DRUKUJ

 

niebieskie szyby

Publikacja:

 05-12-26

Autor:

 morning tea
Bezchmurna nieskończoność zimowego nieba opisała się w jednym kolorze, który odbił się od szyb pewnego warszawskiego budynku. To odbicie pozwoliło ukryć całe wnętrze mieszkań: przykurzony żyrandol w salonie lokalu numer czternaście, koronkową serwetę na stole przy oknie i regały pełne książek… Wszystko schowało się pod cienką, lecz zapewniającą bezpieczeństwo powierzchnią.
Schował się także mieszkaniec. Z kubkiem gorącej herbaty stał w drzwiach salonu, patrząc się pustym wzrokiem na okno. Nie podchodził.
Po drugiej stronie młoda kobieta - w zasadzie dziewczyna jeszcze – tupiąc dla rozgrzania jesiennymi botkami o śnieg patrzyła w szybę, chcąc z niej odgadnąć wnętrze. Bo, choć miło byłoby odwiedzić osobnika spod czternastki, to ryzykować bezcelowe chodzenie z zakupami trzy piętra po schodach? Przecież nie warto.
Zwierciadło przestworzy było jednak zimne i nieprzystępne. Lodowato czyste, mroźnie ewidentne. Zdawałoby się, że bez tajemnic i drugiego dna. Załamania tafli bez skazy powodowały tylko refleksy promieni słonecznych, równie mroźnych w odbiorze, co i ona sama.
Ciemne włosy dziewczyny rozwiewał porywisty, mroźny wiatr, siatki z zakupami robiły się coraz cięższe. „Nikogo nie ma” – zdecydowała z ukłuciem żalu, nie dostrzegłszy ostatecznie żadnej oznaki obecności człowieka w obserwowanym mieszkaniu. Najmniejszego ruchu, światła, nic... – „A nawet jeśli, to chyba chce być sam.” – dorzuciła smutno.
I poszła dalej, przyspieszając kroku. Musiała przecież zdążyć na przystanek – autobus odjeżdżał za cztery minuty a na opóźnienia nie ma co liczyć... Wtuliła zmarznięty podbródek w szalik i pomaszerowała śliskim, oblodzonym chodnikiem. Ignorowała małe krople zawodu, które rodziły się w kącikach oczu. Czerwono-żółty pojazd przystawał właśnie, gotów ją zabrać. Podbiegła, wsiadła.
Szyba nadal separowała i ukrywała, jak lojalna przyjaciółka. A człowiek wiedział, że jeśli do niej podejdzie, to zarysem swojego ciała, unoszącą się z kubka w powietrze parą i swoim spojrzeniem zburzy szklaną palisadę...
Odwrócił się i wszedł do kuchni. Zagotować wodę na kolejną herbatę.

Zostałam sama, więc piszę długie listy
Pieniędzy nie mam, zbyt mało jeszcze wiem
Poznaję dużo słów, rozumiem prawie wszystko
A świat wygląda, jakby był za szkłem…*



*fragment piosenki „Szyba” z musicalu „Metro”.

Data:

 zimą

Podpis:

 morning tea

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=21383

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl