DRUKUJ

 

DZYŃ, DZYŃ....

Publikacja:

 03-06-10

Autor:

 maciek
Dwadzieścia sześć gwiazdek zawirowało na przeraźliwie niebieskim ekranie telewizora. Nie były jednak w stanie dotrzeć do świadomości pulchnego jegomościa szczelnie zawiniętego w plastykową kołdrę. Dopiero piskliwy dźwięk sygnału porannych wiadomości zmusił go do oszczędnego otwarcia lewego oka.
-Cholery można dostać – mruknął podnosząc się ciężko. Od czasu usunięcia wyłącznika w domowym telewizorze, faktycznie nie ma rano spokoju.
-Hmm, chociaż naprawy są za darmo – coraz rozpaczliwiej starał się zebrać okruchy dobrego humoru.
Wstał i chwiejnym krokiem podszedł do choinki. Światełka, bombki i aromat identyczny z naturalnym sprawiły, że uśmiechnął się leciutko, chociaż może mu się tylko zdawało... Zbliżając się do wielkiej bomby dyndającej wesoło tuż koło jego głowy wyszczerzył zęby jakby sprawdzając, czy nadszedł już czas ablucji. Prawdopodobnie stwierdził, że nie jest to jeszcze konieczne i zaczął ubierać się niemrawo. Miła buzia z ekranu zajmującego prawie połowę ściany wyjawiła dzisiejszą datę i pogrążyła się w potoku słów, które znaczą coś pewnie, jeżeli ktoś ma tyle sił, żeby ich słuchać.
-24-ty ? To dzisiaj ? -dalej wymamrotał coś bez związku i podreptał do łazienki.
-Mikuś, wstałeś już ? – głos żony był bardziej odświętny, ale dałby się nabić na tę ogromną choinkę w pokoju, że zaraz zapyta czy wypije kawę ....
-Wypijesz kawę kochanie ?
-Wiesz przecież, że już w zeszłym tygodniu przekroczyłem limit ! – te cholerne badania wykryją każdą dawkę niezdrowych używek ponad przydział.
-Ale nalej mi ! – rzucił szybko i zamknął się w łazience. Spojrzał porozumiewawczo w swoje własne odbicie i zaczął się golić. Minęły czasy kiedy pracował z długą brodą, czasami tylko sztukowaną watą.... Zresztą – wolał amatorstwo, miało to jakiś smak, którego nigdy później nie poczuł. Nie można powiedzieć, że nie było miło – owszem czasem jakieś dziecko pocałowało przez łzy, albo dało własny prezent. Ale to kiedyś. Teraz - rutyna. Od kiedy połączono obchody Dnia Europy ze świętami i zmieniono ich nazwę na Święta Powszechnego Pogodzenia, ten jeden dzień w roku, który sprawiał mu tyle radości stał się szarą, zwykła pracą.
-Twoja kawa – dość zwalista kobieta w różowym poranniku postawiła na półce małą filiżankę.
-Tylko nie próbuj palić w domu. Wiesz jaki jest mandat za złamanie zakazu ?
Wytrąciła go z zamyślenia. Ze zdziwieniem stwierdził, że jest już ogolony. Przetarł twarz mokrym ręcznikiem i jednym haustem opróżnił dymiącą jeszcze przed chwilą filiżankę.
Przeszedł do swojego pokoju. Otworzył szafę i grzebał w niej nie wiedzieć po co, bo jak tylko by nie przekładał kolejnych ubrań – to i tak żadne z nich niczym się nie wyróżniało. Gruby niebieski płaszcz z białym kołnierzem ze sztucznego tworzywa. Przypominało to trochę jego dawny kożuch, który schował szczelnie za starym koszem z ogromna ilością szpargałów. W prawdzie powinien go oddać jako niepoprawny relikt wyzysku zwierząt, ale tyle razem przeszli, że warto było zaryzykować.
Sporo wysiłku kosztowało go odsunięcie kosza i wyszarpywanie po trochu starego płaszcza. Pprezentował się znakomicie. Mimo kurzu i brudu przebłyskiwała w nim jakaś iskierka uczuć, które kiedyś wywoływał.
-Masz wiadomość, masz wiadomość – sztuczny głos komputera informował o poczcie elektronicznej.
Mikołaj podszedł do monitora i odczytał informację o strajku Miłych Mikołajów jak według europejskich standardów nazywa się jego profesja.
-Strajk w święta ? Nie uwierzę – jeszcze raz przeczytał wiadomość, po czym wydrukował ją jakby na potwierdzenie.
Ostatnie zdanie brzmiało: “...jednocześnie przypominamy, że Parlament Europejski zatwierdził ustawę o łamistrajkach, która naraża Pana na poważne konsekwencje w przypadku nie przystąpienia do protestu...”. Dalej jakieś podpisy i pieczątki.
-No pięknie – usiadł na krzesło aż skrzypnęło. Jeżeli przyjdzie do pracy to go wyrzucą.
Szybkim ruchem wziął pod pachę niebieski płaszcz Miłego Mikołaja i poszedł do pokoju z telewizorem. Wiadomości podawały, że jest jeszcze szansa bowiem właśnie trwają negocjacje komisji sześciorzędowej z połączonymi komitetami związkowymi. Siedział prawie pół dnia przez ekranem czekając na jakieś zmiany. Komunikat o nowym układzie zbiorowym nadszedł dopiero około 18:30.
-Dzyń dzyń. Tu Miły Mikołaj. Są tu grzeczne dzieci - według procedury nie wolno pytać o nic co mogłoby popsuć dobry nastrój dzieci. Nie czekając na reakcję wyciągnął legitymację oznaczającą koncesję na działalność ze zdjęciem i numerem.
-Jesteś kobietą ?– pytanie pryszczatego wyrostka zdawało się mieć jakieś mniej beztroskie tło.
-Nie - mruknął słabo. - Nie – powtórzył trochę głośniej. Nie było się co wychylać - i tak ledwo wmieścił się w ustalenia komisarza ds. równości. Rasowe, seksualne, wyznaniowe i płciowe limity nie pozwalają zbyt wielu białym mężczyzną na wykonywanie tego zawodu.
-Złożyłem podanie o maszynkę do tatuażu – pryszczaty nie odstępował go na krok.
-Mam dla was prezenty ! – Mikołaj wszedł dalej i usiadłszy na kanapie zaczął rozwiązywać worek.
Najpierw, zgodnie z instrukcją wręczył każdemu z domowników małą błękitną książeczkę – to jest zbiór praw człowieka, obywatela i Europejczyka. Zgodnie odśpiewali unijny hymn a Mikołaj ani przez chwilę nie dał po sobie poznać, że głos młodzieńca trapiony jest mutacją. Cale zamieszanie pozwoliło Miłemu wyszperać tę przeklętą maszynkę do tatuażu, figurki złotego cielaczka – herbu unii dla rodziców i okrągłego pojemniczka wypełnionego wodą z małym domkiem po środku, który obsypywany jest śniegiem przy każdym poruszeniu zabawką. Nie mógł tylko odszukać dziecka, które złożyło podanie o coś tak niemądrego.
-Ty jesteś Świętym Mikołajem – mała dziewczynka powiedziała to z taką łatwością z jaką dorosłym przychodziło ględzenie o nowych zasiłkach.
-Nie, ja jestem Miłym Mikołajem – sprostował po krótkiej chwili konsternacji. Rodzice też nie bardzo wiedzieli co mają powiedzieć. Ojciec zaczął gładzić się po łysej potylicy, a matka chichocząc nerwowo poprawiała cały czas fałdy na obrusie.
-Nie, ja widziałam cię w takiej starej książce Ty dajesz dzieciom prezenty i to jest Boże Narodzenie !
Nastała krępująca cisza. Matka wytrwale gładziła stół, a dalszy masaż głowy ojca groził podrażnieniem naskórka.
-Zrobię sobie tę czachę i błyskawicę ! – chudzielec o okropnej twarzy uratował sytuację.
Miły Mikołaj wstał, pożegnał się i wyszedł na ulicę. Mroźne powietrze kłuło płuca, a płatki śniegu topiły się na jego pulchnych policzkach. Tak – były takie książki, i były takie Święta.
Urzędnik państwowy numer 5982093 pełniący obowiązki Miłego Mikołaja podążył szybkim krokiem w stronę samochodu. Trochę za szybkim zważywszy grubą warstwę lodu i śniegu po którym stąpał. Ale może nie był to już ten sam pracownik Urzędu Powszechnego Pogodzenia co jeszcze przed chwilą.
-Otrzymałem zgłoszenie o nielegalnej pracy Mikołaja. Przejmij sprawę – głos w radiostacji zdawał się być trochę znużony.
-Przyjąłem – policjant włączył sygnał i skierował się w kierunku punktu błyskającego na świetlnej tablicy pokładowego komputera.
W tym czasie z okien domów przy długiej bezbarwnej ulicy można było zobaczyć postać ubraną w nieco przybrudzony, czerwony kubrak z baranim kołnierzem, w wielkiej czapce i z ogromnym workiem prezentów. Gdyby ktoś stał bliżej usłyszałby na pewno także dźwięk dzwonka i jakąś nieznaną piosenkę. Na drugim końcu ulicy stało dwóch policjantów ze służby socjalnej i wypatrywało nielegalnego pracownika.
W podrapanej kamienicy, za pomalowanymi mrozem szybami okna siedziała mała dziewczynka.
-Wiesz mamo, że jemu się nic nie stanie, i że nikt go nie złapie ? –Bo on ma takie sanie i wielkie, te, no,... takie psy z rogami, które go ciągną nawet w powietrzu.
-Wiem kochanie - kobieta objęła dziecko.
Czerwona postać z ogromną białą brodą zniknęła już za rogiem ulicy, a światełka na choince zaczęły mrugać jakoś inaczej niż zwykle.

KONIEC

Data:

 Grudzień 1998

Podpis:

 Maciej Ciesiółka

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=128

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl