DRUKUJ

 

Samba de... i co tu wkleić?

Publikacja:

 07-01-16

Autor:

 Constantine11
Spędzenie karnawału w Rio – kilkadziesiąt tysięcy złotych ( liczymy oczywiście na maximum wrażeń – I klasa, śniadanie mistrzów itp. ). Wrażenia wywiezione z Brazylii – bezcenne ( za wszystko inne możesz zapłacić kartą Visa bla bla bla…).
Dorosły człowiek z pewnością byłby bardzo zadowolony, gdyby dane mu było przeżyć taką przygodę. Codzienne kontakty z szefem/płacenie rachunków/robienie zakupów ( niepotrzebne skreślić ), mogą doprowadzić do szału. Sylwester w najbardziej rozrywkowym mieście świata byłby idealną od tego odskocznią.
Młodzież, choć rachunków jeszcze płacić nie musi ( chyba, że za komórkę, ale to się nie liczy ), również dałaby wszystko za taki wyjazd. Jednak czy wszyscy?
Podczas tygodniowego wywiadu na temat „Jak młodzież rozumie pojęcie karnawału?”, wyodrębniły się trzy ( 3 ) grupy i to właśnie na nich skupię swoją analizę.

GRUPA I, KUJONKI
Krótka charakterystyka: są to osoby, dla których pojęcie „pała w dzienniku” jest równie obce, jak przedostanie się do jądra Ziemi dla Jurija Gagarina. Za nic nie da się ich wyciągnąć na „waksy” ( tzw. przymusowy, najczęściej jednodniowy, urlop od zajęć lekcyjnych ), mimo iż idzie połowa klasy.
Najczęstsza odpowiedź na pytanie „Jak rozumiesz pojęcie karnawału?” brzmiała: „Karnawał wywodzi się z łacińskich słów carrus navalis i oznacza wóz w kształcie okrętu” ( pragnę zaznaczyć, że w szkole uczymy się tylko jednego języka i zapewniam was, że nie jest nim łacina, co najwyżej „łacina kuchenna”, ale to już w trakcie zajęć pozalekcyjnych ). Odpowiedź poprawna, trzeba uszanować, bo jak wiemy państwo mamy demokratyczne ( przynajmniej z nazwy ).

GRUPA II, ŚREDNI(A)KI
Zdecydowanie lwia część dzisiejszej młodzieży. Uczą się tzw. metodą na „trzi”, bo to je dobre, więc po co wyciągać na „5”? Na pytanie „Idziemy dzisiaj na waksy?”, najczęściej odpowiadają „ze mną jak z dzieckiem – za rączkę i na waksy!” Sprawiają wrażenie leniów, ale leniami nie są. I choć między nimi, a „kujonkami” jest Rów Mariacki różnicy, są fajną grupą, którą podobnie jak Europę, da się lubić.
Dla nich karnawał, to przede wszystkim okazja na organizację imprez, które w „zwykłym” roku rzadko dochodzą do skutku z braku przyczyny ( jak wiemy żeby istniał skutek ( w tym wypadku impreza ) musi pojawić się przyczyna ( w tym wypadku karnawał )). Owe balangi znacznie różnią się od typowych „wieśparty”, muzyka dochodzi rozmaita, demolowania mienia publicznego jeszcze nie stwierdzono, a ilości alkoholu są znikome.

GRUPA III, TWARDZI GRACZE
Mają doskonałą równowagę – co rok idealnie balansują między awansem do klasy wyższej, a widmem poprawki i ewentualnym „powtarzaniem materiału”. Wyznają zasadę, że jest wiele ciekawszych rzeczy, niż nauka. Na ogół są nieszkodliwi i są bardzo oddanymi kumplami.
Gdy zadałem pytanie przewodnie naszego artykuły, bez wahania odpowiadali pierwszym wersem, mało znanej rymowanki z czasów nauczania zintegrowanego, „w karnawale to są bale”. Oznacza to mniej więcej, że częstotliwość i natężenie balang jest porównywalne do zwykłej, przeciętnej normy, jednak ich „wartość” jest znacznie większa – skoro jest karnawał, to można się „ciekawiej zabawić”.

Jak widzimy skojarzenia z karnawałem to głównie ( a może tylko i wyłącznie? ) – imprezy, balangi, parties… No bo jak wiemy, zabawa rzecz potrzebna, a skoro okazja się nadarza – trzeba korzystać. Czy wy nie podnieślibyście 100zł z chodnika?

Data:

 grudzień 2006

Podpis:

 Constantine11

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=30223

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl