DRUKUJ

 

Rusz się człowieku!

Publikacja:

 07-04-30

Autor:

 Constantine11
Do dziś pamiętam, jak jeszcze kilka lat temu słyszałem „rusz się człowieku” z ust mojej mamusi, gdy przychodziła pora wstawania do szkoły. Umysł jeszcze nie ochłonął po sennych libacjach, a tu już rysowała się perspektywa niepotrzebnego przesilania mózgu – mojego drugiego ulubionego narządu…
Tym razem ową sentencję wypowiedziała do mnie jedna z najbardziej nie lubianych przeze mnie osób – mój wredny, podstępny, podcinający skrzydła młodym talentom, szef. Dowiedziałem się, iż końcowa faza Mistrzostw Świata 2007 ( konkretnie półfinały, mecz o 3 miejsce i finał ) odbędą się na hali pogwizdowskiego gimnazjum. A jako iż ta mieścina jest rzut moherowym beretem ode mnie, rola korespondenta przypadła mnie – Oliverowi Cwaniakowi…
Od początku wiedziałem, że dobry reportaż telewizyjny powinien opierać się na obrazie – sam na sztuce operatorskiej znam się tyle co na koszeniu trawy, dlatego też postanowiłem tę funkcję przydzielić Marianowi – znajomemu rolnikowi, którego kunszt filmowy objawił się u mojej cioci na imieninach.
Gimnazjum w Pogwizdowie im. Macierzy Ziemi Cieszyńskiej to główny organizator całego przedsięwzięcia. Szefostwo w Komitecie Organizacyjnym mistrzostw sprawuje nauczyciel wf, mgr Cezary Kałużny. Oprócz wysokiego stanowiska, z Michałem Listkiewiczem ( trzeba przyznać otwarcie – nie ominie się bez porównań obu panów ) łączy go hobby – był sędzią głównym wszystkich odbywających się tu meczy. Dyrekcja zmobilizowała całe winne grono pedagogiczne, a także uczniów – frekwencja dopisała, wolontariusze się znaleźli – Jurek Owsiak może nam pozazdrościć!
Przygotowania trwały na długo przed samymi mistrzostwami. Czirliderki w pocie czoła ćwiczyły kroki, zawodnicy szkolili swoje umiejętności, a służby porządkowe pilnowały by jakiś muzułmanin nie zrobił święta Św. Patryka podczas meczu finałowego.
Impreza rozpoczęła się 3 kwietnia, około godziny 14 przemarszem wszystkich drużyn: Brazylii, Meksyku, Holandii oraz Polski, w rytm skocznej melodii. Widzowie z całego świata w końcu ujrzeli swoich idoli w blasku reflektorów, na Hali Olimpijskiej w Pogwizdowie.
Następnie Cezary Kałużny przywitał wszystkich zgromadzonych, wytłumaczył pokrótce „o co kaman?” i odbył się pierwszy półfinał: Brazylia vs Meksyk.
Mecz nie rozpoczął się, jak Tradycja nakazuje, od przekupienia sędziego, lecz od przywitania zawodników oraz wylosowania odpowiednich stron boiska. Krótka modlitwa do Jezusa, Mahometa, Buddy – kto kogo woli, okrzyk motywacyjny ( oczywiście bez głupich dogadywanek – wszystko zgodnie z fair-play ) i w końcu długo oczekiwane rozpoczęcie spotkania.
Brazylia otworzyła turniej w wielkim stylu; to co oni zrobili to był istny „Powrót syna marnotrawnego” – pierwsza akcja i od razu gol. Sprawcą całego zamieszania był Miszczyk – czołowy napastnik Canarinhios.
W dalszej części partii, widać było, iż Meksykanie poczuli nóż w swych plecach. Stracili drugą bramkę, nie wykorzystali rzutu karnego – jednym zdaniem było jak „z Ekwadorem”. Brazylia pewnie wygrała 2:0 i czekała na wynik drugiego półfinału…
Polska podejmowała Holandię – zapowiadał się naprawdę ciekawy mecz. Piłkarze byli uśmiechnięci, podczas rozmowy ze mną sporo żartowali, ale dało się wyczuć adrenalinę. Na jednych i drugich ciężyła ogromna presja – Polacy grali przed własną publicznością, natomiast Holendrzy zapłacili sporo za autokar…
Mazurek Dąbrowskiego tym razem nie wzbudził kontrowersji – śpiewany przez zawodników, oraz kibiców brzmiał wyjątkowo normalnie. Hymnu Holandii nie znam, ale nikt się nie krzywił, więc myślę, że również wypadł dobrze.
Sam mecz był równie pasjonujący co „Moda na sukces”, z tą różnicą, że wszyscy wiedzieli o co chodzi. Zaczęło się od „szmaty”, którą zaliczył holenderski bramkarz. Drużyna jednak poczuła wolę walki i straty zostały odrobione. Mnóstwo walki ( oczywiście w przenośnym tego słowa znaczeniu ), strzałów, podań i innych piłkarskich sztuczek, sprawiło, iż był to najciekawszy mecz mistrzostw. Ostatecznie Polska wygrała 4:2 i spokojnie przygotowywała się do finału…
W przerwach między meczami można było podziwiać kuso ubrane czirliderki, kupić coś do picia, a nawet porozmawiać z zawodnikami. To było prawdziwe piłkarskie święto, a zarazem pierwsza impreza sportowa, która odbyła się bez nadzoru Centralnego Biura Antykorupcyjnego.
Mecz o 3 miejsce, popularnie nazywanym Małym Finałem, również nie zawiódł publiki. W regulaminowych 20 minutach obejrzeliśmy dwie bramki, spotkanie zakończyło się remisem, więc o wyniku zadecydował konkurs „jedenastek”. Do wyłonienia zwycięscy potrzebne były, aż dwie serie. Ostatecznie po fantastycznym strzale Łukasza Bałosa, Meksyk sięgnął po brązowy medal. Holandia odjechała z niczym…
Finał miał być wielkim tryumfem naszej narodowej reprezentacji. Mówiło się w kuluarach, że Polska jest mocniejsza niż za czasów Bońka i reszty. Kapitan Gabzdyl miał poprowadzić drużynę do zwycięstwa…
W tym momencie pozwolę sobie na zacytowanie mego wielkiego autorytetu, mianowicie Dariusza Szpakowskiego: „Zawodnicy zostawili na boisku płuca”. Mecz był efektowny, ale niestety nieefektywny. Gdy wszyscy szykowali się na kolejny konkurs rzutów karnych, a kto wie może powtórkę z Jerzego Dudka, Przemysław Borowian strzelił gola. Na 17 sekund przed końcem meczu, zapewnił sobie dożywotnią chwałę, oraz gigantyczną premię.
Polacy, a także Wszechpolacy byli załamani. Wielka okazja na sięgnięcie po Puchar Świata została stracona. Udekorowanie Brazylijczyków, oraz rundę honorową wokół boiska oglądali w ciszy. Pożegnali się z przeciwnikami, kibicami i w ciszy osunęli się w cień…
Mistrzostwa Świata Pogwizdów 2007 z pewnością przejdą do historii. Była to fantastycznie zorganizowana impreza, obfitująca w wiele monumentalnych piłkarskich momentów, oraz niebagatelną liczbę pięknych kobiet. Choćby dla tego powodu, nie żałuję, że mogłem tam być. Surrealistyczne acz miłe…

Data:

 kwiecień 2007

Podpis:

 Constantine11

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=32653

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl