|
|||||||||
|
Projekcja ostateczna (© by Boru) |
|||||||||
|
|||||||||
|
|||||||||
| PROJEKCJA OSTATECZNA - Hej… - Co słychać? Masz jakoś na imię? - Jakoś. - Zdradź płeć. Jesteś mężczyzną? - Jestem. Ty jesteś kobietą. - Brawo. Zgadłeś. - Czuję twój zapach. Damski, ciepły zapach. - Dobre. Ja nic nie czuję. Też chciałabym poczuć. - Jutro w Galerii o 20. - Jak cię poznam. - Ja poznam ciebie. - Nie wiesz, jak wyglądam. - Poznam cię po zapachu. - Ok, ale tak poważnie… - Poważnie. Przyjdź. Na samej górze. Przy restauracjach. - Przyjdę. Więc jak masz na imię, Bezimienny? - Nos. Pa, pa Zapachu. - Jutro o 20, Nosie. Lodowata woda faluje równomiernie. Ciężkie, czarne pagóry, w oddali biel lodu. Wielkie, strome skarpy, skrzące się zimnem. Człowiek na łódce. Sine usta, drżenie nagiego ciała. Kobieta. Zmrożone, sterczące sutki. Zamarznięte łzy na twardych jak kamień policzkach. Ona na wodzie. Nic poza tym. Nikogo innego, żadnej nadziei. I pobudka. Przecież to tylko sen… Tak nie lubi tych koszmarów. Nienawidzi morza, boi się głębi, zamarznięcia, samotności. Umiera ze strachu. Zamarza, dławi się. Woda to lód, rozrywa jej przełyk, klatkę piersiową. Szklane serce pęka od ruchu. Zawsze tak samo. Bez nadziei. 20 i Nos. Ratunek przed samotnością. Towarzystwo. Nieważne, kto. Człowiek, towarzysz. Adorator. Kochanek. Może kucharz. Lub artysta… Ktoś prosi o pilną rozmowę. Chciała na moment wyjść z kokonu, rozprostować nogi, przeciągnąć się, spojrzeć w lustro. Loguje się, ale pozostaje niewidoczna. To Kijanka chce jej coś powiedzieć. Uaktywnia skórkę i od razu pada pytanie: - Znasz Nosa? Zaskoczyło ją to zupełnie. Nie dość, że Kijanka wie o istnieniu kogoś takiego jak Nos, to jeszcze wie, że ona go zna. - Co jest, Kijanko? Umówiłam się z Nosem na wieczór. Dłuższa chwila bez odpowiedzi nie zwiastuje niczego dobrego. Ariadna przywołuje listę archiwalnych czatów nie starszych od tygodnia. Czterdzieści dziewięć milionów różnych tematów, siedemnaście miliardów logowań. Wpisuje „nos” i czeka. Kijanka w końcu odpowiada: - W Galerii. - Tak, w Galerii. – Wyszukiwarka pracuje na pełnych obrotach i dzieje się coś bardzo dziwnego. W każdym czacie pojawia się hasło „nos” w takim czy w innym kontekście. Nie da się znaleźć nic konkretnego. Brak możliwych kryteriów szukania. – W całej sieci jest szum, Kijanko. Coś tu nie gra. - Miał jakiś nick, jak z nim rozmawiałaś? - Bezimienny. – Literuje do wyszukiwarki i czeka. Brak takiego nicka jest niemożliwy. Miliony na całym świecie używają podobnych – niby intrygujących – nazw. - Nie ma – napisały jednocześnie. Ariadna odszukuje w archiwum wczorajszą rozmowę. Pojawia się treść i nick: „Bezimienny”. - Nic z tego nie rozumiem. Na moim serwerze login pozostał, ale z publicznego katalogu zniknął bez śladu. - Słuchaj, kochana, to bardzo ważne. Czy w chwili umawiania się z tobą w Galerii przesłał ci to słowo, wiesz – „Galerii”, jako hiperłącze? - Oczywiście. Zarejestrowałam się na dzisiaj na dwudziestą, klikając w nie. - Ariadna, jesteś jedną z niewielu potrafiących znaleźć kod źródłowy Galerii. Ale szukaj przez przesłane ci hiperłącze. Ze mną też umówił się w Galerii. Wysyłam ci link, jaki przyszedł do mnie. Porównaj kody. - Będą identyczne. Przecież to jedno i to samo miejsce. - Sprawdź. Zdążysz do dwudziestej? Ariadna ziewa i obraca się w kokonie. Coraz bardziej traci kontrolę nad ciałem. - Spróbuję. Szczerze mówiąc, jestem zmęczona. - Spałaś dzisiaj? - Spałam. W kokonie. - Kiedy ostatnio byłaś w Realu? - Bo ja wiem. – Ariadna ma problemy z koncentracją. Zdaje sobie sprawę, że przesadza. – Będzie z tydzień. - Czemu nie wychodzisz częściej? - Jest listopad. Zimno i mokro. Nienawidzę takiej pogody. Wiesz dobrze, dlaczego. - Wiem. – Kijanka wzdycha w swoim kokonie i odpisuje jeszcze. – Porównaj kody, ok? Jeśli nie zdążysz, nie idź na spotkanie. Zegar na serwerze wyświetla 11:34. Ponad osiem godzin ciężkiej pracy. Ariadna projektowała kiedyś wesołe miasteczka, więc rozeznaje się w sposobach kodowania źródłowego miejsc użyteczności publicznej. Jednak Galeria… Świątynia całej Sieci, miejsce spotkań sześćdziesięciu milionów ludzkich skórek na dobę. - Niemożliwe… – Natyka się na główny rejestr Galerii i jej serwer ledwo nadąża z aktualizacją płynących ciurkiem danych. Na godzinę dwudziestą opłaconych jest przeszło czterysta czterdzieści milionów wizyt w Galerii. W żadnym razie program nie przetworzy takiej masy ciągów zerojedynkowych. A skutek? Ariadna zastanawia się, w jaki sposób Nos poumawiał tyle osób. Klika adres Kijanki, a ta reaguje natychmiast. - Rozumiem, Kijanko, że z tobą też się umówił? - Tak, trzy dni temu, a od tego czasu dowiedziałam się, że również pięcioro moich znajomych dostało od niego zaproszenia. I kilku ich znajomych. - Rozpoznał, że jesteś kobietą? - Tak, a jak rozmawiał z Kunegundą, to podawał się za kobietę. Wiedział, że Kunegunda to nick mężczyzny. Skądś wie, kto siedzi po drugiej stronie… - Człowiek by tego nie odgadł w czterystu milionach przypadków – Ariadna próbuje być rzeczowa i twarda, ale wie, co to oznacza. Dawno nie używane dłonie trzęsą się jej nieznacznie. – To jakiś program. Skanuje wszystkie kontakty w sieci i bezbłędnie odgaduje cechy użytkownika. Płeć często jest podana oficjalnie, a nawet jeśli nie, to zapewne każde z nas się kiedyś wygadało. Najpewniej też posiada algorytm NO. - NO? – Kijanka nie rozumie. - Naśladownictwo Osobowości. Zdawało mi się, że to ty mi kiedyś powiedziałaś o istnieniu takich robaków. Umie rozmawiać z każdym z osobna. Gra na emocjach. Zna nasz charakter. - Wojsko? Policja? – Kijanka nie odpowiada na zadane pytanie. - Szukam dalej. Być może. Odezwę się za jakiś czas. Zegar wskazuje 14:40. Próbuje skontaktować się z administratorem Galerii, ale przez oficjalne linki nie da się uruchomić strony. Przez nadesłane hiperłącze administrator jest nieosiągalny. Ariadnę denerwuje jej niemoc. Jeszcze z dziesięć lat temu mogłaby najzwyczajniej w świecie zadzwonić i porozmawiać o sytuacji w Galerii. Teraz nie ma już telefonów niezależnych od Sieci. Oni nie mają pojęcia o obciążeniu. Chyba że… Nie może doczekać się, aż porówna kody źródłowe. Jeżeli są inne, to każdy z zarejestrowanych w niby–Galerii loginów umówiony jest w innym miejscu Sieci. Ale gdzie? I po co? Wywołuje Kijankę i pyta: - Skąd wiedziałaś, że z kodami może być coś dziwnego? Kijanka zwleka dłuższą chwilę, a Ariadna nie przestaje łamać zabezpieczeń. W końcu pojawia się: - Kliknęłam hiperłącze i od razu wciągnął mnie program. Nie była to jednak platforma dla rejestrujących się na wizytę, ale ze wszystkich stron otaczała mnie otwarta przestrzeń bez horyzontu, a ja spadałam z zawrotną prędkością. Dopiero po około dwóch sekundach znalazłam się w rejestrze. Myślałam, że umrę, nie mogłam w złapać powietrza, byłam przerażona. - Masz wolny serwer i nie przetworzył łącza tak jak trzeba – wyjaśnia Ariadna. - A co, jeśli przetworzył dobrze wadliwe łącze? Po chwili się naprawiło… - Nie wiem. Konfiguruję ostatnie połączenia dla transferu kodów. Zaraz wszystkiego się dowiemy. W pewnym momencie myli się. Nie może zebrać myśli, zapomina podstawowych komend. Zapada w urywany sen, ciało zaczyna ją piec. Materace przeciw odleżynom pracują bez wytchnienia, masując zdrętwiałe plecy, pośladki, uda. Medyk podaje przez kroplówkę zwiększoną dawkę glukozy i płyn z kofeiną. Do tego dekstran. Obieg wydalniczy od dawna ma mało do roboty. Procesy życiowe są w opłakanym stanie, nic nie funkcjonuje tak jak trzeba. Serce bije arytmicznie, mózg przegrzewa się niebezpiecznie. Mimo to sygnał zakończonego łamania kodów budzi Ariadnę. - Różne… – wzdycha. – Diametralnie. – Porównuje z posiadaną bazą złamanych już kiedyś kodów, ale te są zupełnie nowe. Inne niż kiedykolwiek. 19:02. Nie wie, co robić. Jedyną możliwością jest wyjście z kokonu do Realu. Punkt 20:00 bramki wizyt automatycznie transferują login w umówione miejsce. Będąc w kokonie nie da się nie stawić na wykupione spotkanie. Wysyłane przez nią impulsy są tak słabe, że komputer ledwo reaguje. Po drugiej próbie połączenie z Kijanką zostaje nawiązane. - Pójdziesz? – pyta Ariadna. - Nie! Boję się! - Przecież nic ci się nie stanie. To tylko projekcja. Kiedy tylko zobaczysz atakującego cię faceta z nożem, uśmiejesz się po pachy. W Sieci się nie umiera. - Będzie z nożem?! - Nie wiem, tak tylko zasugerowałam. Tak czy inaczej nie ma się czego bać. - Ariadno, ja się śmiertelnie przeraziłam, kiedy… Połączenie urywa się. Przy Kijance pojawia się: „Niedostępny”. Ariadna nie wierzy. Program zarządzający mieszkaniem informuje ją, że przed drzwiami do jej domu stoją funkcjonariusze policji. Wpuszczają wirusa–wytrycha w zamek. To kwestia pół godziny. Na szczęście ona sama pisała program blokujący. Wchodzi na stronę komendy policji i wysyła wiadomość: - Tu nr WX14SX15XOIM – ARIADNA, login: SŁOŃ, hasło dostępowe *******. Drzwi mojego mieszkania forsuje oddział policjantów. Proszę o przedstawienie nakazu. Czekam. 19:25. Mikrofon przed drzwiami rejestruje siarczyste bluźnierstwa. Zamek opiera się włamaniu. Odpowiedź z komendy nie nadchodzi. Czas płynie… - Hej… To Bezimienny. - Podaj swój nr i prawdziwy nick. – Ariadna czuje pustkę w głowie, nie wie, jak wyciągnąć konkretne informacje. - Nie poznajesz? To ja, Nos. - Czemu Nos, a nie Bezimienny? - Większy szum, nieprawdaż? - Przełączam kanał dostępu. Masz 3 sekundy na przedstawienie swoich danych z rejestru Sieci. - Pamiętaj, Galeria o 20:00. Na poziomie restauracji. Przyjdź. – Ariadna przełącza kanał. Serce omal nie przestaje jej bić. Na nowym kanale pojawia się: - Więc jak, przyjdziesz? - Co to za miejsce? - Ok, trochę przesadziłem. Zarejestruj się na 20:00 przez administratora Galerii. Już jest dostępny. - Nie chcę się z tobą spotkać. Nie jesteś człowiekiem. - Nieważne. Ale mogę być kochankiem, projektantem skórek, adoratorem, może nawet kucharzem. To jest dla Ciebie ważne, prawda? Ariadna przypomina sobie dzieciństwo, gdy jeszcze ponad połowę doby spędzała w Realu. Straszne czasy, kiedy nie nadążała w zabawie za innymi dziećmi. Potem chciała, by choć najmniej przystojny chłopiec w szkole średniej się nią zainteresował. Niestety, zainteresowanie ograniczało się zawsze do tego samego: szyderstw i kpin. I ostatnia zima spędzona na świeżym powietrzu. Lodowisko na zamarzniętym jeziorze i grupki przyjaciół ścigające się na łyżwach. Ona – w białych figurówkach i beżowym kożuchu poruszająca się z niebywałą gracją, niedostępną dla jej wielkiego ciała na co dzień. Prawie sto pięćdziesiąt kilogramów nie pozwalało żyć osiemnastoletniej dziewczynie normalnie. Ariadna pamięta, jak spociła się od szybkiej jazdy. Popołudnie było stosunkowo ciepłe – niektórzy chłopcy zrzucili nawet futrzane kurtki i jeździli w samych koszulkach. Ona krępowała się pokazać choćby fragment przerośniętego ciała i nie pozbyła się kożucha. Ślizgała się w kierunku przeciwległego brzegu, gdy nagle usłyszała trzask i lód się pod nią załamał. Z początku nie wiedziała, co się stało. Gdy otworzyła zaciśnięte odruchowo powieki, lodowata woda zalała jej spojrzenie. Była pod powierzchnią, a coraz cięższy kożuch ciągnął ją głębiej i głębiej. Machała rękami i nogami, ale to nic nie dało. Zachłysnęła się wodą i zdała sobie sprawę, że traci przytomność. Z początku słyszała głosy, potem poczuła ciepło rozlewające się po jej ciele. Leżała w karetce nakryta kocem termicznym. Właśnie sanitariusz zamykał drzwi, gdy dobiegły ją słowa któregoś z młodych chłopców: - Jest tak ciężka, że nawet lód się pod nią zarwał… Lód w tamtym miejscu zarwałby się pod każdym – szepnęła do siebie. Było ciepło i zaczął się topić. Miała pecha… Znowu… - Ariadno, więc jak będzie? – Nos czeka na odpowiedź, a ona nie potrafi zareagować. Dopiero po dłuższej chwili dyktuje do komputera: - Przyjdę. – Otwiera stronę administratora Galerii i upewnia się, czy opłaciła wizytę na dwudziestą. Jest 23.456.768 zarejestrowanym loginem od godziny dwunastej w nocy. Zwykłe – wręcz niskie – obłożenie, myśli. Serwer szumi jednostajnie, a Ariadna zastanawia się, czy nie chce po raz ostatni w życiu znaleźć się w Realu, czy nie chce poczuć ciężaru swojego przeklętego ciała. Niejako się z nim pożegnać. Sprawdza stan zamka w drzwiach wejściowych: 58% zabezpieczeń złamanych. Na zegarze 19:57. Nie zostało wiele czasu. Kijanka wciąż pozostaje niedostępna, więc Ariadna pisze jej tylko wiadomość na później: - Dziękuję, że odwiedziłaś mnie wtedy w szpitalu. Niespodziewanie nadchodzi odpowiedź: - Dziękowałaś już, Ariadno. Chcesz coś zrobić, prawda? Nie rób nic głupiego. - Ty tylko przyszłaś. Nie wstydziłaś się. Ciebie tylko miałam. - Idziesz do Galerii… - Nadal sądzisz, że nie powinnam? - Sama już nie wiem… Z drugiej strony dobrze by było, gdybyś spotkała się z Nosem, pogadała. Chryste! Przecież on może okazać się niebezpiecznym programem i ty jedyna dasz radę go powstrzymać! - Przed czym? Dłuższa przerwa i niepewna odpowiedź: - Przed czymkolwiek! Mało kto potrafi tak programować jak ty. - Ty też tak potrafisz. Pójdziesz ze mną? Można już wchodzić przez oficjalne wejście. - Mam pewne podejrzenia. Lepiej żebym wyszła z kokonu i sprawdzała wszystko na bieżąco. Ariadna jest zdziwiona. Nie tego spodziewała się po swojej przyjaciółce. - Nie rozumiem – wysyła. - Chodzi o ciebie, Ariadno. Przez ostatnią godzinę grzebałam w Sieci i działanie Nosa jest napisane… w twoim stylu. Ariadna znów czuje ból ciała i tępe uderzenia w skroniach. Czyżby jej żal do ludzi był tak dojmujący, że robiła coś podświadomie, niechcący? - Niemożliwe… - Ariadno, mam nadzieję, że rzeczywiście jest to jedno wielkie nieporozumienie. Ale… - To ty wezwałaś policję! - Co? Nie! Doszli do tego tak samo jak ja. - Została minuta. – Ariadna rozłącza rozmowę i staje się niedostępna. Dostrzega ikonę koperty w pasku pocztowym. Nadawcą jest Komenda Policji ds. Przeciwdziałania Przestępczości w Sieci. W załączniku nakaz aresztowania w związku z podejrzeniem o próbę morderstwa czterystu czterdziestu dwóch milionów pięćset dwunastu tysięcy sześćset jedenastu osób. Na zegarze 20:00. Serwer rozpoczyna wizytę. Gwar i feeria świateł. Dookoła miliony ludzi, tysiące sklepów i najróżniejszych atrakcji. Wszyscy młodzi, wspaniale wystrojeni i uczesani. Nikt z tu obecnych nie korzysta z tanich projektantów skórek; każdy jest chodzącym dziełem sztuki. Każdy się uśmiecha i kogoś pozdrawia. Kobiety kuszą mężczyzn, mężczyźni obserwują i wybierają. Oczywiście jest również na odwrót. To kobiety chcą wybrać najodpowiedniejszego partnera, więc stają się drapieżne i polują. Mężczyźni to uwielbiają! Ariadna podchodzi do wystawy salonu Gucci. Obok ruchomego manekina prezentującego modną skórkę dla dojrzałych kobiet znajduje się wypolerowane lustro. Jest zadowolona z tego, co widzi. Smukła, wysoka dwudziestolatka. Blond włosy do ramion, przenikliwie czarne oczy patrzące spod długich rzęs, czerwone usta o niemożliwie perfekcyjnej linii, wąski nos i broda, a wszystko to lekko niesymetryczne, naturalnie piękne. Ciało opięte czarną suknią, kończącą się na wysokości łona, przez co krągłe pośladki prezentują się niemal w pełnej okazałości, a lśniące opalenizną nogi zdają się nie mieć końca. Bezdenny dekolt ściska wydatne piersi, pomiędzy którymi ginie wisiorek srebrnego łańcuszka. Na szczuplutkim nadgarstku bransoleta. Paznokcie długie i rażąco czerwone. Kobiety obserwują ją zgorszone, a mężczyźni nieomal się ślinią. Wokół Ariadny tworzy się tłum podnieconych osób. Wszyscy wiedzą, że taka skórka to wydatek życia. Dla Ariadny nie ma to znaczenia. Szykowała się na tą chwilę od tak dawna. Odwraca się od lustra i rusza swobodnym krokiem w kierunku ruchomych schodów. Masa skotłowanych ciał rozstępuje się przed nią niczym morskie fale przed Mojżeszem. Przechodzi środkiem i wjeżdża na wyższe poziomy. Tłum znów zlewa się w całość i zahipnotyzowany podąża za kobietą. Gwar cichnie, ludzie snują się jak w amoku. Czasem tylko krzyk jakiejś kobiety próbuje zwrócić na siebie uwagę. Odziani w przystojne skórki mężczyźni nie reagują. Kotłują się na schodach i jadą w górę. Ariadna czuje się fantastycznie. Patrzy po wystawach sklepowych, ale nic ją nie interesuje. Kolejne schody i wyższy poziom. I jeszcze raz. W końcu staje na poziomie restauracyjnym i we wszystkie strony jak okiem sięgnąć widać jedzących ludzi. Idzie na lewo i słyszy za sobą brzdęk upadających sztućców. Wie, że Nos ją zauważył. Czeka na sygnał. - Cześć, Zapachu. – Słowa te są jedynymi, jakie unoszą się po morzu ciszy. Jest wysoki i mocno zbudowany. Szyja przyozdobiona apaszką, ciało uwięzione w aksamitnym garniturze, grafitowe włosy ułożone żelem. Dystyngowany pan pod czterdziestkę. Patrzy błękitnymi do przesady oczami. - Wyglądasz pięknie – odzywa się znowu. Ariadna siada na krześle i zakłada nogę na nogę. Tłum wzdycha, niektórzy upadają, a w ich miejsce pojawiają się nowi. Depczą leżących. - Wiem. Ty za to wyglądasz zwyczajnie. Mało efektownie. Bez jaja. Mężczyzna uśmiecha się serdecznie i popija czerwone wino. - Niestety nie jest to spotkanie zwyczajne. Te tłumy podziwiające twoją urodę… – Wskazuje na mężczyzn patrzących w jeden i ten sam punkt. – Brak nam prywatności. A chciałem być tylko z tobą. Sam na sam. - A ja chcę tylko znać liczbę. – Ariadna jest sucha, prawie groźna. - Większość. - Ile? - Czterysta jeden milionów pięćset pięćdziesiąt trzy tysiące sto jeden osób odwiedziło rozesłane hiperłącza. Ariadna kiwa z podziwem głową. Przeczesuje dłonią włosy, na co tłum reaguje cichym jękiem. - Plus ci tutaj. – Niemal warczy, gdy to mówi. - W tym momencie jest ich prawie dwadzieścia dziewięć i pół miliona. - Nie mogło być lepiej. Jesteś niesamowicie skuteczny. Nos pochyla głowę w geście podziękowania. - Niech dzieło mistrza chwali. Ariadna wstaje i rozgląda się po twarzach mężczyzn. Wszyscy chcą jednego. - Liczy się dla was coś poza ciałem, hm?! – krzyczy najgłośniej jak potrafi. – Cokolwiek poza sterczącymi cyckami i nadstawioną dupą? – Po raz ostatni zerka na Nosa. – Ty jesteś taki sam jak oni. Ale oszczędzę cię, bo musisz działać. Nie daj się skasować, przeobrażaj się. Rób, do czego cię napisałam. Powodzenia. – Odwraca się na pięcie i zmierza w kierunku terminalu wylogowań. - Ariadno… – Kijanka stoi z boku, ubrana w skromną, niską brunetkę. W oczach ma łzy i wyraz zagubienia na przeciętnej twarzy. Ariadna zatrzymuje się. Patrzy na nią z pogardą. - Nigdy nie miałaś kompleksów. Wyglądasz tak zwyczajnie. A poza tym nie powinno cię tu być. Powinnaś spadać w bezdenną przepaść i umrzeć ze strachu. Proste, prawda? - Te hiperłącza, tak? One zabijają. Transferują login w miejsce, gdzie dany człowiek śmiertelnie boi się przebywać. Wspomnienia, które zabijają. Morderstwo w Sieci… - Ludobójstwo. Czterysta milionów Internautów właśnie smaży się we własnych piekle. Skusiła ich randka z Nosem. Panem lub Panią. Jak wolisz. Skanujące NO. Kijanka ma pustkę w oczach, ale jej umysł niemal kipi. - Teraz już wiesz… straciłaś poczucie czasu… Sprawdziłam przed chwilą… siedziałaś w kokonie prawie cztery miesiące bez przerwy. Cały czas pisałaś program… - Możliwe. W rzeczywistości jestem wrakiem człowieka i nic już nie wiem na pewno. Sama dałam nabrać się na hiperłącze wysłane przez Nosa. - Ale dlaczego? Czemu nie spróbowałaś częściej odwiedzać Realu? Spojrzenie Ariadny jest lodowate tak jak woda, z której z pomocą chłopców wyciągała ją Kijanka. - Mogłaś mnie odwiedzić w Realu! – Krzyk Ariadny zabrzmiał piskliwie, aż obserwujący scenę tłum mężczyzn pobladł rozczarowany. – Miałabym po co wyjść! - Dziewczyno! – wydarła się Kijanka. – Od piętnastu lat mieszkam w Australii! Nie pamiętasz? Czy ty kojarzysz jeszcze cokolwiek?! Czy jesteś jeszcze… człowiekiem? A nie… potworem. Ariadna stoi bez ruchu. Przestała oddychać, bo przecież nie jest to konieczne. Kijanka rusza w jej kierunku i wyciąga dłoń, by jej dotknąć, gdy na klatkach wejściowych rozlega się hałas dziesiątek par ciężkich butów uderzających o marmurową podłogę. Obok kobiet wyrasta niemal spod ziemi Nos. - Ariadno, hiperłącze dla ciebie nadal jest aktywne. Stworzyłem je, bo program nie różnicuje odbiorców. Nie ma taryfy ulgowej dla stwórcy. - Gdzie? – pyta cicho. - Za twoimi plecami, terminal. – Puszcza jej oczko i wskakuje w tłum odrętwiałych mężczyzn. Około pięćdziesięciu policjantów rozsypuje się po całym piętrze, tratując wszystko i wszystkich na swojej drodze. Tłum mężczyzn najwyraźniej zbudził się z amoku i zapanował prawdziwy chaos. - Są w moim domu, zaraz mnie odłączą – zwraca się do Kijanki. – Chyba nie wyobrażasz sobie mnie we więzieniu… – Zatacza rękami wokół wspaniałej talii, próbując opisać prawdziwe rozmiary. – Nie zmieszczę się w celi. – Posyła szeroki uśmiech, ukazując równe, mieniące się bielą zęby. - W Sieci nie ma kryjówek – stwierdza Kijanka. - Nie ma – przyznaje Ariadna. Odwraca się i przeciska przez biegnące w panice wyperfumowane skórki. Staje naprzeciw terminalu i wywołuje hiperłącze. - Wyloguj się zaraz po mnie, a potem wyłaź z kokonu! – krzyczy na odchodnym w stronę dawnej koleżanki. – Nos dokończy tutaj dzieła! – Zatwierdza wybór i rozpędzeni policjanci rzucają się na pustą przestrzeń. Strasznie jasno i strasznie zimno. Za to zapach! Cudownie rześki, niewiarygodnie świeży. Krystalicznie błękitne niebo bez ani jednej chmurki. Nieznośny brak ludzkich odgłosów, hałasu miasta lub chociażby szumu wiatraczków w skrzynce serwera. Co chwila tylko nieznaczny plusk, gdy niewielki grzbiet płaskiej fali rozbryzguje się na dziobie łódeczki. Od czasu do czasu skrzypnięcie gwoździ trzymających stare deski. Ariadna patrzy po swoim ciele i jest szczęśliwa, że została w efektownej skórce. Naprawdę, myśli sobie, to ciało jest zachwycające. Jednak nie ma tak grubej warstwy tłuszczu, który chroni przed zimnem. Nie ma kożucha, który przez długi czas nie dopuszcza zimnej wody do ciała. Teraz nie ma już niczego, co daje nadzieję na przeżycie. Nie ma nikogo i nie ma nadziei. I to nie jest sen. Sutki nabierają fioletowej barwy, nieliczne włoski na ciele stają na baczność. Wargi schną momentalnie i zaczynają drżeć. Oczy łzawią, a łzy zamarzają po chwili. Sól niewiele tu pomaga. Całe ciało wpada w konwulsyjne drgawki, aż traci swoją magię. Kobieta kurczy się, szukając jakiegokolwiek ciepła. - Przecież to program – szepce do siebie. – Nie ma zimna, temperatura jest taka, jak w kokonie… Jakby na chwilę ta myśl pomogła, bo Ariadna staje niepewnie na zgrabnych nogach. Widzi bezkresny ocean z jednej strony, a z drugiej nieskazitelnie białe góry lodowe. I znów powraca uczucie zimna – tak znienawidzone i tak śmiertelnie przejmujące. Pierwszy raz w życiu odczuwa tęsknotę do swego ciała. To, które ma teraz, zaczyna ją boleć. Zna ten ból. Łódka – komiczna wysepka życia na lodowym pustkowiu – kołysze się coraz bardziej. Ariadna płacze z przerażenia i wraca myślami do więzienia w Realu. Jakie by ono nie było, ale na pewno jest w nim ciepło. Łapie rękami za obie burty, nie chcąc wypaść. Walczy, choć wie, że nie ma odwrotu. I nagle łódka przechyla się na spiętrzonej fali i kobieta wypada. Czarna głębia lodowatego morza pochłania ją niemożliwie szybko, przecząc prawu wyporu. Nie ma tłumaczenia, że to program. Nie da się mocno odbić, wypaść nad powierzchnię i poszybować na zwyczajnie ciepłą górę z lodu, gdzie tkwi terminal. Nie da się, bo brakuje wiary. Rzeczywistość czy fikcja? To bez znaczenia, gdy są nie do odróżnienia. Ariadna otwiera oczy i widzi, że jest znów chorobliwie gruba. Dostrzega beżowy kożuch, na nogach łyżwy. Nad nią majaczy przerębel. Po chwili chude, bezlistne gałęzie drapią ja po twarzy, chwyta jedną z nich i trzyma kurczowo zdrętwiałymi z zimna dłońmi. Ktoś ciągnie, więc wypływa coraz wyżej. W pewnej chwili może swobodnie nabrać powietrza. Ręce szarpią ją i tarmoszą. Czuje, że jest ciągnięta plecami po lodzie. Potem znajomy głos. - Piotrek, kurwa, póki starych nie ma! Zostawmy ją! - Co ty bredzisz?! Dziewczyna się utopi… - To ja stłukłam kamieniem lód… To potwór nie człowiek. Popatrz na nią… Leży zupełnie bezradna, oddycha płytko. Nie ma siły poruszyć choćby palcem. Leży i słucha. Potem więcej osób zbiera się wokoło. Krzyczy dziewczyna, która nazwała ją potworem: - Pomóżcie nam! Szybko! Gdy nachyla się, by chwycić ją za kaptur, dodaje cicho: - Dałeś dupy, frajerze… - Jesteś pojebana – odzywa się nazwany Piotrkiem i wszyscy razem podnoszą ją do góry. Zdjęli łyżwy i teraz biegną w wełnianych skarpetach po lodzie w kierunku brzegu. Ariadna otwiera usta, ale woda nie napływa do gardła. Porusza ramionami i nagle pływa swobodnie po powierzchni. Macha jeszcze raz i wznosi się nad fale. Jest ciepło, niemalże upalnie. Leci w kierunku góry lodowej i ląduje na niej z gracją. Terminal wciśnięty jest w lodową szczelinę. Wystukuje swój login i hasło dostępu do czatów. Wybiera z długiej listy kontakt: Kijanka. Wpisuje przez klawiaturę: - Nie rozumiem, co masz do ludzi. Zauważa, że projekcja jest perfekcyjna. Lód się topi i jego fragmenty wpadają do wody. Odpowiedź nie nadchodzi. Wraca więc na początek listy i wywołuje Bezimiennego. Jest tylko jeden taki nick. - Niech dzieło mistrza chwali. Zniszczyłeś Galerię? - Banda seksoholików nie stanowiła mojego celu. Zastanawiałaś się, czy te przeszło czterysta milionów ludzi to dużo czy mało? – pada pytanie. Ariadna wyczekuje rozmówcę. - 4 miliardy ludzi w Sieci każdego dnia. 400 milionów. Dużo czy mało? – pyta ponownie. - 10 % – odpisuje. - No właśnie. Tyle z czterech miliardów jest kalekich, zniedołężniałych, niedorozwiniętych umysłowo, otoczonych fobiami, zakompleksionych, żalących się na los, zazdrosnych, mściwych. Jednym słowem niebezpiecznych. Jednostki słabe nie mogą psuć społeczeństwa od środka. Kijanka zapobiegła rozprzestrzenianiu się gangreny po Sieci. Zaprogramowała mnie do wychwytywania takich jak ty. A ja tworzę projekcje topiące was we własnych kompleksach i lękach. - Kijanka od dziecka nienawidziła kalek. Nienawidziła mnie. - Ale jako jedyna darzyła cię uczuciem. Negatywnym, bo nienawiści, ale zawsze uczuciem. Nie udało jej się wtedy, spróbowała teraz. Teraz też przegrała. - Po co kazała porównywać mi kody? Mogłam coś zwęszyć. - Wciągnęła cię w grę. Chciała mieć pewność, że wejdziesz do Galerii lub od razu do projekcji. Nie chciała cię stracić z kokonu. A po drugie miała wyrzuty. Zwaliła Nosa na ciebie. Ty w to uwierzyłaś. Zastanowiła się, czy rzeczywiście wiodła nią ciekawość. Na pewno była znużona zbyt długim przebywaniem w Sieci, by opierać się emocjom i sugestiom. - Nie ma jej w kokonie – napisała tylko. - Nie ma. Jest w drodze do więzienia. To jej szukali i w końcu się zorientowali. Doszli po kodach. Jesteś wolna. Ariadna nie rozumiała znaczenia tego słowa. Była niewolnikiem Sieci. W Realu jest nieporadna. Jest kaleką. Kijanka chciała dobrze, chciała oszczędzić jej okrutnej rzeczywistości… Odeszła od terminalu i znów poczuła na gładkiej skórze lodowate zimno. Śnieg oparzył ją w gołe stopy. Doszła do skraju lodu i ujrzała swoje odbicie w czarnych odmętach oceanu. To tylko skórka, pomyślała z goryczą. Można mieć każdą, jeśli ma się pieniądze lub zdolności programistyczne. To tylko skórka… Ocean zafalował i ujrzała nagie, zdeformowane otyłością ciało. Oczy ginęły w napęczniałej twarzy i nie mogła z nich odczytać swoich prawdziwych uczuć. Jedyne, co czuła na pewno, to wstręt i odrazę. - W Realu nie będzie inaczej – zdała sobie sprawę i postąpiła krok naprzód. Zachłysnęła się lodowatą wodą i uwierzyła całym sercem w projekcję. Sercem, które – niby ze szkła – pękło na milion kawałków. boru Proszę o oceny i komentarze, dziękuję:-) |
|||||||||
|
|
|||||||||
|
|||||||||
|
|
|||||||||
|
Powyższy tekst został
opublikowany w serwisie opowiadania.pl. |
|||||||||