej gardle. Dziewczynka nie mogła złapać tchu. Mężczyzna rzucił ją na podłogę po czym wymierzył córce dwa mocne uderzenia w twarz. Dziewczyna natychmiast się uspokoiła się, nawet nie próbowała płakać, leżała na wznak, kość jarzmowa pod prawym okiem tryskała bólem, który rozlał się po całym ciele.
Ojciec ściągnął spodnie i majtki,(jego penis był nabrzmiały, a gdzie niegdzie wyszły niebieski żyły).
-Doczekałaś się w końcu Andie. Teraz pobawimy się w coś innego i jeżeli jeszcze raz wykręcisz mi taki numer to gorzko tego pożałujesz.- Mężczyzna schylił się, podciągnął córce jej szorty i majtki, a następnie po prostu w nią wszedł.
Dziewczynka poczuła ból, coś w niej pękło, penis ojca uciskał ją głęboko. Mężczyzna leżał na niej, rękoma rozchylił jej uda i raz za razem pchał ją. Robił to coraz szybciej i mocniej, nie mógł złapać tchu. Nagle Andie poczuła, że jej pochwa jest mokra, czyżby bezwiednie oddała mocz, nie pomyślała to nasienie ojca, jego sperma jest w niej.
Ojciec przerwał, wyszedł z córki i raptownie jednym ruchem ręki odwrócił ją na brzuch. Podciągnął do przodu jej kolana, tak aby jej pupa sterczała wysoko w powietrzu. Mężczyzna złapał ją za biodra i ponownie wszedł w nią od tyłu w odbyt. Andie krzyknęła z bólu, ale ojciec uciszył ją wpychając jej środkowy palec w wilgotną od nasienia pochwę.


4.

-Andie co się stało, wyglądasz okropnie. -Ruth spojrzała na twarz i szyje koleżanki. Dziewczyna miała wielkiego siniaka na policzku, podbite prawe oko, a na szyi ślady odciśniętych palców, a raczej ręki.
Andie popatrzyła na nią nieśmiało, obie siedziały razem na ławce w parku.
-Ruth, mogłabyś mi załatwić tego skręta?
-Andie jesteś pewna, że tego chcesz?
Dziewczyna spojrzała na swoje nogi, a wzrok spoczął na jej spódniczce.- Tak Ruth, imponujesz mi, chciałabym być taka jak ty, mieć takich przyjaciół jak ty i brać to co ty. Jesteś moją najlepszą koleżanką, a właściwie jedyną jaką mam.
-Och Andie. Moje życie to nie bajka, ale widzę, że twoje to jeszcze gorsze gówno. Dużo rzeczy jeszcze o sobie nie wiemy.
-Chcę abyśmy były przyjaciółkami, mogły wszystko robić razem i wiedzieć o sobie wszystko. Nie wiem tylko czy ty też tego chcesz?
-Chcę z całego serca.
Mijały dni, a dziewczynki poznawały się głębiej, Andie jeszcze nie opowiedziała jak wygląda jej życie, uznała, że na to przyjdzie pora kiedy indziej. Ruth powiedziała, że nie da przyjaciółce skręta dopóki nie przyjdzie na to czas.

Był wieczór, ojciec Andie był na nocnej zmianie, a mama wyjechała na cały tydzień w delegacje. Matka nie wiedziała sińców córki więc Andie nie musiała przed nią kłamać ,a ojciec nie dobierał się do niej po ostatnim incydencie. Siedziała przy stole w kuchni, a na blacie przed nią leżała czarna farba do włosów. Dziewczyna już postanowiła...udała się do łazienki i zafarbowała swoje długie blond włosy. Po całej "kuracji" Andie spojrzała w lustro, jej włosy były czarne jak węgiel. Dziewczyna uśmiechnęła się do siebie ironicznie- podobało jej się nowe oblicze.
Rodzice Andie trzymali parę groszy na czarną godzinę w pojemniku na ciasteczka, który stał w kuchni na półeczce obok lodówki. Dziewczyna przeliczyła pieniądze, wyszło grubo ponad 500 dolarów, włożyła z powrotem tylko 400.
Ze 100 dolarami poszła na zakupy. Andie kupiła sobie czarne obwisłe spodnie, czarną koszulkę na ramiączkach(dopasowaną do ciała), czarną bluzę na zamek z kapturem, czarne trapery (glany były zbyt drogie), stringi i stanik(oczywiście w tym samym kolorze).
Po powrocie do pustego wciąż domu zabrała z łazienki rodziców, mamy tusz do rzęs-taki którego dawno nie używała, cień do powiek i lakier do paznokci (nie muszę chyba wspominać w jakim kolorze?). Na końcu zanim udała się do pokoju, z kuchni wzięła worek na śmieci.
Będąc u siebie w pokoju Andie rzuciła wszystkie toboły na łóżko i zabrała się za "przeobrażanie pokoju". Wyrzuciła z szafy wszystkie kolorowe ciuchy, z wyjątkiem szarych, khaki i czerni. Następnie spakowała je do worka, to samo zrobiła z maskotkami, książkami i połową innych rzeczy.
W mgnieniu oka zapełniła cały worek aż po brzegi. Zatargała go następnie na strych.
Kiedy w godzinę później siedziała na podłodze z przyspieszonym oddechem i łzami w oczach do pokoju zajrzał ojciec. Stał w drzwiach, ani ich nie zamknął na klucz, jak robił to zawsze wchodząc tutaj, ani nie wszedł do środka. Po prostu tam stał. Andie pomyślała, że cel jego wizyty w tym pokoju jest inny niż dotychczas.
-Czego chcesz?- Spytała zduszonym głosem.
-Koleżanka do ciebie przyszła, czeka na dole w salonie.
-Już idę.- Dziewczyna wstała i w drzwiach ominęła ojca, który dalej tam stał, ale nic się nie odezwał.
Andie bez najmniejszego szmeru zeszła po schodach. Na kanapie w salonie siedziała Ruth. Kiedy spojrzała na Andie, od razu się uśmiechnęła.
-Cześć.- Chciała coś dodać, ale ojciec Andie schodził w tej chwili ze schodów.
-Pójdziemy do mnie.
Kiedy dziewczyny znalazły się w pokoju, Ruth nie mogła ukryć zdziwienia. Usiadła na łóżku i okalała wzrokiem całe pomieszczenie. Dziewczyna pomyślała wtedy, że Andie prawie dopięła swego zmieniając swój imicz.
Andie zamknęła za nimi drzwi, następnie zablokowała je krzesłem od biurka.
-Co robisz Andie?
-Może tu nie wejdzie.
-Kto?
Andie przysiadła pod ścianą, ukryła głowę w ramionach i zaczęła płakać. Ruth kucnęła obok niej i ją mocno objęła. Dziewczyna podniosła wzrok, spojrzała przyjaciółce w oczy.
-Ruth, odkąd skończyłam 7lat mój ojciec mnie molestuje. "Byłam grzeczna", bałam się go i robiłam to co on chciał, ale ostatnio sprzeciwiłam mu się. Pobił mnie i po raz pierwszy mnie...zgwałcił.
-Dlatego chciałaś wtedy tego skręta? Żeby wszystko było ci obojętne.
-Załatwisz mi tego szluga?
-Tak, pomogę ci...Kocham cię Andie jesteś moją przyjaciółką.
-Ja ciebie też kocham Ruth.- Dziewczyny mocniej się przytuliły i pocałowały w usta.

5.

-Ruth mogę do ciebie wejść?- Andie spojrzała na przyjaciółkę, nie wiedziała dlaczego, ale poczuła się niezręcznie. Z wyrazu twarzy Ruth wynikało, żeby lepiej do niej nie wchodzić.- Masz przede mną jakieś tajemnice, których nie chcesz zdradzić?
-To dla mnie trudne, zbyt świeże...
-W porządku rozumiem, załatw to sama.
Andie patrzyła jak jej przyjaciółka znika we wnętrzu domu, wróciła po paru minutach z wypchaną w spodniach kieszenią.
Po raz pierwszy dziewczyny wyglądały podobnie, ubrane w czarne ciuchy i odpowiednio umalowane. Szły na spotkanie z paczką Ruth, umówili się na płytach- boisku otoczonym lasem.
Byli wszyscy Berta, Poul, Mat, Angela i oczywiście Moris. Kiedy zobaczyli oni Andie nie mogli uwierzyć, że to ona we własnej osobie.
-Siemka mała.
-Cześć ludzie.- Andie zaskoczył ton jej głosu i z jaką łatwością powiedziała te dwa słowa.
-Moris, dzisiaj Andie wejdzie w nasze progi, postanowiła na razie zapalić skręta.
-Na pewno chcesz tego Andie?- Spytała dziewczynę Angela.
-Bardziej niż teraz nigdy nie będę.- Rzuciła Andie z ironicznym uśmiechem. Ruth wyciągnęła ze spodni skręta i dało go Morisowi.
-No to chodź mała. -Moris wziął ją za rękę i nieznacznie oddalili się od reszty.- Pokażę ci jak to robić.- Chłopak wyciągnął z kieszeni zapalniczkę i zapalił papierosa. Pociągnął raz i drugi, a po chwili wypuścił dym. Andie uznała, że to nie jest trudne, wzięła od chłopca skręta i zrobiła dokładnie to co on. Dziewczyna poczuła drażniący zapach, który wdarł jej się do płuc. Wypaliła prawie całego i na razie nie czuła się inaczej, nie było jej nie dobrze, nie wymiotowała.
-Zacznie działać, gdzieś za góra 15minut. Jak się czujesz, nie mdli cię?
-Nie, jest dobrze. Dziękuję.
-Spoks, no to co wracamy dziecino?
-Możemy poczekać aż to zacznie działać, nie chcę zrobić wtopy przy wszystkich jak się źle poczuje.
-Jasne.- Moris usiadł na trawie i poklepał ręką miejsce obok na znak żeby przy nim usiadła. Zrobiła to bez zastanowienia.
-Powiedz mi coś o sobie Moris. Skąd jesteś, ile masz lat, czym się interesujesz?
-Moje życie to gówno, mieszkam tu od urodzenia 18lat. W tym mieście nic się nie dzieje, więc łażę z paczką to tu, to tam nakręcając się dragami. Kiedyś lubiłem czytać książki, ogólnie horrory Kinga, Mastertona, ale teraz jakoś mi się nie chce.
Andie poczuła skurcze brzucha i zawroty głowy, przed oczami wirowały jej kolory.-Skąd znasz Ruth?
-Pewnego dnia spotkałem tą małą tutaj na płytach, chciała kupić dragi, no i tak się skumplowaliśmy. Teraz ty coś powiedz o sobie.
-Mieszkam tu od dziecka, tak jak ty. W Dolinie Dalawan, mam 13lat.
-Serio?! Ja ci dawałem 16, na tyle wyglądasz. Jesteś zarąbista i bardzo mi się podobasz.- Moris spojrzał na Andie, jej oczy były przymglone, wiedział od razu, że skręt zaczął działać.- I jak fajnie?
-Super, wszystko jest takie kolorowe, takie piękne. Czuję się wolna...-Moris wstał z ziemi i pomógł również Andie, objął jej biodro ramieniem i powoli poszli do paczki.
-No i jak Andie, fajnie?- Spytała zatroskana Ruth, przypomniał jej się jej pierwszy raz, jak leżała na trawie i wymiotowała, ale Andie wyglądała dobrze. No może była otumaniona, ale to normalne.
-Czuję się...dobrze, super.
Tak oto Andie weszła w nowy etap swojego życia, mianowicie "narkotyki". Oprócz palenia skrętów i baki, dziewczyna brała jeszcze od czasu do czasu amfetaminę, ale nigdy nie odważyła się na czystą heroinę.
Po powrocie do domu Andie nadal była na "haju"(nie w dosłownym sensie tego znaczenia). Wchodząc trzasnęła drzwiami wejściowymi, nie umyślnie, w domu był przeciąg. Z kuchni wyłoniła się matka. Widziała córkę pierwszy raz od jej zmiany. Nie mogła uwierzyć, że to jej mała córeczka. Pomyślała, że nic nie wspomni na temat jej wyglądu, Andie przechodzi trudny wiek, okres buntu i nie ma potrzeby się kłócić, przejdzie jej.
-Cześć kochanie, gdzie byłaś?
Dziewczyna popatrzyła mętnymi oczami, była zmęczona, kręciło jej się w głowie i chciała tylko położyć się do łóżka. -Byłam z Ruth na spacerze, Jesteś sama?
-Nie, tata bierze prysznic.
-Mamo mam 13 lat, czy mogę dostać swój klucz od pokoju?
-Po co ci kochanie klucz? Wiesz, że tata nie chce żebyś się zamykała, a poza tym mamy tylko 1 klucz od twojego pokoju.
-Idę do siebie, dobranoc.- Mama patrzyła jak Andie nieudolnie wbiegła po schodach.
-Andie, jutro rano jadę na sprawę, poradzicie sobie z tatą?- Jednak dziewczyna nie odpowiedziała, było jedynie słychać zamykane drzwi.





6.

Andie pogrążyła się w głębokim śnie, nic nie słyszała...
W korytarzu było jednak słychać pukanie w drzwi łazienki. Mama Andie weszła do środka, mąż brał prysznic. Kobieta rozebrała się do naga i otworzyła kabinę.
-Mogę się przyłączyć?- Mężczyzna uśmiechnął się do żony po czym dotknął ręką jej nabrzmiałych piersi, pieszcząc ja delikatnie. Pochylił się i zaczął lizać twarde sutki, drugą dłonią gładził łono.
Kobieta pojękiwała z rozkoszy, a kiedy palec męża znalazł się w wilgotnej pochwie cicho krzyknęła. Mężczyzna przycisnął kobietę do zimnej ściany, rozchylił raptownie jej uda i wszedł w nią. Pchał bardzo mocno, kobieta odrywała się od ściany i ponownie z głuchym plaśnięciem się o nią obijała.
Po skończonym stosunku, kobieta rozmyślała o swojej córce.
-Mark, Andie skończyła 13 lat i uznała, że jest na tyle dorosła abyśmy dali jej klucz do pokoju. Wiem co uważasz, ale może byś to przemyślał.- Żona spojrzała na męża, wyraz jego kamiennej twarzy ją przeraził. Mężczyzna lekko odchrząknął.- Nie uważam tego za dobry pomysł. Nie będziemy mogli jej kontrolować, już zrobiła się dziwna, a co będzie później.- Ton jego głosu był lodowaty i beznamiętny.
-Uważam, że Andie przeżywa trudny okres dojrzewania, może dalibyśmy jej na jakiś czas ten klucz?
-Powiedziałem ci już co o tym sądzę, moja odpowiedź brzmi nie.
-Idę spać jutro wcześnie wstaję, znowu wrócę późno, poradzicie sobie?
-Nie musisz się o nas martwić.- Mężczyzna ucałował kobietę w usta.- Dobranoc.
Andie rano obudziła straszna migrena, zbyt raptownie wstała z łóżka i pociemniało jej przed oczami. Z dołu dziewczynę dobiegł zduszony głos ojca:- Andie wstawaj bo spóźnisz się do szkoły, ja wychodzę do pracy.- Trzasnęły drzwi, dom pogrążył się w ciszy. Andie zeszła na dół do kuchni po wodę do picia i z powrotem powlokła się do siebie, legła na łóżku, usnęła. Nie poszła dzisiaj do szkoły, do południa spała jak kamień.

Wiatr okalał las, liście usłały podłoże. Zrobiło się chłodniej, wraz z nadejściem grudnia życie Andie zmieniło się. Dziewczyna siedziała wraz z przyjaciółmi na płytach, szprycowali się dragami. Andie była już uzależniona, cały czas myślała tylko o narkotykach. Po prawdzie nie było jeszcze tak źle, dostawała od rodziców kieszonkowe i nie musiała inaczej zbierać pieniędzy- do czasu.
Przyjaciele siedzieli na trawie w półkolu, Andie obok Ruth i na przeciwko Morisa. Chłopak nie odrywał od dziewczyny wzroku, wstał i chwiejnym krokiem podszedł do niej.
-Mała może przejdziemy się trochę?- Chłopiec podał Andie rękę. Kiedy była już na nogach objął ją za tułów i oddalili się od reszty paczki. Usiedli na ławce naprzeciwko siebie.- Mała znamy się tak długo, może chciałabyś być ze mną? Kręcisz mnie i mam na ciebie ochotę, co ty na to?- Chłopak zapalił bakę. Dziewczyna zbytnio nie rozmyślała nad tym co mówił, miała ogromną chcicę na papierosa.
-Ok. Dasz mi szluga?- Moris uśmiechnął się i dał jej to co chciała. Chłopak złapał za fajkę nim dał ją Andie i pocałował dziewczynę w usta. Świat na chwilę przestał istnieć, całowali się całą wieczność.
Zza drzew wyłonił się radiowóz policyjny, siedziało w nim dwóch policjantów.
-O kurwa psy! Ludzie ktoś musiał dać im cynk, robią łapankę.- Mat ostrzegł przyjaciół, niestety za późno policjanci byli już metr od nich.
Z wozu wyszedł postawny glina.- Co wy tu gnoje robicie?!- Okalał wzrokiem młodzież i spostrzegł, że na ławce opodal ktoś jeszcze siedzi.- Ej wy ruszcie się tutaj, tylko bez sztuczek!!! A wy- zwrócił się do siedzących na trawie- ustawcie się przy radiowozie plecami do mnie. Przeszukamy was, wy ścierwa.
Drugi policjant przyprowadził dwójkę- Morisa i Andie- i ustawił ich tak jak pozostałych.
-Ja przeszukam dziewczyny, a ty Henk zajmij się resztą.- Odezwał się pierwszy policjant.
W głowie Andie wszystko wirowało, ale jedna myśl nie dawała jej spokoju. Co zrobi ten glina, kiedy będzie ją przeszukiwać. Co zrobi, kiedy dowie się, że to jego córka?!
-Hej Mark, patrz co znalazłem- drugi funkcjonariusz przeszukał 3 chłopców, w ręce miał sporą ilość narkotyków, które schował do kieszeni.- No to teraz twoja kolej, zobaczymy co tam chowają te dziwki. Może mają przyczepione kutasy?
Ojciec Andie obmacał po pośladkach, cyckach i nogach Ruth, Bertę i Angelę. Nic nie znalazł, teraz zbliżył się do niej.- Ty- klepnął ją po pupie- odwróć się.- Kiedy dziewczyna obnażyła twarz, mężczyznę zamurowało.- Andie???
-Mark czy to nie twoja córka?- Spytał Henk.
-Wy- wskazał na dzieciaki- nic wam dzisiaj nie zrobimy, a teraz spierdalać mi stąd ćpuny! A ty- wskazał na Andie- pojedziesz ze mną.
-Jadę razem z nią.- Krzyknęła przestraszona Ruth, inni z jej paczki już uciekli.
-Spierdalaj stąd albo zrobię ci krzywdę- Henk wyciągnął zza pasa pałkę.
-Nie Ruth, idź. Poradzę sobie. Idź.- Ruth posłuchała przyjaciółki, ze łzami w oczach uciekła.
Ojciec Andie wsadził ją do auta na tylne siedzenie. Kiedy podjechali w końcu pod dom Andie, ojciec kazał jej wysiąść.- Masz czekać aż wrócę z pracy, wtedy się policzymy.
-Mark idź teraz, zwolnię cię z pracy, powiem, że masz problemy rodzinne.- Drugi glina spojrzał na kolegę, widział na jego twarzy zmieszanie, złość i zarazem coś jeszcze(podniecenie).
-Ok., Henk będę twoim dłużnikiem, do jutra.- Policjant odjechał. Ojciec Andie wziął ją za rękę i szarpał w stronę domu. Zaprowadził dziewczyną do jej pokoju i rzucił ją na łóżko.
-Co ty sobie myślisz?!- Mężczyzna zdjął kurtkę i odpiął broń.- Masz dopiero 13 lat i już zadajesz się z ćpunami!- Teraz ściągnął krawat i koszulę, ukazując dobrze zbudowane ciało.- Andie bierzesz coś?!
Dziewczyna siedziała na łóżku, jej oczy były zimne, bez wyrazu. Nic nie powiedziała.
-Pytałem czy coś bierzesz?!- Mężczyzna ściągnął buty i skarpetki.
Andie wstała z łóżka, narastało w niej obrzydzenie. Podeszła do ojca- No dalej ściągaj spodnie, na co czekasz?
Mężczyzna nie uwierzył w to co usłyszał, nie wiedział co zrobić, sparaliżowało go zdziwienie. Dziewczyna nie czekała. Uklękła na podłodze, odpięła pasek i rozporek ojca. Następnie jednym ruchem opuściła spodnie i zaczęła macać- gładzić przez bokserki twardego penisa.- Na co czekasz, liczysz, że ściągnę ci jeszcze majtki?
Mężczyzna odsunął się od córki- Zostaw mnie.
-Co już nie chcesz? Widzę, że- dziewczyna ściągnęła mu majtki ukazując wzwód- jednak chcesz.
-Nie, nie chcę.- Ojciec podciągnął z powrotem majtki.- Jak tylko matka wróci do domu powiem jej wszystko o narkotykach.
-Nic nie powiesz, bo wtedy ja zdradzę co mi robisz od 6 lat.- Dziewczyna zaczepnie się uśmiechnęła, czuła, że po raz pierwszy ma nad ojcem przewagę, trzyma go w garści.
-Ty wredna suko...- Mężczyzna pozbierał swoje rzeczy, spojrzał na klęczącą wciąż na podłodze Andie, po czym wyszedł z pokoju.


7.

Andie czuła się dobrze, była odprężona, wyluzowana. Matka po powrocie z pracy odwiedziła jej pokój, jednak nie nawiązywała do dzisiejszego dnia. Ojciec potraktował słowa córki poważnie i trzymał język za zębami.
Andie położyła się spać dość szybko, po tych narkotykach jest zmęczona i pada jak pies Pluto.
Dziewczyna przestała się uczyć, przez co ucierpiały jej oceny, ale oprócz tego czasami robi sobie wagary. Wychowawca rozmawiał z nią i wezwał jej rodziców, niestety nie pojawili się w szkole. Andie im o tym nie powiedziała.
Dziewczyna próbuje przysiąść do sprawdzianów, ale nie może się skupić, myśli tylko o tym kiedy zapali. Narkotyki ją pogrążają.
Andie śniła o dżungli, kolorowych ptakach i Afryce. Przez sen usłyszała stukanie, podniosła głowę. Hałas nie dochodził z pod drzwi(jak podejrzewała) tylko od okna. Ktoś rzucał kamyczkami w szybę. Dziewczyna wstała i ostrożnie zbliżyła się do parapetu, otworzyła okno. Zobaczyła, że na dworze wśród mroku stoi Ruth.
-Andie- szepnęła przyjaciółka- słyszysz mnie?
-Tak. Co tutaj robisz?
-Przyszłam sprawdzić, czy nic ci nie jest.
-Wejdziesz po perargoli na parapet, dasz radę?
-Spróbuję- Ruth delikatnie postawiła stopę na deseczkach i powoli wspięła się na górę. Kiedy dziewczyna była już w środku dygotała ze strachu.- To co, nic ci nie jest? -Andie podeszła i mocno przytuliła przyjaciółkę.
-Nie tknął mnie. Zrobiłam tak jak kiedyś mi radziłaś i wyszedł.
-To dobrze. Po tym jak zabrali cię radiowozem pobiegłam do domu i wszystko przemyślałam. Chcę ci coś powiedzieć... Pamiętasz jak chciałaś wejść do mnie do domu, a ja ci nie pozwoliłam?- Andie kiwnęła głową.- W Niemczech mieszkałam z tatą, był dla mnie dobry, był zupełnym przeciwieństwem twojego. Pracował w banku, pewnego dnia był napad... i mój tata został zabity.
-Przykro mi Ruth.- Andie jeszcze raz przytuliła przyjaciółkę, razem usiadły na łóżku. -A twoja mama?
-Zmarła przy porodzie. Po tym jak zostałam sama, zaopiekowała się mną babcia i przyjechałyśmy tutaj.
-To chyba nie jest aż tak źle?
-Moja babka to kurwa i jędza. Chcę aby już zdechła.- Dziewczyna płakała- Jesteś dla mnie jak siostra, kocham cię.- Ruth wilgotnymi ustami pocałowała Andie.
-Zobaczysz będzie dobrze, stawimy czoło problemom i zostawimy ten szajs. Uciekniemy i będziemy tylko we dwie, ty i ja.
-Dobrze, obiecuję, że kiedyś stąd wyjedziemy, dziecino.
Andie wraz z Ruth spały razem, były chude i bez problemu zmieściły się na łóżku. Andie ubyło kilka kilogramów, mało jadła i wyglądała mizernie.
Rano promienie słońca wdarły się do pokoju, a iskierki rozbiegły się po ścianach.
-Ruth, wstań proszę. Ktoś idzie po schodach.- Dziewczyna od razu zerwała się na równe nogi.- Schowaj się do szafy.- Andie w ostatniej chwili zamknęła drzwi mebla kiedy do pokoju weszła jej mama.
-Cześć Andie, widzę, że już wstałaś. Musimy porozmawiać.- Kobieta przysiadła na krześle przy biurku, ręką wskazując córce łóżko. Dziewczyna posłusznie usiadła.- Dzisiaj rano dzwonił do mnie dyrektor twojej szkoły, powiedział mi, że opuściłaś się w nauce i robisz sobie wagary. Ponad to powiedział mi, że twój wychowawca wezwał nas- mnie i tatę do szkoły na rozmowę, niestety nikt się nie zjawił. Teraz słucham co masz na swoją obronę?
Andie siedziała i słuchała matki, z tego co mówiła mało otarło się jej o uszy. Jej mózg wyłączył się, miała chcicę i o niczym innym jak o narkotykach nie mogła myśleć.
-W szkole nie mogę się skupić, jestem rozkojarzona.
-Andie to nie jest wyjaśnienie.- Matka była bardzo spokojna, nigdy nie krzyczała- Do czasu jak nie poprawisz stopni nie dostaniesz kieszonkowego. Zrozumiano?
-Mamo, ale ja potrzebuję pieniędzy, nie mam już ani centa.
-Trudno.- Kobieta wstała- Jest sobota, zabieraj się za sprzątanie- i wyszła.
Z ukrycia wynurzyła się Ruth.
-Andie to jak załatwimy towar, nie mamy żadnych pieniędzy.
-Moi rodzice mają schowaną kasę na czarną godzinę.
-Będziesz miała większe kłopoty. A może jakoś zarobimy. Angela i Berta pracują jako...dziewczyny do towarzystwa.
-Co???
-Wiem, że masz uraz do tych rzeczy...ale...
-Nie Ruth, do tego się nie zniżymy. Chodzę z Morisem, pogadam z nim. Nie wyjdę dzisiaj z domu, ty pójdziesz po niego i niech przyjdzie do mnie. Ok.?
-Jesteś pewna?- Dziewczyna spojrzała na Andie, jej twarz mówiła wszystko za siebie, była pewna.
Andie chodziła po domu jak struta, w kilka godzin potem przyszedł Moris. Ojciec dziewczyny pojechał do pracy, a matka poszła po zakupy.
Moris i Andie siedzieli u dziewczyny w pokoju.
-Moris masz towar?
-Mam mała. Słyszałem od Ruth, że nie masz siana.
-Starzy odcięli mi kieszonkowe.- Chłopak przysunął się do dziewczyny i pocałował ją w usta.
-Mała chodzimy ze sobą, może uregulujemy spłatę narkotyków w inny sposób.
-Jaki?
-Umiesz robić laskę?- Chłopak ściągnął spodnie i oparł się plecami o ścianę.- Zobaczymy czy zasługujesz na bakę.
Andie ściągnęła Morisowi szorty(jego penis był mniejszy od jej ojca). Dziewczyna wsadziła do buzi członka, ręką pieściła jego jądra. Wiedziała co ma robią. Chłopak pojękiwał, było mu dobrze i nie wiadomo kiedy doszedł. Andie poczuła w ustach posmak wazeliny, z trudnością to przełknęła.
Kiedy było po wszystkim Moris i Andie palili razem skręty. Chłopak dał jej trochę baki i fajek na zapas. Ujął to tak: "Masz trochę, dobrze się spisałaś."

8.

Kilka dni później Andie wraz z Ruth wybrały się do centrum handlowego. Od chwili łapanki nie chodziły na płyty i oprócz Morisa nie widziały się z nikim z paczki.
W centrum, dziewczyny zaczepił jakiś ćpun, proponował im herę za odpowiednią sumkę. Andie zabrała kilkadziesiąt dolców ze skrytki rodziców, ale nie chciała ich stracić w taki sposób. A jednak kupiła narkotyki, małą łyżeczkę i czystą strzykawkę wraz z igłą. Dziewczyny poszły do publicznej łazienki, zamknęły się w jednej kabinie.
-Ruth nigdy tego nie robiłam, co z tym dalej?- Dziewczyna wszystko przyszykowała. Na łyżeczkę wsypała herę i od spodu rozgrzała ją zapalniczką. Następnie nabrała roztwór do strzykawki. Ruth wybadała na ręce żyłę i wbiła w nią igłę. Potem wbiła ją Andie. Dziewczyna w kilka minut później zemdlała, kiedy się ocknęła, leżała we własnych wymiocinach, a Ruth latała koło niej jak osa.
-Andie, jak się już czujesz? Nie możesz brać hery, twój organizm jest za słaby, mogłaś umrzeć.- Dziewczyna posadziła przyjaciółkę opierając ją plecami o kabinę.
-Ruth, kręci mi się w głowie i słabo słyszę. Wszystko mi wiruje.
-Andie oddychaj spokojnie.- Dziewczynka z dłoni zrobiła łódeczkę, nalała tam wody i dała przyjaciółce pić.- Andie już późno, jest 20.00. Dzisiaj nie wrócisz na noc do domu. Będziemy spać u mnie.
-Ale moi starzy...- Andie wzięła łyk wody od przyjaciółki.- Wkurzą się na mnie.
-Andie dasz radę wstać?- Ruth podniosła dziewczynę i zarzuciła sobie na szyję jej rękę. Prowadziła ją jak pijaną.
Obie z trudem wyszły z centrum, ochrona dziwnie je obserwowała. Kiedy znalazły się u Ruth, jej babka już spała i nic nie słyszała. Dziewczyny poszły do pokoju Ruth i brudne rzuciły się na łóżko, od razu pogrążyły się we śnie.
Babcię Ruth obudził łomot, dochodzący spod drzwi wejściowych. Kobieta w pośpiechu zarzuciła na siebie podomkę i bambosze.
Pukanie w drzwi narastało ze zmorzoną siłą, kobieta nie wiedziała któż może ją niepokoić w środku nocy.
-Już chwilę.- Babcia Ruth stała pod drzwiami.- Kto tam?
-Pani Smith, tu policja proszę otworzyć.
Kobieta uchyliła ostrożnie drzwi, widziała mężczyznę przez małą szparę, na jaką pozwalał łańcuch i zdrowy rozsądek samotnej osoby.
-Co się stało? Dlaczego niepokoi mnie pan o tak późnej porze?
-Najmocniej panią przepraszam. Przyszedłem tu służbowo i prywatnie. Nazywam się Mark Surfeno, mieszkam po sąsiedzku. Zaginęła moja córka Andie, ona i pani wnuczka przyjaźnią się. Może Ruth wie gdzie podziewa się Andie. Pani wnuczka jest w domu?
-Tak, powinna być.
-Czy mogę wejść i z nią porozmawiać?
Kobieta nie wydała się być tym zachwycona.
-Przepraszam, ale zanim pana wpuszczę muszę zobaczyć pańską odznakę.
Mężczyzna przeszukał kieszenie spodni i podał kobiecie dokument. Obejrzała go dokładnie po czym wpuściła policjanta do środka.
-Proszę za mną panie Surfano, zaprowadzę pana do pokoju Ruth.
-Surfeno, bardzo dziękuję za pomoc.
Kiedy znaleźli się oni na miejscu, babcia Ruth bez pukania weszła do pokoju wnuczki. W pomieszczeniu panował mrok, kiedy starsza pani zapaliła światło okalając nim pokój, aż oniemiała ze zdumienia. Na łóżku wnuczki leżały dwie dziewczyny, Ruth i zapewne jej przyjaciółka Andie.
-Panie Surfeno, nie wiedziałam, że pańska córka jest tutaj.
Mężczyzna patrzył na córkę z przygnębieniem, był bardzo spokojny. Podszedł do wersalki i próbował obudzić Andie, niestety bez skutku, dziewczyna była nieprzytomna. Ojciec wziął córkę na ręce i niósł jak małe dziecko.- Przepraszam za kłopot pani Smith. Dobranoc.
Po wyjściu policjanta kobieta stała w pokoju wnuczki, nie wiedziała jak mogła do tego dopuścić.
Po powrocie do domu Mark położył nieprzytomną wciąż córkę w salonie na kanapie. Matka Andie wtuliła się w męża, drżała na całym ciele, a po policzkach płynęły jej łzy.
-Mark...- Kobieta mówiła przez szloch.- Co się z nią dzieje? Gdzie w jej wychowaniu popełniliśmy błąd?
-Znalazłem ją u jej koleżanki Ruth. Pani Smith nie miała pojęcia, że ona tam jest.
-Mark popatrz na nią, leży bez życia. Musimy wezwać lekarza, może Andie jest chora?
-Kochanie, ona bierze narkotyki.- Mężczyzna był świadom tego co powiedział, miał dość udawania, że nic się nie dzieje.- Pewnego dnia złapałem ją razem z innymi ćpunami na boisku opodal lasu.
-Dlaczego nic mi nie powiedziałeś?
-Och Elizabeth, miałaś tyle spraw na głowie. Cały czas pracujesz, co miałem ci powiedzieć "Rzuć pracę i zajmij się dzieckiem"? Wiem, że kochasz to co robisz, nie chciałem cię pozbawić tego nad czym tak długo pracowałaś.
-Mark to moja córka! Jest dla mnie ważniejsza od pracy. Co teraz z nią zrobimy?
-Andie potrzebuje pomocy. Może jakiegoś psychologa?
-Psychologa?! Myślisz, że coś to da?- Kobieta uklękła na podłodze obok kanapy, na której leżała jej córka. Pogłaskała dziewczynkę po wilgotnym od potu czole. Andie była blada, a jej ciało bardzo zimne.- Mark do kogo się zwrócimy o pomoc dla Andie?
-Jutro rano zadzwonię do Sinti Calachan, jest psychologiem i pracuje dla policji. Kiedyś rozmawiała z 16latką, chyba sadomasochistką, jakąś tam Simon. Ta dziewczyna pocięła żyletką swoje dłonie, a ponad to zeznawała w sprawie o włamanie i morderstwo jej przyjaciółki. Pamiętasz jak wezwali mnie do Ridley, to właśnie w tej sprawie.
-Czy ta psycholog pomogła tej Simon?
-Nie do końca, ta dziewczyna twierdziła, że nic sobie nie zrobiła, coś ją opętało. No, ale Sintia jest jedyną z najlepszych w swym fachu. Zadzwonić do niej jutro?
-Zawsze możesz spróbować.
Matka Andie czuwała całą noc przy córce.




9.

-Pani Calachan- Kobieta siedziała w salonie w domu Andie. Naprzeciwko niej na kanapie, na której wcześniej leżała Andie, usadowili się rodzice dziewczyny. Na ich twarzach malował się strach, zatroskanie i bezradność.- Pani Calachan- Zwróciła się do kobiety matka dziewczyny.- Czy może pani pomóc naszej córce?
-Zanim udzielę odpowiedzi na to pytanie, muszę najpierw porozmawiać na osobności z państwa dzieckiem. Gdzie ona jest?
-Obecnie- tu wtrącił się ojciec dziewczyny- Andie jest zamknięta w swoim pokoju.
-Zamknięta?- Pani Calachan nie ukryła zdziwienia.- Uważam, że to zła taktyka. Nie należy zamykać narkomana w pomieszczeniu bez możliwości wyjścia.
-Wypraszam sobie, żeby pani nazywała tak moją córkę.- Uniosła się matka.- Andie nie jest narkomanką.
-Elizabeth, spokojnie.- Wtrącił mąż.- Pani Calachan czy chce pani porozmawiać teraz z Andie?
-Gdybym mogła, to tak.
-Zaprowadzę panią, proszę.- Ojciec Andie pokierował kobietę do pokoju córki. Kiedy otworzyli drzwi, spostrzegli, że dziewczynka siedzi w szafie, a jej ubrania walały się po pomieszczeniu.
Matka Andie nie poszła na górę, była załamana stanem córki. Oparła łokcie na kolanach, a twarz ukryła w dłoniach. W chwilę potem dołączył da niej mąż.- Zostawiłem je same, zobaczymy co z tego będzie.
Andie spostrzegła u siebie w pokoju intruza- nie znała tej kobiety. Pomyślała, że ta pizda czuje się jak u siebie, panoszy się jak po muzeum.- Czego pani chce?- Rzuciła od niechcenia dziewczyna.
-A czego ty chcesz Andie?
-Narkotyków i mojej przyjaciółki Ruth.
-Potrzebujesz pomocy, a ja chcę ci pomóc. Może na dobry początek wyjdziesz z tej szafy?
-Dobrze mi tu. Kim jesteś, nie znam cię?!
-Nazywam się Calachan, jestem policyjnym psychologiem.
-Masz dragi?- Andie zrobiła się niespokojna, brak narkotyków źle na nią działa. Dziewczynę świerzbiło, drapała się po rękach i po głowie.- Daj mi skręta, no daj. Nie bądź suką!
-Andie, wraz z twoimi rodzicami postanowiliśmy, że umieścimy cię w klinice, gdzie odtruwają uzależnionych od narkotyków.
Andie kiwała się w przód i w tył(popłakiwała).
-Gdzie jest moja Ruth? Czy może ją pani przyprowadzić?
-Andie, jutro rano pojedziesz do tej kliniki. Nie wiem czy twoi rodzice zgodzą się abyś dalej przyjaźniła się z Ruth.
-Wynoś się stąd! Chcę być sama!
Kobieta widząc, że dziewczyna bardziej się denerwuje, pospiesznie wyszła. Przez następne kilka godzin rozmawiała z rodzicami Andie.
W tym czasie dziewczyna wyszła z szafy, (świetnie pozbyła się tej baby) siedziała na plecaku. Kiedy weszła ta kobieta, właśnie pakowała ciuchy i inne drobiazgi. Chciała uciec, no i uciekła. Wyszła przez okno i powoli zeszła po perargoli. Nie zastanawiała się, od razu pobiegła do domu Rurh. Kiedy dziewczyna zapukała do drzwi otworzyła jej przyjaciółka.
-O Boże Andie. Jak się tu dostałaś?- Dziewczyna rzuciła się na szyję przyjaciółce i pocałowały się.
-Zamknęli mnie w pokoju, ale uciekłam przez okno. Wiesz gdzie chcieli mnie wysłać, do kliniki na odtrucie. Nie wrócę do domu...Pamiętasz, mówiłyśmy kiedyś, że się stąd wyrwiemy, właśnie teraz jest ku temu okazja.
-Andie twoi rodzice przyjdą tu jak się dowiedzą, że zniknęłaś i co wtedy. Dokąd uciekniesz?
-Jestem na głodzie, masz coś?- Rurh wciągnęła Andie do domu.
-Nic nie mam. Po tym jak ojciec zabrał cię ode mnie w środku nocy, babka zrobiła mi rewizję. Musimy iść do Morisa, ale ja nie mam kasy.
-Ja mam, zabrałam starym. Chodźmy bo nie wytrzymam. Weź rzeczy, przenocujemy u niego.
Moris widząc na progu swojego domu dwie dziewczyny, był mile zaskoczony. Od razu zaprosił je do środka, mieszkał sam, rodzice się go wyparli. W domu panował chlew i bród. Śmierdziało moczem i wymiotami.
Moris usadził Ruth w fotelu, a sam zaczął całować się i obmacywać Andie.
-Ej dziecino, może pójdziemy na górę. Stęskniłem się za tobą.
-Moris masz dragi?- Wtrąciła Ruth widząc, że robi się gorąco.- Jesteśmy na głodzie.
-To nie dobrze. Mam kilka skrętów, herę i maryśkę, a wy macie siano?
-Ma...- Zaczęła Ruth, ale Andie jej przerwała.
-A nie dasz nam za seks?
Moris tylko się uśmiechnął.- Dobra dam wam połowę tego co mam za loda od Ruth i za seks z tobą Andie. Co wy na to? Umowa stoi?

10.

-Andie co chcesz teraz zrobić?- Dziewczyny szły na płyty. Moris nie mógł ich przenocować.
-Chcę wyrwać się stąd, uciekniesz ze mną?
-Ale dokąd?
-Ruth, świat stoi przed nami otworem.- Ruth zatrzymała się.- Co ci jest?
-Andie ja nie mogę...gdzie się niby podziejemy? Na dworcach jest wiele ćpunów, nas tam nie potrzeba. Nie chcę do końca swoich dni żyć bez dachu nad głową i oddawać się za narkotyki. Wolę już swoje nic nie warte życie, tutaj w Dolinie Dalawan.- Ruth podeszła do przyjaciółki i przytuliła ją. Andie nie odwzajemniła uścisku, poczuła się nagle pusta w środku.
-Ruth, chyba masz rację.- Dziewczyna puściła Andie.- Kocham cię Ruth, dlatego masz racje. Wrócę do domu i pojadę do tej kliniki.- Andie uciekła, biegła ulicą w stronę domu.
-Andie! Andie!- Krzyczała za nią przyjaciółka, ale dziewczyna się nie odwróciła. Właśnie wtedy widziała Andie po raz ostatni.

Andie weszła do pokoju tak jak z niego wyszła. Rodzice nawet nie spostrzegli się, że ich córka opuściła swój pokój.
Dziewczyna źle się poczuła, dusiła się i miała drgawki. Klęknęła na dywanie, przez jej umysł przedzierały się różne myśli. Pomyślała, że Ruth ją zdradziła, zostawiła na pastwę losu.
-Straciłam przyjaciółkę...- powiedziała na głos.-jedyną osobą, którą kochałam.- dokończyła w duchu.
Andie nie mogła złapać tchu, płakała. Czuła się dokładnie tak jakby wyrwano jej serce, myślała, że zwymiotuje na dywan.

11.

Andie siedziała na łóżku, przykryta po szyję kołdrą. Do pokoju weszła jej mama, wyglądała na zmęczoną i bezradną. Kobieta usiadła obok córki.
-Dlaczego Andie?- Łzy napłynęły jej do oczu, a głos się jej załamał. Chrząknęła, aby móc mówić dalej.- Kochanie, moja mała córeczka...
-Przestań mamo. Nie jestem już twoją małą córeczką.
-Kiedy w twoim wychowaniu popełniłam błąd?- Kobieta zaczęła płakać.- Ciężko pracuję, aby zapewnić ci dostatek.
-Nie potrzebuję niczego. Potrzebowałam matki, a ciebie ciągle nie było.
-Zrozum Andie, że nie mogę rzucić pracy.
-Wiem i nie proszę cię o to.- Andie również zaczęła płakać. -Chcę abyś mnie kochała....-dziewczyna musiała zrobić przerwę- rozmawiała ze mną i nie zostawiała mnie samej z ojcem.
Kobieta mocno przytuliła do piersi córkę.- Kocham cię Andie, nie za to jak wyglądasz, ani co robisz tylko kim jesteś. Tato też tak myśli...
-On molestuje mnie od 7 roku życia.- Matka od razu wypuściła z uścisku córkę.
-Co ty mówisz Andie?- W kobiecie wzbierała złość.
-Ojciec mnie molestuje...
-Nie kłam!- Ton jej głosu był surowy i lodowaty.- Rozumiem, że jesteś na nas zła za ten ośrodek i izolatkę od Ruth, ale nie możesz opowiadać takich podłych oszczerstw. On jest twoim tatą.- Matka wstała, była wściekła, ale w głębi duszy wiedziała, że to prawda.- Porozmawiam z nim o tym i zobaczymy co powie na ten temat.
-Mamo wysłuchaj mnie do końca!
-Nie!- Kobieta była już w drzwiach.
-Niby dlaczego nie chciał dać mi klucza, co?! Bo chciał się tu zakradać jak ciebie nie ma i kazać mi ssać jego fiuta!!!
Kobieta raptownie stanęła, podeszła do Andie i uderzyła ją z otwartej ręki w twarz.
Dziewczyna nie mogła uwierzyć, nawet matka jest przeciwko niej. Pomyślała, że to koniec. Po tylu latach w końcu jej o tym powiedziała, a ona jej nie uwierzyła. Ojciec pewnie wszystkiemu zaprzeczy i matka stanie po jego stronie.

Matka Andie stała w kuchni, mąż siedział przy stole. Kobieta trzęsła się, było jej słabo.
-Mark musimy porozmawiać. Czy molestujesz Andie?
-Nie rozumiem o co chodzi kochanie?- Kobieta pomyślała: "Ciekawe jak on może być taki spokojny i zgrywać słodkiego idiotę?"
-Odpowiedz mi! Czy molestujesz Andie?!
-NIE!- Mężczyzna podniósł się z krzesła.- Tak ci powiedziała, uwierzyłaś jej? Jest na nas zła o to wszystko. Zwala na nas winę za swoje czyny. Jak mógłbym ją molestować? Jestem jej ojcem do cholery!- Na skroni mężczyzny pulsowała żyła. Podszedł do żony i mocno ją przytulił.- Wierzysz jej?
-Nie chcę jej wierzyć, ale jestem sędziną i muszę wysłuchać obydwu stron. Mark, dlaczego ona to robi?
-Mówię ci, jest na nas zła. Jutro zawieziemy ją do tej kliniki, a jak stamtąd wróci to wspólnie poruszymy ten temat.
-Dlaczego dopiero po jej powrocie?
-Widzę, że jej wierzysz?!
-Mark, nie wiem. Mam mętlik w głowie. Muszę się z tym przespać.
-Dobry pomysł, no to chodźmy do łóżka.
-Prześpij się dziś na kanapie, chcę być sama.
Mężczyzna był wściekły, ale zrobił dobrą minę do złej gry.
Elizabeth siedziała w sypialni pogrążona w mroku. Czuła, że dziś nie zaśnie, w jej umyśle kłębiły się przeróżne myśli. Wszystko dokładnie przeanalizowała i doszła do wniosku, że mąż jest....
Mark siedział na kanapie. Jego wzrok padał na obraz wiszący na równoległej ścianie, przedstawiał on kolorowego ptaka w lesie tropikalnym w Afryce. Mężczyzna wstał i podszedł do niego. Z tyłu niego schowane były klucze od pokoju Andie.
Mężczyzna stał u stóp schodów, klucze pobrzękiwały mu w ręce. Postawił stopę na pierwszym stopniu, zawahał się lekko, ale po chwili wszedł na górę, znalazł się przy drzwiach córki.
-Jednak jesteś winny.- Ciszę przerwał głos żony. Stała w mroku, dlatego jej nie zauważył.- Jak mogłeś? Nie wystarczało ci pieprzenie mnie, musiałeś jeszcze obracać naszą córkę?! Mark ona jest naszym dzieckiem! Nosiłeś ją na barana, kąpałeś, przewijałeś...TO TWOJE DZIECKO!!!
Mężczyzna był twardy, nie przyznał się do niczego, w ogóle nic nie mówił.
-Mark?- Kobieta płakała.- Przeprosisz ją za krzywdę jaką jej zrobiłeś, a potem wyniesiesz się stąd!
-To jest również mój dom!
-Już nie, jutro składam pozew o rozwód i oskarżenie o molestowanie.
-Nie zrobisz mi tego! Jako policjant będę skończony! Nie możemy zapomnieć o wszystkim?
-Trzeba było myśleć jak to robiłeś!
-Nie mów, że przez te lata nie wiedziałaś o niczym?
-Nie...
-BO CIEBIE NIGDY NIE BYŁO DO CHOLERY!
Kobieta pewnym krokiem podeszła do drzwi pokoju córki. Stanęła obok męża i uderzyła go w twarz. Pomyślała wtedy, że zaraz jej odda, ale on nic nie zrobił. Kobieta otworzyła drzwi pokoju Andie, w środku panował mrok. Zapaliła główną lampę. To co ujrzała...Jej świat zawirował, przestał istnieć.
Andie leżała twarzą do podłogi w kałuży krwi. W ręce wbita była jeszcze strzykawka, a pod biurkiem leżała zapalniczka i łyżeczka.
Matka dziewczynki podbiegła do córki, odwróciła ją na plecy i klepała ją po buzi.
-Kochanie, obudź się!- Łzy kobiety kapały na dywan mieszając się z krwią. Mark podszedł do żony i chciał sprawdzić puls córce.
-Nie zbliżaj się do niej!- Elizabeth tuliła córkę w objęciach, delikatnie wyjęła jej igłę z nadgarstka i rzuciła ją w kąt.- Moja córeczka...- Kobieta głaskała ją po sklejonych od krwi włosach.

12.

Po tym jak matka spoliczkowała córkę, Andie już wiedziała co zrobi. Od Morisa dostała heroinę...wszystko dokładnie przygotowała. Przed zrobieniem sobie "złotego zastrzyku" napisała list do Ruth.
Kochana Ruth
Moje życie jest pełne bólu i cierpienia. Dziś powiedziałam o wszystkim mamie, ale ona chyba mi nie uwierzyła. Nic więcej nie mogę zrobić, poza jednym.
Jesteś dla mnie największym skarbem, jaki dostałam od życia. Bardzo Cię kocham i mam nadzieję, że zrozumiesz mój czyn i mi go wybaczysz.
Proszę Cię abyś przestała ćpać i nie skończyła tak jak ja. Wybacz mi proszę, że Cię opuszczam, ale już dłużej nie mogę...Będę bardzo tęsknić...
Kocham Cię
Andie





Kiedy Andie skończyła pisać ,włożyła list do białej koperty zaadresowanej dla Ruth i położyła ją na biurku.
Dziewczynka leżąc na podłodze, zapadając w ciemność myślała o Afryce, kolorowych ptakach i spokoju. Andie odeszła zaznając w końcu szczęścia.

13.

Pogrzeb odbył się w piękny, słoneczny dzień(wiosny). Była na nim cała rodzina Andie, nawet ojciec oraz Ruth, Moris i reszta paczki. Elizabeth stała po jednej stronie trumny, a Mark po drugiej. Podczas całej ceremonii ani razu nie spojrzeli sobie w oczy.
Po słowach księdza: "Niech Pan zaopiekuje się jej duszą, która nigdy nie zaznała spokoju..." wśród zebranych słychać było ciche pomruki i płacz.
Po tym jak martwe ciało Andie spoczywało już w ziemi wszyscy udali się na stypę. Przy pomniku została jedynie Ruth. Ściskała w ręce list od Andie. Dziewczyna uklękła na ziemi i położyła głowę na grobowej płycie. Łkała.
-Andie czuję zimno...- Ruth mocniej ścisnęła w dłoni kopertę.- Kocham cię i to ja proszę cię o wybaczenie...przykro mi, że cię wciągnęłam w ten nałóg... i nie umiałam ci pomóc.- Zerwał się lekki wietrzyk, Ruth poczuła zapach Andie. Dziewczynka podniosła głowę. Przez niebo przeleciał kolorowy ptak, papuga Ara. Ruth wyciągnęła wolną rękę ku górze, po chwili wylądowało w niej pióro ptaka. Piękne, błyszczące szmaragdem pióro z ogona.
Ruth powąchała je, zapach przypominał perfumy jakie miała Andie. Dziewczyna weszła na pomnik i położyła się na nim na wznak. Dzięki temu była bliżej przyjaciółki.

Umarłem ... Nie wiem gdzie jestem?
Czuję się jak wiatr...chłodny, suchy, a zarazem potężny.
Czy to naprawdę ja?
....nie....to nie ja.
To istota, która cierpi.
Ale dlaczego? Dlaczego tak cierpi?
Przecież....nic już nie czuje.




KONIEC

Data:

 2006rok

Podpis:

 Wagu$

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=43826

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl