DRUKUJ

 

Natura Lucka cz.I

Publikacja:

 03-12-11

Autor:

 Zenon_妃ietana
Natura Lucka cz.I - Kazimierz i Ma貪orzata

Dziwnie to wygl康a這. Jak na czarno-bia貫j fotografii. 好ieg, pag鏎ek, stodo豉, studnia i chata z burej ceg造. Nie opodal kilka jab這ni, kt鏎ych ga喚zie kontrastowa造 z biel nieba. Na dachu stodo造 kilka wron. Na miedzach w oddali wydeptane 軼ie磬i.
Chata, zapewne poniemiecka, mia豉 trzy du瞠 okna wychodz帷e na po逝dnie. Roztacza si z nich monotonny i przera瘸j帷y w zimie, widok p鏊. P鏊 i p鏊. Z przeciwnej strony nie by這 ju tak monotonnie. Rozsypuj帷a si drewniana stodo豉, porozrzucane w nie豉dzie fragmenty narz璠zi gospodarskich. Z lewej zaraz te jab這nie. Czarne tak samo jak wierzby i topole wzd逝 drogi nieopodal.
Droga wi豉 si kr皻a, w鈔鏚 sporadycznie wyst瘼uj帷ych wzniesie i nik豉 za wi瘯szym pag鏎kiem, z kt鏎ego szczytu, bez trudu dostrzec mo積a by這 wie輳 ko軼ieln i osad skupion w niewielkiej dolince. Kilka gospodarstw, szko豉, sklep i szosa. Wszystko.
A, i jeszcze rzeczka. Teraz zamarzni皻a, ale bez trudu mo積a j by這 odnale潭 wij帷 si zgrabnie w鈔鏚 tej ca貫j bia貫j pustki.
Wszystko jak fotografia. Gdyby nie ten powiew, kt鏎y porusza drzewami, kt鏎emu nie by造 w stanie oprze si wystaj帷e spod 郾ie積ej pierzyny wysch貫 寮嬌豉 ostatnich traw, i kt鏎y bawi si jak kot dymem, wydobywaj帷ym si z komina chaty, mo積a by這by przysi帷, 瞠 zatrzyma si czas.
- Stawaj Kaziuk ... - z kuchni dobieg niski schrypni皻y g這s Ma貪orzaty - s造sza kurwa, stawaj, 鈍inie trza nakarmi, do wioski lecie, bo chlieba ni ma...
- Juz... - Kaziuk przewr鏂i si w pierzynach wyrwany z g喚bokiego chorobowego snu. Od wczesnej jesieni cierpia na ostry, m璚z帷y kaszel.
- Rus si, do cholery nierobie, jedynasta godzina zaraz... ja od 鈍itu na nogach - dar豉 si Ma這gorzata z kuchni.
Kazimierz nie odrzek nic. Zakaszla tylko. Gwa速owne skurcze przepony wstrz御n窸y jego cia貫m, przyprawiaj帷 o b鏊 g這wy. Le瘸 chwil, dop鏦i, nie nabra wystarczaj帷ej ilo軼i powietrza by g喚boko odetchn望. Usiad i popatrzy zm璚zonym wzrokiem przed siebie. Szyby w oknach, tych wychodz帷ych na po逝dnie, zaparowa造 lekko od spodu. 安iat這, kt鏎e wpuszcza造, rozprasza這 si na niebieskawej powierzchni 軼iany, deskach pod這gi i znika這 w cieniach rzucanych przez stary kaflowy piec stoj帷y w rogu pokoju. W璕iel wypali si chyba do cna, gdy kiedy Kazimierz zbli篡 si do pieca poczu natr皻ny, niezdrowy ch堯d. Odzia si szybko w spodnie i rubach. Za軼ieli 堯磬o i wyszed z pokoju zamykaj帷 drzwi.
- No, wreszcie jest, jec - Ma貪orzata, kr瘼a i gruba, o twarzy pooranej zmarszczkami, wysuni皻 lekko do przodu doln szcz瘯 i obfitym podgardlem wylewaj帷ym si zza ko軟ierza szarej koszuli, krz徠a豉 si w kuchni. Na stole sta豉 miska paruj帷ej zupy.
- Da豉 mu je嗆 ? - zapyta Kazimierz pochylaj帷 si nad straw.
- Da豉, da豉, sie nazar i 酥i - odrzek豉. - musim go rych這 st康 zabra do tej chaty w lesie. Tam b璠zie mia dobze. Sam. 畝rcie mu czasem przyniesiem. To on ju kawaler. Baby mu szuka, a nie w jakie bohomazy w kajetach wyrabia...
Kazimierz jad powoli dymi帷 zup i s逝cha s堯w 穎ny w zupe軟ej oboj皻no軼i.
-... poza tym, kuzy tyle co piec, te twoje kasle to z jego winy... na pewno... - Ma貪orzata nakry豉 pokrywk garnek, i przysiad豉 na wiadrze, tu obok Kazimierza. - wiesz dobze, 瞠 to z造duch w nim siedzi, sam Lucyfer, czy inny pieron, Tak wsie baby we wiosce gadajo...
Kazimierz popatrzy na ni ze strachem w oczach.
- ... i wis co jesce gadajo? ze my tyz te diab造. Ze od nasego domu sirkom, cu i ze ksindza bydo wo豉... ze to pzyz nas niby zes貫go lata krowy Piotrowych rozde這, ze kury sie nie nioso... i wies co jesce, ze ta m這da Bartosow to bez nas urok sie powiesi豉 w lesie...
Kazimierz wzdrygn掖 si na wspomnienie tamtych, odleg造ch ju do嗆 wydarze. Pami皻a, jak szed lasem tamtego poranka. Zbiera grzyby, mg豉 by豉 i s這鎍e ciep貫 jeszcze, jesienne ju jednak przyjemnie 鈍ieci這 w zieleni. Pami皻a te, jak ujrza j wisz帷 na ga喚zi. Ca趾iem naga by豉. Tylko sanda造 i sznur, na kt鏎ym si powiesi豉. Przez pierwsz chwil patrzy, 這wi帷 t zastyg陰 mi璠zy ziemi, a ga喚zi m這do嗆. Zbli篡 si troch i dotkn cia豉. Zimno, kt鏎e poczu, wyrwa這 go jednak os逝pienia. Rzuci koszyk z grzybami gdzie w krzaki i co si w nogach pogna do domu. Nie powiedzia nikomu co zobaczy. Dopiero po po逝dniu dziewczyn znalaz這 kilkoro dzieci.
- ...prawda li to ? - zapyta.
- ... tak gadajo i ja sie bojam... nocami s造se, jak sie szamoce na dole... a te jego bazgro造, to tyz. Szata雟kie nasienie.
- To m鎩 syn i twoj tyz, jestes jego matkom - s這wa Kazimierza zabrzmia造 cicho, jak szelest. Wyprowadzi造 jednak Ma貪orzat z r闚nowagi.
- I co kurwa z tego. Byde se z nim robi豉 co chcym i co uwazam. A ty sid cicho i nic nie godaj, jakby cie kto we wiosce pyto, to m闚 ze chory, ze w 堯zku lezy. Sie znolos 這jciec, co jesce pare wiosen temu inne baby 這braca, jakby to mu w豉snej ni wystarca這...
- 圭ichnij... - Kazimierz przestraszy si jej s堯w - by這 miny這, tera cz貫k stary...
- Taa... - Ma貪orzata - zyby nie ja, to by pywnie do tej pory 這braca...
- 圭ichnij powiedzio jo - Kazimierz powt鏎zy g這sniej.
- υdziewaj mi si zaraz i le do wioski - Ma貪orzata wsta豉 ze sto趾a i przesz豉 do drugiej izby - jeszcze dzi w nocy wyprawim go do lasu...
Kazimierz nie chcia tego s逝cha. Doko鎍zy zup. Przetar twarz 鄉ierdz帷 軼ierk, otuli si w ko簑ch i przysiad na przypiecku. Kaszel kilkakrotnie wstrz御n jego cia貫m. On jednak zd捫y si ju do niego przyzwyczai, tak jak do wszystkiego zreszt. Tak my郵a: 瞠 do wszystkiego trzeba si przyzwyczai, do wszystkiego co zsy豉 nam B鏬 Ojciec. Niezbadane s jego 鈍i皻e wyroki. Kazimierz przez chwil gapi si w wyblak貫 oblicze Chrystusa spogl康aj帷e na kuchenn izb ze 鈍i皻ego obrazka przyszpilonego do s這mianki na 軼ianie. Potem popatrzy w okno, na pola pokryte 郾iegiem i niebo bia貫 jak ten 郾ieg.
- ... tu mas dzie鎤i... - Ma貪orzata przynios豉 szkatu趾 z pieni璠zmi - ... kupisz chliba, zapo貫k, kasy, monki, cukru, mas...
Wcisn窸a mu do kieszeni ko簑cha ca陰 do嗆 obszern szkatu趾.
- ... bedzies chyba wiedzio co nasemu synkowi tsa kupic na droge... tylko mi w鏚ki nie kupuj, bo zajebie, zrozumia貫 ?
Kazimierz nic nie odpowiedzia. Ma貪orzata wiedzia豉 jednak, 瞠 rozumie. Rozumie g喚boko w duszy i nigdy nie b璠zie w stanie si jej sprzeciwi. Nigdy, przenigdy. Spr鏏owa豚y tylko.
Kiedy wyszed, a ona sama przetrz御n窸a wszystkie szafy i spakowa豉 dwa spore tobo趾i niezb璠nych rzeczy rozleg豉 si mechaniczna pie填 zegara. Sta w sionce. By wysoki, czarny, troch poobijany. Mia w ko鎍u swoje lata. Swym gabarytem zajmowa jednak ma這 miejsca. Przynajmniej takie sprawia wra瞠nie. Najpierw widzia這 si co jakby szaf ze szklanymi drzwiami. Za nimi wahad這 i wagi. Mosi篹ne, ci篹kie. Potem jasn zdobion tarcz, a potem ju same wyko鎍zenia. Rze嬌ione w drewnie motywy ro郵inne. To one nadawa造 ca貫mu zegarowi sakralny niemal charakter.
Gdy kobieta us造sza豉 metaliczne d德i瘯i, co 軼isn窸o j za serce. Ze zgroz powiod豉 wzrokiem, po rz璠zie ikon umieszczonych tu pod kuchennym sufitem i prze瞠gna豉 si mimowolnie. Zaraz jednak przysiad豉 na przypiecku i pocz窸a odmawia szeptem r騜aniec. Tak jak co dnia.
Mniej wi璚ej po kwadransie us造sza豉 walenie w drzwi. Wyrwa這 j z g喚bokiego skupienia. Wsta豉 i sw鎩 drobny krok skierowa豉 ku sionce. R騜aniec wepchn窸a do kieszeni fartucha. υmot nie dochodzi od drzwi wej軼iowych. Mo瞠 gdyby dochodzi w豉郾ie od nich, Ma貪orzata przerazi豉by si i nawet nie drgn窸a. υmot dochodzi zza drzwi piwnicznych. Stukanie nie odbywa這 si jednak bezpo鈔ednio za nimi, tylko gdzie g喚biej. I zaraz krzyk. Nieludzki, g逝chy, krzyk w軼iek這軼i. W jednej r璚e trzyma豉 kij, kt鏎y wzi窸a z p馧ki w sionce, w drugiej p這n帷 鈍ieczk na drewnianej podstawce. Ma貪orzata i Kazimierz nie mieli w domu elektryczno軼i.
Otworzy豉 drzwi pu軼i豉 si schodami w d馧. Nie by豉 specjalnie wysoka, ani zbyt mocno schorowana, tote przej軼ie kilku metr闚 nie sprawi這 jej du瞠go wysi趾u.
- Gdzie si schowa, z造 duchu ty ? - krzykn窸a w mrok poza aur p這mienia. Odpowiedzia豉 jej jednak cisza. Cisza, kt鏎a j niepomiernie zirytowa豉. - Cho do matki, by貫 niegzecny...
Znowu cisza. Ma貪orzata zrobi豉 kilka krok闚 naprz鏚. Piwnica pod ich domem by豉 znacznie wi瘯sza, ni by si mog這 wydawa. Kiedy tak budowali. Dzieli豉 si na kilka wi瘯szych pomieszcze. Wsz璠zie zaduch i pe軟o wilgoci, a teraz na dodatek zimno.
- Chod do matki, m闚i, bo obiadu nie dam ! - Ma貪orzata, tak samo silnie, jak za pierwszym razem, krzykn窸a w ciemno嗆. Tym razem jednak, jakby w odpowiedzi rozleg si szelest. Nagle, co chwyci這 j silnie za 造dki i unieruchomi這. Poczu豉, 瞠 gryzie j w nog i uderzy豉 kilka razy na o郵ep kijem. Us造sza豉 rz篹enie, u軼isk szcz瘯 troch si rozlu幡i, tote kobieta zacz窸a uderza ze wzmo穎n si陰. Za ka盥ym razem wyra幡ie s造sza豉 g逝che "逝p", jak przy m堯cce. Po kilku sekundach, rz篹enie zamieni這 si w skomlenie, a skomlenie w p豉cz. Odepchn窸a nog le膨cy na ziemi kszta速, kt鏎y nie ruszy si jednak z miejsca.
- Tak to si z matk rodzon post瘼uje, a wstyd si g闚niarzu - jeszcze raz zamachn窸a si kijem, tym razem jednak nie uderzy豉.
- Wstawaj szata雟kie nasienie, przekle雟two boskie, na pos豉nie, ju - dopiero teraz w p這mieniu 鈍iecy zamajaczy豉 jej sylwetka syna. Niewysoka, jak ona, pokraczna, jakby nieludzka, tylko diabla. Le瘸 na ziemi w drgawkach.
- -rusys ze si, cy mam kijem pom鏂 ? - rzuci豉. Ch這pak pos逝sznie przeczo貪a si na pos豉nie ci庵le chlipi帷, rz篹帷 i kaszl帷. Po這篡 si i si璕n掖 po papierosy.
- nie bedzies mi tu kuri, jak mnie nie ma pozwolam... - wymierzy豉 mu silny policzek, kt鏎ego trzask, zako鎍zy irytuj帷e rz篹enie ch這paka - i wiecej mnie si nie waz psy matce...
Nie us造sza豉 nic co mog這by stanowi odpowied. Postawi豉 鈍ieczk na pod這dze, Cienie zacz窸y ta鎍zy po gnij帷ych 軼ianach piwnicy. Ma貪orzata popatrzy豉 na syna i zrobi這 jej si go 瘸l. Nie wiadomo sk康 poczu豉 co w rodzaju obowi您ku. Podesz豉 bli瞠j do jego pos豉nia i uca這wa豉 w nieforemn g這w.
- pamietaj, ze mamusia i tatu dla ciebie zawse jak najlepiej... - przycisn窸a t g這w do piersi i poczu豉 dreszcze targaj帷e tym cia貫m, niby m瘰kim, a jednak nawet nie cz這wieczym. Zaraz te zda豉 sobie spraw, 瞠 synek p豉cze. Rozczuli這 j to. Przypomnia豉 sobie t noc, kiedy go rodzi豉, ten b鏊 i obawy. Sprawdzi造 si, niestety. Gdy rodzi豉 Lucka mia豉 osiemna軼ie lat. To Kaziuk, wtedy dwudziestoo鄉iolatek, j popsowa. Trzeba by這 瞠niaczk zako鎍zy ca貫 piek這, kt鏎e potem zrobi豉 jej matka w domu. Nawymy郵a豉 takich rzeczy, 瞠 Ma貪orzata szczerze pragn窸a 鄉ierci. Wykl窸a c鏎k bowiem, przekle雟twem najstraszliwszym, jakie tylko mo積a - przekle雟twem odmie鎍a. Ma貪orzata wiedzia豉 dobrze, co 闚 "odmieniec" oznacza. Ich dawna s御iadka mia豉 tak c鏎k. Tamta to dopiero by豉. Jedna noga kr鏒sza, druga d逝窺za, twarz wykrzywiona, jak w b鏊ach porodowych. Jadwiga, bo tak si nazywa豉 dziewczyna cz瘰to ucieka豉 matce. Wybiega豉 jak j Pan B鏬 stworzy na pola, zagl康a豉 do chat i wabi豉 m篹czyzn. Szli prawie wszyscy. Nawet te szczeniaki, co ich ziemia zaledwie trzyna軼ie, czy czterna軼ie wiosen nosi豉. A w ko鎍u znale幢i Jadwig ch這py w rzeczce, niby to si utopi豉. Pochowano j na cmentarzu, ale nie min掖 miesi帷, jak trumn wykopano. Zw這ki nie zepsu造 si ani troch. Jadwiga kr捫y豉 jako upi鏎 po polach, dzieci p豉ka造, m闚iono. Wtedy, jak j wykopali jedna z bab przebi豉 jej serce ko趾iem osinowym, a kt鏎y ch這p odr帳a 這pat g這w. "B璠zie wreszcie spok鎩" - m闚ili.
I w istocie, spok鎩 zapanowa na d逝窺zy czas. W cha逝pach nie s造cha by這 ju p豉czu dzieci. Zbo瘸 obrodzi造, jab趾a, ziemniaki, jednym s這wem urodzaj.
- ... mamy la ciebie s tatkiem niespodziank - Ma貪orzata chcia豉 udowodni sobie, 瞠 ma jeszcze odrobin matczynego instynktu - ... jeste juz duzy, Lucek, pora zeby si wyprowadzi do w豉snego domu...
Kiedy wypowiedzia豉 ostatni wyraz, w piwnicy nasta這 milczenie. Mo積a by這 rozr騜ni delikatne podmuchy wiatru w鈔鏚 ciszy. Zaraz rozleg這 si jednak westchnienie, co jakby cichy j瘯. To Lucek pr鏏owa odpowiedzie.
- yyyy...uuuu... - zacz掖 nie鄉ia這, patrz帷 w oblicze matki. Twarz mia zniekszta販on, groteskow jak rze嬌a w zawilgotnia造m drewnie. Przede wszystkim by豉 niezwykle p豉ska. Nos umieszczony, troch wy瞠j ni u zdrowych ludzi, by niemal niedostrzegalny. Gdyby nie dwie g喚bokie bruzdy po jego bokach zako鎍zone otworami oddechowymi w ciemno軼i nie dostrzeg這by si go. Pod tym kr鏒kim i p豉skim nosem znajdowa豉 si dziwacznie rozszczepiona g鏎na warga, pokryta cienkim, nie golonym, bia造m w御em. W dolnej szcz璚e, wysuni皻ej do przodu, jak u matki nie by這 prawie z瑿闚.
-... ayyghhh - powt鏎zy i Ma貪orzata ockn窸a si z chwilowego przyp造wu czu這軼i. Wsta豉 na nogi, podnios豉 z pod這gi misk z resztkami jedzenia i pocz窸a si oddala ku wyj軼iu. Przez chwil czu豉 za sob jego sapanie, po chwili rozmy這 si ono w szele軼ie s這my. Ch這pak najwidoczniej mo軼i sobie legowisko, by zaraz zapa嗆 w sen. Ile on spa. Codziennie po par godzin i w nocy. Wstawa tylko na jedzenie i sranie. Nie mie軼i這 si to wszystko w g這wie Ma貪orzaty.
Wysz豉 z piwnicy i zamkn窸a z sob drzwi. Wesz豉 do kuchni, i na powr鏒 zaj窸a miejsce na przypiecku. Kafle by造 przyjemnie ciep貫, nie gor帷e, ale i nie zbyt ch這dne. Wsadzi豉 r璚e w kieszenie fartucha, palcami zmaca豉 r騜aniec i zacz窸a modlitw od pocz徠ku.
Nie mia豉 poj璚ia dlaczego Lucek prze篡 tyle lat. Z pocz徠ku wydawa這 si, 瞠 nawet roku nie po篡je. W徠造 by, i jeszcze ta straszna warga po陰czona jakby z nosem. Stara bartosowa powiedzia豉, 瞠 to przez t kl徠w. Cho w m這do軼i Ma貪orzata w takie rzeczy niech皻nie wierzy豉, to jednak po narodzinach Lucka uwierzy豉 i wiedzia豉, 瞠 wierzy b璠zie a do 鄉ierci. We wszystkie wr騜by, te le郾e i te co m這de panny czyni造 na 鈍i皻ego Andrzeja, albo na noc 鈍i皻oja雟k.
Nie pami皻a豉 ju kiedy zacz窸y si te wszystkie nieszcz窷cia. Zdawa這 si, 瞠 powoli, stopniowo, jak choroba jaka, czy mo瞠 zaraza, podst瘼nie, wkrada造 si w 篡cie ca貫j wioski. Najpierw b豉ho. A to kury si czasami s豉bo nies造, a to lis przyszed i u kogo wsie kaczki wydusi w ob鏎ce. Potem te krowy Piotrowych rozd窸o i psy wszystkie dosta造 w軼iekilizny, 瞠 przyjechali z miasta jakim specjalnym samochodem i wszystkie wyci瘭i do nogi. To tylko kilka przyk豉d闚, w rzeczywisto軼i by這 ich znacznie wi璚ej, ale Ma貪orzata nie mog豉 si jako rozezna, ani umiejscowi ich w czasie. Najgorsze by這 z t Brygid. T co si zesz貫go lata powiesi豉. M闚ili p騧niej, 瞠 nie sama, 瞠 kto z innej wioski j dorwa, jaki m這dzian. Wiadomo, pijany, zgwa販i, a potem ,瞠 niby to si powiesi豉. Mimo to wszyscy w wiosce w豉郾ie jej ma貫go, jej ma貫go chorego synka za to wszystko winili. Odmie鎍闚 zawsze winili za wszelkie z這. Tak uwa瘸造, 鈍i皻ej pami璚i, matka i babka Ma貪orzaty i ona sama te.
- Bo瞠, Bo瞠... - westchn窸a spogl康aj帷 w okno. Wiatr, kt鏎y wzm鏬 si nieco, ni鏀 ch這dny blask po逝dnia.

Data:

 rok temu

Podpis:

 Zenek 妃ietana

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=3740

 

Powy窺zy tekst zosta opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do tre軼i nale膨 do ich tw鏎cy. Wszelkie prawa zastrze穎ne.
Szczeg馧y na stronie opowiadania.pl