http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
51

Bajka

Autor płaci:
4

  Po wielu latach postanowiłem wrócić tu. Mam mieszane uczucia, bo w dzisiejszych czasach nikt nie czyta długich opowiadań. No ale warto spróbować.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W listopadzie nagrodą jest książka
Podpalaczka
Stephen King
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Bajka

Po wielu latach postanowiłem wrócić tu. Mam mieszane uczucia, bo w dzisiejszych czasach nikt nie czyta długich opowiadań. No ale warto spróbować.

Legenda o Lerharze Smokobójcy

Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy?

Miłość z internetu - cz. XVII trzy zabawy

nie czytaj jeżeli zabawy erotyczne cię nie interesują. Z pewnością nigdy tego wszystkiego nie doznasz.

Miłość z internetu cz. XVI - sex panów

zabawa pomiędzy dwoma facetami

Miłość z internetu - czytaj kolejne części

XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

Boska J. - (W cztery strony świata)

Powieść jest nie tylko opowieścią o niespełnionej i tragicznej miłości dwóch kobiet, ale podróżą filozoficzną; próbą zrozumienia, umiejscowienia się w świecie i sprostania uczuciom, które nie dają za wygraną, mimo upływającego czasu.

Nie :-( Święta!

Obok Johna McClane'a, łysawego gościa bez butów, w brudnych spodniach i podartym podkoszulku, usiadł Czerwony Kapturek... Z "życzeniami". ..

Miłość wyborna

Wybebeszę to z Ciebie stanowczo, metodycznie...

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1474
użytkowników.

Gości:
1473
Zalogowanych:
1
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 81294

81294

Szczęśliwe zakończenie

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
20-01-03

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Edukacja/Psychologia/Inne
Rozmiar
33 kb
Czytane
556
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
20-01-29

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: mesue Podpis: MESUE
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
miłość, przestroga, znaki na niebie, szczęśliwy koniec

Opublikowany w:

opowiadnia.pl

Szczęśliwe zakończenie

- Historia ta zdarzyła się w małym miasteczku Kalinowo. Na końcu miasteczka stał dom kryty strzechą. Nieco dalej od domu stała kuźnia, w której pracował Lesław. Kowalstwo przejął po swoim ojcu. Mając dwadzieścia dwa lata ożenił się z Zofką, z dziewczyną z odległej wioski, która po roku czasu powiła mu syna. Nadano mu imię Milan. Rodzina żyła szczęśliwie i dostatnio. Milan rósł ku uciesz swoich rodziców. Miał cztery lata kiedy Zofka zachorowała na suchoty. Zmarła po roku czasu. Lesław został sam z synem. Trudno mu było dzielić czas na pracę i na pieczę nad synkiem. Rodzice Lesława dawno już odeszli z tego świata. Matka Zofki nie chciała zamieszkać z zięciem. Nie mając wsparcia w nikim radził sam z pracą i opieką nad synem. Kiedy szedł do pracy zbierał Milana do kuźni. Nie było to miejsce dla dziecka, ale i ostawić go samego w domu nie mógł. Codziennie ciut świt wychodzili z domu do kuźni i wracali do domu późnym wieczorem. Z kuźni Lesław niósł Milana na rękach. Zanosił go do jego izby, rozbierał i kładł do łóżka. Na koniec całował go w czoło i wychodził.
- Nie synku. Tak nie może być. Meczę ciebie i siebie. Pojedziemy do babci. Może coś zaradzi. – powiedział Lesław cicho.
- Kiedy tato? – zapytał Milan.
-Śpij synku. Jutro porozmawiamy o tym.
- Ktoś stuka ojcze do drzwi – powiedział Milan. Dobranoc ojcze.
Lesław wyszedł z izby i poszedł otworzyć drzwi.
- A witaj Cesławo. A cóż was do nas sprowadza droga sąsiadko i to o tak późnej porze?
- Byłam Lesławie wcześniej, ale was nie było. Lesławie nie pociągniesz tak długo. Dziecku trzeba opiekunki, tobie gospodyni.
- A na cóż mi gospodyni, kiedy sam sobie radzę.
- Chyba nie najlepiej?
- Ale radzę.
- Drogi Lesławie przyszłam do ciebie, bo mam kobietę, wdowę po Mościsławie. Z trudem ona wiąże koniec z końcem. Ma córkę w wieku Milana. Szuka zajęcia. Ona mogłaby poprowadzić ci dom i zaopiekować się Milanem. Odciążyłaby ciebie od spraw domowych, a ty zająłbyś się kuźnią. Zastanów się. Długo tak nie pociągniesz, a ona poprawi swój byt.
- Dobrze Cesławo zastanowię się. Jutro dam ci odpowiedź.
- Dobrze.
Kalina po śmierci męża została sama z córką Jadwinią. Nie było jej lekko. Najmowała się do różnych prac, aby utrzymać córkę i siebie. Dzięki pracy u kowala miałaby zapewniony byt dla siebie i dla córki. Kowal zgodził się. Cesława była zadowolona. Czym prędzej pobiegła do Kaliny i przekazała jej odpowiedź. Ta zaczęła pakować się.
- Spokojnie Kalino. Nie śpiesz się. Kowal powiedział, że przyjedzie po was w niedzielę. Musi wyszykować izby dla was.
- Dobrze Cesławo. Może to koniec moich kłopotów. Dobra z ciebie kobieta. Mam ser i jajka. Zapakuję ci.
- Dziękuję Kalino. Chętnie podjem twojego sera. Jest taki dobry, a i jajka przydadzą się. Do widzenia Kalino.
- Do widzenia Cesławo. Niech Boh da ci dużo zdrowia.
Kowal dotrzymał słowa i w niedzielę przyjechał po matkę i córkę. Kalina była dobrą i gospodarną kobietą. Potrafiła uwarzyć każdą strawę, tak, że kowal przytył na jej garnuszku. W domu było zawsze czysto. Milan zaprzyjaźnił się z Jadwinią. Latem biegali po łąkach, bawili się w sadzie, puszczali statki na rzece. Zimą chodzili po zaspach, siadali przy piecu i przekomarzali się. Przyrzekli sobie, że nigdy nie rozstaną się, a gdy jedno zagubi się, to drugie będzie szukać i czekać. Tak minęły dwa lata. W niedzielę Kalina położyła dzieci wcześniej niż zwykle. Sama zaś siadła w kuchni na przypiecku i czekała na Lesława. Była już bardzo późno kiedy Lesław wszedł do kuchni.
- Jeszcze nie śpicie? – zapytał.
- Nie Lesławie, czekam na ciebie. Pewnie jesteś zmęczony, siądź sobie, a ja tym czasem zagrzeję ci polewki.
- A mojemu Milanowi, niczego nie brakło dzisiaj?
- Wy tylko Milan i Milan. A i inni też wyglądają ciebie, kiedy wrócisz z pracy.
- A Milan gdzie? – zapytał kowal udając, że nie słyszał odpowiedzi.
- Mości Lesławie jest już późno, więc śpi. Pracowaliście długo i mocno strudzony jesteś. Podjedźcie sobie. Odpocznijcie.
- Później. Teraz idę obaczyć Milana.
Kalina zagrzewała polewkę.
- Poszedł. On nawet mnie nie widzi. Uśmiecham się, a on tylko myśli o nim.
- Tak słodko śpi mój aniołek – powiedział, kiedy wrócił z sypialni syna.
- Tak. Zjedzcie polewki, bo stygnie,
- Wy też idźcie spać. Czas na was. Jutro kiedy świt zaczynam pracę. Wy ostaniecie z Milanem. Nie czekajcie na mnie jutro, bo też późno wrócę.
- Skoro świt idę do kuźni i w nocy z niej wrócę. Nie ma potrzeby, żebyś i ty nie spała.
- Dlaczego tak ciężko pracujecie? Wszak nie braknie wam grosza.
- W pracy zapominam o Zofce.
- Jeszcze ją wspominacie?
- Nie mogę zapomnieć. Miłuję ją, choć odeszła do zaświatów. Idźcie spać. Trochę jeszcze posiedzę. Jutro skończę robotę dla władyki, to pojutrze odpocznę. W kuźni zostawię Kojka, a sam pobędę z Milanem. Co prawda to terminator, ale już zna się na rzeczy i wie co ma robić.. Dobrej nocy Kalino.
- Dobranoc Lesławie.
Odchodziła powoli, jakby w nadziei, że jeszcze ją zawoła, że zatrzyma, ale Lesław zapalił fajkę i pogrążył się we wspomnieniach. Od chwili śmierci jego umiłowanej żony upłynęło prawie trzy lata, ale dla niego to jakby było wczoraj. Czas złagodził ból, ale go nie wyeliminował. Przed cierpieniem uciekł w pracę. Zapewnił Milanowi opiekę, ale zastanawiał się, czy dobrze zrobił.
- Może uciekałem i od syna, który przypomina tak bardzo mi Zofkę. Może nie powinienem tyle czasu poświęcać dla pracy, dziecko też mnie potrzebuje. Jest przecież jeszcze mały. Kalina to dobra kobieta, ale jednak nie matka. Za bardzo skoncentrowałem się na sobie, a za mało na Milanie. Było mi wygodnie całą opieką obarczyć Kalinę, ale on potrzebuje ojca. W rozpaczy nie pomyślałem o nim. Gdyby żyła Zofka, inaczej wszystko byłoby, a tak nie ogarniam tego wszystkiego sam.
- Tato! Tato!
- Milan mnie woła. Biegnę synku.
- Tato! Tato!
- Co się stało?
- Śnił mi się potwór. On szedł, aby mnie połknąć.
- To tylko sen synku. Śpij, moje dziecko.
- Połóż się przy mnie.
Lesław przytulił swojego synka i pocałował w policzek. Kocham cię Milanie. Teraz już nie będę długo siedział w kuźni i będę więcej czasu spędzał z tobą. Pojadę po babcię. Może zamieszka z nami, a Kalinę odprawię.
- Chcę jechać z tobą.
-Dobrze. Pojedziemy w niedzielę. Śpij synku.
Kalina podsłuchała rozmowę kowala z synem. Przestraszyła się. Wiedziała, że kowal bardzo rzadko wyjeżdżał z Milanem z domu, a jeszcze rzadziej jeździł do swojej teściowej. Teraz chce ją przywieźć do domu, aby zaopiekowała się Milanem. To by znaczył, że ona zostanie odprawiona. Inne miała ona plany. Zaczekała aż kowal zaśnie, ubrała się i wyszła z domu.
Dotarła do chaty Rzepichy i zapukała
- Wejdź. Z czym do mnie przychodzisz kobieto?
- Służę kowalowi już prawie dwa lata. Dobry z niego człowiek, ale nawet nie spojrzy na mnie. Teraz chce jechać po swoją teściową, aby zajęła się domem i jego synem, a mnie odprawić.
- Co chcesz osiągnąć?
- Żeby spojrzał na mnie inaczej niż jak na gosposię.
- Miłujesz go?
- Tak.
- Wiesz, że czary mogą obrócić się przeciwko tobie?
- Nie. Chcę go poślubić.
- A on?
- Po śmierci żony zamknął się.. Mnie nie widzi. Martwi się tylko o syna.
- Zaczekaj. Ostrzegam ciebie po raz drugi, że czary mogą źle skończyć się dla ciebie. Czy chcesz dalej czarami zdobyć jego miłość?
- Chce być kowalową.
- Zrobię miksturę na miłość. Dolej mu do napoju, tylko bacz, żeby to było o zachodzie słońca, bo inaczej będzie działać odwrotnie. Co dzień dolewaj mu po trzy krople do herbaty przez sześć dni, a obiecuję, że wzroku od ciebie nie oderwie.
- Dziękuję, ale jak go zatrzymać w domu, żeby nie jechał do teściowej. Kiedy ją przywiezie, to będę musiała odejść.
- I na to zaradzę, ale to niebezpieczna sprawa i trochę kosztuje.
- Ile babo?
- Masz córkę. Oddaj mi ją na początek na rok. Będzie pod moją pieczą. Smutno mi samej, a i nie mam komu przekazać swego rzemiosła.
- Nie.
- To nic ci nic nie dam.
- Przez rok wszystko może się wydarzyć. Uwolnię się od wiedźmy. A toć mi nie powie, a muszę zatrzymać kowala – pomyślała Kalina.
- To jak? zgadzasz się?
- Tak.
- Masz tu konopie. W konopie spleć włos kowala i spal nad świecą. Tedy i nie pojedzie do teściowej, a ostanie w domu. Córkę przyprowadź po swoim ślubie, a bacz, żeby nie później, bo zemszczę się.
- Dobrze. Dziękuję. Dobranoc
- Dobranoc.
Dni minęły szybko i w końcu przyszła niedziela. Wczesnym rankiem kowal zbudził Milana.
- Milanie już czas. Droga daleka wstawaj synku. Jedziemy do babci. Kalina już przygotowała śniadanie.
- Jeszcze ciemno tatko.
- Droga daleka, to i wcześniej trzeba jechać. Nie ociągaj się. Czekam na ciebie w kuchni.
- Siadajcie kowalu. Przed drogą trzeba się posilić – powiedziała słodko.
- A wy nie zjecie z nami?
- Nie. Przygotuję wam coś na drogę.
- Dziękuję Kalino. Dobra z ciebie kobieta.
- Staram się.
Po śniadaniu kowal wyszedł zaprzęgać bryczkę. Milan został w domu. Cieszył się z wyjazdu, gdyż dawno nie widział swojej babci. Kręcił się i wiercił aż w końcu zrzucił kubek z herbatą, przygotowany dla jego ojca. I tym rozzłościł Kalinę.
- Nie widzisz gamoniu że na stole stoi herbata. Kto teraz posprząta. Twój ojciec nie wypił herbaty, a może jak przyjdzie będzie miał ochotę i ci wtedy – wrzasnęła Kalina.
- Kalino co się stało?
- Twój kubek z herbatą upadł za sprawą Milana na podłogę i potłukł. się.
- Kalino nie ma cię martwić. W zasadzie nie mam ochoty na herbatę. Milanie gotów?
- Tak tatko.
- No to w drogę. Przyjedziemy jutro. Kojko ostanie w kuźni, a wy przypilnujcie domostwa. Do jutra Kalino.
Wsiedli do bryczki i odjechali. Ledwo parę mil przejechali, gdy nagle trach i bryczka stanęła. Niebezpiecznie przechyliła się na prawa stronę. Kowal wysiadł z bryczki
- Ośka. Pękła? Wysiadaj Milanie. Jakże się to stało? Wczoraj sprawdzałem i wszystko było w porządku. Nie rozumiem. Milanie musimy odłożyć wyjazd. Naprawienie zajmie trochę czasu. Dobrze, że niedaleko od domu, a to wrócimy piechotą.
- Dobrze tato – odpowiedział zasmucony Milan.
Wrócili do domu ku uciesze Kaliny.
- Wiedźma dała dobrą radę – pomyślała Kalina. Przykro, doprawdy przykro mi, że nie pojedziecie, a toć mały tak się cieszył, że zobaczy babcię – dodała głośno.
- Widać nie sądzone nam dzisiaj jechać, a może to i znak Pieruna, abyśmy w domu ostali. Milanie ostań z Kaliną i Jadwinią, a ja tym czasem bryczkę z Bolkiem przyciągniemy do kuźni i naprawimy.
Wieczór był kiedy Lesław wrócił do domu. Poszedł do syna i obiecał mu, że do babci wybiorą się w następną niedzielę. Dni mijają szybko i znowu nastała niedziela. Lesław wczesnym rankiem sprawdził bryczkę i stwierdził, że tym razem nic złego nie może się im przydarzyć. Wsiedli do bryczki i odjechali. Może ujechali ze 20 mil kiedy rozpętała się straszna burza. Wiatr wywrócił ich bryczkę tak, że ledwo uszli z życiem. Z trudem wrócili do domu.
Kalina widząc ich z daleka uśmiechnęła się
- Czary wiedzmy działają – rzekła szeptem, a głośno ubolewała nad tym, że ich plany znowu Perun zniweczył.
Milan siedział pod piecem i chlipał.
- Milanie nie płacz. Nie dzisiaj, to następnym razem pojedziemy. Mówię ci, że dojedziemy tam wcześniej, czy później.
- Tak tatko.
- Idź moje dziecko pobaw się z Jadwinią w ogródku, a ja tymczasem posiedzę sobie przy kominku i odpocznę. Do kuźni dzisiaj nie pójdę. Jak odpocznę pójdę do Lecha i pogadam z nim, a nóż on znajdzie radę, na te moje nieszczęścia.
- Może chcecie herbaty? – zapytała Kalina.
- A może i bym wypił Kalino.
Kiedy Kalina przyniosła herbatę Lesław już drzemał w fotelu. Postawiła kubek na stoliku i odeszła.
- Już tyle czasu wrzucam miksturę na miłość, co mi ją wiedźma sporządziła, a ten dalej nic. Muszę iść do wiedźmy i zapytać, co jest nie tak – pomyślała.
W tym momencie usłyszała Lesława.
- Kalino dziękuję za herbatę. Była smaczna. Pójdę do ogrodu i posiedzę na ławeczce, a to dzieciaki same biegają. Jeśli chcesz, to choć ze mną.
- Z przyjemnością.
I tak to się zaczęło. Kowal coraz częściej zerkał w kierunku Kaliny i coraz bardziej ją kochał. Zapomniał już obietnicy danej dla syna. O swojej teściowej już nie myślał. Milan smutniał coraz bardziej. Coraz częściej zapominał o synu, rzadziej z nim rozmawiał, a częściej przesiadywał z Kaliną. Nie podobało się to Milanowi, ale nie śmiał tego powiedzieć ojcu. We wsi coraz częściej mówiono o romansie Lesława i Kaliny. Dzieci śmiały się z niego, że będzie miał nową mamusię. W końcu odważył się i zapytał ojca:
- Tato, czy ty z Kalną ożenisz się?
- Taki mam zamiar synku. Będzie ci matką, a ja ojcem dla Jadwini.
- Nie chcę. Nie chcę. Nie chcę – zaczął krzyczeć Milan.
Ojciec próbował go uspokoić, ale na próżno. W końcu zniecierpliwiony sytuacją wymierzył mu klapsa i kazał iść do swojego pokoju.
- Zanim pójdę, to powiem ci, że w nocy śniła mi się mama. Przyszła do mnie w czarnej sukni powiedziała, żebym ostrzegł ciebie przed Kaliną. Powiedziała, że to zła kobieta, a kiedy się z nią ożenisz stracisz wszystko.
- Sen mara, Bóg wiara. Ślub będzie na święto jare.
- Będziesz żałować, tak powiedziała mama – krzyknął Milan i pobiegł do swojego pokoju.
- Co w niego wstąpiło. Nie rozumiem. Kalina przecież traktuje go ja swojego syna, a on grymasi. Pójdę i porozmawiam z nim.
W pokoju syna zastał skąpanego we łzach. Próbował go uspokoić, ale na próżno.
- Chcę do babci – krzyczał Milan. Nie chcę, aby ona była moją matką. Dobrze nam było samym. Zapomniałeś już o mamie. Chcę do babci – krzyczał.
- Jeśli się uspokoisz, to pojedziemy do babci, a choćby i zaraz. Jest niedziela, dojedziemy na wieczór i przenocujemy. Tylko powiem dla Kojki, że w poniedziałek będzie w kuźni sam.
Milan nieśmiało podniósł głowę. Patrzył na ojca z niedowierzaniem. Otarł łzy.
- Naprawdę?
- Tak. No to jedziemy. Chcesz?
- Tak.
- Pójdę tylko na chwilę do Kojka.
Nie minęło parę chwil, a Milan był gotowy. Ukroił pajdę chleba dla siebie i dla ojca na drogę. Wziął pęto kiełbasy. Wszystko zawinął w płócienną ściereczkę. Kiedy wrócił kowal od Kojka zdziwił się, że ma tak rezolutnego syna.
- Weźmiemy jeszcze bukłak wody synku na drogę. No i przyda nam się dla ciebie jeszcze jedno odzienie na wypadek, gdybyś to zabrudził. Konie zaprzęgłem.
Milan rzucił się ojcu na szyję i całował go.
- No już dobrze synku. Jedziemy.
Długa była przed nimi droga, ale w końcu szczęśliwie dojechali. Jarmiła bardzo zdziwiła się wizytą swojego zięcia i dość chłodno przywitała się z nim. Milana zaś przytuliła i wycałowała. Mieszkała w chatce swojej sama. Miała tylko jedną córkę – matkę Milana i syna Mścisława, który zginął na wojnie. Mąż umarł już dawno. I tak została sama, ale nie narzekała. Była pogodnego usposobienia. Przyzwyczaiła się już do swojego samotnego życia.
- Nie gniewajcie się, ale powiedźcie, czemu zawdzięczam tę wizytę. Miło was gościć, ale tyle czasu minęło.
- Milan chciał was zobaczyć, a i ja porozmawiać. Zbieraliśmy się już dawno, aby do was przyjechać, ale jakoś nam nie wychodziło. To ośka pękła w wozie, to musieliśmy zawracać, bo burza się rozpętała, to zlecenie na robotę dostałem duże i trzeba było szybko je wykonać.
- Rozumiem, ale jest już późno i dla Milana czas na sen i wy strudzeni drogą. Przygotowałam dla was dwie izby a to i zaprowadzę was.
- Dobrze teściowo. Milan niech idzie spać ,a jeśli taka i wasza wola, to i porozmawiać z wami chcę.
Część nocy minęło Lesławowi na rozmowie z teściową. Dopiero gdy kur zapiał pierwszy raz rozeszli się do pokoi. Lesław był niezadowolony z rozmowy. Ludmiła ganiła go i odwodziła od ożenku z Kaliną. Jednak, gdy zaproponował, aby w czasie, gdy będzie w kuźni zajęła się wnukiem zbyła to milczeniem. Nie rozumiał dlaczego, więc pomyślał, że nie chce. Ma już swoje lata i sporo przeszła wżyciu, więc może zwyczajnie być zmęczona. Kiedy nastał ranek Lesław wstał i zaczął po gospodarsku patrzeć, co tu trzeba naprawić. Na początki wziął się do wzmocnienia drzwi wejściowych.
- Już wstaliście?
- Ano teściowo. Dopóki jestem to ci pomogę w męskich obowiązkach. Milan jest rad, że jest u was, a to trochę zabawimy. Chyba, że ci nie w smak nasz pobyt u ciebie?
- Nie wiesz co mówisz. Goście ile chcecie. Ja wam rada. Przynajmniej mi nie smutno. A Kalina wie, że tutaj jesteś?
- Wie. W kuźni Kojka pozostawiłem. Co prawda to czeladnik, ale dopatrzy jak trzeba. Kalina ma mieć wzgląd na dom.
- Nie za bardzo jej ufasz?
- Nie. Jest dobra dla mnie i dba o Milana, a Milan nie jest sam. Ona ma córkę Jadwinię. Przemiłe dziecko.
- Już mi to w nocy mówiłeś, ale ja tam wiem swoje, tylko ty w to nie chcesz uwierzyć.
Minęło dwa dni. Kowal nie wspominał Kaliny. Nie chciał toczyć sporu z teściową, która nalegała, aby zaczekał jeszcze ze ślubem. Lesław był nieugięty. Ona też. Milan zaś ku uciesze ojca odzyskał swój dawny wigor i dokazywał. Nadszedł czas, aby wrócić do domu.
- Czas na nas teściowo. Naprawiłem ci co się da, a teraz muszę wracać. Praca czeka.
- Może zostawisz u mnie Milana na jakiś czas? Weselej mi będzie, a i jemu może co wytłumaczę, żeby wszystko było dobrze.
- Nie wiem. Nigdy się z nim nie rozstawałem. Sam nie wiem. Nie wiem czy on chce?
- Zapytaj.
- Milan chcesz u babci zostać?
- Tak.
- Tedy i ostań.
Milan rzucił się do nóg ojca i zaczął dziękować.
- Dobrze już synku. Ostań. Dziękuję Ludmiło za gościnę i wybacz co było złego z mojej strony. Wrócę po syna za dwie niedziele– powiedział.
Odjechał sam. W drodze myślał o swojej niedoli.. Ożenił się z Zofką i jakiś czas był szczęśliwy. Urodził im się Milan i niby wszystko było szczęśliwie, aż tu nagle choroba ją zmogła i został sam z synem. Teraz kiedy ma kobietę, z którą chce się ożenić, to są jakieś przeszkody.
- Moja teściowa to w zasadzie dobra kobieta, ale nie wiem dlaczego tak uparcie trwa przy tym, że Kalina jest złą kobietą. Ona taka kochana dobra, pracowita. Źle ją ocenia. Moja teściowa dała mi na drogę dwa liście dębu. Mówiła, żebym posłuchał o czym szumią drzewa. Może warto.
I kiedy włożył liście do uszu usłyszał:
- Kowal jest głupi - szumiał dąb. Nie wie co go czeka, gdy ożeni się z Kaliną. Wtedy pokaże mu swoje rogi.
- Głupi to ty jesteś dąbie – warknął kowal i wyrzucił liście na ziemię. Nie będę słuchał jakiś bzdur i wierzył gusłom. – powiedział i pojechał dalej.
Droga długa za nim, to i głód poczuł. Zatrzymał się. Konia przywiązał do drzewa. Dał mu jeść i pić. Sam usiadł pod wierzbą i wyjął kawałek sera i pajdę chleba. Na koniec kwasem chlebowym popił i poczuł, że go sen ogarnia. Już przymykały się powieki, gdy nagle przyleciały wrony i zaczęły krakać.
- Co one tak drą się? – zdziwił się kowal. Może posłucham o czym tak rozprawiają – pomyślał i wyjął dwa piórka, które dała mu teściowa na drogę. Założył je za uszy i wtedy usłyszał:
- Kra! Kra! Kowal jest łatwowierny. Kalina to wiedźma. Jego otruje. Milana wyrzuci. Jadwinię odda na zatracenie. I sama będzie siedzieć na włościach.
-Źle, Źle będzie – krzyczała druga wrona.
- Głupi kowal! Głupi kowal!– krakała trzecia wrona.
- Nie będę tego słuchał – krzyknął i ze złością wyrzucił dwa piórka.
Nic do kowala nie docierało. Nie zważał na ostrzeżenia ani dęby ani wron. Był już niedaleko swojej rodzinnej wsi gdy nagle koń zaczął parkać. Zatrzymał się. Zszedł z kozła i podszedł do konia.
- Nic tutaj nie widzę mój kasztanku. Co ci jest? Wiem, że jesteś zmęczony, ale już niedaleko jesteśmy od domu, więc odpoczniesz w stajni. Tam dam ci pić i jeść. Chociaż wiesz zerwę ci jeden włos z twojej grzywy, a może to inna przyczyna. Moja teściowa mówiła, żeby zerwać kawałek twojego włosa i wpleść w swoje, a to będę wiedzieć o czym myślisz.
Jak powiedział, to i tak zrobił. I wtedy usłyszał.
- Wiozę tego głupka i już nie mam siły. Toć on idzie na zatracenie. Nie widzi jak chytra i podła jest Kalina. Ona chce tylko bogactwa. Może nie dowiozę go do domu, to choć z życiem ujdzie.
- Jeszcze i ty przeciwko mnie. Żeby nie to, że bez ciebie nie dojadę, to bym wilkom ciebie ostawił – wyrzucił włos konia i pojechał dalej.
Zajechał pod dom. Kalina wybiegła mu na spotkanie.
- Lesławie strudzony jesteś bardzo i pewnie głodny.
- Ano.
- To ostaw konia w stajni i choć, że wieczerzać.
- Dobrze Kalino. Zaraz przyjdę do izby.
- Biegnę podgrzać ci nalewajkę – powiedziała i po pobiegła do kuchni.
- Hm. Nawet nie zapytała o Milana. – pomyślał Lesław. Dlaczego? Hm!
- Ano jedźcie drogi Lesławie. Dzisiaj warzyłam.
- Dziękuje Kalino. Idźcie spać. Nie musicie siedzieć ze mną. Dobranoc.
Kiedy Kalina niepocieszona odeszła Lesław pogrążył się w zadumie nad swoim losem.
- Trudne to moje życie. Zofka odeszła. Zostałem sam z Milanem. Teraz niby powinienem być szczęśliwy. Kalina mnie adoruje, ale czuję, że coś jest nie tak. Tylko co? Może to ja nie widzę tego, co widzą inni. Może moja teściowa ma rację. Może Milan ma rację. Sam już nie wiem. Pójdę spać. Jutro też jest dzień. Może jutro zobaczę wszystko inaczej.
Lesław długo tej nocy nie mógł spać. Męczyły go koszmary. We śnie ciągle przed czymś uciekał. Świtało, więc Lesław wstał i szybko wyszedł z domu. Nie było go długo, więc chciał zobaczyć co się kuźni dzieje. Wszedł. Kojka jeszcze nie było. Na stole, który stał pod oknem położył czapkę. Naprzeciwko wejścia na kamiennym podwyższeniu było palenisko. Rozniecił ogień. Zrobiło się jaśniej. Postanowił, że zrobi krzyż. Podszedł do kowadła, które stało na pniu pod oknem. Wziął młotek i walił nim w żelazo. Co pewien czas hartował żelazo w wodzie. Kiedy kończył do kuźni wszedł Kojko.
- Już jesteście mistrzu.
- Ano wróciłem. Co w kuźni?
- Mamy zlecenie i to duże.
- Już jestem, to i damy radę. Bierzmy się do roboty.
- Co tak myślicie kowalu? – zapytał jego czeladnik.
Kiedy tak pracowali do kuźni wbiegła Jadwinia.
- Mości kowalu powiedz, że Milan przyjechał razem z tobą.
- Nie. Milan został u babci.
- Dlaczego? Dlaczego pan go zostawił? Teraz będzie niedobrze. Milan tam, a ja muszę odjechać. Matka gdzieś mi karze jechać, a ja nie chcę. Milan mi obiecał, że będzie mnie bronił. I gdzie on teraz jest?
- Spokojnie Jadwiniu. On jest u babci. Dlaczego masz wyjechać?
- Nie wiem. Matula powiedziała, że jedziemy do mojej ciotki, ale ona chce mnie u niej ostawić. Nie chcę. Chcę do Milana.
- Czekaj Jadwiniu. Nic nie wiem o twoim wyjeździe.
- Bo nie miałam ci jeszcze kiedy powiedzieć. Dopiero co wróciłeś – do kuźni wpadła zadyszana Kalina.
- Dlaczego chcesz ją wieźć do ciotki?
- A to będzie tam i lepiej. Ja będę miała więcej czasu na przygotowanie ślubu.
- Nie chcę - krzyknęła Jadwinia. Chcesz się mnie pozbyć. Milana już pozbyłaś się- krzyknęła Jadwinia i tupnęła nóżką.
- Spokój moje dziecku – powiedziało srogo Kalina i wymierzyła policzek Jadwini.
W kuźni zrobiło się głośno od płaczu Jadwini. Lesław zdenerwował się i skrzyczał Kalinę, że bije dziecko. Ta wpadła w histerię. Zrobiło się wielkie zamieszanie. Kojko uciekł z kuźni. Nie chciał być świadkiem kłótni.
- Kalino zabierz Jadwinię do domu. Przyjdę w południe na obiad, to i naradzimy się. Teraz muszę wrócić do pracy.
- To nic nie da. Jadwinia pojedzie do ciotki.
- Może jechać do mojej teściowej. Tam jest Milan. Będzie im we dwoje raźniej. Lubią się, wieęc czas im będzie płynął wartko.
- Kto ją zawiezie?
- Ja, albo Kojko.
- Nie wiem.
- Mamo zgódź się.
- Dobrze, ale to ty Lesławie ją zwieziesz. Kojko to młodzik, a droga daleka, więc i roztropności trzeba. Przy tobie Jadwinia będzie bezpieczniejsza.
- Dobrze, ale zaczekaj Jadwiniu do niedzieli wtedy mam więcej czasu, to i zawiozę ciebie do Milana.
- Dziękuję mości Lesławie.
Dzieci zostały u teściowej Lesława. Kalina była przeszczęśliwa. Szykowała się do ślubu z Lesławem. Chodziła uśmiechnięta, pewna swego zwycięstwa.
.- Teraz to będzie moje. Będę bogata. Jadwinia pójdzie do wiedźmy, tego Milana oddam do jego babki. Na cóż mi oni, tylko zawadzać będą. Milan jest spostrzegawczy, chociaż to jeszcze dziecko. Wiele widzi, to niepotrzebny dla mnie balast .A kowal? No cóż! Będzie robił to co mu nakażę. Mam ja ci na jego sposoby – cicho mówiła, chodząc po domostwie.
Kiedy wracał kowal z kuźni zawsze czekała na niego z kolacją. Była dla niego bardzo miła, uczynna. Lesław był rozanielony. Widać było, że czuje się szczęśliwy. Nie widział prawdziwego oblicza Kaliny, ani też nie znał jej prawdziwych zamiarów. Nie dobra to była kobieta i przewrotna. Zbliżał się dzień ich ślubu. Dzień przed weselem Lesław pojechał po teściową i dzieci. W drodze powrotnej, do domu tuż pod lasem spadło przed wozem drzewo.
- I co my teraz zrobimy?- zapytała teściowa Lesława
- Mamy dwie możliwości. Możemy jechać droga okrężną, ale w ten sposób będziemy jechać do pięciu lub nawet sześciu godzin dłużej. Druga to spróbować usunąć drzewo, ale sam nie dam rady. Musicie mi pomóc.
- Dobrze Lesławie, ale w czym ja stara mam ci pomóc?
- W wozie mam siekierę. Odrobię najpierw gałęzie. Ty i dzieci będziecie uprzątać je dalej w las. Później spróbuję porąbać drzewo, albo je przesunąć.
Jak powiedział tak i zrobili. Ponad godzinę Lesław zmagał się z drzewem, ale w końcu udało mu się je przesunąć i pojechali dalej. Wartko im schodził czas. Milan i Jadwinia dokazywali w wozie. Jarmiła ich ciągle ganiła, a Lesław śmiał się pod nosem. Był szczęśliwy, że wkrótce ożeni się z Kaliną i nie będzie już sam. W połowie drogi Lesław dostrzegł na drodze głazy.
- Skąd one tutaj? Siły nieczyste, czy jakowy znak?
- Lesławie jak my przejedziemy?
- Jaromiro muszę przesunąć te głazy – powiedział Lesław. Dzieci zsiądźcie z wozu. Jaromiro pilnuj je .Dam radę. Jestem chłop na skwał.
Usuwanie głazów zajęło Lesławowi ze dwie godziny. Był zmęczony. Przejechali może ze sto jardów i Lesław zatrzymał się. Usiedli pod gruszą i posilili się.
- Coś ta droga niekoniecznie jest bezpieczna. Podróż wydłuża się. Dalej myślisz, że to nie są znaki byś zostawił Kalinę?
- Jaromiro popatrz na dzieciaki. Są ze sobą szczęśliwe. Kalina to dobra kobieta. Nie zastąpi mi Jaromiro Zofki, ale trudno mi być ciągle sam, a i Milanowi przyda się dobra opieka.
- Widzę, że głos rozsądku nie dociera do ciebie.
- Dosyć. Jutro jest moje wesele i koniec. Siadajmy do wozu.
I nagle trach. Coś pękło w wozie.
- To nie może tak być. Nie dojedziemy przed wieczorem. Jaromiro weź dzieci i odejdźcie. Zobaczę co się stało.
Lesław wyprzągł konia i przywiązał go do drzewa. Obejrzał wóz.
- To nic takiego. Jeno dysza pękła. Zaraz to naprawię.
W końcu dojechali. Kalina w progu ich przywitała.
- Co tak długo?
- Ano mieliśmy różne niedobre przygody. Grzej nalewajkę. Głodni jesteśmy. Dzieciaki zmęczone.
- Chodźcie Jaromiro. Siadajcie dzieciaki. Zjeść i spać. I dla was Jaromiro sprawiłam izbę.
- Dziękuję Kalino.
Po nocy przychodzi dzień. Rankiem Kalina okiem gospodyni przeszła po domostwie.
- Wszystko w porządku- powiedziała. Mogę budzić dzieci.
I tak zaczęły się już ostatnie przygotowania do ślubu.
Jadwinię ubrała….. Milana wystroiła w strój……Na koniec poszła do swojej izby i zakazała komukolwiek do niej wchodzić. Trwało to może ze dwie godziny. Kiedy wyszła Lesław już czekał gotowy do swadźby. Popatrzył na Kalinę i rzekł
- Aleś ty piękna.
- Miło mi, że ci się podobam.
- Czas już na nas.
Do domu już docierał orszak weselny. Na progu leżała siekiera, która miała oddalić złe moce z tego domu i przynieść szczęście młodej parze.
- A teraz moi mili zatańczymy obertasa. Niech młodzi wiedzą, że weselimy się z ich szczęścia. Kapela grać – krzykną starosta wesela.
Po odtańczeniu oberka starosta wziął parę młodych za ręce i przeprowadził ich przez wrota. Na początku korowodu ustawił się starosta. Po nim par młodych, a przed nimi szły dzieci. Jadwinia niosła kołacz zrobiony przez Kalinę, a Milan niósł piwo uwarzone przez Lesława. Za Kaliną stały trzy druhny. Jedna z nich miała w ręku chochlę, druga sagan zaś trzecia miniaturkę kołyski. Za Lesławem ustawili się trzej drużbanci. Jeden z nich trzymał w ręku gorzałkę, drugi młotek, zaś trzeci mieszek miedziaków. Za nimi szli pozostali goście. Korowód weselny ruszył z wolna w kierunku domu Żercy. Pod drodze śpiewali piosenki, żartowali. W końcu doszli do Żercy. Ten wyszedł bramy nie otwierając zapytał:
- Kto do moich bram kołacze?
- Lesław i Kalina – odrzekł starosta.
- Po co przyszli?
- Po zaślubiny – odrzekł starosta.
- Czy oboje są wolni?
- Tak – odrzekł starosta.
- Czy miłują siebie?
- Tak – odrzekł starosta.
- A to niech przejdą przez tę siekierę – powiedział Żerca i otworzył bramę.
Klina i Lesław posłusznie wykonali polecenie Żercy.
- Teraz za mną Kalino i Lesławie.
Żerca poprowadził młodych przed ołtarz Światowida. Zawiązał im oczy. Związał ich dłonie sznurem z konopi i kazał pochylić głowy.
- Związałem wam oczy, bo idziecie w zaślubiny jak ślepcy. Niby znacie siebie, ale tak naprawdę nie wiecie co was czeka. Zawiązałem wasze dłonie razem, bo po nieznanej drodze będziecie kroczyć już razem na dobre i na złe. Kazałem wam pochylić głowy, bo winniście iść po tej drodze z pokorą. Oto daję wam chleb, abyście nigdy nie zaznali głodu. Oto polewka. Wypijcie, abyście zawsze zaspokoili swoje pragnienie. Czy zgodnie twierdzicie, że chcecie być mężem i żoną aż do śmierci?
- Tak – opowiedziała Kalina
- Tak – odpowiedział Lesław.
-. Skoro Lesław i Kalina chcą zawrzeć małżeństwo aż do śmierci, to czy jest ktoś kto wie, że małżeństwo to nie może być zawarte i dlaczego?
Zrobiło się cicho.
- Tedy Lesławie i Kalino uklęknijcie. Złożycie przysięgę przed Swarożycem za moim pośrednictwem.
I wtedy z tłumu wyłoniła się wiedźma.
- Ja mam.
- Ty?
- Ja.a
- A cóż masz przeciwko ich małżeństwu? – zapytał Żerca.
I tutaj wiedźma opowiedziała jak Kalina przychodziła do niej po różne mikstury, aby omamić Lesława. Na dowód pokazała chustę Kaliny i podkowę z kuźni Lesława.
- Poznajesz Lesławie?
- Tak. Pamiętam, że był taki dzień kiedy Kalina powiedziała, że jechała po lesie i koń zgubił podkowę. Tak. To dzieło moje.
- Czy poznajesz Kalina tę chustę?
- Wszyscy noszą takie chusty.
- Ale nie wszyscy mają wyhaftowane imię. Na tej chuście pisze Kalina.
- Może ją kiedyś zgubiłam?
- Nie zgubiłaś tylko zostawiłaś w mojej chacie. Na skórze podpisałaś zobowiązanie, że w zamian za moją pomoc oddasz mi swoją córkę. Patrzcie. Żerco ty umiesz czytać. Przeczytaj.
- Po noc po ślubie z Lesławem oddam swoją córkę jako zapłatę za pomoc Rzepichy w ożenku z Lesławem.
Nastała cisza. Wszyscy patrzyli na Kalinę. Lesław zaniemówił. Jadwinia kiedy usłyszała, że ma iść do Rzepichy rozpłakała się. Milan starał się ją pocieszyć, chociaż sam drżał o swój los. Sam nie wiedział co z nim będzie dalej. Ciszę przerwała burza. Na niebie ukazała się błyskawica. Piorun uderzył w lipę stojąca nieopodal ołtarza. Wtedy z nieba wyszedł sam Swarożyc. Był mocno rozgniewany.
- Lesławie dawałem ci znaki, że to nie jest dla ciebie małżeństwo, a ty je lekceważyłeś i brnąłeś dalej. Zatrzymywałem nieuchronny twój upadek, a ty jak ślepiec pchałeś się w przepaść. Jedynie modły twego syna, który prosił o wstawiennictwo spowodowały to, że dzisiaj jestem tutaj i zatrzymuję cię. Ty Kalino zostaniesz zamieniona w osikę. Będziesz opłakiwała swoją niegodziwość i drżała przed karą. Nigdy nie odzyskasz swojej ludzkiej postaci. Tobie wiedźmo daruję twoje winy, boś zrozumiała swój błąd i wyznałaś prawdę. Od dzisiaj będziesz służyła inaczej ludziom. Zostaniesz zielarką i będziesz leczyć ludzkie choroby. Złożysz przysięgę, że swojej mocy użyjesz tylko w dobrej wierze, a jeśli będzie inaczej to ciało twoje zacznie drętwieć i zamieniać się w kamień. Podkowę, którą zgubił koń jak Kalina wracała od wiedźmy zawieść na drzwiach i niech szczęście wam przyniesie. Podkowa zaświadczyła o prawdomówności wiedźmy. Podziękuj synowi za uratowanie. A teraz niech nie się stanie, tak jak powiedziałem. Dobro ma być nagrodzone, a zło ukarane – powiedział i znikł.
Lesław stał jak urzeczony. Jeszcze nie rozumiał co się stało. Zawsze postępował uczciwie. Teraz spotkał się z niegodziwością kobiety, którą chciał poślubić. Nie rozumiał dlaczego.
- Lesławie weź się w garść – powiedziała jego teściowa. Wszak masz jeszcze syna,. Komu go zostawisz. On potrzebuje ojca.
- Tato! – krzyknął Milan.
Lesław budził się jak ze złego snu. Popatrzył na Milena i powiedział:
- Macie rację matko. Nie wiem, czy tylko dźwignę tę hańbę.
- To żaden wstyd Lesławie. Wpadłeś w szpony złej kobiety i w czas jesteś uratowany,- powiedział Żerca.
- Milanie synku dziękuję. Wracajmy do domu.
- A Jadwinia?
- Tak. Jadwinia. Rzepicho, czy cyrograf jest dalej ważny?
- Mogę go zniszczyć. Czy wybaczycie mi mój grzech? Nie powinnam zgodzić się na takie bezeceństwo.
- W porę uratowany, to i wybaczyć łatwiej. Bądź dobra. Pomagaj nam, a nie szkódź. Nam i tak nie łatwo się żyje. Zniszcz cyrograf. Weź Milanie Jadwinię za rękę. Teraz mam dwoje dzieci.
- Dziękuje mości Lesławie.
- Dziękuje tato.
- Spokojnie smyki, bo mnie przewrócicie. Wracajmy do domu.
- A jak dasz z nimi sobie radę z dwójką dzieci? – zapytała jego teściowa.
- Jeszcze nie wiem. Pomyślę o tym później. Teraz wracajmy do chaty. Jestem znużony.
- Ale ja wiem.
- Ty?
- Tak. Jeśli twoja propozycja jest nadal aktualna, to przeprowadzę się do twojej chaty. Mieszkam samotnie, a to zajmę się dwoma smykami, a ty zajmiesz się pracą.
- Dziękuję matko – i zaczął całować jej ręce.
- A teraz wracajmy do domu. Was ludzie zapraszam już nie na wesele, ale na szczęśliwe zakończenie ślubu, którego nie było, a co uratowało moje życie i tych dwóch smyków od niedoli. Idźmy.
Pili miód, jedli fykasy i tańcowali do rana. Nad ranem rozeszli się. Kowal miał teraz dwoje dzieci, ale i matkę Zofki do pomocy. Dobrze jak wszystko kończy się szczęśliwie. Tym razem tak było. Czytajcie znaki, które daje nam niebo, aby ostrzec przed zgubą, niedolą, czy nieszczęściem.



















-


-



.

Podpis: 

MESUE 01.12.2019
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Legenda o Lerharze Smokobójcy Miłość z internetu - cz. XVII trzy zabawy Miłość z internetu cz. XVI - sex panów
Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy? nie czytaj jeżeli zabawy erotyczne cię nie interesują. Z pewnością nigdy tego wszystkiego nie doznasz. zabawa pomiędzy dwoma facetami
Sponsorowane: 50
Auto płaci: 500
Sponsorowane: 30Sponsorowane: 25

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.