DRUKUJ

 

Cholera, czas na zmiany!

Publikacja:

 08-02-25

Autor:

 Constantine11
- No to się pałuj!
Rzuciłem słuchawką. Nie, zaraz… przecież rozmawiałem przez komórkę, jak mogłem rzucić słuchawką? Rozłączyłem się – tak, to już jest lepsze. Jestem trochę wściekły, bo znowu muszę iść sam do kina. Andrzej idzie gdzieś z Anetą, Marcin z Jolą, Hubert nie może, bo obawia się, że Justyna to źle odbierze, a Grzesiek jedzie do babci. Jak są głupi, to niech udają pantoflarzy! I na co im to? Jedzą jedną kolację, a płacą za dwie. Albo ostatnio: grałem sobie spokojnie w FIFĘ, a Marcin latał po sklepach, jakby go to interesowało.

Ale przynajmniej film był fajny – psychopatyczny morderca porywał dzieci, ćwiartował ich ciała, a narządy sprzedawał za granicą. Kilku ludzi wyszło w trakcie seansu, czego też nie rozumiem – w końcu zapłacili za bilety i wiedzieli czego się spodziewać.

Kumple wychodzili gdziekolwiek ze mną coraz rzadziej. To nie było fajne, zwłaszcza że z moją mamą nie podyskutuję o walorach nowego tytoniu do sziszy.
Był czwartek, przedostatni dzień szkoły przed feriami.

Jeszcze rano utożsamiałem się ze słowami nowej piosenki Szymona Wydry („całe życie byłem sam i nie chcę żadnych zmian”) w 100%. Ale popołudnie to nie ranek. Chciałem żeby Michał poszedł ze mną obstawić jakieś mecze na weekend – jako jedyny miał podrobioną legitymację, na co bardzo często się nabierano.
- Sorry, ale nie mogę… Karolina ma urodziny, więc wiesz…
Karolina to, Karolina tamto. A czy on kiedykolwiek pomyślał o mnie?!? I kiedy tak obserwowałem odchodzący zarys jego ciała (ładnie brzmi) zrozumiałem jedną bardzo ważną rzecz – cholera, czas na zmiany! Właściwie to jest taka dziewczyna w 1e, bardzo ładna. Jutro ubiorę ten ładny granatowy sweter, który babcia wygrzebała mi na wyprzedaży. Albo nie… a co jak będę chciał kupić sobie „Master of Puppets” Metallici, a ona wyciągnie mnie na nową komedię ze Stenką w roli głównej? Myśl, myśl, myśl! Dobra, sweter zostaje.

Następnego dnia miałem na 8. Uciekł mi autobus, chyba za długo dopasowywałem spodnie, przez co opuściłem 2 lekcje. Mama nic nie wie, ale na moje nieszczęście za trzy tygodnie wywiadówka.

Kiedy wbiegłem do szatni, pustej niczym w filmach Hitchcocka, trwała już trzecie lekcja. Jednak szatnia nie była taka pusta jak mi się wydawało – nieopodal mojej szafki siedziała… no właśnie, kto siedział? Ja nawet nie wiedziałem jak się ta piękność z 1e nazywa!
Wyłączyłem iPoda, myślę – zagadam, sytuacja jest wręcz podbramkowa. Tylko o co by tu zapytać – czy masz rodzeństwo? Jaka jest twoja ulubiona potrawa? Albo… Boże, Tomek ty kretynie! Spytaj najpierw jak ma na imię!

Ale od pomysłu do wykonaniu droga daleka. Przeszedłem jak to pruchno bez słowa. Starałem się uśmiechnąć, ale to wyglądało bardziej jakbym gumę połknął. A może ona lubi gumy (do żucia) i narobiłem sobie plusów?

Minął dzień, który notabene nie był nazbyt owocny. Dobrze, że w poniedziałek jadę na narty. Zresztą po co komu dziewczyna, czym się tu przejmować?

Nazajutrz jechaliśmy z rodziną do Bielska – siostra miała urodziny, więc trzeba było zakupy zrobić, a i mnie przydałby się nowy szaliczek. W jednym sklepie natrafiliśmy na grupkę specyficznie ubranej młodzieży – podobno jakiś koncert grupy metalowej się szykował. Chłopak z pięcioma kolczykami, chłopak z włosami do bioder, dziewczyna ogolona na łyso, Mania, chłopak z czarnym kotem, dzie… zaraz! Mania! Przecież ona chodzi do 1e, pewnie zna tę dziewczynę! No i dedukując, jest szansa, że ma jej numer. Lubię Metallicę, więc powinienem się swobodnie czuć w ich towarzystwie. Błysnąłem nawet wiedzą o historii zespołu, ale nie to było najważniejsze – zdobyłem numer Wandy! Wszystko było fajnie – ładna dziewczyna, pewnie ma sporo rozumu w głowie skoro chodzi na mat-fiza no i imię się dobrze kojarzy – lubię starą, dobrą, polską muzę. Mama będzie zachwycona!

Pisałem do Wandy całe ferie, ale odpowiedzi nie otrzymałem. Pewnie nie podobał się jej mój granatowy sweter. Przynajmniej nie było obciachu jak kumple pisali do swoich dziewczyn – ja też pisałem do kogoś innego, niż mama. A to, że nie odpisywała to przecież nikt nie musiał wiedzieć.

Fajnie było na nartach, chyba minąłem się z powołaniem. Po powrocie pierwsze co zrobiłem, to oczywiście wszedłem na gg i na naszą-klasę. Jakiś nieznajomy przesyła wiadomość, pewnie znowu dowiem się, że czeka mnie 150 lat nieszczęścia. „Cześć tu Wanda, sorry że nie odpisywałam, ale nie mam kasy na koncie…” Dalej nie będę przytaczał co pisała, bo w końcu nie czyta się cudzych wiadomości. Ale granatowy chyba jednak do mnie pasuje!

Data:

 luty 2008

Podpis:

 Constantine11

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=43590

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl