http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
401

Tarot i koronkowe serwetki - Maj - 7

Autor płaci:
300

  W życiu Mirandy i Krystyny następują kolejne zmiany. Na razie pozornie niewielkie jednak wszystko zaczyna się od zmiany myśli.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W listopadzie nagrodą jest książka
Władca Pierścienia
J.R.R. Tolkien
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Tarot i koronkowe serwetki - Maj - 7

W życiu Mirandy i Krystyny następują kolejne zmiany. Na razie pozornie niewielkie jednak wszystko zaczyna się od zmiany myśli.

Tarot i koronkowe serwetki - Maj - 6

W opowieści o życiu nie może zabraknąć miłości. Co Krystyna i Kalina wiedzą o romantycznej miłości i czy w ogóle potrafią kochać?

Tarot i koronkowe serwetki - Początek - 1

Historia dwóch kobiet, którym los pozwala się spotkać. Pozornie różni je wszystko. Czy coś je łączy? Tęsknota, strach, miłość, samotność, marzenia...

Syrena

Zrozumiał, że był teraz na łasce tych, którzy go ścigali. W związku z tym, kiedy poczuł na barku czyjąś dłoń, podskoczył jak oparzony.

Miłość z internetu - czytaj wszystko do XIV cz.

XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez

Miłość z internetu cz. XIV - możliwości zabaw

Nie wiem co z tego będzie, jeszcze tyle czasu przed nami. Tym czasem pogubiliśmy się, czy to o czym piszemy jest zdrowe. Większość ludzi i to ta, która o miłości myśli prosto i bez entuzjazmu z pewnością w przyszłości spotka na swojej drodze wyzwania

Miłość z internetu cz. XIII - czy tak może być?

na pobliski stoliczek na którym to znajduje się także wazonik z pięknym bukietem, który Nika otrzymała od swojego ukochanego. Znajdują się też tam różne gadżety potrzebne do ich zabawy. Ania przytula mocno do swojego ciała postać Niki, jej buzię trzy

Róża cz. 1

Detektyw Hank Made otrzymuje od członka podupadającego rodu zlecenie odnalezienia pewnego niezwykle cennego przedmiotu.

Tarot i koronkowe serwetki - Kwiecień - 5

Po świętach Krystyna i Miranda spotykają się ponownie. Czy Miranda odzyska swoją kartę i dlaczego tak bardzo jej na niej zależy.

Historia sztuki

Jestem obrazem Impresjonisty

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
785
użytkowników.

Gości:
785
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 81097

81097

Tarot i koronkowe serwetki - Maj - 6

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
18-11-04

Typ
P
-powieść
Kategoria
Melodramat/Przyjaźń/Rodzina
Rozmiar
23 kb
Czytane
224
Głosy
1
Ocena
5.00

Zmiany
18-11-18

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Marzanna6 Podpis: Marzanna
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
W opowieści o życiu nie może zabraknąć miłości. Co Krystyna i Kalina wiedzą o romantycznej miłości i czy w ogóle potrafią kochać?

Opublikowany w:

.

Tarot i koronkowe serwetki - Maj - 6

MAJ

Miranda poczuła spokój. Jej karty nareszcie były w komplecie. Stary, znany porządek powrócił.
Patrzyła na nie z miłością i uśmiechała się. Dla niej to nie były zwyczajne karty Tarota. Wiązały się ze zdarzeniem, które uważała za bardzo ważne i wyjątkowe w swoim życiu. Coś, co zmieniło jej życie. Znamię, które na przemian ogrzewało ją i mroziło. Ponad wszystko zazdrośnie nie pozwalało iść dalej. Miranda wiedziała, że powinna rozstać się z przeszłością. Przecież była psychologiem. Jednocześnie nie potrafiła i nie chciała do tego dopuścić. Czuła się tak bardzo bezpieczna żyjąc tym złudzeniem.

"W tym czasie byłam studentką drugiego roku Psychologii. Rzadko chodziłam na imprezy zajęta spełnianiem oczekiwań ciotki Danuty. Mieszkałam w domu studenckim i otrzymywałam od niej niewielką sumę pieniędzy na opłaty, jedzenie i drobne wydatki. Nie starczało ich na imprezowanie i fajne ciuchy. Pomimo to byłam jej wdzięczna, bo nie musiałam szukać pracy, dorabiać wieczorami i mogłam skupić się na nauce. Do domu jeździłam rzadko, bo było to związane z wydatkami, których wolałam uniknąć a poza tym ciotka najwyraźniej nie tęskniła i nie zachęcała mnie do wizyt. Oczekiwała, natomiast regularnych telefonicznych sprawozdań z mojego życia, chciała wiedzieć, co robię i na jakie oceny zaliczam kolokwia oraz egzaminy. Opowiadałam jej o tym chętnie, bo nie miałam nic do ukrycia a oceny otrzymywałam rzeczywiście wysokie i gdy jej o tym mówiłam wyczuwałam w jej głosie jakby odrobinę akceptacji.

Interesowała mnie psychologia, dlatego też nauka przychodziła mi stosunkowo łatwo. Ciotka pomimo tego, że przez całe moje z nią życie decydowała właściwe o wszystkim począwszy od koloru bielizny a skończywszy na tym, co zjem na kolację tym razem pozwoliła mi samodzielnie wybrać kierunek studiów. Może rzeczywiście uznała, że mam do tego prawo, a może po prostu psychologia spodobała się jej tak samo jak mnie.

Zaliczyłam wzorowo trzeci semestr i tym razem dałam się namówić Gośce, czyli mojej współlokatorce na wieczorne wyjście. Impreza była w mieszkaniu jej aktualnego chłopaka Piotra.
Czułam się tam zagubiona. Gośka zniknęła gdzieś po chwili a nikogo innego nie znałam. Alkoholu nie piłam, bałam się rozluźnienia gdyż wciąż myślałam o ciotce i o tym jak ukryje przed nią fakt gdzie jestem gdyby akurat zadzwoniła. Jej dezaprobata bolała mnie jeszcze bardziej niż brak akceptacji.

Siedziałam i obserwowałam z kanapy moich rówieśników sącząc sok, który dla zachowania pozorów miał udawać drinka. W zasadzie to nikt się mną nie interesował. Miałam opinię niedostępnej nudziary, która jednak chętnie daje notatki i podpowiada na egzaminach. Poza tym nie byłam piękna, a ubrana w ciuchy wybrane i kupione przez ciotkę, (bo tylko takie posiadałam) nie zachęcałam do kontaktu, szczególnie płeć przeciwną.

To był najprzystojniejszy i najbardziej interesujący mężczyzna, jakiego w życiu widziałam. Zauważyłam go, gdy tylko pojawił się w pokoju i dyskretnie obserwowałam, oczywiście bez jakiejkolwiek nadziei na bliższe poznanie. W pewnej chwili on usiadł na kanapie obok mnie. Nie byłam w stanie poruszyć się, odwrócić głowy i spojrzeć na niego z bliska, więc nadal patrzyłam przez siebie, wprost na Gośkę, która nagle się pojawiła. Była już nieźle wstawiona i szła teraz wprost do nas. Usadowiła się na kolanach temu najwspanialszemu z mężczyzn i mierzwiła jego cudowne włosy śmiejąc się głośno. Czułam przechodzące przez moje ciało na zmianę zimne i gorące poty i kątem oka odważyłam się kilka raz na nich zerknąć. W pewnym momencie on przyłapał mnie na tym zerkaniu i nasze spojrzenia spotkały się na chwilę. Oczywiście natychmiast odwróciłam głowę czując się jak przyłapana na świętokradztwie.

Oni śmiali się, a ja napięta jak struna siedziałam obok. Teraz żałowałam, że w szklance nie miałam alkoholu, bo może dałoby mi to odrobinę luzu. W tamtej sytuacji czułam, że zaraz padnę na zawał. Na pomoc jak zawsze przyszła mi Gośka, która podała mi swój kieliszek. Wypiłam go jednym chełstem i poczułam jak nieznane gorąco rozlewa się po całym moim ciele. Wcale nie poczułam się lepiej. Nadal siedziałam jak sparaliżowana niemowa, a wokół niego pojawiły się kolejne dziewczyny. Gośka nadal siedziała na jego kolanach, druga na oparciu kanapy, trzecia na podłodze u jego stóp opierała się brodą o jego kolana i patrzyła w górę łowiąc spojrzenie a czwarta, czyli ja jak głupia obok, przerażona jakbym miała obok jakiegoś potwora a nie najwspanialszego mężczyznę na świecie. Pomyślałam, że może lepiej wstanę i przesiądę się w miejsce, z którego będę mogła oglądać go nie przeżywając takich katuszy. Jednak bałam się, że się przewrócę tym bardziej, że wypity alkohol pomału zaczął działać i jeszcze nie wiedziałam jak.
- Kalina, co ty tak siedzisz jak deska mając obok siebie taaaaaaaaaakiego mężczyznę – tu Gośka przeciągnęła melodyjnie glosę „a” i klepnęła mnie w ramię.
- A, nic – oczywiście nic bardziej głupiego nie mogłam powiedzieć. Czułam, że robię się czerwona. Na szczęście było ciemno.
- Piękne i imię i piękny profil – usłyszałam głos obok jak najpiękniejszą melodię. – Czy pozwolisz spojrzeć sobie w oczy? – Odwróciłam powoli głowę i wiedziałam, że teraz, jemu pozwolę na wszystko, co tylko będzie chciał i już nawet nie interesowała mnie akceptacja czy dezaprobata ciotki. Nic nie miało znaczenia. Nawet gdybym miała za ten moment zapłacić życiem, wyrzuceniem ze studiów lub zastaniem główną kretynką wydziału psychologii wszechczasów to teraz chciałam tylko patrzeć w jego oczy i słuchać jego głosu.

Rozmawialiśmy. Piliśmy wino. Potem poszliśmy do kuchni. Pokazał mi karty Tarota i opowiadał o nich. Był zainteresowany moimi studiami, mówił, że psychologia to bardzo interesujący kierunek. Chyba nawet mówił mi komplementy. Potem znaleźliśmy się w sypialni. Byłam pijana i niewiele pamiętam z tej części wieczoru, jednak nadal uważam, że to, co się wtedy wydarzyło było najbardziej romantyczno–erotycznym przeżyciem w całym moim dotychczasowym życiu.

Rano obudziłam się sama w obcej sypialni, a obok na poduszce, zamiast róży czy choćby numeru telefonu leżało pudełko z kartami tarota i karteczka „Dla najwspanialszej dziewczyny na świecie. Nigdy nie trać wiary w siebie. Całuję Radek”.

Szybko ubrałam się, zadzwoniłam po taksówkę i nie szukając Gośki pojechałam do naszego pokoju w akademiku. Już w taksówce, a potem w pokoju oglądałam i oglądałam karty na zmianę z czytaniem po raz setny tej karteczki, tak jakbym chciała odnaleźć tam zaszyfrowaną wiadomość, kiedy i gdzie ponownie się spotkamy.

Następnego dnia wypytywałam wszystkich znajomych o Radka. Nikt nic nie potrafił lub nie chciał mi powiedzieć. Tylko jego imię i te karty mi po nim pozostały. Gośka też niewiele o nim wiedziała poza tym, że jest uroczym dziwakiem. Zachęcała mnie abym częściej chodziła na imprezy to może go kiedyś spotkam, a najlepiej znalazła sobie normalnego chłopaka.

Nie interesowali mnie normalni chłopcy. Ja chciałam Radka. Uparłam się na niego jak głupia."

Odłożyła karty i podeszła do okna. Patrzyła na dzieci bawiące się na placu zabaw i starego mężczyznę spacerującego z psem, obserwowała jak zwierzak, co chwilę zatrzymuje się i czeka na podążającego za nim człowieka. Przez uchylone okno słyszała odgłosy zwyczajnego życia: nawoływanie matki, histeryczny sprzeciw dziecka, szczekanie psa, szelest liści na drzewie. „Dziś w końcu będę mogła wykonać uczciwie swoją pracę, z całą starannością rozłożę karty klientkom i dokładnie powtórzę to, co karty mają im do pozwiedzania” – postanowiła.

Miranda posiadała wiedzę i doskonałą intuicję, ogromną wrażliwość na symbole, umiejętność skupienia się i wyczuwania subtelnej energii przekazywanej jej przez te małe kolorowe kartoniki. Pomimo młodego wieku miała też spore doświadczenie i to, co najważniejsze – wiarę w to, co robiła. Ona naprawdę wierzyła swoim kartom a jednocześnie nie zawsze przykładała się do tego, aby je uważnie wysłuchać. Ignorowała je a potem, czuła się z tym źle.

***

Na długo przed umówioną wizytą z klientką Miranda usiadła przy stole, zapaliła świecę i wyjęła z woreczka karty. Oglądała je kolejny raz, głaszcząc delikatnie każdą z nich. Na dłużej zatrzymała się trzymając w ręku kartę VIII „Siła” tę, która zaginęła. Patrzyła na nią zagłębiając się w jej moc. „Jest to bardzo wymowna i charakterystyczna karta, pozornie niepasująca do kobiety z targowiska” - myślała. Jednak o tym, że karty wiedzą lepiej Miranda przekonała się wielokrotnie. Wierzyła, że karta ta, z jakiegoś powodu chciała trafić do tamtej kobiety. Rozmyślała o tym, jednak nie potrafiła teraz znaleźć odpowiedzi.

Uporządkowane karty starannie potasowała a potem przełożyła lewą ręką w kierunku własnego serce. Bardzo dawno nie rozkładała kart dla siebie. Teraz wybrała siedem z nich i równo rozłożyła na stole pytając w ciszy o własne życie. Nie potrzebowała zbyt wiele czasu, aby odczytać to, co i tak wiedziała. Karty teraz to tylko potwierdziły.

Zakończ ten związek bez przyszłości! – karty krzyczały. To jest manipulacja i uzależnienie, które prowadzi donikąd. To nie jest miłość. Wyraźnie poinformowała ją o tym karta „Diabła” przedstawiająca tą mroczną postać i dwoje nagich ludzi skutych łańcuchami. Karta „Śmierci” kazała jej kategorycznie skończyć z tym, co stare i rozpocząć nowe życie. „Królowa kielichów”, która niespodziewanie znalazła się w rozkładzie Mirandy informowała ją o pojawieniu się w jej życiu dojrzałej kobiety, która ma do odegrania w nim znaczącą rolę. Miranda od razu skojarzyła ją z Krystyną. Pozostałe karty potwierdzały te najważniejsze dla niej wiadomości. Miranda patrzyła i wiedziała, co powinna zrobić jednak to nie było to, co chciałaby zobaczyć.

Klientki, tak jak postanowiła przyjęła z dużym entuzjazmem i z zaangażowaniem. Najuczciwiej jak tylko potrafiła przekazała informacje, które zobaczyła w kartach bez ukrywania i niedopowiedzeń. Przypomniała sobie czasy, gdy rozpoczynała swoją przygodę z kartami bez rutyny i wyrachowania. Poczuła się z tym fantastycznie tym bardziej, iż mogła przekazać dobre wiadomości. Poza mrocznym rozkładem dla siebie teraz pojawiały się tylko optymistyczne i radosne karty wyciągane ręką jej klientek.

Lubiła patrzeć na twarze ludzi, które pod wpływem jej słów nabierały rumieńców. Ciała wypełniała energia i gotowość do działania. Patrząc teraz na panią Lucynę miała nikłą nadzieję, że ona sama też zdoła wykrzesać z siebie, chociaż trochę zapału do zmian, które zasugerowały jej karty.

Po tym jak drzwi zamknęły się za ostatnią klientką, niestety wyparowała z Mirandy ta odrobinka entuzjazmu i dobrego nastroju. Kolejny samotny wieczór zakończył się opróżnieniem butelki wina. Kiedyś wypijała kieliszek do kolacji, potem dwa. Teraz w zasadzie nigdy nie pozostawało w butelce nic na kolejny dzień. Coraz częściej, gdy nie mogła zasnąć otwierała następną. Dzisiaj wyjątkowo długo sen do niej nie przychodził. Kręciło jej się w głowie, czuła mdłości, mimo to wypijała kolejne kieliszki wina łudząc się, że uciszy natłok pędzących w głowie myśli i przywoła sen. Sporo po północy mokra od łez i rozlanego wina zasnęła w ubraniu na kanapie.

***

Krystyna wolno otworzyła oczy. Rozejrzała się ze zdziwieniem po pokoju, w którym spała. Nadal nie była przekonana czy zrobiła dobrze zamieniając dawny pokój Zosi na własną sypialnię. Bez zbędnej zwłoki wstała i poszła do łazienki.

Rozpoczęła się kolejna, niepotrzebna, wolna niedziela w życiu Krystyny. Od kiedy ten dzień stał się obligatoryjnie dniem wolnym od handlu Krystyna bardzo go nie lubiła. Sprzątanie mieszkania nie wchodziło w grę, podobnie jak szydełkowanie. W niedzielę nie można wykonywać żadnych prac niekoniecznych – tak została wychowana. W telewizji same powtórki seriali a poza tym nic ciekawego. W kuchni szybko zjadła śniadanie i wypiła dużą kawę. Potem ubrała się wyjmując z szafy jedyną sukienkę, jaką posiadała, żakiet i buty na niewielkim obcasie. Czynności te wykonywała rutynowo i bez zastanowienia. Zamknęła drzwi mieszkania na klucz i zeszła schodami na dół a potem ruszyła prosto przed siebie znanymi uliczkami. Dotarła na miejsce zbyt szybko a dzień był wyjątkowo piękny. Weszła do kościoła, aby zająć wygodne miejsce z tyłu, które pozwalało jej obserwować wchodzących a samej nie do końca być zauważoną.

Wracając stawiała wolno kroki. Mogła posiedzieć na ławce, która w niedziele o tej godzinie jeszcze była pusta jednak nie zrobiła tego. Wspięła się po stromych schodach i weszła do mieszkania. Zdjęła tylko buty i nie przebierając się nawet, (co nie było w jej zwyczaju), usiadła w pokoju na wersalce. Sięgnęła po telefon stacjonarny, ale nie wybierając numeru odstawiła go na szafkę. Włączyła telewizor, przeleciała wszystkie znane jej kanały. Wyłączyła. Po jakimś czasie bezczynnego siedzenia ponownie wstała, założyła buty i wyszła na zewnątrz.

Krystyna rzadko chodziła do tej części miasteczka. Można powiedzieć, że nie chodziła tam nigdy. Generalnie chodzenie dla samego chodzenia uważała za głupotę i jeśli nie musiała nigdzie wychodzić wolała pozostać na miejscu. Nie rozumiała ludzi, którzy bez potrzeby męczyli się, wydawali pieniądze łażąc bez sensu i celu albo jeżdżąc na drugi koniec świata dodatkowo narażali się na niebezpieczeństwo. Ona mieszkała w centrum miasteczka i miała tam w okolicy wszystko, czego potrzebowała a więc: kościół, pocztę, targowisko, sklep pasmanteryjny, w którym kupowała nici na serwetki. Zakupy spożywcze robiła w markecie, w którym pracowała lub w sklepiku, który był po drodze z targowiska do jej domu.

Mieszkała na ulicy Suligowskiego 22. Podobno kiedyś było tu pięknie. Kamienice kolorowe i bogato zdobione, zamieszkiwane były przez bogatych kupców i rzemieślników. Kiedyś, Mateusz przygotowując pracę domową o lokalnej historii pokazywał Krystynie stare zdjęcia przedstawiające ratusz, kościół a także miejsce, w którym teraz mieszkała. Z dawnego uroku nie pozostało nic. Szare mury, brudne zakurzone podwórka i dwa budynki po sąsiedzku do rozbiórki, w których koczowali bezdomni. Znudzone grube sąsiadki, które całe dnie przesiadując na jedynej ławce pokrzykiwały na dzieci.

Krystyna wyszła na zewnątrz i po prostu ruszyła przed siebie. Szła dawno nieodwiedzanymi ulicami miasteczka. Minęła wiadukt kolejowy i po drugiej stronie torów nadal szła przed siebie. Dzień był wyjątkowo piękny. Słoneczny a jednak nie duszny. Majowe słońce świeciło, jednak towarzyszył mu przyjemny zachodni wiatr, który rozwiewał Krystynie już nieco zbyt długie włosy. Normalnie nie znosiła, gdy włosy wpadał jej na twarz, gdy tylko trochę podrosły obcinała je krótko, po męsku a potem gładko zaczesywała. Jednak dziś to jej nie przeszkadzało. Powiewające włosy łaskotały ją i sprawiały, że poczuła się jakoś inaczej, przyjemniej, bardziej kobieco.

Mijała domki jednorodzinne, zerkała na mniej lub bardziej zadbane obejścia i ogrody. Miasteczko powoli się kończyło i miała przed sobą już tylko ścianę zieleni. Miejsce, które podobno kiedyś pełniło rolę parku miejskiego i tak nazywane pozostało do dziś w świadomości wielu mieszkańców. Ten dawny park teraz, był raczej małym lasem, zaniedbanym miejscem z dziko rosnącymi drzewami i krzakami oraz piaszczystymi alejkami, które gdy popadał deszcz z pewnością zamieniały się w błoto.

Obecnie prawdziwym parkiem miejskim było zasypane po wojnie bajoro znajdujące się w centrum miasta z wyłożonymi kostką chodnikową alejkami i tak też nazywane przez mieszkańców „alejkami”. Teraz w tym miejscu odbywały się różne miejskie uroczystości, tam zainwestowano w nowa muszlę koncertową i plac zabaw dla dzieci. Natomiast dawny park poszedł w zapomnienie. Krystyna jednak zauważyła, że schodki, po których schodziła były nowe a w środku dostrzegła kilka ławek i kosze na śmieci a więc to nie jest tak całkiem zapomniane miejsce to tylko Krystyna o nim zapomniała. Idąc dalej dostrzegła kilka osób spacerujących piaszczystymi alejkami. Stare drzewa szumiały i śpiewały ptaki. Krystyna rozglądała się patrząc na dziesiątki odcieni zieleni, które dostrzegła pierwszy raz w życiu. Usiadła na ławce, patrzyła i słuchała. „Dlaczego nigdy nie przychodziłam tu z dziećmi, gdy jeszcze były małe” – pomyślała patrząc na spacerującą rodzinkę. Mężczyzna niósł na ramionach małego chłopca a przodem biegła dziewczynka. Kobieta udawała, że ją goni a dziewczynka piszczała z radości.

Krystyna patrzyła na to wszystko zdziwiona. Czy to naprawdę istniało przez ten cały czas? Czy wtedy, gdy ona była zajęta swoim życiem tu nieustannie zmieniały się pory roku. Ludzie spacerowali i oddychali tym cudownym powietrzem. Dzisiaj była częścią tego miejsca i nie mogła zrozumieć, dlaczego nigdy wcześniej nie przyszło jej do głowy, aby tu przyjść.

Kolejny raz przemierzała dzikie alejki tego miejsca. Patrzyła na powalone drzewa i soczystą, majową zieleń krzaków, dzikich siewek klonów, buków, brzóz i innych, których nie potrafiła zidentyfikować. Przechodząc w pobliżu betonowej platformy, która nie wiadomo, po co znajdowała się na samym środku alejki spojrzała w górę i dostrzegła coś, czego wcześniej nie mogła zauważyła, gdyż rzadko podnosiła głowę tak wysoko. Otóż szła w pięknym zielonym tunelu, który utworzyły rosnące po bokach drzewa a przez ich jeszcze niezbyt bujne liście przebijały się rozproszone promienie słońca. Nawet Krystyna musiała zatrzymać się i zachwycić tym widokiem.

Rozmyślała o rodzinie, która przecież zawsze była jej największą a właściwie jedyną wartością. Przysiadła na powalonym pniu drzewa. Wróciła ponownie myślami do chwili, gdy zaginął jej mąż.

"Nikt nic nie wiedział. Policja początkowo nie chciała szukać Janusza, a potem, gdy już przyjęła zgłoszenie, po kilku dniach umorzyła sprawę. W tym czasie odkryłam, że zniknęło z domu kilka jego rzeczy osobistych i mała torba podróżna. Zniknął, zapadł się pod ziemię razem z tą walizką, którą kiedyś kupił w niezrozumiałym dla mnie wtedy celu. Czy już wtedy to planował?
Teściowa szalała. Ja umierałam z niepokoju. W końcu po dwóch miesiącach dostałam kartkę pocztową:, „Jeśli zauważyłaś, że mnie nie ma to chce ci napisać, że mam się dobrze”. Tyle po tych wszystkich nieprzespanych nocach po zamartwianiu się na śmierć. „Mam się dobrze”.
Dlaczego on mnie porzucił w tak okrutny sposób?
Dlaczego zostałam sama. Dzieci nie chcą ze mną rozmawiać, moje istnienie traktują, jako zbędą konieczność. Jestem nie potrzebna…"

Wtedy zobaczyła tego mężczyznę. Szedł w jej kierunku trzymając na smyczy małego pieska. Poznała go od razu, ale schyliła głowę udając pogrążoną w myślach. Miała nadzieję, że on jej nie pozna i pójdzie dalej. Mężczyzna przechodząc obok niej zatrzymał się jednak i patrząc prosto na nią, wyraźnie i głośno powiedział „dzień dobry”. Odpowiedziała uprzejmie starając się jednocześnie przyjąć obojętny, niezachęcający do kontaktu wyraz twarzy. W tym momencie niespodziewanie zawiał silny wiatr, który rozwiał jej włosy zakrywając twarz a ona spontanicznie odchyliła głowę do tyłu, przygładziła je i schowała za uszy.
- Miły dzień – powiedział on – idealny na spacer.
- Tak – odpowiedziała niepewnym głosem.
- Czy mogę? – zapytał wskazując miejsce obok niej na pniu drzewa.
- Proszę. – Krystyna odsunęła się nieco. Miała zamiar za chwilę wstać i odejść jednak z jakiegoś powodu nie zrobiła tego prowadząc z nim nic nieznaczącą rozmowę o pogodzie.
Potem rozmowa potoczyła się dalej zadziwiająco przyjemnie. W zasadzie mówił głownie on, jednak ona – Krystyna nie czuła zwykłej w takich sytuacjach irytacji. Słuchała z zainteresowaniem i nawet zadawała pytania. Dowiedziała się kilku interesujących faktów o przeszłości tego miejsca.

Jak się okazało z dalszej rozmowy mężczyzna był pasjonatem lokalnej historii i wiedział dużo na temat miasteczka. Krystyna dowiedziała się na przykład, że to miejsce dawno temu było nazywane „Kminkowym wzgórzem” i podarował je lokalnej społeczność ówczesny bogaty mieszkaniec wtedy jeszcze niemieckiego miasteczka. Okazało się, że to właśnie jego nazwisko jest wyryte na przechylonym kamieniu, który mijała wielokrotnie spacerując dzisiejszego dnia a na platformie, naprzeciwko której teraz siedzieli stał kiedyś pomnik upamiętniający niemieckich żołnierzy poległych na pierwszej wojnie światowej. Mężczyzna opowiadał, że fragment tego pomnika leży nadal w dalszej, mniej dostępnej części parku. Opowiadał o dawnym cmentarzu aż Krystynie przeszły niepokojące dreszcze po plecach, o bractwie „Kurkowym”, które tu w pobliżu miało swoją strzelnicę i restaurację. Krystyna słuchała tego wszystkiego z wypiekami na twarzy. Uświadomiła sobie, że nigdy z nikim tak nie rozmawiała. Nawet z Januszem przez całe ich wspólne życie nigdy nie znalazła się w takiej sytuacji, gdy słowa tak gładko płynęły dając przyjemność przebywania z drugim człowiekiem.

Czas mijał, oni obeszli jeszcze raz cały park i zatrzymali się przy schodkach prowadzących do wyjścia. Krystyna zapragnęła jeszcze kiedyś spotkać tego mężczyznę, ale zupełnie nie wiedziała, co mogłaby zrobić. Na szczęście on wybawił ja z kłopotu.
- Nie chciałbym narzucać się pani, ale może kiedyś jeszcze moglibyśmy się spotkać i kontynuować naszą rozmowę.
- Dobrze – Krystyna odpowiedział obojętnym głosem. Czuła zadowolenie i ekscytację jednak pomiędzy odczuwaniem a okazaniem emocji była przed nią jeszcze długa droga.
- Więc gdzie, kiedy? Może w kawiarni? – zapytał.
- … - Krystyna milczała
- Najprościej byłoby wymienić się numerami komórki – zaproponował.
- Ja nie mam komórki, to znaczy mam, ale nie używam – odpowiedziała jakby zawstydzona.
- To może za tydzień w tym miejscu, powiedzmy o 12.
- Dobrze – ponownie odparła Krystyna.
- Może podwiozę panię do miasta, mam tu w pobliżu samochód.
- Nie dziękuję – powiedziała i szybko odwróciła się stawiając nogę na pierwszym stopniu schodków.
On ponownie lekko się ukłonił i oddalił w stronę parkingu. Krystyna obserwowała go dyskretnie kątem oka.

Została sama. Myśli i emocje kotłowały się w jej głowie i pomimo tego, że Krystyna przecież nie lubiła chodzić, teraz chciała iść i czuć nadal zmęczenie w mięśniach. Udała się wpierw w kierunku ulicy Żeromskiego potem prosto na wiadukt kolejowy i dalej do swojej samotni.

Wchodząc po schodach kamienicy usłyszała telefon dzwoniący w jej mieszkaniu. Nie spieszyła się. Nie chciała, aby ktokolwiek zniszczył jej dobry nastrój. Czuła się zmęczona, nogi nieprzyzwyczajone do długich spacerów oraz niewygodne buty powodowały, że piekły ją podeszwy stóp jednak w głowie czuła dziwną lekkość. Gdy weszła do mieszkania telefon zamilkł. Nieśpiesznym krokiem podeszła do aparatu, na którego wyświetlaczu mrugał numer ostatniego połączenia. To nie była ona, lecz jej syn Mateusz.

Zrzucając buty z nóg bezpośrednio na dywan, niezrażona piaskiem, który wysypał się brudząc nieskazitelna powierzchnie podłogi, z której zawsze była taka dumna sięgnęła po aparat telefoniczny i wystukała numer syna.
- Cześć synku – odezwała się nienaturalnie radosnym głosem, który z pewnością rozpoznał jej syn, bo milczał przez chwilę.
- Coś się stało? – zapytał po chwili.
- Nic. Dlaczego? – odparła Krystyna i już chciała podzielić się radosnym nastrojem i wszystkim, czego dowiedziała się od swojego nowego znajomego.
- To dobrze – odparł Mateusz kategorycznym tonem, który wytrącił ja na chwilę z dobrego nastroju. – Przyjadę w następną niedzielę. Chce spotkać się z ojcem – dodał i odłożył słuchawkę.

Podpis: 

Marzanna 04. 11. 2018
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

Autor płaci 300 poscredy(ów) za komentarz (tylko pierwszy) powyżej 300 znaków.

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Tarot i koronkowe serwetki - Maj - 6 Tarot i koronkowe serwetki - Początek - 1 Syrena
W opowieści o życiu nie może zabraknąć miłości. Co Krystyna i Kalina wiedzą o romantycznej miłości i czy w ogóle potrafią kochać? Historia dwóch kobiet, którym los pozwala się spotkać. Pozornie różni je wszystko. Czy coś je łączy? Tęsknota, strach, miłość, samotność, marzenia... Zrozumiał, że był teraz na łasce tych, którzy go ścigali. W związku z tym, kiedy poczuł na barku czyjąś dłoń, podskoczył jak oparzony.
Sponsorowane: 200
Auto płaci: 300
Sponsorowane: 200
Auto płaci: 300
Sponsorowane: 200

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2018 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.