DRUKUJ

 

Ale kino!

Publikacja:

 06-12-28

Autor:

 Constantine11
Kurcze, jakby tu zacząć… Rozpoczynanie nie jest wcale taką prostą sprawą ( chyba, że chodzi o jedzenie, ale to się nie liczy ). Wstęp vel ekspozycja musi zawierać w sobie wszystkie najważniejsze informacje i do tego przedstawiać je nam w sposób ciekawy. A zresztą po co ja to piszę? I tak albo bardzo dobrze o tym wiecie i nie interesuje was czytanie tego samego po raz „enty”, albo jesteście po prostu nie znającymi się na „rzeczy” czytelnikami, którzy za swoje pieniądze ( w tym wypadku czas, ale jak powszechnie wiadomo, czas to też pieniądz ) chcą poczytać kawał dobrego tekstu. To ja może zacznę jeszcze raz…
24 edycja Międzynarodowego Festiwalu Filmów Młodego Widza Ale Kino! ( wiem, że troszkę przydługawa nazwa, ale rodziny, jak i opisywanych nazw się nie wybiera. Niemniej warto ją sobie zapamiętać, bo będzie jeszcze wykorzystywana w dalszej części ) odbyła się jak zwykle w Poznaniu, o niezwykłej dla festiwalu porze, bo w grudniu, a konkretnie od 10 – 16. Zwykle Poznań przeżywał oblężenie młodocianych kinomanów w czerwcu, ale jak to powiedział Ojciec Dyrektor Festiwalu, pan Jerzy Moszkowicz, było to spowodowane „oderwaniem” się od realizacji tegoż projektu jednego z głównych sponsorów, więc pan Jerzy, niczym muskularny Atlas, wziął na swe barki ciężar zdobycia większej ilości pieniędzy, a w dzisiejszych czasach jest to o wiele cięższe niż sklepienie niebieskie. Czyn zacny, dziękować!
W tym roku ( kiedy pisałem ten reportaż był jeszcze 2006 rok – to tak na marginesie ) Festiwal gościł aż 60 filmów z całego świata ( m.in.: z Niemiec, Finlandii, Holandii, zdarzył się cud i było 10 produkcji z Polski ( przepraszam, że tak ironicznie wyrażam się o polskim kinie, ale film „Ja wam pokaże” tak mi pokazał, że hej! )). Wszystkie oczywiście spełniały podstawowe wymaganie festiwalu, jakim jest prezentacja wartościowych filmów dla dzieci i młodzieży.
Filmy konkursowe, które miałem przyjemność oglądać, były na różnym poziomie, choć zawsze wyświetlane w tej samej sali, mianowicie w sali numer 2. I choć większość zakrawała na „ambitne kino wybitne” to mnie osobiście najbardziej uwiodły te proste, lekkie historyjki przeznaczone dla najmłodszej widowni ( w Polsce często o tym zapominamy, ale tak naprawdę w głębi duszy, każdy z nas chce pozostać dzieckiem, o czym dobitnie świadczy „Piotruś Pan” ). Spośród ciekawszych tytułów z czystym sercem mogę wymienić: „Viva Cuba” ( wspaniały, świetnie zrealizowany, komediopodobny film o przyjaźni ), „Konik Świętego Mikołaja” ( zabawne perypetie młodej Chinki, która musi odnaleźć się w nowym świecie jakim jest Holandia, osadzone w klimacie świąt Bożonarodzeniowych ) , „Opalowe marzenie” ( zwrócenie uwagi na odmienność jednostek, pokazane na tle motywu zmyślonych przyjaciół ) czy „Idź, zostań, stań się” ( epicka, trwająca dwie i pół godziny, opowieść o konflikcie religijnym ). Chcecie dowiedzieć się więcej o wyżej wymienionych filmach, łącznie z tym ile taśm poszło na realizacje i czy reżyser lubi Tokio Hotel? Jakby to powiedział śp. Lord Vader: „Use www.google.com, Luke”.
Pokuszę się również o chwilę szczerości, a także nieziemskiej odwagi i pokuszę się o wymienienie blamażów, niewypałów lub jak to teraz młodzież mówi szitów, 24 Międzynarodowego Festiwalu Filmów Młodego Widza Ale Kino!. Przykro mi to mówić, ale w czołówce tej niechybnej listy z pewnością pojawi się jedyny polski reprezentant w konkursie filmów aktorskich, czyli „Szatan z siódmej klasy” w reżyserii Kazimierza Tarnasa. Fatalnie się patrzyło na sztucznych niczym piersi Pameli Anderson aktorów, pałętających się bez celu w tym pseudomusicalu. I do tego ten bełkot, nieudolnie naśladujący filmowy dialog… Gdyby na imię mi było Kornel, a na nazwisko Makuszyński – poczułbym się urażony!
Do listy zażaleń dołączam również bodaj najkrótszy konkursowy film festiwalu ( dzięki Ci Boże! ) – „Marta i latający dziadek”. Szczerze to nawet nie wiem czym ta produkcja jest, oprócz tego, że pomyłką. Szczypta obyczaju, dwa listki komedii i garść melodramatu, to przepis nietrafiony, chyba, że chcemy zrobić coś w rodzaju zakalca. Jedyny plus, to sama Marta, szkoda tylko, że grająca ją aktorka, była taka młoda. Ale co tam – z biegiem czasu się „wyrobi”, a ja nie jestem jeszcze wcale taki stary!
Na koniec listy Wildst… tfu, co ja plotę?! Once again… Na koniec listy szitów poznańskiego Festiwalu, załapie się jeszcze estońska klapa, film pt.: „Ruudi”. Tak właściwie to było nawet dużo pozytywnych odczuć związanych z tym filmem innych uczestników, więc jak chcą wygłaszać pieśni pochwalne na temat tej produkcji, to niech sobie napiszą swój reportaż. W moim, nie ma miejsca na słowa uznania dla „Ruudi’ego”.
Oprócz filmów aktorskich, prezentowane były również filmy animowane. Miałem przyjemność obejrzeć tylko jeden ( ze względu na napięty plan ) i muszę przyznać, że tego nie żałuję ( w przeciwieństwie do Eweliny Flinty, ale tej, o ile mnie oczywiście pamięć nie myli, chodziło o zupełnie coś innego ). „Azur i Asmar” w reżyserii Michel’a Ocelota ( czytaj Oselo i nie śmiej się z pisowni nazwiska tego pana! ) to opowieść o braterskiej miłości, wyprodukowana we Francji, czyli ojczyźnie wielkiego muzyka Jean Michel Jarre’a, autora takich wspaniałych płyt jak Oxygene, Equinoxe, Zoolool… przepraszam, rozpędziłem się troszkę… Wracając do tematu: akcja „Azura i Asmara” rozgrywa się bodaj w Maroku ( ale głowy sobie uciąć za to nie dam! ), co jak na produkcję francuskiego pochodzenia specjalnie nie dziwi – jak wiemy z historii ( hehe, przypomniało mi się fajne stwierdzenie, które padło niegdyś z ust Alexandra Dumas, stworzyciela Trzech Muszkieterów,: „Historię można zgwałcić, pod warunkiem, że zrobi się jej dziecko” ) Maroko było podporządkowane Francji czy coś takiego. Ogólnie to da się wyczuć w tym filmie, iż akcja nie dzieje się w Europie, chociażby ze względu na odmienną kolorystykę obrazu czy inne od naszych poglądy na niektóre sprawy.
W trakcie 24 Międzynarodowego Festiwalu Filmów Młodego Widza Ale Kino!, filmy można było oglądać nie tylko w trakcie pokazów konkursowych, ale również podczas innych bloków. „Ale Kino z piłką”, co może was nieco zaskoczyć, prezentowało filmy o tematyce piłkarskiej, ale nadal poruszające problemy naszych rówieśników. Np.: film pt.: „Pomarańczowy” ukazywał sylwetkę chłopca, który utracił nie tylko ojca, ale przede wszystkim najlepszego przyjaciela oraz trenera. Historia smutna, zrobiona zręcznie i ze smakiem. Jak wiadomo Polacy znają się na czterech rzeczach: piłce nożnej, polityce, skokach narciarskich ( to w zimie ) oraz ostatnio również Formule 1, toteż frekwencja podczas seansów była wysoka. Dodatkową atrakcją była obecność piłkarzy Lecha Poznań, którzy najpierw oglądali film ( niby mówili, że ciekawy, ale zawsze się tak mówi ), a później meldowali się w specjalnym boksie i rozdawali autografy rozentuzjazmowanej dzieciarni. Raz ja też próbowałem dopchać się po podpisik, zwłaszcza że można by go opchnąć na Allegro po całkiem znośnej cenie, ale szybko zrezygnowałem( mała strata, zresztą i tak nie widziałem od kogo ten autograf… ).
Filmy można było obejrzeć również w ramach „Panoramy”, ale nie byłem na żadnym seansie, więc specjalnie nie wiem o co tam chodziło, zwłaszcza że filmów tam prezentowanych nie można było pogrupować w jakieś widoczne grupy. Jedno wiem na pewno – nie były to odcinki programu informacyjnego, prezentowanego na TVP 2 codziennie o 22:30 ( chyba, że jest mecz ). Chociaż, kto wie…
Festiwal Młodego Widza Ale kino! to nie tylko bezczynne siedzenie w fotelu kinowym i objadanie się piekielnie drogim popcornem ( opcjonalnie Nachosami, ale to rzadziej ) zapijanym Coca-colą, ale także okazja do spotkania i co najważniejsze porozmawiania z twórcami prezentowanych filmów. 24 edycja gościła wiele znamienitości: Dorotę Kędzierzawską, której „Jestem” był prezentowany podczas gali zamknięcia ( dodatkowo pani Dorota otrzymała Platynowe Koziołki, czyli nagrodę specjalną dla twórcy, który jakoś szczególnie wyróżnił się w dziecięcej kinematografii ), przedstawicieli Telewizji Polskiej i ZigZapa ( patroni medialni ), prezentera Teleranka ( mój wujek, który razem ze mną był na festiwalu, raz, oczywiście niechcący, zasłonił im światło! Ładny szpan! ), a także wiele reżyserów i aktorów, wśród których był pan Christian Schwochow, czyli reżyser „Marty i latającego dziadka”, a także odtwórczyni jednej z głównych ról w filmie „Szatan z siódmej klasy”. Filmy jak wcześniej wspomniałem kiepskie, ale zawsze to jakaś atrakcja jest. Dodatkowo, mam nieodparte wrażenie, że na jednym z seansów widziałem pewną panią w czerwonym…
Jednak nie tylko VIPy i przedstawiciele mediów mogli cieszyć się specjalnymi przywilejami, darmowymi biletami, oraz przyjemnością noszenia specjalnych plakiet. Każdy szanujący się festiwal, również ten, ma swoje JURY. W tym roku ( po raz kolejny podkreślam, iż w trakcie pisania tegoż reportażu ciągle mamy 2006 rok ) mieliśmy, aż trzy grupy jurorów: jury profesjonalne, jury młodzieżowe, a także jury kanału ZigZap.
Przewodnicząca najważniejszego jury ( nie ukrywajmy tego ), czyli jury profesjonalnego, była pani Firdoze Bulbulia – reżyserka, producentka, pedagog z Republiki Południowej Afryki ( kawał drogi ), a także wiceprzewodnicząca CIFEJ (International Center Of Films For Children And Young People). Towarzyszyli jej Florence Dupont ( członek zarządu ECFA – European Children’s Film Associaton ), Steven de Jong ( reżyser i scenarzysta z Holandii ), Katarina Minichova ( scenarzystka pochodząca ze Słowancji ), a także Polak, aktor Lesław Żurek, który w ostatniej chwili zastąpił Jana Komasę. Ich decyzją główna nagroda przypadła filmowi „Opalowe marzenie”, druga nagroda „Konikowi Świętego Mikołaja”, a trzecia „Idź, zobacz, stań się”.
Drugim jury, które oceniało filmy podczas 24 Międzynarodowego Festiwalu Filmów Młodego Widza Ale Kino! było jury dziecięce. Szczerze powiedziawszy, nie mam pojęcia na jakiej zasadzie kwalifikowano doń członków, ale wiem jedno – wszyscy byli z Poznania. Skład: Zofia Cabaj, Jan Karol Cofta, Jakub Depczyński, Karolina Dorna, Marta Drozdowska, Olga Drozdowska, Natalia Jakubowska, Krzysztof Kiwerski, Stanisław Pawlak, Marcin Starosta, Marta Tomczak i Michał Wylęgała. Oni swą statuetkę przyznali filmowi „Viva Cuba”.
Jury ZigZapa, złożone z laureatów konkursu scenariuszowego organizowanego przez tę właśnie telewizję, miało zgoła inne zadanie ( które podobnie jak Lech, wykonali ) – wybór najlepszego aktora. Członkami byli: Taida Kamińska ( laureatka I miejsca ), Przemek Michrowski ( laureat II miejsca ) oraz Kuba Dobroszek ( skąd ja znam tego pana :P ), który jest nie tylko laureatem III miejsca tegorocznej edycji tego konkursu, ale również zwycięzcą zeszłorocznej edycji. Na podstawie jego scenariusza powstał film „Maks i Filip”, który został wyświetlony w tym roku na specjalnym pokazie „Moja przygoda z filmem”. Dodatkowo Kuba, na razie niezależnie, zajmuje się reżyserowaniem filmów ( „Złodzieje Czasu”, „Początek Złodziei Czasu” ). Decyzją tego jury, statuetkę otrzymała para aktorów Malù Tarrau Broche i Jorgito Milò ( „Viva Cuba” ), a po raz pierwszy przyznane wyróżnienie specjalne – Ebbie Tam ( „Konik Świętego Mikołaja” ).
No cóż… z całą pewnością zabrzmi to cholernie banalnie, ale festiwal naprawdę był udany i ciekawy. To co napiszę teraz będzie jeszcze banalniejsze, ale już trudno ( zostańmy już przy tym kiczowato-sentymentalnym tonie ) – szkoda, że Festiwal Filmów Młodego Widza Ale Kino! odbywa się tylko raz w roku. Cóż… DO SIEGO ROKU!!!

Data:

 Grudzień 2006

Podpis:

 Constantine11

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=29816

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl